Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA /
A+ R A-
F.A. Poznań

F.A. Poznań

Aktywność poznańskiej sekcji FA stanowi szeroki wachlarz działań.

Z jednej strony są to różnorakie formy protestu i agitacji. Można by określić ten rodzaj aktywności jako aktywność doraźną. Charakteryzuje się ona "zewnętrznym" przesłaniem naszej grupy. Działalność ta daje nam możliwość wyrażenia swojego zdania, jest formą nacisku na władzę i inne instytucje oraz stanowi dla nas czynnik propagandowy. W tym zakresie działań mieszczą się zarówno akcje spektakularne takie jak demonstracje, happeningi, akcje bezpośrednie jak te mniej: petycje, plakaty, pisma etc.

Z drugiej zaś staramy się budować naszą rzeczywistość poprzez kreowanie świadomości na co dzień. Tworzymy wolnościową społeczność, która podejmuje działania na rzecz oddolnego, niezależnego i samorządnego życia. Działalność ta jest oparta o Rozbrat nadający grupie charakter stabilny. Federacja Anarchistyczna w roku 1997 otworzyła tu Bibliotekę Wolnościową, a w 2000 Klub Anarchistyczny gdzie znajdują się również biuro FA sekcja Poznań
O aktywności tej stabilnej wynikającej głównie z posiadania swojego miejsca można by pisać jeszcze bardzo dużo. Przede wszystkim Rozbrat daje nam możliwość bezpośredniego i łatwego kontaktu miedzy ludźmi. W oparciu o to miejsce możemy spotykać się z ludźmi mającymi podobny stosunek do otaczającego świata, rozmawiać, dyskutować, pomagać.

Adres witryny: http://www.rozbrat.org E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Po czarnym proteście nieczyste zagrania policji widać jeszcze wyraźniej niż dotychczas. Poznańska policja zachowuje się bowiem jak złodziej, który przyłapany na kradzieży woła „łapać złodzieja” . Tymi złodziejami mają być poznańscy anarchiści, którzy – według słów policji – podręcznikowo i profesjonalnie przygotowali się do wszczęcia zamieszek podczas wspomnianego protestu.

 

W ten sposób próbuje się odwrócić uwagę od faktu, że to zachowanie policji raziło brutalnością i chaotycznością – dosłownym biciem na oślep.

 

Wizerunek policji został poważnie nadszarpnięty; by go ratować w oparach gazu łzawiącego urządzono łapankę i w konsekwencji zatrzymano trzy przypadkowe osoby. Wszystko to potwierdzają nie tylko anarchiści, ale też postronne uczestniczki demonstracji. Niektóre z nich same zostały poszkodowane w wyniku działań policji. Nie lepiej było na komisariacie: jedna z zatrzymanych mówiła mediom o złym traktowaniu – przyciskaniu do podłogi radiowozu, obelgach i wyzwiskach. Samo zatrzymanie również pozostawiało wiele do życzenia. Aktywiści byli szarpani, ciągnięci po ulicy i chodniku, wcześniej zostali spryskani gazem łzawiącym.

 

Znamy już zarzuty wobec trzech zatrzymanych osób – to paragraf 222 czyli naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza na służbie. Grozi za to do 3 lat więzienia. Policja podała, że złapała zamaskowanych chuliganów, a jeden z zatrzymanych mężczyzn był w przyszłości zatrzymany w podobnych incydentach.

 

Tak, to prawda – paragraf 222 jest nam dobrze znany: podobne zarzuty działaczom/działaczkom  poznańskiego środowiska anarchistycznego stawiano wielokrotnie. Jest to bowiem najłatwiejszy sposób na dyskredytowanie inicjatyw bezpośrednio uderzających w antyspołeczne poczynania władz. Zatrzymani – oraz wiele innych osób z naszego środowiska - nie raz brali udział w „podobnych incydentach”. Te incydenty to najczęściej blokowanie eksmisji, działanie na rzecz respektowania praw pracowniczych i reagowanie na policyjną przemoc, na przykład stosowanie biernego oporu gdy policja atakuje pokojowe demonstracje. Jedna z zatrzymanych osób została skazana z paragrafu 222 właśnie w wyniku blokowania eksmisji w Nowej Soli w 2010r. Niedawno wyszedł z więzienia nasz przyjaciel Łukasz Bukowski, który trafił za kraty z tej samej przyczyny. O jego sprawie głośno było w mediach ogólnopolskich.

 

W ten oto sposób kryminalizuje się działalność społeczną, a aktywistów i aktywistki sprowadza wyłącznie do roli zadymiarzy  i do znudzenia sadza w ławie oskarżonych. Za pomocą kolejnych wezwań, przesłuchań i rozpraw próbuje się po prostu tłumić opór społeczny. Pomóc w tym mają policyjne pałki, gaz łzawiący oraz wspomniany paragraf będący głównym orężem policji w walce z anarchistami. Podobnie - poprzez propozycje kolejnych ustaw i restrykcyjne prawo dotyczące aborcji - kryminalizuje się kobiety, które chcą decydować o sobie. Po demonstracji 3 października, władze próbują wmówić społeczeństwu, że w Poznaniu czarny protest zawłaszczyli anarchistyczni chuligani. Wszystko po to, by odwrócić uwagę od oporu stawianego przez tysiące kobiet i mężczyzn, które – wraz z anarchistami i anarchistkami jak i niezależnie od nich – ruszyły pod biuro PiS. To tam protestujący wyrazili swój gniew i przekroczyli granicę ram protestu, w które policja chce nas wpisać, by łatwiej spacyfikować i ujarzmić wszystkich niezadowolonych. Sprawić, by swój gniew skierowali nie przeciwko władzy a innym protestującym, czyli – w konsekwencji – by wystąpili przeciwko samym sobie.

 

Policja i prokuratura obecnie działa w wyjątkowym pośpiechu -  pod presją, z gotowymi tezami, bo sprawę chce się wykorzystać politycznie. Sygnatury spraw są znane już dwa tygodnie od zatrzymania, co zwykle się nie zdarza. Minister już drugiego dnia, jeszcze przed postawieniem zarzutów wiedział, kto jest winny i kto powinien być skazany. Dobrze wiemy, że ten pospiech nie jest przypadkowy. Dobrze też wiemy, że lokatorzy i pracownicy czekają na wyroki przeciwko nieuczciwym pracodawcom i kamienicznikom latami.

 

Nie zostawimy oskarżonych samych – byli oni wraz z tysiącem osób na proteście po to, żeby kobiety chcące decydować o swoim życiu nie szły do więzienia, ani nie były traktowane przez policję czy prokuraturę właśnie tak, jak trójka naszych przyjaciół. Jeśli policja chce zrobić z nas chuliganów, solidarnie odpowiadamy: wszyscy jesteśmy chuligankami!

3 października w poniedziałek na Pl. Adama Mickiewicza, mimo nieustannie padającego deszczu około 10 tysięcy osób protestowało przeciwko pomysłom zaostrzenia już i tak drakońskich przepisów antyaborcyjnych. Protest, który formalnie rozpoczął się już o godzinie 14:00, dał szansę na zabranie głosu w sprawie tym, które od lat są ignorowane, gdy tylko powracają tematy prawa do aborcji, rzetelnej edukacji seksualnej, dostępu do fachowej służby zdrowia, ochrony przed przemocą i dyskryminacją, czyli samym kobietom.

 

W wystąpieniach podkreślano, że walka toczy się o prawo do wyboru, które już teraz jest kobietom ograniczane, a zgodnie z projektem skierowanym do dalszych prac sejmowych ma im być de facto całkowicie zabrane. Starano się zwrócić uwagę, że wprowadzenie zmian nie zatrzyma zabiegów aborcyjnych - tak jak obecnie są i będą one dokonywane. Niestety restrykcyjne przepisy uderzą w kobiety w gorszej sytuacji materialnej, a niektóre narażą na dokonywanie zabiegów w niezwykle niebezpiecznych dla ich zdrowia i życia warunkach. Takie oczywistości nie docierają do głów ustawodawców, dopóki nie zostaną wystarczająco głośno wykrzyczane.

 

Na proteście nie zabrakło również matek, które same urodziły dzieci z poważnymi wadami. One również podkreślały swój sprzeciw wobec zaostrzania przepisów, potrzebę pozostawienia prawa do wyboru kobiecie, a także olbrzymi brak wsparcia dla tych kobiet, które zdecydują się urodzić dzieci obarczone poważnymi chorobami.

