Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły / Zapowiedzi /
A+ R A-

Rozbrat na facebooku

20 stycznia 2014 r. Dział: Wielkopolskie

Zapraszamy do polubienia oficjalnego fanpage`u Rozbratu. Pomimo kontrowersji, związanych chociażby z możliwościami inwigilacji i ograniczania prywatności przez portale społecznościowe, postanowiliśmy uruchomić nasz oficjalny fanpage na facebooku.

 

Znajdziecie tam zarówno informacje, które pojawiają się na stronie rozbrat.org, ale również niusy i wydarzenia związane z działaniami poznańskiego środowiska wolnościowego m.in poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej.

 

Zachęcając do polubienia, jednocześnie zapraszamy do działalności poza gęstymi sieciami portali społecznościowych. Problemów społecznych, arogancji władzy, brutalności policji, neofaszystowskiej propagandy, wyzysku szefów czy eksmisji na bruk nie powstrzymamy poprzez klikanie „lubię to”.

Odszedł nasz przyjaciel

23 września 2013 r. Dział: Wielkopolskie

Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o tragicznej śmierci naszego przyjaciela Karola Lubińskiego, uczestnika Federacji Anarchistycznej sekcja Poznań, Kolektywu Rozbrat, antyfaszysty.  

Karol inicjował protest przeciwko komercjalizacji edukacji w ramach tzw. procesu bolońskiego (inicjatywa UŁAM), angażował się w akcje antyfaszystowskie, liczne protesty w obronie praw pracowniczych, działania w obronie lokatorów. Zawsze stał na pierwszej linii frontu, bez względu na konsekwencje. Kilkukrotnie za swoje zaangażowanie odpowiadał przed sądem, m.in. po blokadzie eksmisji w Nowej Soli, okupację poznańskiego biura PO, w toku była jego sprawa sądowa związana z udziałem w blokadzie eksmisji rodziny Jenczów w Poznaniu. 

Brał udział w codziennym życiu Kolektywu Rozbrat, czynnie wspierał akcje w obronie skłotu Rozbrat – przez pewien okres był jego mieszkańcem – współorganizował i uczestniczył w wielu koncertach, spotkaniach i innych wydarzeniach kulturalnych odbywających się na Rozbracie.

Często wyjeżdżał na pikiety i demonstracje by wspierać towarzyszy z innych części Polski.  

Zapamiętamy Karola jako zawsze uśmiechniętego, pełnego pasji i gotowości do działania kolegę, który wierzył w to co robi, na którego zawsze można było liczyć w niejednej kryzysowej sytuacji.

Najgłębsze wyrazy współczucia składamy jego rodzinie oraz narzeczonej, z którą wspólnie wychowywał 6-letniego pasierba. Łącząc się w smutku pragniemy by na zawsze został w naszej pamięci.

16 lipca roku 2011 na poznańskim skłocie Rozbrat, w klubie anarchistycznym, odbyła się minikonferencja na temat cenzury w Internecie.

Prelegentami byli Błażej Kaczorowski (były prezes Partii Piratów) oraz Michał „Rysiek” Woźniak (działający w Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania oraz Fundacji Panoptykon).

Konferencję rozpoczął Kaczorowski, którego prezentacja dotyczyła prób (udanych bądź nieudanych) wprowadzenia cenzury w Internecie na przykładach różnych krajów.

Pierwszym omówionym krajem była Polska, gdzie w roku 2009 próbowano wprowadzić ustawę antyhazardową, która mogła prowadzić do cenzury w ramach delegalizacji hazardu, mającej objąć również Internet. Ta cenzura miała działać na zasadzie rejestru stron zakazanych oraz domen, do których dostęp miał być uniemożliwiony. Pojawiały się również pomysły cenzury pod pretekstem blokowania treści o charakterze pedofilskim (m. in. Wypowiedź posła Brejzy o konieczności delegalizacji sieci TOR), także na zasadzie rejestru. Pomysł został zablokowany przy protestach polskich Internautów.

Wspomniany był także przykład francuskiej ustawy HADOPI (Haute Autorité pour la diffusion des œuvres et la protection des droits sur Internet), na mocy której każdemu Internaucie podejrzanemu o łamanie praw autorskich wysyłane były ostrzegawcze listy. Po otrzymaniu trzeciego listu odcinany był dostęp do Internetu. W ramach tego prawa znaleziono 18 mln osób (czyli ok. 1/4 ludności we Francji) łamiących francuskie prawa własności intelektualnej. Listy ostrzegawcze wysłano jednak do miliona wylosowanych Internautów, gdyż zabrakło odpowiedniej ilości urzędników – gratulujemy!

Przedstawione było porozumienie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), mające na celu walkę z naruszeniami praw własności intelektualnej. Porozumienie to jest obecnie negocjowane, nie wprowadzone jeszcze w życie i tajne (tylko teoretycznie, dzięki Wikileaks).

Krótko omówiony był również system cenzury w Chinach. Jest to jedyny kraj, w którym działa w miarę sprawnie działający system, choć i tu zdarzają się przykłady niekonsekwencji w działaniu. Przykładem jest chwilowa cenzura Wikipedii, zainicjowana w wyniku pojawienia się na niej słów kluczowych związanych z tematyką cenzurowaną przez chińskie władze; później cenzurę Wikipedii zawieszono. Istnieją także proste techniki, które pozwalają ominąć „chiński internetowy wielki mur”.

Kolejny prelegent, Michał Woźniak, wyjaśnił techniczną stronę omawianych tematów. Na początku wytłumaczył w jaki sposób zbudowany jest Internet i jakimi drogami wysyłane są w nim dane. Powiedział, iż Internet został zaprojektowany jako sieć zdecentralizowana, działająca pomimo zniszczenia poszczególnych punktów Omówił różnicę między protokołami HTTP i HTTPS, stwierdzając jednocześnie, że większość ruchu w Internecie, odbywająca się pierwszym (nieszyfrowanym) protokołem, jest niezwykle łatwa do odczytu dla osób postronnych. Następnie przedstawił sieć TOR oraz narzędzie HTTPS Everywhere. Stwierdził także, że Internetu nie da się całkowicie ocenzurować, gdyż takie działanie byłoby niezwykle kosztowne, spowalniające ruch w Internecie, zaś ludzie mający wiedzę z zakresu informatyki nadal mogliby opracowywać nowe sposoby łamania zabezpieczeń.

Konferencja ta wywoływała dyskusje wśród publiczności. Pojawiały się różne opinie, również tych osób, które nie prezentowały tak konsekwentnie występującego przeciw cenzurze stanowiska, jakie reprezentowali prelegenci oraz organizatorzy.

