Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Rzeszów / Publicystyka /
A+ R A-

O protoplastach ONR, czyli dlaczego Roman D. nie jest naszym idolem

Paweł Ligocki, Eryk Blerski

W związku ze zbliżającym się 11 listopada po raz kolejny spodziewać możemy się karkołomnych popisów retorycznych ze strony organizatorów „Marszu Niepodległości”. Przy okazji kolejnych medialnych wywiadów zapewne znów przyjdzie nam usłyszeć, że: przeciętny polski patriota zamawia pięć piw, symbole organizacji takich jak Blood&Honour na ubraniach i flagach uczestników marszu to efekt fotomontażu i manipulacja antypolskich mediów, a w zeszłym roku ulice Warszawy demolowali Niemcy, Żydzi i masoni przebrani za prawdziwych Polaków. Tematem niniejszego tekstu nie będzie jednak enumeracja wszystkich medialnych wpadek organizatorów i uczestników marszu. Artykuł ten w zamyśle jego autorów stanowić ma przyczynek do poznania i analizy tradycji politycznych, do których z dumą odwołują się organizatorzy marszu. Celem tej analizy  będzie dokładniejsze osadzenie grup takich jak MW i ONR na współczesnej mapie organizacji politycznych oraz wyjaśnienia źródeł „fenomenów” takich jak okrzyki „Polska cała tylko biała” w trakcie trwania marszu (1).

Dmowski – biolog, socjolog, transplantolog

Zgodnie z uformowanym przez podręczniki szkolne wizerunkiem Roman Dmowski był  jednym z najbardziej znanych i aktywnych polskich myślicieli politycznych oraz głównym adwersarzem Józefa Piłsudskiego. Obrazu aktywnego i skutecznego polityka dopełnia udział Dmowskiego w Konferencji Paryskiej, w trakcie której reprezentował on powstające właśnie  Państwo Polskie.  Oczywiście wszystkie przytoczone powyżej twierdzenia dotyczące lidera narodowej demokracji pozostają prawdą. Powszechnie przyjęty obraz Dmowskiego nie jest jednak  w stanie wyjaśnić, dlaczego w trakcie manifestacji organizacji, które odwołują się do jego koncepcji politycznych oraz tradycji obozu narodowego, pojawiają się szowinistyczne, rasistowskie, a nawet faszystowskie hasła i symbole.

By lepiej zrozumieć charakter współczesnego polskiego nacjonalizmu należ cofnąć się do lat 90 XIX w. To właśnie w tym okresie miał miejsce proces modernizacji myśli narodowej i jej ostatecznego wyodrębnienia się z szeroko pojętego romantycznego ruchu niepodległościowego. Na przełomie XIX i XX w. środowiska określane wówczas częściej jako patriotyczne niż nacjonalistyczne musiały odpowiedzieć sobie na kluczowe pytania dotyczące definicji narodu, stosunku do socjalizmu, czy najbardziej istotnych wówczas kwestii społecznych, w tym między innymi asymilacji Żydów. Powyższe problemy nurtowały przede wszystkim nowe pokolenie drobnomieszczan i prawicowej inteligencji, które właśnie rozpoczynało swoją przygodę z polityką. Wśród przedstawicieli tej grupy znalazł się również młody biolog Roman Dmowski. Z racji swojego wykształcenia i związanej z nim znajomości tekstów darwinistów społecznych przyszły lider nacjonalistów dość szybko znalazł inspirację, które pomogły mu uporać się z rozmaitymi teoretycznymi zagwozdkami.

Jak wynika z analiz przeprowadzonych przez Grzegorza Krzywca to właśnie Dmowski oraz prawdopodobnie grupka jego rówieśników (ze względu na dużą zmienność pseudonimów nie sposób ustalić, czy wszystkie teksty wyszły spod pióra autora „Myśli Nowoczesnego Polaka”) publikujących na łamach warszawskiego Głosu dokonała pierwszego całościowego przeszczepu koncepcji rasistowskich na grunt polskiej myśli politycznej. W wywodach historiozoficznych, charakterystycznych dla ówczesnej publicystyki Dmowskiego znaleźć można m.in. założenia antagonizmów rasowych, ewolucyjnej koncepcji ras ludzkich, rasowej determinacji zachowań społecznych i wzorców kulturowych, elementy rasizmu klasowego oraz krytykę asymilacji Żydów jako procesu „mieszania ras”. To właśnie na założeniach zaczerpniętych z tekstów myślicieli takich jak Houston Stewart Chamberlain czy Gustave Le Bon zasadzała się nowatorska koncepcja narodu, którego siły witalne motywowane miały być przede wszystkim przez homogeniczność rasowo-kulturową (2).