 

W trakcie wystąpień nie zapomniano również upomnieć się o prawa osób o innej niż heteroseksualna orientacji. Ich również dotkną proponowane zmiany w prawie, one również kolejny raz są wykluczane i pomijane jako te osoby, których głos się nie liczy.

 

Jasno wykazano, że zaostrzenie przepisów będzie prowadziło do tragedii takich jak niedawna, gdzie 12-letnia ofiara gwałtu urodziła dziecko. Przy aplauzie prawicowych publicystów ofiara przemocy została potraktowana jak żywy inkubator pozbawiony praw do samostanowienia o własnym ciele. Podobnych tragedii można i należy unikać.

 

Trudno oddać całą energię niektórych wystąpień oraz uczucie solidarności, które im towarzyszyło. Naprawdę wielkie brawa dla wszystkich uczestniczek i uczestników.

 

Po zakończeniu oficjalnej części manifestacji spora część zgromadzonych osób, pod hasłami „Jesteśmy wkurwione, idziemy pod PiS” oraz ze słowami przyśpiewki „Szydło, niestety, twój rząd obalą kobiety” wyruszyły pod biuro partii rządzącej Prawo i Sprawiedliwość na ulicy św. Marcin. Pod samym biurem przy nieustającym wznoszeniu haseł „Solidarność naszą bronią”, „To jest strajk ostrzegawczy”, doszło do drobnych przepychanek z pilnującą wejścia do biura partii policją. W wyniku interwencji funkcjonariuszy zostały zatrzymane prawdopodobnie trzy osoby. W stronę szpaleru policyjnego poleciały race i petardy. Przez długi czas protestujący nie dopuszczali do odjechania samochodu z zatrzymanymi, skandując „Solidarność naszą bronią” i „Uwolnić zatrzymanych”. Po około pół godziny manifestujący, skandując „Jeszcze tu wrócimy”, skierowali się w stronę Placu Wolności, gdzie protest dobiegł końca. Grupa około 200 osób udała się pod komisariat na Al. Marcinkowskiego, gdzie zorganizowano spontaniczną pikietę domagającą się wypuszczenia zatrzymanych.

 

Na zakończenie pragniemy zaapelować do malkontentek i malkontentów. Nie lamentujcie nad kilkoma petardami czy racami, które poleciały w stronę opancerzonych od stóp do głów policjantów prewencji. Nie lamentujcie nad tym, że w wyniku protestu zakorkowany został Poznań, a bogu ducha winni mieszkańcy miast mieli dziś utrudniony powrót do domu. Zacznijcie wreszcie lamentować nad realnymi zmianami, które wprowadza obecna władza. A władza będzie nas ignorować tak długo, aż nie zobaczy, że możemy po nich przyjść do ich biur poselskich, pod urzędy, a nawet pod domy tych posłów i posłanek. Czas walczyć o nasze prawa i pokazać, że w tej walce będziemy sięgać również po radykalne metody.

 

czytaj także:

(Akt) Zatrzymano Gosię z Zemsty! Oświadczenie kolektywu Zemsta

W środę (28 września) o godzinie 11:00 Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów przy wsparciu Federacji Anarchistycznej, zablokowało eksmisję „na bruk” trzech osób z mieszkania przy ul. 28 Czerwca. Mieszkanie należy do Spółdzielni Mieszkaniowej im. Hipolita Cegielskiego, gdzie prezesem zarządu jest Waldemar Witkowski – polityk, działacz spółdzielczy, były wicewojewoda wielkopolski, od 2006 r. przewodniczący Unii Pracy.

 

Bulwersujące przy tej eksmisji było kilka kwestii. Po pierwsze, jedna z osób, która miała być eksmitowana to mężczyzna, który od dziewięciu lat leży sparaliżowany. Żona podaje mu leki, jedzenie i płyny specjalną pompą.

 

Po drugie, lokatorzy zostali skreśleni z listy przydziału na mieszkanie socjalne (sprawa w toku, wyjaśniana w ZKZL). Od tygodnia WSL prowadziło rozmowy z zarządem ZKZL, aby lokatorzy otrzymali kolejna ofertę mieszkania socjalnego, odpowiednią dla osoby niepełnosprawnej. Poprzednia dotyczyła lokalu na poddaszu, gdzie nie było możliwości wniesienia chorego na noszach. Niestety samo pismo, że miasto złoży kolejną ofertę lokatorom, nie załatwiało sprawy. Wierzyciel był zdeterminowany przeprowadzić eksmisję.

 

O godz. 11:00 w mieszkaniu pojawił się komornik ze ślusarzem. Przyszły pracownice z MOPR i miejskiego Biura Spraw Lokalowych oraz prawnik reprezentujący wierzyciela. Nie krył swojej niechęci wobec działaczy i działaczek WSL, którzy byli zdeterminowani powstrzymać wysiedlenie. W ostatniej chwili prawnik spółdzielni dostał odgórne polecenie odroczenia eksmisji na około dwa miesiące, do otrzymania nowej oferty lokalu socjalnego.

 

Konflikt z jednej strony był wynikiem krótkowzroczności pracowników ZKZL (co do wskazania lokalu socjalnego), jak też wierzyciela, którego bezwzględność wobec sparaliżowanego lokatora była zaskakująca.

19 sierpnia 2016 roku o godzinie 9:40 kilkunastu anarchistów/ek uczciło minutą ciszy pamięć ofiar policyjnych nadużyć. Symboliczny protest odbył się w dniu rozprawy o przekroczenie uprawnień przez Macieja Kuźniewskiego, policyjnego bandytę rażącego paralizatorem uczestników happeningu na Uniwersytecie Ekonomicznym.

 

Funkcjonariusz nie pojawił na rozprawie, być może się bał, a jego pełnomocnik prawie nie zabierał głosu, prawdopodobnie zażenowany postawą swego klienta. Tymczasem koledzy Kuźniewskiego postanowili filmować protest przed sądem. Na wezwania do wylegitymowania funkcjonariusze zasłaniali się „wykonywaniem czynności służbowych”, licznie też obstawili wejście do budynku. Poniżej prezentujemy oświadczenie Federacji Anarchistycznej s. Poznań i Anarchistycznego Czarnego Krzyża nt. policyjnej przemocy – zarówno podczas wspomnianego wykładu, jak i obecnie:

 

WIĘCEJ UPRAWNIEŃ DLA POLICJI TO WIĘCEJ OFIAR!
DOŚĆ POLICYJNEGO BANDYTYZMU!

 

OŚWIADCZENIE

 

W grudniu 2013 roku, podczas skandalicznego pseudo-wykładu skrajnie prawicowego  ks. Pawła Bortkiewicza na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, miał miejsce anarchistyczny happening. Został on brutalnie zakłócony przez policjantów w cywilu. Jeden z nich raził prywatnym paralizatorem uczestników i uczestniczki zdarzenia. Po długim procesie sprawę umorzono. Teraz policjant odwołuje się i żąda całkowitego uniewinnienia. W kontekście zajść podczas wykładu, kiedy to pobito i rażono paralizatorem happenerów/rki, uznajemy to za skandaliczne i niedopuszczalne. Podczas sprawy trzech świadków będzie zeznawać na temat policyjnej przemocy tego dnia.
W ostatnich miesiącach bezkarność policji oraz liczba ofiar jej interwencji wciąż rośnie. Pojawiają się ofiary śmiertelne (ostatnia – w Szczecinie). Czas powiedzieć: stop policyjnej przemocy!

 

Statystyki dot. policyjnych przestępstw wskazują, że zaledwie 3,5 proc. spośród 16 tys. skarg na nadużycia ze strony policji prokuratura kieruje do sądu. Pozostałe umarza lub odmawia wszczęcia postępowania. Dane te dotyczą wymuszania zeznań przez policjantów, bezprawnej ochrony interesów wpływowych osób i znęcania się nad zatrzymanymi. W przypadku wymuszania zeznań biciem statystyka jest jeszcze gorsza: tylko 1,3 proc. spraw kończy się aktem oskarżenia. Do tego dochodzą przypadki policyjnych zabójstw.

