Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-
Redakcja

Redakcja

Adres witryny: http://www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Magdalena Malinowska pracownica firmy Amazon działająca w OZZ Inicjatywa Pracownicza, współorganizatorka Socjalnego Kongresu Kobiet


Nagłośnienie problemów pracownic ochrony, które zostały zatrudnione przez organizatorki ostatniego Kongresu Kobiet, wywołało pewne zainteresowanie opinii publicznej w tym również środowiska Krytyki Politycznej. Niedawne teksty napisane przez Izabelę Desperak (link) oraz Michała Sutowskiego wraz z Agnieszką Wiśniewską (link) wzięły pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi publikowane w Internecie, z wyjątkiem komentarza grupy inicjatywnej Socjalnego Kongresu Kobiet (link). Jest to o tyle istotne, że komentarz Socjalnego Kongresu Kobiet już po części wyjaśnił problemy powtórnie podniesione przez dwie kolejnie publikacje z łamów Dziennika Opinii. Dziwi więc uparte powracanie do tez, które od tego wyjaśnienia abstrahują.


fot. Radosław Sto

 

Publikacje z Dziennika zakładają, że stosunki pracy panujące na Kongresie Kobiet to wpadka bądź odosobniony incydent. Sama od trzech lat jestem szeregową pracownicą podpoznańskiego magazynu „Amazona” i prowadzę w nim działalność związkową. Na podstawie własnych doświadczeń, jak i działalności związkowej mogę stwierdzić, że w polskich przedsiębiorstwach pogarda względem pracujących kobiet jest na porządku dziennym. Kongres Kobiet jedynie powiela obecnie dominujący model stosunków pracy. Patologiczne traktowanie pracownic ochrony przez ich przełożone w obecnych realiach nie jest w żaden sposób wyjątkowe, a raczej typowe. Sytuacja wywołała publiczne zainteresowanie m.in. dlatego, że stoi ona w sprzeczności z wizerunkiem Kongresu Kobiet, który deklaratywnie reprezentuje interesy wszystkich kobiet. W praktyce unika on jednak kwestii nierówności klasowych jak diabeł święconej wody. Wbrew propozycjom Izabeli Desperak problem nie ma więc charakteru technicznego i nie rozwiąże go przykładowo wprowadzenie jakiegoś rodzaju klauzul społecznych. Jego istota ma charakter polityczny. Po prostu skład gabinetu cieni, który kształtuje politykę Kongresu, jest skrajnie neoliberalny. Taka sytuacja z kolei gwarantuje, że znoszenie hierarchii płciowej, która uderza w najgorzej usytuowane kobiety, nie będzie dla Kongresu kluczowym tematem.


Kongres jest wymownym przykładem tego, jak retoryka wspólnego interesu łączącego wszystkie kobiety utwierdza podział pracy, w którym większość z nich ciężko pracuje za darmo albo za grosze. To samo słyszymy w przedsiębiorstwach, gdy wmawiają nam, że jesteśmy jednym zespołem. Kiedy jednak dochodzi do podziału owoców naszej pracy, okazuje się, że większość z nas skazana jest na biedę, a jedynie mniejszość odnosi sukcesy. Nasza krytyka nie ma więc treści moralnej, jak twierdzi Sutowski z Wiśniewską, ale materialną. Nie walczymy o posady w parlamencie czy w radach nadzorczych przedsiębiorstw, do czego cały czas namawiają nas liberalne feministki. Walczymy o przeżycie do pierwszego, o to, żeby nie być eksmitowaną na bruk, walczymy przeciwko istnieniu takich ról społecznych, jak polityk czy polityczka, buissneswomen czy komornik. Nie walczymy o rząd dusz w mediach, galeriach, instytucjach politycznych i w innych skupiskach elit, które utrzymują się z naszej pracy. Częściej spotkać nas można w zakładach pracy i czyszczonych kamienicach, czyli w miejscach skupiających środowiska pracownicze. Perspektywa pracownic i lokatorek jest dla nas zasadniczym punktem odniesienia i dlatego kojarzone jesteśmy z lewicą, choć pewnie dla ludzi z tzw. lewicowych mediów niezwiązanych ze środowiskami pracowniczymi takie podejście może wydawać się sekciarskie.


Wbrew banalizacji dokonanej przez Sutowskiego i Wiśniewską obecna dyskusja dotycząca Kongresu Kobiet nie ma charakteru pokoleniowego (młode radykalne kontra stare liberalne). Gdyby spojrzeć, chociażby na skład ruchu lokatorskiego, to dominują w nim kobiety powyżej pięćdziesiątego roku życia, których postulaty i działania niejednokrotnie są dużo bardziej postępowe niż zaangażowanie młodej lewicowej inteligencji. Brak wiedzy na temat charakteru konkretnego ruchu społecznego (w tym wypadku lokatorskiego, który jest częścią składową Społecznego Kongresu Kobiet) prowadzi publicystyczny tandem do błędnych wniosków politycznych.


Kongres Kobiet nie przesunie się bardziej na lewo, dopóki najgorzej utytułowane kobiety nie będą wzmacniały swojej siły w procesie walk o charakterze ekonomicznym. Interpretacja, jakoby przypadki wzmożonego wyzysku kobiet przez inne kobiety podczas Kongresu były etapem „konfliktu w rodzinie”, bardziej odsuwa nas niż przybliża do wizji lewicowego Kongresu Kobiet. Od dekad słyszymy podobną retorykę nawiązującą do solidaryzmu społecznego, którego efekty odczuwamy każdego dnia na własnej skórze. Nawoływania do solidarnej walki z komuną, z faszyzmem czy o ograniczoną formę demokracji dla elit od niemal 30 lat służą im do wyciszania konfliktów klasowych występujących w obrębie stosunków produkcji. Skutkiem tego w zakładach pracy panuje obecnie zamordyzm rodem z XIX w. Problemy, na których my się koncentrujemy, dotyczą tego, jak powstrzymać tendencje faszystowskie w sytuacji, kiedy ruch związkowy jest w znacznym stopniu kojarzony z prawicą, a ruch kobiecy z neoliberalizmem? Po co tworzyć lewicę wykorzenioną z bieżących walk, które współcześnie toczą pracownice i lokatorki? Za postulowane przez środowisko Krytyki otwarcie względem środowisk liberalno-centrowych lewica płaci odcięciem od środowisk pracowniczych, co przez lata przygotowywało grunt dla rozwoju skrajnej prawicy. Nie chodzi tu o otwarcie na tzw. kwestie obyczajowe, lecz o otwarcie polegające na akceptacji liberalnej polityki gospodarczej.


W ciągu ostatnich dwóch lat kobiety w Polsce zwróciły na siebie uwagę całego świata, lecz nie ze względu na istnienie Kongresu Kobiet bądź zasiadające w ławach sejmowych polityczki. To niezależne działania kobiet na czarnym proteście spowodowały, że prawica zmuszona była odpuścić kwestię aborcji. Dzięki oddolnym działaniom kobiet m.in. z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów liberałka rządząca Warszawą wycofała się z reprywatyzowania jej zasobu mieszkaniowego. Fakty te przeczą tezie, że dalszy rozwój ruchu kobiecego może nastąpić poprzez otwarcie się na liberalizm (tak jakby obecnie jego wpływy były zbyt małe) czy promowany przez jego zwolenniczki start kobiet we wszelkiego rodzaju wyborach.


Liberalne parlamentarzystki skompromitowały się na początku roku podczas głosowania w sprawie aborcji. Czy kobiety używające limuzyn jako środka transportu, pomieszkujące w apartamentach gdzieś między Warszawą a Brukselą, ewentualnie wpadające na kawę do londyńskiego City, są zdolne do reprezentowania interesów kobiet, które pracują bez wytchnienia i bez perspektyw na liniach montażowych, w magazynach, na śmieciowych umowach, za najniższą krajową itd.?


Podczas Społecznego Kongresu Kobiet ustaliłyśmy zręby naszych postulatów programowych (link). Tzw. kwestia socjalna, wbrew perspektywie Izabeli Desperak, nie dotyczy jedynie problemu biedy i rozwoju dobroczynności. Pierwszym z listy naszych postulatów jest skrócenie tygodnia roboczego do 35 godzin. Gdyby twarz Kongresu, Henryka Bochniarz, przekonała do tego postulatu Konfederację Lewiatan, to przy jej wsparciu do końca roku problem przepracowania kobiet zostałby ograniczony, chociażby symbolicznie, o pięć godzin, a Kongres Kobiet zapisałby się złotymi zgłoskami w historii Polski. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nikt poza ludźmi pracy, nie będzie skory do zmuszenia klasy rządzącej, aby zatwierdziła ów postulat. Taki stan rzeczy skłania nas do rozważenia zagadnienia formy organizacyjnej, jaką powinny obierać środowiska kobiece, w jakich miejscach powinny one koncentrować swoją działalność, jaką strategię powinny przyjąć w kontaktach z klasą polityczną na poziomie samorządowym i centralnym, jak przełamywać ograniczenia wynikające z elitaryzmu charakteryzującego polski feminizm?


fot. Piotr Stasiak

 

Kolejna kwestia dotyczy tego, w jakich sytuacjach antykobiece działania prawicy będą miały poparcie środowisk liberalnych. Z jednej strony w walce o utraconą władzę odwołują się one do ruchów społecznych, lecz w zakresie utrzymywania nierówności ekonomicznych idą ręka w rękę z prawicą, nie raz ją wyprzedzając. Poza tymi kwestiami pojawiają się jeszcze te dotyczące kształtu zabezpieczeń socjalnych (zadowala nas 500 plus czy może chcemy 1500 plus?), powszechnego dostępu do mieszkań komunalnych, dostępu do darmowej służby zdrowia włącznie z możliwością dokonywania aborcji, opłacania czasu dojazdów do pracy, likwidacji umów śmieciowych, unikania wyniszczającej pracy, którą obecnie określa się jako „aktywność zawodową”. Z tego typu problemami spotykamy się na co dzień.


Jeżeli udaje nam się je rozwiązać to nie na drodze sporu, który, jak chciałaby Krytyka, toczy się w sferze publicznej. Dopóki warunki naszego utrzymania nie ulegną znaczącej poprawie, to sfera publiczna pozostanie dla nas pojęciem abstrakcyjnym zarezerwowanym dla nielicznych kobiet i mężczyzn. Jeżeli myślimy o sporze, to raczej o sporze zbiorowym jako wstępie do strajku. Bliższa naszemu doświadczeniu jest koncepcja cyrkulacji walk, które podejmują kolejne grupy kobiet w zakładach pracy i poza ich murami. Nie oszukujemy siebie nawzajem, że dyskusja jest w stanie skłonić nasze szefowe lub kamieniczników do ustępstw. Ci ludzie, podobnie jak politycy, dopóki nie tracą na wizerunku lub nie ponoszą strat finansowych, nie mają w zwyczaju się wycofywać. My budujemy kobiecą siłę w toku blokad eksmisji, strajków czynszowych, wspólnego spowalniania pracy i wydłużania przerw, sabotowania antypracowniczych działań kierownictwa zakładów, wywierania presji na władze samorządowe poprzez demonstracje i okupacje. Podczas lat działalności wielokrotnie przekonywałyśmy się, że otwartość na niezależne formy walki z wyzyskiem jest jednym ze sposobów przełamywania ograniczeń narzuconych nam przez zwolenników i zwolenniczki kapitalizmu.


