Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Częstochowa /
A+ R A-

Z danych urzędu skarbowego wynika, że w Krakowie w 2010 roku przybyło milionerów. Równocześnie wzrasta poziom bezrobocia i liczba osób wykluczonych społecznie.
 

W 2010 roku liczba osób, które zarobiły powyżej miliona złotych, wzrosła z 376 do 413. Więcej milionerów pojawiło się też w innych miastach naszego regionu Nowym Sączu i Tarnowie. Informacje te podała niedawno Gazeta Krakowska sugerując, że kryzys omija Małopolskę. Nic jednak bardziej mylnego. Bogacenie się najbogatszych jest zjawiskiem powszechnym w okresie zawirowań gospodarczych. Jest to widoczne m.in w Hiszpanii gdzie jak wynika z raportu firmy consultingowej Merril Lynch Global Health Management & Capgemini ilość milionerów wzrosła w ostatnim kryzysowym roku o 12,5% . Nie dziwi to  wypowiadającego się na łamach „Krakowskiej” jednego z  milionerów - Jeśli ma się wolne środki, to w kryzysie łatwo je pomnożyć – mówi Henryk Kuśnierz, właściciel firmy kosmetycznej Hean. – To czas na kupowanie i inwestowanie, dlatego, że ceny generalnie spadają.
 

W tym samym okresie liczba osób bezrobotnych, zarejestrowanych według danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy wzrosła z 9,7% do 11%.  Jednocześnie poziom bezrobocia w grupie osób do 25 roku, poszukujących pracy, wynosił około 26%. Władze Krakowa szukając oszczędności w budżecie na rok 2012 nie przewidziały zwiększenia środków przeznaczanych na pomoc społeczną i programy aktywizacyjne.

Jak przyznaje na łamach GK Konrad Zawada z krakowskiej Izby Skarbowej większość milionerów swoje dochody uzyskuje z działalności gospodarczej opodatkowanej podatkiem liniowym. Wysokie dochody pojawiają się także w przypadku graczy giełdowych. Dużo rzadziej są one wynikiem zwykłych umów o pracę.

Wczoraj pod Galerią Krakowską odbył się happening z okazji dnia bez kupowania. Uczestnicy popadali w iście religijną ekstazę przed głównym wejściem do świątynni konsumpcji. Szerzej o co chodzi w całej akcji możecie poczytać na stronie:  bezkupowania.blogspot.com

Kraków: kupuj! kupuj! kupuj!

22 listopada 2011 r. Dział: Zapowiedzi

Tuż po święcie zmarłych w galeriach handlowych, eleganckich sklepach i popularnych marketach zaczyna się okres świątecznego szału zakupowego. Dlatego kolejny DKF, to dwa filmy skłaniające do refleksji nad przyczynami i skutkami konsumpcjonizmu.
 

Na początek krótki metraż „Story of stuff”. To animowany film który w prosty, sympatyczny sposób odpowie na kilka nurtujących pytań:

- Jak to się stało, że doprowadziliśmy do sytuacji, w której niszczymy środowisko naturalne i wyczerpujemy jego zasoby w tempie, dla którego utrzymania potrzebowalibyśmy kilku planet, a nie jednej?

- Jak to możliwe, że ze wszystkich zasobów, które wydobywamy, wycinamy, przetwarzamy i transportujemy, po pół roku pozostaje nam w użyciu jedynie 1 procent?

- Co to za system, w którym na jeden kosz naszych śmieci, przypada po drodze 70 koszy odpadów przemysłowych, często trujących i toksycznych, często wyrzucanych prosto do otoczenia?

- Jak to się stało, że wielu z nas nie ma czasu dla najbliższych, bo ciężko pracuje, żeby mieć pieniądze na kupowanie rzeczy, które mają wynagrodzić bliskim ich nieobecność i zmęczenie?

Chiny w kolorze blue

Współczesne Chiny to kraj jaskrawych kontrastów. Ekonomiczne reformy Deng Xiao Penga wykreowały nową generację przedsiębiorców, takich jak pan Lam, właściciel Lifeng Factory w Shaxi. Jego firma produkuje dżinsy, które eksportuje na cały świat (również do Polski). Dwie dekady wcześniej Lam był robotnikiem i jeździł do pracy rowerem. Ale taki sukces to rzadkość.Dziś 130 milionów Chińczyków, zwłaszcza młodych dziewczyn, opuszcza swoje rodzinne wioski szukając szansy na lepsze życie w miastach. Jedną z nich jest 16-letnia Jasmine, której rodzice pracują przy uprawie ryżu, a ona w Lifeng może zarobić 6 centów na godzinę. Mieszka na czwartym piętrze w wąskiej klitce razem z dwunastoma koleżankami z pracy, swoimi rówieśnicami.” Nigdy nie patrzyłam na świat z tak wysoka” – cieszy się. Ale entuzjazm szybko mija. Po paru tygodniach dziewczyna jest tak zmęczona, że nie może jeść i zasypia w pracy. Film Micha X. Peleda powstawał nie bez trudności. Chińskie władze parokrotnie przerywały zdjęcia; doszło nawet do aresztowania ekipy i konfiskaty taśmy. Reżyserowi udało się jednak dokończyć produkcję.

W swoim filmie prezentuje nowe Chiny bez retuszu. Prawdziwe oblicze tamtejszego sukcesu ekonomicznego najdobitniej definiują nisko opłacani robotnicy pracujący często po 20 godzin na dobę, siedem dni w tygodniu, nawet w nocy. Niektórzy zgodzili się na rozmowę przed kamerą. Spokoju pana Lama nie burzą jednak nawet inspektorzy pracy. Siedząc przy komputerze za pomocą kamer monitoruje pracę w całej fabryce. Jeśli Jasmine odejdzie, na jej miejsce znajdą się dziesiątki innych dziewczyn marzących o „nowym wspaniałym świecie”.

Po projekcji dyskusja oraz informacje dla osób zainteresowanych wzięciem udziału w Dniu Bez Kupowania, który obchodzony będzie w Krakowie 26.11. Więcej informacji już niebawem (bądźcie czujni/e!).
 