Sprawa 25-letniego Igora z Wrocławia, zabitego przez policjantów, trafiła do świadomości odbiorców mediów tylko dzięki postawie kilkuset ludzi. Protestując przez wiele dni upominali się pod komisariatem, na którym doszło do zabójstwa, o pamięć Igora i sprawiedliwość dla jego oprawców.   Kilka dni temu policjanci zabili kolejną osobę – tym razem zastrzelono w Szczecinie chłopaka, który rzekomo nie zatrzymał się na wezwanie.  Sprawę opisały media, ale zabójca wciąż pozostaje na wolności. Nie pozwolimy na dalsze zamiatanie pod dywan policyjnego bandytyzmu! Dość bezkarności policji!

Obecnie stoimy przez realną groźbą zwiększenia się represji i policyjnej przemocy nie tylko wobec aktywistów, ale też całego społeczeństwa. Kontrowersyjna ustawa antyterrorystyczna, wcześniej kuriozalna  ustawa inwigilacyjna – wszystko  to oznacza w praktyce zgodę na ingerencję służb w prywatność każdego z nas!

 

Zadajemy więc pytanie: Czy więcej uprawnień dla policji oznacza więcej policyjnych ofiar? Obawiamy się, że odpowiedź na to pytanie jest jednoznaczna. Apelujemy o przeciwstawianie się policyjnemu bandytyzmowi i nagłaśnianie wszelkich przypadków policyjnych nadużyć! Stop bezkarności policji!

 

Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań
Anarchistyczny Czarny Krzyż
20160819 094632

GOPR2535

20160819 094636

20160819 095313

Wczoraj o godzinie 14:30 pod Urzędem Miasta Poznania, miał miejsce protest przeciwko polityce brutalnych eksmisji. Dodatkowym impulsem do protestu, było zakończenie kary trzymiesięcznego pozbawienia wolności przez Łukasza Bukowskiego. Łukasz odsiadywał wyrok w związku z udział w blokadzie eksmisji w 2011 r.

 

Na wstępie podkreślono, że pomimo zmian personalnych we władzach miasta Poznania, i wiązanych z nimi nadziejami, antyspołeczna polityka brutalnych eksmisji względem lokatorów jest kontynuowana. Nie widać realnych zmian w polityce mieszkaniowej miasta, a kolejni lokatorzy muszą obawiać się wizyt komorników. [Oświadczenie - Poznań miastem brutalnych eksmisji ]

 

Korzystając z okazji, jako jeden z przemawiających na pikiecie, głos zabrał Łukasz Bukowski. Podkreślając, że chociaż z perspektywy więźniów jego wyrok był niezwykle krótki, pobyt w wiezieniu nie był dla niego łatwym doświadczeniem. To świadomość, że uczestniczy w działaniach w słusznej sprawie, dodawała mu sił, oraz wsparcie, jakie otrzymywał z zewnątrz w postaci listów. Podkreślił, jak ważnym doświadczeniem, był dla niego udział w pogrzebie zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, za jej śmiercią stały osoby związane ze środowiskiem właścicielki lokali uzyskanych dzięki reprywatyzacji. Mimo słów, o konieczności odpłacenia winnym bestialskiej śmierci, pięknym za nadobne, Łukasz podkreślił, że w jego odczuciu ruch lokatorski nie ma działać przeciwko komuś, ale we wspólnym interesie, w walce o prawdziwą sprawiedliwość społeczną.


13645123 10154406366142863 4029519607996043536 n

W trakcie pikiety podkreślono, że faktycznymi ofiarami represji, są nie tyle osoby takie jak Łukasz Bukowski zaangażowany w działania lokatorskie, ale przede wszystkim cała rzesza mieszkańców Poznania. To wobec mieszkańców, których nie stać na kredyt mieszkaniowy, stale wisi widmo braku tanich lokali mieszkalnych. To mieszkańcy o niskim statusie materialnym, byli przez długi czas straszeni zsyłko do getta kontenerów „socjalnych” i piętnowani określeniem „trudnych lokatorów”. To mieszkańcy, z wielu powodów – utraty pracy czy choroby – popadają w spiralę zadłużenia, muszą obawiać się wizyty komornika i widma eksmisji. Właśnie, dlatego tak ważna jest codzienna działalność w ramach ruchu lokatorskiego, polegająca na domaganiu się realnych zmian w polityce miasta, przy jednoczesnym okazywaniu wsparcia i solidarności zagrożonym eksmisjami lokatorom.

 

Najbliższą okazją do okazania takiego wsparcia, będzie, chociażby udział w rozprawie Sądu drugiej instancji, w sprawie jednego z mieszkańców ogródków działkowych. Schorowany lokator najpierw, nie mógł uzyskać od miasta lokalu socjalnego. Urzędnicy uznali, że skoro mieszka na działce - pomimo że to wbrew prawu - jego potrzeby lokalowe są zabezpieczone. Dziś, ci sami miejscy urzędnicy, wspólnie z przedstawicielami władz Rodzinnych Ogródków Działkowych domagają się eksmisji lokatora, bez prawa do lokalu socjalnego. Tak właśnie wygląda polityka mieszkaniowa i społeczna w mieście Poznaniu, która nie potrafiąc wywiązać się ze swoich zadań względem zabezpieczenia lokali socjalnych dla mieszkańców, uderza w nich widmem eksmisji de facto na bruk.

W styczniu tego roku w Polskim Teatrze Tańca w Poznaniu powstała komisja zakładowa Inicjatywy Pracowniczej. Należy do niej obecnie połowa załogi teatru, zarówno artyści, jak też pracownicy techniczni i administracyjni. Motywów powołania organizacji było kilka, jednym z nich – zmiana na stanowisku dyrektora instytucji. Po 27 latach z kierowania teatrem zrezygnowała Ewa Wycichowska. Załoga chciała mieć więc możliwość zabrania głosu w wyborze jej następczyni, która rozpocznie urzędowanie od 1 września.

 

Innym powodem były obowiązujące w teatrze stosunki pracy. Lista zarzutów pracownic i pracowników była w tym przypadku dość długa: od braku dialogu przy zarządzaniu instytucją, przez łamanie wielu przepisów Kodeksu pracy, po kwestie związane z wynagrodzeniami.

 

Ustępująca dyrektorka teatru z początku kompletnie ignorowała naszą organizację, co przejawiało się między innymi we wprowadzeniu zmian w regulaminie wynagradzania i regulaminie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych bez niezbędnych konsultacji ze związkiem zawodowym, co oczywiście zostało przez nas oprotestowane. Ostatecznie związek zawodowy postanowił wejść w spór zbiorowy, o czym poinformował pracodawcę pod koniec maja, a w sam spór rozpoczął obowiązywać 6 czerwca br. Postulaty przedstawione dyrekcji dotyczyły kwestii płacowych. Zażądano likwidacji wysokiej premii uznaniowej (30%) i dodania jej do podstawy wynagrodzenia. Było to zgodne z zaleceniami zarządu województwa wielkopolskiego (instytucji nadrzędnej dla teatru) z kwietnia 2015 r. Po drugie zażądano 20% podwyżki płac.

 

Teatr, jak wiele innych instytucji publicznych, miał od początku 2009 r. tylko jedną (wprowadzoną w roku 2016) systemową podwyżkę płac w wysokości 90 zł brutto od osoby. A to oznacza, że od 2009 r. przynajmniej niektórym pracownikom płace realne spadały (szacunkowo: o 10-15%). Faktycznie na zebraniach związkowych pojawiały się głosy, że pensje są coraz niższe. Szczególnie na spadek realny płac narażeni byli pracownicy i pracownice np. przebywający na zwolnieniu chorobowym (w wyniku np. kontuzji). Dodatkowo niezadowolenie budził fakt wspomnianego manipulowania premiami uznaniowymi.

 

Na spór pracodawca zareagował zapowiadając lokaut i zwolnienie 60% załogi. W piśmie z dnia 15 czerwca zagroził bowiem, że jeżeli pracownicy nie przyjmą zmiany regulaminu wynagradzania dotyczącego zasad premiowania, wprowadzonej zarządzeniem dyrekcji w maju, to wypowie im umowy o prace. IP jednak wskazywała konsekwentnie, że zaproponowana zmiana warunków płacy była bezprawna, gdyż powstała z naruszeniem art. 772 §4 Kodeksu pracy (brak konsultacji związkowej), a zatem nie jest obowiązująca, a dodatkowo stała się przedmiotem sporu zbiorowego. Z tej perspektywy związek uznał działania dyrekcji za nielegalne.

