Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły /
A+ R A-
24 października władze miejskich spółek MPK i ZIKiT w Krakowie ogłosiły konieczność kolejnej podwyżki cen biletów. Jeśli masz zniżkę studencką – kup auto na gaz, taniej wyjdzie niż MPK, jeśli nie – benzyniaka. Absurd? Oczywiście. Zobaczmy, z czego on wynika.


Zadanie rynkowe czy zadanie społeczne?


Choć MPK daleko do dochodowości, istnieje presja „władz” miasta na to, by Przedsiębiorstwo maksymalizowało zyski (o efektach za chwilę).
Dotacja gmin (oprócz Krakowa także innych, do których dojeżdżają niebieskie autobusy) do MPK w tym roku wyniesie 16 mln zł, a deficyt – ostatecznie także pokryty z budżetu miasta – 151 mln zł. Jednak musimy zadać sobie pytanie: czy jeśli społeczność miasta nie sponsorowałaby zbiorowej komunikacji, jej straty nie byłyby znacznie wyższe?

 
Prywatyzacja transportu oznacza lawinowy wzrost liczby samochodów. To już się dzieje: Podwyżki cen biletów w ostatnich 2 latach (łącznie bilet jednorazowy zdrożał z 2,50 na 3,20 zł, tj. o 22%) przyniosły skumulowany wzrost dochodów ze sprzedaży o 9,6% (co dziwi urzędników ZIKiT). Nie trzeba matematycznego geniusza, żeby stwierdzić, że ponad połowa pasażerów korzystających z MPK okazjonalnie przesiadła się do innych środków transportu – rowerów, aut, czy busów prywatnych przewoźników.

 
Oznacza to:

 
Spadek prędkości transportu samochodowego (rok do roku z 38 do 32 km/h, tj. o 16%) a w konsekwencji paraliż transportowy miasta. Już teraz krakowscy kierowcy w korkach spędzają średnio tydzień rocznie.

 
Drenaż finansowy mieszkańców miasta i całej społeczności – cenę paliwa płacimy zagranicznym koncernom i rządowi w Warszawie, a tylko ułamek tej kwoty wraca do społeczności w formie wynagrodzeń dla pracowników stacji benzynowych oraz zwrotu części podatku ze skarbu państwa. Jeżeli mamy w Krakowie 600 tys. aut osobowych, jeżdżących średnio 10 tys. km rocznie, to płacimy za paliwo astronomiczną kwotę 2-3 mld zł!

 
Problem przestrzenny – auto osobowe przeciętnie zajmuje 6-8 mkw parkingu. 600 tys. aut to 420 hektarów powierzchni parkingowej! Bez komunikacji publicznej musielibyśmy pomyśleć o dodatkowych 200-300 ha.

 

Publicznie opłacany transport publiczny nie jest więc fanaberią, ale oczywistą racją społeczności miasta

 

Skąd te koszty?

 
Kto troszeczkę liznął ekonomii (pewnie nie „menadżerowie” z MPK i ZIKiT), zna pojęcie krańcowej użyteczności produktu lub usługi i zjawisko jej malenia. To dlatego biletów po podwyżce sprzedaje się mniej niż przed. Pasażer kalkuluje, czy opłaci mu się wsiąść do tramwaju, czy raczej do własnego auta (które może nabyć już za jedną pensję).

 
Jeżeli bilet będzie kosztował 4 zł, litr benzyny 5,70, a samochód pali 10 l/ 100 km (sporo), to koszt podróży tramwajem i autem zrówna się dopiero na 7. kilometrze. Jeśli do auta weźmiemy pasażera, lub zatankujemy gaz LPG – tramwajem nie będzie się opłacało jechać nawet 4 km, czyli np. z Mydlnik do Śródmieścia.

