Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA /
A+ R A-
F.A. Poznań

F.A. Poznań

Aktywność poznańskiej sekcji FA stanowi szeroki wachlarz działań.

Z jednej strony są to różnorakie formy protestu i agitacji. Można by określić ten rodzaj aktywności jako aktywność doraźną. Charakteryzuje się ona "zewnętrznym" przesłaniem naszej grupy. Działalność ta daje nam możliwość wyrażenia swojego zdania, jest formą nacisku na władzę i inne instytucje oraz stanowi dla nas czynnik propagandowy. W tym zakresie działań mieszczą się zarówno akcje spektakularne takie jak demonstracje, happeningi, akcje bezpośrednie jak te mniej: petycje, plakaty, pisma etc.

Z drugiej zaś staramy się budować naszą rzeczywistość poprzez kreowanie świadomości na co dzień. Tworzymy wolnościową społeczność, która podejmuje działania na rzecz oddolnego, niezależnego i samorządnego życia. Działalność ta jest oparta o Rozbrat nadający grupie charakter stabilny. Federacja Anarchistyczna w roku 1997 otworzyła tu Bibliotekę Wolnościową, a w 2000 Klub Anarchistyczny gdzie znajdują się również biuro FA sekcja Poznań
O aktywności tej stabilnej wynikającej głównie z posiadania swojego miejsca można by pisać jeszcze bardzo dużo. Przede wszystkim Rozbrat daje nam możliwość bezpośredniego i łatwego kontaktu miedzy ludźmi. W oparciu o to miejsce możemy spotykać się z ludźmi mającymi podobny stosunek do otaczającego świata, rozmawiać, dyskutować, pomagać.

Adres witryny: http://www.rozbrat.org E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Mural znienawidzony

15 maja 2012 r. | Dział: Wielkopolskie
Jak pisze na swoich stronach internetowa poznańska Gazeta Wyborcza na Pl. Wolności pojawił się oryginalny mural. Na nim premier Donald Tusk i lider PiS Jarosław Kaczyński grają razem w piłkarzyki. Jest to jednocześnie zapowiedź demonstracji, która odbędzie się w Poznaniu w dniu 10 czerwca. 

Gazeta pisze również, że mural wywołał ostrą reakcję szefa ZKZL Jarosława Pucka, który pojawienie się murala skomentował na swoim profilu na Facebooku. Pucek odgraża się: „Taką »sztukę « to bym pogonił osobiście, jak bym tylko był świadkiem »aktu tworzenia «. No dawno mnie tak nic nie wpieniło!”. Potem dodał: „Nie, nie wytrzymałem do jutra. Już wydano stosowne dyspozycje!” Czy z taką samą zaciętością komendant Pucek zwalcza też inne murale? Oczywiście nie. Estetyka jest polityką. Z drugiej strony - czyż istnieje dla artystów większa nagroda i statysfakcja niż wściekłość urzędnika pokroju Pucka? Oto jak władza doceniła Wasz wysiłek.

Dziennik zaważył też, że demonstrację poparło już kilkadziesiąt znanych postaci z polskiego życia publicznego i artystycznego. Między innymi muzyk i założyciel Brygady Kryzys Robert Brylewski, reżyser teatralny Bartek Frąckowiak, bard Jacek Kleyff, poeci Marcin Cecko, Edward Pasewicz i Szczepan Kopyt (poznaniak nominowany do ostatniej edycji Paszportów "Polityki"), redaktor naczelny "Przekroju" Roman Kurkiewicz, malarz Wilhelm Sasnal, filozof i poeta Kamil Sipowicz, animatorka kultury Bogna Świątkowska, artyści Joanna Rajkowska, Zbigniew Libera i Krzysztof Wodiczko, grupy teatralne Komuna Warszawa i Teatr Ósmego Dnia oraz twórca "Solidarności Walczącej" Kornel Morawiecki.

TUTAJ komentarz autorów.
28 kwietnia przyjechał do Poznania puchar - nagroda Euro 2012. Uroczystości jego powitania zaczęły się w ratuszu o godz. 12. Skorzystaliśmy z tego, by przemówić innym głosem i przedstawić licznie zgromadzonym poznaniakom alternatywny puchar „igrzysk bez chleba”. Sztab „POZnań know how” zadbał o oprawę banalnego wydarzenia jakim jest prezentacja pucharu. Każda okazja jest dobra do propagandy sukcesu i wyciągnięcia dodatkowych pieniędzy z naszego budżetu. Zaproszono na tę imprezę licznych celebrytów oraz tych, którzy aspirują do tego grona (np. ojca Górę).

Jakie spustoszenie w społeczności to tworzy, mięliśmy okazje widzieć i usłyszeć. Kobieta z grupą dzieci na widok transparentu:
- Do roboty byście się wzięli.
- No my pracujemy, z tym że dziś sobota, a pani ma pracę?
- Nie, ale zasłaniacie i zakłócacie nam tu imprezę. Idźcie sobie gdzie indziej…
- Ale ta impreza jest za nasze pieniądze, więc to moment by powiedzieć coś więcej.
- Nienawidzę was, straszycie dzieci (dwójka 3-4 latków).
- Pani dzieci powinny się bać prezydenta i tych którzy tu się dobrze bawią. Pani płaci za tę imprezę i pani dzieci też, każdy na głowę po kilka tysięcy złotych. Zatem kto zasłania pani prawdę, my czy prezydent miasta?

W tej atmosferze pojawiło się w tym samym tłumie wielu, którzy wyrażać zaczęło nieprzychylne opinie o sytuacji politycznej i ekonomicznej w mieście. Nawet jeden z koordynatorów obsługi "wydarzenia" przyznał nam rację, z zastrzeżeniem, że to nie czas na protesty. Na pytanie, jak i kiedy protestować przeciw rozkradaniu naszych pieniędzy, dowiedzieliśmy się, że "na samym początku". Niestety kiedy to robiliśmy, nie zauważyliśmy go wśród nas.

Kiedy skończyła się sesja zdjęciowa prezydenta z pucharem w ratuszu, puchar wyniesiono i zamontowano za szybą na specjalnie przygotowanym samochodzie. Korzystając z okazji prosiliśmy, by znani ludzie pozowali do zdjęć z naszym pucharem „figa z makiem”. Symbolem nadchodzących po Euro czasów. Nie wszyscy dali się przekonać. Główny międzynarodowy gracz, najbogatszy Polak, Jan Kulczyk, uciekł pierwszy w obstawie kilku ochroniarzy.

Na akcji próbowaliśmy też zlicytować choć kawałek murawy. Nie było jednak chętnych Poznaniaków na łatanie budżetu. Tymczasem na ostatnie przed Euro wyczyszczenie kopuły stadionu i wymianę trawy (po raz któryś z rzędu od trzech lat) władze miasta zapłacą, tfu… my mieszkańcy zapłacimy - prawie 1,5 miliona złotych.

W pobliżu czuwała policja w pełnym, zakupionym zapewnie specjalnie na Euro, rynsztunku. Nie interweniowała. Ponoć na prośbę organizatorów. Żeby nie było awantury jak z kibicami. Szkoda. Dopełniłoby to obrazu imprezy. Jak futbol to futbol.

