Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Poznań /
A+ R A-

W dniu 14 lutego w hali Międzynarodowych Targów Poznańskich odbywała się impreza Knieje – Targi Myślistwa i Strzelectwa. Jednym z punktów programu o godzinie 15:00 była prezentacja „sztuki wabienia jeleni”. Na scenie pojawiła się grupa członków inicjatywy Poznaniacy Przeciwko Myśliwym przebranych w stroje leśnych zwierząt. W czasie krótkiego wystąpienia usiłowali przedstawić, że umiejętność ta jest wykorzystywana do polowań na jelenie w czasie rykowisk. Niestety pokojowy happening spotkał się z niezrozumieniem i dużą agresją ze strony myśliwych oraz wezwanych przez nich ochroniarzy imprezy.

 

Zapraszamy do obejrzenia WIDEO

 

Zapraszamy również na profil FB grupy "Poznaniacy Przeciwko Myśliwym".

 

Więcej na temat rykowiska TUTAJ.

W ostatnią sobotę (9.01.16) myśliwi z koła łowieckiego „Jaźwiec” planowali kolejne polowanie zbiorowe na Dziewiczej Górze. Planowali, ponieważ w wyniku naszych ostatnich akcji (5.12.15 i 19.12.15) stwierdzili, że lepiej nie pojawiać się w lesie, przynajmniej nie w dużej grupie.

 

O godzinie 7:00 zjawiliśmy się w lesie grupą ok. 40 osób. Od razu rozpoczęliśmy nasze spacery. Dotarliśmy do każdej ambony. Nigdzie jednak nie było widać myśliwych. W pewnym momencie usłyszeliśmy strzał od strony leśniczówki Annowo. W kilka osób udaliśmy się szybko w tamtą stronę. Na miejscu zastaliśmy Marcina Grzelaka, który samochodem przewoził zastrzeloną przez siebie sarnę po całym lesie i próbował nam udowodnić, że można polować pomimo naszej obecności. Niestety, dla niego, było to jedyne zwierzę upolowane tego dnia na Dziewiczej Górze. Myśliwi, już tydzień wcześniej, w komentarzach na naszym wydarzeniu – na portalu społecznościowym - chwalili się, że tym razem zastosują względem nas jakąś nową tajemniczą strategię. Nie postarali się jednak za bardzo i wdrożyli najbardziej przewidywalny pomysł – zrezygnowali z polowania zbiorowego na rzecz polowań indywidualnych. Przygotowani na to szybko rozszerzyliśmy zasięg naszych działań.

 

Jak sami myśliwi, piszą na swoich forach, nasza obecność bardzo utrudniała im „dochodzenie postrzałków”, czyli postrzelonych zwierząt oraz wjazd do lasu. W praktyce wbrew temu, co piszą, było to niemożliwe.

 

Według relacji myśliwych polowanie odbywało się zgodnie z planem. Być może udali się na teren innego obwodu łowieckiego, aby oddać się swojemu „hobby” i faktycznie polowali, w końcu tego dnia odbywało się wiele polowań zbiorowych. Naszym planem było jednak tylko i wyłącznie niedopuszczenie do polowań na Dziewiczej Górze. Plan ten udał się w 100%!

 

Serdecznie dziękujemy wszystkim obecnym tego dnia. Również tym, którzy wspierali nas przez promocję wydarzenia. Bez was ta akcja nie byłaby możliwa. Dziękujemy aktywistom Inicjatywy na Rzecz Zwierząt BASTA!: pomimo organizowanych przez nich tego dnia warsztatów i wykładów licznie wsparli nas swoją obecnością. Szczególne podziękowania należą się grupom: "Nie podaję ręki myśliwym", "Zamień strzelbę na aparat" oraz "Front antyłowiecki". To dzięki ich wydarzeniu i nagłośnieniu rzezi na Dziewiczej Górze powstała nasza grupa, co w efekcie doprowadziło do blokady ostatniej „zbiorówki”.

 

Tego dnia las należał do zwierząt, które licznie obserwowaliśmy oraz ludzi, ale tych, którzy chcieli polować na nie z lornetką i aparatem.

19 grudnia w wielu miejscach Polski miały miejsca polowania wigilijne – jedne z bardziej istotnych w kalendarzu myśliwskim. W 30 osób udaliśmy się tego dnia do Puszczy Zielonki, gdzie planowane było jedno z nich.