 

codziennikfeministyczny.pl

Autorami tego listu jest pięciu ochotników chcących wesprzeć tych, którzy przeciwstawiają się faszystom Tommy'ego Robinsona.
Jako byli członkowie sił zbrojnych Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG), którzy opuścili Brytanię i jako ochotnicy walczyli przeciwko islamistycznej grupie ISIS, pragniemy jasno wyrazić nasz sprzeciw wobec prób przywłaszczenia walki z ISIS i dżihadyzmem przez ruchy skrajnie prawicowe. Wspieramy kontrdemonstrację przeciw nadchodzącej prawicowej mobilizacji zaplanowanej na sobotę 14 lipca.
Jako żołnierze w wojnie przeciwko ISIS, którzy stracili w niej wielu przyjaciół, w tym ośmioro obywateli brytyjskich, chcemy postawić sprawę jasno: Tommy Robinson, Angielska Liga Obrony (EDL), Generation Identity oraz Football Lads Alliance (FLA) nie są częścią walki z islamskim ekstremizmem. Starają się oni wyłącznie zaszkodzić sprawie.
Podobnie jak reszta skrajnej prawicy, Robinson nie oferuje żadnych rozwiązań - wyłącznie nowe podziały.
Jest prawicowym zawodowym politykiem, który zaczynał w neonazistowskim BNP (Brytyjskiej Partii Narodowej), założył EDL i brytyjską Pegidę. Dopiero od niedawna stara się prezentować jako niezależny dziennikarz.
Nie jest nim. Zamiast tego zajmuje się budowaniem ruchu, którego charakter można wywnioskować z jego dotychczasowych powiązań takich jak Generation Identity - grupa składająca się z "byłych" neonazistów.
Brutalny islamski ekstremizm spod znaku Al-Kaidy czy ISIS nie jest częścią tradycyjnego islamu. Jest jedynie niedawnym zjawiskiem, które przybrało na sile dopiero od lat 50. XX wieku.
To, co znamy jako islamski fundamentalizm, również nie jest tradycyjną częścią islamu. Ma on niewiele ponad sto lat i przybrał obecny rozmiar w ciągu ostatnich pięćdziesięciu.
Mimo, iż należy opierać się tym reakcjonistycznym ruchom, islam sam w sobie nie jest religią ani lepszą ani gorszą w swej doktrynie niż żadna inna większa religia.
Kiedy sprzeciwiamy się islamskiemu faszyzmowi, musimy dokładnie określać to, jakim grupom czy osobom stawiamy opór.
Prawica nie jest tym zainteresowana. Celowo szkaluje wszystkich muzułmanów, oskarżając ich o wspieranie dżihadyzmu i chęć rzekomego najazdu na kraje nie-muzułmańskie.
Prawica prowokuje napięcia między muzułmanami a nie-muzułmanami dla celów rasistowskich − ponieważ muzułmanie najczęściej nie są biali − po czym używają tych napięć i poczucia braku zaufania jako budulca prawicowego ruchu, w którym kozłami ofiarnymi są najpierw mniejszości rasowe, później inni.
Takim samym wzorcem działania posługują się skrajnie prawicowe grupy na całym świecie. Tworząc społeczeństwo, w którym muzułmanie czują się niemile widziani i zagrożeni, prawica spędza nowych rekrutów dla ekstremistów.
Jeśli szczerze obawiasz się segregowanych społeczności, to winę za ich powstanie ponosi ruch New Labour i rządy Torysów, którzy pozwolili na segregację, a nawet ją ułatwiali. Wesprzyj socjalistyczne rozwiązanie: zjednoczone, równe społeczności oraz laicką edukację.
Jeśli szczerze obawiasz się gangów molestujących kobiety i dziewczynki, to winę za ich działalność ponosi ruch New Labour i rządy Torysów, którzy przyzwalali na brak szacunku czy wzglądu na potrzeby dziewcząt i kobiet klasy robotniczej. Wesprzyj socjalistyczną odpowiedź na klasizm i zaniedbanie oraz odpowiednie finansowanie dla służb socjalnych.
Jeśli szczerze obawiasz się islamskiego ekstremizmu:
Wywieraj presję na rząd do zerwania wszelkich więzi z Arabią Saudyjską (której system prawny jest niemal identyczny do doktryn ISIS), największego eksportera ekstremistycznej ideologii.
Wywieraj presję do zerwania wszelkich więzi z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, który żywił ISIS, a następnie sprzymierzył się z nimi by zaatakować Kurdów, wspiera dżihadystów w Syrii i buduje system coraz bardziej reakcjonistycznego, fundamentalistycznego prawa w Turcji.
Szukaj rozwiązań i sprzymierzeńców z samych społeczności muzułmańskich oraz imigranckich, które najbardziej cierpią z powodu ekstremizmu.
YPG nie pokonało ISIS wynosząc jedną religię nad pozostałe czy jedną rasę ponad inną, ale poprzez swoją ideologię świeckiego, demokratycznego, wielo-religijnego, wielorasowego socjalizmu.
Lewicowe idee i polityka przyniosły koniec ISIS w północnej Syrii. Tak samo będzie z walką przeciw ruchom ekstremistycznym tu, w Wielkiej Brytanii.
Alexander Norton
Callum Ross
Josh Walker
Brace Belden
Tirpan Cudi
Tłumaczenie: Amelia


Oświadczenie


Komisja Zakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego zrzesza w swoich szeregach przede wszystkim pracowników niemedycznych. Kim jesteśmy? To rejestratorka medyczna, która ustala Twoją wizytę w szpitalu lub poradni; salowa, która sprząta szpital, wylewa nocniki i podaje obiad; informatyk, bez którego lekarz nie wypełni recepty, a tomograf komputerowy nie zrobi diagnostyki; sekretarka medyczna, która wprowadzi zapisy Twojego pobytu, zaplanuje kolejną wizytę, wpisze rozliczenia, aby NFZ zapłacił za Twoje leczenie; pracownica księgowości, bez której Szpital nie jest w stanie funkcjonować, nie zakupi leków i nie rozliczy się z NFZ; jest też pan elektryk – wszystko przecież działa na prąd; malarz i ślusarz; a tego wszystkiego dogląda portier, który całą dobę pilnuje, aby do szpitala nie dostał się nikt niepowołany oraz informuje przychodzących do niego pacjentów.

My też pracujemy na rzecz Szpitala, organizujemy pracę lekarzom, pielęgniarkom, którzy sami sobie nie posprzątają, sami nie zajmą się pacjentami ani nie naprawią instalacji elektrycznej.
Tymczasem czujemy się traktowani i traktowane, jakbyśmy byli niepotrzebni. Najdobitniej świadczą o tym wynagrodzenia, które bez względu na nasze wykształcenie i kwalifikacje są nieodmiennie niskie. Systemowo przyjmuje się, że mamy zarabiać zdecydowanie mniej od innych grup zawodowych zatrudnionych w służbie zdrowia tak, jakby od naszej pracy, poświęcenia i zaangażowania, nie zależało ludzkie życie, jakość świadczonych przez Szpital usług i komfort pacjentów oraz ich rodzin.

Część z nas nie zarabia nawet ustawowego minimalnego wynagrodzenia 2100 zł brutto, a Szpital wielu osobom musi okresowo wypłacać dodatki wyrównujące. Nasze wynagrodzenia są nieodmiennie niskie na poziomie nawet tylko ok. 2000 zł „na rękę”. Zarabiamy o wiele mniej od innych grup zawodowych, nawet gdy posiadamy wyższe wykształcenie. Nie dostajemy podwyżek, więc realnie wynagrodzenie wieloletnich pracowników Szpitala zmalało, zamiast wzrosnąć.

Dziś jako zespół niemedyczny tworzymy grupę ludzi zdecydowanych upomnieć się o godne zarobki i szacunek dla naszej pracy. W Szpitalu pracuje dużo osób młodych, które przychodzą zdobyć doświadczenie zawodowe, ale z powodu niskich wynagrodzeń rezygnują z pracy tutaj. Są też wieloletni pracownicy Szpitala, którzy z powodu lekceważenia, braku jakichkolwiek podwyżek i w konsekwencji głodowych wynagrodzeń dziś również chcą odejść. Nie pozwólmy im odejść! To również my tworzymy ten Szpital.



Żądamy poszanowania pracy pracowników niemedycznych!
Żądamy wyższych płac!



Komisja Zakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego

Ilona Rabizo, autorka niedawno wydanej książki „W kieracie ubojni”, opowiada o kulisach jej powstania.  Ilona zatrudniła się w jednej z wielkopolskich rzeźni, dzięki czemu mogła przeprowadzić badania na temat warunków pracy w takich zakładach, a także sposobów traktowania zwierząt. Przeczytajcie nasz krótki wywiad z autorką książki i wiceprezeską Stowarzyszenia Otwarte Klatki.



1. Co cię skłoniło do napisania książki „W kieracie ubojni”?

Chów przemysłowy zwierząt i ich ubój nieodłącznie związane są z cierpieniem. Przez pierwsze lata aktywizmu prozwierzęcego byłam skupiona na zwierzętach zamkniętych na fermach. Miałam poczucie, że tylko one są ofiarami przemysłu mięsnego.

Okazało się jednak, że istnieją co najmniej dwie inne grupy, którym ten przemysł niszczy życie. Pierwszą stanowią mieszkańcy wsi, w których ulokowały się duże fermy – w Polsce jest to ogromny problem. Drugą grupą są pracownicy zakładów mięsnych. Co ciekawe, początkowo w ruchu animalistycznym postrzegaliśmy osoby pracujące w ubojniach zdecydowanie negatywnie, tak jakby to one były odpowiedzialne za cierpienie zwierząt.


W kieracie ubojni Ilona Rabizo

 

Pierwszy raz z prawdziwym obliczem zatrudnienia w rzeźniach zetknęłam się na studiach pracy socjalnej. Podczas wizytacji w jednym z zakładów karnych okazało się, że część więźniów w ramach resocjalizacji pracuje w pobliskiej ubojni. Wtedy wydawało mi się to niewiarygodne, dlatego postanowiłam przeprowadzić z nimi wywiady i szerzej zająć się tym zjawiskiem w pracy licencjackiej.

Już w tamtym okresie dotarłam do wielu raportów opisujących wstrząsające warunki pracy w ubojniach, brakowało jednak informacji o sytuacji w Polsce. I z tego względu na kolejnym etapie studiów zdecydowałam się dokładniej zbadać warunki pracy w polskich rzeźniach. Książka „W kieracie ubojni” została wydana na podstawie mojej pracy magisterskiej.

2. Jak się czułaś wewnątrz ubojni? Czy możesz spokojnie spać po tym, co widziałaś?

Teraz mija drugi rok od mojego zatrudnienia. Na pewno jest mi łatwiej o tym pisać niż kiedyś. Pracując tam, miałam poczucie utraty wolności. W ubojni jest się przydzielonym do jednego stanowiska, nie można od niego odejść. Na hali nie ma okien, drzwi są zamykane. Wszędzie są kamery, które dyscyplinują pracowników. Do tego dochodzą kierownicy, którzy pomiatają pracownikami, krzyczą. No i niewyobrażalnie długi czas pracy sprawia, że całe twoje życie ogranicza się do tego zakładu.

3. Jakie było nastawienie do zwierząt twoich współpracowników?

Pracownicy mieli przekonanie, że są traktowani gorzej niż zwierzęta, że nikt się z nimi nie liczy, że są łatwo zastępowalni. Początkowo obawiałam się, że nie dam rady psychicznie, właśnie ze względu na zwierzęta. Jednak już pierwszego dnia okazało się, że nie będę miała nawet czasu zastanawiać się nad ich cierpieniem. Moje myśli były głównie skupione wokół przetrwania, aby dać radę od początku do końca zmiany, pomimo bólu i zmęczenia.