Więcej / Zdjęcia
Organizacja EURO 2012 w Polsce miała przyczynić się do rozwoju polskich miast. Władze utrzymywały, iż w związku z turniejem nastąpi rozwój drobnej przedsiębiorczości, infrastruktury, turystyki i sportu jak również zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej. Dobrodziejstwa płynące z organizacji mistrzostw porównywano do tych wynikających z realizacji powojennego Planu Marshalla. Taki medialny przekaz był potrzebny, żeby stworzyć społeczne poparcie dla igrzysk i ukryć ich rzeczywiste koszty.

Dziś wiemy, że to mieszkańcy miast zapłacą za „igrzyska”. Miasta, które inwestowały w turniej stanęły, bowiem na skraju bankructwa. Zadłużenie w związku z kosztami organizacji Euro 2012 sięga miliardów złotych. Na wydatki związane z Euro lekką ręką przeznaczono ok. 96 mld zł. Za sumę wydaną na poznański stadion, czyli 750 mln złotych, można by w ciągu następnych 10 lat opłacać ponad 6 tys. miejsc w żłobkach publicznych.

Przygotowanie Euro wiąże się z nadzwyczajnymi wydatkami, które nie zostaną zrekompensowane przez zagranicznych turystów ani inwestorów. Ekonomiści ze Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Łódzkiego wyliczyli, że dzięki organizacji mistrzostw całkowity, skumulowany przyrost PKB do roku 2020 może wynieść 27,9 mld zł. To jedynie 1/3 kosztów całości imprezy – co z pozostałymi kilkudziesięcioma miliardami?

Nadchodzący kryzys społeczny nie wynika jedynie z wydatków związanych z Euro. Jego przyczyną jest antyspołeczna polityka, prowadzona od początku transformacji ustrojowej. Niemniej organizacja nadchodzących mistrzostw ujawnia hipokryzję władzy i priorytety, którymi się kieruje.

Podczas, gdy na organizację turnieju piłkarskiego wydaje się miliardy złotych, w całej Polsce obcina się wydatki na realizację podstawowych potrzeb społecznych. Zamykane są przedszkola, szkoły i domy kultury, wzrastają opłaty za żłobki, komunikację publiczną i mieszkania. Prywatyzuje się lub zamyka przychodnie, szpitale i zakłady pracy. Brakuje pieniędzy na walkę z bezrobociem, które wciąż rośnie. Znacznie podniesiono opłaty za żywność, gaz, prąd, paliwo, wodę i leki. Ponad to dochodzi do prób podwyższenia wieku emerytalnego, równocześnie ograniczając wydatki na rehabilitację seniorów.

Rosnące koszty utrzymania nakładają się na postępujący w całym kraju kryzys mieszkaniowy. Żeby zaspokoić podstawowe potrzeby ludności Polski, należałoby w najbliższym czasie wybudować około 1,2 mln nowych lokali. Powoduje to, iż rynkowe ceny wynajmu i kupna nieruchomości utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Tymczasem samorządy wyprzedają więcej mienia komunalnego niż budują, przeprowadzając jednocześnie masowe eksmisje. Na bruk wyrzuca się m.in. kobiety z dziećmi, niepełnosprawnych i emerytów, którzy następnie latami oczekują na przydział lokali socjalnych. Dramatyczny brak tanich mieszkań i masowe eksmisje, to tylko część kosztów związanych z obsługą ogromnego zadłużenia miast.

Na Euro 2012 najwięcej zarobi UEFA, która w ramach umowy z polskim rządem zwolniona została z wszelkich podatków, w tym VAT-u i CIT-u, a także podatków lokalnych i cła!

Okazuje się więc, że mistrzostwa generują zyski dla elit, na które składamy się my wszyscy. Ta sytuacja uderza w znaczącym stopniu w kobiety.

To one jako pierwsze narażone są na zwolnienia, niższe pensje i umowy śmieciowe. Nierzadko skazane są na głodowe zasiłki i długotrwałe bezrobocie. Ponadto często zależą od działania publicznych instytucji opiekuńczych lub same w nich pracują. Instytucje te w pierwszej kolejności ponoszą skutki cięć i prywatyzacji. Ograniczenie dostępu do usług opiekuńczo-wychowawczych, czy mieszkań i ciągły wzrost cen energii, żywności, transportu oznacza wykonywanie przez kobiety więcej pracy zarówno w domu, jak również poza nim.

Od dostępności i jakości opieki zależy funkcjonowanie całego społeczeństwa. Dla państwa czy miasta, które zarządzane są jak firmy opieka to zbędny koszt. A jednak, gdyby codzienna praca wykonywana w domu wraz z pracą opiekuńczą nie zostały wykonane, to fabryki, szpitale, urzędy, sklepy i żadne inne instytucje, prywatne bądź publiczne, nie mogłyby działać. Zależność ta w żadnej mierze nie jest uwzględniana w kształcie budżetów miast. Przy obecnym niedofinansowaniu opieka znów staje się prywatną powinnością, a nie obowiązkiem całej społeczności. Matki zostają z dziećmi w domu lub przenoszą ciężar opieki na babcie; opiekunki godzą się na pracę za głodowe stawki, a samotni rodzice oraz osoby zajmujące się chorymi lub niepełnosprawnymi bliskimi pozostają bez wsparcia. W ten sposób zamiast rozwoju generuje się biedę i nierówności.

Polityka państwa i budżety miast nie mogą być podporządkowane jedynie organizacji zawodów sportowych. Nasze społeczności muszą być tak zorganizowane, aby w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby związane z opieką i edukacją. Tylko w ten sposób możemy poprawić warunki życia nas wszystkich. Dlatego domagamy się, aby te właśnie dziedziny stały się politycznym priorytetem, a nie jedynie niewolniczym obowiązkiem kobiet.

Nasze codzienne, powszechne potrzeby można zrealizować na drodze zmiany politycznych priorytetów. Potrzebujemy tanich mieszkań czynszowych, równego dostępu do darmowej edukacji. Potrzebujemy bezpłatnych żłobków i przedszkoli, opieki dla seniorów, sprawnie działających domów kultury, dobrej i ogólnodostępnej służby zdrowia, taniej i sprawnej komunikacji miejskiej. Neoliberalne państwo, czy miasto-firma niszczy prawa obywatelskie, podstawy życia i trwałej lokalnej gospodarki, aby przekierować zyski dla rynków finansowych. Na zadłużeniu miast zarabiają nieliczne grupy uprzywilejowanych decydentów oraz banki, a tracą ich mieszkańcy.

Chcemy odebrać, to co nam zabrano, chcemy mieć wpływ na nasze życie. Oficjalne hasło EURO 2012 brzmi "Razem tworzymy przyszłość". Twórzmy ją razem, ale bez żerujących na nas elit politycznych i biznesowych! One nie są nam do niczego potrzebne. Organizujemy się bez nich zgodnie z własnymi potrzebami!