Jan Sowa jawi się jako gorliwy obrońca kultury przed wszelkimi próbami jej instrumentalizacji. Co więc mógł powiedzieć anarchistom z Rozbratu, którzy nie ukrywają, że zastanawiają się, w jaki sposób można użyć sztuki jako narzędzia do zmiany świata? Przedmioty sprzedają się dzięki statusowi. Wykonanie rzeźby diamentowej czaszki przez Damiena Hirsta kosztowało około 15 mln funtów, cena wywoławcza wyniosła już natomiast 50 mln.  Pomijając narzędzia zniszczenia, dzieła sztuki należą do najdroższych. Dlaczego? - Jan Sowa rzuca pytanie w przestrzeń. No właśnie, dlaczego? - pytaniem na pytanie odpowiada publika.

- Sztuka pozwala przekroczyć horyzont własnej biografii – wyjaśnia Janek - Dla Feuerbacha to oddawanie części samemu sobie przez człowieka. Sztuka nadaje materii formy zrodzone w myśli. Istotą człowieczeństwa jest twórczość. To cecha gatunkowa, bo podczas kiedy inne zwierzęta modyfikują swe środowisko, człowiek wytwarza świat w którym żyje. Takie było stanowisko młodego Marksa i z takiej właśnie perspektywy antropologicznej i humanistycznej wyrosła jego krytyka kapitalizmu, który alienuje wytwórcę od jego wytworu, czego efektem jest duchowa nędza.

Jan Sowa to łebski, oczytany facet. Rozmawiając z nim, trudno nie ulec wrażeniu, że spotykasz się zarazem z całą śmietanką towarzyską nauk humanistycznych, zarówno tych żyjących jak Jacques Ranciere, Alain Badiou czy Hillary Putnam, jak też tych, którzy już dawno przekroczyli swój „horyzont biografii”. Trudno rozpoznać, gdzie Jan Sowa cytuje innych, a gdzie mówi swoim językiem. Wydaje się, że nie ma to jednak większego znaczenia, a jego oryginalność polega na specyficznej kompilacji myśli innych według kryterium własnego zaangażowania społecznego. Doktor socjologii, psycholog, autor książek, wydawca... Zresztą sprawdźcie sobie sami w Wikipedii. Zaprosiliśmy go na Rozbrat, by poznać jego zdanie na temat politycznego znaczenia kultury.

- Kultura jest ostatnim bastionem broniącym się przed grabieżą kapitalizmu – tłumaczy Sowa - Raport Hausnera, w którym polityk forsuje zarządzanie instytucjami kultury na zasadach rynkowych jest jawną próbą zastosowania „doktryny szoku” opisanej przez Naomi Klein. Prywatyzacja, deregulacja i cięcia socjalne – rozwiązania proponowane w raporcie- to nic innego jak tak zwana „święta trójca Konsensusu Waszyngtońskiego”, uniwersalny przepis, według którego wyznawcy Miltona Friedmana prowadzą podbój planety. Kultura zaś nie działa według instrumentarium neoliberalnego. Jej naturalnym modelem jest bardziej potlacz, ekonomia daru. Wszelkie próby sprawienia, by służyła doraźnym interesom, sprawiają, że traci ona na wartości, zatraca tożsamość, zamieniając się w błahą rozrywkę.  Natomiast „coś rzeczywiście interesującego i wartościowego może powstać w kulturze jedynie w warunkach swobodnie prowadzonego eksperymentu, nie nakierowanego z góry na osiągnięcie żadnego celu”.

Kapitału społecznego, stanowiącego o realnym rozwoju społeczności, nie sposób wytworzyć, zdaniem Janka Sowy, odgórnie - administracyjnie. Znając lewicowy punkt wyjścia jego rozważań, zrozumiałe jest, że chce on uwolnić kulturę spod dyktatu władzy i pieniądza. Po uszach dostało się jednak nie tylko sektorowi publicznemu i prywatnemu, lecz także organizacjom pozarządowym. Dla Janka Sowy ngo'sy to „zmutowany bękart” pierwszego i drugiego sektora. Sednem problemu jest to, że nie różnicują źródeł dochodów na swą działalność. Uzależniają się od grantów, przez co w konsekwencji realizują one nie własną politykę a politykę władzy. Jak obserwuje Janek, zamiast pierwotnego entuzjazmu oddolnego działania u ngo'sów postępuje profesjonalizacja i manegeryzm według czysto rynkowych wzorców, co ostatecznie przemienia je w działalność kryptokapitalistyczną. Objawem instrumentalnego traktowania kultury są spektakularne, lecz krótkoterminowe akcje w postaci festiwali, których głównym zadaniem jest ściągnięcie turystów. Nawet jednak zakładając, że zależałoby nam przede wszystkim na promocji miasta, trwalej zmieniłoby jego wizerunek, podejmowanie może mniej spektakularnych, lecz bardziej ryzykownych i eksperymentalnych przedsięwzięć rozpisanych na dłuższy czas, bo to właśnie one mają potencjał kulturotwórczy, rozumiany jako tworzenie nowych wartości i znaczeń.

Warto wysłuchać konstruktywnej krytyki od przyjaciela, tym bardziej może, że Janek Sowa potrafi być również samokrytyczny. Bez ogródek przyznaje, że swym projektem Goldex Poldex, szukając taniego lokum w pobliżu centrum Krakowa, stał się wraz z przyjaciółmi awangardą gentryfikacji, nie potrafiąc przełamać, jak to ładnie nazywa „gry w klasy”. Poniżej przytaczam fragment jego tekstu odnoszący się m.in. do działalności Rozbratu:

„W reakcji między innymi na korupcję trzeciego sektora powstaje coś, co czasem nazywa się 'czwartym sektorem'. Tworzą go niesformalizowane inicjatywy społeczno- kulturalne (czasem również i wymiarze politycznym). Najlepszym tego przykładem są skłoty i podobne do nich na wpół hobbystyczne galerie, świetlice lub 'domy kultury', które znaleźć można w dużych miastach na całym świecie: poznański Rozbrat, warszawska Elba, paryskie Electron Libre i Les Frigos, kolektywy takie jak Pachamama czy Lavaca w Buenos Aires, postindustrialne przestrzenie w nowojorskim DUMBO itp. W przeciwieństwie do często zbanalizowanych i koniunkturalnych działań trzeciego sektora tego rodzaju inicjatywy niosą ze sobą orzeźwiającą szczerość i autentyzm. Mają też jednak wiele słabych stron. Nie chodzi nawet o 'dyskurs artystycznej jakości, z punktu widzenia którego większość 'niezależnej (czy to słowo jeszcze coś znaczy?) kultury jest niewiele warta. Nie jest trudno pokazać, że dyskurs ten służy przede wszystkim afirmowaniu społecznych dystynkcji i nie chodzi w nim głównie o artystyczną wartość, ale o podkreślenie podziałów klasowych, z tym że w oparciu nie o kryteria materialne, ale o nierówną dystrybucję kapitału symbolicznego. Większym problemem jest raczej to, że czwarty sektor za bardzo definiuje swoją tożsamość poprzez procedury czysto negatywne i ekskluzywne, służące przede wszystkim utwierdzeniu się w poczuciu własnej moralnej wyższości: Z tymi nie współpracujemy, tych nie chcemy tu widzieć itd. W efekcie 'niezależność' polega na tym, że grupa kilkunastu lub kilkudziesięciu osób bije w kółko sobie samym brawo i organizuje imprezy, w których wbrew radykalnym deklaracjom chodzi tylko o potwierdzenie grupowej tożsamości.” [Jan Sowa: „Goldex Poldex Madafaka, czyli raport z (oblężonego) pi sektora”, fragment z Europejskie polityki kulturalne 2015]

Jak zapewne zauważyliście, Jan Sowa jawi się jako gorliwy obrońca kultury przed wszelkimi próbami jej instrumentalizacji. Co więc mógł powiedzieć anarchistom z Rozbratu, którzy nie ukrywają, że zastanawiają się, w jaki sposób można użyć sztuki jako narzędzia do zmiany świata?