 
ZIKiT w uzasadnieniu podwyżki dokładnie wyliczył wzrost swoich kosztów w relacji do wykonanej pracy. Problem w tym, że wykonana praca rosła dużo wolniej, niż koszty:

 
kwoty w mln zł                                      2007   2008   2009   2010  2011  2012    zmiana  zmiana   zmiana
                                                                                                           (plan)   07-’12   ’08-’12    ’11-’12 
wozokilometry (wykonana praca) w mln  41,5    47,9   49,4    50,1   47,7   47,8     15%      0%         0%
wydatki na usługi przewozowe                274     298    333     347    356    382      39%      28%       7%
wydatki pozostałe                                  0        16      18       19      20      26       –           63%       30%
wydatki łącznie                                      274    314     351     366    376    408      49%      30%       9%

 
W ciągu 5 lat wysiłek MPK wzrósł o 15%, a jego koszty – o 49%. Dynamika w ostatnim roku wypada jeszcze bardziej na niekorzyść efektywności. Co ciekawe, wydatki związane z samą pracą, czyli wynagrodzenia kierowców, mechaników, dyspozytorów itp., koszty paliw, ubezpieczeń i amortyzacja pojazdów rosną, owszem, ale wcale nie tak szybko. Mamy jeszcze „wydatki pozostałe”. Czyli? Czyli to, co znika w gminno-spółkowej biurokracji.

 
Mydlenie oczu nowymi pojazdami też niewiele wnosi – zakup pojazdów uwzględniony jest w koszcie usług jako amortyzacja sprzętu. Poza tym pozyskiwanie floty MPK pozostaje bez związku z globalnymi kosztami Przedsiębiorstwa (dane za 2007 i 2008 przybliżone):

 
                                      2007   2008    2009   2010   2011   2012 (prognoza)
zakup wagonów tram.       25      25       19       0        0         2
zakup autobusów             86       58       41       0        21       30
zakup pojazdów łącznie    111     83       60       0        21       32

 
Prywatni przewoźnicy za przejazd np. ze Śródmieścia do Zielonek biorą o złotówkę mniej, niż MPK. A jeżdżą na ropę zamiast dużo tańszego gazu ziemnego i nie otrzymują żadnych dotacji. I wychodzą na plus, utrzymując swoje rodziny. Biurokratyczna struktura, zatrudniająca setki urzędników nigdy nie będzie tego w stanie zrobić.

 
Wnioski

 
Transport publiczny jak najbardziej dostępny – a więc i jak najtańszy – jest potrzebą miejskiej społeczności. Minimalizacja ruchu samochodowego jest korzystna nie tylko ekologicznie ale ekonomicznie, nie tylko dla miasta, ale dla każdego “samochodziarza” i mieszkańca miasta w ogóle.

 
Realizując rynkowe i biurokratyczne paradygmaty nie da się tego zrobić. Przykład Krakowa, gryzącego własny ogon, jest aż nadto dosadny. Niezbędna jest prawdziwa komunalizacja transportu zbiorowego, poprzez społeczną kontrolę nad „komunalnymi” spółkami. Tylko wtedy będziemy mogli się przekonać, gdzie uciekają nasze wspólne pieniądze i szanse na efektywny kosztowo rozwój miasta.

 
Źródła danych:

 
Uzasadnienie podwyżek cen na stronie Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu
Informacje o taborze ze strony MPK Kraków
Informacje o tempie ruchu samochodowego z komunikatów prasowych serwisu www.korkowo.pl

3,20 zamiast 2,80 za normalny oraz 1,6O zamiast 1,40 za ulgowy – o tyle od dziś drożeją bilety MPK. Jak ograniczyć swoje wydatki na komunikację miejską? Jako, że Kraków nie ma zamiaru iść za przykładem estońskiej stolicy Tallina i wprowadzićdarmowego transportupozostaje przekazywanie sobie nawzajem skasowanych biletów.
 

Po zeszłorocznej wakacyjnej podwyżce cen biletów MPK władze naszego miasta zdecydowały, że od16 kwietnia za przejazdy będziemy płacić jeszcze więcej. Za bilety normalne o 40 groszy więcej a za ulgowe o 20. Bez zmian pozostaną jak na razie ceny 15-minutówek oraz biletów okresowych. Po decyzji o likwidacji szeregu placówek edukacyjnych, komercjalizacji stołówek, wyprzedawaniu miejskich nieruchomości to kolejne postanowienie, która godzi w interesy mieszkańców Krakowa. Czy na prawdę powinniśmy spłacać zadłużenie w jakie wpędziła nasze miasto ekipa Jacka Majchrowskiego?

