Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Kraków /
A+ R A-

Wayne Rooney, napastnik reprezentacji Anglii, jest zszokowany warunkami opieki w krakowskich przedszkolach. Do bazy treningowej angielskiej drużyny na czas Euro 2012 przyjechał razem z 3-letnim synem Kaiem. Treningi zespołu odbywają się dwa razy dziennie między 8 a 17, więc Rooney nie może opiekować się Kaiem w trakcie dnia. Postanowił w związku z tym skorzystać z oferty jednego z samorządowych przedszkoli. – What the fuck !? – tak zareagował napastnik „Lwów Albionu” w pierwszy dzień pobytu w Krakowie, gdy okazało się, że w dwóch przedszkolach w centrum miasta (Anglicy zamieszkali w hotelu przy Rynku) nie ma miejsc, a trzecie przedszkole  jest w trakcie likwidacji. – Nie po to zwalnialiśmy piłkarzy z podatków, żeby korzystali teraz z publicznych przedszkoli –  skomentowała sytuację Zyta Gilowska.

 

Po interwencji Angielskiej Federacji Piłkarskiej w Wydziale Edukacji UMK, udało się znaleźć miejsce dla syna najlepszego „egzekutora” angielskiej reprezentacji w jednej z placówek położonych na obrzeżach miasta. Trener Roy Hodgson obawia się jednak, że Rooney może nie zdążyć z formą na mistrzostwa, ponieważ dowożenie dziecka do przedszkola zajmuje mu codziennie przynajmniej godzinę, co sprawia, że często spóźnia się na treningi i musi je wcześniej opuszczać. Co więcej, Hodgson twierdzi, że kluczowy zawodnik jego zespołu jest rozkojarzony i źle wypada w wewnętrznych gierkach, bo cały czas martwi się o swoje dziecko: „Wayne nie rozumie zasad panujących w krakowskich przedszkolach i nie może pogodzić się z tym, jak traktowany jest jego syn. Nikt mu nie powiedział, że rodzice składają się na papier toaletowy, środki czystości i kredki. Poza tym, Kai nie lubi chodzić do przedszkola, bo jest w nim mało zabawek, a codziennie o 13.00 musi zmieniać grupę i przez resztę dnia bawi się w grupie 40-osobowej, którą opiekuje się tylko jedna nauczycielka”.


Na skargi angielskiej drużyny odpowiedziała Anna Okońska-Walkowicz, Prezydent Miasta ds. Edukacji: „Rozumiem wątpliwości napastnika Manchesteru United, ale cięcia w edukacji są konieczne. Chociaż prognozy GUS mówią o wzroście liczby uczniów w Krakowie o 11 tysięcy do 2020 roku, to ja jestem nieugiętą zwolenniczką tezy o niżu demograficznym. Poza tym, w krakowskich przedszkolach panowały do tej pory luksusowe warunki. Podczas moich wizyt w placówkach zauważyłam, że woźne piją kawę w kantorkach. Podejrzewam, że skargi Rooneya mogą być inspirowane przez związki zawodowe”.

 

Tomasz Leśniak

tekst ukazał się na portalu Krytyki Politycznej

Blisko 1000 osób demonstrowało dziś w Poznaniu pod hasłem „Chleba zamiast igrzysk”. W proteście brali udział przedstawiciele i przedstawicielki różnych środowisk społeczno-politycznych z kilku miast, w tym Federacji Anarchistycznej z kilku sekcji. Celem było przedstawienie krytycznego stanowiska, dotyczącego organizacji Euro 2012 w Polsce oraz przełamanie monologu elit władzy, które próbują przedstawić Mistrzostwa jedynie w kategoriach własnego sukcesu.

Kraków: Billboardami w euro

07 czerwca 2012 r. Dział: Małopolskie

Dzień przed rozpoczęciem Euro 2012, w Krakowie pojawiły się trzy billboardy traktujące o społecznych kosztach organizacji piłkarskich mistrzostw w Polsce.


Euro 2012 miało stać się szansą rozwoju polskich miast. Władze jak mantrę powtarzały, że turniej przyniesie rozwój drobnej przedsiębiorczości, infrastruktury, turystyki i sportu, jak również zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej. Dziś wiemy już, że to mieszkańcy miast, które inwestowały w Euro, zapłacą za „igrzyska”. Większość z nich stanęła bowiem na skraju bankructwa.