Strona protestu: www.10czerwca.eu
Dziś w samo południe zaplanowano w Zespole Szkół Gimnazjalno-Licealnych nr 33 otwarcie nowopowstałego obiektu sportowego tzw. „Orlika”. Na uroczystości zjawił się prezydent miasta Ryszard Grobelny w otoczeniu urzędników i radnych, przede wszystkim z własnego ugrupowania (PRO) oraz licznych mediów. Pojawiło się także kilkoro przedstawicieli Federacji Anarchistycznej, którzy zaczęli swój protest zaraz po przybyciu prezydenta.

Rozwinięto transparent z hasłem: ”Grobelny do kontenera”, wznoszono antyprezydenckie okrzyki. Na protestujących rzuciło się kilkoro organizatorów imprezy, próbując wyrwać transparent i zmusić aktywistów/aktywistki do opuszczenia terenu szkoły. Doszło do wymiany zdań i szarpaniny. Protestujący nie ustępowali, rozdano oświadczenia mediom. Pojawił się też wyższy rangą oficer miejscowej policji, który wezwał posiłki. Kiedy po 10 minutach protestujący postanowili zakończyć akcję, policjant z niecierpliwiony ciągle nalegał na „centrale” aby przesłała radiowozy: Posiłki pojawiły się jednak za późno, dodatkowo protest był całkowicie – w świetle polskiego prawa – legalny i uzasadniony.

Dziś wiemy, że to mieszkańcy miast zapłacą za „igrzyska”, jakimi są Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej (Euro 2012). Poznań, jak i inne miasta, które inwestowały w turniej stanęły faktycznie na skraju bankructwa. Zadłużenie w związku z kosztami organizacji Euro 2012 sięga miliardów złotych. Na wydatki związane z Euro lekką ręką przeznaczono ok. 96 mld zł. Za sumę wydaną na poznański stadion, czyli 750 mln złotych, można by w ciągu następnych 10 lat opłacać ponad 6 tys. miejsc w żłobkach publicznych lub wybudować 5 tysięcy nowych mieszkań komunalnych.

Próbuje się jednocześnie zakamuflować nieracjonalne z punktu widzenia finansów publicznych wydatki na komercyjny sport, urządzając medialny show w scenariusz, który wpisują się imprezy wokół budowy i oddawania do użytku boisk dla młodzieży - „Orlików”. Tej samej młodzieży, których rodzicom obecna polityka władz grozi bezrobociem, eksmisjami i wysiedlenia do kontenerowych osiedli.  Otwiera się boiska dla młodzieży jednocześnie „z oszczędności” zamyka się masowo szkoły i każe się uczniom i nauczycielom pracować w przepełnionych klasach. „Algorytm Grobelnego” stosuje się w przypadku edukacji, opieki zdrowotnej i socjalnej, rynku pracy, ale nie sportu, zwłaszcza w jego skomercjalizowanym wydaniu.

Poznań realizuje zadania z zakresu zapewnienia lokali socjalnych na poziomie 1-2 proc. rocznie. Ludzi eksmituje się do hoteli robotniczych, lub kontenerowych osiedli – co zapowiadają urzędnicy Grobelnego. Jednocześnie odrzucono zaproponowany przez stronę społeczną dialog w sprawie polityki społeczno-mieszkaniowej (tzw. „okrągły stół mieszkaniowy”). Nic nie pozostaje jak podjąć protest w jego tradycyjnej i jednoczesnej najbardziej dobitnej formie.

Strajk generalny w Hiszpanii

04 kwietnia 2012 r. | Dział: Świat
29 marca 2012 roku to dzień, który na pewno zapisze sie w kartach historii Hiszpanii. Związki zawodowe Confederación General del Trabajo (CGT), Confederación Nacional del Trabajo (CNT) i Solidaridad Obrera (SO) wezwały do strajku generalnego, aby wyrazić swój sprzeciw wobec wprowadzonej 10 lutego ustawie dotyczacej reformy prawa pracy i paktowi społecznemu. Restauracje, sklepy, centra handlowe i zakłady usługowe opustoszały. Na zamkniętych witrynach wisiały plakaty informujące o strajku. Koleje, lotniska i komunikacja miejska ograniczyły funkcjonowanie do minimum. Niektóre stacje telewizyjne zawiesiły nadawanie. Ludzie wyszli na ulice.

Według tego, co podają media, w Madrycie w demonstracjach wzięło udział 900 tysięcy osób, a w Barcelonie – 800 tysięcy. Jednak to w stolicy Katalonii było o wiele goręcej. W różnych częściach miasta zaplanowano na ten dzien kilkanaście pikiet i pochodów. Mobilizacja objęła prawie każdą dzielnicę, a wszyscy zgromadzili się na dwóch dużych demonstracjach o godzinie 12 i 18 na Plaça Catalunya, głównym placu Barcelony. Większość protestów przebiegała spokojnie. Ludzie skandowali hasła, rozdawano gazety i ulotki informujące o wydarzeniach.

Pierwsze zgromadzenie przerodziło się w marsz kilkoma głównymi ulicami miasta. Protestujący działacze CGT spalili skrzynkę na listy przed wejściem glównym do budynku giełdy Bolsa de Barcelona oraz obrzucili szyby jajkami. W tym samym czasie marsz szedł dalej, a niektórzy jego uczestnicy wypisywali postulaty sprayem na witrynach sklepów i banków. W bocznych ulicach toczyła sie natomiast bardziej radykalna walka. Co chwila, na różnych skrzyżowaniach podpalano śmietniki, rozbijano witryny banków i niszczono bankomaty. Kiedy policja i straż pożarna kończyły zajmować się jednym podpaleniem, musieli od razu jechać na następne skrzyżowanie. Ponadto podpalono dwie kawiarnie sieci Starbucks, znanej z łamania praw praconiczych, wiele radiowozów zostało zniszczonych i oblanych farbą.

Przebieg drugiego marszu zaplanowano podobnymi ulicami, z tym wyjątkiem, że planowano zakonczyć go na Plaça Urquinaona. Oficjalny pochód przebiegał spokojniej niż poprzedni, choć w bocznych ulicach dalej trwała regularna walka z policją. Jednak zanim marsz dotarł na zaplanowane miejsce, na Plaça Urquinaona rozpoczęły się największe zamieszki tego dnia. Płonęły śmietniki i namioty ogrodków piwnych, radiowozy obrzucano farbą. Wobec protestujących policja użyła gazu łzawiącego i gumowych kul, wiele osób zostało rannych, niektóre przewieziono do szpitala. Zamieszki przeniosły się następnie na pobliski Plaça de la Universitat, ale po krótkim czasie zostały brutalnie stłumione przez policję. Wiele osób zostało zatrzymanych i przewiezionych na komisariaty. Policja do późnych godzin nocnych patrolowała ulice całego miasta, w celu poszukiwania potencjalnych sprawców wydarzeń.

Strajk 29 marca był pierwszym prawdziwym sprawdzianem dla obecnie panującego rządu Mariano Rajoya. Związki zawodowe podają, że wzięlo w nim udział 77% pracowników wszystkich sektorów gospodarki, a największy udział – 97 % – odnotowano w sektorze przemysłu i budownictwa. Również pracownicy największych fabryk samochodowych w kraju – Renault, SEAT, Volkswagen i Ford – odmówili tego dnia pracy.

