Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Archiwalia / Trójmiasto /
A+ R A-
Warszawa: chore domy, chora polityka mieszkaniowa. List otwarty środowiska naukowego 5.09.2018
My, badacze i badaczki naukowi z różnych stron świata, jesteśmy wzburzeni skutkami polityki mieszkaniowej Warszawy i konkretnych regulacji państwowych, które od lat skazują niezamożne osoby na większą biedę. Dostęp do zdrowego, ciepłego mieszkania nie może być przywilejem. Walczący lokatorzy komunalni Pragi i innych dzielnic, zamknięci w zimnych, zawilgoconych, zagrzybionych mieszkaniach, to obraz, który na długo pozostanie nam w pamięci po wizytach badawczych w stolicy Polski.
Według krajowej specyfiki najtańsze ciepło w polskich domach zapewnia sieć ciepłownicza. Koszty ogrzewania prądem są tu co najmniej trzykrotnie wyższe [1], a sama energia elektryczna – niemal najdroższa w Europie w stosunku do siły nabywczej [2]. W stolicy kraju miejska sieć ciepłownicza jest bardzo rozwinięta. A jednak stanowcza większość – ponad dwie trzecie [3] – budynków gminy z kontrolowanym czynszem dla osób uboższych jest pozbawiona C.O. i ogrzewana najdroższą metodą. W ten sposób tanie mieszkania stają się tylko niebezpieczną fikcją.
Skutki tego stanu są opłakane. Dziś większośc budynków zarządzanych przez najbogatsze miasto w swoim regionie Europy powinniśmy uznać za Chore Domy – nieruchomości wychłodzone, zawilgocone, zagrzybiałe i istotnie pogarszające zdrowie kolejnych pokoleń Warszawiaków. W wyniku neoliberalnego kierunku polityki, dziesiątki tysięcy pracowników i emerytów od dekad trafiają do substandardowych mieszkań, których ogrzanie kilkakrotnie przekracza ich dochody. Lokatorzy przydzielani do chorych domów nierzadko pracują na dwa etaty lub zmuszeni są do oszczędzania na własnym zdrowiu. Walcząc o przetrwanie, osoby te często wpadają w długi – czy to w gminie czy prywatnych bankach. Naszym zdaniem są to długi wymuszone i bezprawne.
Mechanizmy pomocy społecznej marginalnie niwelują sprzeczności polityki mieszkaniowej. Miesięczne dopłaty do cen prądu to równowartość jednego dziennego biletu na komunikację miejską [4]. Te i inne dodatki mieszkaniowe przeznaczone są tylko dla osób nie wepchniętych w spiralę długów i pokrywają niewielką część drastycznych opłat. Programy oddłużeniowe wymagają uznania wymuszonych długów i opierają się m.in. na darmowej pracy [5] i tak często przemęczonych lokatorów – zwłaszcza wielu kobiet, które po pracy zarobkowej wykonują drugą, darmową pracę w domu.
Jednocześnie, na warszawskiej Pradze i w innych częściach Warszawy widoczna jest ekspansja ekskluzywnych projektów deweloperskich. Komercyjne budownictwo powstaje na miejscu doprowadzonych do ruiny i wyburzonych kamienic komunalnych oraz na terenie likwidowanych zakładów pracy. Gwałtowny rozwój tych części miasta odbywa się kosztem niezamożnych ludzi, których pozbawia się możliwości zdrowego zamieszkiwania. Wypychanie tysięcy ludzi z ich miejsc życia poprzez wymuszone długi czy wręcz biologiczne wyniszczenie w chorych domach to klasyczne znamiona grabieży ziemi (landgrabbing).
W tej dramatycznej sytuacji, za najbardziej racjonalne uznajemy żądania Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów dotyczące substandardowych mieszkań gminy. Władze Warszawy muszą uznać, że mają do czynienia z wielkim kryzysem społecznym i wdrożyć odważne środki zaradcze. Ratusz powinien niezwłocznie podłączyć miejskie kamienice do sieci grzewczej. Tempo walki z ubóstwem energetycznym do tej pory uznajemy za zbyt niskie – według oficjalnych danych liczba budynków gminy bez C.O. zmalała o jedynie 4,1 procenta (z 72,8 do 68,7 procent [6]) w latach 2012-2017 – to mniej niż 1 procent rocznie! Dużo bardziej aktywnie Warszawa redukuje swój zasób komunalny. W latach 2007-2015 ratusz sprywatyzował lub zburzył sześć razy więcej lokali niż podłączył do C.O. w tym samym okresie [7]. Ten neoliberalny trend podąża za najgorszymi, antyspołecznymi przykładami w Europie i musi zostać powstrzymany. Jak dowiedziono w wielu niezależnych badaniach, poszerzanie zasobu komunalnego o niskim czynszu jest najlepszym sposobem na walkę ze spekulacją i głodem mieszkaniowym.
Sztuczne i wymuszone długi wynikające w oczywisty sposób z horrendalnych opłat za prąd należy zwyczajnie unieważnić. Lokatorzy nie mogą płacić swoim zdrowiem i skromnymi środkami za chore mieszkania i lata zaniedbań wynikłych z antyspołecznej polityki mieszkaniowej. Do czasu zniesienia wysokich kosztów ogrzewania, w lokalach prądowych konieczne jest zniesienie czynszów. Rząd ustalający wysokie jak na zarobki ceny prądu powinien zaś uruchomić realne dopłaty wyrównawcze do grzania lokali tą metodą.
Jednocześnie apelujemy do własnego środowiska naukowców, urbanistów, ekonomistów, architektów, mikrobiologów, mykologów, lekarzy, itd. do bezpośredniego wsparcia organizacji lokatorskich w walce ze zjawiskiem chorych domów, z niszczeniem społecznego majątku i ludzkiego zdrowia dla krótkowzrocznych prywatnych zysków.
Wspólnie sprzeciwiajmy się grabieży ziemi i domów, wspierajmy inicjatywy samopomocy lokatorskiej. Zapewniamy Was o naszej solidarności. [lista sygnatariuszy jest wciąż otwarta, poparcie apelu wraz z afiliacją prosimy słać na Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ]
prof. Miguel A. Martínez, Instytut badań nad mieszkalnictwem i polityką miejską, Uniwersytet Uppsala, Szwecja

dr Camilla Perrone, docent, program planowania miejskiego i regionalnego Wydziału Architektury, Uniwersytet we Florencji, Włochy

Iacopo Zetti, docent, program planowania miejskiego i regionalnego Wydziału Architektury, Uniwersytet we Florencji, Włochy

prof. dr Ute Lehrer, Uniwersytet York, Kanada

Dr Joanna Kusiak, asystent badawczy King’s College, Uniwersytet w Cambridge, Wielka Brytania

prof. Fred Robinson, St Chad’s College, Uniwersytet Durham, Wielka Brytania

Fereniki Vatavali, adiunkt, Helleński Uniwersytet Otwarty, Ateny, Grecja

dr Matthias Bernt, Instytut Badań nad Przestrzenią i Miastem, Lipsk, Niemcy

Manuel Lutz, Uniwersytet Nauk Stosowanych w Poczdamie, Niemcy

dr hab. Anke Schwarz, Centrum Studiów Metropolitarnych, Uniwersytet Techniczny w Berlinie, Niemcy

Orhan Esen, Federalny związek na rzecz mieszkalnictwa i rozwoju obszarów miejskich, Berlin, Niemcy

Kike España, Wydział teorii, historii i kompozycji architektury, Universitet w Sewilli, Hiszpania

Inż. Jere Kuzmanic, asystent badawczy, Departament planowania miejskiego i polityk miejskich, Wydział Inżynierii, architektury i geodezji, Uniwerstytet w Splicie, Chorwacja

dr Wojciech Kębłowski, Wolny Uniwersytet Brukselski, Belgia

Daniel Borek - doktorant, Uniwersytet w Gandawie, Belgia

dr hab. Kacper Pobłocki, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

prof. dr hab. Rafał Jakubowicz, Wydział Edukacji Artystycznej i Kuratorstwa, Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu

Justyna Kościńska - doktorantka, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski

prof. dr hab. Jacek Kochanowski, Uniwersytet Warszawski

dr Ewa Majewska, Uniwersytet Warszawski

Ewa Majdecka, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych, Uniwersytet Warszawski

dr Łukasz Zaremba, Instytut Kultury Polskiej, Uniwersytet Warszawski

dr Magda Szcześniak, adiunktka, Instytut Kultury Polskiej, Uniwersytet Warszawski

dr Weronika Parfianowicz, Zakład Historii Kultury IKP UW (Pracownia Studiów Miejskich)

Alicja Palęcka, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski

Stanisław Krawczyk, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski

Monika Woźniak, Instytut Filozofii Uniwersytet Warszawski

Niezależni badacze:

dr hab. Jan Sowa, Biennale Warszawa

Laura Colini, Tesserae Urban Social Research, Berlin, Niemcy

Lorenzo Tripodi, Tesserae Urban Social Research, Berlin, Niemcy

Dr. Philipp Klaus, INURA Zürich Institut, Zurych, Szwajcaria

Christoph Laimer, redaktor “Derive - Magazine for urban research”, Wiedeń, Austria

Elke Rauth, dyrektor “Urbanize! International Festival for urban explorations”, Wiedeń, Austria

Dr Tino Bucholtz, urbanista, Amsterdam, Holandia

Patrice Riemens, geograf, Amsterdam, Holandia

Członkowie grupy badawczej Ministarstvo prostora / Ne davimo Beograd, Belgrad, Serbia