 

Nasze miasto, które nie zostało wybrane do grona organizatorów, promuje się jako piąty gospodarz. Jeśli weźmiemy pod uwagę koszta jakie ponieśliśmy, niestety jest to prawdą. Suma, którą wydano tylko na krakowski stadion, to 540 mln złotych. Dziesiątki milionów wydanych na fontannę, projekt nowego magistratu, kładkę i inne niekonieczne atrakcje bezpośrednio przyczyniły się do zadłużenia miasta. Dziurę budżetową włodarze Krakowa  łatają naszym kosztem. Likwidowane są szkoły i przedszkola, prywatyzowane stołówki, podnoszone ceny biletów MPK, obcinane środki na działalność Młodzieżowych Domów Kultury. Tylko w tym roku w przedszkolach zabrakło 2600 miejsc. Zwalniani pedagodzy nie mają perspektyw na znalezienie pracy w zawodzie. W tym samym czasie Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa zachęca do odbywania wolontariatów podczas Euro…

 

Oficjalne hasło EURO 2012 brzmi: “Razem tworzymy przyszłość”. Twórzmy ją razem, ale bez żerujących na nas elit politycznych i biznesowych.

Wczoraj, w strugach deszczu, przed Urzędem Mista miało miejsce  niezwykłe wydarzenie. Reprezentacja FC Rozbrat strzelała karne prezydentowi miasta Poznania, w czasie kiedy na sali sesyjnej rady miasta trwała debata nad dziurą budżetową. Zawodników dopingowało kilkudziesięciu kibiców. Mecz relacjonowali i komentowali znani sprawozdawcy.

Zawodnicy zjawili się jeszcze przed godziną 12.00., na którą to zaplanowano początek meczu. Podczas ich rozgrzewki na trybunie zaczęły się rozlegać chóralne śpiewy: „Ole, Ole, Ole, budżet padł, jest źle…”, „My chcemy chleba, Grobelny, my chcemy chleba”, oraz – w związku z próbą likwidacji zaprzyjaźnionej drużyny: „Do boju, do boju, do boju Ósemki”. Kibice szaleli: "Kto nie skacze, ten z UEFA, hop, hop...". Atmosfera była gorąca, ale siły porządkowe nie interweniowały. Tym razem obyło się bez burd na trybunach, choć z przeciwległego sektora zajmowanego przez „Wiarę Rycha” słychać było prowokacyjne komentarze.

Jako pierwszy karne egzekwował zawodnik reprezentacji FC Rozbrat i kapitan drużyny, Łukasz Długonogi vel Krótkoręki. Trybuny na chwilę ucichły. Słuchać gwizdek sędziny i…. pudło. Poprzeczka. Ryk zawodu w sektorze zagorzałych fanatyków FC Rozbrat. Na szczęście dalsze egzekwowanie rzutów karnych przebiegło gładko. Gol za golem. Celnie strzelali Krzysztof Beckenbauer i Tomasz Lubański. Kilka celnych strzałów oddali także zawodnicy rekrutujący się z trybun. Grobelnu dostało się...:

Za zadłużenie miasta na granicy bankructwa.
Za łatanie deficytu kolejnymi kredytami i pożyczkami.
Za szukanie oszczędności poprzez likwidację szkół i przedszkoli.
Za cięcia wydatków na żłobki i kulturę,
Za droższe bilety komunikacji miejskiej, mniejszą ilość kursów i wyłączaną klimatyzację.
Za wyprzedaż majątku publicznego.
Za zwalnianie nauczycieli i pracowników służb komunalnych.
Za brak mieszkań komunalnych i socjalnych oraz blaszane puszki, które mają je zastąpić
Za Park Kulczyka (ciągle i nieustająco) i w intencji ozdrowienia mecenasa Kruszyńskiego
Za chybione a kosztowne inwestycje i te konieczne a niezrealizowane...

Po pewnym czasie pojawili się podejrzani działacze „Wiary Rycha” przekonując, że prezydent we własnej osobie gotowy jest stanąć na bramce. Nieufni zapewnieniom, nie przystaliśmy na to. Zresztą, w takich okolicznościach do strzelania koniecznym byłby karabin, którego na ten czas nie mieliśmy.