Celem strajku generalnego i działań CGT, CNT i SO nie jest chęć renegocjowania prawa pracy, ale unieważnienie go razem z innymi antyspołecznymi ustawami wprowadzanymi przez nowy rząd. Związki zawodowe zapowiadają dalszą mobilizacją do czasu, aż ich cele nie zostaną osiągnięte.

Zobacz zdjęcia na stronie CGT Barcelona
Kolejna akcja anarchistów z manuFAktury. Tym razem w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego pojawiły się na przystankach MPK plakaty. Na stronie manuFAktury natomiast ukazał się rymowany komentarz. Z pewnością dedykowany członkom rządu i Platformy Obywatelskiej.

                                                                                             EMERYCI I RENCIŚCI

Popierajcie partię (PO) czynem
Umierajcie przed terminem
Komu zdrowie dopisuje
Niech na śmierć się zaharuje 

Niedowidzi? Niedosłyszy?
Kości trzeszczą? Wolne żarty
Nasza sprawna służba zdrowia
Komu trzeba życia doda 

Choć na karku siódma dycha
Choć nam senior ledwo dycha 
Dalej pięknie młotem kuje
Dzielnie węgiel nam fedruje

Oraz stacją (PKP) zawiaduje
Lub bez pracy ćwiczy posty
Bo to sposób bardzo prosty
Aby przeżyć lata stare

I dokończyć żywot dumnie
W neoliberalnej trumnie
emerytury_67_2
Jak donoszą przyjaciele Rozbratu z Białorusi, 24 marca w Mińsku planowano koncert punkowy, z którego dochód miał wesprzeć inicjatywę Jedzenie Zamiast Bomb. Lecz już na samym jego początku na salę włamał się specjalny oddział milicji, częściowo zamaskowany, krzycząc „ręce do góry!”. Koncert przerwano, a milicja zatrzymała wszystkich obecnych – ponad 100 osób. Przy wejściu do sali najprawdopodobniej był obecny oficer KGB, który uważnie obserwował całe wydarzenie, a następnie wydał rozkaz podjęcia operacji.

Ponad 30 osób zapakowano do suk i przewieziono do aresztu, większość po sporządzeniu odcisków palców została wypuszczona po kilku godzinach. Przy przesłuchaniach najprawdopodobniej obecny był zastępca szefa mińsku policji – szef policji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo publiczne. Zatrzymani oskarżają policję o brutalność i stosowanie przemocy, w tym bicie po twarzy. Część zatrzymanych w oczekiwaniu na przesłuchanie musiała przez wiele godzin stać odwrócona twarzą do ściany. Jedna osoba, Elena Dubovik, ma przebywać w areszcie do poniedziałku.

Moment ataku milicji został zarejestrowany na filmie:

http://www.youtube.com/watch?v=biK7qqSgDe4

O sprawie informuje też białoruski Anarchistyczny Czarny Krzyż

My, przedstawiciele Kolektywu Rozbrat z Poznania, wyrażamy swój sprzeciw wobec nielegalnej eksmisji niezależnego centrum społeczno-kulturalnego Elba w Warszawie!

Miejsce to jako oddolny projekt obywatelski powinno być poważnie traktowane przez władze miasta. Tymczasem po raz kolejny władza pokazała jak traktuje ludzi. Dnia 16 marca 2012r. mieszkańcy i sympatycy Elby musieli stawić czoła próbie nielegalnej eksmisji działającego od wielu lat centrum społecznego. Zupełnie ignorując prawo, w działaniach tych brała udział stołeczna policja, która zamiast poważnego dialogu zaoferowała siłowe rozwiązania w postaci pałek i gazu łzawiącego. Zostało złamane konstytucyjne prawo do demonstrowania, które funkcjonariusze policji przedstawili jako nielegalne zbiegowisko. Takimi działaniami władze Warszawy doprowadzają do wzrostu społecznego niezadowolenia.

Z zaistniałej sytuacji ewidentnie wynika, że władze miasta reprezentują interesy wąskiej grupy prywatnych inwestorów kosztem potrzeb reszty społeczeństwa. Kwestia Elby podobnie jak kwestia Rozbratu wpisuje się w dotychczasową politykę zarządzania miastem traktowanym jak firma działająca dla zysku (najczęściej prywatnych inwestorów), a nie organizm społeczny reagujący na potrzeby jego mieszkańców. Ignorancji władzy i jej zupełnego oderwania od rzeczywistość najlepiej dowodzi wypowiedź prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która nie mając pojęcia o działalności skłotu na ulicy Elbląskiej z matczyną troską zapewnia jej mieszkańców o dostępności miejsc w noclegowni dla  bezdomnych. Co więcej ze „względu na ich własne dobro" siłą chce pozbawić ich dachu nad głową!    

Planowana ewikcja skłotu Elba wpisuje się w politykę prywatyzowania wszelkich dóbr wspólnych. W przypadku mieszkań, najbardziej widocznym przejawem tego procesu jest sukcesywne ograniczanie dostępu do lokali komunalnych i taniego budownictwa czynszowego. Wiąże się to z ciągłym zwiększaniem naszej zależności od właścicieli nieruchomości i deweloperów, objawiające się przede wszystkim skandaliczną wysokością czynszów. W konsekwencji nasila się zjawisko masowych eksmisji i wymuszonych przeprowadzek na peryferia miast. W centralnych dzielnicach, na miejsce starych lokatorów wprowadzają się ludzie coraz bardziej zamożni, co dodatkowo podbija ceny nieruchomości i zwiększa czynsze. Przestrzeń miejska przeistacza się w obszar całkowicie skomercjalizowany i podlegający jedynie „rynkowej" kontroli. Jak widać sytuacja mieszkańców skłotu Elba nie jest odosobnionym przypadkiem lecz elementem złożonego procesu polegającego na prywatyzowaniu przestrzeni i ograniczeniu dostępu do niej niezamożnym grupom społecznym.

Za każdym razem kiedy próbujemy odzyskać jakąś przestrzeń oskarża się nas o kradzież. Tymczasem to my, od setek lat,  jesteśmy sukcesywnie ograbiani z ziemi przez władze i kapitał. Milionom ludzi na całym świecie odbiera się dostęp do przestrzeni, czyniąc z niej narzędzie służące do pomnażania zysków przez nielicznych. Ziemia to jednak dobro publiczne, należące do nas wszystkich. Będziemy walczyć o to, aby na nowo stała się dobrem wspólnym, zarządzanym kolektywnie i umożliwiającym twórczy, oddolny, rozwój wolnych społeczności.

W najbliższy piątek 23 marca 2012 roku wyjdziemy razem na ulice w obronie skłotu Elba tak jak razem walczyliśmy w obronie lokatorów wyrzucanych z kamienic, zwalnianych bezprawnie pracowników i działaczy związków zawodowych.
Solidarność naszą bronią! Elba Zostaje!
W sobotę, 25 lutego po ulicach Poznania jeździł niecodzienny autobus. Happening autobusowy „Drugie Oblicze Poznania”, zabrał pasażerów do miejsc, które dla wielu mieszkańców jest jedynym obliczem i szarą codziennością…  Niestety nie wszyscy zainteresowani mieli możliwość wejścia na pokład. Liczba zgłoszeń znacznie przekroczyła oczekiwania organizatorów. Do wzięcia udziału zgłosiło się ponad 90 osób… W związku z tak dużym zainteresowaniem organizatorzy przewidują kolejne działania. Organizatorem była Grupa Inicjatywna Drugie Oblicze Poznania, skupiająca artystów, naukowców, oraz organizacje pozarządowe, w skład której weszli między innymi Rafał Jakubowicz, Mikołaj Irański, Monika Bobako, Andrzej W. Nowak, Dorota Grobelna, Renata Klin, Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, Federacja Anarchistyczna s. Poznań oraz przedstawiciele Kolektywu Rozbrat.