Przypisy

[1] „Zużycie energii w gospodarstwach domowych 2015" GUS, s. 55-56.
[2] GUS, „Energia 2017", s. 20.
[3] Wieloletni Program Gospodarowania Zasobem Mieszkaniowym m.st. Warszawy 2018-2022, s. 32, dalej WPGZM
[4] Obwieszczenie Ministra Energii z dnia 23 kwietnia 2018 r. w sprawie wysokości dodatku energetycznego obowiazującej od dnia 1 maja 2018r. do dnia 30 kwietnia 2019 r.
[6] Porównaj WPGZM 2013-2017 s. 33 oraz WPGZM 2018-2022 s. 32
[7] W latach 2007-2015 ponad 3 tysiące mieszkań komunalnych doposażono w instalację CO i CCW, z miejskiego zasobu wyjęto przez prywatyzację 17 176 mieszkań. Porównaj prezentację „Warszawa walczy ze smogiem”, wiceprezydent Michał Olszewski, s. 8 oraz prezentację „Działania na rzecz lokatorów z budynków reprywatyzowanych”, s.35
Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów

Szczegółowe informacje

14.00 - 15.30 projekcja filmu "Roza. Kraj dwóch rzek"
15.30 - 16.15 wykład "Turecka agresja i okupacja kantonu Efrin" (Paweł
Ziółkowski)
16.15 - 17.00 wykład "Funkcjonowanie systemu komitetów w Rożawie"
(Rafał Rudnicki)
17.00-17.45 - przerwa
17.45 - 18.30 - wykład "Niekurdyjskie grupy religijne i etniczne Syrii
i Iraku wobec
demokratycznego konfederalizmu (Paweł Ziółkowski)
18.30 - 20.00 - projekcja filmu "Gulistan. Ziemia Róż"

Miejsce: Uniwersytet Gdański, Wydział Nauk Społecznych

ul. Jana Bażyńskiego 4

Sala S 313 (I piętro)

Organizatorzy:

Zakład Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Gdańskiego

Inicjatywa Pracownicza UG

fb.com/KurdyjskaRewolucjawRojavie

https://www.facebook.com/kurdystan.info/

 

Wydarzenie na FB:

https://www.facebook.com/events/1854365784622667/



Turecka wojna z Kurdami

10 kwietnia 2018 r. Dział: Publicystyka

Kiedy po pierwszej wojnie światowej rozpadało się Imperium Osmańskie jednym z krajów powstałych na jego gruzach miał być początkowo Kurdystan. Miał, ale tak się nie stało. Zawarty w 1920 roku traktat z Sevres zakładał stworzenie w Turcji kurdyjskiej autonomii z zagwarantowanym prawem do secesji w ciągu roku .[1] Trzy lata później zawarto jednak nowy traktat, w Lozannie, w którym nie było już mowy o Kurdystanie.

 

Ta zmiana była wynikiem wojny jaką toczyły siły tureckie pod wodzą Mustafy Kemala „Ataturka” z państwami Ententy. Wojny której efektem było powstanie współczesnej Republiki Turcji. Trzeba zaznaczyć, że w jej trakcie wielu Kurdów poparło Ojca Turków (to oznacza przydomek Ataturk). Dziś są zazwyczaj uznawani za zdrajców, ale Witold Repetowicz zwraca uwagę, że wczesna retoryka Ataturka mówiła o dwóch równoprawnych narodach w ramach jednego państwa. Sytuacja uległa drastycznej zmianie dopiero kiedy Ataturk wygrał.[2]

 

pkk-kurdistan-workers-party-patrol-makhmour-iraq-guerrilla_fighters_of_kurdistan_joey_l_photographer_014-1.jpg

Patrol PKK.

 

Turcja miała być teraz krajem monoetnicznym, a Kurdowie stali się „Turkami górskimi”, którzy chwilowo zapomnieli o swoich korzeniach. Kurdyjska tożsamość etniczna, język, kultura miały umrzeć. A jeżeli Kurdowie mieli coś przeciwko temu, to mieli umrzeć razem z nimi. Zaczęła się trwająca już blisko wiek z przerwami wojna Turcji z Kurdami. Wojna o podłożu ideologicznym w imię tureckiego nacjonalizmu i totalitaryzmu przeciwko, początkowo kurdyjskiej tożsamości etnicznej, a z czasem przeciwko rewolucyjnym ideom ruch kurdyjskiego. Wojna w której agresorem zawsze była Turcja. I choć okresowo to inni z czterech zaborców dopuszczali się większych represji przeciwko Kurdom (vide ludobójstwo Al-Anfal w Iraku), to w skali całego tego okresu to Turcja była największym zagrożeniem.

Kurdowie nie pozostawali obojętni na represje. Pierwsze wystąpienie, powstanie w Koczgiri (Koçgiri) miało miejsce w 1920 roku.  Jego uczestnicy domagali się realizacji ustaleń traktatu z Sevres.[3] W 1921 zostali spacyfikowani.  Między 1923 a 1938 rokiem wybuchło 17 większych i mniejszych powstań kurdyjskich.[4] Zostały utopione we krwi, a władze tureckie rozpoczęły program deportacji ludności, który zrealizowano tylko częściowo – Kurdów było zbyt wielu.  Koniec tych wystąpień wiąże się z „Masakrą Dersin” w której turecka armia zamordowała nawet 40 tysięcy mieszkańców „niepokornego” regionu Dersin. Użyto między innymi broni chemicznej.[5] Nastał czas turkifikacji.

 

cxuopmgw8aeamze.jpgMoże i górscy, wszak „Kurdowie nie mają przyjaciół, tylko góry”, jak powtarzają z rozgoryczeniem, ale na pewno nie Turcy.

 

Ponowne „przebudzenie” Kurdów to druga połowa lat 60tych, czas kiedy na całym świecie budzą się ruchy niezależne. Aktywizują się głównie studenci. Działalność jest pokojowa i nastawiona na propagowanie kultury kurdyjskiej. Rząd reaguje represjami. Całe lata 70 te to coraz większe przykręcanie śruby, którego kulminacją staje się wojskowy zamach stanu w 1980 roku. Mimo to część ruchu kurdyjskiego będzie cały czas szukać pokojowych rozwiązań.

Część jednak zacznie się bronić. W 1984 roku Partia Pracujących Kurdystanu (PKK – Partiya Karkerên Kurdistanê) rozpocznie akcje zbrojne przeciwko Turcji. Trzeba tu wyjaśnić jedną rzecz. PKK przeszła na przestrzeni lat olbrzymią ewolucję. Zarzucanie obecnie PKK terroryzmu, czy separatyzmu jest bezpodstawne. Ale PKK ze swoich początków jak najbardziej była organizacją terrorystyczną. Atakowała nie tylko cele wojskowe, ale i cywilne (np. obiektami ataków byli nauczyciele), oraz prowadziła przymusową rekrutację w swoje szeregi. Tak wyglądało pierwsze dziesięć lat walki. Na swoim piątym kongresie,  w styczniu 1995 roku, PKK oficjalnie odrzuciła terroryzm i zobowiązała się przestrzegać Konwencji Genewskich:

 

„1. W konflikcie z tureckimi siłami państwowymi PKK zobowiązuje się przestrzegać konwencji genewskich z 1949 r. i pierwszego protokołu z 1977 r. dotyczących prowadzenia działań wojennych i ochrony ofiar wojny oraz traktować te zobowiązania jako mające moc prawną w ramach swoich sił i na obszarach znajdujące się pod ich kontrolą.

2. Aby rozstrzygnąć wszelkie niejasności, PKK postrzega następujące grupy jako część tureckich sił bezpieczeństwa, a zatem jako uzasadnione cele ataku:

a – członkowie tureckich sił zbrojnych;

b – członkowie tureckich sił antypartyzanckich;

c – członkowie Tureckiego Agencji Wywiadowczej (MIT);

d – członkowie tureckiej żandarmerii;

e – strażnicy wiejscy.[6]

PKK nie traktuje urzędników służby cywilnej jako członków sił bezpieczeństwa, chyba że wchodzą oni w zakres jednej z powyższych kategorii.

3. PKK będzie traktować pojmanych członków tureckich sił bezpieczeństwa jako jeńców wojennych.”

Oświadczenie PKK na konferencji prasowej w Genewie 24 stycznia 1995 r.[7]


c4yodufw8aeplsy.jpg

 

I PKK tych zasad przestrzegało, co potwierdzają między innymi zeznania tureckich żołnierzy, którzy dostali się do kurdyjskiej niewoli. Jednym z nich był Yannis Vasilis Yaylali, snajper armii tureckiej, który dostał sie do niewoli we wrześniu 1994 roku (czyli jeszcze przed publicznym ogłoszeniem nowych zasad). Opowiada:

„Zabrali mnie do małego obozu. Partyzanci przygotowywali posiłek nad wodą, korzystając z brzegu rzeki. Mieli ogień, ale ukryty, żeby nie było widać z daleka. Şerif Goyi przyszedł do mnie i powiedział: „Jesteś jeńcem wojennym i postępujemy zgodnie z konwencją genewską”. W 1994 roku PKK wprowadziło przestrzeganie Konwencji Genewskiej, a rok później oficjalnie do niej przystąpiło. (…) W grudniu 1996 r., po dwóch latach i trzech miesiącach, zostałem zwolniony.”[8]

 

yannis-1024x768-2-teliko-21

 

Yannis Vasilis Yaylali dzisiaj.

Zgoła inaczej postępowała armia turecka. Ten sam Yannis wspomina:

 

„Na moich oczach wojsko zabiło partyzanta PKK zrzucając go z helikoptera. Widziałem odcinanie uszu partyzantom. Widziałem członka MHP (Milliyetçi Hareket Partisi – turecka partia nacjonalistyczna) z naszyjnikiem zrobionym z uszu partyzantów.”