Tymczasem na sali sesyjnej napastnik gwardyjskiego klubu SLD, Tomasz Lewandowski, zaciekle atakował drużynę Grobelnego, zarzucając mu m.in. to, że lekką ręka opłaca się kurii (4,5 mln. złotych) za bezumowne korzystanie z budynku VIII Liceum, kiedy równocześnie, miasto nie pobiera czynszu od Gimnazjum Salezjanów. Powstrzymać go próbował stoper drużyny znanego potentata finansowego Jana Kulczyka, FC Platforma – Wojciech Kręglewski. Jego jednak bokserska kariera wyraźnie przygasła i nie wiadomo, co robi na boisku piłkarskim.

Co dalej z budżetem? Na jesień zapowiada się ostra rozgrywka. Do zobaczenia i usłyszenia zatem na ulicy – już niebawem: 10 czerwca, godz. 14.00., Teatr Wielki (Opera).

Mural znienawidzony

15 maja 2012 r. Dział: Wielkopolskie
Jak pisze na swoich stronach internetowa poznańska Gazeta Wyborcza na Pl. Wolności pojawił się oryginalny mural. Na nim premier Donald Tusk i lider PiS Jarosław Kaczyński grają razem w piłkarzyki. Jest to jednocześnie zapowiedź demonstracji, która odbędzie się w Poznaniu w dniu 10 czerwca. 

Gazeta pisze również, że mural wywołał ostrą reakcję szefa ZKZL Jarosława Pucka, który pojawienie się murala skomentował na swoim profilu na Facebooku. Pucek odgraża się: „Taką »sztukę « to bym pogonił osobiście, jak bym tylko był świadkiem »aktu tworzenia «. No dawno mnie tak nic nie wpieniło!”. Potem dodał: „Nie, nie wytrzymałem do jutra. Już wydano stosowne dyspozycje!” Czy z taką samą zaciętością komendant Pucek zwalcza też inne murale? Oczywiście nie. Estetyka jest polityką. Z drugiej strony - czyż istnieje dla artystów większa nagroda i statysfakcja niż wściekłość urzędnika pokroju Pucka? Oto jak władza doceniła Wasz wysiłek.

Dziennik zaważył też, że demonstrację poparło już kilkadziesiąt znanych postaci z polskiego życia publicznego i artystycznego. Między innymi muzyk i założyciel Brygady Kryzys Robert Brylewski, reżyser teatralny Bartek Frąckowiak, bard Jacek Kleyff, poeci Marcin Cecko, Edward Pasewicz i Szczepan Kopyt (poznaniak nominowany do ostatniej edycji Paszportów "Polityki"), redaktor naczelny "Przekroju" Roman Kurkiewicz, malarz Wilhelm Sasnal, filozof i poeta Kamil Sipowicz, animatorka kultury Bogna Świątkowska, artyści Joanna Rajkowska, Zbigniew Libera i Krzysztof Wodiczko, grupy teatralne Komuna Warszawa i Teatr Ósmego Dnia oraz twórca "Solidarności Walczącej" Kornel Morawiecki.

TUTAJ komentarz autorów.
Celebryci, politycy, wyznawcy futbolowej religii przybyli dziś na plac Szczepański by powitać święty puchar imienia Henriego Delaunaya. Sielską atmosferę popsuli jak zwykle anarchiści.

 

Impreza rozpoczęła się o godzinie 10.00 rano. Środek tygodnia i przedpołudniowa pora zostały wybrane celowo by wszyscy Krakowianie mogli oddać pokłon pucharowi. Poza organizatorami i celebrytami impreza zgromadziła aż kilkudziesięciu gapiów. Nagle gdy rozpoczęła się oficjalna “adoracja” pucharu grupa kilkunastu osób wyjęła transparenty i ulotki z hasłem “Najpierw chleba potem igrzysk”. Ta wywrotowa treść wybitnie nie przypadła do gustu organizatorom “adoracji”, którzy werbalnie i fizycznie zaatakowali protestujących. Ochroniarze próbowali wyprowadzić ich z placu, zabrać transparenty i aparaty fotograficzne. Wszystko po to by nic nie zmąciło jedynie słusznej propagandy sukcesu.