4. Jak traktowani byliście jako pracownicy?

Tragicznie, jak przedmioty. W takich zakładach nie jest się w pełni człowiekiem. Jesteś częścią procesu obróbki mięsa i to częścią łatwo zastępowalną. Praca jest tak podzielona, aby cała rzesza pracowników wykonywała jak najprostsze czynności. Dzięki temu nie trzeba tracić czasu na szkolenie nowej osoby ani wdrażanie jej w system. Pierwszego dnia ustawiają cię przy taśmie, dają nóż do ręki i od tego momentu masz pracować na najwyższych obrotach.


W kieracie ubojni- Ilona Rabizo

 

5. Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz na świecie, nawet najbardziej niemożliwą, to co by to było?

Myślę, że problemem naszego świata jest dążenie ludzi do zysku. Kiedy pieniądze stają się celem najważniejszym, celem samym w sobie, to przestaje być ważne, co robisz i jak to robisz, istotne jest tylko to, czy finansowo dane działanie się opłaca, czy dana jednostka na tym odpowiednio dużo zarobi. Idealnym przykładem jest tu hodowla przemysłowa. Wiemy, że powoduje cierpienie zwierząt, wiemy, że dla społeczności lokalnych taka ferma jest katastrofą.

Co więcej, wiemy, że przemysł mięsny niszczy życie pracowników. Do tego dochodzi cały szereg ukrytych kosztów środowiskowych i zdrowotnych, przerzucanych na społeczeństwo. I to wszystko w imię zysku, aby bogaci mogli być jeszcze bogatsi.

Osoby, które walczą o swoje małe ojczyzny czy o dobro zwierząt, stają się „ekooszołami”, ponieważ nie posługują się retoryką zysku. Tylko jak wycenić, ile jest warte cierpienie loszki uwięzionej w kojcu porodowym, który uniemożliwia jej poruszanie się czy kontakt z potomstwem, albo sześciotygodniowego kurczaczka, który ugina się pod własnym ciężarem?

Jak wycenić zanieczyszczenie wód Bałtyku przez fermy wielkopowierzchniowe, zanieczyszczenie wód gruntowych, łąk czy pól? A co z problemami zdrowotnymi albo ciągłym stresem ludzi mieszkających w niewyobrażalnym smrodzie, który przenika domy i ubrania. Jak wycenić utratę kontaktów społecznych przez sąsiadów ferm, kiedy wnuki nie chcą odwiedzać już dziadków, bo od obrzydliwych odorów zbiera im się na wymioty? Nad tym się nie zastanawiamy, ponieważ suma kosztów nie jest tak łatwo policzalna jak zyski finansowe korporacji.

Najbardziej chciałabym, aby ludzie kierowali się nie zyskiem, a dobrem społecznym. I wtedy pytaniem byłoby nie jak mogę najwięcej zarobić na hodowli zwierząt, ale jak mogę wyprodukować zdrową żywność dostępną dla każdego, której produkcja jak najmniej szkodzi zwierzętom, ludziom i środowisku?

I dalej można się zastanawiać, który model żywienia zużywa jak najmniej globalnych zasobów, czyli w perspektywie ogółu społeczeństwa, naszej planety jest najbardziej opłacalny ekonomicznie. Marzę, abyśmy kierowali się dobrem wspólnoty z perspektywy lokalnej, ale i globalnej, żebyśmy do tej wspólnoty włączali także zwierzęta i środowisko. Wtedy takie okrutne działania jak hodowla przemysłowa nie mogłyby istnieć, bo byłyby nieopłacalne. Społecznie nieopłacalne.

Ilona Rabizo jest również współautorką książki „Społeczeństwo bez mięsa. Socjologiczne i ekonomiczne uwarunkowania wegetarianizmu”, gdzie napisała rozdział pt. „Rzeźnia Henry’ego Forda”. Poruszała tam temat warunków pracowników przemysłu mięsnego w kontekście rasy czy płci.

 

 

Zachęcamy do kupienia książki Ilony Rabizo tu: https://www.bractwotrojka.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=5471&Itemid=116


Oraz do polubienia Fanpage’a książki W kieracie ubojni: https://www.facebook.com/W-kieracie-ubojni-1828296223895463/

 

www.otwarteklatki.pl

Nacjonalizm tak doskonale pasował do wyznaczonego mu podwójnego zadania – udomowienia robotników i ograbienia obcych, że spodobał się wszystkim – to znaczy wszystkim, którzy dzierżyli albo chcieli dzierżyć część kapitału (fragment broszury).
***

https://www.bractwotrojka.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=5515&Itemid=116

 

A-tak – anarchistyczną gazetę uliczną, wydajemy od września 2015 roku. Jest to projekt ogólnopolski, który cały czas staramy się ulepszać i rozwijać. Dowód na to trzymacie właśnie w rękach. W serii Biblioteczka Ataku prezentujemy bowiem teksty, które z racji swojej objętości nie mogły znaleźć się na łamach naszej gazety. Teksty, które kontynuują i rozwijają tematy poruszone w Ataku, które wydały nam się ciekawe dla współczesnego ruchu anarchistycznego i istotne z punktu widzenia aktualnej debaty publicznej.

 

Sam papier nam jednak nie wystarcza bo czymże jest wydawanie bez praktyki? Dla nas miała ona i nadal ma duże znaczenie. Z tego też powodu bierzemy czynny udział w działaniach ruchu anarchistycznego poprzez uczestniczenie w niezliczonych spotkaniach, dyskusjach, akcjach bezpośrednich, demonstracjach. Jesteśmy grupą, której zależy na skoordynowaniu i wzmocnieniu anarchistycznych działań w całym kraju. Staramy się docierać do osób i grup początkujących oraz tych bardziej doświadczonych. Pomagamy w nawiązaniu kontaktu z innymi jednostkami/grupami, wymieniamy się doświadczeniami i umiejętnościami. Zajmujemy się też tworzeniem i rozpowszechnianiem ogólnopolskich materiałów promujących anarchizm – ulotek, plakatów, wlepek.

 

Prosimy o kontakt osoby i grupy, które chcą nawiązać współpracę, niezależnie czy i do jakiej organizacji należą, lub wesprzeć finansowo nasze działania.

 

Kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Gazetę A-tak oraz broszury w serii Biblioteka A-taku tworzy kolektyw redakcyjny przy współpracy z wydawnictwem Bractwo Trojka.

 

Zapraszamy do współpracy.

Kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Fb/atak.gazeta

Strona z propagandą: akcja.type.pl

www.rozbrat.org



Politycy i biznesmeni w cieniu gabinetów decydują o tym, w jaki sposób można wykorzystywać zasoby naturalne, nie dbając o zdrowie i życie ludzi i innych zwierząt. Degradacja środowiska, wynikająca z prowadzenia polityki wyzysku, doprowadziła do zmian klimatycznych, które będą miały wpływ na każdego z nas. Aby przeciwstawić się tym procesom i odzyskać sprawczość w kształtowaniu otaczającego nas świata konieczne jest połączenie sił wszystkich frontów - od walk pracowniczych, przez lokatorskie, feministyczne, czy antyfaszystowskie.

Polska jest krajem jednym z największych producentów węgla kamiennego i brunatnego na świecie - 80% energii elektrycznej pozyskuje z węgla, w tym 30% z węgla brunatnego. Uzależnienie kraju od tego paliwa ma fatalne skutki dla środowiska naturalnego oraz zdrowia i przyszłości ludzi.

Eksploatacja węgla brunatnego i jego spalanie wiążą się z kolosalnymi nakładami finansowymi, ostatecznie ponoszonymi przez społeczeństwo w postaci problemów zdrowotnych, zniszczenia zasobów wodnych, utraty miejsc pracy i ekstremalnych zjawisk pogodowych wywołanych zmianami klimatu. Jeśli nie zgadzasz się na grabieżczą i wyniszczającą politykę rządu i świata biznesu, chcesz dostępu do czystej wody, powietrza i terenów zieleni, sprawiedliwej dystrybucji dóbr i możliwości decydowania o świecie, który cię otacza - przyjedź na pierwszy w Polsce Obóz dla Klimatu, który odbędzie się od 17 do 22 lipca 2018 r. w Wilczynie (woj. wielkopolskie).

Podczas obozu będziemy dzielić się wiedzą, doświadczeniami i umiejętnościami, informować o fatalnych skutkach i konsekwencjach wydobycia i spalania węgla, dyskutować o przyszłości regionu oraz planować wspólne działania na rzecz sprawiedliwości klimatycznej i społecznej. Pięciodniowy program tworzą warsztaty, wykłady, wycieczki, pokazy filmów i wydarzenia artystyczne.

Każdy dzień obozu ma swój temat przewodni.

Są to: Lokalność, Praca, Solidarność, Samoorganizacja i Alternatywy.

 

 

Film zapraszający na obóz:

https://www.facebook.com/obozdlaklimatu/videos/198596797640945/

 

więcej informacji:

 

www.obozdlaklimatu.org


 

 

 

3 lipca nasze środowisko wsparło osoby z niepełnosprawnościami oraz ich rodziców w walce o postulaty, które pojawiły się w trakcie okupacji sejmu – m.in. o minimum socjalne dla osób niezdolnych do samodzielne egzystencji, dodatek 500 zł na życie czy wprowadzenie instytucji asystenta. Demonstracja na pl. Wolności w Poznaniu przyciągnęła kilkaset osób, nie zabrakło też samby. Część uczestników dotarła prosto z odbywającego się w tym dniu Czarnego Protestu dot. zaostrzenia prawa dostępu do przerywania ciąży.

 

Przemawiali rodzice, osoby niepełnosprawne i ich wspierające. Zdali relację z kontroli w przychodniach i szpitalach, które przeprowadzili w ostatnich dniach, czyli po wprowadzeniu prawa dot. dostępności do leczenia i fizjoterapii, które to prawo było bezpośrednim efektem wcześniejszych protestów. Okazało się, że wiele obietnic pozostaje wciąż pustych, a dostęp do usług medycznych nadal jest trudny. Z 21 postulatów, wypracowanych w trakcje okupacji – zrealizowano, i to niekompletnie, dwa.

 

Dwa przemówienia – przedstawicieli kawiarni Dobra oraz Ruchomości (związanej z Zemstą) – dotyczyły problemów, z którymi borykają się podmioty ekonomii społecznej, zatrudniające osoby z orzeczeniami. Zapowiedziano na 13 lipca debatę, w której również weźmiemy udział, dot. braku wsparcia ze strony samorządu.

 

Przedstawicielka Inicjatywy Pracowniczej podkreślała, że w ciągu ostatnich lat byliśmy świadkami wielu protestów w sektorach związanych z pracą opiekuńczą – protestowały pracownice socjalne, pracownice żłobków w Poznaniu, również w protest osób niepełnosprawnych jest zaangażowanych przede wszystkim wiele matek. Sektory opieki są niedofinansowane, podczas gdy od wielu lat dofinansowuje się w Polsce wielkie korporacje w specjalnych strefach ekonomicznych, a w najbliższym czasie przywileje podatkowe dla biznesu będą rozciągnięte na całą Polską. Wiele problemów osoby niepełnosprawne napotykają na rynku pracy – brak możliwości dopasowania czasu pracy do ich potrzeb, fikcyjne umowy o pracę, konieczność uzyskania pełnej zdolności do pracy pod rygorem utraty pracy i in. Tylko wspierając się, organizując oddolnie i dostrzegając wspólne interesy, na pierwszym miejscu stawiając nasze potrzeby, a nie potrzeby biznesu czy polityków, jesteśmy w stanie to zmienić.

 

Nie obeszło się bez zgrzytów, gdy przemawiali politycy, zarówno z PiS jak i z PO. Gdy przemawiał ten pierwszy część protestujących odwróciła się plecami, inni skandowali „40 dni walki”, czy „prawa kobiet”, samba zaczęła grać zakłócając przemówienie. Gdy przemawiała senator z PO tłumacząc się, że w obecnej sytuacji politycznej są bezradni, z tłumu głośno komentowano, że przez wiele lat byli równie bezradni w działaniach na rzecz osób niepełnosprawnych.