 

Jesienią 2016 roku wypłynęło nagranie, na którym armia turecka zabija dwie wzięte do niewoli partyzantki YJA-Star (Yekîneyên Jinên Azad ên Star, Oddziały Wolnych Kobiet – Gwiazda, kobiece oddziały PKK, męskie to Hêzên Parastina Gel‎). Schwytanym dziewczętom strzelono w tył głowy. Tak jak NKWD polskim jeńcom w Katyniu.[9] Celem  byli nie tylko partyzanci. Także cywile. Ponownie oddaje głos Yannisowi:

 

„Naciskaliśmy na kurdyjskich wieśniaków, aby nie pomagali partyzantom PKK. Nie pozwoliliśmy im zbierać plonów z pól. Zabieraliśmy ich jedzenie, ponieważ mogliby dać nadmiar partyzantom. Chcieliśmy aby mieszkańcy wioski byli głodni. (…)Ludność dwóch wiosek uciekła i  wioski zostały spalone przez wojsko. Ale ludzie z innej powiedzieli: „cokolwiek zrobicie, nie odejdziemy.” Wiec biliśmy ich dopóki nie opuścili swoich domów. Druga drużyna przybyła za nami i spaliła wioskę.”

 

1b8be66f-fdc6-466c-9c5b-fdb146e0b703Turecki oddział specjalny popełniający zbrodnie na konto PKK. W lewym dolnym rogu późniejszy generał Aydoğan Aydın.

 

Operacje przeciwko ludności cywilnej prowadziły także specjalne tajne jednostki wojskowe podległe   JİTEM (Jandarma İstihbarat ve Terörle Mücadele – Wywiad i Antyterroryzm Żandarmerii). Oddziały te przeprowadzały tajne operacje, w tym zbrodnie na cywilach, przebrane za PKK, które miały w ich zamyśle iść na konto partyzantki.[10] Kiedy w marcu 2017 roku zginął turecki generał Aydoğan Aydın, jeden z jego dawnych podwładnych ujawnił zdjęcie takiego oddziału w którym obaj służyli.

 

Jedną z głośniejszych zbrodni na ludności cywilnej była tzw. „Masakra Roboski”. 28 grudnia 2011 roku tureckie lotnictwo zaatakowało grupę 38 osób, 34 z nich, głównie nastolatków zostało zabitych.[11] Grupa ta zajmowała się przemytem, co było częstym zajęciem ludności kurdyjskiej wobec sytuacji celowego utrzymywania regionów przez nią zamieszkałych na niskim poziomie rozwoju gospodarczego. Władze tureckie stwierdziły, że atak był pomyłką i lotnictwo myślało, że atakuje oddział PKK. Jednak Frederike Geerdink, holenderska dziennikarka, która dokładnie zbadała sprawę i napisała o niej książkę uważa, że to kłamstwo, że siły tureckie doskonale wiedziały, że nie atakują partyzantów.[12]

 

20171227-roboski-victims2c05d7-imageOfiary „Masakry Roboski”.

 

Rankiem 8 marca 2017 roku turecka policja zniszczyła, wzniesiony cztery lata wcześniej, pomnik ofiar w Amed.[13] Amed możecie nie znaleźć na mapie. Szukajcie Diyarbakır. To jedna z wielu tureckich nazw nadanych kurdyjskim miejscowościom. To, że mimo to ten pomnik stanął było wynikiem zawieszenia broni i rozmów pokojowych, które toczyły sie od 2012 roku (oficjalnie ogłoszone 21 marca 2013 roku).

 

Wynikało to z dwóch rzeczy. Po pierwsze Ocalan i co za tym idzie PKK, odrzuciły koncepcję niepodległego państwa kurdyjskiego na rzecz rozwoju samorządu i demokracji wewnątrz istniejących organizmów państwowych. Juz od 1999 roku w kurdyjskich miastach i dzielnicach zaczęły dochodzić do głosu kurdyjskie samorządy.[14] Z drugiej strony rządząca od 2002 roku w Turcji partia Recepa Erdogana – Adalet ve Kalkınma Partisi (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju) złagodziła dotychczasową politykę turecką wobec Kurdów. Nie zrobiła tego z dobroci serca. AKP to partia o charakterze religijnym i liczyła na poparcie mocno konserwatywnej kurdyjskiej społeczności na prowincji.

 

DYld1fqXUAA7U4v

 

Turecka armia obwiesiła tureckimi flagami zniszczone przez siebie kurdyjskie miasto Nusaybin w Turcji i pozuje do zdjęć na tle morza ruin.

Okazało się jednak, że odwilż doprowadziła do rozwoju kurdyjskich samorządów na południowym wschodzie kraju. Wspomniana przeze mnie pokojowa część ruchu kurdyjskiego zaadoptowała wiele z nowych rozwiązań ideowych Ocalana. Najbardziej widocznym tego przejawem było przyjęcie systemu współburmistrzów w kurdyjskich miastach, czyli jednoczesnego sprawowania tego urzędu przez kobietę i mężczyznę. Po wyborach samorządowych w 2014 roku takich miast i miasteczek było 102.[15] Jednym z nich było Amed. Dziś jego współburmistrz, Gültan Kışanak, siedzi w więzieniu, a turecka prokuratura chce ją skazać na… 230 lat więzienia.[16] Podobny los spotkał wielu innych kurdyjskich samorządowców.

Bodźcem do wznowienia wojny (trzeba tu podkreślić, że represje złagodzono, ale nie zaniechano w ogóle[17]) były wybory parlamentarne 7 czerwca 2015 roku. W wyborach tych AKP straciła bezwzględną większość w parlamencie. Dalej była najliczniejszą partia, ale nie mogła samodzielnie rządzić. Jednocześnie do parlamentu po raz pierwszy w historii weszła partia prokurdyjska. Do tej pory ruchowi kurdyjskiemu udawało się wprowadzać pojedynczych działaczy, ale wyśrubowany, dziesięcioprocentowy próg wyborczy uniemożliwiał wejście jako zorganizowana siła. Halkların Demokratik Partisi (Ludowa Partia Demokratyczna) zdobyła 13,12% głosów.

 

sur 04 07 2015 - 11 07 2017Skala zniszczeń w kurdyjskim Sur w Turcji. Zdjęcia wykonano 4 lipca 2015 roku i 11 lipca 2017 roku.

 

Reakcją Erdogana było wznowienie wojny. Wiele wskazuje jednak, że planowano ją wcześniej. Tzw. „Plan Kolaps” został opracowany już rok wcześniej.[18] Inaczej niż poprzednio, ta wojna była w znacznej mierze (choć nie tylko) wojną miejską, pierwszym celem stały się miasta z kurdyjskimi samorządami. A raczej prokurdyjskimi, bo nie tylko Kurdowie w nich zasiadali. Kiedy rozpoczęła się pacyfikacja miast do walki z turecką armią stanęła kurdyjska młodzież, która zrzeszyła się w oddziałach Yekîneyên Parastina Sivîl (Oddziałach Obrony Cywili) i ich kobiecym odpowiedniku Yekîneyên Parastina Sivîl Jin.[19] Nie mogli tej wojny wygrać.

3 października 2015 roku 24 letni Haci Birlik został najpierw raniony przez policyjnego snajpera, a kiedy ranny założył sobie opaskę uciskowa, dobity z bliska. W jego ciele było 28 kul. Następnie jego ciało wleczono za tureckim samochodem policyjnym. Haci był początkującym aktorem, jedyną jego zbrodnia było posiadanie szwagierki, posłanki z ramienia HDP.[20]

 

hb

 

Ciało Haci Birlika wleczone za samochodem policyjnym.

57 letnia Taybet İnan’ın została zamordowana 19 grudnia 2015 roku na ulicy w Silopi przez siły tureckie. Jej ciało leżało na tej ulicy przez tydzień. Jej szwagier, który usiłował odciągnąć zwłoki także został zabity.[21]

25 grudnia 2015 roku w Sur, gdzie nie było żadnych barykad, ani grup samoobrony, członkowie tureckich sił bezpieczeństwa zabili 3 miesięczną Miray İnce i jej 82 letniego pradziadka, Ramazana İnce. Miray została najpierw raniona, a następnie, podczas transportowania do szpitala pod biała flagą osoby niosące ją (dwóch mężczyzn i kobieta) zostały ponownie zaatakowane mimo telefonicznego uzgodnienia z policją transportu rannego dziecka. Dziewczynka ponownie trafiona zmarła, jej dziadek został śmiertelnie ranny i zmarł po kilku godzinach, ranna została też matka.[22]

 

nusaybin

 

Tureckie czołgi i transportery opancerzone w ruinach Nusaybin.

14 stycznia 2016 roku w dzielnicy Dağkapı turecka armia ostrzelała z moździerzy bawiące się dzieci. Zginęli Yusuf Akalın, lat 13 i Büşra Yürü, lat 11, Dilan Akalın, lat 10 została ciężko ranna. W okolicy nie było barykad.[23]

19 kwietnia 2016 roku w Van została śmiertelnie raniona przez turecką policję Remziye Bor. Remziye  była w ciąży. Cesarka uratowała dziecko, matka zmarła nie odzyskawszy przytomności.[24] To tylko kilka z wielu podobnych przypadków.

 

M60 Sirnak

 

Turecki czołg M60 Patton ostrzeliwujący Sirnak, kurdyjskie miasto w Turcji. Maj 2016.