 

Gdy zaczął przemawiać prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, nie zrażeni niechęciom organizatorów protestujący wykrzykiwali hasła “Chleba zamiast igrzysk” czy “Miasto to nie firma” skutecznie zagłuszając oficjalne wystąpienie. Organizatorzy wielokrotnie prosili straż miejską i policję o surowe ukaranie protestujących.

 


Następnie – wobec braku pomocy ze strony służb porządkowych – sami brutalnie zareagowali. Gdy protestujący chcieli złożyć podpisy na pamiątkowej ścianie gruby ochroniarz (widoczny na fotografiach) własnym ciałem (głównie brzuchem) blokował dojście do ściany i szarpał za ręce osoby składające pamiątkowe podpisy. Jedna z osób filmujących całe wydarzenie kopniakami i duszeniem próbowała broniła ściany przed anarchistami/kami (na fotografii to pan w ciemnych okularach). Jedna z organizatorek pytała protestujących podczas przepychanek, czy brakuje im chleba i czy ma kupić go. Oni odpowiadali, że może kupić, ale nie nakarmi tysiące bezrobotnych oraz wykluczonych osób. Cała szarpanina trwała około godziny.

 


Dziękujemy mieszkańcom Krakowa za wsparcie i słowa poparcia podczas protestu!
28 kwietnia przyjechał do Poznania puchar - nagroda Euro 2012. Uroczystości jego powitania zaczęły się w ratuszu o godz. 12. Skorzystaliśmy z tego, by przemówić innym głosem i przedstawić licznie zgromadzonym poznaniakom alternatywny puchar „igrzysk bez chleba”. Sztab „POZnań know how” zadbał o oprawę banalnego wydarzenia jakim jest prezentacja pucharu. Każda okazja jest dobra do propagandy sukcesu i wyciągnięcia dodatkowych pieniędzy z naszego budżetu. Zaproszono na tę imprezę licznych celebrytów oraz tych, którzy aspirują do tego grona (np. ojca Górę).

Jakie spustoszenie w społeczności to tworzy, mięliśmy okazje widzieć i usłyszeć. Kobieta z grupą dzieci na widok transparentu:
- Do roboty byście się wzięli.
- No my pracujemy, z tym że dziś sobota, a pani ma pracę?
- Nie, ale zasłaniacie i zakłócacie nam tu imprezę. Idźcie sobie gdzie indziej…
- Ale ta impreza jest za nasze pieniądze, więc to moment by powiedzieć coś więcej.
- Nienawidzę was, straszycie dzieci (dwójka 3-4 latków).
- Pani dzieci powinny się bać prezydenta i tych którzy tu się dobrze bawią. Pani płaci za tę imprezę i pani dzieci też, każdy na głowę po kilka tysięcy złotych. Zatem kto zasłania pani prawdę, my czy prezydent miasta?

W tej atmosferze pojawiło się w tym samym tłumie wielu, którzy wyrażać zaczęło nieprzychylne opinie o sytuacji politycznej i ekonomicznej w mieście. Nawet jeden z koordynatorów obsługi "wydarzenia" przyznał nam rację, z zastrzeżeniem, że to nie czas na protesty. Na pytanie, jak i kiedy protestować przeciw rozkradaniu naszych pieniędzy, dowiedzieliśmy się, że "na samym początku". Niestety kiedy to robiliśmy, nie zauważyliśmy go wśród nas.

Kiedy skończyła się sesja zdjęciowa prezydenta z pucharem w ratuszu, puchar wyniesiono i zamontowano za szybą na specjalnie przygotowanym samochodzie. Korzystając z okazji prosiliśmy, by znani ludzie pozowali do zdjęć z naszym pucharem „figa z makiem”. Symbolem nadchodzących po Euro czasów. Nie wszyscy dali się przekonać. Główny międzynarodowy gracz, najbogatszy Polak, Jan Kulczyk, uciekł pierwszy w obstawie kilku ochroniarzy.

Na akcji próbowaliśmy też zlicytować choć kawałek murawy. Nie było jednak chętnych Poznaniaków na łatanie budżetu. Tymczasem na ostatnie przed Euro wyczyszczenie kopuły stadionu i wymianę trawy (po raz któryś z rzędu od trzech lat) władze miasta zapłacą, tfu… my mieszkańcy zapłacimy - prawie 1,5 miliona złotych.