Happeningu nie można na pewno zaliczyć do zabawnych, bowiem wielu uczestników było zdegustowanych, patrząc na efekty antyspołecznej polityki władz. Przed zbliżającym się Euro władze Poznania usilnie próbują ukazać miasto jako cud gospodarności, w którym wszystkim żyje się najlepiej. Kreacja ta ma więcej wspólnego z przysłowiowym „malowaniem trawników” niż z realną, choćby próbą zmian.

Odwiedziliśmy miejsca, których nie da się „schować” czy „pomalować” przed Euro, pomijane oraz celowo zapominane przez urzędników i specjalistów kreowania pozytywnego wizerunku, w mieście Poznań – które w końcu „wie jak”…generować problemy społeczne.

O zapomnieniu jednak trudno mówić, choćby w przypadku mieszkańców kamienicy przy ulicy Piaskowej, który zwyczajnie nie dali o sobie zapomnieć organizując uliczne demonstracje i nagłaśniając swoją trudną sytuację. Nowy dość tajemniczy właściciel kamienicy starał się „wykurzyć” ich ze swojej „świętej własności” organizując pseudo remonty, które faktycznie służyły jako pretekst do niezapowiadanego wyłączania większości mediów. Codziennością było zastraszanie za pośrednictwem osiłków udających nowych „administratorów”, wymontowywanie drzwi, okien i dachu. Lokatorzy jednak nie dali się zastraszyć i nadal walczą o swoje prawa. Powołali wspólnie z innymi zainteresowanymi Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów przekonując się na własnej skórze, że zapewnienia Ryszarda Grobelnego o pomocy ze strony miasta to tylko polityczna „paplanina” wymuszona ich ulicznymi protestami.

O braku woli realnej pomocy ze strony miasta dla pewnej grupy mieszkańców najlepiej świadczy projekt budowy kontenerowego getta na ulicy Średzkiej. W jego sprawie prezydent Poznania właściwie nie sili się nawet na wypowiedzi. Do obrony i realizacji tego skandalicznego projektu ma lojalnego urzędnika – dyrektora ZKZL Jarosława Pucka. Organizatorzy „zwiedzania” drugiego oblicza Poznania, postanowili więc na ulicy Średzkiej choćby symbolicznie przywołać Ryszarda Grobelnego do wzięcia politycznej odpowiedzialności za nieudolny projekt blaszanego barakowiska. W happeningowej formie przedstawiono więc uroczyste otwarcie osiedla kontenerów „socjalnych”, było powitanie chlebem i solą, przecięcie wstęgi i przemówienie – przemówienie dość bełkotliwe w którym jedynie słowa o „nienawiści do biednych” były wyraźnie słyszalne. Nie sposób bowiem inaczej niż nienawiścią tłumaczyć pomysł zamykania ludzi w metalowych puszkach. Potwierdzeniem tego, że są to jedynie blaszane baraki jest choćby fakt, że nadzór budowlany nie dokonał ich odbioru, zauważając oczywisty fakt, iż nie nadają się do zamieszkania dla ludzi. Ludzi których według słów pana Pucka dalszy los zupełnie nie obchodzi, ludzi którzy na ukrytej przed wzrokiem przypadkowych przechodniów zaniedbanej ulicy Średzkiej mają popaść w zapomnienie. Warto też wspomnieć, że nasz „Pan Dyrektor” do zsyłki wytypował chorych i niepełnosprawnych, co ostatnio ujawiła kontrola pracowników MOPR…

Jak łatwo zauważyć każda kolejna lokalizacja na trasie „zwiedzania” drugiego oblicza Poznania, ma pewne cechy wspólne, to miejsca zlokalizowane gdzieś w pobliżu kolejowych torów, gdzie jedynym przejawem aktywności są sprawnie funkcjonujące skupy złomu, obok najczęściej już zamkniętych podniszczonych budynków magazynowych.

W podobnym krajobrazie znajduje się hotel robotniczy, który miasto wybrało jako punkt „zsyłki” eksmitowanych lokatorów. Umowy już podpisane, a kolejne masowe zsyłki już w marcu! Choć budynek nie straszy zniszczoną fasadą, to wystarczająco zniszczony jest okoliczny krajobraz. Znaczne oddalenie od centrum, jeden autobus. Hotelik opłacony na tydzień. Wprost idealne warunki dla prawidłowej egzystencji. W pobliżu duży drogowskaz  znacząco wskazuje kierunek gdzie znajduje się Ośrodek dla Bezdomnych.

Na granicy bezdomności jeszcze niedawno żyli ludzie w obecnie opuszczonych barakach na Starołęce. Trafiali tutaj najczęściej eksmitowani przez prywatnych właścicieli. Egzystowali całymi rodzinami w lokalach które rozsypywały się na ich oczach. Urzędnicy miejscy jak zwykle w takich sytuacjach potrafili reagować jedynie znacząco rozkładając ręce. Kolejna kategoria ludzi, o których najłatwiej po prostu zapomnieć i których najprościej nie zauważać.

Osoby, których dotyka taka urzędnicza obojętność, muszą liczyć na własne siły.  Zdesperowani i pozbawieni wsparcia zajęli część baraków przy ulicy Opolskiej. Nie czekając na programy rewitalizacji, sami za własne pieniądze zrewitalizowali niegdyś domy i zapewnili sobie dach nad głowa, wyręczając w tym miasto. Mimo niewielkich środków finansowych łatwiej wyremontować zrujnowane lokum w baraku niż liczyć na pomoc „miasta know-how”.

Ostatecznie bowiem klasa polityczno-urzędniczych aparatczyków usadowiona wygodnie w odnowionej kamienicy na ulicy Matejki – siedzibie Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, potrafi jedynie naliczać horrendalne czynsze. Zgodnie z treścią banera zawieszonego przez uczestników wyprawy skrót ZKZL należy odczytywać jako – Zasadniczo Kiwamy Zdezorientowanych Lokatorów.

Za „panowania” Ryszarda Grobelnego miasto popada nie tylko w coraz większe zadłużenie, ale też wydaje się być na trwałe pozbawione woli rozwiązywania problemów mieszkaniowych i egzystencjalnych pewnej grupy mieszkańców. Drugie Oblicze Poznania tak właściwie jest Prawdziwym Obliczem Poznania…

Inne relacje: GW | poznan.naszemiasto.pl
27 lutego w poniedziałek zapraszamy na pikietę przeciw likwidacji placówek oświatowych, część ogólnopolskiego protestu, pod UM na Pl. Kolegiackim o godz. 17.00.