Link dla Facebookowiczów

Na całym świecie trwają manifestacje przeciwko elitom politycznym i biznesowym. Zapowiedziano wystąpienia w 950 miastach i ponad 80 krajach w geście solidarności z protestami w Hiszpanii i Grecji, oraz okupacją Wall Street w Nowym Jorku. W Poznaniu zebrało się ok. 70 osób pod centrum handlowym „Stary Browar” należącym do rodziny najbogatszego Polaka – Jana Kulczyka.

Na wezwanie Rozbratu i Federacji Anarchistycznej (oświadczenie w tej sprawie możesz przeczytać TUTAJ) w proteście wzięli udział przedstawiciele kilku środowisk, m.in. Stowarzyszenia My Poznaniacy. Rozpoczynając protest jeden z protestujących powiedział, że „Stary Browar” jest tym dla Poznania, czy Wall Street dla USA i całego świata – symbolem korupcji i dominacji biznesu w życiu społecznym i politycznym. Przypomniano także znaczenie rewolucji arabskich, które wybuchły z początkiem bieżącego roku i szybko objęły wiele krajów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Wyrażano poparcie dla protestów w Hiszpanii i Grecji oraz okupacji na Wall Street (patrz TUTAJ). Mówiono o sytuacji w Poznaniu i kryzysie budżetowym miasta.

Animuszu dodawała wszystkim Samba, a przedstawiciele Jedzenia Zamiast Bomb przygotowali gorącą herbatę. Po ponad godzinie manifestację zakończono. Choć miała ona charakter spontaniczny i pojawiło się sporo funkcjonariuszy – policja nie interweniowała. Następne protesty zapowiedziano już na wtorek, na godz. 12.00., kiedy to będzie się kolejne posiedzenie Rady Miasta Poznania.

Galeria zdjęć w relacji e-poznan TUTAJ

Czytaj także: Jesteśmy zwykłymi ludźmi

#OccupyWallStreet
Occupy Together!

Dla wolnego społeczeństwa opartego na potrzebach ludzi, a nie finansjery! Przeciw kapitalistycznemu wyzyskowi! Przeciw państwowej kontroli! Za wolnością i sprawiedliwością! Jesteśmy Oburzeni i zamierzamy Okupować.

Poznań, 15. października, 12:00 w samo południe, ul. Półwiejska przed C.H. Stary Browar.

Przewidziany poczęstunek, ciepła herbata, od Jedzenia Zamiast Bomb.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Międzynarodowy dzień okupacji – 15 października 2011

Dlaczego protestujemy?

15 października jest dniem międzynarodowego protestu. Akcje zapowiedziano już w ponad 700 miastach na całym świecie:. Demonstrujemy:

- przeciwko przerzucaniu kosztów kryzysu gospodarczego na barki zwykłych ludzi i wzrastającym kosztom utrzymania;

- przeciwko pompowaniu miliardów dolarów i euro w niewydolną kapitalistyczną gospodarkę, w tym banki i instytucje finansowe;

- przeciwko zawłaszczaniu instytucji politycznych przez skorumpowane elity i kliki blokujące jakąkolwiek zamianę społeczną;

- przeciwko samowoli wielkiego biznesu i spekulantów giełdowych;

- przeciwko wzrastającym nierównościom społecznym.

Fakt, że dotknął nas kryzys nie budzi naszych wątpliwości. Odczuwamy go poprzez rosnące koszty utrzymania, coraz większe bezrobocie, stagnację czy nawet spadek płac w wielu branżach i grupach zawodowych, rosnące ceny usług publicznych itd. Okazało się, że żyliśmy (nie tylko w Polsce, ale wszędzie: w Grecji, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Portugalii, Włoszech, Hiszpanii i USA) na kredyt. Płacono nam słabo, ale pożyczek udzielano chętnie. Zabezpieczeniem miały być nasze przyszłe, niestabilne dochody, coraz częściej ze „śmieciowych umów”, których wielkość – jak się okazuje – nie zdoła zabezpieczyć roszczenia banków. Pożyczały przedsiębiorstwa, które spekulowały i teraz nie mogą zaspokoić wierzycieli. Pożyczało państwo, nie tylko – jak chce się nam wmówić - na cele socjalne, ale biurokrację, wojsko i policję oraz awantury wojenne. Pożyczały samorządy na stadiony i innego typu megainwestycje, które doprowadziły do ekstremalnego zadłużenia budżetów gmin. Wydawaliśmy z rozmachem, po gierkowsku.

Dziś zagrożeni bankructwem jesteśmy wszyscy - nie tylko banki, korporacje, ale także całe państwa, miasta czy zadłużeni ponad miarę zwykli obywateli. Lecz elity próbują ratować swoje dupy, a nas pozostawić z długami. Nie możemy na to pozwolić. Musimy odzyskać wpływ na nasze życie. Od kilkudziesięciu miesięcy przybiera zatem fala niezadowolenia społecznego na całym świecie. Każdego dnia protestuje wiele tysięcy osób. Protestują studenci, pracownicy i obywatele miasta. Nie możemy bowiem dać się wyrolować przez kilku cwaniaków, politykierów i spekulantów. Razem musimy się im przeciwstawić.

O co walczy Nowy Jork?

W procesie bezpośredniej demokracji zebraliśmy się razem i sformułowaliśmy te zasady solidarności, które leżą u podłoża naszej jedności:

- Angażować się w bezpośrednią i transparentną demokrację.

- Realizować osobistą i zbiorową odpowiedzialność.

- Uznawać podstawowe prawa jednostki i ich znaczenie dla każdej interakcji społecznej.

- Wspierać się wzajemnie w walce z każdą formą opresji.

- Zredefiniować wartość pracy.

- Szanować prywatność jednostek.

- Uznać edukację za prawo człowieka.

- Wspierać i praktykować wszelkie postacie otwartości w dostępie do dobra wspólnego.

- Mieć odwagę wyobrazić sobie nowy porządek społeczno-polityczny i gospodarczy, który da szansę wprowadzenia w życie większej równości.