W pobliżu czuwała policja w pełnym, zakupionym zapewnie specjalnie na Euro, rynsztunku. Nie interweniowała. Ponoć na prośbę organizatorów. Żeby nie było awantury jak z kibicami. Szkoda. Dopełniłoby to obrazu imprezy. Jak futbol to futbol.

Więcej / Zdjęcia
Organizacja EURO 2012 w Polsce miała przyczynić się do rozwoju polskich miast. Władze utrzymywały, iż w związku z turniejem nastąpi rozwój drobnej przedsiębiorczości, infrastruktury, turystyki i sportu jak również zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej. Dobrodziejstwa płynące z organizacji mistrzostw porównywano do tych wynikających z realizacji powojennego Planu Marshalla. Taki medialny przekaz był potrzebny, żeby stworzyć społeczne poparcie dla igrzysk i ukryć ich rzeczywiste koszty.

Dziś wiemy, że to mieszkańcy miast zapłacą za „igrzyska”. Miasta, które inwestowały w turniej stanęły, bowiem na skraju bankructwa. Zadłużenie w związku z kosztami organizacji Euro 2012 sięga miliardów złotych. Na wydatki związane z Euro lekką ręką przeznaczono ok. 96 mld zł. Za sumę wydaną na poznański stadion, czyli 750 mln złotych, można by w ciągu następnych 10 lat opłacać ponad 6 tys. miejsc w żłobkach publicznych.

Przygotowanie Euro wiąże się z nadzwyczajnymi wydatkami, które nie zostaną zrekompensowane przez zagranicznych turystów ani inwestorów. Ekonomiści ze Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Łódzkiego wyliczyli, że dzięki organizacji mistrzostw całkowity, skumulowany przyrost PKB do roku 2020 może wynieść 27,9 mld zł. To jedynie 1/3 kosztów całości imprezy – co z pozostałymi kilkudziesięcioma miliardami?

Nadchodzący kryzys społeczny nie wynika jedynie z wydatków związanych z Euro. Jego przyczyną jest antyspołeczna polityka, prowadzona od początku transformacji ustrojowej. Niemniej organizacja nadchodzących mistrzostw ujawnia hipokryzję władzy i priorytety, którymi się kieruje.

Podczas, gdy na organizację turnieju piłkarskiego wydaje się miliardy złotych, w całej Polsce obcina się wydatki na realizację podstawowych potrzeb społecznych. Zamykane są przedszkola, szkoły i domy kultury, wzrastają opłaty za żłobki, komunikację publiczną i mieszkania. Prywatyzuje się lub zamyka przychodnie, szpitale i zakłady pracy. Brakuje pieniędzy na walkę z bezrobociem, które wciąż rośnie. Znacznie podniesiono opłaty za żywność, gaz, prąd, paliwo, wodę i leki. Ponad to dochodzi do prób podwyższenia wieku emerytalnego, równocześnie ograniczając wydatki na rehabilitację seniorów.

Rosnące koszty utrzymania nakładają się na postępujący w całym kraju kryzys mieszkaniowy. Żeby zaspokoić podstawowe potrzeby ludności Polski, należałoby w najbliższym czasie wybudować około 1,2 mln nowych lokali. Powoduje to, iż rynkowe ceny wynajmu i kupna nieruchomości utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Tymczasem samorządy wyprzedają więcej mienia komunalnego niż budują, przeprowadzając jednocześnie masowe eksmisje. Na bruk wyrzuca się m.in. kobiety z dziećmi, niepełnosprawnych i emerytów, którzy następnie latami oczekują na przydział lokali socjalnych. Dramatyczny brak tanich mieszkań i masowe eksmisje, to tylko część kosztów związanych z obsługą ogromnego zadłużenia miast.

Na Euro 2012 najwięcej zarobi UEFA, która w ramach umowy z polskim rządem zwolniona została z wszelkich podatków, w tym VAT-u i CIT-u, a także podatków lokalnych i cła!

Okazuje się więc, że mistrzostwa generują zyski dla elit, na które składamy się my wszyscy. Ta sytuacja uderza w znaczącym stopniu w kobiety.