Sprawy oświaty dotyczą nas wszystkich. Jesteśmy rodzicami, dziadkami, młodzieżą. To będzie pół godziny - można przyjść będąc na spacerze, podjechać rowerem, podejść w przerwie w zajęciach. Idea ogólnopolskiego protestu wzięła się z likwidowania szkół i przedszkoli w całym kraju. Edukacja jest dobrem publicznym! Tym goręcej zapraszamy na protest, że już następnego dnia, 28 lutego, poznańscy radni będą podejmowali decyzje o likwidacji kolejnych szkół. Chcemy rzeczywistej dyskusji o potrzebie podnoszenia poziomu kształcenia, a nie niejednokrotnie nieprzemyślanej, opartej na wątpliwych argumentach likwidacji szkół i przedszkoli. A co choćby w kontekście wyżu demograficznego za kilka lat?

"Restrukturyzacja", która dokonuje się w wielu miastach, miasteczkach i gminach wiejskich Polski to nie podnoszenie jakości kształcenia a oszczędzanie na oświacie. Cięcia dotykają uczniów, rodziców i nauczycieli m.in. w Bytomiu, Krakowie, Warszawie, Radomiu, Gdańsku, Wałbrzychu, Szczecinie. Wszędzie tam dochodziło już do protestów przeciw działaniom władzy, która nie potrafi prowadzić dialogu ze społeczeństwem, a niejednokrotnie używa argumentu siły i straszy, choćby okupujących szkołę uczniów, czy głodujących rodziców.
Mówią sami o sobie jako o wojownikach wolności, posiadających wspólne cele i wartości. Nikt nimi nie dyryguje, nie mają przywódców, są ich tysiące. Znani głównie z ataków na strony intenretowe wielu instytucji rządowych na całym świecie, czy z blokowania sieci wielkich korporacji. Nieraz doprowadzali do wrzenia wysoko postawione “osobistości”. Przedstawiamy wywiad z jednym z polskich członków nieformalnej grupy hakerskiej „Anonymous”.

Kim są Anonimowi oraz jaka mają strukturę?


Anonimowi to nieformalna grupa osób, które chcą, poprzez wirtualną formę protestu, wyrazić swój sprzeciw i niezadowolenie głównie z poczynań tych najbardziej trendy – rządów, korporacji czy działań “służb mundurowych”. Struktura jest nieformalna, nie ma przywódców i to wyróżnia tę grupę, ponieważ złapanie kilku osób nie doprowadzi do jej unicestwienia. Również brak osób decyzyjnych powoduje, że każdy może zostać Anonimowym.

Jakie jednostki twoim zdaniem tworzą grupę “Anonimowych”?


W dużym stopniu są to osoby młode, bez umiejętności hakerskich, dla których taka forma protestu wydaje się bardzo skuteczna i jednocześnie zabawna. Niekiedy bardzo trudno jest zebrać liczną grupę demonstrantów w “realu” (problemy logistyczne), która protestowałaby hucznie i równie licznie co w Internecie, nie mówiąc już o tym, aby taka grupa demonstrantów ostatecznie osiągnęła to, co można by osiągnąć poprzez bardziej dotkliwy protest w Internecie. Coraz częściej bywa, że to pod ostrym naciskiem takich grup jak “Anonimowi”, korporacje (np. Sony[1]), ostatecznie uginają się, zmieniając swoje stanowisko w danej sprawie. Nie jest to coś co zdarza się za każdym razem i nie przychodzi łatwo, na ogół trzeba poświęcić dużo czasu i energii (elektrycznej zwłaszcza), aby operacja zakończyła się sukcesem. Oczywiście bezpośrednia akcja też jest ważna i potrzebna, dlatego uważam, że idealnie by było gdyby w danej sprawie protestowano na froncie realnym i wirtualnym.

Od dawna działasz w strukturach “Anonimowych”?


Można śmiało powiedzieć, że zaczynałem dawno temu, jednak z różnych powodów, m.in. to słynne stwierdzenie “brak czasu”, nie uczestniczyłem w wielu istotnych dla nas akcjach.

Jakie są wasze techniki protestu?

Najbardziej powszechną choć niejedyną formą protestu jaką się posługujemy to atak typu DDoS. Wygląda to mniej więcej tak, że atakowane w danej chwili przez nas cele otrzymują bardzo dużą liczbę “zapytań” i kończy się to “sparaliżowaniem” takiego serwera. Inne formy protestu są też stosowane, np. podmiany zawartości stron, ale to już dokonywane jest przez nielicznych.

Jak doszło do ataku na polskie strony rządowe?


Cała akcja zaczęła się na serwerach IRC[2] Anonimowych. Miałem trochę szczęścia bo znalazłem się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, nieco tuż przed rozpoczęciem ataków na rządowe strony. Była to sobota 21 stycznia, godzina dobijała do 16. Na kanale #poland “idlowało” kilka osób a celem ataków były strony typu timewarner.com. Nagle wszedł ktoś, kto zakomunikował nam po angielsku, że rozpoczyna wraz z innymi operację #opFightACTA, zakładając tym samym taki właśnie kanał. Twierdził on również, że ze względu na to, iż Polska ma podpisać dokument ACTA 26. stycznia, powinniśmy przyłączyć się do wspólnej walki.

Dalej samo popłynęło, na #poland ustawiono nowy cel, tym razem była to jedna ze stron polskiego rządu. Atak miał się rozpocząć o godzinie 17 czasu środkowoeuropejskiego. Jednak na początku tylko Anonimowi z kanału #poland mieli atakować strony polskiego rządu, a przecież na tamtą chwilę było nas bardzo niewielu. Nikt z naszych nie wyszedł z propozycją, aby to i inni Anonimowi (nie z Polski), chcący walczyć z ACTA, przyjęli za cel stronę polskiego Sejmu.

Polski autonomizm?


Tak to trochę wyglądało. Na szczęcie szybko zostało to zażegnane, kiedy na #opFightACTA, który de facto był pierwszym oficjalnym i zarazem międzynarodowym kanałem poświęconym walce przeciwko ACTA, pojawiła się informacja o potrzebie wsparcia polskich Anonimowych w proteście przeciwko ACTA i również tam ustawiono za cel sejm.gov.pl. Gdy pojawiły się pierwsze informacje w mediach, a miało to miejsce około godziny 20 jeszcze tego samego dnia, coraz więcej osób z polski zaczęło przyłączać się do tego protestu. W pewnym momencie było nas tylu, że nie była nam już potrzebna pomoc z innych regionów świata.

Czy kiedykolwiek atakowaliście serwisy informacyjne, które były wam nieprzychylne?

Trzymamy się zasady, że media nie są przez nas ruszane, przecież walczymy o wolność słowa! Tak było od zawsze, niestety nie każdy o tym wie, zwłaszcza nowi, co było dobitnie widoczne, chociażby podczas ataków na polskie strony rządowe. Znalazły się osoby chętne do atakowania mediów pod pretekstem manipulacji, za przekazywanie nieprawdziwych informacji.