Raport Human Rights Watch z lipca 2016 roku podaje między innymi:

– 22 miasta, lub dzielnice miejskie objęte represjami.
– Ponad 355 000 ludzi wygnanych z domów.
– Co najmniej 338 cywili zabitych do końca kwietnia (obliczenia Tureckiej Fundacji Praw Człowieka).
– Tylko pomiędzy 14 grudnia a 11 lutego 2016 władze tureckie zamordowały 66 mieszkańców Cizre, w tym 11 dzieci.
– Partia HDP ocenia liczbę zabitych w Cizre na 251osób, ale identyfikacja ofiar jeszcze trwa.
– Potwierdzone strzelanie do cywilów pod biała flagą.
– Potwierdzone zabijanie rannych.
– Potwierdzone umyślne zabijanie dzieci.
– Potwierdzone wykorzystywanie przez armię turecką szpitali do prowadzenia operacji militarnych.
– Potwierdzony ostrzał cywilów przez armię turecką z moździerzy.
– Potwierdzony ostrzał ludzi pomagających rannym.
– Cywile ginęli także w dzielnicach gdzie nie było żadnych walk z kurdyjską samoobroną.
– Niszczenie całych dzielnic na rozkaz rządu.
– W Cizre zidentyfikowano 95 000 m2 (9,5 hektara) zniszczonych domów.
– Brak reakcji rządu tureckiego na żądanie Wysokiego Komisarza ONZ d/s Praw Człowieka wpuszczenia komisji ONZ.
– Blokowanie dostępu organizacjom praw człowieka.
– Prawo z 23 czerwca zapewniające bezkarność popełniającym zbrodnie żołnierzom i funkcjonariuszom państwowym.
– Komisja Wenecka uznała przepisy na podstawie których wprowadzono godzinę policyjną za niezgodne z turecką konstytucją i umowami międzynarodowymi.
– Naruszenie godziny policyjnej miało być w teorii karane grzywną 100 lirów, ale w praktyce groziło zastrzelenie, lub więzienie.[25]

Opublikowany w marcu raport Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka[26] obejmujący okres od lipca 2015 do grudnia 2016 mówi już o 1200 zabitych, oraz od 355 tysięcy do pół miliona wygnanych z miejsca zamieszkania.  W jednym masowym mordzie w trzech piwnicach Cizre tureckie siły rządowe zamordowały do 189 osób (wg raportu ONZ, inne źródła podają inne dane, dokładna liczba jest trudna do ustalenia, bo władze tureckie dokładnie wyczyściły miejsce zbrodni).


Kampania terroru nie zakończyła się jednak 1 listopada 2015, kiedy to odbyły się ponowne wybory, które przywróciły AKP większość bezwzględną, ale trwała dalej.


Nagranie ostrzelania przez armię turecką grupy cywili w Cizre poruszających się pod białą flagą bo uprzednim ustaleniu ich przejścia z władzami.

W tej chwili trwa niszczenie kurdyjskich dzielnic w miastach i przesiedlenia ludności. Tyle tylko, że już z użyciem spychaczy i koparek, a nie czołgów i artylerii. I tak World Heritage Watch, organizacja monitorująca obiekty Światowego Dziedzictwa UNESCO podała, że destrukcja w Sur, wpisanym na listę UNESCO centrum miasta Amed (tureckie Diyarbakır) postępuje i do 4 marca 2017 objęła 35-40 hektarów[27]. Raport ten powstał przed najnowszą falą wyburzeń.[28]

Celem są nie tylko miasta ale i regiony wiejskie. W lutym 2017 roku armia odcięła na ponad dwa tygodnie od świata wioskę Xeraba Bavê (Koruköy) pod Nusaybin. Niszczono domy mieszkańców, zamordowano kilku z nich, kilku poddano torturom, uprowadzono dwie młode dziewczyny[29].

 

C4-dGG3WcAAxLAD2

 

Luty 2017 r. W wiosce Xeraba Bavê (Koruköy) turecki żołnierz demonstruje gest wilczego łba, pozdrowienie faszystowskich Szarych Wilków i turecki odpowiednik sieg heil, nad ciałem zamordowanego Kurda.

Jednocześnie z pacyfikacją miast, Turcja zaczęła ataki na tereny kurdyjskie w Syrii pod pretekstem walki z Daesh (ISIS vel Państwem Islamskim), która oczywiście nie miała miejsca. Aktywność ta nasiliła się w 2016 roku w ramach agresji o kryptonimie „Tarcza Eufratu” mającej na celu zapobiegnięcie połączeniu kurdyjskich kantonów w Syrii. Jej apogeum to agresja na kanton Efrin. Pominę ten temat ponieważ pisałem już o nim w tych dwóch artykułach:

Ostatnim przejawem tureckiej wojny przeciwko Kurdom jest agresja w Iraku. A dokładniej w Basur, „irackim” Kurdystanie. Celem są znajdujące się w pogranicznym rejonie bazy PKK. To znaczy celem oficjalnym, bo jak zwykle Turcja uderza głównie w cywili. Ataki na Basur nie są niczym nowym.[30] Zazwyczaj realizowało je lotnictwo, ale w październiku 2017 roku rozpoczęto działania naziemne.[31] Nasiliły się po zajęciu Efrin. Do 5 kwietnia siły tureckie weszły na głębokość 19 km[32] powodując ucieczkę ok. 120 rodzin.[33] Turcja ma wsparcie rządzącego w Basur klanu Barzanich. Ale to juz temat na osobny artykuł.

 

Paweł Ziółkowski


Muzyczny komentarz do zniszczonych kurdyjskich miast w Turcji.

 

[1] „Artykuł 62: Komisja zasiadająca w Konstantynopolu, w skład której wchodzi po trzech członków wyznaczonych przez rządy: brytyjski, francuski i włoski opracuje w ciągu sześciu miesięcy od wejścia w życie niniejszego traktatu projekt lokalnej autonomii dla obszarów o przeważającej liczbie ludności kurdyjskiej, położonych na wschód od Eufratu, na południe po południowej granicy Armenii, która zostanie w przyszłości wyznaczona oraz na północ od granicy Turcji z Syrią i Mezopotamią, ustalonej w artykule 27, II (2) i (3). Jeśli jakakolwiek kwestia nie zostanie rozstrzygnięta jednomyślnie, członkowie komisji zreferują ją swym rządom. Projekt zabezpieczy ochronę praw mniejszości asyro-chaldejskiej oraz innych mniejszości rasowych i religijnych na tych terenach. W tym celu komisja złożona z przedstawicieli Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Persji i Kurdystanu uda się na miejsce, aby zbadać i zadecydować, czy i jakich poprawek należy dokonać na tym odcinku granicy Turcji, gdzie w myśl postanowień niniejszego traktatu zbiega się ona z granicą Persji.

 

Artykuł 63: Rząd turecki niniejszym akceptuje i zgadza się na wykonanie decyzji obu komisji wymienionych w artykule 62. w ciągu trzech miesięcy od zakomunikowania ich rzeczonemu rządowi.

Artykuł 64: Jeśli w ciągu jednego roku od wejścia w życie niniejszego traktatu ludność kurdyjska na ziemiach wymienionych w artykule 62. zwróci się do Rady Ligi Narodów i wykaże, że większość tych terenów pragnie uzyskać od Turcji niepodległość i jeśli Rada uzna, że ludność ta dojrzała do niepodległości i zaleci zagwarantowanie jej tej niepodległości, Turcja zgadza się niniejszym wykonać takie zalecenie, zrezygnuje ze wszystkich praw i tytułów do tych ziem.” cytat za:  S. Dudra, B. Nitschke „Kurdowie i Kurdystan” [w] „Przegląd Narodowościowy” nr 1/2012, wyd. Uniwersytet Zielonogórski, str. 14. Dostęp online: http://www.ip.uz.zgora.pl/index.php/przeglad-narodowosciowy/numery-issues/164-kurdowie-kurds-przeglad-narodowosciowy-journal-of-nations-no-1-2012

[2] W. Repetowicz „Naród i terytorium Kurdów – wymiar egzystencjalny migracji” [w:] „Humaniora. Czasopismo Internetowe, nr 1(17)/2017, str. 176. Dostęp online: http://humaniora.amu.edu.pl/sites/default/files/humaniora/Humaniora%2017/Repetowicz_Hum_1_17_S.pdf .

[3] K.P. Kaczorowski „Kurdyjskie starania o utrzymanie tożsamości kulturowej – przemiany politycznej reprezentacji Kurdów w Republice Tureckiej” [w:] „Władza sądzenia”  nr 4/2014, wyd. Uniwersytet Łódzki, str. 152-153. Dostęp online: http://wladzasadzenia.pl/2014/4/kurdyjskie-starania-o-utrzymanie-tozsamosci-kulturowej-przemiany-politycznej-reprezentacji-kurdow-w-republice-tureckiej.pdf .

[4] J. Niekrasz „Sytuacja Kurdów w Turcji na przestrzeni wieków” [w] „Przegląd…”, str. 28.

[5] H.L. Kieser „Dersim Massacre, 1937-1938”  https://www.sciencespo.fr/mass-violence-war-massacre-resistance/fr/node/3014 .

[6] Tzw “Strażnicy Wiosek” są formacją kolaboracyjną stworzoną przez władze tureckie. Rekrutacja w ich szeregi często (choć nie zawsze) była przymusowa. Więcej o nich: https://www.buzzfeed.com/borzoudaragahi/turkeys-longest-war .

[7] http://hartford-hwp.com/archives/51/009.html .

[8] https://corporatewatch.org/from-fascist-to-anti-militarist-an-interview-with-a-turkish-ex-soldier-2 .

[9] https://twitter.com/TurkeyUntold/status/792333485105115136 .

[10] https://anfenglish.com/features/turkish-special-units-are-prey-to-the-guerrilla-20387 , https://anfenglish.com/kurdistan/jItem-case-soldiers-dressed-up-like-guerrilla-to-commit-murder-22129 .

[11] https://anfenglish.com/kurdistan/stories-of-roboski-victims-23885 .

[12] https://frederikegeerdink.com/2013/04/05/the-truth-about-uludere-3 .

[13] http://ekurd.net/turkey-destroys-roboski-memorial-2017-01-09 .

[14] http://theregion.org/article/13040-from-homicide-to-memorycide-the-cultural-revolution-in-amed-which-led-to-the-decimation-of-sur .

[15] https://www.opendemocracy.net/nadje-al-ali-latif-tas-g-ltan-ki-anak/kurdish-women-s-battle-continues-against-state-and-patriarchy- .

[16] http://www.nrttv.com/En/Details.aspx?Jimare=11246 .