Kilka uwag na marginesie „Politycznego czytania Kapitału” Harry Cleavera



Czy anarchista powinien czytać Marksa? Takie pytanie jeszcze do niedawna w łonie polskiego ruchu anarchistycznego uważano za prowokacyjne i obrazoburcze. Analizowanie Marksa, cytowanie go, a nawet samo wymienianie tego nazwiska w publikacjach, narażało na zarzut „odstępstwa” i sprzyjania autorytarnej doktrynie. Polscy anarchiści raczej obnosili się ze swoją niechęcią dla teoretycznego dorobku autora „Kapitału”. Jednocześnie nie przeszkadzało im to posługiwać się w określonych momentach Marksowskimi kategoriami dla wyrażenia własnych poglądów, będąc przekonaniami, że mówią oryginalnym językiem Michała Bakunina. Podobnie traktowali także inne postacie kojarzone z teorią Marksowską, nawet wówczas kiedy potwierdzały one, pośrednio czy bezpośrednio, tezy i przewidywania myślicieli anarchistycznych. Uznania nie zyskali ani Róża Luksemburg, ani Anton Pannekoek, ani Herbert Marcuse.

Z historycznego punktu widzenia taka totalnie negująca znaczenie teorii Marksa postawa była raczej w ruchu anarchistycznym wyjątkiem niż regułą. W przeszłości, nawet najbardziej zajadli anarchistyczni jego przeciwnicy, nie mogli sobie pozwolić na to, aby szerzej nie znać jego najważniejszych prac (choćby z drugiej ręki). Traktowali je nierzadko jako część wspólnego dorobku intelektualnego. Polemiki, a nawet ostre spory były z pewnością częścią tej pracy. Nie mówiąc o tym, że spora część uczestników ruchu rewolucyjnego dość swobodnie łączyła różne przemyślenia, nie specjalnie przyjmując się „polityczną poprawnością” i ulegając chwilowym fascynacjom czy modom bardziej, niż dyscyplinie teoretycznej. Piotr Kropotkin pisał o swoich czasach, że: „między socjalistami różnych odcieni panuje zupełna niemal zgodność ideałów, jeżeli ujmować je będziemy w formie najogólniejszej”. Michał Bakunin, nie tylko z powodów kłopotów finansowych, jak się często podaje, ale po prostu doceniając znaczenie Kapitału, jako pierwszy postanowił przetłumaczyć tę pracę na język rosyjski. Choć projekt ten, jak znaczna część prac jego własnego autorstwa, nie doczekał się nigdy dokończenia. Pierwsze rosyjskie tłumaczenie „Kapitału” ostatecznie przypisuje się Mikołajowi Danielsonowi, który jednak przejął pracę od Germana Lopatina i Michała Bakunina.  Również na syndykalizmie koncepcja Marksowska odcisnęła swoje dobrze widoczne piętno, zwłaszcza w pracach Georga Sorela, który za „upadek marksizmu” obarczał winą pozytywistyczne nastawionego Engelsa. Wreszcie po II wojnie światowej najbardziej płodny i znany teoretyk ruchu anarchistycznego, Murray Bookchin, wielokrotnie, choć często krytycznie, odnosi się do dorobku Marksa. Oddziaływanie to nie było jednostronne. Aby „wypracować” swoją pozycję teoretyczną i wpływy w ruchu rewolucyjnym Marks musiał się odnieść (częściej krytycznie, rzadziej akceptując) do wielu koncepcji anarchistycznych (czy z anarchizmem później kojarzonych). „Ideologia niemiecka” jest w dużej części pracą poświeconą polemice z Maxem Stirnerem, a „Nędza filozofii” z J.P. Proudhon, którego – z kolei - przemyślenia dotyczące własności, stanowiły wg Marksa ważny dorobek myśli lewicowej. W atmosferze sporu tworzyły się koncepcyjne podstawy całego ruchu rewolucyjnego – zarówno te strategicznie skuteczne, jak też całkowicie chybione.

Ostatecznie dzisiejsza ideowa przepaść między oboma nurtami, jest konsekwencją narastającego najpierw po I, potem po II wojnie światowej, rozdźwięku między anarchizmem i komunizmem. Dodatkowo co bardziej ortodoksyjni wyznawcy obu ideologii, jak i sami historycy ruchu robotniczego i doktryn politycznych, skupiali się przede wszystkim na tym, co je różniło, mniej zajmując się podobieństwami. Wielu marksistów, wykorzystując pozycję jaka zdobyła ta doktryna w drugiej połowie XX wieku, bezwzględnie zwalczało wpływy myśli anarchistycznej zarówno w państwach komunistycznych, jak też w łonie światowego ruchu rewolucyjnego. Ale taka postawa, choć być może wówczas dominująca, nie była powszechna.  Część zwolenników koncepcji Karola Marksa, w dalszym ciągu uznawała znaczenie tendencji anarchistycznych, a niektóre z nich, pod wpływem doświadczeń związanych z partyjną marksistowską ortodoksją i ewidentnym niepowodzeniem moskiewskiego i pekińskiego modelu, zaczęła zajmować pozycje politycznie coraz bliższe anarchizmowi. Przeobrażenia te opisuje Harry Cleaver w I rozdziale swojej pracy: „Politycznego czytania Kapitału”.  Sam autor jest jakby częścią tego procesu i ostatecznie wyraża uznanie dla intelektualnego dorobku m.in. Emmy Goldman i Piotra Kropotkina (któremu poświęcił jeden ze swoich ważnych artykułów).

Ta transformacja i zbliżenie się do anarchizmu części zwolenników Marksowskiej koncepcji (choć oni sami zdają się raczej postrzegać swoją obecną pozycję, jako konsekwentne trzymanie się zarysowanych wcześniej pryncypiów) zaprzecza obawom, jakie często żywią anarchiści - iż w pracach autora „Kapitału” ukryta jest jakaś tajemnicza moc, która sprawi, iż po przeczytaniu któregoś z dzieł, utracą oni rozum i staną się zagorzałymi autorytarnymi marksistami. Niestety strachowi temu sprzyjała po części słabość teoretyczna, zwłaszcza na polu ekonomii, filozofii, socjologii powojennego anarchizmu, który stał się istotnym i ważnym dyskursem jedynie w sztuce (i okolicach), na co potwierdzenie znajdziemy w opracowaniach Herberta Reada, Stefana Morawskiego czy Piotra Piotrowskiego. Nota bene „polityczna” część ruchu nie zdołała jeszcze „przyswoić” sobie tego dorobku. Na szczęście anarchizm na zaniedbanych przez siebie polach refleksji teoretycznej zyskał „wsparcie”, często od byłych członków partii komunistycznych, jak choćby Alberta Camuse („Człowiek zbuntowany”) czy Michela Foucault („Nadzorować i karać”), co zmusiło niektórych do ukucia terminu „postanarchizm” wraz z postulatem wyjścia poza ciasne ramy dotychczasowych klasycznych dogmatów.