 

Jednocześnie, na wniosek Inicjatywy Pracowniczej, w teatrze została przeprowadzona kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która potwierdziła szereg naszych zastrzeżeń, w tym nielegalność zamiaru zmiany umowy o pracę, a dalej ewentualnego zwolnienia 60% załogi. Lista nieprawidłowości wykazanych przez inspektora jest długa i dotyczy: (1) sprzeczności w zapisach obowiązującego regulaminu pracy i regulaminu wynagradzania; (2) wprowadzenia zmian w regulaminie wynagradzania i regulaminie funduszu świadczeń socjalnych bez konsultacji ze związkiem zawodowym; (3) nieterminowego przekazywania środków na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych; (4) konieczności wypłacenia wyrównań z tytułu wynagrodzenia urlopowego (łącznie 6 osób na kwotę ponad 3900 zł netto); (5) przekraczania limitu godzin nadliczbowych (który i tak wynosił w zakładzie 416, przy czym niektórzy pracownicy w ciągu roku mieli nawet 700 nadgodzin); (6) nieterminowego wypłacania dodatku za pracę w nadgodzinach; (7) źle funkcjonujących okresów rozliczeniowych w stosunku do pracowników technicznych. Wreszcie (8) pojawił się problem dotyczący systemu przerywanego czasu pracy. Pracownicy artystyczni trzy z pięciu dni w tygodniu, pracowali od godziny 10 do 14, a następnie po czterogodzinnej przerwie od 18 do 22. Rozwiązanie takie przewiduje Kodeks pracy i choć okres przerwy nie wlicza się do czasu pracy, to jednak należy się za niego wynagrodzenie w wysokości 50% stawki postojowej (art. 139 § 1 K.p.). Tymczasem regulamin wynagradzania nie przewidywał tego i wielu pracowników utrzymuje, że nie otrzymywało postojowego. Kwestia ta była omawiana na spotkaniu Inspekcji Pracy z przedstawicielami i przedstawicielkami związku. Obecnie związek bada sprawę i nie wyklucza skierowania sprawy na drogę sądową, liczy jednak na jednoznaczne w tym zakresie stanowisko Inspekcji. W takim wypadku roszczenie może sięgnąć nawet pół miliona złotych ponieważ dotyczyć będzie okresu trzech lat, licząc średnio kilkanaście tysięcy złotych na osobę w stosunku do ok. 30 pracowników artystycznych.

 

Ostatecznie 24 czerwca, na jednoznaczne żądanie IP, odbyły się w Polskim Teatrze Tańca rokowania, w trakcie których strona związkowa stanęła na stanowisku, że dopóki nie zostaną prawidłowo sporządzone nowe regulaminy pracy i wynagradzania, trudno jest mówić o rozstrzygnięciu żądania dotyczącego odpowiedniego włączenia premii uznaniowej do wynagrodzenia, mimo że żądanie to, w takiej czy innej formie, zostanie spełnione. Co do 20 procentowej podwyżki zgodzono się, że rokowania w tej sprawie zostaną wznowione po urlopie, tj. na przełomie sierpnia i września. 27 czerwca doszło natomiast do osobnego spotkania w urzędzie marszałkowskim, gdzie urzędnicy omówili ze związkiem sytuację w teatrze, zgadzając się, co do tego, że potrzebne jest dogłębne zapoznanie się z wynikami kontroli PIP.

 

Komentując sytuację w Polskim Teatrze Tańca trzeba stwierdzić, że jest to kolejny przykład instytucji publicznej, która zamiast dawać przykład, jak funkcjonować by mogły stosunki pracy, raczej dała przykład tego, jak one wyglądać nie powinny. Lata jednoosobowego kierownictwa tą instytucją zrodziły paternalistyczne przyzwyczajenia, które ostatecznie doprowadziły do szeregu poważnych naruszeń prawa pracy. Dopiero powołanie związku zawodowego pozwoliło na ujawnienie szeregu nieprawidłowości, które powinny być wykryte już wcześniej przez Inspekcję Pracy (poprzednia kontrola miała miejsce w 2007 r.), a przede wszystkim przez urząd marszałkowski, sprawujący w tym przypadku nadzór. Ofiarami, jak to zwykle bywa, padli przede wszystkim pracownicy.

następna »

23 czerwca przy ul. Wolsztyńskiej w Poznaniu miało dojść do nielegalnych czynności komorniczych. Zostały one zablokowane w wyniku interwencji działaczek i działaczy Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz Federacji Anarchistycznej. Sytuacja dotyczyła dwóch kobiet, które od 5 lat oczekują na przydział lokalu socjalnego. Schorowane lokatorki w podeszłym wieku od wielu miesięcy żyją bez wody, prądu, gazu oraz z zamurowanymi drzwiami wejściowymi (wchodzą przez okno balkonowe). Właściciel mieszkania bezkarnie stosował wobec kobiet metody "czyścicieli" kamienic, by, poprzez nękanie, wymusić szybszą wyprowadzkę.

 

Interwencja komornika Mieszko Cieślika rozpoczęła się o godzinie 13:00. Komornik wcześniej zapewniał, że celem wizyty nie będzie eksmisja. Niemniej jednak przed wyznaczoną godziną przed domem pojawiła się ciężarówka firmy, której pracownicy zostali poinformowani o tym, że będą wywozić rzeczy w związku z mającą się odbyć eksmisją. Komornik naciskał, że chce wejść przez okno do lokalu oraz wywieźć część rzeczy lokatorek. Po niespełna pół godziny na miejscu pojawiła się policja, która wezwana przez komornika miała pełnić asystę w czynnościach przez niego podejmowanych.

 

Komornik nie posiadał formalnego uzasadnienia podejmowanych dziś czynności. Nie przedstawił stosownych dokumentów zarówno przedstawicielkom WSL, mediom jak i policji. Należy pamiętać, że za każde działania komornicy otrzymują duże wynagrodzenie. Chęć zarobku oraz przyzwyczajenie do dotychczasowego trybu działania sprawiły, że Cieślik był wyraźnie zdziwiony, że musi posiadać i okazać formalne podstawy swoich działań. Po konsultacjach z prawnikami działacze i działaczki nie dopuścili do wyniesienia rzeczy lokatorek. Blokada trwała około 1,5 godziny. Komornik stwierdził, iż rezygnuje z podejmowanych czynności.

 

Zgromadzeni policjanci wylegitymowali oraz sprawdzili w systemowej bazie danych wszystkich działaczy i działaczki oraz wezwali odziały prewencji. Natomiast nie widzieli problemu w tym, iż komornik nie przedstawił im pisemnego uzasadnienia oraz opisu wykonywanych w dniu 23 czerwca czynności względem dłużniczek.

 

Po zakończonych działaniach, ze względu na zły stan zdrowia, lokatorkom udzielili wsparcia medycznego wezwani sanitariusze.

 

Za sytuację odpowiedzialność ponosi nie tylko komornik, ale także Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych (ZKZL). Miesiąc temu, w dniu 18 maja działaczki WSL na spotkaniu z wiceprezydentem miasta i prezesem ZKZL przedstawiły sytuację obu eksmitowanych osób. Wcześniej, po pięciu latach oczekiwania, miasto wskazało seniorkom lokal socjalny, który kompletnie nie uwzględniał ich wieku i stanu zdrowia (III piętro, piece na węgiel itd.). Dlatego pismem z dnia 20 maja zwrócono się z prośbą o wskazanie innego lokalu. Przedstawiono też dokumentację medyczną. Niestety ZKZL przez ponad miesiąc nic w tej sprawie nie zrobił.

Rozpętanie wrzawy wokół oskarżenia trojga osób kojarzonych ze środowiskami anarchistycznymi o próbę podpalenia policyjnych radiowozów (a nie jak się sugeruje podłożenia bomby) jest sposobem na odwrócenie uwagi opinii publicznej od policyjnych nadużyć i zabójstw. Jednocześnie służy ona też jako uzasadnienie dla wprowadzenia większych uprawnień dla policji i innych służb poprzez wprowadzenie tzw. ustawy antyterrorystycznej. System zmierza w kierunku autorytarnym, wprowadza się reguły państwa stanu wyjątkowego, a strach – nieodłączny atrybut prawicowej polityki – stał się bronią w rękach polityków i policji.