To nie jest właściwe do tego narzędzie – odpowiadał nam Janek - Sztuka może być bardzo użyteczna dla badacza, w celu zrozumienia współczesnego świata, nie jest natomiast w żadnym razie narzędziem do zmiany świata. Jeśli interesuje was prawda i kształtowanie za jej pomocą rzeczywistości, to już dużo lepszym punktem wyjścia jest na przykład profesja dziennikarza.

- Co jednak z sztuką krytyczną? Czy działalność na przykład Wodiczki czy Libery nie jest przykładem na to, że można skutecznie połączyć sztukę wysoką z zaangażowaniem społeczno- politycznym?

- Zauważcie – mówił Sowa - że w świecie sztuki jest to zaledwie kilka nazwisk, artyści krytyczni stanowią niewielki procent artystów w ogóle. Byłoby myśleniem życzeniowym wyobrażać sobie, że mogłoby być  inaczej. Akurat w tej kwestii artyści nie stanowią jakiegoś wyjątku i buntowników można wśród nich znaleźć tylu, co proporcjonalnie w całym społeczeństwie.

- Co jest wobec tego, twoim zdaniem- zapytaliśmy -  realnym motorem rewolucyjnej zmiany?

- Wydaje mi się, że znakomitą odpowiedź na to pytanie udzieliła Naomi Klein w swoim dokumencie „The Take” opisującym jak bezrobotni wyniku kryzysu pracownicy, zajęli zamkniętą fabrykę - mówił Janek - Podstawowym zagadnieniem w walce z kapitalizmem jest własność i jej przejęcie.

- Czy w takim razie nie warto się zastanowić jak mogłoby wyglądać przejecie własności w sferze znaczeń produkowanych przez kulturę? - pytaliśmy, mając na myśli nasze ulubione praktyki partyzantki komunikacyjnej polegającej na grze z kodem dominującej kultury.

Jan Sowa doskonale rozumie zagrożenia płynące z sojuszu nacjonalizmu z kapitalizmem i aprobuje wobec tego wywrotowe praktyki na polu kultury. Mimo to upiera się, że nie jest to najwłaściwszy dla nas kierunek działania. Sztuka, zauważcie – mówił - z samej swej nazwy sugeruje, że jest czymś sztucznym, w tym sensie, że wtórnym wobec świata, jest jego odbiciem. Sztuka polega na agregacji znaczeń, dzieło sztuki jest więc ze swej natury wieloznaczne. Wykastrowawszy ją z tej wieloznaczności otrzymać możemy zaledwie coś na kształt propagandy czy reklamy.

- Nie sposób zaprzeczyć, że sztuka jest zajęciem elitarnym, gdzie posiadanie kapitału kulturowego jest w korelacji z posiadaniem kapitału ekonomicznego. Większość społeczeństwa nie jest w stanie rozpoznać nawet dzieła sztuki, nie mówiąc o zrozumieniu go. Nie jest to jednak w żadnym razie winą sztuki, lecz panujących relacji społecznych. Prawdziwa zmiana opiera się na zmianie stosunków społecznych w dziedzinie własności- powtarzał Janek – także dla dobra samej kultury.

- Czy sztuka ma moc tworzenia alternatyw wobec tego systemu? - zapytaliśmy pod koniec.

Janek Sowa w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko – Ależ tak, choć nie tak jak myślicie; sztuka jest żywym odzwierciedleniem tego, czym będziemy zajmować się po rewolucji.
(luk)

WŁADZA WYKLUCZA – WYKLUCZMY WŁADZĘ. Inwigilacja, dyskusja i koncert

8 lipca ROZBRAT, ul. Pułaskiego 21 a, wstęp wolny

17.00. SZTUKA INWIGILACJI

17.00. DYSKUSJA O SZTUCE WYKLUCZANIA

Mainstreamowy dyskurs ujawnia się nam pod postacią retoryki:„cudu gospodarczego”, „sukcesu transformacji”, „modernizacji”, czy ogólnie mieszczańskiego „samozadowolenia”. Powszechnie akceptowane narracje spychają zagadnienia takie jak: bezdomność, bezrobocie, nierówności dochodowe, śmieciowe formy zatrudnienia do kwestii o charakterze marginalnym, chociaż nimi nie są. Podobnie dzieje się z prostytucją, narkomanią, alkoholizmem, więziennictwem, które prezentuje nam się jako przede wszystkim problemy o charakterze indywidualnym, a nie społecznym. Naszym celem jest wskazanie na procesy wykluczenia społecznego uruchomione przez władzę, rozumianą nie tylko jako „administracja państwowa”, która niedostatecznie zawraca uwagę na „ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa”, ale przede wszystkim jako hierarchiczno-klasową strukturę ustanawiającą dominację polityczną i/lub ekonomiczną. Rola państwa w takim przypadku sprowadza się do usankcjonowania strukturalnych nierówności, a rolą dominującej kultury jest zawoalować istniejące nierówności, sprzeczności i konflikt.

Jaka jest rola sztuki? Czy komercjalizacja sztuki, pochłonięcie jej przez mainstreamowy sposób myślenia nie pozbawiło jej całkowicie możliwości krytycznych? Czy dziś jest tylko możliwa sztuka uprawiana pod dyktando prywatnego i państwowego mecenatu, wymagającego aby ewentualna krytyka prowadzona była w określonych ramach i nie wychodziła poza „standard”? Czy „opłacona przez mecenasów” współczesna sztuka jest konformistyczna, czy też potrafi się przeciwstawić władzy? Jeżeli ma potencjał emancypacyjny, to dlaczego rozmawiamy o „marginalizacji”, „wykluczeniu” i „reformach”, a nie rozmawiamy o „podziałach klasowych”, „dominacji politycznej, ekonomicznej” i „rewolucji”? Dlaczego sztuka jest w stanie wygenerować event, który przyciąga bogatych do niektórych biedniejszych kwartałów miast (stając się częścią procesów gentryfikacji), a tak rzadko podejmuje działania otwierające zamknięte dzielnice i ekskluzywne miejsce dla „miejskiej biedoty”? Dlaczego współczesna sztuka jest tak koniunkturalna politycznie, a artyści tak często przewidywalni w swoich działaniach? Dlaczego są tak egocentryczni i mało wyczuleni na problemy społeczne? Czy sztuka uzasadnia klasowe podziały i nierówności? Czy dziś to nie jest jej podstawowy sens istnienia?