Ale najbardziej znaczące praktyczno-strategiczne (a nie tylko filozoficzne) zbliżenie, widać na gruncie koncepcji autonomistycznych, których Harry Cleaver jest wybitnym i konsekwentnym przedstawicielem.  Nie jest zatem dziełem przypadku, że polski przekład jego najważniejszej ksiązki wyszedł staraniem i nakładem anarchistycznej Oficyny „Trojka”, która tym sposobem chce zachęcić do studiowania (owszem - krytycznego) zarówno dzieł Karola Marksa, jak i jego kontynuatorów. Nie musimy traktować anarchizmu, jak wątłej tratwy targanej i zalewanej przez fale wrogich doktryn i propagandy. Jest on w dalszym ciągu żywą koncepcją, której celem nie jest wcale obrona własnej doktrynalnej czystości, ale wzmocnienie ruchu protestu społecznego poprzez odkrywanie i wzmocnienia jego siły - co jest także podstawowym postulatem marksizmu autonomicznego i Harry Cleavera.

Gdyby wziąć ww. postulat pod uwagę i zastosować metodę analizy politycznej, jaką stosuje Harry Cleaver w odniesieniu do wyrywka koncepcji Marksa z I tomu „Kapitału” (jego teorii wartości, utowarowienia i dwoistości pracy) dla wyjaśnienia sensu pojawienia się wielu nurtów ideologicznych w łonie jednego ruchu rewolucyjnego, trzeba byłoby odpowiedzieć na pytanie, czy ta różnorodności i spór wzmacnia czy osłabia (dziś i wcześniej) ruch emancypacyjny? Pamiętajmy, iż na gruncie koncepcji klasowych, mamy nie tylko anarchizm i marksizm (w swoim wydaniu socjaldemokratycznym i leninowskim), w ich licznych odsłonach organizacyjnych, ale też np. ideologie narodowowyzwoleńcze (nacjonalizm), a także np. radykalnie zorientowany feminizm.  Ostatecznie rodzaj ideologii jaki przyjmuje określona klasa społeczna, zależy przede wszystkim od jej składu i miejsca jakie zajmuje w społecznym podziale pracy. Ponieważ klasa robotnicza (pracownicza) jest wewnętrznie mocno różnicowana, jej poszczególne segmenty mogą przyjmować różne identyfikacje ideologiczne, a co za tym idzie, różne strategie działania.

Przykładowo większość polskich pracowników i pracownic najemnych w zaborze niemieckim, w latach 1870-1918 identyfikowała się ostatecznie z nacjonalistyczną ideologią. Wynikało to z miejsca jakie zajmowali Polacy w dynamicznie rozwijającej się niemieckiej gospodarce kapitalistycznej przełomu XIX i XX wieku. Byli to w dużej części pracownicy funkcjonujący na dwóch odmiennych rynkach pracy: w zdominowanej przez stosunki agrarne i pozostającej w półkolonialnym uzależnieniu Wielkopolsce oraz gwałtowanie industrializującym się Berlinie i/lub Zagłębiu Ruhry. Migrowali oni pomiędzy tymi regionami wahadłowo, w takt ówczesnej koniunktury gospodarczej.  Jako pracownicy gorzej wykwalifikowani zajmowali przeważnie niższą pozycję od przeciętnego przedstawiciela niemieckiej klasy robotniczej. Podziały językowe, religijne i narodowe były tu aż nadto dobrze widoczne, nie tylko w państwie, ale także na poziomie zakładów pracy. Ostatecznie Polacy stworzyli zasadniczo odrębny organizacyjnie ruch pracowniczy, z własnym związkiem zawodowym (Zjednoczenie Zawodowe Polskie - ZZP) i partią polityczną (Narodowa Partia Robotnicza - NPR).

Błędem byłoby automatycznie przyjmować, iż taka identyfikacja ideologiczna, była wynikiem jedynie „sztucznie” narzucanych robotnikom podziałów przez polskie i niemieckie elity gospodarcze i polityczne, celem lepszego ich kontrolowania. Pracownicy wywodzący się z Wielkopolski, nie byli jedynie biernym obiektem doktrynalnej manipulacji, ale przyjęte identyfikacje, formy organizacji i strategie działania odpowiadały ich potrzebom i walce z wyzyskiem. Ostatecznie uproszczonym interpretacjom, iż ulegali oni burżuazyjnej, klerykalnej czy drobnomieszczańskiej ideologii, przeczy m.in. gwałtowny przebieg walk klasowych w jakich wymienione organizacje brały udział zarówno na terenie Niemiec, tak też w Polsce zaraz po I wojnie światowej. W Wielkopolsce przedstawiciele ZZP i NPR często byli uważani, przez tutejsze mieszczaństwo i drobnych polskich kapitalistów, za forpocztę ruchu komunistycznego oraz anarchistycznego i przez to zaciekle zwalczani. Ostatecznie też, w okresie międzywojennym, kiedy istotne cechy składu wielkopolskiej klasy pracowniczej zmieniły się, ideowe sympatie robotnicze zaczęły szybko przesuwać się w stronę socjalistycznych związków zawodowych i ugrupowań komunistycznych. ZZP gwałtowanie rozpadło się, a m.in. z jego łona wyłoniła się polska wersja ruchu syndykalistycznego (Związek Związków Zawodowych), co świadczy też o tym, że formacja ta nie była wcześniej wewnętrznie jednorodna ideologicznie.