 

Rosnąca od dłuższego czasu bezkarność policji, brutalność wobec demonstrantów, nielegalna inwigilacja mediów i obywateli, pobicia, a nawet interwencje kończące się śmiercią, budziły i budzą coraz większy sprzeciw społeczny. Wymiar sprawiedliwości nie był zainteresowany rozliczeniem funkcjonariuszy wykorzystujących swoją władzę. Nie byli i nie są tym zainteresowani politycy ani elity skrywające się za plecami policji. W istocie wielokrotnie byliśmy i jesteśmy świadkami, kiedy policja reprezentuje i chroni interesy jedynie uprzywilejowanych. Najlepszym tego przykładem było paradowanie najbardziej znanego w Polsce „czyściciela kamienic” w asyście policji i zastraszanie lokatorów. Tego typu przykładów jest więcej.

 

Przyjrzyjmy się statystykom policyjnych nadużyć. Jak donosił w połowie 2013 roku jeden z dzienników: „Policja nadużywa przemocy, bo funkcjonariusze mają duży margines bezkarności. Tylko 3,5 proc. skarg na pobicie przez policjantów prokuratura kieruje do sądu. Pozostałe umarza lub odmawia wszczęcia postępowania” (źródło). Z danych przedstawionych przez samą policję wynika, że w latach 2011–2012 do prokuratur trafiło aż 468 spraw o wymuszanie zeznań i 1044 sprawy o znęcanie się nad osobami pozbawionymi wolności. Przypadków takich jest jednak zdecydowanie więcej, bo np. wielu poszkodowanych nie wnosi skarg, nauczonych doświadczeniem, że są one bezskuteczne. Nic się od tego czasu nie zmieniło, choć o nadużyciach policji mówi się coraz więcej i coraz głośniej. Do odpowiednich działań w tej sprawie nawoływał np. dwa lata temu Europejski Komitet ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu. Jednocześnie jak wynika z danych samej policji, liczba funkcjonariusz pociągniętych do odpowiedzialności czy wydalonych ze służby z roku na rok spada (źródło).

 

Czy wobec powyższego może dziwić fakt, że ofiary policyjnej nagonki chcą się bronić? Tym bardziej że w poczuciu bezkarności policja posuwa się do najbrutalniejszych aktów. W 2010 roku w Warszawie policjant zastrzelił niewinnego człowieka, czarnoskórego imigranta Maxwella Itoyę, a w 2012 roku umorzono sprawę przeciwko sprawcom tej śmierci. Od tego czasu miało miejsce wiele podobnych przypadków. Ofiarami padały nie tylko notowane w policyjnych kartotekach osoby, ale niekiedy po prostu kompletnie niewinni obywatele, jak właśnie Maxwell Itoya, czy ciężko ranny w 2015 r.  górnik postrzelony w Jastrzębiu-Zdroju gumową amunicją.

 

Nie możemy dać się zastraszyć. Odwoływanie się do państwowego terroru ma uchronić skompromitowane postsolidarnościowe elity władzy przed ich ostateczną polityczną degradacją. Kapitalistyczne i neoliberalne eksperymenty dokonywane na społeczeństwie nie tylko skutkują wzrostem różnic klasowych, społecznych konfliktów, ale także obecnym kursem na autorytarne państwo.

 

Mówimy zatem zdecydowanie: Stop policyjnej przemocy! Stop państwu stanu wyjątkowego!

 

Federacja Anarchistyczna s. Poznań

 

Wybrane przykłady policyjnych napaści:

* 2016 r. – we Wrocławiu ginie Igor Stachowiak. Przyczyną śmierci była prawdopodobnie brutalność działań policji; niewykluczone, że celowa. Sprawa jest w toku.
* 2015 r. - w Knurowie 27-letni mężczyzna został raniony w okolice szyi, a po przewiezieniu do szpitala zmarł.
* 2015 r. - w Kutnie 29-letni mężczyzna został śmiertelnie postrzelony podczas przesłuchania na komisariacie.
* 2015 r. - w Legionowie podczas akcji policyjnej 19-letni Rafał W. połknął woreczek z marihuaną, który utknął mu w tchawicy, co doprowadziło do jego śmierci.
* 2015 r. - w Jastrzębiu-Zdroju 35-letni górnik z kopalni Zofiówka podczas protestu został postrzelony przez policjanta gumową kulą, w wyniku czego miał pękniętą czaszkę, obrzęk mózgu i złamaną nogę.
* 2013 r. - w Wałbrzychu policjanci skatowali na śmierć zatrzymanego mężczyznę.
* 2011 r. - w Lublinie policjant zgwałcił dwukrotnie studentkę farmacji
* 2010 r. – w Warszawie policjant zastrzelił niewinnego człowieka, czarnoskórego imigranta Maxwella Itoyę. W 2012 r. sprawę umorzono.
* 2007 rok – w Krakowie obywatel Rumunii Claudiu Crulica, zmarł w wyniku protestu głodowego w tamtejszym areszcie. Zarówno jego zatrzymanie przez policję, jak i nieudzielanie mu pomocy w trakcie protestu głodowego, nosiło znamiona jawnie rasistowskich i dyskryminacyjnych działań. Cała sprawa Claudia pełna była nieprawidłowości ze strony funkcjonariuszy służb, mimo to żaden funkcjonariusz policji, ani Aresztu Śledczego nie poniósł w związku z nią konsekwencji służbowych. O losach Crulica powstał polsko-rumuński film „Crulic - droga na drugą stronę”

 

Więcej przykładów można znaleźć tutaj: http://bezkarnoscpolicji.info

Łukasz Bukowski skazany na karę trzech miesięcy więzienia, został właśnie przeniesiony do Zakładu Karnego w Gorzowie Wlkp.

Szczegółowo o jego sprawie informowaliśmy tutaj. Pamiętajmy, że pobyt Łukasza w więzieniu to forma protestu i wypadkowa jego udziału w akcji antyeksmisyjnej. Na portalu społecznościowym powstał fanpage gdzie możecie znaleźć sporo informacji o sprawie Łukasza. Apelujemy o wysyłanie listów i kartek pocztowych celem udzielenia wsparcia i okazania solidarności z osadzonym. Jeśli nie wiecie jak rozpocząć taką korespondencje, zerknijcie tutaj. Oto nowy adres:

 

Łukasz Bukowski syn Zbigniewa

Zakład Karny Gorzów Wielkopolski P-2

ul. Podmiejska 17

66-400 Gorzów Wlkp.

 

SOLIDARNOŚĆ NASZĄ BRONIĄ!!!

W czwartek, 12 maja 2016 roku, w godzinach przedpołudniowych anarchiści i działacze lokatorscy zablokowali próbę eksmisji dwojga schorowanych ludzi zamieszkałych w kamienicy przy ul. Małeckiego. Najpierw zabarykadowano budynek od środka, nie wpuszczając policji. Kolejną formą nacisku była spontaniczna pikieta na zewnątrz, będąca wyrazem solidarności z eksmitowanymi. W wyniku tych działań udało się skłonić komornika i lekarzy do odstąpienia od wykonania eksmisji na bruk.

Małżeństwo dostało przydział na mieszkanie jeszcze w czasach PRL, potem po kamienicę zgłosił się spadkobierca. Broniony lokator przez 40 lat pracował w elektrociepłowni. Gdy stracił pracę, rodzina wpadła w długi. Miał trzy udary, z powodu miażdżycy grozi mu amputacja stopy, jego żona także choruje. Większość stosunkowo wysokiej emerytury pochłaniają leki oraz systematycznie spłacane zadłużenie. Według nowych przepisów nie przysługuje im mieszkanie socjalne ani komunalne, jednocześnie jednak są zbyt biedni, by wynająć mieszkanie na tzw. wolnym rynku.

Próba eksmisji trwała od godziny 9:00. Komornik, Paweł Bobek, próbował nasłać policję na blokujących kamienicę od wewnątrz anarchistów i działaczy lokatorskich. Aktywistom i aktywistkom grożono brutalną interwencją uzbrojonego oddziału policyjnego. Dzięki wspólnej determinacji udało się jednak powstrzymać policję przed wtargnięciem do budynku.
maleckiego3
Tymczasem część anarchistów i anarchistek zorganizowało na zewnątrz pikietę solidarnościową, skandując hasła przeciwko eksmisjom i za społeczną kontrolą pracy komorników. Liczne wsparcie, w tym poparcie części sąsiadów, sprawiły, że wahający się lekarz i komornik ostatecznie odstąpili od wykonania wyroku eksmisyjnego. Działacze WSL zadeklarowali pomoc w znalezieniu dla małżeństwa nowego mieszkania. Podkreślają też kategorycznie, że konieczne są zmiany systemowe, a eksmisje na bruk nie powinny mieć w ogóle miejsca, będą żądać od władz miasta interwencji w tej sprawie.

