Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-

11 listopada - zwycięstwo i klęska

Blokada marszu nacjonalistów Blokada marszu nacjonalistów
11 listopada blokując w Warszawie marsz skrajnej prawicy wspieranej przez neofaszystów odnieśliśmy zarówno zwycięstwo jak i ponieśliśmy klęskę. Skrajna prawica pokazała swoje prawdziwe oblicze - bojówkarzy zainteresowanych jedynie niszczeniem, atakowaniem wszystkich, którzy nie podzielają ich poglądów. Zaprezentowała się również jako połączenie stadionowych zadymiarzy z kółkiem historycznym imienia Romana Dmowskiego. Z drugiej strony również niektóre działania koalicji 11 listopada blokującej tak zwany Marsz Niepodległości były co najmniej dyskusyjne.

Dlaczego klęska?


Nie ma co udawać, że skala tegorocznej antyfaszystowskiej mobilizacji była wystarczająca. Półtora tysiąca osób to dosyć mało i widać było, że wiele środowisk wchodzących w skład koalicji nie przyłożyło się do wystawienia większej reprezentacji. Na przykład OPZZ - jedna z największych central związkowych tradycyjnie już popiera różne przedsięwzięcia aby później przysyłać na akcję kilkuosobową reprezentację z flagą. Bez wątpienia wiele osób od udziału w blokadzie odstraszyła atmosfera konfrontacji oraz pojawiające się na forach obu stron starcia wypowiedzi. Warto pamiętać na przyszłość, że otwarte fora są przeglądane nie tylko przez aktywistów i przypadkowych czytelników, ale również służby specjalne oraz dziennikarzy. Prasa szukając sensacji podchwyciła historyjkę o tysiącach bojówkarzy niemieckiej Antify wybierających się na 11 listopada do Warszawy. Dziennikarze "Rzeczpospolitej" szerzyli katastrofalne wizje niemieckiego najazdu, jednocześnie otwarcie promując marsz skrajnej prawicy. Inne media także zauważyły sensacyjną wiadomość, a wiadomo, że takie są w cenie, ponieważ podnoszą sprzedaż lub oglądalność. Przy tej okazji okazało się jakim "wartościowym" sojusznikiem antyfaszystów jest "Gazeta Wyborcza". Owo "postępowe" medium szerzyło taką samą panikę.

W efekcie gdy niewielka grupa niemieckich antyfaszystów pojawiła się w Warszawie była zapewne od początku na oku policji i zakończyło się to aresztowaniem jej członków jeszcze przed właściwą blokadą. Dalsze wspólne działania z gośćmi z zagranicy trzeba na przyszłość lepiej przemyśleć, tak aby niepotrzebnie ich nie narażać, a jeśli możliwe nie ujawniać nawet wcześniej obecności.

Niewątpliwie klęską było również to, że do wsparcia blokady nie udało się pozyskać wszystkich środowisk lewicowych. Część z nich obraziła się nie wiedząc skąd czerpiąc informację jakoby blokady organizowało środowisko "Gazety Wyborczej". Mieliśmy więc absurdalne oświadczenia w stylu "ani marsz ani blokada". W sytuacji w której wiadomo było, że do Warszawy wybierają się neofaszyści stanowiły one kapitulację przed skrajna prawicą.

W ten sam nurt wpisuje się opinia Piotra Ikonowicza, według którego po stronie Marszu Niepodległości stoją wykluczeni, a po stronie blokady bogaci. W dodatku przytacza przy tej okazji, już po raz kolejny, wiersz Pier Paolo Pasoliniego "Nienawidzę was, drodzy studenci" powielający mit policjantów jako "robotników w mundurach" - ideę która w przeszłości nie raz doprowadziła do klęski lewicy.

Ikonowicz zaprezentował również bardzo ryzykowna tezę jakoby kibole byli reprezentantami wykluczonych. O ile można wśród nich znaleźć rzeczywiście ludzi biednych, z marginesu, to ich liderami są zwykle ludzie robiący własne biznesy, niekoniecznie legalne. Dla nich przewodzenie bojówce jest szansą na dorobienie, obstawianie bramek w nocnych klubach, czy robienie pieniędzy dzięki współpracy z działaczami sportowymi. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę ubogich pseudokibiców, często faktycznie demonizowanych oraz traktowanych z góry jako przestępcy, to specyfika ich grupy sprawia, że poza zadymą oraz ulubionym klubem piłkarskim, choć to drugie też nie zawsze, niewiele ją interesuje. O ile z prospołecznym przekazem da się dotrzeć do ludzi biednych od czasu do czasu powtarzających antysemickie lub nacjonalistyczne bzdury, to pseudokibice pozostają poza zasięgiem. Społeczny przekaz jest dla nich po prostu zbyt trudny. W przeszłości z tego typu środowisk rekrutowała się Czarna Sotnia czy bojówkarze SA.

Druga strona nie miała takich oporów moralnych i wątpliwości co do słuszności swoich działań jak niektórzy z nas. Wahający się jest natomiast podczas mobilizacji oraz walki zawsze na gorszej pozycji.

Dlaczego zwycięstwo?