Ideologiczne i organizacyjne „przegrupowywanie się” (czy jak chce Cleaver – „rekompozycja”)  klasy robotniczej jest częstą odpowiedzią na zmieniające się warunki gospodarcze i polityczne. W tym świetle istotne jest pytanie o jedność ruchu pracowniczego. Harry Cleaver pisząc „Polityczne czytanie Kapitału” w latach 70. XX wieku, przede wszystkim traktuje podziały klasy robotniczej jako narzucane przez kapitalizm (np. str. 146-147). Jego polityczne odczytanie Marksowskich kategorii wyłożonych w I tomie Kapitału, ma za zadanie m.in. zwrócenie uwagi na „uniwersalne” cechy kapitalizmu, które stawiają pracowników w jednolitym położeniu względem klasy kapitalistycznej. Ma ich to skłonić do nieuleganiu innym, niż własne identyfikacjom. Gwoli ścisłości dodajmy, iż Cleaver zdaje sobie sprawę z realnie istniejącego wewnętrznego zróżnicowania klasy robotniczej i wynikających z tego problemów politycznych.

Dwadzieścia lat później, Beverly Silver, w książce „Globalny proletariat” (dobrze przyjętej w środowiskach marksistowskich autonomistów), poddaje jednak pod wątpliwość tezę Marksa, iż procesy proletaryzacji i traktowanie pracowników jako wartości wymiennej sprawią, iż z czasem wyłoni się homogeniczna klasa robotnicza o podobnych doświadczeniach, interesach i świadomości tak, iż ani płeć, wiek czy przynależność etniczna (narodowa) nie będą miały znaczenia i sami zrezygnują z pozaklasowych identyfikacji (str. 46-47). Odwrotnie, pisze Silver, pracownicy buntują się przeciwko traktowaniu przez kapitał jako jednolitej masy pozbawionej indywidualności, zróżnicowanej jedynie pod względem zajmowanego miejsca w procesie produkcji czy zdolności do powiększania wartości samego kapitału. W takim układzie, aby temu zdecydowanie zaprzeczyć, wykorzystują oni istniejące, lub tworzą nowe identyfikacje, nadając im też ideologiczny wyraz.

Dodajmy, iż Silver z kolei rozumie jakie problemy politycznie wynikają z tego braku jedności klasy robotniczej. Jej uwagi uwzględniają jednak istotne wątki przemyśleń z okresu „polityki tożsamości” (przełom lat 80. i 90. XX wieku). Spór toczy się natomiast wokół tego, na ile owa różnorodność identyfikacji wyrasta z podziałów klasowych i jest wyrazem heterogeniczności klasy pracującej, a na ile jest podyktowana innymi niż klasowe uwarunkowania, będące odrębnym źródłem konstytuowania się radykalnie politycznie postaw (podmiotów). Postmodernistyczne teorie ścierają się tu z perspektywą klasową, reprezentowaną zarówno przez Cleavera, jak i Silver.

To wszystko pokazuje nam, iż zarówno jedność, jak też zróżnicowanie wewnętrzne klasy pracowniczej w kontekście toczonej przez nią walki z wyzyskiem, może być różnie interpretowane. Sam Cleaver w jednym miejscu pisze, że jedność jest „fundament siły klasy robotniczej” w konfrontacji z kapitalistami (str. 146), a w innym, iż podważanie autonomii poszczególnych sektorów klasy robotniczej (np. odrębnej walki kobiet), prowadzi do prób „wciśnięcia ich” w hierarchiczne organizacje, co może w konsekwencji utrwalać podziały sprzyjające pracodawcom. Autor „Politycznego czytania Kapitału” ostatecznie przyznaje, że autonomia walk pracowniczych, za którą się bezwzględnie opowiada, „komplikuje sens jedności klasy robotniczej” (str. 151). Być może zatem lepiej w tym przypadku mówić o „spójność”, którą zachowujemy poprzez dopuszczenie ideologicznego pluralizmu. Narzucanie jednej obowiązującej ideologii nie jest ani na dłuższą metę możliwe, ani nawet dla pracujących korzystne i często prowadzi do poważnego osłabienia organizacyjnej i dyskursywnej siły ruchu pracowniczego. Pracownicy często zdają sobie sprawę, że istnienie różnych, niekiedy konkurujących ze sobą organizacji i ideologii, jest dla nich korzystne i domagają się zachowania tego pluralizmu, walcząc jednocześnie o uniezależnienie formacji odwołujących się do ich interesu, od szeroko rozumianej kurateli państwa czy pracodawców. Z drugiej strony, w obliczu konfliktu, często żądają zachowania spójności pomiędzy różnymi nurtami ruchu, co oczywiście zważywszy na niejednolite interesy robotników (najemnych i nienajemnych, pracujących w centrum kapitalizmu i na jego peryferiach, kobiet i mężczyzn ect.), jest zadaniem trudnym.

Z jednej strony jesteśmy zatem zmęczeni jałowymi sporami ideologiczno-politycznymi, które odwołują się często do już nieaktualnych uwarunkowań historycznych i toczą się w oderwaniu od obecnych walk pracowniczych; bez uwzględnienia nowego i zmieniającego się w ramach współczesnego społeczeństwa usytuowania klasy pracowniczej (i jej poszczególnych segmentów) oraz materialnych podstaw wyznaczających strukturalną, organizacyjną i dyskursywną siłę pracowników w konfrontacji  z kapitałem. Z drugiej strony wyraźnie odczuwalne są braki w analizie dyskursów (ideologii) z perspektywy obecnych walk i w powiązaniu z obecnymi walkami. Problem siły ideowej i programowej ruchu został zepchnięty na dalszy plan, w czym dziś należy upatrywać słabości koncepcji autonomistycznych, zarówno w wydaniu marksistowskim jak i anarchistycznym. Przykładowo Beverly Silver w pracy „Globalnym proletariat”, bardzo klarownie wyjaśnia znaczenie strukturalnej (wynikającej z pozycji w procesie produkcji i na rynku pracy) i organizacyjnej siły przetargowej robotników, pomijając kwestie związane z siłą dyskursywną. Silver tylko wspomina o niektórych identyfikacjach i – jak wyżej wskazałem – przestrzega przed traktowaniem ich w kategoriach „fałszywej świadomości” klasy robotniczej. W efekcie ruch na poziomie programowym i ideowym ujawnia swoją dyskursywną słabości, zarówno wtedy, jak podczas ostatnich protestów w Hiszpanii, kiedy konstruuje postulaty w nie swoim języku, jak i wówczas, jak podczas zamieszek w Wielkiej Brytanii, kiedy w ogóle nie formułuje żadnych żądań i nie artykułuje żadnych ideowych identyfikacji.