Oczywiście nowe teorie, które - jak zauważa Enzo Traverso - 40 lat później legły u podstaw narracji narodowego socjalizmu(3) nie przyjęły się na gruncie polskim jedynie w wyniku kilku sugestywnych publikacji prasowych. Stopniowy wzrost ich znaczenia uwidaczniał się jednak w kręgach nowego pokolenia nacjonalistów, co wiązało się z procesem stopniowego wypierania  „bardziej romantycznych” koncepcji narodu, lansowanych m.in.. przez Szymona Askenazego. Narracja o charakterze rasowym wymierzona przede wszystkim w Żydów i socjalistów zyskiwała na sile także przy okazji kolejnych kampanii związanych z wyborami do Rosyjskiej Dumy Państwowej. O silnym zakorzenieniu przytoczonych wcześniej teorii może świadczyć fakt, że ich przejawy zauważyć można było także w pierwszych latach funkcjonowania II RP. Wówczas to, pomimo demokratycznych, jak na ówczesne standardy, koncepcji reprezentowanych przez polskich narodowców, założenia z lat 90. najdobitniej dały osobie znać przy okazji objęcia fotela prezydenckiego przez Gabriela Narutowicza.

Wódz, obóz, ksenofobia

Znamion ciągłości i rozwoju założeń wypracowanych przez Dmowskiego na przełomie wieków można doszukać się przede wszystkim w programie i sposobie funkcjonowania Obozu Wielkiej Polski oraz późniejszego Obozu Narodowo-Radykalnego. OWP został utworzony po zamachu majowym w celu zjednoczenia kręgów prawicowych do wspólnej walki z sanacją i lewicą. Choć do 1933 r. wyrósł on na największą siłę polityczną w kraju (liczebność szacowana na 200-300 tys. członków (4)), z różnych powodów nie udało się pod egidą tegoż tworu skupić wszystkich sił prawicowej opozycji. Organizacja ta zjednoczyła przede wszystkim członków Stronnictwa Narodowego i młodych nacjonalistów, co odegrało znaczącą rolę w dalszym funkcjonowaniu skrajnej prawicy na gruncie międzywojennej Polski. Znaczny udział w OWP miały również rozmaite związki kombatanckie (np. Hallerczycy i Dowborczycy).

Obóz Wielkiej Polski z całą pewnością można uznać za organizację faszyzującą. Zygmunt Kaczmarek zwracał uwagę, że jej skład klasowy nasuwa pewne skojarzenia ze strukturą społeczną NSDAP i Narodowej Partii Faszystowskiej przed ich dojściem do władzy. I tak w NSDAP robotnicy (także rolni) stanowili 28% ogółu członków, w NPF - 39%, zaś w OWP - 31,5%; chłopi natomiast odpowiednio 14%, 12% i 14,7% (5). Również sama nazwa naczelnego organu kierowniczego OWP – Wielka Rada – nasuwa skojarzenia z włoską Wielką Radą Faszystowską. Dmowski nie ukrywał zresztą, że „tworząc Obóz mieliśmy przed oczyma faszyzm” (6).