Udział biorą: Michał Iwański, Rafał Jakubowicz, Ewa Mikina

Prowadzenie: Jarosław Urbański

Po dyskusji koncert Hati

Od pół roku mieszkańcem Rozbratu jest Stas Poczobut, brat Andrzeja Poczobuta, któremu obecnie grozi 4 lata więzienia za obrazę prezydenta Łukaszenki (sprawę tę nagłaśniają oficjalne media). Nasze kontakty rozpoczęły się już w połowie lat 90. drogą korespondencyjną. W 1998 r. Stas oraz jego brat Andrzej wraz z innymi muzykami z zespołu Deviation, zagrali u nas koncert (Andrzej grał wtedy na gitarze basowej, Stas do dziś jest w nim wokalistą). Rok później Stas przyjechał na Rozbrat na wykład o ruchu anarchistycznym na Białorusi, z którym utożsamia się od wielu lat.

W 2003 r. do Polski dotarły wiadomości o pobiciu do utraty przytomności Stasa przez funkcjonariuszy milicji w Grodnie. W ostatnich latach był sześciokrotnie aresztowany na kilkanaście dni za rzekome „drobne wykroczenia”, m.in. gdy organizował w 2006 r. akcję solidarnościową z więźniami politycznymi oraz krewnymi zaginionych polityków, działaczy społecznych i dziennikarzy. W 2010 r., jeszcze zanim się do nas wprowadził, zorganizowaliśmy z nim kolejne spotkanie na temat powyborczych protestów oraz sytuacji na Białorusi (relacja ze spotkania). 

Teraz rozmawiamy o ostatnich protestach na Białorusi, kryzysie ekonomicznym, ruchu wolnościowym, ale również o sytuacji jego brata.


Sytuacja na Białorusi zaognia się z dnia na dzień. Po grudniowych wyborach widać, że władza drży w posadach. Czy to wynik wzrostu świadomości społecznej, że Łukaszenka to dyktator, czy może efekt fali światowego kryzysu, który tylko nałożył się na wybory i pękniecie w białoruskich elitach?

Pękła gospodarka, ta, która była przez tak długi czas sterowana centralnie. Opozycja o tym mówiła tak długo, że już nikt nie wierzył... Przed wyborami prezydent zwiększył zarobki i nagle te zarobki w ciągu trzech miesięcy straciły wiele na wartości. Ludzie próbują je jakoś zamrozić, ale państwo nie gra fair. Znika waluta z kantorów, podrożało paliwo z 3200 rubla za litr 98, do 5200 itd.

Wybuchły przeciwko temu protesty, które są teraz brutalnie rozganiane. Zaczęły się oddolnie, na różnych ich etapach do protestu dołączali kolejni aktywiści opozycyjni. Ważne jest tutaj to, że te protesty nie przerodziły się w demonstracje partii opozycyjnych. Teraz protestują ci, którym zabrano wygodne życie. Przez dłuższy czas na Białorusi opozycyjne wiece wyglądały tak samo, tylko co roku coraz mniej ludzi brało w nich udział. Teraz protestują ci, którzy choć w zeszłych sfałszowanych wyborach nie głosowali na Łukaszenkę, to posiadali imitację stabilności i kredyt do spłacenia. I nagle okazało się, że kredyt nie tak łatwo spłacić, a posiadanie stałej pracy nie wystarczy. Teraz buntują się ludzie, którzy swoją odrazę do reżimu ukrywali w czterech ścianach swoich mieszkań. Od roku 2000 widzimy wyraźny kryzys w ruchu opozycyjnym – w tym temacie nic się nie zmieniło. Moim zdaniem partie i stowarzyszenia demokratyczne są tak inwigilowane przez służby specjalne, że nie są zdolne do ruchów, które byłyby dla władz niespodziewane. Są maksymalnie skłóceni po części przez ambicje liderów, po części dzięki umiejętnej prowokacji KGB oraz z powodu zdławienia wolnych mediów.

Jak głęboki jest kryzys, w jakiej sferze on się przejawia najbardziej?

Przez ostatnie trzy miesiące rubel białoruski stracił prawie dwukrotnie w stosunku do dolara. Ze sklepów zaczynają znikać produkty. Ceny zagranicznych papierosów zmieniają się cały czas. Ostatni raz na Białorusi coś takiego mogliśmy obserwować za czasów ZSRR. Proszek do prania, kasze, pampersy – wszystkie przedmioty codziennego użytku – podrożały trzykrotnie w ciągu trzech miesięcy. Część ludzi, która mieszka przy granicy, próbowała upłynnić te pieniądze, których władza nie pozwalała wymienić na dolary: przewozili paliwo, alkohol, papierosy na sprzedaż do Polski i kupowali walutę. Ale wtedy Łukaszenko wprowadził zmiany o ilości wwożonego paliwa... Ludzie zorganizowali spontaniczną demonstrację na granicy: zebrało się 900 osób, policja przyjechała, rozpierdoliła wszystkich, zatrzymała większą część. Najbardziej odczuje kryzys ta część ludności, która wzięła kredyt w walucie zagranicznej, co było bardzo popularyzowane. Te kredyty są teraz dwa razy droższe. Wszystko dlatego, że Łukaszenka przed wyborami dodrukował masę pieniędzy...

Jak rząd próbuje sobie z tym radzić?


Rząd? Szukają kredytów, na nic innego ich nie stać, choć zepsute stosunki z Europą i Ameryką po sfałszowanych wyborach nie ułatwiają im tego zadania. Rosja teraz już nie chce dawać kredytu za piękne oczy. MFW raczej też nie da, bo nie zostały wykonane warunki ostatniego kredytu. Teraz będzie handel z Rosją, odsprzedanie większych zakładów i może przejście na rosyjski rubel.

Czy jest realne, by Łukaszenka oddał władze w inteligentniejszy sposób niż przewrót rękami KGB? Bo chyba nikt nie liczy na ruch demokratyczny...


Ja nie wierzę, żeby Łukaszenko oddał władzę dobrowolnie. Stawiam na szerszy ruch społeczny, który da sobie radę, jeśli partie nie spróbują go osiodłać. Na przykład, ostatnie demonstracje zwoływane przez Facebook co środę wywołały taką histerię u władzy, że przyjęli ustawę zabraniającą zbieranie się ludzi na centralnych placach i ulicach. Przed akcjami te place są zamykane przez AMAP (ZOMO). W Grodnie zatrzymano 30 osób, w Mińsku zablokowali cały plac i zaczęli aresztować ludzi. A te protesty działy się jednak we wszystkich miastach i miasteczkach, nawet jeśli wychodziło tylko 10 osób.