Pytanie jakie współczesny anarchista powinien zatem sobie postawić brzmi: czy można zachować spójność walk, bez znajomości innych koncepcji ideologicznych? Odpowiedź jest prosta – nie można. Jeżeli do tego zagadnienia podchodzimy z punktu widzenia prowadzonych walk, wymogów taktycznych i strategicznych, celów i środków, to musimy brać udział w tej toczonej w łonie ruchu dyskusji czy sporze. Powinniśmy uznać, że ruch ma różne identyfikacje i oblicza ideowe, które musi po prostu znać. Jedne, w danych okolicznościach historycznych, działają na korzyść walki, inne nie. Uznanie to stanowi miarę faktycznego uczestnictwa w konfliktach klasowych i próbę zrozumienia ich natury.

Czy to oznacza, że anarchista powinien porzucić swoją identyfikację ideową, wstępując w szeregi walk pracowniczych? Oczywiście nie. Zaprzeczyłby tym samy swojej tożsamości i podmiotowości nie tylko jako anarchisty, ale także jako cząstki ruchu emancypacyjnego. Identyfikacja to jednocześnie szansa na zdefiniowanie swojego miejsca w konflikcie, jak też próba wyjścia poza sztywne granice wynikające z narzuconego położenia klasowego. Chodzi o ujęcie swojej identyfikacji w kontekście wspierania walk. Uzyskać tego efektu nie można poprzez postpolityczny relatywizm, ale raczej poprzez trzymanie się swoich przekonań, prowadząc spór i uznając jednocześnie, że inne identyfikacje są częścią ruchu protestu oraz - wzorem ortodoksyjnych marksistów - nie traktować ich z góry w kategoriach „fałszywej świadomości”.

W ostatnim czasie daje się zauważyć większe poruszenie społeczne w sprawach lokatorskich. Gminy nie wywiązują się bowiem z obowiązku zapewnienia mieszkańcom dachu nad głową: ilość i jakość taniego budownictwa budzi przerażenie, na mieszkanie socjalne oczekuje się nawet w kilkunastoletnich kolejkach, coraz więcej słyszy się o pozbawionych domu rodzinach zajmujących pustostany. 

Tymczasem według raportu „Ubóstwo i wykluczenie społeczne w Polsce”(1), ponad połowa polaków żyje na krawędzi bezpieczeństwa egzystencjalnego (6% ludności Polski żyje w skrajnym ubóstwie, natomiast kolejne 43% zagrożone jest wykluczeniem społecznym ze względu na niskie dochody). Autorzy raportu podają, że od dwóch lat ilość osób zagrożonych biedą rośnie, sądzić zatem należy, że potrzeby dotyczące mieszkań komunalnych również będą wzrastać.

Kiedy coraz więcej ludzi nie jest w stanie zapewnić sobie ani swojej rodzinie podstawowych środków do życia i dachu nad głową, brak tanich mieszkań rozwiązuje się za pomocą mieszkalnictwa kontenerowego, bo tak jest taniej i wygodniej. Kontenery z początku przeznaczone dla trudnych lokatorów, z czasem stają się antidotum na głód budownictwa komunalnego dotykający w szczególności najbardziej niewydolne finansowo grupy -samotne matki i emerytów. Narastającą biedę łatwiej jest patologizować i wyrzucać do gett za miastem niż wystarczająco wesprzeć, wyprowadzając z ciężkiej sytuacji. 

Ignorując potrzeby niezamożnych mieszkańców, władze samorządowe tłumaczą się przywołując stereotyp, iż nasza sytuacja materialna jest wynikiem przede wszystkim naszych osobistych wyborów. Natomiast ludzie domagający się pomocy od miasta to roszczeniowa patologa, którą cechuje lenistwo, niezaradność i przekonanie, że "wszystko im się należy". Są to "pasożyty", którym nie chce się pracować. 

Taka retoryka dotknęła pewną mieszkankę Wałbrzycha, która w  odpowiedzi na wyrok eksmisyjny z zajętego przez siebie pustostanu, oskarżyła władze miasta o niewywiązywanie się z zadań własnych, do których należy m.in. zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych ludności. Sąd wydał wyrok korzystny dla skarżącej miasto lokatorki. Władze Wałbrzycha złożyły jednak apelację, tłumacząc się następująco: "Fakt uzyskania niewielkich dochodów, brak wykształcenia nie są zdarzeniami o charakterze wyjątkowym, na które powódka nie miała wpływu lecz konsekwencją dokonanych przez nią wyborów i decyzji życiowych" w dodatku "fakt posiadania dzieci nie jest ograniczeniem możliwości zarobkowania". Z apelacji dowiadujemy się, że zajmując pustostan powódka wykazała "bierną postawę" bowiem "nie podejmuje próby skorzystania z usług instytucji udzielającej pomocy dla bezdomnych" (czyt. przytułku). Ani wykształcenie, ani tym bardziej wysokość płac nie zależą tylko i wyłącznie, a nawet przede wszystkim, od nas.  Jesteśmy uwarunkowani swoim m.in. pochodzeniem, miejscem zamieszkania, płcią (czy z „bierności” kobiety zarabiają przeciętnie ponad 20% miej na tych samych stanowiskach pracy co mężczyźni?). To, że możliwy jest awans społeczny w sensie indywidualnym, niestety nie przekreśla tego, że w sensie statystycznym w swoich wyborach jesteśmy ograniczeni. W apelacji nie bierze się też pod uwagę, że obecnie wykształcenie nie gwarantuje satysfakcjonujących zarobków i pracy. 

Tak czy inaczej, argumentacja strony pozwanej umożliwia odwrócenie uwagi opinii publicznej od zaniedbań miasta oraz na zrzucenie całej winy i całej odpowiedzialności za kryzys mieszkaniowy na cechy charakteru lub wybory życiowe przedstawicieli uboższych warstw społeczeństwa. Do tego dochodzi nieuzasadnione obarczanie ich negatywnymi cechami, takimi jak bierność, niezaradność, lenistwo, roszczeniowość. 