 

Środowiska osób niepełnosprawnych i ich rodzin zapowiadają, że będą kontynuować protesty. Z naszej strony chcielibyśmy już teraz zaprosić to środowisko do współtworzenia Socjalnego Kongresu Kobiet, organizowanego przez działaczki związkowe i lokatorskie, który odbędzie się jesienią.

 

www.rozbrat.org

Inicjatywa Pracownicza wspierała sprzątaczki z poznańskiego uniwersytetu (zatrudnione przez podwykonawcę), których prawa pracownicze deptane były w podobny sposób, co ochroniarek na Kongresie Kobiet. Na spotkaniach z władzami uniwersytetu usłyszeliśmy, że te panie nie należą do wspólnoty uniwersyteckiej, gdyż nie łączy ich z nią żadna formalna relacja (nie zatrudnia ich bezpośrednio uniwersytet). Podobnie swoją relację z pracownicami ochrony opisują organizatorki Kongresu Kobiet.


fot. Barbara Sinica

 

Widać ewidentnie, że pracownice obsługi technicznej Kongresu nie należą do wspólnoty kobiet, z którymi szefowe Kongresu Kobiet chciałyby działać i się utożsamiać. Ich wspólnotę stanowią głównie kobiety z gospodarczych i intelektualnych salonów: szefowe, profesorki, polityczki. Sprzątaczki, kelnerki, ochroniarki to inna klasa społeczna, z którą realnie nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego, której położenia nie rozumieją, a przelotne zainteresowanie jej problemami jest fasadowe. O braku zrozumienia między tymi dwoma grupami świadczy choćby odpowiedź M. Środy na tekst M. Świetlik, świadczy też skanalizowanie dyskusji o prawach pracowniczych do tzw. „Centrum Społecznego”, podczas gdy strategiczne dyskusje o gospodarce i polityce odbywały się gdzieś indziej (w gabinecie cieni). Dla Środy praca włożona w KK to kolejny krok na szczeblu kariery, wzmocnienie jej dobrego usytuowania w hierarchii społecznej oraz sposób na samorealizację. Dla ochroniarki 16 godzinna zmiana za głodową stawkę w trudnych do zniesienia warunkach, podejmowana na granicy wyczerpania [tak fizycznego, jak psychicznego] to konieczność, żeby mieć za co żyć, to przymus ekonomiczny. To nie ochroniarki są odpowiedzialne za warunki swojej pracy.


Kapitalistyczna gospodarka opiera się na wyzysku kobiet – najczęściej nieformalnym – bo opartym na darmowej i niskopłatnej pracy, z czego korzystają gospodarcze elity. Szefowe z Kongresu Kobiet po raz kolejny potwierdzają, że nimi właśnie są.


Szefowe KK tłumaczą wyzysk obsługi technicznej wydarzenia wymogami organizacyjnymi i brakiem funduszy. Wspierającej Kongres dziennikarce udało się nawet sprowadzić problem gnębienia ochroniarek do niedofinansowania sektora NGO. Rozwiązaniem miałoby być przekierowanie jeszcze większej kasy do kieszeni Henryki Bochniarz, Magdaleny Środy czy Doroty Warakomskiej. Istnieje przy tym duże prawdopodobieństwo, że warunki pracy najgorzej uposażonych osób obsługujących KK nie uległyby poprawie. Dotyczy to także panelistek i licznych wolontariuszek biorących udział w organizacji wydarzenia. Jednak czym innym jest udział w KK w charakterze działaczki, a czym innym praca najemna realizowana na zlecenie KK.


Organizatorki KK wprowadzają wyraźny podział pracy i przysługujących z tego podziału przywilejów [przestrzeń vip], wyrażając pogardę wobec pracownic technicznych. Oznacza to, że powołanie „Centrum Społecznego” w ramach KK, panele o kondycji prekarnej pracownic są działaniem wyłącznie wizerunkowym. Nie mają przełożenia na rzeczywiste praktyki Kongresu i podział pracy oparty na wyzysku, który KK podtrzymuje i przedstawia jako naturalny i konieczny. W konsekwencji tego podziału gros kobiet haruje w nieludzkich warunkach, by kilka mogło osiągnąć sukces polityczny. Dla przypomnienia, rzeczywistym celem KK nie jest zniesienie wyzysku, a kwoty, a także zwiększenie dostępu uprzywilejowanych kobiet do „męskiej” sfery politycznej.


Wolontariuszki i ochroniarki zatrudnione za głodowe stawki nie pracują zatem na rzecz faktycznego równouprawnienia, ale na sukces organizatorek Kongresu i spełnienie ich politycznych ambicji. KK nie reprezentuje wszystkich kobiet. Zwykle jest tak, że ci, którzy głoszą, że reprezentują wszystkich ponad podziałami klasowymi, w rzeczywistości forsują interesy klasy uprzywilejowanej. Skład gabinetu cieni KK, prezentowany na stronie internetowej KK wskazuje, że ministrą pracy byłaby osoba wcześniej pełniąca funkcję dyrektorki ds. rozwoju strategicznego w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Sugerowałoby to, że KK stoi na stanowisku, że pracodawczynie najlepiej reprezentować będą interesy pracownic.


My stoimy na stanowisku, że jeśli dolne warstwy społeczne mają dokonać emancypacji, to potrzebują ruchu kobiecego nie zacierającego podziałów klasowych.


Mit o ponadklasowej jedności służy zatuszowaniu ich położenia i studzeniu potencjalnych wybuchów niezadowolenia. W przypadku Kongresu trudno abstrahować od sprzeczności interesów różnych klas społecznych. Nie można reprezentować i pracodawczyń, i pracownic, właścicielek i lokatorek, uprzywilejowanych elit i sprekaryzowanej większości pracownic. Konflikt interesów jest nieunikniony. Wynika to z doświadczeń ruchu pracowniczego, lokatorskiego – a więc kobiet współtworzących Socjalny Kongres Kobiet, który odbył się w marcu br. w Poznaniu. SKK tworzony jest siłą, determinacją kobiet zaangażowanych w ruch pracowniczy, lokatorski. Przemawiały na nim pracownice żłobków, instytucji publicznych, magazynów logistycznych i innych zakładów pracy oraz lokatorki mieszkań komunalnych i prywatnych. Nie było dla nich wątpliwości, że Kongres Kobiet nie reprezentuje ich interesów. Zostało to wyartykułowane przez nie wprost.

Liczymy, że na kolejnym Socjalnym Kongresie Kobiet (odbędzie się w Poznaniu jesienią) głos zabiorą ochroniarki, które wspólnie z innymi kobietami będą dyskutować o tym, jak walczyć z wyzyskiem.


Związkowczynie OZZ Inicjatywa Pracownicza


Zapraszamy na drugą Łódzką edycję Anarchistycznego Festiwalu Filmowego.


https://www.facebook.com/events/2049454148649928/

 

Anarchistyczny Festiwal Filmowy to pierwsze wydarzenie filmowe w Polsce, które stara się przyjrzeć aktualnym problemom i zagadnieniom społecznym z radykalnie lewicowej perspektywy. Za główny cel stawia sobie przybliżenie tematyki anarchistycznego oporu wobec kapitalistycznej rzeczywistości oraz przedstawienie publiczności opowieści o tworzeniu wobec niej praktycznych alternatyw. Podczas festiwalu prezentowane będą wolnościowe projekty idące na przekór kapitalizmowi zarówno wczoraj jak i dziś, a także filmowe klasyki o rewolucyjnej treści.

AFF to również spotkania z reżyserami, bohaterkami i bohaterami filmów, prelekcje, dyskusje oraz stoiska organizacji i wydawnictw związanych z ideami i tematami zaprezentowanymi na ekranie. Wydarzenie jest organizowane przez OZZ Inicjatywa Pracownicza. Z tego względu trzonem każdej edycji festiwalu jest tematyka pracownicza, syndykalistyczna i antykapitalistyczna.

REPERTUAR:

6.07 (piątek)
17:30 - Pierwszy dzień października
18:15 - Współwinni? Volkswagen i brazylijska dyktatura
19:30 - Złoty Świt: sprawa osobista
21:00 - Projekt A

7.07 (sobota)
16:00 - Silne jak skała
17:45 - Strajk kobiet trwa
po filmie dyskusja z udziałem Izy Desperak oraz przedstawicielek łódzkiej grupy "Dziewuch dziewuchom"
19:30 - Zostaw ją!
po filmie spotkanie z Anną Bolewską z "Obozu dla puszczy".
20:30 - Nieposkromione. Historia „Mujeres Libres”
21:30 - Anarchista z przypadku

23:00 - After AFF: disco potańcówka

Save Your Internet

29 czerwca 2018 r. | Dział: Wielkopolskie

Dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym jest projektem, który pomimo swej kontrowersyjnej natury został przyjęty przez Komisję Prawną Parlamentu Europejskiego na posiedzeniu 20 czerwca. Pod pretekstem ochrony praw autorskich, pozwala ona na wprowadzenie przez właścicieli portali internetowych metod ścisłej kontroli treści umieszczanych na nich przez użytkowników, w samej dyrektywie określonych na przykład jako „skuteczne technologie rozpoznawania treści”. W takich warunkach wolność wypowiedzi w Internecie bardzo szybko może okazać się jedynie pustym sloganem, natomiast dostęp do kultury i wiedzy stanie się przywilejem przeznaczonym dla osób, które będą w stanie go sobie opłacić.

 

Wobec dyrektywy wzrósł jednak głos sprzeciwu, znajdujący swój wyraz w ogólnoeuropejskiej kampanii nazwanej Save Your Internet, której celem jest usunięcie najbardziej kontrowersyjnej jej części – artykułu 13, który dotyczy korzystania, dostępu i zamieszczania utworów objętych ochroną. Również w Polsce w najbliższych dniach na ulicach wielu miast mają odbywać się protesty wyrażające sprzeciw wobec ograniczenia wolności w Internecie.

 

Strona kampanii: https://saveyourinternet.eu/

 

 

Ponownie też, jak przy protestach przeciwko porozumieniu ACTA, swoją narrację stosują środowiska prawicowe – określając Unię Europejską mianem marksistowskiej czy socjalistycznej.

Grupy, które na co dzień najgłośniej krzyczą o przestrzeganie „świętego prawa własności”, dzisiaj mówią, że przestrzeganie go w Internecie godzi w ich prawa. Jak widać liberalni konserwatyści są w stanie bardzo elastycznie zmieniać swoje poglądy, zależnie od tego czy na danej sytuacji zyskują, czy tracą.

Z kolei środowiska nacjonalistyczne wyrażają obawy przed „komunistyczną cenzurą”. Czego tak obawiają się nacjonaliści? Czyżby kolejnych zbanowanych na facebooku kont, za propagowanie faszyzmu i mowy nienawiści? Czy może odnajdują w tej sytuacji możliwość wypromowania swoich poglądów na fali krytyki wobec Unii Europejskiej?

 

Krytyka tej dyrektywy z perspektywy anarchistycznej jest oczywista – cenzura w jakiejkolwiek formie jest czymś z czym na co dzień walczymy. Pełen, darmowy dostęp do wiedzy i kultury oraz wolność słowa powinny być rzeczami powszechnymi i oczywistymi. Nie możemy jednak ograniczać się w walce o nie jedynie do rzeczywistości wirtualnej, ponieważ tak samo ważna jest walka o nie w naszym codziennym życiu.

 

 

Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań

www.rozbrat.org

 

Stop inwigilacji

www.stopinwigilacji.org

 

Nie ulega wątpliwości, że Japonia to kraj powszechnie kojarzony z wysokim poziomem życia, tradycyjną kulturą i sztuką czy zaawansowaną technologią. Ta romantyczna wizja, której niezaprzeczalnemu urokowi ulega wielu ludzi Zachodu, to jednak perspektywa bardzo spłycona, ponieważ za chętnie prezentowaną obcokrajowcom atrakcyjną fasadą, skrywają się mroczne sekrety japońskiego kapitalizmu.