 

Zbiórka myśliwych miała odbyć się w Leśniczówce Mechowo o godzinie 8:00, jednak kiedy się tam pojawiliśmy, jedyne, co zastaliśmy, to informacje na drzewach o treści „z powodów bezpieczeństwa zbiórka przeniesiona na 9:00”. Nie daliśmy się nabrać i ruszyliśmy w poszukiwaniu myśliwych. Bardzo szybko zlokalizowaliśmy ich w okolicach Annowa. Podzieliliśmy się i mniejszymi grupami udaliśmy się na spacer do lasu. Na nasz widok myśliwi założyli broń na ramię i wypowiadając liczne wulgaryzmy i obelgi w naszą stronę udali się w drogę powrotną do leśniczówki. Tam zorganizowali ognisko i próbowali nas przekonać, że kończą polowanie. W międzyczasie wezwali liczne służby mundurowe.

 

Po około 1,5 godziny przerwy w strzelaniu w końcu wsiedli w samochody i stosując liczne sztuczki próbowali nam uciec, by móc spokojnie polować. Na każdym kroku spotykali jednak nas i tylko przez krótkie okresy czasu mieli możliwość oddawania strzału.

 

O godzinie 15 skończyli polowanie i rozpoczęli grilla zakrapianego alkoholem w leśniczówce Annowo. Ich zachowanie oraz wyraz twarzy świadczyły o tym, że ten dzień należał do nas i do dzikich zwierząt. Z pewnością polowanie wigilijne nie było dla myśliwych udane.

 

Teraz kilka słów o służbach. Dla ochrony polowania wezwano liczne służby: policję, straż gminną, straż leśną oraz, ku naszemu zdumieniu, umundurowanych członków Ligi Ochrony Przyrody. Ich zachowanie było różne. Członkowie LOP jedynie stali i przyglądali się sytuacji, informując przy wejściu do lasu o tym, że odbywa się tam polowanie i powinniśmy uważać na siebie. Dziwne jest jednak to iż organizacja zajmująca się z nazwy ochroną przyrody wspiera myśliwych w ich krwawej zabawie. Policja zajęła się legitymowaniem danych naszej grupy ale, o dziwo, również myśliwych. Natomiast postawa Straży Leśnej była zdumiewająca. Pojawili się na miejscu jako pierwsi i nakazali nam opuszczenie lasu z powodu odbywającego się tam polowania. Było to tym bardziej dziwne, że znajdowaliśmy się na niebieskim szlaku turystycznym na Dziewiczej Górze. Nie pomogło nasze tłumaczenie, że nie mają prawa nas wyrzucać z lasu ponieważ jest on dla wszystkich, a w szczególności dla ludzi i nie ma prawnego zakazu wstępu do lasu podczas polowania. Nie interesowało ich również to, że 500 metrów od miejsca polowania odbywały się zawody „Dziewicza Góra Biega”, w których uczestniczyły również dzieci, więc polowanie nie powinno się odbywać. Nasza odpowiedź była prosta: las nie jest własnością myśliwych. Potwierdziły to inne służby, które przyjechały później, oświadczając, że mogą nas tylko wylegitymować, ponieważ nie zrobiliśmy nic nielegalnego, a w lesie przebywać może każdy. Dlaczego więc przedstawiciele służb leśnych nadużywali swoich uprawnień, wprowadzając nas w błąd? Czyżby wynikało to z ewidentnych prywatnych kontaktów pomiędzy nimi a organizatorami polowania?

 

To polowanie nie należało do udanych dla myśliwych. Planowane są kolejne, na których również zamierzamy być, dlatego zapraszamy do przyłączania się.

Piszcie na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

LAS NALEŻY DO ZWIERZĄT, NIE DO MYŚLIWYCH!!!

 

https://www.facebook.com/Poznaniacy-Przeciwko-My%C5%9Bliwym-904637379583425/

W sobotę 5 grudnia kilkuosobowa grupa anarchistek i anarchistów udała się do miejscowości Dziewicza Góra. Właśnie tu na terenie Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka, miało się odbyć polowanie zbiorcze z ambon. Celem działania uczestników poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej było przeszkodzenie w polowaniu – jest to bowiem zajęcie uderzające w równowagę ekologiczną i podtrzymywane przez lobby działające na szkodę dzikiej przyrody.