[17] Np. kurdyjska piosenkarka Nudem Durak została w kwietniu 2015 r. skazana na 10,5 roku więzienia. W lipcu 2016 r. wyrok podniesiono do 19 lat. Jedyną zbrodnią Nudem było śpiewanie i nauczanie dzieci kurdyjskich piosenek. http://voiceproject.org/takeaction/free-nudem-durak , https://corporatewatch.org/imprisoned-for-singing-in-kurdish-support-nudem-durak , http://songfornudemdurak.org .

[18] Artykuł po turecku: http://www.nerinaazad.org/columnists/oktay_yildiz/cokturme-plani .

[19] https://www.byline.com/column/57/article/1331 .

[20] http://observers.france24.com/en/20151008-turkey-police-dragged-streets-kurdish-video , http://www.dailymail.co.uk/news/article-3262116/Turkish-officials-defend-shooting-dead-Kurdish-protestor-dragging-body-streets-saying-corpse-booby-trapped.html , https://www.huffingtonpost.com/entry/turkey-dragged-kurdish-man-video_us_56142087e4b022a4ce5fc79e .

[21] https://www.reuters.com/article/us-turkey-kurds/turkish-cleansing-operation-rocks-southeastern-cities-idUSKBN0U80FQ20151226 , http://kurdishquestion.com/oldarticle.php?aid=dead-bodies-on-the-street-and-the-unforgiving-war-in-kurdistan , http://www.demokrathaber.org/guncel/taybet-inan-in-kizi-o-sokaga-her-baktigimda-annemin-yerde-h94332.html .

[22] https://www.hrw.org/news/2016/07/11/turkey-state-blocks-probes-southeast-killings .

[23] tamże.

[24] http://jinha.com.tr/en/ALL-NEWS/content/view/53209 .

[25] https://www.hrw.org/news/2016/07/11/turkey-state-blocks-probes-southeast-killings .

[26] http://www.ohchr.org/Documents/Countries/TR/OHCHR_South-East_TurkeyReport_10March2017.pdf .

[27] http://villa.org.pl/villa/wp-content/uploads/2017/06/WHW-Report-2017.pdf

[28] https://anfenglishmobile.com/kurdistan/latest-situation-in-amed-s-historic-sur-district-25111 .

[29] http://komnews.org/siege-kurdish-village-continues-6-people-killed-2-children-taken-hostage-reports

[30] https://anfenglish.com/kurdistan/clashes-at-southern-kurdistan-border-continue-22399 .

[31] http://www.hurriyetdailynews.com/turkish-army-engages-in-northern-iraq-for-first-time-in-nine-years-121032 .

[32] http://www.nrttv.com/en/Details.aspx?Jimare=19559 .

[33] https://anfenglishmobile.com/kurdistan/120-families-left-their-homes-due-to-turkish-attacks-on-bashur-25958 .

W minionym roku działania poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej skupiały się głównie na kontynuacji własnej aktywności, jak i wspieraniu takich inicjatyw jak Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, Komisja Międzyzakładowa OZZ IP, Poznaniacy Przeciwko Myśliwym czy Jedzenie Zamiast Bomb Poznań

18 lutego w ramach walki z lobby myśliwskim uczestniczyliśmy w happeningu i akcji informacyjnej w trakcie targów myślistwa "Knieje 2017" na terenie MTP

Duże znaczenia miało również dalsze zaangażowanie w walkę o prawa kobiet, w związku z wcześniejszym zaangażowaniem w Czarny Protest.

W marcu uczestniczyliśmy zarówno w przygotowaniach, jak i przebiegu poznańskiej Manify. Przygotowano wspólnymi siłami okolicznościową gazetę Strajk kobiet trwa!

W miarę możliwości wspieraliśmy również międzynarodowe akcje antyfaszystowskie m.in. Blokadę marszu neofaszystów w Lipsku oraz te krajowe – w Bydgoszczy i w Warszawie.

Konsekwencją nieprzejednanej antyfaszystowskiej postawy były ataki miejscowych neofaszystów. Najczęściej sprowadzały się one do malowania symboli neofaszystowskich na murach miasta i w okolicy skłotu Rozbrat. W marcu doszło jednak do bezpośredniego ataku na Anarchistyczną Klubo Księgarnie Zemsta. Miał on miejsce tuż po demonstracji Młodzieży Wszechpolskiej. Kolektyw księgarni wydał oświadczenie po ataku.

Odpowiedzią naszego środowiska, nie tylko wobec ataku na Zemstę, ale także wobec ataków na obcokrajowców czy osoby związane ze środowiskiem LGBT, do jakich doszło w Poznaniu, oraz wobec wyraźnego wzrostu nastrojów rasistowskich i ksenofobicznych w kraju, było przygotowanie antynacjonalistycznego protestu. W przygotowanie demonstracji staraliśmy się zaangażować różne środowiska, w tym m.in. akademickie. Właśnie, dlatego zwróciliśmy uwagę na zachowanie władz UAM, które starały się utrudniać zaangażowanie zarówno studentów i studentek, jak i pracowników naukowych w propagowaniu demonstracji.

W sobotę 8 kwietnia odbyła się demonstracja „Nacjonalizm nie przejdzie”. Był to protest zorganizowany przeciw wzrastającej od miesięcy fali przemocy na tle rasistowskim i homofobicznym. Demonstracja wzięła sobie za cel pokazanie tej fali jako skutku wyzysku, jaki niesie system gospodarczy. Demonstrację wsparły różne środowiska, od mieszkających w Poznaniu cudzoziemców po organizacje feministyczne, LGBTQIA+, środowisko akademickie i ludzi kultury. Łącznie uczestniczyło w niej ok. 800 osób. Demonstracja rozpoczęła się pod centrum handlowym Starym Browar, jednym z miejsc rasistowskiego ataku na polskiego obywatela pochodzenia syryjskiego. Po odczytaniu oświadczenia „Nacjonalizm nie przejdzie” demonstracja została zaatakowana przez kilku nacjonalistów. Bardzo szybko na atak zareagowali sami uczestnicy i uczestniczki demonstracji. Efektem był nokaut jednego z agresorów, pozostawionego przez swoich kompanów. Jednym z atakujących był Remigiusz Stalewski, właściciel „patriotycznego” sklepu ”Narodowy” znajdującego się przy pl. Cyryla Ratajskiego w Poznaniu. Policja wykazała się całkowitym brakiem przygotowania i najpierw dopuściła do ataku nacjonalistów, później de facto ułatwiła im ucieczkę. Próbowała też zatrzymać antyfaszystów, chcących odeprzeć atak..
Atak ten nie przeszkodził jednak w dalszym przebiegu demonstracji. Do kolejnej próby jej zakłócenia doszło w pobliżu biura PiS na ul. Św. Marcin. Funkcjonariusze zaatakowali kilkoro demonstrantów i demonstrantek znajdujących się przed główną grupą protestujących. Policja użyła pałek (które razem z tarczami częściowo pogubiła), gazu, w pogotowiu też dzierżąc broń gładkolufową. Kolejny raz ich działanie można odebrać jedynie jako próbę rozbicia legalnego protestu. Funkcjonariusze prewencji – najwyraźniej pozbawieni wsparcia swoich dowódców, czy choćby tak często obecnego na demonstracjach policyjnego „Zespołu Antykonfliktowego”, (którego tym razem zabrakło) – wyraźnie dążyli to eskalacji przemocy. Blokowano trasę legalnego protestu, wstrzymując sam protest oraz ruch tramwajowy i samochodowy na sąsiednich ulicach i nadal usiłując zatrzymywać osoby uczestniczące w demonstracji. Zatrzymano łącznie siedem osób. Pomimo działań policji i nacjonalistów udało się doprowadzić przemarsz do końca, czyli pod Anarchistyczną Klubo Księgarnie Zemsta. Dzięki solidarnej postawie uczestniczek i uczestników pokazano, że nie ma zgody na działania nacjonalistycznych bojówek w Poznaniu, a wszelkie ataki z ich strony spotkają się ze zdecydowaną reakcją.

26 kwietnia delegacja Federacji Anarchistycznej Poznań oraz Międzyzakładowej Komisji Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, upamiętniła symbolicznie wiązanką kwiatów, cześć dziewięciu poznańskich kolejarzy zamordowanych 97 lat temu przez endeckie władze Poznania.

W maju wsparliśmy logistycznie, organizacyjnie i fizycznie kolejną edycję wydarzenia sportowego, czyli już 9 edycję wolnościowej ligi sportów walki Freedom Fighters.

9 czerwca współorganizowaliśmy razem z grupą Poznaniacy Przeciwko Myśliwym protest w związku z trwającą wycinką w Puszczy Białowieskiej. Blisko dwieście osób jasno i głośno wykrzyczało swój sprzeciw wobec działań Ministra Środowiska - Jana Szyszki i jego popleczników.

W lipcu wraz z szeroką międzynarodową koalicją aktywistów i aktywistek braliśmy udział w protestach przeciw spotkaniu i polityce grupy G20 w Hamburgu w Niemczech.

W sierpniu wspieraliśmy nowo powstałą Komisji Międzyzakładowej OZZ IP przy Volkswagen Poznań.

We wrześniu braliśmy udział i współorganizowaliśmy 23 urodziny Rozbratu. Skłot Rozbrat od wielu już lat służy swoją przestrzenią również na spotkania Federacji Anarchistycznej.

Uczestnicy i uczestniczki Federacji Anarchistycznej przez cały czas angażowali się również w działania przeciw wycince w Puszczy Białowieskiej, przebywając w Obozie Dla Puszczy i biorąc udział w jego działaniach. Konsekwencją tego zaangażowania było pobicie przez Straż Leśną jednego z poznańskich aktywistów związanego z Federacją Anarchistyczną blokujących wycinkę w Puszczy Białowieskiej.