Niebywały sukces ekonomiczny w latach powojennych, umożliwiający promowanie korzystnego wizerunku Japonii w świecie, nie obył się bowiem bez ofiar. Na gorzką ironię zakrawa fakt, że jedną z najbardziej poszkodowanych grup w japońskim społeczeństwie są osoby, które najciężej pracowały na japoński boom gospodarczy, często tracąc zdrowie w fabrykach, stoczniach i kopalniach. Są to robotnicy zamieszkujący miejsca zwane yoseba, czyli specjalne, wyizolowane dzielnice nędzy, zwane również gettami, z których największe to Kamagasaki w Osace i Sanya w Tokio, natomiast mniejsze można znaleźć w każdym innym mieście przemysłowym. Liczbę mieszkańców yoseb w latach 80. XX wieku szacowano na sto tysięcy w skali całego kraju. Zdecydowaną większość z nich stanowią samotni mężczyźni, obecnie już w podeszłym wieku. Niniejszy tekst stanowi próbę spojrzenia na Japonię z przeważnie ignorowanej perspektywy mieszkańców tokijskiej Sanyi – miejsca, którego nie sposób szukać na turystycznych mapach.
Robotnicy z Sanyi autor zdjęcia: Ōshima Shunichi
Pierwsze yoseby powstały pod koniec XIX wieku, jako miejsca gdzie przymusowo osiedlano osoby nieposiadające stałego adresu zameldowania, zmuszając je następnie do ciężkiej pracy fizycznej. System ten został reaktywowany w latach 50. XX wieku, zapewniając tanią siłę roboczą dla szybko rosnącej japońskiej gospodarki. Tym razem władza nie używała jednak środków bezpośredniego przymusu, ponieważ w rozwiniętym systemie kapitalistycznym wystarczającym okazał się przymus ekonomiczny. Wzrost populacji w tych dzielnicach ściśle powiązany był z wydarzeniami takimi jak Olimpiada w Tokio w 1964 roku i Wystawa Światowa w Osace w 1970 roku. Takim impulsem była również wojna prowadzona przez Stany Zjednoczone w Korei, stwarzając zapotrzebowanie na pracowników stoczni, co stanowi znakomitą ilustrację powiązań gospodarczego wzrostu w kapitalizmie ze zbrojną ekspansją.
System pośrednictwa pracy w tokijskiej yosebie opanowany był wtedy przez yakuzę, która za swoje nieproszone usługi pobierała sporą część zarobków robotników. Zatrudniani oni byli wyjściowo przez wielkie korporacje lub władze lokalne, jednak ze względu na rozbudowany system pośrednictwa odpowiedzialność za pracownika wymykała się wszelkim regulacjom. Wyzysk ten doprowadził w końcu do buntowniczych wystąpień samych robotników. Pierwszym jednak japońskim protestem o charakterze antykapitalistycznym, według badacza japońskiego anarchizmu Kurihary Yasushi (1979-...), były tzw. zamieszki ryżowe z 1918 roku. Za bezpośrednią przyczynę uważany jest wzrost cen ryżu, jednak był to jedynie pretekst dla wyrażenia niezadowolenia przez szerokie masy ludności, buntujące się przeciwko powszechnemu wdrożeniu modelu pracy najemnej, który postrzegano jako opresyjny. Był to największy do tej pory protest w historii Japonii o naprawdę imponującym zasięgu, szacuje się, że nawet jedna szósta społeczeństwa w którymś momencie wzięła w nim udział.
Zamieszki w Sanyi autor zdjęcia: Ōshima Shunichi
Kolejne protesty o charakterze antykapitalistycznym miały miejsce w 1959 roku, kiedy to mieszkańcy Sanyi dołączyli do ogólnokrajowych demonstracji przeciwko AMPO, traktatowi przedłużającemu amerykańską okupację Japonii, a zamieszki przeniosły się również do Kamagasaki. W Sanyi zaatakowano wtedy znienawidzony komisariat policji i podpalono radiowóz, czego konsekwencją było stałe zwiększenie policyjnej obecności w dzielnicy przez zaniepokojone władze. Szczególna niechęć do sił porządkowych brała się nie tylko z ich brutalności w pacyfikowaniu demonstracji, ale także stąd, że policjanci postrzegani byli jako wspólnicy wyzyskującej robotników yakuzy. Japońska mafia nie kryje się bowiem ze swoimi skrajnie prawicowymi, nacjonalistycznymi sympatiami i chętnie współpracowała z policją przy tłumieniu robotniczych protestów.
W 1972 roku w Sanyi sformowano bojową organizację Genba Tōsō (Bojowa Grupa na Miejscu Pracy), a za metodę walki obrano wymuszanie rezygnacji pracodawców ze współpracy z gangsterami – poprzez strajk polegający na całkowitej odmowie pracy. Wobec opornych na werbalne tłumaczenia właścicieli przedsiębiorstw czasami używano również bardziej przemawiających do rozsądku argumentów siłowych. Stosowano je również w walce z panoszącymi się w Sanyi gangsterami, dzięki czemu udało się wypędzić stamtąd mafijną rodzinę Suzuki, jednak w obliczu przeważających sił wroga działalność została przerwana.
Wielu z walczących nie stroniło od alkoholu, co obok stosowania otwartej przemocy budziło niesmak wśród działaczy/ek niektórych japońskich organizacji lewicowych. Miało to przesądzać o ich niemoralnym charakterze, a walki lekceważono, określając mianem rozrób wywołanych przez podchmielonych awanturników. Jednym z sojuszników robotników z Sanyi był natomiast Funamoto Shūji (1945-1975), znany jako autor manifestu „Nie wolno umierać po cichu w rynsztoku” oraz z samobójczej śmierci w wieku 29 lat wskutek samospalenia pod bramą bazy sił zbrojnych USA w Kadenie na Okinawie. Funamoto umieścił przemoc stosowaną przez robotników w kontekście klasowej walki, określając ją jako sposób na samowyrażenie się klas zdominowanych, w obliczu braku innej możliwości zadbania o własne interesy.
Walka rozgorzała na nowo, kiedy w 1981 roku robotnicy z tokijskiej yoseby założyli Sanya Sōgidan, organizację walczącą z opanowanym przez yakuzę systemem pośrednictwa pracy i równie bezkompromisowo negocjującą lepsze warunki pracy w zakładach przemysłowych. W 1983 roku sytuacja przybrała brutalny przebieg, kiedy do Sanyi wkroczyła mafijna rodzina Kanamachi, mająca powiązania ze skrajnie prawicową organizacją o nazwie Kokusuikai (Towarzystwo Patriotyczne). Do walczących robotników dołączył wtedy kinoaktywista Satō Mitsuo, który w celu stworzenia - jak sam to określił - filmu bojowego postanowił wziąć czynny udział w starciach.
Pomimo przeważających sił wspólnie działających gangsterów i policji robotnikom udało się wtedy przepędzić wroga, nawet w obliczu komplikacji, takich jak liczne prewencyjne aresztowania walczących, związanych ze zbliżającą się wizyty prezydenta USA Ronalda Reagana w Japonii. Jednak podczas walk Satō został śmiertelnie pchnięty nożem przez jednego z gangsterów, co wywołało kolejną falę zamieszek. Spalono wtedy należący do mafii samochód, który z zamontowanych na zewnątrz ogromnych głośników sączył skrajnie prawicową propagandę, a także za pomocą kamieni ponownie zaatakowano lokalny komisariat policji. Pomimo śmierci pierwszego reżysera zadania ukończenia filmu odważnie podjął się jeden z liderów walczących robotników, Yamaoka Kyōichi. To właśnie on zwrócił uwagę na nierozłączny mechanizm synergii pomiędzy nacjonalizmem, kapitalistycznym wyzyskiem i przemocą ze strony policji i yakuzy, co znajduje odzwierciedlenie w treści filmu. Dzieło to udało mu się doprowadzić do końca, jednak w kilka tygodni po premierze również stracił życie z rąk gangstera z rodziny Kanamachi.
Obecnie większość robotników zamieszkujących yoseby jest w podeszłym wieku albo już nie żyje, a Sanya powoli pustoszeje. Jednak niezmiennie co roku, w styczniu, odbywa się tam demonstracja w celu uczczenia zamordowanych towarzyszy. Film nie został nigdy skomercjalizowany w żadnym formacie, ponieważ twórcy uznawali burżuazyjne media masowe za wspólników aparatu opresji, z którym walczyli. Dlatego funkcjonuje on jedynie w podziemnym obiegu, a jedyny sposób, by go zobaczyć, to osobiste uczestnictwo w specjalnej projekcji, która co jakiś czas organizowana jest przez Komisję Filmową Yama w Tokio, organizację powołaną w celu upamiętnienia dziedzictwa Satō i Yamaoki. Pokazy odbywają się również niekiedy poza Japonią, pierwsza i do tej pory jedyna projekcja w Polsce miał miejsce 19 października 2017 roku w krakowskim Warsztacie. Co ciekawe, w filmie tym podczas sceny walk tłem dźwiękowym jest Warszawianka (1905).
Odległe czasowo, przestrzennie i kulturowo walki robotników z Sanyi na pierwszy rzut oka mogą wydawać się jedynie egzotyczną ciekawostką. Nic bardziej mylnego - splot nacjonalistycznej ideologii, brutalności aparatu represji i kapitalistycznego wyzysku jest zjawiskiem uniwersalnym, a więc aktualnym pod każdą szerokością geograficzną, z którym niestety mamy do czynienia również i dziś. Problemy te nie istnieją w oderwaniu od siebie, lecz każdy z nich jest zarazem przyczyną i skutkiem pozostałych dwóch. Dlatego nie da się zwalczyć jednego z nich, bez wyeliminowania innych i z tego względu robotnicy z Sanyi walczyli ze wszystkimi tymi przejawami opresji. Mogą one przybierać nieco bardziej wyrafinowane i trudniejsze do wykrycia formy niż prawicowy gangster uzbrojony w metalową pałkę, jednak o ich istnieniu nie wolno nigdy zapominać.
Katarzyna Skulimowska

Artykuł ukazał się w 8 numerze „A-taku” (2018).

W kieracie ubojni - książka

20 czerwca 2018 r. | Dział: Polska

„W kieracie ubojni” to pozycja przedstawiająca z aktywistycznej perspektywy kwestie rozwoju przemysłu mięsnego. Ilona Rabizo we Wstępie do swojej książki pisze: "... w mojej analizie ważne jest spojrzenie na proces produkcji całościowo: od strony technologicznej, pracowniczej i od strony zwierząt zaprzęgniętych w system produkcji przemysłowej. Istotne są tu też kwestie własnościowe i dotyczące koncentracji kapitału. Z kolei zatrudnienie się w zakładzie pracy, przeprowadzenie wywiadów z pracownikami, to tylko jeden z kroków, by lepiej zrozumieć i przeanalizować problem, jakim jest wyzysk ludzi i zwierząt. I by w konsekwencji ten wyzysk przezwyciężyć.
Celem mojej pracy jest zatem ujawnienie realnych warunków pracy w przemyśle mięsnym oraz tego, jak w trakcie procesu produkcji traktuje się zwierzęta i ludzi".