To one jako pierwsze narażone są na zwolnienia, niższe pensje i umowy śmieciowe. Nierzadko skazane są na głodowe zasiłki i długotrwałe bezrobocie. Ponadto często zależą od działania publicznych instytucji opiekuńczych lub same w nich pracują. Instytucje te w pierwszej kolejności ponoszą skutki cięć i prywatyzacji. Ograniczenie dostępu do usług opiekuńczo-wychowawczych, czy mieszkań i ciągły wzrost cen energii, żywności, transportu oznacza wykonywanie przez kobiety więcej pracy zarówno w domu, jak również poza nim.

Od dostępności i jakości opieki zależy funkcjonowanie całego społeczeństwa. Dla państwa czy miasta, które zarządzane są jak firmy opieka to zbędny koszt. A jednak, gdyby codzienna praca wykonywana w domu wraz z pracą opiekuńczą nie zostały wykonane, to fabryki, szpitale, urzędy, sklepy i żadne inne instytucje, prywatne bądź publiczne, nie mogłyby działać. Zależność ta w żadnej mierze nie jest uwzględniana w kształcie budżetów miast. Przy obecnym niedofinansowaniu opieka znów staje się prywatną powinnością, a nie obowiązkiem całej społeczności. Matki zostają z dziećmi w domu lub przenoszą ciężar opieki na babcie; opiekunki godzą się na pracę za głodowe stawki, a samotni rodzice oraz osoby zajmujące się chorymi lub niepełnosprawnymi bliskimi pozostają bez wsparcia. W ten sposób zamiast rozwoju generuje się biedę i nierówności.

Polityka państwa i budżety miast nie mogą być podporządkowane jedynie organizacji zawodów sportowych. Nasze społeczności muszą być tak zorganizowane, aby w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby związane z opieką i edukacją. Tylko w ten sposób możemy poprawić warunki życia nas wszystkich. Dlatego domagamy się, aby te właśnie dziedziny stały się politycznym priorytetem, a nie jedynie niewolniczym obowiązkiem kobiet.

Nasze codzienne, powszechne potrzeby można zrealizować na drodze zmiany politycznych priorytetów. Potrzebujemy tanich mieszkań czynszowych, równego dostępu do darmowej edukacji. Potrzebujemy bezpłatnych żłobków i przedszkoli, opieki dla seniorów, sprawnie działających domów kultury, dobrej i ogólnodostępnej służby zdrowia, taniej i sprawnej komunikacji miejskiej. Neoliberalne państwo, czy miasto-firma niszczy prawa obywatelskie, podstawy życia i trwałej lokalnej gospodarki, aby przekierować zyski dla rynków finansowych. Na zadłużeniu miast zarabiają nieliczne grupy uprzywilejowanych decydentów oraz banki, a tracą ich mieszkańcy.

Chcemy odebrać, to co nam zabrano, chcemy mieć wpływ na nasze życie. Oficjalne hasło EURO 2012 brzmi "Razem tworzymy przyszłość". Twórzmy ją razem, ale bez żerujących na nas elit politycznych i biznesowych! One nie są nam do niczego potrzebne. Organizujemy się bez nich zgodnie z własnymi potrzebami!

Strona protestu: www.10czerwca.eu
W ostatnich latach Polskę oponował istny szał rozbudowy, modernizacji czy budowy nowych obiektów sportowych. Impulsem i uzasadnieniem dla tego typu wydatków było nadejście krótkiego okresu lepszej koniunktury gospodarczej, jaki obserwowaliśmy szczególnie w latach 2006-2008, na który to czas dodatkowo nałożyło się przyznanie Polsce i Ukrainie organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Ogłoszenie tego faktu w połowie 2007 roku wywołało entuzjazm. Wyrokowano, że organizacja mistrzostw okaże się dla Polski „skokiem cywilizacyjnym”. Wymieniano cały szereg inwestycji o różnych charakterze, które – sugerowano – możliwe stają się tylko i wyłącznie dzięki Euro 2012. W 2007 roku głos rozsądku (mistrzostwa nie zwiększą PKB, nie przyspieszą inwestycji infrastrukturalnych, nie przysporzą znacząco więcej miejsc pracy, nie zaprocentują w wyjątkowy sposób jako promocja Polski w Europie itd.) należał do mniejszości i nie był brany pod uwagę1.