Pierwsze newsy dotyczące właśnie ataków na polski rząd w Internecie sugerowały, że są to jedynie przypadkowe problemy techniczne. Nawet ktoś z rządu całą sytuację skomentował mniej więcej tak: “problemy techniczne wynikają z powodu dużego zainteresowania tematyką ACTA” – miało to całkowicie zaprzeczyć tezie, że to hakerzy stoją za tymi atakami, że jest to nieprzypadkowe. Skoro takie informacje przekazywano mediom, to później pojawiały się w wiadomościach te bzdury. Ludzie byli wściekli gdy to czytali.

Próbowano was w jakiś sposób powstrzymać podczas internetowej bitwy o ACTA?

Bywało różnie. Przykładowo raz wpadł na nasz kanał ktoś, kto miał na celu szybkie opanowanie sytuacji. Ten ktoś, nazwijmy go “łącznikiem”, posługiwał się językiem angielskim, dlatego większość z obecnych go ignorowała. Łącznik twierdził, że przybywa za sprawą polskich organizacji pozarządowych, które są przeciwne tego typu akcjom “protestacyjnym”. Miało dojść do zaprzestania ataków, a następnie do wspólnych rozmów między rządem a jego obywatelami, zaś samo ACTA w jego ocenie i tak miało zostać podpisane przez premiera (bądź przez inną upoważnioną do tego osobę). Ostatecznie stwierdził, że nasz rząd, mówiąc delikatnie, jest “durny”.

Sami operatorzy serwera IRC Anonimowych w pewnym momencie pojawili się również na kanale #poland, prawdopodobnie za sprawą wspomnianego łącznika. Mówili, że mają wzmożoną liczbę połączeń z domen rządowych, oraz że są poddawani różnego rodzaju naciskom, aby te ataki DDoS zaprzestano. Jednak nie podejmowali oni żadnych działań, a ludzie od nas byli dzięki tej rządowej frustracji jeszcze bardziej nastawieni bojowo.

Bali się was – razem stanowiliście potężną siłę.

Tak, a rząd nie był na to przygotowany, ale przecież kto by się spodziewał, że do tego w ogóle może dojść. To pokazało jak bardzo “cierpimy” pod względem bezpieczeństwa informatycznego. Zamiast wydawać miliony na kolejne próby inwigilacji użytkowników Internetu[3], niech lepiej zainwestują w specjalistów od bezpieczeństwa.

Jak odniesiesz się do artykułu Gazety Wyborczej[4], w którym to przedstawiono nieco inny zarys rozpoczęcia rewolucji w polskim Internecie?

Dotarł do nas link do tego artykułu i muszę przyznać, że wielu z nas czytając go nie stroniło od śmiechu. Po pierwsze, gdyby atak rozpoczął się jeszcze w piątek po godz. 21 i naturalnym, że trwałby przez całą noc, media poinformowałyby o “trudnościach” technicznych, występujących na wielu stronach rządowych najpóźniej w sobotę w godzinach przedpołudniowych. Takiej informacji nie uda się podać później, jest ona po prostu zbyt “sensacyjna”. Trzeba pamiętać, że nie mówimy o jednej stronie rządowej, ale o co najmniej kilku.

Do tego wszystkiego, nawoływanie do ataku DDoS na forum jest w moim odczuciu niedorzeczne, a działania tego typu są nawet zabronione, tak jak to jest w przypadku forum whyweprotest.net

Autorzy takich artykułów powinni dostać lekcję, że w takich przypadkach należy szukać źródeł informacji znacznie głębiej – wtedy dopiero są szanse, że zdobyte informacje będą prawdziwe.

W trakcie ataków na strony rządowe doszło również do podmiany strony premiera oraz do rzekomego wydania sprawcy tego czynu przez hakerów – miało to sens?

Niewiele jestem w stanie powiedzieć na ten temat. W mediach pojawiały się dość sprzeczne informacje o tym wydarzeniu, najpierw, że ujęta osoba przyznała się do winy, a dowodem miały być m.in. zapisy z czatów. Dzień później już informowano, że złapany haker nie będzie miał postawionych zarzutów,  ponieważ okazało się, że tych dowodów nie ma.

Został pomówiony?

Być może tak, a być może to była prawda. Niemniej, nie rozumiem czym kierowali się ci, którzy go “wydali”, jeżeli faktycznie to on dokonał tego włamania. To jest wręcz sprzeczne z ideologią hakerów, takie akty są surowo potępiane przez społeczności hakerskie.

Jakie będą kolejne działania Anonimowych w przypadku jasnej chęci ratyfikacji ACTA przez rząd?

O naszej kolejnej akcji przeciwko ACTA było wspomniane na Twitterze, a ostatnio pojawiło się coś bardziej rzeczowego na blogu[5]. W skrócie, w połowie kwietnia ma odbyć się “ofensywa”, kolejne uderzenie wymierzone w strony polskiego rządu. To, że wstrzymano ratyfikację ACTA nie znaczy jeszcze, że na pewno ACTA zostanie przez polski rząd odrzucona. Mogą chcieć teraz zyskać na czasie, aby temat zszedł na drugi plan. Niezależnie od tego co się wydarzy – my nie zapominamy, nie odpuszczamy.

Uważasz się za osobę o radykalnych poglądach?

Gdy obracam się wśród “swoich”, nie czuję się osobą, która powiedziałaby o sobie “tak, jestem radykalny”. Po prostu mam taki punkt widzenia. Ten “radykalizm” w odczuciu innych jest dla mnie czymś powszechnym i normalnym. Poza tym, kto ustala tę granicę, kiedy to zaczyna się “radykalizm” a kończy “normalizm”?

Przypisy:
[1] http://www.geek.com/articles/news/anonymous-hacks-sony-pictures-for-supporting-sopa-2012016/
[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Internet_Relay_Chat
[3] http://webhosting.pl/MSWIA.zamowilo.narzedzia.do.zlamania.Tora.i.podsluchiwania.internautow.Czy.zlamalo.przy.tym.prawo
[4] http://wyborcza.pl/1,123455,11046833,ANONYMOUS_po_polsku__Krolowie_chaosu_naprawiaja_swiat.html
[5] http://anonopshq.blogspot.com/2012/02/anonymous-address-to-poland-and-all.html
W ramach Czwartkowych Spotkań Filmowych
Anarchistyczny Czarny Krzyż

zaprasza na pokaz filmów na temat trójki uwięzionych białoruskich anarchistów
Igora Oliniewicza, Mikołaja Dziedoka i Aleksandra Franckiewicza

zaprezentujemy dwa filmy:
"Anarchiści.Akcja Bezpośrednia"
i
"Nie przestrzegający prawa"
więcej informacji wkrótce
ZAPRASZAMY!!!
Miejsce:Rozbrat ul.Pułaskiego 21 a,Poznań
Mimo kilkunastostopniowego mrozu, prawie 1 tys. osób przeszło dziś w kolejnym proteście przeciwko podpisaniu przez polski rząd porozumienia ACTA. Demonstracja rozpoczęła się na pętli na Ogrodach i przeszła ulicą Dąbrowskiego na pl. Wolności. Demonstranci wznosili min. hasła „Nie dla ACTA”, „Stop cenzurze”, „Internet dla ludzi nie dla korporacji”, „Wuchta wiary przeciw ACTA”, które stało się już oficjalnym hasłem protestów w Poznaniu oraz okrzyki antyrządowe.  Całą drogę do okrzyków zagrzewała Samba Rytmy Oporu.