 

FB książki:

 

https://www.facebook.com/W-kieracie-ubojni-1828296223895463/

 

Na stronie Bractwo Trojka:

 

https://www.bractwotrojka.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=5471&Itemid=116



 

CZARNY PROTEST – strona solidarności z represjonowanymi:

https://www.facebook.com/Solidarnie-z-represjonowanymi-po-Czarnym-Protescie-1826110957697591/

Kalendarium

03.10.2016

Między godziną 14:00 a 18:00 na pl. A. Mickiewicza w Poznaniu odbył się protest przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Po zakończeniu zgromadzenia (ok godziny 18:00) nastąpił spontaniczny przemarsz grupy części protestujących (1500 osób) na ulicę św. Marcin 43 pod siedzibę Biura poselskiego PIS. Na miejscu na demonstrantów oczekiwali policjanci, którzy dostali polecenie ochrony biura partii rządzącej. Z tłumu w ich stronę rzucono kilka świec dymnych po czym protestujący zatrzymali się, rozłożyli transparenty i spokojnie wykrzykiwali polityczne hasła. Po chwili spanikowani policjanci, do których dołączyło wsparcie w postaci większej liczby funkcjonariuszy, zaczęli na oślep napierać na zgromadzonych ludzi, bić ich pałkami oraz kaskami. Policja rozpyliła także gaz pieprzowy, którego działanie dotknęło bardzo dużą liczbę przypadkowych ludzi. W wyniku tych zdarzeń zatrzymano 3 osoby: Macieja H., Jacka S. i Gosię C. Zgromadzeni demonstranci jeszcze przez jakiś czas pokojowo domagali się informacji na temat zatrzymanych oraz ich uwolnienia, po czym przeszli pod komisariat Stare Miasto na al. Marcinkowskiego. Choć pod komisariatem zjawiła się prawniczka, która domagała się możliwości rozmowy z zatrzymanymi, policja nie wpuściła jej do budynku. Sami zatrzymani nie uzyskali informacji na temat podstawy prawnej zatrzymania. W wyniku działań policji wiele osób odniosło mniejsze lub większe obrażenia, zostało pobitych i poparzonych gazem pieprzowym.

04.10.2016

Po nocy spędzonej na Policyjnej Izbie Zatrzymań, bez dostępu do prawnika, informacji na temat przyczyny zatrzymania, a nawet wody, ok. godziny 16:00 (po upływie 23 godzin) osoby zatrzymane
wypuszczono z postawionymi zarzutami naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy.

07.10.2016

Grupa osób poszkodowanych podczas zajść pod siedzibą PISu stara się złożyć zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez policję. Osobom tym, z wyjątkiem Joanny M., uniemożliwiono rozmowę z dyżurującą prokuratorką. W trakcie składania zawiadomienia (PR 1 Ds. 2795.2016) Joanna M. została przez prokuraturę potraktowana w sposób skandaliczny – prokuratorka krzyczała na nią, zarzucając, że marnuje jej czas, upokarzała ją oraz bagatelizowała i nieuprzejmie komentowała jej zeznania.

(Iwona J. oraz Julia H. także składają zawiadomienia o przekroczeniu uprawnień – obie sprawy zostają natychmiastowo umorzone).

11.10.2016

Dostajemy zawiadomienie, że prokurator Rejonowy Poznań Stare Miasto w Poznaniu wszczął śledztwo w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji w Poznaniu.

12.10.2016

Powołanie biegłego Laboratorium kryminalistyki Komendy wojewódzkiej policji w Poznaniu – pracowni daktyloskopii w celu: ujawnienia i zabezpieczenia na przesłanych przedmiotach śladów linii papilarnych z materiału dowodowego, czyli petard hukowych w ilości 2 szt. oraz granatów dymnych w ilości 4 szt. Na ubraniach i ciałach zatrzymanych nie wykryto żadnych śladów obecności materiałów pirotechnicznych.

18.10.2016

Postanowienie o powołaniu biegłego z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu – pracownia fizykochemii w celu udzielenia odpowiedzi na pytania – czy na przesłanym materiale dowodowym znajdują się pozostałości substancji wchodzących w skład środków pirotechnicznych. Przesłano pobrane podczas zatrzymania wymazy z rąk, włosów i ubrań. Przesłano też dowody rzeczowe m.in. czapki i kurtki.

31.10.2016

Maciej H. składa skargę na czynności policji do Komendy wojewódzkiej policji.

15.11.2016

Prokuratura wysyła Joannie M. postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie o przekroczenie uprawnień przez policję.

16.12.2016

Joanna M. składa do sądu zażalenie w sprawie oddalenia śledztwa przeciwko policji. Sprawa ta trafia do raportu Rzecznika Praw Obywatelskich na temat nadużyć władzy w policji.

23.03.2017

Rozprawa związana z zażaleniem Joanny M., na której Sąd nakazuje prokuraturze wszczęcie śledztwa przeciwko policji (sygn. PR 1 Ds 1286.2017).

18.04.2017

Oficjalne wszczęcie śledztwa (sygn. PR 1 Ds 1286.2017) w sprawie o nadużycie władzy przez policję.

23.05.2017

Przesłuchanie Joanny M. w Biurze Spraw Wewnętrznych Policji na Kochanowskiego w charakterze pokrzywdzonej w sprawie przekroczenia uprawnień.

24.05.2017

Joanna M. zostaje wezwana na prokuraturę, gdzie zostaje przesłuchana jako podejrzana w śledztwie przeciwko zatrzymanym podczas demonstracji osobom. Przesłuchująca ją prokuratorka uczestniczyła w trakcie składania przez Joannę M. zeznań przeciwko policji (dzieliła ona biuro z prokuratorką, która przyjmowała zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez policję). W trakcie przesłuchania Joanna. M. zeznaje, że uczestniczyła w proteście ze swoim partnerem, Pawłem B. Prokuratorka przedstawia jej zarzuty: uczestnictwo w nielegalnym zgromadzeniu ze świadomością, że jego uczestnicy zamierzają dokonać gwałtowny zamach na funkcjonariuszy policji oraz utrudnianie wykonywania obowiązków policji poprzez kopanie radiowozu, otwieranie jego drzwi, rzucanie się na maskę radiowozu, stanie i siadanie przed radiowozem, wysypanie na jego szybę białego proszku niewiadomego pochodzenia oraz chwycenie się krat na przedniej szybie radiowozu. Prokuratorka zaznaczyła, że na podstawie zgromadzonych materiałów dowodowych wie ona, że Joanna M. nie popełniła wszystkich zarzucanych jej czynów, ale, w jej mniemaniu, ponosi ona „zbiorową odpowiedzialność” za każde wykroczenie, które miało miejsce podczas zgromadzenia.

29.05.2017

Joanna M. otrzymuje listownie wcześniej sformułowane zarzuty. Zarzut udziału w nielegalnym zgromadzeniu otrzymuje także Paweł B., którego Joanna M. wymieniła wcześniej jako swojego partnera i świadka zdarzeń. Oboje zostają dołączeni do sprawy przeciwko Maciejowi H., Gosi C. i Jackowi S. Do sprawy dołączona zostaje także Iwona J. która wcześniej również złożyła zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez policję.

06.06.2017

Odmowna odpowiedź prokuratury na wniosek z dnia 05.06.2017 o udostępnienie akt sprawy toczącego się śledztwa. W międzyczasie prokuratorka prowadząca sprawę przeciwko zatrzymanym na demonstracji oraz osobom, które złożyły zawiadomienie o nadużyciu uprawnień przez policję (Monika Rutkowska) dostaje awans.

22.09.2017

Przesłuchanie Małgorzaty C. i Macieja H. w charakterze podejrzanych w Prokuraturze Rejonowej Stare Miasto w Poznaniu.

22.09.2017

Postanowienie o przedstawieniu zarzutów przez prokuraturę Gosi C., Maciejowi H. i Jackowi S. o przestępstwo z art. 222 par. 1 kk i art. 157 par. 2 w związku z art. 11 par. 2 kk
oraz o przestępstwo z art. 254 par. 1 kk.

31.10.2017

Prokuratura zamyka śledztwo przeciwko zatrzymanym.

06.11.2017

Prokuratura Rejonowa Poznań – Stare Miasto przedstawia akt oskarżenia przeciwko:

1.Małgorzacie C.:
- dokonała naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji Dawida B. w ten sposób, że podczas wykonywanych przez niego czynności służbowych kopała go po nogach, szarpała powodując u ww. obrażenia ciała w postaci skręcenia stawu śródręczno – paliczkowego palca I ręki prawej, powierzchownego otarcia naskórka palca I ręki prawej, które to obrażenia naruszyły czynności narządów ciała na czas poniżej 7 dni (art. 222 par. 1 kk i art. 157 par. 2 w związku z art. 11 par. 2 kk);
- brała udział w zbiegowisku w rejonie budynku nr 43 przy ulicy św. Marcin wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy policji wykonujących w tym miejscu obowiązki służbowe (art. 254 par. 1 kk).

2. Joannie M.:
- brała udział w zbiegowisku w rejonie budynku nr 43 przy ulicy św. Marcin wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy policji wykonujących w tym miejscu obowiązki służbowe (art. 254 par. 1 kk).
- działając wspólnie i w porozumieniu z osobami o nieustalonej tożsamości w celu zmuszenia funkcjonariuszy policji […] do zaniechania prawnej czynności służbowej i odstąpienia od zatrzymania i przetransportowania do KP Poznań-Stare Miasto osób podejrzewanych o popełnienie przestępstwa w przebiegu zgromadzenia odbywającego się w rejonie ulicy św. Marcin w Poznaniu, utrudniała odjazd radiowozu z ww. w ten sposób, że stawała i siadała przed pojazdem, usiłowała otworzyć drzwi, uderzała rękoma i kopała w jego karoserię, wysypała na szybę samochodu biały proszek nieustalonego pochodzenia utrudniając kierowcy widoczność, a nadto położyła się na masce radiowozu i chwyciła rękoma za kraty zabezpieczające przednią jego szybę (art. 224 par. 2 kk; art.254 par. 1 kk).

3. Iwonie J.:
- brała udział w zbiegowisku w rejonie budynku nr 43 przy ulicy św. Marcin wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy policji wykonujących w tym miejscu obowiązki służbowe (art. 254 par. 1 kk).

4. Jackowi S.:
- o to, że dokonał naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji […] w ten sposób, że podczas wykonywanych przez funkcjonariuszy czynności służbowych kopał ich po nogach i odpychał (art.222 par. 1 kk);
- brał udział w zbiegowisku w rejonie budynku nr 43 przy ulicy św. Marcin wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy policji wykonujących w tym miejscu obowiązki służbowe (art. 254 par. 1 kk).

5. Maciejowi H. o przestępstwo z art.222 par. 1 kk; z art. 254 par. 1 kk
- o to, że dokonał naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji […] w ten sposób, że podczas wykonywanych przez funkcjonariuszy […] czynności służbowych kopał ich po nogach i uderzał pięściami po klatce piersiowej oraz funkcjonariusza policji […] w ten sposób, że podczas wykonywanych przez policjanta czynności służbowych szarpał go za mundur, odpychał i uderzał rękoma (art.222 par. 1 kk);
- brał udział w zbiegowisku w rejonie budynku nr 43 przy ulicy św. Marcin wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy policji wykonujących w tym miejscu obowiązki służbowe (art. 254 par. 1 kk).

6. Pawłowi B.:
- brał udział w zbiegowisku w rejonie budynku nr 43 przy ulicy św. Marcin wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy policji wykonujących w tym miejscu obowiązki służbowe (art. 254 par. 1 kk).

7.11.2017

Akt oskarżenia przesłany do Sądu Rejonowego Poznań – Stare Miasto.

24.11.2017

Powołanie Zakładu Medycyny Sądowej UM w Poznaniu w celu zweryfikowania obrażeń, których doznali poszkodowani przez policję.

13.12.2017

Prokuratura przesłuchuje Małgorzatę C. w roli świadka w sprawie o nadużycie władzy przez Policję.