Generalnie zarówno działacze sportowi, firmy branży sportowej, rząd i lokalne władze oraz liberalna prasa snuły rozważania o rosnącej potędze piłkarsko-inwestycyjnej Polski. Na siłę, wcześniej zaplanowane już projekty, podciągano pod potrzeby Euro 2012, m.in. aby łatwiej było uzyskać dla nich środki czy też, aby wpisać się złotymi zgłoskami w propagandę sukcesu, co było korzystne dla wielu firm oraz poszczególnych menedżerów i polityków polujących na swoje pięć minut chwały. W efekcie szacowano, że pośpiech ten i zwiększona „podaż zleceń” spowodował podrożenie szeregu publicznych inwestycji nawet o 20 proc.

Na fali tego irracjonalnego optymizmu, jak miała obliczyć „Rzeczpospolita”, co najmniej 65 stadionów zbudowano lub unowocześniono w ciągu ostatnich pięciu lat. Pochłonęło to ogromne środki finansowe. Sama modernizacja czy budowa czterech najważniejszych z punktu widzenia Euro 2012 obiektów (w Warszawie – Stadion Narodowy, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku) kosztowała blisko 4,2 miliardy złotych ze środków publicznych, nie licząc przynajmniej kilkuset dodatkowych milionów złotych na inwestycje „okołostadionowe”, np. komunikacyjne. Oczywiście na pozostałe areny najczęściej wydatkowano mniejsze pieniądze i nie zawsze wyłącznie publiczne, ale też prywatne. Tym niemniej na obiekty sportowe wydano ogromne środki, których brak na tak podstawowe kwestie jak służba zdrowia, opieka społeczna, budownictwo komunalne czy transport publiczny.

Co więcej, pomimo neoliberalnej retoryki równoważenia kosztów i przychodów, tego typu obiekty nigdy się nie spłacą, a niektórzy twierdzą nawet, iż możliwe jest, że będą obciążać budżety miast także w wydatkach bieżących przez wiele następnych lat. Na przykład stadion w Poznaniu kosztował 750 mln zł i sfinansowany został niemal w całości ze środków samorządu. Obiekt oddano w zarząd klubowi sportowemu Lech Poznań. Dochód z tej dzierżawy wyniesie rocznie prawdopodobnie od 4 do 7 mln zł, a to oznacza, że stadion w najlepszym wypadku spłaci się po ponad 100 latach. W istocie rzeczy „układ” ten jest korzystny dla prywatnego klubu, a ściślej jego właściciela Jacka Rutkowskiego, który nie musi wykładać ani złotówki na obiekt, na którym występuje jego klub, reklamujący głównie jego fabrykę sprzętu AGD.

Z biegiem czasu przychodziło otrzeźwienie, ale jeszcze w 2010 roku na coraz częstszą krytykę i spadek futbolowego optymizmu neoliberalni ekonomiści odpowiedzieli hurraoptymistycznym raportem, w którym zapowiedzieli, że Polska na Euro zarobi 27,9 mld zł. Suma ta została jednak przyjęta z dużą rezerwą i powątpiewaniem. Jasnym stawało się, że zapowiadany „skok cywilizacyjny” ograniczy się wyłącznie do sektora widowiskowo-sportowego. Uznane pierwotnie w kontekście Euro 2012 za priorytetowe inwestycje w zakresie komunikacji zbiorowej czy zwłaszcza potrzeb socjalno-bytowych, zostały ograniczone czy po prostu zaniechano ich realizacji.