Postanowiliśmy przypomnieć o akcji “Wędrujący bilet”. Sprawa jest niezwykle prosta kupując np 60-minutowy i przejeżdżając na nim 40, pozostaje do wykorzystania jeszcze 20. Analogiczna sytuacja występuje, gdy korzystamy z biletu jednorazowego który dotyczący całej trasy i np. jadąc z Placu Centralnego na Dworzec Główny, przekazujemy go na przystanku pod dworcem wsiadającemu, który udaje się do Bronowic. W taki oto sposób wykorzystujemy całość usługi, za którą zapłaciliśmy, a w tramwaju jest cały czas jedna osoba.

Tani czy wręcz darmowy transport (bez biletów) wbrew lamentowi, że i  tak ktoś za to musi zapłacić, może opłacać się wszystkim. Dowodzą tego władze blisko 400 tysięcznego Tallina gdzie w referendum zdecydowano o zniesieniu opłat za przejazdy. – Dzięki bezpłatnej komunikacji miejskiej ograniczymy korzystanie z samochodów, zwiększymy mobilność biednych rodzin i przyczynimy się do ochrony środowiska w wymiarze lokalnym oraz globalnym – tłumaczył burmistrz miasta Edgar Savisaar. Dodatkowo miasto zaoszczędzi na kosztownych inwestycjach w sieć dróg i ich remontach. Przejazdy darmowe będą jednak tylko dla zameldowanych w estońskiej stolicy. Pozostali nadal będą zobligowani do kasowania biletów. W ten sposób planuje się również zachęcić przyjeżdżający do pracy, by meldowali się w Tallinie i tam płacili podatki.

Przekazywanie biletów jest formą obywatelskiego nieposłuszeństwa. Gdy władze Krakowa wycofują się z kolejnych świadczeń na rzecz mieszkańców ci mają prawo protestować. Podobny protest kilka lat temu doprowadził do ugięcia się władz Lublina i cofnięcia decyzji o podwyżkach. Ponadto solidarna akcja przekazywania umożliwia każdemu zaoszczędzenie na biletach – dziś ja przekaże bilet jutro ktoś przekaże mi. Jednak bez masowego udziału mieszkańców, nie tyle na facebooku co w tramwajach i autobusach, akcja nie przyniesie żadnych rezultatów. Im bilety droższe tym większa szansa na to  że zaczną wędrować…

Na wczorajszej sesji Rady Miasta Krakowa zapadłą decyzja o podwyżce cen biletów jednoprzejazdowych i godzinnych. Najpóźniej od połowy kwietnia zapłacimy za nie odpowiednio 3,20 i 4 złote czyli o 40 groszy więcej niż obecnie.


Głównym argumentem Urzędu Miasta za wprowadzeniem kolejnych podwyżek (ostatnie miały miejsce w sierpniu) są pustki w miejskiej kasie i długi. Władze Krakowa są winne MPK aż 75 milionów złotych za wykonane usługi. Przewoźnik, który znalazł się w dramatycznej sytuacji finansowej  zagroził, że będzie zmuszony do ograniczenia liczby kursów. Radni, jak twierdzą, nie mieli więc wyboru i ceny biletów podnieść musieli.

 

Argumentacja rządzących wygląda spójnie i logicznie. Jednak problemy finansowe MPK nie wynikają ze zbyt niskich cen biletów, a ze sposobu zarządzania zyskami z nich. Obecnie pieniądze ze sprzedaży biletów poprzez Zarząd Infrastruktury Komunikacji i Transportu trafiają do miejskiej kasy. Tam decyduje się o ich dalszym przeznaczeniu. Ta wędrówka środków poprzez ZIKiT oczywiście kosztuje. Pieniądze zarobione na biletach przeznaczane są więc również na remonty ulic, czy wypłacanie premii dla urzędników.  W budżecie na rok 2012 władze Krakowa przewidziały zyski ze sprzedaży biletów MPK na poziomie 236 700 000 zł.