Utrwalanie obrazu lokatorów mieszkań socjalnych i opuszczonych budynków lub osób zalegających z czynszem jako patologii, której nic się nie chce i którą trzeba utrzymywać z pieniędzy ciężko pracujących podatników, jest dla władz bardzo wygodne. Myśląc tymi kategoriami, nie bierze się jednak pod uwagę, że każdego dnia wykonują oni w swoich domach obowiązki opiekuńcze (tzw. praca reprodukcyjna) umożliwiające funkcjonowanie całego społeczeństwa. Miasto upadłoby gdyby nie zasiedlali go mieszkańcy, a mieszkańcy żyją, uczą się i pracują dzięki codziennej pracy domowej, zapewniającej ich przetrwanie. 

Bez pracy kobiet i mężczyzn polegającej na karmieniu, wychowywaniu, ubieraniu, sprzątaniu, remontowaniu, gotowaniu, praniu, pielęgnowaniu, pomaganiu w lekcjach, itd., kapitalistyczne społeczeństwa nie mogłoby się rozwijać. Praca domowa pozwala bowiem na przeżycie całych mas ludzi, które następnie wykorzystywane są przez państwa i kapitał jako najemna  i nienajemna siła robocza. 

Kapitał posługuje się także gospodarstwem domowym, aby utrzymać funkcje biologiczne, rezerwowej armii pracowników. Rodzina stanowi bowiem niezwykle ważny punkt oparcia, utrzymując przy życiu osoby, które straciły pracę zarobkową. Pełni więc rolę zaplecza, pozwalającego przetrwać  pozbawionym środków  do życia bezrobotnym, aby mogli być wykorzystani przez kapitał, kiedy będą potrzebni.

Obowiązki umożliwiające reprodukcję pracowników w największym stopniu spoczywają na kobietach. W 2006 r. oszacowano, iż kobiety posiadające dzieci poświęcają na pracę domową około 7 godzin dziennie. Mężczyźni pracują w domu 2,5 godziny dziennie. Nietrudno zauważyć, że w przypadku kobiet jest to prawie cały etat, wykonywany jednak całkowicie nieodpłatnie. Społeczeństwa kapitalistyczne opierają się zatem w dużym stopniu na darmowej pracy kobiet, czyli ich eksploatacji w ramach gospodarstwa domowego. 

Włoskie feministki Selma James i Mariarossa Dalla Costa utrzymują, że praca reprodukcyjna nie jest naturalnie przypisana do kobiet i nie stanowi ich obowiązku. Nie jest też esencjalistycznie ujmowaną "kobiecą pracą", tylko formą usług wchodzącą w skład produkcji kapitalistycznej. Dlatego feministki zanegowały wcześniejsze teoretyczne wykluczenie rodziny z procesu produkcji, uniewidaczniające społeczny potencjał i siłę kobiet. Ich zdaniem w systemie kapitalistycznym, rodzina, jest centrum konsumpcji oraz rezerwowej armii siły roboczej, a przede wszystkim centrum produkcji społecznej:   "towar, który produkują (kobiety), w odróżnieniu od innego rodzaju towarów, jest wyjątkowy dla kapitalizmu: jest to żywa istota ludzka, "robotnik sam w sobie" (2). Działaczki określiły kobietę jako producentkę ludzkiego życia, specyficznego towaru, który nie jest "rzeczą", musi natomiast przebywać dziewięć miesięcy w łonie matki, później musi być karmiony, ubierany i wychowywany (trained). Życie większości ludzi jest zużywane w procesie produkcji. W obecnie panujących stosunkach społecznych zadaniem kobiety jest produkować i reprodukować siłę roboczą w taki sposób, aby była zdolna do pracy dla kapitału. 

Podobne zdanie na ten temat mają feministki materialistyczne, które podkreślają, że "każde społeczeństwo, aby przeżyć, musi tworzyć dobra materialne (produkcja) i byty ludzkie (reprodukcja)" (3). Christine Delphy utrzymuje, że w aktualnej organizacji społeczeństwa mamy do czynienia z dwoma sposobami produkcji: przemysłowym, w ramach którego wytwarza się większość towarów handlowych oraz rodzinnym, który obejmuje usługi na rzecz domu, opiekę nad rodziną oraz produkcje części towarów, przeznaczonych na wymianę handlową. Delphy pisze, że "pierwszy sposób produkcji umożliwia eksploatację kapitalistyczną", a drugi "eksploatację rodzinną albo dokładniej patriarchalną". (4) 

W powszechnym przekonaniu, darmowy charakter pracy domowej, jej "nie-wartość" wynika z jej właściwości. Opinia ta po części opiera się na istniejącym przez lata przeświadczeniu, że działania produktywne to takie, które tworzą "wartości wymienne" i "wartość dodaną", nie są to natomiast te czynności, które wytwarzają "wartość użytkową". Według feministek jest odwrotnie: "Nie dość, że to nie natura prac wykonywanych przez kobiety tłumaczy ich stosunki produkcji, ale to te stosunki produkcji tłumaczą wykluczenie ich prac ze świata wartości rynkowych. To kobiety są wykluczone z rynku ( z wymiany) jako czynniki ekonomiczne, a nie ich produkcja" (5).

Obrazuje to analiza stosunków produkcji w jakie wciągnięte są kobiety. Wcześniej wiele zajęć, należących do obowiązków płci żeńskiej była nieopłacana. Należało do nich pieczenie chleba, szycie ubrań, przetwarzanie żywności, obrabianie zwierząt i inne. W momencie kiedy przestały one stanowić część typowych działań większości gospodarstw domowych i stały się, podlegającymi księgowaniu, wyrobami produkowanymi na rynku, sytuacja ta uległa zmianie. Zanim to nastąpiło, szycie i pieczenie uznane było za "naturalny" obowiązek kobiety. Obecnie uważa się je za dział produkcji, a jednostki, które dostarczają pieczywa i ubrań, za producentów. Podobnie jest z opieką nad dziećmi, osobami starszymi i chorymi oraz sprzątaniem, które są opłacane, kiedy wykonuje się je poza domem i nieopłacane, gdy są świadczone w celu zapewnienia przetrwania rodzinie. Wyłączenie darmowej działalności przedstawicielek płci żeńskiej z procesu wymiany powoduje, że nie ma ono w konsekwencji żadnej wartości, a cały koszt utrzymania siły roboczej przenoszony jest na gospodarstwa domowe. 