Kilka dni temu odbyła się demonstracja solidarności z Łukaszem Bukowskim, odsiadującym wyrok 3 miesięcy pozbawienia wolności za czynny udział w blokadzie eksmisji innego schorowanego małżeństwa – państwa Jenczów. Brutalna eksmisja na bruk wywołała oburzenie, podobnie jak agresywne zachowanie policji. Minęło kilka lat, zmieniła się władza, ale nadal za jedyne rozwiązanie problemów społecznych uznaje się brutalne eksmisje na bruk, a nowe przepisy umożliwiają nawet zdeterminowanym ludziom godne życie. Działacze lokatorscy są natomiast nękani przez policję i sądy , niektórzy – jak Łukasz Bukowski – odsiadują nawet wyroki więzienia, gdyż nie godzą się zaistniałą sytuacją. Żądamy zakazu eksmisji na bruk i zapewnienia godnych warunków mieszkaniowych!

EKSMISJE STOP! MIESZKANIE PRAWEM, NIE TOWAREM! SOLIDARNOŚĆ NASZA BRONIĄ!

Wczoraj, na ul. Młyńskiej 1 przed bramą Aresztu Śledczego odbył się wiec solidarnościowy z odbywającym karę trzech miesięcy więzienia Łukaszem Bukowskim. Przypomnijmy, że Łukasz wraz z aktywistkami i aktywistami lokatorskimi brał udział w nieudanej blokadzie eksmisji rodziny państwa Jencz. Szczegółowo sprawę relacjonowaliśmy tutaj.

 

Wynikiem próby zablokowania eksmisji było zatrzymanie kilku osób, w tym Łukasza. Postawiono mu wówczas zarzut naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji. Łukasz utrzymuje, że zarzuty naruszania nietykalności policjanta są niesłuszne, a jego ukaranie było formą odwetu za podjęty opór społeczny. Aktywista w proteście przeciwko polityce eksmisyjnej i postępowaniu policji, odmówił poddania się karze grzywny, która została zamieniona na przymusową pracę, a ostatecznie na pozbawienie wolności.

 

Wczorajszy protest zgromadził blisko trzysta osób, chcących wyrazić solidarność zarówno z uwięzionym aktywistą, jak i pokazać swój sprzeciw wobec antyspołecznej polityce, prowadzącej do łamania praw lokatorów i eksmisji.

 

Jarosław Urbański z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów podkreślał, że to właśnie proceder eksmitowania osób starszych, schorowanych, czy z różnych przyczyn popadających w spiralę zadłużenia jest zasadniczą osią sporu i problemem, z którym musimy walczyć. To prawo, pozwalające na wyrzucanie lokatorów de facto na bruk wskutek braku lokali socjalnych, jest prawem, które realnie uderza w życie wielu tysięcy obywateli. W przeciwieństwie do jałowych sporów wokół Trybunału Konstytucyjnego, konflikt wokół praw lokatorów nie jest jałowym sporem ekspertów i prawników. To opór lokatorów i aktywistów społecznych, takich jak Łukasz, pozwolił unaocznić kwestię czyszczenia kamienic, a nawet wymógł zmiany w owym prawie. A jednak dziś to Łukasz siedzi w areszcie, podczas gdy "czyściciele" kamienic, a szczególnie ich mocodawcy nadal pozostają wolni i bezkarni.

luk1

Szczegóły eksmisji rodziny państwa Jencz, przypomniała Katarzyna Czarnota z WSLu. Podkreśliła, jak ważne była solidarność różnych ludzi biorących udział w owej próbie blokady dla połączenia sił i zjednoczenia lokatorów. Podkreślała, że tylko nagłośnienie problemu dało szansę na realną pomoc dla eksmitowanej już rodziny, której pomoc przez lata powołane do tego instytucje nie potrafiły im skutecznie udzielić.

Głos na wiecu zabrała sama pani Katarzyna Jencz. Kobieta poruszająca się na wózku przypomniała, że wobec niej i jej męża policja zgromadziła olbrzymie siły. Uzbrojeni i w pełnym rynsztunku policjanci prewencji wkroczyli do ich mieszkania, jakby działali przeciwko najgroźniejszym przestępcom. Co bardzo dobrze zapamiętała pani Katarzyna, kiedy ona sama leżała w łóżku, nie mogąc się samodzielnie podnieść z uwagi na niepełnosprawność, jeden z policjantów cały czas stał nad nią i „bawił się pałką”. Takie postępowanie rzekomych stróżów prawa, na trwałe pozostanie w pamięci eksmitowanej kobiety. Podziękowała ona za postawę Łukasza i apelowała o solidarność, bo tylko zjednoczeni lokatorzy mogą sprzeciwić się niesprawiedliwości w naszym kraju.

luk2

Kolejnym zabierającym głos na wiecu był Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. On również podkreślił, że ważniejsza jest walka o prawa lokatorów od udziału w wiecach na rzecz obrony demokracji. Prawdziwa demokracja wyraża się właśnie w obronie praw tych, którzy codziennie muszą zmagać się ze skutkami reprywatyzacji czy próbami nielegalnych eksmisji. Obrona ich praw to faktyczna obrona demokracji. Ciszewski zaznaczył, z jak wieloma tragediami związanym z łamaniem praw lokatorów mamy do czynienia. Do najtragiczniejszego doszło w Warszawie, gdzie zamordowano aktywistkę lokatorską Jolantę Brzeską. Sprawcy tego czynu nadal pozostają bezkarni, a mimo nagłośnienia sprawy ograny ścigania są dalekie od jej wyjaśnienia. Piotr zaznaczył, jak ważne jest, wobec powyższego, dalsze działanie w ramach ruchu lokatorskiego i szerzej w ramach wali z niesprawiedliwością społeczną

luk3

Swoje zdanie w obronie Łukasza wyraził również Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Jeszcze nie tak dawno to Łukasz wraz z innymi aktywistami i aktywistkami z Poznania uczestniczył w pikiecie solidarnościowej z zatrzymanym Piotrem Ikonowiczem. Dziś role się odwróciły i to Ikonowicz apelował o wolność dla Łukasza Bukowskiego. Podkreślał, jak ważne jest niepopadanie w defetyzm i walka o zmianę społeczną. Jedynie dzięki stałemu naciskowi ruchów społecznych, możliwa jest zmiana obecnej sytuacji, w której coraz więcej osób popada w biedę, uzależnia się od lichwiarskich pożyczek i jest skazana na ciągłe zaciskanie pasa.

luk4

Na wiecu nie zabrakło również wsparcia ze strony przedstawicieli warszawskiego skłotu Syrena. Łukasz Bukowski wielokrotnie uczestniczył w akcjach w Warszawie i wspierał działania Kolektywu Syrena. Nie zabrakło również wystąpień przedstawicieli Lubelskiej Akcji Lokatorskiej, a także wsparcia ze strony lokalnych działaczy społecznych z Poznania.

W trakcie przerw między kolejnymi przemówieniami zebrani skandowali hasła: „Łukasz Bukowski jesteśmy z tobą”, „Dość łamania praw lokatorów”, „Eksmisje stop”, „Policja broni bogatych przed biednymi”, „Nie będzie pokoju bez sprawiedliwości”. Wiecowi towarzyszyła również grupa samby, a zakończenie wiecu uświetnił występ muzyka-poety i aktywisty społecznego Szczepana Kopyta, który w ten sposób również chciał okazać wsparcie i solidarność z uwięzionym .

luk5
Po zakończeniu manifestacji, gdy jej uczestnicy już się rozchodzili, u zbiegu ulic Pułaskiego i Al. Wielkopolska grupa aktywistów została zaatakowana przez nieumundurowanych funkcjonariuszy policji. Po napaści ze strony tajniaków, nadjechały dodatkowo cztery policyjne radiowozy z funkcjonariuszami prewencji w pełnym rynsztunku i w brutalny sposób zatrzymano co najmniej 4 osoby.

Zajście spowodowało, iż w geście solidarności grupa 100 aktywistów udała się na komisariat przy Al. Marcinkowskiego, gdzie przetrzymywano działaczy. Pod komisariatem odbyła się pikieta solidarnościowa, a część osób protestowało wewnątrz budynku, skandując „Uwolnić zatrzymanych!”. Na miejscu pojawiły się oddziały prewencji.