Jakakolwiek próba kontroli tego ruchu przez jedną siłę polityczną, choćby anarchistów, doprowadzi do jego osłabienia. Teraz jest to ruch oddolny i w tym jest jego siła. Przez to jest nieuchwytny dla KGB i trudny do manipulowania. Dzięki temu, że jest bez własnej symboliki, każdy wkurwiony na reżim może odbierać go jak własny. 

Podczas tych protestów nie wznosi się żadnych haseł. Chodzi o to, żeby ludzie nie robili nic niezgodnego z prawem, tylko wyszli i zobaczyli, ilu jest takich, którzy się nie godzą na ten reżim. Bez znaczków partyjnych, bez sztandarów. Władze zamykają całe kanały w Internecie, ludzie teraz gromadzą się poprzez vkontakte, rosyjski odpowiednik Facebooka. 

Czy dużo osób ma na Białorusi dostęp do Internetu?

Tak, dużo, już od dawna. Oprócz tego dostępne są kafejki internetowe, choć aby z nich skorzystać musisz mieć paszport i spisują twoje dane. Ale jeszcze nie skazują za to, co oglądasz...

Czy w tym ruchu odgrywają jakąś rolę lub mogą odegrać anarchiści?


Oni mogą być tylko aktywnymi uczestnikami. Te protesty są apolityczne w sensie tradycyjnej polityki. Powtarzam, każda próba stworzenia bardziej zorganizowanego ruchu doprowadzi do jego osłabienia, dlatego że zaczną go inwigilować służby. Ludzie zaczynają odbierać te akcje jako własne, a nie jako akcje opozycji i w tym jest ich siła. Nic więcej tu nie trzeba robić – to musi nabrać oddechu. Każda ingerencja będzie jak prowokacja. Obawiam się jednak, że nastąpi bardzo brutalne stłumienie tych protestów i nikt nie przyjdzie im z pomocą.

Są grupy anarchistyczne na Białorusi: w Mińsku, Brześciu, Homlu, Grodnie, które są zrzeszone w Federację Anarchistów Białorusi. Działa od 1996 r., ale nie podejmuje realnych działań od 2000 r. Rozbili się na małe grupy, dlatego że nie ma sensu organizować dużych spotkań, na nich omawiać cokolwiek, bo te informacje trafią gdzie nie trzeba. Czyli te małe grupy kontaktują się ze sobą raczej na przyjacielskich zasadach i organizują spontaniczne akcje, np. zbierają się w 60 osób i przechodzą przez miasto z transparentem, ale dzieje się to bez plakatów, bez wcześniejszych informacji, czy np. organizują się, gdy neonaziści organizują koncerty, by je przerwać.

Miesiąc temu trzech anarchistów zostało skazanych na wieloletnie kary więzienia. Jaka jest obecnie ich sytuacja?

Zostali zatrzymani po tym, jak pewna grupa anarchistyczna obrzucała koktajlami Mołotowa rosyjską ambasadę. Władzą złapała przypadkowe osoby, o których wiedzieli, że są anarchistami. Jednym z nich jest mój znajomy, Dziadok. Zatrzymano go tylko dlatego, że próbował nagłaśniać materiały, które ta anarchistyczna grupa opublikowała w Internecie: film wideo z akcji oraz manifest, że atak ambasady był aktem solidarności z uwięzionymi w Rosji obrońcami lasu w Chimkach [więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj – przyp. rozbrat.org]. Postawiono mu zarzuty udziału w tej akcji, obok pięciu innych oskarżeń: podpalenia komisariatu, udziału w proteście przed sztabem generalnym, gdy anarchiści przyszli z plakatami, transparentami i świecami dymnymi podczas ćwiczeń wojskowych, podpalenia siedziby KGB, podpalenia banku i obrzucenia koktajlami Mołotowa siedziby związków zawodowych 1 maja, za to, że kolaborują z państwem, a nie walczą o prawa pracownicze. 

Te akcje rzeczywiście miały miejsce, ale aresztowani ludzie nie mieli z nimi nic wspólnego. Druga osoba skazana to Aleń, znajomy ze starszej załogi anarchistycznej, wydającej pismo „Buntownik”. Poznaliśmy się kiedyś w Rosji na anarchistycznym obozie letnim w mieście Bakunina. 

W sumie miesiąc temu zostało skazanych 5 osób, ale trójka z nich, w tym moi znajomi, to ludzie, których śledztwo nie złamało. W ostatnim słowie przed sądem nie przyznali się do winy i głośno mówili, że ten sąd to żart. Dostali 12, 8 i 4,5 lat więzienia. Jeszcze nie wiemy, gdzie siedzą. Będziemy nagłaśniać ich miejsce pobytu i zapraszać ludzi do słania listów i pocztówek, bo naprawdę poprawi to ich sytuację w więzieniu. [Poznańskie środowisko anarchistyczne przygotowuje pocztówki z adresami zatrzymanych – więcej informacji wkrótce – przyp. rozbrat.org].

Podczas pierwszej sprawy Twojego brata, która odbyła się kilka dni temu, 15 czerwca, zatrzymano też zgromadzone przed sądem osoby związane ze środowiskiem wolnościowym.


Tak, m.in. Igora Bencera, dziennikarza i byłego rzecznika Związku Polaków na Białorusi. To on jesienią ma przyjechać na Rozbrat ze swoją kapelą Mister X. Jest działaczem antyfaszystowskim, jednym z organizatorów AGF – AntiFascist Grodno Fans, grupy antyfaszystowskiej z Grodna. Został zawinięty za działania Związku Polaków. Jego żona, Anżelika Orechwo, jest prezeską Związku. Igora skazano na 5 dni aresztu administracyjnego, ogłosił tzw. suchą głodówkę.

Na czym polega areszt administracyjny?