W listopadzie przedstawiciele i przedstawicielki pojechali do Warszawy, by wziąć udział w okupacji siedziby Lasów Państwowych. Był to kolejny element walki w obronie Puszczy Białowieskiej. Za udział w tej akcji wielu jej uczestników, w tym osoby z naszego środowiska, ma postawione zarzuty. Podobnie jest w przypadku naszego udziału w bezpośrednich blokadach wycinek w Puszczy Białowieskiej.

W środę, 15 listopada w ramach koalicji Poznań Przeciwko Nacjonalizmowi organizowaliśmy protest przeciwko wizycie w naszym mieści Roberta Winnickiego. Powodem zgromadzenia „Nacjonalizm nie przejdzie #2. Wygwizdujemy Winnickiego”, było pokazanie niezgody środowisk poznańskich na wzrastający nacjonalizm, ataki rasistowskie i neonazizm, który coraz bardziej jest obecny na polskich ulicach. W Poznaniu nie ma miejsca dla posła siejącego nienawiść, podsycającego nagonkę na uchodźców i odwołującego się wraz ze swoją organizacją do tradycji przedwojennych faszyzujących ugrupowań. Winnicki, znany między innymi z nieudanego ataku na romskie koczowisko we Wrocławiu, stał się twarzą faszyzującej skrajnej prawicy. Ostatecznie spotkanie z faszystowskim posłem było wielokrotnie przerywane, a hałas generowany przez zgromadzenie zagłuszał jego bełkot.  Protest ten dziś nabiera dodatkowego znaczenia, w związku z kolejnym ujawnieniem powiązań Roberta Winnickiego z neofaszystami. Poseł miał nawet interweniować w prokuraturze by ta, nie ścigała szerzących neofaszystowską propagandę. Związek Ruchu Narodowego czy Młodzieży Wszechpolskiej z wielbicielami Hitlera, tak oczywisty dla antyfaszystek i antyfaszystów, został też wreszcie dostrzeżony przez szerszą opinię publiczną i media głównego nurtu.

Konsekwencją prowadzonej działalności są również zatrzymania przez policję i sprawy prowadzone wobec aktywistów i aktywistek. W czerwcu rozpoczął się proces anarchisty, który został zatrzymany w wyniku działań funkcjonariuszy policji, po zakończeniu demonstracji przeciwko uwięzieniu Łukasza Bukowskiego w dniu 7 maja 2016 r.
W trakcie działań policji na kwietniowej demonstracji „Nacjonalizm nie przejdzie”, został zatrzymany również jeden antyfaszysta, wobec którego postawiono zarzut udziału w bójce, jego sprawa rozpoczęła się w listopadzie, więc na jej rozstrzygnięcie będziemy musieli jeszcze poczekać. Na rozpoczęcie czeka również sprawa aktywistki i aktywistów zatrzymanych po demonstracji w ramach Czarnego Protestu w październiku 2016 roku – łącznie sześć osób

W przypadku represji ze strony policji i aparatu (nie)sprawiediwości staramy się zawsze wspierać osoby zarówno własną wiedzą i doświadczeniem, jak i fachową pomocą prawną. Zachęcamy też do stałego wspierania aktywności ACK również poprzez benefity.

W ciągu całego roku nie zapomnieliśmy również o działaniach propagandowych. Wielokrotnie organizowaliśmy akcje plakatowe, kolportowaliśmy również vlepki, czy ulotki.
Współtworzymy pismo A-tak, do którego kolportażu i zaangażowania w jego redagowanie zachęcamy. W minionym roku można było również sięgnąć po kolejne książki wydane w ramach Wydawnictwa Bractwa Trojka.

Zachęcamy do stałego angażowania się w działania poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej. Zapraszamy do czynnego uczestniczenia w spotkaniach w każdy wtorek o godz., 19 w Klubie Anarchistycznym na Rozbracie (ul.Pułaskiego 21a).

Pod silną presją ministra środowiska Jana Szyszki wznowiono prace nad zmianą ustawy Prawo łowieckie. Zmiany te były wcześniej poddane masowej krytyce. Teraz gdy sprawa przycichła podjęto próby by przeforsować je w ekspresowym tempie. Nie możemy na to pozwolić!

 



Dlatego, przyjdź w piątek 5 stycznia o 15:00 na ul. Półwiejską pod Starego Marycha i razem z nami wyraź swój sprzeciw!



Niektóre z proponowanych zmian:



- lista zwierząt łownych ma być tworzona nie z troską o zachowanie narodowych zasobów przyrodniczych, ale dla kultywowania tradycji myśliwskich,
- właściciele nieruchomości nie będą mogli skutecznie sprzeciwić się polowaniom na ich ziemi,
- prawo myśliwego do polowania będzie nadrzędne wobec prawa obywateli do korzystania z lasów, łąk i jezior będących własnością społeczną,
- dzieci nadal będą mogły brać udział w polowaniach, narażone na postrzelenie oraz na uczestnictwo w niezrozumiałym dla nich cierpieniu i zabijaniu zwierząt,
- myśliwi w dalszym ciągu będą mogli strzelać nawet 100 metrów od naszych domów,
- myśliwi nadal będą używać wysoce toksycznej amunicji ołowianej, zakazanej w większości krajów Europy,
- w dalszym ciągu dopuszczone będą polowania zbiorowe, które nie spełniają ustawowych celów łowiectwa i degradują ojczystą przyrodę,
- dzikie zwierzęta nadal będą dokarmiane, co jedynie zaostrzy problem niekontrolowanego rozrostu ich populacji,
- psy i dzikie zwierzęta nadal będą na siebie szczute i będą umierały pod pretekstem „sprawdzianów” myśliwskich.
W ten piątek nie tylko w Poznaniu ale też w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi odbywają się protesty przeciwko planowanym skandalicznym zmianom w Prawie łowieckim.



STOP MYŚLIWSKIEMU LOBBY!



Poznaniacy Przeciwko Myśliwym
Federacja Anarchistyczna s. Poznań

 


Wywiad, którego obszerne fragmenty przekazałem redakcji „A-taku”, to plon wielogodzinnej rozmowy z Tomaszem Piątkiem, pisarzem, felietonistą, dziennikarzem śledczym. Tuż przed ukazaniem się książki „Macierewicz i jego tajemnice” wywiad odrzuciło wiele redakcji, zarówno mainstreamowych, jak i niezależnych. Postanowiłem ocalić przed dezaktualizacją to, czego brakowało mi w innych wywiadach, przeprowadzonych już po ogromnym sukcesie książki. Mam nadzieję, że będzie interesujący także dla czytelniczek i czytelników „A-taku”. Anarchistom gratuluję odwagi (Jan Bińczycki).
 
 
Jan Bińczycki: Przedstawiasz Antoniego Macierewicza i ludzi z jego otoczenia w taki sposób, że sprawiają wrażenie osób operatywnych i wpływowych. Tymczasem inne media przywołują sylwetki wyniesionych na kierownicze stanowiska różnych, już przysłowiowych „Misiewiczów”. To ludzie, których trudno się bać.
 
 
Tomasz Piątek: Do zakulisowych działań politycznych często używa się osób przegranych lub pełnych rozżalenia. Robią to np. służby specjalne. Tacy ludzie są świetnym narzędziem. Nienawidzą status quo, chcą się odegrać. Ale nie dajmy się zwieść. Portal OKO pisze np. o członkach chóru Lira, którzy figurują w podległych ministrowi obrony spółkach skarbu państwa. Lira to były chór członków „paxowskiego” Liceum św. Augustyna. Środowisko peerelowskich koncesjonowanych katolików.
 
„Resortowe dzieci”?
 
 
No nie krzyw się, zastosujmy definicję znaną z książek i artykułów „niepokornych dziennikarzy”.
 
Wolę się trzymać konkretów. PAX to była organizacja współpracująca z władzą, czy - dosadniej mówiąc - kato-komunistyczna. W tym środowisku było wielu esbeków, ale to nie oznacza, że każdy absolwent LO im. św. Augustyna, czy członek chóru jest resortowym dzieckiem. Takie gadanie zaciemnia fakty. Choćby takie, że wiceminister Bartosz Kownacki, zastępca Macierewicza, zasiadał we władzach Polskiego Związku Katolicko Społecznego, kolejnej kolaboranckiej, kato-komunistycznej organizacji. Można o tym przeczytać na jej stronie. Od dawna jej nie aktualizowano, więc nie wiadomo co teraz się tam dzieje. Tak jak nie wiadomo po co PZKS jest lub był potrzebny wiceministrowi. Można tylko snuć domysły. Szczególnie teraz, gdy najpoważniejszy dziennik niemiecki, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, opisuje bliskie związki wiceministra Kownackiego z podejrzanym o szpiegostwo Mateuszem P., założycielem prokremlowskiej partii Zmiana. Według „FAZ” w 2012 r. Kownacki pojechał do Moskwy - pod skrzydłami Mateusza P. i w towarzystwie innych zwolenników Rosji - żeby „obserwować” tamtejsze wybory prezydenckie i legitymizować reżim Putina.
 
Za chwilę może się okazać, że to PiS jest tzw. mniejszym złem.
 
Ogromna większość społeczeństwa jest niepisowska i nienacjonalistyczna. Wystarczyłoby żebyśmy ruszyli tyłki i już by ich nie było. Kobiety tupnęły nogą na czarnym proteście i zakaz aborcji poszedł do kosza. Tego się boi władza. Nie trzeba by było nikogo obalać. Wystarczyłoby postać pod sejmem przez miesiąc.
 
Tu byłbym ostrożniejszy.
 
Mamy do czynienia z ludźmi, dla których jedyną szansą na miejsce na stołku jest absolutne posłuszeństwo. Nawet jeśliby to miało oznaczać zdradę stanu, wyrwanie Polski z Europy, oddanie jej Rosji. Przecież nie wierzą w te swoje brednie o Polakach jako narodzie wybranym, „husarzach wyklętych” prześladowanych przez zgniły Zachód. Z nielicznymi wyjątkami, które są kłopotliwe dla partii, jak Krystyna Pawłowicz. Chociaż czasem mam wrażenie, że i w jej szaleństwie jest metoda.
 