19.02.2018

Prokuratura umarza śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez policję [sygn. PR 1 Ds 1286.2017]. Fragmenty uzasadnienia (pisownia oryginalna):

„Wskazać należy, a czego nie można pominąć mając na uwadze stan faktyczny niniejszej sprawy, iż do kręgu osób pokrzywdzonych w niniejszym postępowaniu należą osoby, które działają w poznańskim ruchu anarchistycznym (Federacja Anarchistyczna Poznań, Rozbrat) bądź są ze wskazanym ruchem w inny sposób powiązane. Członkowie tego ruchu biorą udział w rozmaitych protestach próbując poprzez swoje zachowania prowokacyjne, zaczepne w trwającym proteście deprecjonować działania organów państwa – w tym szczególności Policji.
Na stronie internetowej Federacji Anarchistycznej znajduje się szereg porad dotyczących demonstrowania w tym nawiązujących do konieczności zakładania masek na twarz, odbijania aresztowanych i inne. W niniejszej sprawie można spostrzec typowe tego rodzaju działania w szczególności prowokacyjne – jako korzystanie z masek, rzucanie w funkcjonariuszy kamieniami, racami, kierowanie słów wulgarnych i obraźliwych pod adresem funkcjonariuszy policji. Większość tych zachowań jest niebezpieczna dla życia i zdrowia.
[…] Jednakże zeznania pokrzywdzonych, w kontekście pozostałego materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie – uznano za subiektywne albowiem są one niespójne z pozostałym materiałem dowodowym w sprawie, w tym ze zgromadzonymi dokumentami i zeznaniami pozostałych świadków (przypominamy, że pozostali świadkowie są funkcjonariuszami policji! – przypis. autorów raportu). W szczególności trudno również przyjąć, by funkcjonariusze celowo upokarzali i stosowali zbędną przemoc wobec nieznanych i obcych osób, nie mając w tym żadnego osobistego interesu, a nadto ryzykując własnym życiem i zdrowiem oraz utratą zatrudnienia.
[…] Zdaniem prokuratora nadzorującego, funkcjonariusze policji podejmowali pilne, mające istotne znaczenie dla ochrony życia i zdrowia decyzje i czynności w dynamicznej i niebezpiecznej sytuacji jaką jest niewątpliwie konfrontacja z ponad tysięcznym tłumem. Jak również, działali z narażeniem własnego życia i zdrowia w wyjątkowo stresogennej i bezpośrednio zagrażającej życiu, zdrowiu oraz mieniu sytuacji. Należy podkreślić, iż niekontrolowane reakcje tłumu są wyjątkowo niebezpieczne.
Nie można o tym zapomnieć dokonując oceny zachowania funkcjonariuszy policji, gdyż łatwo oceniać tego rodzaju sytuacje w bezpiecznym zaciszu swojego gabinetu czy prywatnego mieszkania. Zatem kwestia wezwania do zachowania zgodnego z prawem w kontekście wypełnienia warunków z art. 34 ust 2 ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej nie ma żadnego znaczenia.”

26.03.2018

PIERWSZA ROZPRAWA Sąd Rejonowy Poznań – Stare Miasto.

16.04.2018

Zawiadomienie od prokuratury o przyjęciu zażalenia na postanowienie o umorzeniu śledztwa (sygn. PR 1 Ds 1286.2017).

18.04.2018

DRUGA ROZPRAWA Sąd Rejonowy Poznań – Stare Miasto.

28.05.2018

Posiedzenie sądu w sprawie zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa (sygn. PR 1 Ds 1286.2017). Sąd utrzymuje w mocy umorzenie śledztwa.

04.06.2018

TRZECIA ROZPRAWA Sąd Rejonowy Poznań – Stare Miasto

Kolejne wokandy zostały wyznaczone na dni:
20.08.2018
10.09.2018
01.10.2018

 

Studia nad procesami dyskryminacyjnymi w Stanach Zjednoczonych mają już obszerną literaturę. Choć wyniki tych badań niewątpliwie rzucają cień na ideały amerykańskiej demokracji, to mimo wszystko trudno podważać zakorzeniony w potocznym myśleniu pogląd, w myśl którego Stany Zjednoczone od początków swego istnienia były miejscem schronienia dla przybyszów z całego świata. Ameryka oferowała przybyszom to czego nie mogli dostać nigdzie indziej, a więc nie tylko azyl czy szanse zarobku, ale również nieograniczone możliwości rozwoju indywidualnego.

 

W istocie znamy niewiele przykładów budowania nowoczesnego państwa jako projektu obywatelskiego, gdzie wszyscy są równi wobec prawa. Już jednak przegląd podstawowych prac na temat dziejów społecznych USA uzmysławia nam, że ideałom równości i tolerancji od początku towarzyszyła równie mocna reakcja natywistyczno-rasistowska, której podłożem było religijnie uzasadnione przekonanie o wyższości WASPs (White Anglo-Saxon Protestants) nad pozostałymi mieszkańcami kontynentu. Ofiarami tego myślenia stały się tysiące ciemnoskórych mieszkańców kontynentu, a później imigrantów przybywających masowo do Nowego Świata. Uboga ludność z Azji, a także wschodniej i śródziemnomorskiej części Europy, nie zawsze mogła się tam czuć bezpiecznie.

 

Krzysztof Wasilewski podjął się zadania niezwykle ambitnego – przedstawienia anatomii dyskursu medialnego w Stanach Zjednoczonych na przełomie XIX i XX wieku w odniesieniu do zjawisk imigracyjnych. Dokonał tego w oparciu o imponującą bazę źródłową oraz bogatą literaturę przedmiotu. Odważnie zapuścił się na niełatwe obszary badawcze i wyszedł z tej próby zadowalająco.

 

Społecznym skutkom gwałtownego napływu imigrantów od początku z niepokojem przyglądały się sfery rządowe i redakcje najbardziej wpływowych pism. Kwestie regulowania napływu taniej siły roboczej były w omawianym okresie nie tylko elementem polityki wewnętrznej i zagranicznej USA, ale przede wszystkim ważną częścią debaty publicznej. Określiła ona w znacznym stopniu charakter narodowy Amerykanów. Dyskusja na temat cudzoziemców doskonale pokazywała kształtowanie się jednego z bardziej istotnych filarów politycznego myślenia elit w okresie tzw. ery progresywnej, jego uwarunkowań oraz prób samodefiniowania siebie w oparciu o konstrukcję Innego. Liczne wypowiedzi publicystyczne prezentowane w omawianej publikacji przede wszystkim wskazują źródła postaw i zachowań dziennikarskich inspirowanych m.in. popularnością darwinizmu społecznego, teorii eugenicznych oraz wzrostu nastrojów nacjonalistycznych. Brak zdolności do akceptacji „obcych”, a także stopień narastania lęków społecznych, prowadził do wykluczania niektórych grup z procesów wzajemnego przenikania kultur.

 

Dysputy medialne na temat „problemu” imigrantów przybierały często agresywną formę. Jej skutków wielu doświadczyło na własnej skórze. Stanowiska zajmowane wobec obcokrajowców umieszczane na łamach najpoczytniejszych organów prasowych odzwierciedlały poglądy sfer wykształconych, finansjery oraz grup zawodowych określanych mianem tzw. white collars. Wszystkie wymienione warstwy społeczne łączyło przekonanie o etycznym wymiarze swojego postępowania. Postawy, które zajmowali, były w ich mniemaniu zgodne z duchem chrześcijańskiej myśli i swoiście pojmowanego interesu narodowego. Podtrzymywanie poczucia zagrożenia dawało możliwość skutecznego kontrolowania napływu taniej siły roboczej, traktowanej jak towar. Na kartach publikacji znajdziemy niezwykle bogaty materiał ilustrujący obrazy wroga, zarówno na łamach prasy elitarnej, jak i bulwarowej, jego stygmatyzację i dążenie do eliminacji z życia publicznego.

 

Książka Bezdomnych gromady niemałe… dostarcza szeroki wachlarz argumentów mówiących o szkodliwości imigrantów w rozwoju amerykańskiego społeczeństwa. Autor trafnie powiązał wpływ głęboko zakorzenionego rasizmu i ruchów natywistycznych na dyskurs prasowy w odniesieniu do imigrantów. Prześledził rozmaite formy nacisków medialnych na władze stanowe i federalne, aby wprowadzały ustawowe ograniczenia przyjmowania obcokrajowców. Obnażył oportunizm polityków największych partii amerykańskich, zarażonych paranoją antyimigracyjną, inicjujących proces legislacyjny, który przybrał postać uchwał dyskryminujących od słynnego Chinese Exclusion Act (Ustawy o wykluczeniu Chińczyków) z 1882 roku aż do Immigration Act z 1924 roku, która wprowadzała ograniczenia dla imigrantów z Europy. Starał się uwzględnić specyfikę poszczególnych grup etnicznych w określonym czasie, a także stopnie wrogości powodowane uprzedzeniami i stereotypami. Obserwujemy jak przemoc werbalna modyfikowała argumentację w zależności od typu Innego, przy jednoczesnym zachowaniu trójdzielnego schematu propagandy w oparciu o ekonomiczne, polityczne (cywilizacyjne) i społeczne (rasowe) ramy problemowe.

 

Interesującymi fragmentami pracy są te, w których wizerunki obcości ulegają metamorfozom, kiedy na atawistycznie zakorzenione lęki, przesądy i stereotypy nakładano nową wykładnię, przemyślaną i dostosowaną do aktualnych okoliczności społeczno-politycznych. Jest to widoczne szczególnie na przykładzie dwóch różnych negatywnych obrazów azjatyckich grup narodowościowych, Chińczyków i Japończyków. Równie ciekawie przedstawiono konfrontację pozytywnego wizerunku mieszkańców pochodzących z terenów Europy Zachodniej i Północnej z przedstawicielami tzw. nowej emigracji. Najbardziej chyba frapującym zjawiskiem, opisanym w książce, jest pewnego rodzaju paradoks, gdy rasistowskie postawy działały na korzyść białych imigrantów. Do takich wniosków możemy dojść czytając urywki odnoszące się do względnej sympatii Południa wobec cudzoziemców z Europy Wschodniej, dyktowanej troską o zachowanie dominacji białej rasy. Jednocześnie mamy świadomość, że w tym samym czasie na tych terenach dochodziło do wyjątkowo okrutnych mordów na przedstawicielach ludności czarnoskórej, co czyni problem ocen stopnia dyskryminacji m.in. grup słowiańskich w USA dużo bardziej skomplikowanym.

 

Istotnym elementem konstrukcyjnym książki, który trudno przeoczyć, są schematy teoretyczne, w które autor wpisuje swój typ badań empirycznych. Opierają się one na współczesnych koncepcjach socjologicznych, mających jak się wydaje ułatwić opisanie i zrozumienie mechanizmu medialnego kształtowania obrazu imigrantów w przeszłości. Sięga po dość kontrowersyjne teorie Edwarda Hermana i Noama Chomsky’ego, krytyków środków masowego przekazu, przekonanych o tym, że zadaniem mediów jest dążenie do utrzymania hegemonii kulturowej elit gospodarczo-politycznych w oparciu o ideologię (neo)liberalną. Dodać trzeba, że obaj myśliciele kwestionują także status niezależności mediów, gdyż były one i są, jak twierdzą, stałym składnikiem struktur władzy. W konsekwencji hamują wszelkie próby radykalnych zmian społecznych, które mogłyby zlikwidować wiele nierówności społecznych. Ważną częścią konstrukcji teoretycznej pracy jest również analiza ramowa Ervinga Goffmana porządkująca interpretacje oraz zjawiska społeczne w ramach określonego modelu wyjaśniającego.