W następstwie pikiety policja zatrzymała autobus z warszawskimi aktywistami, chcąc wylegitymować jednego z nich, pod zarzutem zniszczenia elewacji na komisariacie – na miejsce zatrzymania dotarli poznańscy anarchiści i solidarnie stanęli w obronie przetrzymywanych kolegów i koleżanek. Po kilkunastu minutach przepychanek z policją autokar odjechał nieniepokojony. Jak można przeczytać w lokalnej gazecie, rzecznik policji przyznał, że żadne elewacja nie została uszkodzona.
Wieczorem, wszyscy z zatrzymanych zostali wypuszczeni z zarzutami napaści na policjanta i naruszenia nietykalności funkcjonariusza, oraz wandalizm i zniszczenie mienia o wartości powyżej 1000 zł.

 

Pełna relacja fotograficzna

luk6

Dnia 27 kwietnia 2016 r. do więzienia na okres 3 miesięcy trafił Łukasz Bukowski, uczestnik poznańskiej Federacji Anarchistycznej. Wcześniej został oskarżony i skazany za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta w związku z blokadą eksmisji Katarzyny i Ryszarda Jenczów z kamienicy przy ulicy Dąbrowskiego w Poznaniu. Aktywista w proteście przeciwko polityce eksmisyjnej i postępowaniu policji odmówił poddania się karze grzywny, która została zamieniona na pozbawienie wolności. Na wezwanie policji udał się do aresztu przy ulicy Młyńskiej, gdzie został osadzony.

 

Łukasz Bukowski chce w ten sposób zwrócić uwagę na ciągle trwające wysiedlenia i brutalne eksmisje, jakie mają miejsce zarówno w Poznaniu, jak też w całym kraju. Odmówił zapłacenia grzywny, uznając, że stając w obronie eksmitowanych, postąpił słusznie. Chce także zwrócić uwagę na nierówne i niesprawiedliwe traktowanie lokatorów oraz na represjonowanie wszystkich tych, którzy stają w obronie praw lokatorskich.

 

Do eksmisji Ryszarda i Katarzyny Jenczów (poważnie chorej, od wielu lat poruszającej się na wózku inwalidzkim kobiety) doszło 25 października 2011 roku. Pomimo ewidentnej choroby pani Katarzyny sąd, orzekając o eksmisji, nie przyznał małżeństwu prawa do lokalu socjalnego. Eksmisja miała się odbyć de facto „na bruk” (do lokalu tymczasowego).

 

Dla przeprowadzenia wysiedlenia zmobilizowano duże siły policji, które zjawiły się na kilka godzin przed zaplanowaną eksmisją, „odcinając” dostęp do kamienicy i lokalu.  Pomimo tego ok. 70 aktywistów i aktywistek próbowało powstrzymać eksmisję. Dołączyli do nich mieszkańcy dzielnicy, ale w konsekwencji Katarzyna Jencz, z uwagi na nagłe pogorszenie stanu zdrowia, została odwieziona karetką pogotowia do szpitala wojskowego. Komornik zajął i zabezpieczył mieszkanie.

 

W trakcie blokady zatrzymano trzy osoby, w tym Łukasza Bukowskiego. Łukasz utrzymuje, że zarzuty naruszania nietykalności policjanta są niesłuszne, a jego ukaranie było formą odwetu za podjęty opór społeczny. Przypomnijmy, że policja w związku z tą blokadą eksmisji postawiła także przed sądem jeszcze dwoje innych osób, zarzucając im przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Oboje ostatecznie zostali przez sąd uniewinnieni.

 

Każdego roku polskie sądy orzekają o przeprowadzeniu eksmisji w stosunku do 30–40 tys. rodzin. Komornicy dokonują 8 tys. eksmisji, nierzadko w asyście policji. Pozostała część osób pogodzona z wyrokami sądowymi dobrowolnie opuszcza swoje mieszkania. Głównym powodem eksmisji jest zadłużenie wynikające z wysokich czynszów, opłat eksploatacyjnych, niskich zarobków i niestabilnych form zatrudnienia, a także braku odpowiedniego wsparcia socjalnego. Wobec wysiedlanych lokatorów często zapadają wyroki bez prawa do lokalu socjalnego. Władze publiczne, co wynika z kontroli m.in. Najwyższej Izby Kontroli, nie respektują konstytucyjnego obowiązku dostarczenia lokali socjalnych dla osób o najniższym statusie ekonomicznym, chorych, bezrobotnych itd., a przed sądami w sprawach o eksmisje z lokali prywatnych często wnoszą, aby nie przyznawały one lokatorom mieszkań socjalnych. Sprawa Katarzyny i Ryszarda Jenczów należy do wyjątkowo bulwersujących, ukazujących bezwzględność eksmisji i obojętność wobec wysiedleń ze strony władz publicznych reprezentujących często interesy właścicieli kamienic i deweloperów.

 

Nasz ruch uznaje Łukasza za więźnia politycznego, więźnia sumienia, który w ten sposób domaga się przestrzegania praw lokatorskich i powstrzymania wysiedleń. Jego uwięzienie oznacza rozpoczęcie naszej kolejnej kampanii wymierzonej przeciwko wysiedleniom, czyszczeniu kamienic, deptaniu praw lokatorskich. Domagamy się wraz z Łukaszem zaniechania eksmisji i zmiany niesprawiedliwej polityki społeczno-mieszkaniowej, która staje się przyczyną wielu ludzkich tragedii. Ofiarami padają często osoby o najniższym statusie materialnym.


 Komentarz Łukasza (wideo)


 

Wzywamy władze miasta Poznania, które zapowiedziały do listopada br. przeprowadzenie 250 eksmisji z zasobów komunalnych, o ich wstrzymanie i zagwarantowanie każdemu mieszkańcowi i mieszkance naszego miasta prawa do „dachu nad głową” na miarę jego możliwości ekonomicznych. Pokażcie realną wolę zmiany polityki społeczno-mieszkaniowej!

Jednocześnie wzywamy wszystkich uczestników i uczestniczki ruchu anarchistycznego i lokatorskiego do zademonstrowania swojej solidarności z Łukaszem, ze wszystkimi eksmitowanymi lokatorami oraz ze wszystkimi, którzy doznali przemocy ze strony policji – spotykamy się w dniu 7 maja (sobota) o godz. 13:00 przed bramą aresztu przy ulicy Młyńskiej 1 w Poznaniu.

 

Dość łamania praw lokatorów! Dość policyjnej przemocy! Eksmisje stop!


Przypominamy materiały dotyczące eksmisji państwa Jenczów:

 Brutalna eksmisja kobiety na wózku inwalidzkim

 Materiał wideo


 

UWAGA!

Jednocześnie zwracamy się z apelem o wysyłanie listów do Łukasza na adres:

Łukasz Bukowski s. Zbigniewa

Areszt Śledczy w Poznaniu

ul. Młyńska 1

61-729 Poznań

 

SOLIDARNOŚĆ NASZĄ BRONIĄ!

następna »

Kilka dni temu premier Beata Szydło oświadczyła, że rząd PiS wesprze obywatelski projekt ustawy mającej wprowadzić w Polsce całkowity zakaz aborcji. Zgodnie z jej założeniami z możliwości aborcji nie będą korzystać ofiary gwałtu czy kazirodztwa, kobiety, których ciąża zagraża ich życiu, czy te, które mogą urodzić dziecko z nieodwracalnymi wadami genetycznymi. Projekt ustawy zakłada też zaniechanie badań prenatalnych (gdyż w znikomej ilości przypadków mogą one uszkodzić płód), zaprzestanie zabiegów in vitro i zakaz nabywania tabletki „dzień po” bez recepty. Premier zapowiedziała, że w sprawie projektu ustawy będzie konsultować się z episkopatem Polski.

 

W ten sposób kręgi rządowe, biznesowe i klerykalne, broniąc swojej uprzywilejowanej pozycji, zwalczają niezależność kobiet. Ludzie władzy od wieków sprowadzają ciała kobiet do roli maszyn rozmnażających nowe pokolenia pracowników. Forsują zakaz aborcji, aby za jego pomocą kontrolować liczebność pracowników. Jeżeli kobiety samodzielnie będą decydowały o ilości swojego potomstwa, istnieje możliwość, że okażą się pod tym względem niewystarczająco produktywne. To natomiast grozi brakiem robotników na rynku pracy czy wzrostem ich płac, co bezpośrednio przekłada się na spadek zysków osiąganych przez elity polityczne, biznesowe, jak i kościelne.