Dmowski za głównego przeciwnika OWP uznawał oczywiście sanację, acz skupieni w Obozie nacjonaliści w głębszej analizie politycznej posługiwali się prostą dychotomią: zasadnicza linia podziału w polskim życiu politycznym przebiegała między siłami narodowymi i liberalno-socjalistycznymi. Tak uproszczone, dualistyczne postrzeganie konfliktu nasuwa skojarzenia z tym, co Chantal Mouffe określa jako „polityczność antagonistyczną” - powstały układ nie dopuszcza możliwości dialogu i dyskusji, a każda polityka, sprzeczna z własnymi wartościami, jest zarazem polityką wrogą i należy dążyć do jej destrukcji (7). Wszystko to wiązało się z cechami typowymi dla ruchów faszystowskich: ścisła hierarchiczność, dyscyplina, karność, umundurowanie członków, bojówkarski charakter partii i stosowanie siły wobec przeciwników politycznych. OWP jednak nie był jeszcze organizacją stricte faszystowską. Stosowanie faszystowskich metod uniemożliwiała z jednej strony sanacja, skutecznie inwigilując członków ugrupowania, z drugiej natomiast grupa „starych” działaczy (jak np. Stanisław Grabski czy Roman Rybarski) obawiała się, że zbytni radykalizm może doprowadzić do wzniecenia niepokojów społecznych, nad którymi trudno będzie zapanować (8).

Trzon OWP stanowiło drobnomieszczaństwo oraz rozczarowana rzeczywistością młodzież. Członkostwo w tej radykalnej organizacji dawało im nie tylko poczucie bezpieczeństwa z racji przynależności do silnej grupy o sztywnej tożsamości, ale także przynosiło jasne i proste odpowiedzi na pytanie o sprawcę zła. Nacjonaliści wskazywali więc, że za wszelkie bolączki odpowiedzialna jest sanacja, lewica społeczna, a przede wszystkim – Żydzi. Antysemityzm w Polsce miał w dużej mierze (choć nie jedynie) podłoże ekonomiczne, gdyż Żydzi stanowili niemal 3/4 ludności, trudniącej się handlem(9). Garnące się pod skrzydła skrajnej prawicy drobnomieszczaństwo poprzez poparcie dla antysemickich haseł zwalczało zarazem swego najgroźniejszego konkurenta ekonomicznego. Inicjowane przez OWP akcje antysemickie nie miały jednak nadmiernie „spektakularnego” charakteru (10). W tym zakresie znacznie bardziej radykalny był – nomen omen – Obóz Narodowo-Radykalny.

Wybuchowy patriotyzm

Ta nowa organizacja na polskiej scenie nacjonalistycznej wyrosła po ostatecznym rozwiązaniu OWP przez sanację. ONR był – z racji przejęcia sterów w ruchu narodowym przez „młodych” - bardziej skrajny od swego poprzednika. Przesunięcie na prawo dobitnie podkreślał Wojciech Wasiutyński, twierdząc że „ONR przyjmował, a nawet wyostrzał i precyzował program walki ekonomicznej i kulturalnej z Żydami”(11). Walka ta wynikała z faktu dążenia narodowych radykałów do homogenizacji narodu polskiego. I choć Arkadiusz Meller i Patryk Tomaszewski kładą nacisk na kryterium świadomościowe, tj. chęć dopuszczenia do ekskluzywnej wspólnoty narodowej każdego, kto wyraził taką chęć, to stwierdzić należy, iż jednocześnie daleko posunięty antysemityzm nie zakładał możliwości wkluczania do tej grupy Żydów. Wyjątek mogły tu stanowić jedynie społeczności, uznawane za słowiańskie, np. Ukraińcy(12).

Nacjonaliści uznawali zatem, że Żydzi to rasa niezdolna do asymilacji – a nawet, gdyby do takowej doszło, to i tak, jako obca „cywilizacja”, wniosą oni do Polski pierwiastki nieprzystające i szkodliwe.(13) „Żydzi – pisali ONR-owcy - jest to naród azjatycki, rządzony przez swoją tajną organizację, dążącą do rządzenia światem. Żydzi opierają się na nauce swej świętej księgi Talmudu, która uczy nienawiści do chrześcijan i starają się zniszczyć każdy naród, w którym żyją”(14). Narodowi radykałowie w swych antysemickich fobiach nie ograniczali się bynajmniej do słów. W latach 30., a zwłaszcza w ich drugiej połowie, pogromy Żydów stały się niemal codziennością. Maria Dąbrowska w 1936 r. z goryczą pisała o „dorocznym wstydzie”, wspominając ekscesy antysemickie na początku każdego roku akademickiego. Studenci – wśród których bardzo modne były przekonania nacjonalistyczne – nierzadko nosili w swych torbach pałki, kastety, żelazne łomy czy żyletki. Żacy nie wahali się nawet atakować przedstawicieli kadry naukowej. W 1934 r. w Wilnie pobito znanego z lewicowych poglądów profesora żydowskiego pochodzenia – Marcelego Handelsmana, a w 1936 r., podczas wygłaszania wykładu, obrzucono jajkami prof. Mieczysława Wolfkego(15).