Trwa do 30 dni. Masz mniej praw, celę bez łóżka i bez pościeli. Możesz wychodzić na świeże powietrzne tylko raz dziennie, na 30 minut i wolno ci wziąć prysznic raz na tydzień. Jest stosowany za drobne wykroczenia, np. przeklinanie na ulicy. Ja kiedyś byłem zatrzymany 12 km za miastem, przyjechało ZOMO, aresztowało mnie, zawieźli mnie na komisariat, przyszli goście z KGB i zapisano w protokole, że szczałem pod dworcem kolejowym. Dostałem 15 dni aresztu. Już mnie sześć razy wsadzano za to, że szczałem. Już się śmiałem, że moich kolegów wsadza się za to, że przeklinają, a mnie cały czas za to, że szczam [śmiech]. Mówiłem w sądzie, że dobrze wiem, że dworzec jest najbardziej monitorowanym budynkiem, bo już tam mnie trzy razy zatrzymywano i siedziałem na pobliskim komisariacie i oglądałem te telewizorki. Domagałem się kasety z monitoringu, ale sędzia mi powiedział, że to nie może być dowód, wystarczą im zeznania dwóch zomowców. Kiedyś Igora też zwinęli za przeklinanie: było tak, że szedł ulicą i nagle podjeżdża radiowóz i pakują go do środka. Tam czterech gliniarzy. On celowo przeklął ich wszystkich soczyście, po czym spokojnie powiedział: „A teraz jedziemy chłopaki”. Teraz w Grodnie mamy europejskie warunki w więzieniu administracyjnym, wszystko po remoncie, plastikowe okna [śmiech]. Ja nigdy nie jadłem w więzieniu, wolny człowiek w niewoli nie rozmnaża się i nie je.... Ogłaszam głodówkę już przy zatrzymaniu, kiedy dają mi protokół do podpisania. Wtedy stosunek klawiszy do więźnia jest całkiem inny. Aresztowania administracyjne stosuje się często przed demonstracjami, wobec aktywistów. W zeszłym roku zatrzymali mnie tak na 5 dni przed 26 kwietnia, to jest data corocznych protestów w rocznice wybuchu elektrowni atomowej w Czarnobylu. Regularnie stosują to od czasów sześciodniowego miasteczka namiotowego w Mińsku w 2006 r., gdy spisali wszystkich i tak stworzyli kartotekę, którą wykorzystują przed demonstracjami. Po tym miasteczku namiotowym w 2006 r. też mnie zatrzymali, siedziałem 10 dni. Wtedy w Mińsku nie starczyło miejsca w więzieniach, bo zawinięto 1600 osób przez kilka dni. Zawieziono 300 z nich, w tym mnie, 60 km za Mińsk do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze, w którym wciąż wykonuje się karę śmierci. Wtedy całe trzy cele głodowały. I wtedy nie ważne było to, że ktoś jest chadekiem, demokratą, prokapitalistą czy anarchistą – wszyscy trzymali się razem.

Twój brat siedzi kolejny miesiąc. Wczoraj miał być wyrok – sprawa została przesunięte na później. Jakie są szanse na jego wyciągniecie? Co możemy zrobić?

Cztery lata więzienia – to jest maksymalny wyrok który może dostać. I tyle dostanie. Andrzej dowalił Łukaszence. Jest człowiekiem niezłomnym, więc nie będzie uczestniczył w ich targach. Nie będzie pisać listów do prezydenta o przebaczenie. Takie ruchy były mu już sugerowane przez KGB. W zamian obiecali najłagodniejszą karę. Z tego wynika, że jeżeli reżim nie padnie, to na wolność wyjdzie tylko po 4 latach.

Półżartem: czy jak Twój brat stanie się jutrzenką wolności i zostanie prezydentem wolnej Białorusi, to możemy liczyć na to, że przyjedzie z wizytą do Ciebie na Rozbrat?

[Śmiech]. Andrzej prezydentem? To chyba ostatnia rzecz, której on chce. Andrzej jest lewakiem, czasami się o to sprzeczaliśmy [śmiech]. A jeśli już, to można będzie zawiesić szyld na małej koncertowni na Rozbracie: „W tym budynku grał koncert drugi prezydent Białoruskiej Republiki” [śmiech]. Przecież tu w roku w 1998 wystąpiliśmy razem jako Deviation.

Czy chcesz wracać w przyszłości na Białoruś?

Jasne, kiedy tylko poczuję, że coś się tam zmienia, że sytuacja jest przełomowa. Nie jechałem na sprawę brata 15 czerwca z dwóch powodów: pierwszy to to, że wiedziałem, że sprawa będzie zamknięta i nikogo nie wpuszczą, a dwa, że jak wcześniej pytałem Andrzeja, jak mogę pomóc, to odpowiedział mi: jak najdłużej nie wracaj. Chodzi o to, że jakbym tylko wrócił to próbowaliby mnie wrobić np. w sprawę za narkotyki lub broń. A jeżeli teraz Łukaszenka będzie chciał pohandlować z Europą, to będzie to oznaczać, że musi wypuścić więźniów. To z kolei znaczy, że zostaną oni poproszeni o napisanie listów do prezydenta z prośbą o złagodzenie kary. Andrzej nigdy tego nie zrobi. I chcę mu oszczędzić tego, że jednego dnia zaproponują mu: piszesz list, bo inaczej twój brat pójdzie siedzieć za narkotyki. A będąc tam dzisiaj, nic nie zmienię.
Poznań to miasto anty-inteligenckie- mówił prof. Piotr Piotrowski na poniedziałkowym spotkaniu na Rozbracie. Martwe Muzeum Narodowe w Poznaniu nie ma nic do zaoferowania nawet konserwatystom. Brak nawet jednej dobrej księgarni. Posucha intelektulna – wyliczał profesor. Zauważcie, mówił, jaką hierarchię wartości zawiera Stary Browar w samej swej nazwie jako Centrum Biznesu, Handlu i Sztuki. 

Co nam z elit intelektualnych, kulturalnych czy biznesowych, ktore doprowadziły do stworzenia i uwiarygodnienia tego systemu „zarządzania” miastem (jego kulturą)? Doprowadziły do kryzysu, a dziś uzurpują sobie prawo do nadzorowania oddolnie inicjowanych prób wyjścia z tego kryzysu. Oczywiście naszym kosztem. Czy to nie czas by poszukać innych koncepcji niż ta, którą znamy z historii – twórzmy nowe elity, mające lepiej zarządzać? Pytali zgromadzeni.

To efekt nieprzerobionej do końca przez Polskę lekcji 1968 roku. Zaprzepaszczonej m.in. przez flirt opozycji z kościołem – tłumaczył Piotrowski. Nie jest to żadnym pocieszeniem, ale dzisiejsze zachłyśnięcie się neoliberalizmem przy jednoczesnym wzmocnieniu sił prawicowych to dla profesora syndrom typowy dla krajów postkomunistycznych. Profesor uważa, że kryzys kultury  jest odbiciem kryzysu inteligencji w Polsce w ogóle.  Nawet określenie „intelektualista”, jak twierdzi, ulega przesunięciu znaczeniowemu i wśród warszawskiej elity mówi się raczej, na modłę rynkową, o profesjonalistach. 

Profesor Piotr Piotrowski nie przypadkiem znalazł się na Rozbracie. W swej najnowszej książce „Agorafilia. Sztuka i demokracja w postkomunistycznej Europie”, wielokrotnie odnosi się z nieskrywaną sympatią do koncepcji demokracji agonalnej Chantal Mouffe, czyli bazującej na konflikcie, demokracji radykalnej, takiej która zmierza do demokratyzacji demokracji. Być może dlatego też forma panelu dyskusyjnego, gdzie każdy miał możliwość wyrażenia się wydawała się najodpowiedniejsza na spotkanie z profesorem. Przyznal zresztą, że dużą inspiracją do napisania rozdziału o anarchizmie było spotkanie na Rozbracie siedem lat temu.