Mimo wszelkich wad oraz popełnionych błędów blokada Marszu Niepodległości odniosła także pewne sukcesy. Celem nacjonalistów i neofaszystów było 11 listopada wejście do mainstreamu. Wydali masę pieniędzy na kolorowe plakaty na kredowym papierze i dobrze byłoby sprawdzić skąd marginalne ruchy polityczne znalazły na to fundusze. Wizerunek Marszu miał być maksymalnie złagodzony. Z plakatu spoglądała para młodych japiszonów otoczonych przez postaci historyczne. Nacjonalizm miał być utożsamiony z "nowoczesnym patriotyzmem", grzecznymi chłopcami i dziewczynkami demonstrującymi pod biało czerwonymi flagami. Oficjalnie miało nie być agresji, rasizmu czy faszyzmu. Ten medialny wizerunek wytrzymał jakieś 15 minut do momentu w którym kibole zaatakowali policję, a następnie rozpoczęła się regularna bitwa. Nic tak skutecznie nie zniechęciło mieszkańców Warszawy do "idei narodowych" jak powybijane szyby, zniszczone samochody oraz mienie publiczne. Tłumaczenie przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej i ONR o tym, że odcinają się od przemocy każdy normalny człowiek odbiera dziś w kategoriach żartu.

Nie jest też prawdą lansowana przez niektórych komentatorów teza jakoby w Warszawie 11 listopada odbyła się masowa demonstracja niezadowolenia społecznego pod hasłami narodowymi. Po pierwsze wśród popierających Marsz "autorytetów" znaleźli się paleoliberał Janusz Korwin Mikre i inny neoliberalny ekstremista - Rafał Ziemkiewicz. Uczestnicy demonstracji prezentowali natomiast najprzeróżniejsze poglądy gospodarcze, a w dużej części nie mieli żadnych. Po drugie znaczną część jej uczestników stanowili kibole których ideą jest przemoc i zadyma. Po trzecie wielu innych uczestników to hobbyści historii ruchu narodowego, mobilizujący się raz do roku na 11 listopada.

Wydaje mi się, że tegoroczny marsz był szczytem tego na co stać skrajną prawicę w Polsce. Przeciętny Kowalski będzie się w przyszłości bał uczestniczyć w tego typu wydarzeniach. Nie będzie sobie nawet życzył wizyty w Warszawie band agresywnych pseudokibiców zakłócających mu spacery podczas długiego weekendu i gotowych zaatakować również przypadkowych przechodniów.

Wydarzenia podczas Marszu obnażyły również hipokryzję popierających go "autorytetów". Rafał Ziemkiewicz i inni "poważni" komentatorzy będą musieli wspiąć się na wyżyny talentu twórców fantastyki aby nie być kojarzonymi z zadymą i niszczeniem miasta.

Wbrew pozorom sama blokada marszu neofaszystów w tym roku miała lewicowy, społeczny charakter. Próbujący promować się przy jej okazji Ryszard Kalisz został przez samych demonstrantów wyproszony z platformy, z której przemawiali mówcy i puszczano muzykę. Seweryn Blumsztajn, uważany przez prawicowych komentatorów za pomysłodawcę blokad, został w tym roku przyjęty bardzo chłodno, gdyż jego gazeta przyłączyła się do nagonki na antyfaszystów. Podczas blokady były prezentowane również transparenty nawiązujące do tego, że faszyści są pożytecznymi idiotami kapitalistów.

Okazało się również, że antyfaszyści nie są bezbronni i co najmniej kilku odważniejszych (lub głupszych) faszystowskich bojówkarzy, próbujących atakować blokadę, nie zaliczy tego dnia do udanych.

Czas testu


Teraz czeka nas czas testu. Politycy głównego nurtu po zamieszkach 11 listopada zaczęli ponownie czynić zakusy na zaostrzenie prawa dotyczącego zgromadzeń publicznych. Hanna Gronkiewicz-Waltz, znana ze swych antydemokratycznych ciągot, wspomniała nawet o możliwości wprowadzenia zakazu demonstrowania bezpośrednio przed gmachami publicznymi. Rozpoczęła się również dyskusja o wprowadzeniu zakazu zakrywania twarzy. To dawałoby policji niemal nieograniczone prawo do delegalizowania niemal każdej demonstracji. Szaliki w zimie - delegalizacja, okulary przeciwsłoneczne w lecie - delegalizacja, happening z udziałem ludzi przebranych za znanych polityków - delegalizacja. Jeśli politycznym elitom się uda tak już niedługo może wyglądać nasza rzeczywistość. Kibole wystąpili więc w roli pożytecznych idiotów elit politycznych. Po raz kolejny po ekscesach tej delikatnie mówiąc niezbyt lubianej grupy można ograniczać prawa obywatelskie i demokrację uzasadniając to dbałością o bezpieczeństwo. Zastanawia mnie wręcz czy nieskorzystanie przez władze Warszawy z obecnego prawa, umożliwiającego zdelegalizowanie zgromadzenia grożącego bezpieczeństwu, nie było elementem planu mającego tworzyć społeczne przyzwolenie na zaostrzanie regulacji pod hasłem, że "obecne prawo jest zbyt liberalne".

Po 11 listopada nie możemy zapaść do przyszłego roku w sen. Trwają konflikty społeczne ważniejsze niż okolicznościowa blokada. Również w czasie ich trwania możemy blokować faszystom dostęp do środowisk pracowniczych, lokatorskich, czy innych niezadowolonych z obecnego systemu. Dlatego trzeba pokazywać ludziom, że to społeczna lewica, a nie skrajna, szowinistyczna prawica, broni ich praw. 11 listopada się skończył, czas na dalsza wytężona pracę. Antyfaszyzm nie polega na współpracy z państwem oraz elitami jak widzieliby to niektórzy politycy oraz zajmujące się tematem NGO’sy. Antyfaszyzm albo jest społeczny, klasowy, albo nie ma go wcale.

Piotr Ciszewski (opublikowano na lewica.pl)
Redakcja

Redakcja

Strona www: www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.