 

Dzieląc się na mniejsze zespoły, przeciwnicy polowania udali w stronę ambon myśliwskich. Właśnie w okolicach ambon zgrupowali się „miłośnicy” tego zajęcia. Aktywiści swoją obecnością zakłócali działania myśliwych, których reakcje były różne - od totalnego milczenia do gróźb strzelania czy grożenia sądem (przebywanie w lesie jest legalne także w czasie polowania). Wszystkim myśliwym udzielały się nerwy spowodowane niemożliwością kontynuowania polowania. Do jednej z grup aktywistów została wezwana Straż Gminna, która ograniczyła się jedynie do spisania protestujących. Innej grupie udało się, wywrzeć nacisk na myśliwego, na tyle mocny, że ten zabrał broń i plecak, po czym udał się do samochodu. Obecność aktywistów przy ambonach całkowicie uniemożliwiła dalsze prowadzenie polowania.

 

Po zakończeniu działań doszło do niecodziennego incydentu. Jak przedstawiają sytuację jej uczestnicy:

„Wracając zostaliśmy zatrzymani przez 3 samochody: myśliwego (prawdopodobnie organizatora polowania), policji i Straży Gminnej. Funkcjonariusze wylegitymowali nas wszystkich pod zarzutem zniszczenia ambon (każdy wymyślony powód jest dobry, aby utrudnić innym życie). Nie zdziwił nas wcale fakt, że kolejny myśliwy, który przyjechał podczas tych czynności i przywitał się z mundurowymi, jak ze starymi znajomymi. Niestety pomimo naszych usilnych próśb policjanci nie chcieli skontrolować stanu trzeźwości pierwszego z przybyłych leśniczych, który to wynik naszym zdaniem byłby z pewnością pozytywny. Wzbudziło to nasz niepokój, ponieważ posiadał on ostrą broń oraz prowadził samochód, którym dosyć gwałtownie wjechał w naszą grupę.”

 

Polowania to cień średniowiecza, który nie powinien istnieć w XXI wieku. Niestety, w dalszym ciągu Polski Związek Łowiecki chwali się tym, że ma 100 000 członków. Sytuacja protestów antymyśliwskich staje się o wiele bardziej polityczna przy obecnym składzie rządu. Wszystko za sprawą aktualnego ministra środowiska Jana Szyszki – leśniczego i myśliwego. W przeszłości zasłynął on walką z obrońcami przyrody, podczas obrony Doliny Rospudy. Od objęcia przez niego stanowiska minął dopiero miesiąc, a już przeprowadził zmiany, które ułatwią wycinkę lasów m.in. Puszczy Białowieskiej. Zapewne niedługo zacznie również ułatwiać życie, drugiej połowie swoich kolegów – myśliwym. W jaki sposób – czas pokaże.

 

Planowane są kolejne polowania, na których również będziemy. Ciebie także nie może tam zabraknąć! Jeśli będzie nas wystarczająco dużo, możemy doprowadzić do przerwania polowań oraz uratowania istnień wielu dzikich zwierząt.
Protest na FB: https://www.facebook.com/events/1528109914175417/

 

W dniu 13 grudnia o godz. 15:00 na skłocie Rozbrat przy ulicy Pułaskiego 21a odbędzie się spotkanie, na którym będziemy omawiali strategie dotyczące walki z polowaniami na terenie Puszczy Zielonki oraz w innych miejscach. Serdecznie zapraszamy!

Czy zauważyliście ile mamy wymówek, żeby nie działać na rzecz obrony naszej planety? Każdy z nas musi oczywiście załatwiać jakieś sprawy i odpowiedzieć na maile, potrzebujemy chwili wyciszenia, problemy nas przerastają, a do tego [WSTAW SWOJĄ ULUBIONĄ WYMÓWKĘ]. Ostatnio jednak zacząłem stykać się ze szczególnie frustrującym usprawiedliwieniem braku działania: ludzie stwierdzają, że jest już zbyt późno, że przekroczyliśmy już wiele punktów krytycznych w kwestii globalnego ocieplenia, a szczególnie w związku z opóźnieniem pomiędzy emisją dwutlenku węgla a wzrostem temperatury, jesteśmy już skazani na zagładę - po co więc walczyć?