Po czterech latach bezprzykładnej propagandy, coraz częściej w prasie zaczęła się pojawiać otwarta krytyka i konkretne pytania, zarówno co do tego czy pieniądze wydano na naprawdę priorytetowe ze społecznego punktu widzeniu cele, czy nie przepłacono pewnych inwestycji oraz czy ostatecznie Euro 2012 przyniesie nam w ogóle jakieś konkretne korzyści ekonomiczne. W kwietniu 2011 roku Marcin Wesołek, dziennikarz lokalnego poznańskiego wydania Gazety Wyborczej, pisał: „Zanosi się na to, że Euro nie będzie dla nas skokiem cywilizacyjnym, nie będzie bombą atomową ani przewrotem kopernikańskim – jak zachwycaliśmy się cztery lata temu. Coś tam zbudujemy, coś tam kupimy. Ale zmiana Poznania drewnianego w murowany się nie uda. Zabraknie pieniędzy i czasu”2. W lipcu 2011 roku portal gospodarczy Gazety Wyborczej umieścił materiał pt. „Efekt olimpijski to mit, czyli dlaczego Euro 2012 może nam wyjść bokiem?”. Czytamy w artykule: „Po igrzyskach olimpijskich w 1992 roku Barcelona stała się wzorem dla wszystkich miast goszczących wielkie imprezy sportowe. Każdy liczy na wystąpienie u siebie tzw. efektu barcelońskiego, czyli zwiększenie atrakcyjności turystycznej i wynikający z tego wzrost napływu zagranicznych gości, a także miliardowe zyski. Wierzą w to również polscy ekonomiści, którzy rok temu przygotowali raport na temat możliwego wpływu Euro 2012 na gospodarkę naszego kraju. Ale uwaga! Olimpiada czy mistrzostwa w piłce nożnej to nie zawsze wzrost PKB, spadek inflacji i bezrobocia. Bo jest też zjawisko przeciwne do efektu barcelońskiego i występuje, niestety, częściej. To efekt montrealski, czyli zadłużenie i poważne, ciągnące się przez lata problemy”.

Polska, Ukraina i miasta które będą organizatorami Euro 2012, ewidentnie zaczynają podążać drogą montrealską w wariancie wschodnioeuropejskim. Inwestycje na Euro 2012 oraz dotyczące innych obiektów sportowych nadmiernie zadłużyły budżety wielu miast, tak iż muszą one obecnie przeprowadzić drastyczny program oszczędnościowy: zwalniać urzędników i pracowników firm komunalnych, wysprzedawać co się da, podnosić ceny usług, w tym transportu publicznego, wody i kanalizacji, żłobków i przedszkoli oraz ciąć wydatki na kulturę, opiekę społeczną i zdrowie, likwidować szkoły. Gwałtownie zmniejszą się nakłady na inwestycje i remonty. A wszystko to w momencie, kiedy staje się jasne, że kryzys, którego początek sięga 2008 roku, wkracza wyraźnie do Polski: rośnie bezrobocie, spadają realne dochody wielu grup społecznych, rosną ceny itd.

W ostatnim czasie, już po rozlosowaniu grup, prawdziwie dramatyczne wieści nadeszły z Ukrainy. Według firmy badawczej Da Vinci AG Ukraina na Euro 2012 straci od 6-8 mld dolarów. Mistrzostwa nie przyniosą też zysków w dłuższej perspektywie. Dużo mniej przyjedzie niż planowano turystów i kibiców. Ekonomista Andrzej Novak analizuje: „Na początku planowano, że tylko 5 proc. wydatków na Euro 2012 będzie pochodzić z budżetu państwa, a reszta będzie pokryta przez inwestorów. Jednak prawda jest taka, że państwo zapewnia prawie 7 mld dolarów, budżet lokalny dostarczyć około 0,7 mld dolarów, a z innych źródeł pochodzi 6,2 mld dolarów. Dlatego wielu ekonomistów ostrzega, że prowadzenie mistrzostw Europy może wprowadzić państwo w głębokie zadłużenie”3. Polska jeszcze nie dokonała ponownej oceny efektu ekonomicznego związanego z Euro 2012.

Jest to fragment artykułu pt. „Euro 2012 – igrzyska zamiast chleba” jaki ukazał się w najnowszym numerze Przeglądu Anarchistycznego nr 13.


Przypisy:
1 Tomasz Archem, „Dziesięć mitów EURO 2012”, Gazeta Wyborcza, 3 sierpnia 2007.
2 Gazeta Wyborcza, 20.04.2011 r.
3 Sebiastan Ogórek, „Euro 2012 przyniesie miliardy euro strat?”, Wirtualna Polska, http://finanse.wp.pl/kat,72914,title,Euro-2012-przyniesie-miliardy-euro-strat,wid,14204295,wiadomosc.html?ticaid=1dd92
Kathryn Quinn, “5 Billion GBP Debt for Euro 2012 Hosts”, romaniantimes.at,
http://www.romaniantimes.at/news/Around_the_World/2012-01-21/19348/5_Billion_GBP_Debt_for_Euro_2012_Hosts