 

Ustawa antyaborcyjna, zakazująca usunięcia ciąży w większości przypadków, funkcjonuje w Polsce od 1993 r. Jej zapisy doprowadziły do rozwoju ogromnego podziemia aborcyjnego, gdzie za wykonanie zabiegu płaci się ogromne pieniądze, nigdy nie mając gwarancji, że procedura będzie wykonana w sposób bezpieczny i profesjonalny.

 

Największymi ofiarami tej ustawy stały się kobiety, których nie stać na wydanie kilku tysięcy złotych za zabieg wykonany za granicą. Często te same kobiety nie mają dostępu do pomocnych informacji na temat antykoncepcji i bezpiecznego przerywania ciąży, gdyż wszelkie kampanie są zwalczane m.in. przez organy władzy.

 

Rządy wielu państw na przestrzeni dekad próbowały ograniczać prawa kobiet, redukując je do roli inkubatora bez prawa o samostanowieniu, uznając kilkutygodniowe zarodki za pełnoprawnych obywateli, których istnienie ważniejsze jest od życia kobiet. Rząd PiS, wprowadzając populistyczne świadczenia prorodzinne takie jak program rodzina 500+, próbuje zmusić wszystkie obywatelki tego kraju do wykonywania roli matki, przy jednoczesnym ignorowaniu ich praw pracowniczych, czy też, przede wszystkim, prawa do życia i godnej opieki zdrowotnej. Kobiety lepiej usytuowane posiadają środki na zakup antykoncepcji i dokonanie aborcji. Dzięki temu w większym stopniu kontrolują swoje ciało, przez co mogą łatwiej planować swoje życie. Możliwość dokonywania wyboru istnieje, jest jednak przywilejem elity!

 

Ograniczenie dostępu do aborcji idzie w parze ze wzmożeniem dyscypliny pracy i wprowadzeniu cięć socjalnych, co także najbardziej uderza w najbiedniejsze warstwy społeczeństwa. Dla większości kobiet prawdziwy wybór nie ogranicza się do prawa do aborcji, lecz dotyczy możliwości utrzymania siebie i dzieci. To wiąże się z dostępem do służby zdrowia, oświaty, emerytur, edukacji itd. Władze próbują sprowadzić kwestię aborcji do problemu obyczajowego czy religijnego, lecz jest to problem ściśle ekonomiczny. Przekłada się on na możliwości wyboru większości pracowników niezależnie od ich płci. Dostęp do aborcji nie jest więc tylko „sprawą kobiecą”, lecz polem walki z wyzyskiem kapitalistycznym.

 

Wierzymy, że prawo kobiety do wyboru oznacza również prawo do godnego mieszkania, opieki nad dzieckiem i pomocy społecznej po to, aby móc wychować to dziecko w rozsądny sposób, oraz żeby jej życie nie musiało być podporządkowane wobec opieki nad potomstwem. Sprzeciwiamy się wszelkim formom ograniczania dostępu do aborcji, antykoncepcji, jak również braku edukacji seksualnej w szkołach.

 

Jako uczestniczki i uczestnicy Federacji Anarchistycznej sekcja Poznań zachęcamy do udziału w demonstracji 9 kwietnia o godz.: 14:00 na placu Mickiewicza, organizowanej przez oddolną, bezpartyjną inicjatywę W Naszej Sprawie, aby zamanifestować swój sprzeciw wobec ograniczania praw kobiet w Polsce i stopniowego zmieniania tego kraju w państwo wyznaniowe.

W dniu szóstego lutego, w praskiej dzielnicy Žižków, grupa około dwudziestu zamaskowanych neofaszystów zaatakowała Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika. Używając kamieni, rac i butelek z benzyną usiłowali podpalić budynek, nie licząc się z zagrożeniem wobec znajdujących się tam ludzi. Atak bojówkarzy został odparty, a spowodowany przez nich pożar ugaszony. Niestety płomień nienawiści i nietolerancji, który rozniecili nadal trawi zarówno część czeskiego społeczeństwa jak i władz oraz politycznych decydentów.

 

Zamiast starać się ugasić ów żar ksenofobi i rasizmu skierowany w stronę uchodźców, wyznawców islamu i antyfaszystów, władze i kompetentni urzędnicy miejscy, starają się go podsycać i wykorzystać.

 

Zamiast przeciwdziałać temu i podobnym atakom przemocy, władze i kompetentni urzędnicy starają się obciążyć odpowiedzialnością za atak jego ofiary, przyklejając im łatkę ekstremistów.

 

Obecnie władze starają się dokończyć to, co nieudało się zamaskowanym bojówkarzom – czyli zniszczyć i zamknąć Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika.

 

Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika – to miejsce w którym organizowana jest różnorodna działalność społeczno-polityczna i kulturalna. W centrum organizowane są spotkania, warsztaty, pokazy filmów i koncerty. Bezpłatnie prowadzone są zajęcia z jogi i kursy językowe. Centrum jest otwarte na inicjatywy okolicznych mieszkańców i działa na zasadach niekomercyjnych. Najwyraźniej jednak właściwe władze i kompetentni urzędnicy, zamiast wspierania tego typu działalności wolą wesprzeć zamaskowanych bojówkarzy.

 

Działania władz zmierzające do zamknięcia Autonomicznego Centrum Socjalnego Klinika budzą nasze oburzenie i sprzeciw, domagamy się ich zaprzestania. Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika może liczyć na nasze wsparcie i solidarność! Jako aktywiści i aktywistki społeczne, antyfaszyści i antyfaszystki, wyrażamy swój głos w obronie Autonomicznego Centrum Socjalnego Klinika!

 

Federacja Anarchistyczna – sekcja Poznań

W dniu 1 marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Z tej okazji w całej Polsce odbywały się liczne manifestacje patriotyczne. Jedna z nich miała również miejsce w Poznaniu. Obok przedstawicieli PiS, PO i Gazety Polskiej maszerowali na niej ramię w ramię przedstawiciele nacjonalistycznych organizacji takich jak ONR, NOP czy Narodowy Świt.


My również postanowiliśmy uczcić pamięć ofiar wojny często nazywanej domową 1944-48. Jednak nie żołnierzy. Pod Pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego zapaliliśmy świeczki, które utworzyły liczbę 187. Nie jest ona przypadkowa – wg źródeł IPN wśród 5000 ofiar cywilnych tyle było dzieci do 14 roku życia. Ich śmierć jest związana z działalnością wątpliwych bohaterów tamtych lat, takich jak „Rola”, „Ogień”, „Łupaszko” czy „Bury”. Z powodów swoich nacjonalistycznych poglądów mordowali oni całe wsie i rodziny tylko dlatego, że byli to Żydzi, Słowacy czy prawosławni. Pamięć o nich jest jednak wybielana w dniu 1 marca przez środowiska skrajnie prawicowe i stawia się ich na równi z prawdziwymi bohaterami tamtych lat, do końca walczącymi z wrogiem i niepróbującymi wykorzystać tej okazji do czystek etnicznych na ludności cywilnej.

 

Polityka wybielania kart historii przez partie rządzące, IPN i przyklaskujące im skrajne organizacje prowadzi do sytuacji, w której podejmowane są próby kultywowania pamięci morderców w miejscowościach, gdzie żyją potomkowie ludzi, których mordowali. Sytuacja taka miała miejsce w ostatnią sobotę podczas 1 Hajnowskiego Marszu Żołnierzy Wyklętych. Organizujący go ONR starał się bardzo mocno eksponować postać „Burego”, który zamordował wielu cywilów w Hajnówce. Wywołało to duże oburzenie społeczności lokalnej. Lokalni księża nie wpuścili manifestantów do kościołów, co zniweczyło ich plany na rozpoczęcie i zakończenie manifestacji mszą.

 

Nie zgadzamy się na wybielanie kart historii. Pamiętając o osobach walczących w podziemiu z władzą komunistyczną, nie zapominamy o mordach dokonywanych przez "wyklętych" nacjonalistów z oddziałów "Burego", "Ognia" czy "Łupaszki". Oddajmy również hołd cywilom, którzy zginęli z rąk tych, którzy nie powinni być traktowani jak bohaterowie.

--------
Więcej:
zolnierzeprzekleci.wordpress.com
--------

1.zdjęcie96

3.zdjęcie215

2.zdjęcie208

Strona 1 z 19