Aby przedstawić finansową wartość pracy domowej dowiedziono, iż dostarcza ona od 28% do 45% polskiego PKB. Miesięczna wartość pracy domowej jednej osoby w Polsce to ok. 2 tysiące zł. ONZ podaje natomiast, że roczna wartość pracy opiekuńczej wykonywanej na świecie to 11 trylionów dolarów. (6) Mimo tych obliczeń, czynności domowe, wykonywane w ramach rodziny pozostają nieopłacane. 

W tak ukształtowanych relacjach społecznych, dom jest dla osoby wykonującej pracę opiekuńczą tym czym fabryka dla robotnika, inaczej mówiąc '"fabryka", w której pracuje klasa robotnicza, to społeczeństwo jako całość, „fabryka społeczna" (7). Robotnicy najemni muszą stale toczyć boje o swoje prawa: do podwyżki, świadczeń socjalnych, współdecydowania o sobie i zakładzie, w którym pracują a wreszcie o przejęcie zakładów pracy. Osoby pracujące w domu także muszą walczyć: o uznanie, o płace, o zniesienie podziałów miedzy robotnikami i o uspołecznienie środków produkcji jakimi są także - z perspektywy pracownika domowego - mieszkania. 

Dopóki funkcjonujemy w ramach sytemu wolnorynkowego, w którym życie każdego zależne jest od płacy, musimy walczyć o wzmacnianie pracujących poprzez poprawę ich warunków materialnych. Natomiast pozbawianie gospodarstw domowych łatwego dostępu do tanich mieszkań, to nic innego jak odbieranie im jedynego wynagrodzenia za wykonywaną całe życie pracę, bez której kapitalistyczny sposób produkcji nie mógłby być odtwarzany. Musimy zmienić postrzeganie postulatu dotyczącego dostępu do tanich mieszkań jako zachcianki "roszczeniowych nierobów". Musimy głośno mówić, że postulat ten wychodzi od PRACOWNIKÓW, których codzienny wysiłek należy uznać za pracę wymagającą godnej formy wynagrodzenia. Za lata darmowej pracy domowej i opiekuńczej, mieszkania nam się bezwzględnie należą!  

Batalia o łatwy dostęp do taniego budownictwa nie sprowadza się zatem tylko do sporu o to, ile mieszkań komunalnych wybuduje miasto i kto będzie upoważniony do tego, żeby w nich mieszkać. Jest to walka o przejęcie kontroli nad swoim życiem; walka o zerwanie niekończących się sieci zależności między lokatorami a narzucającymi wysokie czynsze właścicielami, spółdzielniami, urzędami miast, deweloperami czy opieką społeczną. W końcu, jest to walka o inną organizację społeczeństwa; o społeczeństwo, w którym praca opiekuńcza nie jest niewolniczym obowiązkiem kobiet, darmowo wykonywanym przez całe ich życie. Społeczeństwo, w którym dach nad głową nie jest bezcennym luksusowym towarem, o który zmuszeni jesteśmy walczyć na śmierć i życie, i który staje się źródłem głębokich podziałów między ludźmi. Jest to walka o społeczeństwo, w którym liczy się człowiek a nie zysk, dom natomiast jest powszechnie dostępnym dobrem wspólnym, umożliwiającym każdemu godne życie, rozwój i niezależność.  


1) „Ubóstwo i wykluczenie społeczne w Polsce”, Raport krajowy Polskiej Koalicji Social Watch i Polskiego Komitetu European Anti-Poverty Network, dostępny na www.kph.org.pl

2) S. James, M. Dalla Costa, The power of women and the subversion of the community, Falling Wall Press, Bristol 1972

3) Ch. Delphy, Wróg Zasadniczy, przeł. M. Solarska, M. Borowicz, (w:) E. Dobosz (red.), Francuski materializm feministyczny, Instytut Historii UAM, Poznań 2007, s. 71

4) Ibidem, s. 85.

5) Ibidem, s. 73

6) Interdyscyplinarna Grupa Gender Studies, Niewidzilana gospodarka, niewidzialana praca, niewidzialny dochód, Wrocław 2011

7) H.Cleaver, Polityczne czytanie kapitału, książka ukaże się wkrótce nakładem Oficyny Wydawniczej Bractwa "Trojka".



Więcej informacji na temat pracy reprodukcyjnej szukaj w Przeglądzie Anarchistycznym numery 11 i 12 oraz na stronie www.ekologiasztuka.pl

W wywiadzie, udzielonym dziennikowi Rzeczpospolita i publikowanym przez większość krajowych mediów korporacyjnych, prezes Business Centre Club, jednej z największych organizacji polskich kapitalistów, Marek Goliszewski krytykuje rząd Platformy Obywatelskiej i grozi, że w razie odrzucenia postulatów wielkiego biznesu partia ta utracić może poparcie finansowych elit.

Prezes stowarzyszenia kapitalistów uważa, że dalszy wzrost długu publicznego doprowadzi wkrótce do przekroczenia zapisanych w konstytucji progów zadłużenia państwa i w konsekwencji zmusi władze do drastycznych oszczędności w wydatkach na cele społeczne, które z kolei doprowadzą do protestów na skalę znaną z Grecji.

Przeciwko G8

10 maja 2002 r. Dział: Archiwalia

Państwo i globalny kapitalizm są źródłem biedy, bezrobocia i pogarszających się warunków życia, coraz gorszego dostępu do opieki zdrowotnej i edukacji dla szerokich warstw społecznych. Globalny kapitalizm tworzy nierówności które zmuszają miliony ludzi z Trzeciego Świata do podjęcia prób migracji do bogatego Zachodu. Koncerny międzynarodowe dążą do maksymalnego obniżenia płac swoich pracowników przez przenoszenie fabryk do krajów, gdzie reżim autorytarny nie pozwala tworzyć związków zawodowych, lub zatrudniając zdesperowanych "nielegalnych" imigrantów którzy zmuszeni są pracować za grosze.