Apogeum działalności bojówkarskiej ONR przypadło jednak na rok 1937. Wtedy to przywódca Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga” Bolesław Piasecki w jednym ze swych artykułów stwierdził, iż „każdą siłę, która w zetknięciu z ideą Przełomu [narodowego] zachowuje się wrogo, należy niszczyć bezwzględnie i zupełnie”(16). Do owego „niszczenia” prawicowi bojówkarze byli bardzo dobrze przygotowani, gdyż – jako że duża część z nich wywodziła się z ziemiaństwa – bez większego trudu otrzymywali zezwolenie na broń, a nadto niejednokrotnie organizowali obozy treningowe w majątkach ziemskich(17).

W rzeczonym 1937 r. doszło zatem do detonacji trzech petard w redakcji żydowskiego dziennika „Nasz Przegląd”, oddania 50 strzałów do pierwszomajowego pochodu Bundu (zginęła wówczas sześcioletnia dziewczynka), ataków bombowych na siedziby opanowanego przez lewicę Związku Nauczycielstwa Polskiego, wrzucenia bomb zapalających do żydowskich domów w Przytyku (narodowi terroryści przed akcją przerwali linie telefoniczne, by uniemożliwić dojazd straży pożarnej), ostrzałów lokali Bundu i wielu innych. Natomiast w drugiej połowie 1938 r. Piasecki używał wiernych sobie bojówek do pozyskiwania funduszy na działalność poprzez nakazywanie im bicia ludzi, stojących przed kasami bankowymi (18). Warto wspomnieć, że organ prasowy organizacji - „Falanga” - o tego rodzaju „przedsięwzięciach” donosił z nieukrywaną satysfakcją(19).

Zadowolenie z akcji bojówkarskich nie może dziwić w obliczu fascynacji młodych ONR-owców militaryzmem, czego konsekwencją była współpraca z młodymi oficerami, którym marzyła się „Wielka Polska”. Militaryzm i umiłowanie dyscypliny były także środkiem politycznego oddziaływania, a paramilitarne przemarsze i epatowanie siłą wielu imponowały. Taktyka tworzenia zwartych grup marszowych, składających się z dobrze zbudowanych, wyszkolonych do walki mężczyzn była powszechnie stosowana przez faszystowskie ugrupowania przed II wojną światową. Według tej koncepcji odbywały się m.in. manifestacje SA przed dojściem Hitlera do władzy(20).

Skoro już mowa o wodzu nazizmu, warto zastanowić się, jaki był stosunek ONR do ideologii dominującej w III Rzeszy. Działacze tej organizacji nie tylko postrzegali faszyzm i narodowy socjalizm jako przejawy nowoczesnego nacjonalizmu(21), ale także odnajdowali w nich cechy pozytywne. Plusy faszyzmu i hitleryzmu to przede wszystkim postawienie tamy wpływom masońskiego liberalizmu społecznego, ekonomicznego i moralnego, co umożliwiło częściową odbudowę rodziny, uznawanej za podstawową komórkę narodu(22). Ciche sympatie narodowych radykałów do ruchu nazistowskiego próbował wykorzystać w 1939 r. niemiecki agent Stanisław Brochowicz, który na pewien czas wniknął w struktury ONR „Falanga”, przynosząc na zebrania pochwalne materiały na temat NSDAP(23). Także po kampanii wrześniowej powstała na gruzach „Falangi” Narodowa Organizacja Radykalna w sposób niedwuznaczny dążyła do porozumienia z władzami niemieckimi. Piasecki prawdopodobnie odbył nawet w tej sprawie kilka rozmów z przedstawicielami Wehrmachtu, jednak zakończyły się one fiaskiem z powodu decyzji Hitlera, który zabronił niemieckiemu dowództwu mieszania się w sprawy polityczne na terenach okupowanych(24).

Zakończenie

1. Cała prawda o tzw. Marszu Niepodległości, http://vimeo.com/32532241#, 8:01-8:07, dostęp: 7.11.2012.