Ta pseudotragiczna postawa doprowadza mnie do wściekłości. A jeszcze bardziej irytuje mnie fakt, że ten sposób rozumowania stał się tak znajomy. Bez przerwy się z nim spotykam. Dosłownie w momencie kiedy skończyłem pisać powyższe zdanie - nie zmyślam - otrzymałem maila o następującej treści: "Rozwiązania są niewystarczające, nieskuteczne i przychodzą zbyt późno. Lepiej, żeby ludzie pogodzili się z tym, zamiast rzucać się walcząc do upadłego... Tak jak mówi się o szczycie wydobycia ropy naftowej, szczycie rozwoju cywilizacyjnego, my jesteśmy szczytową formą życia. Trzy miliardy lat cyjanobakterii, 500 milionów lat narastającego rozwijania się form życia i wisienka na torcie w postaci zbyt inteligentnych istot ludzkich. Ludzie dowiedli, że inteligentne życie nie jest zrównoważone, być może prowadzi w dół równi pochyłej rozwoju życia i doprowadzi planetę do jej bakteryjnej przeszłości." A kiedy skończyłem wklejanie tego cytatu, dostałem kolejną wiadomość o podobnej treści.

Założenie, że ludzie są szczytową formą życia (a wszystko inne stanowi jedynie tło) prowadzi do poczucia uprzywilejowania, które jest powodem okrucieństwa skierowanego przeciwko temu, co nie jest postrzegane jako szczytowa forma życia. A poza tym, jaka szczytowa forma życia doprowadziłaby do zniszczenie swojego środowiska a następnie rozłożyła z rezygnacją ręce w chwili, gdy przeciwdziałanie zniszczeniom jest szczególnie istotne?

Nie jestem przekonany, że ludzie są dużo bardziej inteligentni niż papugi, ośmiornice, łososie, drzewa, rzeki i tak dalej, ale nawet jeśli wierzysz, że ludzie są bardziej inteligentni, nie zmienia to faktu, że Indianie Tolowa żyli w miejscu w którym ja teraz mieszkam przez 12.500 lat i go nie zniszczyli. Nie chciałbym próbować przekonywać, że Tolowa nie zniszczyli ziemi ponieważ, nie byli wystarczająco inteligentni by to zrobić.

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, która związana jest z tą tragiczną postawą. Joseph Meeker, w swej książce "The Comedy of Survival" stwierdza, że przez wieki swego istnienia ludzka kultura tworzyła komedie, ale dopiero cywilizacja doprowadziła do powstania gatunku tragedii. Można powiedzieć, że tragedia jest tragiczną winą naszej cywilizacji. „Tragiczna wina”, jak prawdopodobnie pamiętacie, to cecha głównego bohatera, która doprowadza go ostatecznie do ruiny. Może to być niezdecydowanie, duma, zazdrość, itp. Chodzi o to, że bohaterowi brakuje sił lub chęci, aby przeanalizować i przezwyciężyć tę cechę i, przynajmniej z mojej perspektywy, właśnie to, a nie sama cecha prowadzą do jego upadku. Tragedia zakłada nieuchronność, która z kolei zakłada niemożność dokonania wyboru. Według jednej z definicji: "Zachowanie tragiczne wiąże się z założeniem, że zmiana jest niemożliwa i obroną tego założenia aż do śmierci."

Klasyczne tragedie w stylu "Hamleta" czy "Otello" doprowadzały mnie z reguły do frustracji, a nie katharsis. Jeśli twoje zachowanie doprowadza do tragedii ciebie i ludzi dookoła, dlaczego po prostu go nie zmienić? Dlaczego trzymać się błędów, które zabijają ciebie i tych których kochasz? Tragiczny "bohater" zdaje sobie sprawę ze swoich błędów, gdy jest już zbyt późno. Jestem dużo bardziej zainteresowany powstrzymaniem tragedii zanim będzie zbyt późno, niż współczuciem lub empatią w stosunku do tych, którzy nie mogą lub nie chcą zmienić swego destrukcyjnego postępowania. Najgorsze w całej narracji "ludzka-kultura-jako-bohater-tragiczny" jest to, że nie chodzi o tak haniebną wadę jak chciwość, pożądanie, zazdrość czy nawet niezdecydowanie. Tragiczną w skutkach wadą, którą przypisuje sobie ta kultura to inteligencja. Jesteśmy po prostu zbyt bystrzy, aby pozwolić na przetrwanie życia na tej planecie. I oczywiście nie jesteśmy w stanie się zmienić, nie da się nic począć. Uroń łzy, opuść kurtynę.