 

Puki co władze Krakowa bez zmian pozostawiły ceny najpopularniejszych biletów 15 minutowych oraz Krakowskiej Karty Miejskiej. Jednak nikt z władze nie gwarantuje, że obecne zmiany to ostatnie podwyżki. – W bieżącym roku bilety raczej już nie powinny podrożeć – mówił wczoraj  Tadeusz Trzmiel, wiceprezydent Krakowa ds. transportu.

Federacja Anarchistyczna s. Poznań, Związek Zawodowy „Inicjatywa Pracownicza” wraz ze Stowarzyszeniem „My Poznaniacy” oraz Stowarzyszeniem Kobiet „Konsola” złożyli na ręce radnych Poznania „Uwagi do Poznańskiego Programu Opieki nad dziećmi do lat 3 na lata 2011-2016” w ramach konsultacji społecznych prowadzonych przez Wydział Zdrowia Urzędu Miasta Poznania.

Liczne krytyczne uwagi do „Programu...”, który zakłada wysokie podwyżki (o 175 zł) oraz prywatyzację żłobków publicznych udowadniają, że program ten nie ma społecznej akceptacji. Autorzy i autorki uwag wyrażają sprzeciw wobec polityki władz miasta nie traktującej braku miejsc w żłobkach jako problemu priorytetowego (mimo braku w Poznaniu ponad 1 600 miejsc) oraz twierdzą, że fundusze na nowe miejsca w żłobkach należy w pierwszej kolejności pozyskać z ogólnomiejskiego budżetu, a nie sięgać do kieszeni rodziców obecnie wysyłających dzieci do żłobków publicznych.

 

Oburzający jest również plan prywatyzacji żłobków, który uzasadnia się dostosowaniem do „warunków gospodarki rynkowej”. Stoi za nim bowiem neoliberalne przekonanie, że instytucje publiczne, w tym placówki opiekuńczo-wychowawcze, mają przynosić zyski. W „Uwagach...” czytamy jednak, że „praktyka pokazuje, że wymogi „warunków gospodarki rynkowej” są w Poznaniu stosowane wybiórczo: przykładowo, Stadionu Miejskiego w Poznaniu nie zbudowano na zasadach gospodarki rynkowej, otrzymał on bowiem finansowanie z budżetu ogólnomiejskiego, w wysokości umożliwiającej wybudowanie setek publicznych żłobków.”.

 

Autorzy i autorki żądają: wstrzymania podwyżek opłat za żłobki; stworzenia alternatywnego programu opieki nad dziećmi do lat 3, nie zakładającego podwyżek; konsultowania go z mieszkańcami; utworzenia nowych miejsc w żłobkach publicznych. Dostęp do żłobków nie jest dobrem luksusowym, lecz prawem rodziców i obowiązkiem gminy.

 

Podwyżki opłat w publicznych żłobkach o 175 zł miesięcznie spowodują, że wielu rodziców, zwłaszcza samotnych, po prostu nie będzie stać na wysłanie do nich dzieci. Ograniczony dostęp do publicznych żłobków wyklucza część rodziców (w dużej mierze kobiety) z rynku pracy skazując ich niejednokrotnie na bezrobocie lub niskopłatne i niestabilne prace dorywcze wykonywane często w niepełnym wymiarze czasu pracy. Szczególnie niekorzystnie wpływa to na położenie gorzej usytuowanych gospodarstw domowych, których możliwości uzyskania dochodów z pracy zostają dodatkowo zawężone.

 

Więcej informacji na temat sprzeciwu wobec podwyżek cen w żłobkach:

http://www.rozbrat.org/publicystyka/sprawy-lokalne/2418-zlobek-to-nie-firma

http://www.ozzip.pl/dokumenty/oswiadczenia/1243-przeciwko-podwykom-cen-obkow

http://www.ozzip.pl/publicystyka/spoleczenstwo/1249-za-opiek-nad-najmodszymi-nie-moe-wystarczy-wdziczno

http://www.rozbrat.org/informacje/poznan/2455-przeciwko-podwyzkom-cen-zlobkow-akcja-informacyjna