Spotkanie na temat książki było jednak pretekstem do szerszych rozważań. Interesowało nas zainicjowanie dyskusji o tym, w jakim miejscu znajdujemy się z kulturą/sztuką i odpowiedzi, na pytania jak można wyjść z impasu prawicowego paradygmatu, który charakteryzuje sie z jednej strony liberalnym – populizmem, z drugiej konserwatywnym – zaściankiem. Jak można otworzyć kulturę, by wyjść z obłędu kapitalizmu? Jak można uciec od „kongresów kultury” i innych tym podobnych gloryfikacji władzy?

Władza organizuje kongresy, po to by stwarzać atmosferę działania. „Na jednym z kongresów organizowanych przez Lewiatana, usłyszałem wprost, że szczodrość nie jest formą dzielenia się nadwyżką, a jedynie inwestycją. Ci ludzie doskonale wiedzą, jak się ślizgać w tym świecie. Miałem okazję to zaobserwować przy okazji organizacji kilku ważnych wystaw. Kapitaliści nie są w ciemię bici, wielki biznes inwestuje w sztukę, bo na niej jako promocji zarabia. Stąd też zrobienie na przykład wystawy sztuki homoseksualnej nie było samo w sobie problemem, mały skandal jest potrzebny dla reklamy, więc potrzeba było nieco pieprzu, ale z kolei nie za dużo, tak właśnie w granicach smaku widza jako klienta”- opowiadał poprzez anegdoty o swoich doświadczeniach profesor. Profesor bronił wszakże artystów wchodzących w mezalians z władzą.  „To nie jest tak, że artyści chcą się jak najlepiej sprzedać. Artysta jest twórcą i chce przede wszystkim, by jego dzieło dotarło do jak największej liczby odbiorców”. Zastrzegał przy tym, że zwłaszcza w odniesieniu do sztuki krytycznej ryzykuje ona w takich sytuacjach rozbrojenie swego potencjału krytycznego.

Co w takim razie z przykładami gentryfikacji, w której biorą udział artyści? - pytała się jedna z osób z sali. Może należałoby inaczej finansować sztukę, zastanawiał się głośno z kolei ktoś z Rozbratu, podając analogię do finansowania sportu w Poznaniu, gdzie zainwestowano ogromny majątek w jeden obiekt sportowy, podczas gdy lepiej byłoby rozproszyć te nakłady. 

Dla Piotra Piotrowskiego jednym z rozwiązań jest przejmowanie instytucji. Sam próbował to uczynić, będąc na stanowisku dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie w zeszłym roku. Próba modernizacji zmierzyła się wówczas z konserwatywnym podejściem do roli muzeum z jednej strony a z drugiej z neoliberalnym nastawionym na zysk. Zwyciężyła koncepcja wypadkowa muzeum jako turystycznej atrakcji bazującej na swej prowincjonalności a profesor Piotrowski podał się do dymisji.

Wdrożono koncepcje sprzed 40 lat, które się nie sprawdziły. Lansowanie tego typu bajek pozostawmy Krytyce Politycznej. Dzisiaj jesteśmy bogatsi o doświadczenie końca lat 90. Wiemy, że to już nie wystarcza, że trzeba szukać nowych koncepcji decentralizowania, czy jak to nazywają przerażeni urzędnicy „anarchizacji” procesu decyzyjnego. Władza zawsze zasysa elity i wpędza je w realizację swoich interesów - Komentował ktoś z zebranych. 

- Nie ma możliwości, by z rozmowy o moście, ten most się sam wybudował. Obojętnie jak długo byśmy nie krytykowali władzy, musimy podjąć decyzję. Ktoś musi ją podjąć. Decyzję mniej lub bardziej udaną - Bronił się Piotr Piotrowski. Dla rozbratowców niekoniecznie musi być to natomiast władza, szczególnie ta elitarna.

Za kondycję polskiej kultury profesor obarczał m.in. miałkość uniwersytetów. Skrytykował wprowadzaną właśnie odpłatność za drugi kierunek jak i całą reformę bolońską. Jego zdaniem studia powinny być jak najbardziej otwarte i interdyscyplinarne a o ich kształcie powinien decydować przede wszystkim student. Nikt tak jak on, twierdzi, nie wie co jest dla niego najlepsze, ani profesorowie, ani tym bardziej ministerialny urzędnik. Przez dziewięć lat jako dyrektor Instytutu Historii Sztuki, Piotrowski witał studentów pierwszego roku, mówiąc im wprost, że powinni się buntować. Studenci buntować się jednak nie chcą... 

Podczas dwugodzinnego spotkania poruszana była na licznych przykładach rola artysty zaangażowanego i sztuki krytycznej. Jedna z działaczek Rozbratu, posiłkując się diagnozą Artura Żmijewskiego, skrytykowała tzw. artystów zaangażowanych za to, że w najlepszym razie ich sztuka jest interwencyjna, brakuje natomiast jej ciągłości działań, a przez to skuteczności, z której też nie są w ocenie ich sztuki rozliczani. Profesor przyznał częściowo rację temu, stwierdzając że za taki stan odpowiedzialny jest powszechny model procesu tworzenia sztuki, w którym postawa artysty jest skrajnie indywidualistyczna. W tym kontekście, jako swego rodzaju alternatywę, rozbratowcy przypomnieli o swojej współpracy z kanadyjską artystką Michelle Teran. Zaprosiła ich do współpracy w tworzeniu jej wystawy na poznańskim Biennale Mediations. Z początku chciała, by ta praca opowiadała o Rozbracie.Jednak po namowach zgodziła się, by tematem była kampania przeciwko kontenerom socjalnym. W rezultacie stworzona została praca, której głównym walorem była opowieść o samym procesie twórczym, w tym gdzie  ich działania zderzyły się z niechęcią władzy.

Szukając pól konfliktu z władzą, wielokrotnie odnoszono się do sprawy Doroty Nieznalskiej jako emblematycznego przykładu cenzury. Wskazywano, że ten jak i podobne przypadki nie zostały należycie wykorzystane zarówno przez samą artystkę jak i ruchy społeczne. Jednym z wniosków kończących dyskusję było dostrzeżenie potrzeby synergicznej współpracy pomiędzy środowiskiem artystycznym a ruchami społecznymi, dla dobra tak jednych jak i drugich, bo póki co, jak to wyraził się ktoś z obecnych, są to ciągle jakby dwa odrębne światy.