Przy całej słuszności rozumowań zawartych w omawianej publikacji, warto byłoby jednak szerzej osadzić analizowany dyskurs prasowy w epoce. W ówczesnej Europie, która może stanowić punkt odniesienia dla Ameryki, debaty publiczne na temat mniejszości narodowych zaostrzyły się do niespotykanych wcześniej rozmiarów. Afera Dreyfusa pokazała antysemicką twarz ogromnej części francuskiego społeczeństwa. Dużo bardziej agresywne, wręcz karykaturalne narracje dyskryminacyjne miały miejsce w Niemczech i Rosji, nastąpiły po nich kampanie terroru i przemocy wobec obcych. Na tym tle Stany Zjednoczone jawią się nieco bardziej umiarkowanie, przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę tamtejszy system społeczno-polityczny, sprzyjający m.in. rozwojowi prasy etnicznej. Można tam dostrzec w przestrzeni publicznej także opinie przychylne imigrantom. Autor rejestruje te nieliczne głosy rozsądku w kwestii traktowania nowych przybyszów. Mógłby jednak bardziej wyeksponować te fragmenty dyskursu prasowego, które informowały i komentowały działalność znaczących instytucji powołanych do życia przez grupy etniczne. W wielu przypadkach przywódcy stojący na czele swoich diaspor doświadczali swobód obywatelskich, manifestując dumę z poczucia przynależności do młodego imperium.

 

Wiele instytucji etnicznych brało czynny udział w ówczesnych grach politycznych, szczególnie w czasie kampanii przedwyborczych. Kto wie, czy wówczas nie okazałoby się, że front antyimigrancki nie był w Stanach Zjednoczonych aż tak mocny i zdyscyplinowany, jak wynika to z lektury pracy. Pytanie czy w ramach złożonych zjawisk, jakie obserwujemy w ciągu niemal półwiecza, zachodziły pewne odchylenia od normy, które pozwalałyby podważyć schemat propagandowy dyskursu medialnego zaproponowany przez Autora i tym samym wyjść poza odgórnie przyjęte założenia teoretyczne. Nie należy lekceważyć znaczenia rozmaitych kontaktów, form dialogu między ludnością o korzeniach anglosaskich z przedstawicielami innych kultur w omawianym okresie. Na różnych poziomach, w różnej skali dochodziło do wymiany doświadczeń, które powoli przełamywały uprzedzenia i kształtowały postawy akceptacji.



Prawdopodobnie nie zmieniłoby to ogólnego obrazu prasowego dyskursu, ani oceny efektów działalności dziennikarskiej w USA, przypadającej na lata 1875-1924. Prasa amerykańska odegrała niechlubną rolę w debacie publicznej na temat imigrantów, chociaż niektóre zjawiska z pewnością można było osadzić mocniej w kontekście historycznym. Warto zastanowić się, które z wypowiedzi stanowiły element zorganizowanych politycznych kampanii prasowych, a które pojawiały się wyłącznie jako spontaniczne odbicie typu myślenia o cudzoziemcach. Pewne formy narracji, które możemy uznać za dyskryminacyjne, obowiązywały niemal wszędzie i nawet prasa etniczna nie była wolna od rasistowsko-nacjonalistycznej narracji, czego dowodzą choćby badania Roberta M. Zeckera nad świadomością rasową słowackich osadników w Stanach Zjednoczonych.

 

Następne dekady XX wieku przyniosły eskalację antyimigranckich nastrojów w Ameryce, ale też dojście do głosu wpływowych nurtów społeczno-intelektualnych, które przeciwdziałały dyskryminacji. Pokazały one realne możliwości stworzenia wspólnoty ogólnoludzkiej, która nie musi być zawężona do jednego kręgu cywilizacyjnego. Ścieranie się odmiennych wizji wyobrażonej wspólnoty amerykańskiej przetrwało wiek XX i odradza się w dzisiejszych czasach. U jej podstaw wydają się często leżeć te same emocje i brak zdolności do refleksyjnego ustosunkowania się do rzeczywistości.

 

Daniel Kiper

www.histmag.org

 

Nabici w butelkę kapitalizmu

11 czerwca 2018 r. | Dział: Publicystyka
Młodzi ludzie dają się złapać na lep szybkiego sukcesu, głoszonego przez socjotechniczne hasła mówiące o pięknej przyszłości, a przyszłość kończy się trzeciorzędnym stanowiskiem w pracy oraz niewolą w kredycie na mieszkanie, samochód i pralkę.
COSTA, NERO ITP…
Któregoś dnia siedząc w jednej z warszawskich sieciowych kawiarni – może była to Costa, może Nero, na pewno nie Starbucks, bo kompromis z systemem musi mieć swoje granice – z uwagą przyglądałem się pracy barmanek. Cztery młode dziewczyny uwijały się niczym humanoidalne mechanizmy z powieści Philipa K. Dicka. Kawiarnia jest w Centrum, więc nieustanny napływ ludzi powodował, że kolejka utrzymywała się na stałym poziomie sześciu osób. Barmanki w pracowniczej hipnozie zarabiały pieniądze – parzyły czarną, latte, americano; zalewały indyjską, chińską, zieloną, owocową, miętową, mieszankę karaibską, leśną i zimową; wyciskały soki z pomarańczy, bananów i z grejpfrutów. Na deskach cięły ciasta z galaretką i z polewą z bitej śmietany, a w mikrofalach dopiekały sandwicze. Poza tym sprzątały stoły i wycierały ich blaty. Mopami polerowały zabłoconą podłogę, a założywszy długie gumowe rękawice, zamykały się w toaletach, by odświeżyć umywalki, sedesy i pisuary oraz by na koniec złożyć podpis na tabeli harmonogramu wzorowego wc-sprzątacza.
Zauważyłem, że do tych wszystkich obowiązków dochodzi jeszcze konieczność kontaktów także i z tą klientelą, która – co częste u ludzi mieszkających w stolicy – wyładowuje swoje frustracje i nerwowe napięcia na personelu czegokolwiek, grunt, że niższym. Wystarczy, by odrobinę poczuć w sobie siłę klienta-pana, a już bez opamiętania odreagowuje się na „zatrudnionych w branży usługowej” własną degradację do petenta-śmiecia, doznaną podczas wizyt w urzędach, biurach, przychodniach i szpitalach.
www.redflag.org.au
NIE MA NIC ZA DARMO
Barmanki, a także barmani, muszą znosić swój los z pokorą, mimo że czasem łzy cisną im się do oczu, pięści zaciskają się pod fartuchem, a w żołądku mdli z głodu i przemęczenia. Tak mija prawie cały dzień – pieniądze, liczenie, wydawanie reszty, sprzątanie, kolejny frustrat łypie spode łba, ktoś ma pretensje, że za wolno, że kawa bez smaku, że ciasto nieświeże, że w kasie nie ma drobnych, ale czy jest sens, by tłumaczyć, że to już siódma godzina pracy, a wczoraj do czwartej nad ranem trzeba było wkuwać do kolokwium na zarządzaniu, że szef każe oszczędzać na kawie, że każe wciskać wczorajsze croissanty w promocji, a drobnych nikt nie przynosi, bo do tego potrzebne jest dodatkowe stanowisko.
Praca wykonywana przez barmanki wydała mi się na tyle ciężka, że aby czuć z niej minimalną satysfakcję, na pełnym etacie trzeba by pracować najwyżej sześć godzin dziennie, za pensję nie niższą niż 2800 zł „na rękę” miesięcznie. W ogóle w polskich warunkach każda pensja niższa niż 2800 zł netto oznacza „kiepski żart” systemu, szczególnie, gdy ktoś w dużym mieście musi wynająć mieszkanie i planuje założenie rodziny. Co zatem skłoniło obserwowane przeze mnie osoby do frustrującej pracy ponad możliwości nawet zdrowego i młodego organizmu? Nie mam na myśli tego, że od zasuwania osiem godzin na dobę za ladą można umrzeć z wyczerpania, ale to, że po tygodniu każdej pracy w wyzysku trudno jest czerpać radość i satysfakcję z życia, że życie powoli staje się wegetacją, a samorozwój bolesną mrzonką. Być może właśnie z tej przyczyny – powodowani instynktem samozachowawczym – pracownicy i pracownice w „sieciówkach” zmieniają się tak często?
Fot. www.thecommentator.com
ZŁUDZENIA W ZAMIAN ZA ŻYCIE
Lukrowana cywilizacja kapitalizmu obiecuje wiele, ale daje bardzo mało – ten fakt staje się powoli powszechnie dostrzegalny. Specjaliści od sporządzania ofert pracy do karykaturalnych granic rozszerzają w Photoshopie uśmiechy tych, którzy swoim zadowoleniem mają świadczyć, że „ta oferta jest wyjątkowa”, że „czekamy właśnie na ciebie”, że „tu się rozwiniesz”. Młodzi ludzie dają się złapać na lep szybkiego sukcesu, głoszonego przez socjotechniczne hasła mówiące o pięknej przyszłości, a przyszłość kończy się trzeciorzędnym stanowiskiem w pracy oraz niewolą w kredycie na mieszkanie, samochód i pralkę. Jeśli przeciętny (niezamożny) młody człowiek nie ma mieszkania odziedziczonego po swoich dziadkach lub takiego, które dostał od rodziców, a chce mieszkać na przykład w Warszawie, to musi wynająć „kawalerkę” za minimum 1200 zł miesięcznie. Kwota ta równa się często prawie całej miesięcznej pensji. Jeśli chce żyć oszczędnie, to najczęściej, wraz z czterema współlokatorami, „kisi się” w trzypokojowym mieszkaniu z gipsowym przepierzeniem zmieniającym go w czteropokojowy „apartament z wielkiej płyty”. W mieszkaniu takim wszystko staje się tragikomiczne – konflikty o niepozmywane naczynia, o dym z papierosów, brudny sedes czy zbyt głośny seks za gipsową ścianą.
Dopijając kawę, zastanawiałem się, kiedy obserwowane przeze mnie barmanki, a także pracownicy i pracownice Tesco, Biedronki, Empiku i innych firm rządzących się neoliberalnym „maksimum zysku – minimum strat” zrozumieją, że cały czas są oszukiwani, rolowani, nabijani w butelkę kapitalizmu. System ten nieustannie potrzebuje niewolników, potrzebuje taniej siły roboczej, bo taka jest dynamika jego funkcjonowania, dynamika nierówności i wyzysku, które kapitalizm ze sobą niesie. Co musi się stać, by młodzi ludzie zrozumieli, że wykorzystuje się ich energię, młodość, nadzieję i marzenia dla korzyści właścicieli firm, udziałowców, prezesów i banków, które firmom udzieliły pożyczek na wysoki procent? Co musi się stać, by wszyscy oszukiwani w Polsce ludzie powiedzieli sobie, że mają dość rządów sprzyjających nie im, ale wysoko postawionym beneficjentom systemu i by zaczęli organizować się w silne związki zawodowe, realnie, a nie w sferze deklaracji, walczące o godne życie?
Pomyślałem – siedząc w Costa, a może w Nero – że ludzie ci muszą zrozumieć swoją wartość i niezwykłość swojej indywidualnej egzystencji, której nie wolno im marnować. Muszą także przestać czuć strach, muszą przestać się bać o to, że ktoś wyrzuci ich z pracy i zostaną wtedy bez mieszkania, bez jedzenia, z bankiem na gardle i komornikiem na plecach. Jednak strach zniknie tylko wtedy, gdy każda z tych osób uwierzy we własne siły i zrozumie, że jedynie wspólne działanie zagwarantuje przyszłość – działanie na przekór mechanizmom manipulacji, które nastawiają pracowników przeciwko sobie i potęgują trwającą we wzajemnej nieufności pogoń za mamoną.
tjo

Artykuł ukazał się w nr 8 “A-taku” (2018)
Strona 1 z 37