Po dotarciu na plac Wolności wygłoszone zostały przemówienia w których podkreślano, że porozumienie ACTA nie dotyczy jedynie kwestii Internetu, ale także tańszych zamienników leków, części samochodowych oraz ubrań. Mówiono również o tym, że ACTA jest jedynie jednym z przejawów nasilającej się kontroli nad społeczeństwem, w ostatnich latach uchwalono szereg ustaw, które ograniczają naszą wolność, na ulicach pojawia się coraz więcej kamer i policji, na stadionach trenuje się represje, które potem przenoszone są na ulice.

Potwierdzeniem tych słów było skandaliczne zachowanie policji, która w trakcie protestu próbowała prowokować demonstrantów, mimo że demonstracja przebiegała w spokoju legitymowano i zastraszano zebrane osoby. Policja zatrzymywała ludzi również po zakończeniu protestu, próbowano również wylegitymować kilkudziesięcioosobową grupę działaczy Federacji Anarchistycznej. W obawie przed atakiem na siedzibę Platformy Obywatelskiej, była ona obstawiona oddziałem prewencji, a w pogotowiu czekała armatka wodna.

Protest nie był organizowany przez organizację polityczną, dzięki czemu udało się uniknąć promowania na nim partii i inicjatyw, które próbowały podczas poprzedniej akcji wykorzystać ją do własnych celów.

Hakerzy zaatakowali strony ZKZL

28 stycznia 2012 r. | Dział: Polska
Jak doniosły poznańskie media, dziś rano zaatakowano stronę internetową Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. Witryna została unieruchomiona na ponad 2 godziny. Dyrektor ZKZL, Jarosław Pucek, stwierdził w komentarzach, że jest „zaszczycony”, że znalazł się w tak „szacownym gronie jak kancelaria premiera i Centrale Biuro Śledcze”. 

Słowa te świadczą, że Jarosław Pucek, jako członek PO, wyraźnie identyfikuje się z rządem i jego liderem Donaldem Tuskiem. Premier przyjął Pucka w zeszłym roku w apogeum konfliktu między rządem a kibicami. Szef ZKZL, jako jednocześnie działacz stowarzyszenia „Wiara Lecha” miał reprezentować podczas tych rozmów kibiców. Teraz najwyraźniej deklaruje się po drugie stronie barykady – po stronie rządu. Czyżby był też zwolennikiem podpisania ACTA?

Przypomnijmy, że Pucek jest wykonawcą polityki  masowych i brutalnych wysiedleń, prowadzonych przez zarząd miasta Poznania, których ofiarą padają najbiedniejsi mieszkańcy. Dzięki swojej bezwzględnej postawie zyskuje przychylność elit władzy i pnie się szybko po drabinie w górę do tego stopnia, iż jest wymieniany jako jeden z kandydatów na fotel prezydenta w następnych wyborach samorządowych.
Około 500-600 osób zebrało się dziś na ul. Półwiejskiej, żeby zaprotestować przeciwko podpisywaniu przez polskie władze porozumienia ACTA. Ma ono w teorii chronić prawa autorskie, jednak pod tym, jak zawsze, niewinnym płaszczykiem kryje się ograniczanie wolności działań w sieci, oraz  jej faktyczna cenzura. Kraje, które podpiszą traktat ACTA będą musiały wdrożyć prawa dotyczące inwigilacji swoich obywateli włącznie z odłączaniem dostępu od Internetu i podejmowania środków karnych tylko na podstawie oskarżenia o naruszenie praw autorskich. ACTA ma przenieść odpowiedzialność za działania użytkowników Internetu na dostawców Internetu. By nie być posądzeni o ułatwianie łamania praw autorskich zmuszeni będą oni śledzić działania swoich użytkowników aby w razie potrzeby móc wychwycić te nielegalne. Dostawcy staną się więc prywatną policją, prokuraturą i sądem w jednym!

Oburzenie wywołuje również fakt, że prace wokół podpisania ACTA i przystąpienia do porozumienia do ostatniej chwili były ukrywane przed opinią publiczną. Polski rząd poinformował o tym w zeszły czwartek, mimo że prace trwały co najmniej od połowy zeszłego roku. Negatywnie o podpisaniu ACTA wypowiedział się również Generalny Inspektor Danych Osobowych, którego wątpliwości wzbudził zapis o przekazywaniu danych osobowych komercyjnym instytucjom.

Mimo mroźnej aury protest przebiegał w bardzo gorącej atmosferze, z przenośnych głośników puszczana była muzyka  i wygłaszane przemówienia.  Wielu demonstrantów miało maski Guya Fawkesa, które stały się symbolem międzynarodowego ruchu oporu przeciwko władzy korporacji.  Około 18.20 odpalono race i demonstranci wyruszyli w kierunku Starego Rynku. Cały czas wznoszone były okrzyki „ACTA Stop!”, „Internet dla ludzi, nie dla korporacji”, w stosunku do stanowiska rządu „Oni nas nie reprezentują”, „Nie dla cenzury i inwigilacji”. Na przedzie niesiono duży transparent „ACTA Stop! Przeciwko cenzurze w sieci i inwigilacji”. Demonstracja przemieściła się ulicą Półwiejską, Podgórną i Wrocławską. Ostatnie kilkadziesiąt metrów do Ratusza, demonstranci przebiegli, czym wywołali spore zamieszanie na Starym Rynku.

Po kolejnych przemówieniach, demonstranci zostawili na schodach Ratusza klawiaturę i „laskę dynamitu”, jak stwierdził jeden z demonstrujących  „zarówno jednym, jak i drugim można obalić rząd, niech jutro demonstranci zdecydują co wykorzystać” nawiązując tym do faktu, że w czwartek ze Starego Rynku rusza kolejny protest przeciwko ACTA. Będzie już wówczas wiadomo czy rząd ostatecznie podpisał protokół. Żeby zaczął on obowiązywać musi go jeszcze ratyfikować sejm.

Demonstracja mimo, że nie była zgłoszona w urzędzie (rząd nie dał na to czasu) przebiegła spokojnie, przez większość czasu policja nie prowokowała protestujących, dopiero po zakończeniu protestu kilku funkcjonariuszy próbowało wylegitymować nielicznych pozostałych demonstrantów, doszło do sprzeczki, policjanci schronili się w radiowozie, który został zablokowany. Demonstranci zarządali, aby prowokatorzy okazali swoje numery służbowe. Sytuację załagodził wyższy rangą funkcjonariusz, który okazał swoją legitymację.

Dzisiejsza demonstracja była częścią ogólnopolskiej mobilizacji, wczoraj około 4 tys. osób demonstrowało w Warszawie, dziś manifestacje odbyły się w kolejnych kilkudziesięciu miastach, brało w nich udział od kilkuset do kilkunastu tysięcy osób. W Kielcach doszło do starć z policja, po tym jak demonstrujący zablokowali jedną z głównych ulic.

Dziękujemy wszystkim za przybycie i zapraszamy jutro na godz. 17.00 na Stary Rynek. Walka trwa!

FOTORELACJA

Strona 1 z 9