Spotkanie z profesorem Piotrowskim było pierwszym z cyklu trzech spotkań pod hasłem przewodnim „Władza w sztuce. Sztuka we władzy”. Następne spotkanie z Jankiem Sową 17 kwietnia. Szczegóły wkrótce. Serdecznie zapraszamy.
Warunki życia na poznańskich Jeżycach. Raport z badań niezależnych
23 marca (środa), godz. 18.00., Klub Anarchistyczny, Rozbrat, ul. Pułaskiego 21 a

W grudniu 2010 roku studenci i studentki nauk społecznych, a jednocześnie osoby związane z poznańskim środowiskiem anarchistycznym i skłotem Rozbrat, przeprowadzili badania na jednej z dzielnic Poznania – Jeżycach. Przedsięwzięciu przyświecały dwa cele: 
Po pierwsze chodziło o potwierdzenie hipotezy, że problem ekonomicznego upośledzenia wcale nie dotyczy wąskiego marginesu mieszkańców Poznania, ale dużej jego części tak, iż w istocie powinniśmy mówić o klasowych nierównościach społecznych. 
Po drugie, badania te nie były zlecone przez żadną instytucję, ani ośrodek władzy (jak ministerstwo, urząd miasta czy wyższa uczelnia). Przeprowadziliśmy je w pełni ze środków społecznych, a jego celem jest przekazanie wyników mieszkańcom badanej dzielnicy w przekonaniu, że pozwoli to na lepszą ich samoidentyfikacje i samodzielne dookreślenie własnych interesów. 

Zapraszamy na pierwszą prezentacje wyników.

Walka z Anarchizmem

25 stycznia 2010 r. Dział: Archiwalia
Nie ulega wątpliwości, że żaden z ruchów społecznych, które rzuciły wyzwanie dziewiętnastowiecznym realiom polityczno-ekonomicznym nie wywołał tak ostrej i jednolitej reakcji, jak właśnie ruch anarchistyczny. Żaden z nich nie potrafił tak dalece jednoczyć przeciwko sobie przedstawicieli skłóconych obozów ideowych. Jednomyślność polityków, urzędników, sędziów i policjantów spojonych uczuciem zagrożenia umożliwiała prowadzenie przeciwko "siewcom chaosu" sprawnej, systematycznej i wielopłaszczyznowej akcji angażującej całą machinę państwową. Pierwsze ciosy, które spadły na antyautorytarystów tuż po rozprawie z Komuną Paryską, wymierzone były sumarycznie w Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników. Specjalna komisja francuskiego Parlamentu uznała I Międzynarodówkę, przy kilku głosach sprzeciwu (1), za współwinną niedawnych wydarzeń. Doprowadziło to w konsekwencji do uchwalenia 14 marca 1872 roku tak zwanego prawa Dufaure'a obowiązującego aż do roku 1901; prawa przewidującego surowe kary za przynależność do tej organizacji. W latach 1871-1875 w całej Francji aresztowano na mocy nowych przepisów ponad 36 tysięcy osób, w tym blisko 2 tys. cudzoziemców - w większości Belgów, Włochów i obywateli Szwajcarii (2). Szwajcaria i Anglia udzieliły schronienia kilku tysiącom uciekinierów, usiłującym ujść przed prześladowaniami. W listopadzie 1872 roku przedstawiciele Niemiec i Austro - Węgier spotkali się, aby uzgodnić metody i środki wspólnego zwalczania ruchu robotniczego oraz strajków (3). Konferencja ta zapoczątkowała erę ścisłego współdziałania policji krajów europejskich. 


Czym jest globalizacja? Paweł Malendowicz najpierw pokrótce przedstawił podstawowe procesy składające się na to zjawisko. Jest to m. in. eksport demokracji zachodniej do innych części świata. Nie zawsze jest to proces pokojowy. Jaskrawymi przykładami narzucenia zachodniego systemu politycznego przy użyciu środków militarnych jest wojna w Afganistanie i Iraku. Ze swojej strony dodam, że są to jednak wydarzenia nieodległe w czasie. Szukając egzemplifikacji szerzenia zachodnich rozwiązań systemowych przy użyciu siły można cofnąć się do poczynań USA w Wietnamie, Nikaragui itp., gdzie za cenę życia i cierpienia setek tysięcy cywilów Stany Zjednoczone nie chciały dopuścić do rozwoju w tych miejscach alternatywnych względem kapitalizmu form ekonomiczno-społecznych, zrzucając napalm instalowały liberalną demokrację. Być może, mówiąc o źródłach globalizacji, należy zacząć od kolonizacji europejskiej, ale w tym momencie zostawmy ten temat. Zatem dr Malendowicz powiedział o eksporcie demokracji. Wiąże się z nim również biurokratyzacja wszelkich sfer życia społecznego.  
Kiedy 20 lat temu upadał mur berliński, mieszkańcy Europy Środkowej dostali ostateczny sygnał, że klatka, w której wbrew swojej woli byli trzymani, rozpadła się. Mur nie zniknął od razu. Rozbiórka trwała kilka miesięcy i do dzisiaj na ulicach Berlina można spotkać jeszcze kawałki przypominające mieszkańcom niemieckiej stolicy o wcale nie tak dawnym przymusowym zamknięciu. Być może to właśnie duch muru odstrasza deweloperów od stawiania tam zamkniętych osiedli.

W środę, 19 stycznia na Rozbracie odbyła się dyskusja poruszająca tematykę migracji oraz nowych wyzwań, jakie przed ruchem wolnościowym stawia zwiększająca się liczba migrantów zarobkowych w Polsce. Punktem wyjścia do spotkania były refleksje kolektywu antygranicznego Radykalna Akcja Solidarna [RAS] z Warszawy, oraz teksty zamieszczone w ostatnim numerze Przeglądu Anarchistycznego (Obalić mit nielegalności. Wywiad z De Fabel Van De Illegaal; Łukasz Wójcicki Terror europejskiej polityki migracyjnej).


Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań zaprasza do Klubu Anarchistycznego na spotkanie na temat obecnej sytuacji na Białorusi, które odbędzie w środę 26.01 o godzinie 19:00

Przegląd Anarchistyczny zaprasza na dyskusję wokół tekstów z działu MIGRACJA W EUROPIE BEZ GRANIC, umieszczonym w 11 numerze pisma:

Obalić mit nielegalności. Wywiad z De Fabel Van De Illegaal

Łukasz Wójcicki Terror europejskiej polityki migracyjnej

14 stycznia br. ma się odbyć przetarg w związku z decyzją władz miejskich o przeznaczeniu (dzierżawy) komunalnej działki pod pole golfowe w Krzyżownikach-Smochowicach, Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań i całe środowisko związane z Rozbratem, wyraża swój stanowczy sprzeciw wobec przeznaczeniu tego terenu na elitarną rozrywkę. Obszar ten potrzebny jest i służy wielu mieszkańcom dzielnicy, jak też całego Poznania. Zagrożona w takim układzie została także jego wartość ekologiczna. Decyzję władz Poznania dotyczącą pola golfowego w Krzyżownikach-Smochowicach podjęto w sposób ignorujący opinię mieszkańcórw dzielnicy. Od wielu lat forsowany przez miasto plan budowy pola golfowego wywoływał protesty społeczne. Działania administracyjne podejmowane były często z naruszeniem procedur, a władze uparcie dążyły, wbrew woli mieszkańców, do realizacji inwestycji.