 
 
Mam problem z twoją książką i poprzedzającymi ją tekstami. Czyta się je prawie jak artykuły w prasie prawicowej sprzed paru lat o katastrofie smoleńskiej jako zamachu. Każda sprawa ma drugie dno. Ale w tym wypadku byłoby to trzecie lub czwarte. Rzeczywistość nie jest aż tak skomplikowana.
 
Rzadko kiedy tak skomplikowana bywa. Oczywiście, warto się zastanawiać nad różnymi możliwościami. Ale właśnie po takim zastanowieniu nie dopuszczam np. możliwości zamachu bombowego, trotylowego, helowego etc. w Smoleńsku. Przeczą temu fakty, dane techniczne, liczby. Gdyby eksperci Macierewicza mieli cień dowodu, to by go solidnie opracowali, a nie wyskakiwali z kolejnymi humorystycznymi teoriami, pękającymi parówkami.
 
Ale twoje teksty też mają wiele wątków i sensacyjny posmak.
 
Teorie spiskowe są formą kompensacji. Ludzie słabi, wykluczeni, pozbawieni wpływu na rzeczywistość wymyślają te teorie, by mieć poczucie wyjątkowej, ekskluzywnej wiedzy. A zatem poczucie mocy, jakiejś kontroli nad rzeczywistością. Ale zapominamy, że bywają także formą projekcji. Ludzie, którzy próbują manipulować innymi, prowadzić podwójne życie, wpływać na świat poprzez niejawne, nieprzejrzyste układy – chętnie zarzucają to innym. Obie te tendencje, kompensacyjna i projekcyjna, nieraz się splatają. Ludzie, którzy z poczucia bezsiły wierzą w spiski, są łatwym narzędziem dla kogoś, kto próbuje stworzyć prawdziwy spisek.
 
Dobra. Ale jeśli to kupuję, to mi się wywraca wszystko, co zwykłem sądzić o III RP i okazuje się, że Polska to słaby kraj, którym trzęsą służby specjalne.
 
Trzęsą, bo im pozwalamy. Problemem podstawowym jest teoretyczność państwa. Słynne „chuj, dupa i kamieni kupa”. Jesteśmy państwem katolickim. Jak już udowodnił profesor Benito Arrunada, w takich państwach liczy się rodzina i nieformalne układy, a nie prawo i zobowiązania społeczne. My jesteśmy krajem nie tylko katolickim, ale po sarmacku anarchokatolickim – zniewolenie na dole, kompletny rozpieprz na górze.
 
 
 
Modernizowaliśmy się z reguły w sposób naiwny, powierzchowny.
 
A często wymuszony. Bo jaśniepaństwo nie chciało się modernizować, dopóki nie przyszli zaborcy.
W PRL mieliśmy z jednej strony postęp, z drugiej – uwstecznienie. Dlatego dziś jesteśmy nieufni wobec modernizacji. Nie wypracowaliśmy sobie zdolności do samoorganizacji.
Wielu mądrych ludzi długo wierzyło Kaczyńskiemu. Choćby Ludwik Dorn. Wierzyli, że uruchamiając prymitywne mity, zgromadzi ludzi w taką wspólnotę, która pozwoli im się zorganizować jako państwo i społeczeństwo.
 
Przecież świetnie się zorganizowali.
 
Jako partia! Jako kolejny w III RP układ kolesi – tyle że bardziej brutalny i niszczący! Taki układ nie zorganizuje nam państwa i społeczeństwa. Nie można ich budować na mitologii katolicko-sarmackiej, która jest antyspołeczna i antypaństwowa. To konfederacja, ruchawka. Obalić coś albo chociaż poudawać obalanie, pobiegać po lasach z szabelką. Znów jesteśmy w tej sytuacji, co w drugiej połowie XVIII wieku. Prozachodnie reformy świetnie przyjmują się na papierze, ale nie wnikają w społeczną tkankę. A pomysł tradycjonalistów to nowa konfederacja barska. Bieganie po lasach i drażnienie Rosjan. Poprzednim razem Rosjanie rozdeptali konfederację, a chwilę później zlikwidowali resztki autonomii Polski. Trudno się oprzeć wrażeniu, że niektórzy „konfederaci” o tym wiedzą i właśnie dlatego robią to, co robią. Być może ta nowa konfederacja barska ma nas szybko doprowadzić do targowickiej. Być może nasz nowy sojusz z Białorusią i żarliwa miłość do sponsorowanego przez Rosjan Donalda Trumpa to taki test przed wielkim „odwróceniem polityki wschodniej”. I za rok parówki nagle wykażą, że tupolewa w Smoleńsku wysadzili zdrajcy Ukraińcy, żeby skłócić nas z bratnią Rosją. Albo islamiści, lewactwo i geje z CIA... W tej chwili to jeszcze brzmi fantastycznie, ale rok temu wiele innych rzeczy brzmiało fantastycznie, a potem się wydarzyło.
 
 
Źródło: Internety
 
Czy Polską rządzą tajemniczy, „smutni panowie”?
 
Moja teza brzmi inaczej. Sformułowałem ją po przegryzieniu się przez cały szereg faktów. Otóż – w Polsce zazwyczaj nie ma normalnego sporu politycznego opartego na interesach klasowych. Albo – ten spór nie wyraża się jasno w polityce parlamentarnej i partyjnej, jest w niej ukryty, stłumiony, zepchnięty pod dywan. Zamiast niego mamy konflikt geopolityczno- ideologiczny, przy czym ideologie bywają maską dla geopolityki. Od niepamiętnych czasów istnieją w Polsce dwie potężne formacje, które władają ideami, polityką, kulturą, biznesem. Jeden blok to zwolennicy Rosji, a drugi – kościół katolicki. Kiedy te dwie siły się zwalczają, Polska przesuwa się na Zachód. Tak było za czasów Jana Pawła II, który ideologicznie był zaprzeczeniem zachodniej nowoczesności, inteligentnym ultrakonserwatystą. Jednak mimo swoich przekonań stwierdził, że trzeba zbliżyć się do Zachodu, bo chciał oddalić się od Moskwy. I znacząco przyczynił się do zmian ustrojowych. W dużej mierze to dzięki niemu Polska w latach 1970-80 geopolitycznie zaczęła przesuwać się w kierunku Europy. Oczywiście za sprawą Wojtyły duża część polskich prozachodnich elit przestała się orientować na liberalno-lewicowy Paryż, Londyn i Nowy Jork, wybierając konserwatywny Watykan i Waszyngton – ale wtedy to też był wybór prozachodni, a przede wszystkim antymoskiewski. Do tego „katolicko- zachodniego” przesunięcia doszło najpierw w sferze sympatii, później także ustrojowo. Przyjęliśmy kapitalizm, weszliśmy do Unii Europejskiej… Jednak nierzadko w naszej historii zdarzało się, że formacja katolicka wybierała wschodni konserwatyzm zamiast zachodniego nowinkarstwa. Na tym właśnie polegała Targowica. Dzisiaj też dzieje się coś takiego.
 
To bardzo odważne tezy.
 
Przez lata nie docenialiśmy zdolności operacyjnych polskiego kościoła katolickiego. Mówiliśmy - wiadomo, że jest potężny, ale przecież będzie słabnąć: przez postęp, wolny rynek, cokolwiek innego. Tymczasem kościół katolicki rósł i rośnie w siłę – przynajmniej w Polsce. To hierarchiczna, zamknięta organizacja. Czasem działa jak mafia, choćby poprzez agendy takie jak Opus Dei, którego członkowie dyskretnie pracują np. w biznesie. Nie chcę wyciągać daleko idących wniosków, ale zdziwiłbyś się, gdzie można znaleźć tych de facto zakonników, działających w świeckim świecie.
 
Mówmy o tym, co można opublikować.
 
Mówię o rzeczach, które można wyczytać w KRS. Można tam znaleźć choćby Kawalerów Maltańskich. Członkowie zakonu i związanych z nim fundacji pojawiają się w rozmaitych partiach. Także tych uważanych za światopoglądowo liberalne.
 
 
Kawalerowie maltańscy podczas procesji Bożego Ciała w Warszawie TOMASZ GOŁĄB /GN
 
 
Mnie się to nie klei. Owszem, też podejrzewam polityków o najgorsze zamiary, ale jednocześnie nie wierzę w istnienie tak sprawnych mechanizmów i przebiegłych planów.
 
Bałagan też ma swój sens. Kiedy czyta się o dawnych społecznościach słowiańskich w najbliższej okolicy, np. połabskich, to tam powtarza się model, którego echa pojawiają się dziś u nas. Kneź-książę ma władzę wyłącznie w czasie wojny, w stanie pokoju mamy „anarchodemokrację sterowaną”. Władzy niby nie ma, choć jest, i to piętrowa: ludem manipulują kapłani, którymi z kolei dyskretnie kierują bogacze. A w Polsce? Za „złotą wolnością” stały interesy magnaterii, która rozgrywała drobną szlachtę, często przy pomocy księży. Dziś też można się zastanawiać, na ile Kościół katolicki przyczynia się do utrwalania naszej „anarchooligarchii”.
 
Wchodzimy na niebezpieczne tony.Możemy dojść do wniosku, że w Polsce nie ma demokratycznej polityki, że każdy ruch społeczny od czasów „Solidarności” był sterowany przez tajemnicze siły.
 
Ja tak nie uważam. Oczywiście, że nie można sterować całą sferą publiczną. Nie da się nią zawładnąć, ani nawet całkowicie rozpieprzyć pewnych zjawisk.
 