Po pierwsze, przekonanie że to inteligencja jest powodem niszczenia planety jest niewystarczające i absurdalne. Po drugie, zabijanie planety to rezultat zachowań, które można zmienić oraz infrastruktur, które można zniszczyć. Nie ma w tym nic nieuniknionego. Nie wierzę też, że ocieplenie klimatu przekroczyło ostateczny punkt krytyczny. Pozostało jeszcze wiele opcji, które możemy wypróbować, takich jak deindustrializacja. Ludzie tacy jak James Lovelock (który przepowiada, że pod koniec XXI wieku "miliardy ludzi zginą a niewielka ilość zdolnych do rozmnażania par, które przetrwa tylko na Arktyce, ponieważ tylko tam klimat będzie znośny") zdają sobie już sprawę, że ta kultura pozostawiona poza kontrolą, zabije naszą planetę. Cóż, jeśli ta kultura ma zabić planetę, chyba czas zakasać rękawy i robić co do nas należy - zamiast chować głowę w piasek. Najlepszym sposobem potwierdzenia tego, że jest za późno, jest stwierdzenie, że jest za późno i nie podjęcie działania w celu ocalenia świata jaki znamy: świata rekina chochlika i ryby klowna, świata w którym nocą nietoperze trzepocą skrzydłami, a motyle i trzmiele rozświetlają dzień.

Moja przyjaciółka Waziyatawin, wielka aktywistka narodu Dakota, stwierdziła kiedyś: „Postawa defetystyczna sprawia, że mam ochotę krzyczeć. Walki, które musimy stoczyć przerastają nas, ale sytuacja nie poprawi się jeśli nie będziemy nic robić. Nasza jedyna nadzieja tkwi w tym, że więcej ludzi przyłączy się i zacznie działać, ludzi, którzy nie boją się zaryzykować czegoś teraz, abyśmy wszyscy nie stracili później wszystkiego. Mam poczucie kontroli nad własnym życiem tylko wtedy, gdy podejmuję jakieś działanie, niezależnie od tego czy jest to pisanie, praca nad podkopywaniem obecnie funkcjonujących struktur, czy też siedzenie w grudniu z mężczyzną z plemienia Dakota na otwartej prerii i obrona naszej ziemi". I kontynuowała: "Jeśli nasze działania donikąd nie prowadzą, po co mielibyśmy jeszcze chcieć żyć? Ten rodzaj braku nadziei, w znaczeniu defetystycznym, oznacza przyjęcie pozycji ofiary i całkowitej bezsilności. Możemy wiele nauczyć się od łososi: albo dotrą w górę rzeki żeby złożyć ikrę, albo umrą próbując to zrobić."

Jeśli nasze działania są w stanie sprawić, że będzie choć jedna tysięczna procenta szansy na to, że wszystko ułoży się lepiej dla nas i naszej planety, to naszym moralnym obowiązkiem jest działać, działać, działać. Zanim będzie zbyt późno.

Czy jestem optymistą? Ani trochę. Czy się poddam? Nie ma mowy.

tłum: Dobrosława Karbowiak

13 lutego przez Kraków przeszedł „marsz nie milczenia: przeciw przemocy wobec zwierząt”. Podobne akcje odbyły się w kilku innych miastach.

W niedziele krakowski marsz przeszedł spod Barbakanu, traktem królewskim na bulwary wiślane, pod pomnik Psa Dżoka. W akcji wzięło udział około 1,5 tysiąca osób. W przemówieniach odnoszono się głównie do przemocy wobec zwierząt domowych. Zawężenie protestu tylko do tej sprawy od początku budziło wiele kontrowersji. – Marsz ma dotyczyć Mruczków i Azorów – tłumaczyła Joanna Musiał, formalna organizatorka. Jednak w praktyce w czasie akcji nie zabrakło transparentów odnoszących się do sytuacji innych zwierząt m.in tych hodowanych na mięso. – Każdego dnia giną w rzeźniach tysiące istot – mówi Olga, z krakowskiej grupy Viva – Trzeba przypominać, że codzienne żywieniowe decyzje mają ogromne znaczenie – podkreśla. Dzięki aktywistom ruchu animalistycznego demonstracja nie stała się kolejnym „marszem jamników”.