A może jest tak, że ministrowi Macierewiczowi byli potrzebni tacy ludzie? Co jeśli musiał mieć „swoich ubeków”, „swoich Moskali”? Być może odkryty przez ciebie fragment „politycznej kuchni” nie nadawał się do pokazania ogółowi, ale był potrzebny tej ekipie do przeprowadzenia koniecznych (z ich punktu widzenia) zmian?
 
Zwolennicy Macierewicza mogą się łudzić, że pan minister rozgrywał jakąś przemyślną grę z Moskwą i wykorzystywał jej ludzi, aby ją ograć dla dobra Polski. Grę, którą ja i inni dziennikarze ujawniający jego rosyjskie powiązania zepsuliśmy… Ale jeśli tak, to po ujawnieniu przez nas wielu podobnych powiązań, Macierewicz powinien wystąpić publicznie i wszystko Polakom wyjaśnić. Zamiast tego chowa się za plecami swoich podwładnych i zwolenników, którzy bronią go bluzgiem i kłamstwem.
 
Wywiad ukazał się w 7 numerze “A-taku” (2017).
 
 
 
 
Anarchia matką porządku (komentarz redakcji)
 
Chętnie publikujemy „wyklęty” wywiad przeprowadzony przez Jana Bińczyckiego z Tomaszem Piątkiem, autorem książki „Macierewicz i jego tajemnice”.
Jako anarchiści postawilibyśmy zapewne inne pytania, z drugiej jednak strony te, które padły, być może czynią go ciekawszym dla grona odbiorców szerszego niż uczestnicy i uczestniczki ruchu anarchistycznego, co jest dla nas niewątpliwym plusem. Ciągle jednak wraca do nas, anarchistów, jak ta biedna brzoza w snach polityków z prawa, chorobliwe utożsamianie niekompetencji, rządów kolesiostwa, układów i wszelkich wynaturzeń z anarchią, a tym samym z anarchizmem. Wiemy, że w wywiadzie mowa jest o potocznej „polskiej anarchii” rodem z Jasienicy, ale jako anarchiści nie możemy zostawić tak daleko idących uproszczeń bez komentarza. Od rozmówcy Bińczyckiego oczekiwalibyśmy bowiem lepszego zrozumienia znaczeń poszczególnych pojęć i idei z zakresu nauk politycznych. Tymczasem Piątek nie wychodzi poza potoczną, drobnomieszczańską formę rozumienia tychże, która od zawsze utożsamia „anarchię” z „chaosem”, aby mieć czym straszyć wyborców. Trudno nam się też zgodzić z poglądami autora „Macierewicza i jego tajemnic” na państwo jako takie czy prawo. Pomimo naszych zastrzeżeń wywiad jednak ukazuje się, jak na ironię, w gazecie anarchistycznej, której redakcja jako jedyna nie obawiała się jego publikacji. Autor wywiadu podziwia nas więc za odwagę. Tę swoistą odwagę widać też w decyzji Piątka dotyczącej wydania rzeczonej książki i wzięcia na siebie wynikłych z tego konsekwencji, które są niezwykle dotkliwe dla Piątka i jego rodziny. Może więc jednak mamy ze sobą choć trochę wspólnego.
Zapraszamy do dyskusji ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ).
 
 
 
Odpowiedź Tomasza Piątka na komentarz redakcji:
 
Rozumiem, że między ideałami anarchizmu a anarchią potocznie rozumianą jako chaos, bezprawie i samowola jest różnica. Szanuję wkład wielu anarchistycznych myślicieli i działaczy w rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Ktoś zauważył, że największe sukcesy odnoszą te wspólnoty terapeutyczne i samodoskonaleniowe, które działają w sposób zbliżony do propagowanego przez Kropotkina.
 
 

Dziś pod kościołem p.w. św. Wawrzyńca w Poznaniu odbyła się akcja informacyjna mająca zwrócić uwagę na problem szerzenia się nacjonalizmu w Polsce.

Kościół został wybrany nieprzypadkowo - Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów od września zeszłego roku wynajmuje przykościelną salkę spotykającej się tam Młodzieży Wszechpolskiej - jednej z grup, która przeprowadza ataki na mniejszości narodowe, etniczne czy seksualne.

Akcja przebiegła w sposób pokojowy - rozdano ulotki i przeprowadzono rozmowy z wiernymi z parafii. Zainicjowali ją mieszkańcy Poznania, którzy sprzeciwiają się udostępnianiu jakiejkolwiek przestrzeni osobom nawołującym do nienawiści na tle rasowym czy ideologicznym. Domagamy się wzięcia odpowiedzialności przez księży Pallotynów za udostępnienie przestrzeni nacjonalistom i natychmiastowego usunięcia spotkań MW z kościoła. 

Poniżej treść rozdawanej ulotki:

Nacjonaliści u Pallotynów 

Czy wierzący godzą się na współpracę nacjonalistów z kościołem i wspieranie przez księży ruchu narodowego? Czy akceptują to, że hierachia kościelna umywa ręce i odcina się od problemu nienawiści na tle narodowościowym i religijnym pustymi sloganami i nic nie znaczącymi gestami? Czy wierzący sprzeciwiają się łączeniu chrześcijaństwa z nacjonalizmem i wykorzystywaniu struktur religijnych do szerzenia nienawiści? Czy godzicie się, aby Wasza parafia udzielała schronienia nacjonalistycznym bojówkom?

Mamy dowody, że w Waszym kościele spotykają sie osoby związane z ruchem nacjonalistycznym. Ale to nie jedyny taki przypadek. 16 czerwca 2017 r. w siedzibie NOT w Poznaniu odbył się zorganizowany przez Młodzież Wszechpolską (MW) wykład monarchisty Jacka Bartyzela pt. “Rola katolicyzmu w doktrynie polskiego nacjonalizmu”. Pod koniec wystąpienia Bartyzel stwierdził, że "nie można podzielić serca na dwa: katolickie i narodowe". W tej sprawie oficjalne stanowisko zajął episkopat, wydając dokument Chrześcijański kształt patriotyzmu, w którym można przeczytać, że nacjonalizm jest przeciwieństwem patriotyzmu i stanowi formę egoizmu. Przytacza się tam słowa Jana Pawła II, który na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 1995 r. mówił, że:

"Należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny".


Nacjonaliści na każdym kroku wzywają do budowy "wielkiej białej Polski narodowej", podsycają nienawiść do uchodźców i mniejszości, a także do wszystkich tych, którzy wyznają inny światopogląd. To właśnie narodowcy dzielą obywateli tego kraju na “prawdziwych Polaków” i “lewaków”, których należy wieszać na drzewach. To przecież poseł Robert Winnicki, jeden z liderów nacjonalistów, podczas Marszu Niepodległości podawał dłoń faszystom z Forza Nuova i oprowadzał ich po Sejmie.

Nie kto inny jak Robert Winnicki sprzeciwiał się wspieraniu przez niektóre Instytuty UAM organizacji antynacjonalistycznej i antyrasistowskiej demonstracji w Poznaniu, walce z ksenofobią i wykluczeniem, nazywając te działania “ideologizacją o wydźwięku antypaństwowym”. Następnie to właśnie członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, wraz z innymi osobami o zbliżonych poglądach, zaatakowali uczestników tej demonstracji, napadając na nich w trakcie przemówień. Być może swoje działania zaplanowali w Waszym kościele. Widocznie nacjonalistyczna interpretacja "miłości bliźniego" zakłada wiele wyjątków, w ramach których można bić, poniżać i zastraszać nie tylko przedstawicieli mniejszości, ale także obywateli Polski o innych poglądach. W minioną sobotę (24.06.2017) grupa członków Młodzieży Wszechpolskiej napadła na demonstrację liberalnej opozycji odbywającą się w Radomiu z okazji uczczenia rocznicy radomskiego Czerwca '76 i pobiła uczestnika demonstracji.

Kolejnym przykładem "romansu" kościoła z nacjonalizmem są choćby demonstracje w Białymstoku i msze z uczestnictwem członków Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) czy słynne kazania Jacka Międlara.

Przykładem takim jest także udostępnianie Młodzieży Wszechpolskiej sal na spotkania przez Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów. To właśnie w murach kościołów rozwija się nienawiść. W murach kościołów organizowane są radykalnie nacjonalistyczne demonstracje i układane rasistowskie, szowinistyczne i ksenofobiczne hasła. Czy godzicie się na to?

Nagranie z akcji w serwisie YouTube

***
Poznaniacy wspólnie przeciw nacjonalizmowi

 

 

www.rozbrat.org

W miniony piątek pod biurem partii Prawo i Sprawiedliwość w Poznaniu, zorganizowano protest przeciwko działaniom, mającym prowadzić do zniszczenia Puszczy Białowieskiej!. Blisko dwieście osób jasno i głośno wykrzyczało swój sprzeciw wobec działań Ministra Środowiska - Jana Szyszki i jego popleczników. Od kilku dni wzmożone zostały działania polegające na prowadzeniu intensywnej wycinki w Puszczy Białowieskie, wobec tych działań ruch ekologiczny nie pozostał obojętny. Cały czas trwają próby blokowania ciężkiego sprzętu – przez aktywistki aktywistów - i powstrzymania w ten sposób wycinki. Jednak ignorancja przedstawicieli ministerstwa i władz, musi spotkać się z jak najszerszym sprzeciwem również w miastach, tak odległych od terenów Puszczy Białowieskiej jak Poznań.

W trakcie protestu zabierający głos, przypomnieli o zaangażowaniu w inne akcje ekologiczne jak protest przeciwko budowie elektrowni atomowej, jeszcze w latach 80’ czy próby zatrzymania budowy elektrowni wodnej w Czorsztynie, plany budowy sieci autostrad (choćby przez Park Krajobrazowy na Górze Św. Anny) czy budowy obwodnicy przez Dolinę Rospudy. Nawet, jeśli nie wszystkie walki udawało się wygrać to każda pozwalała mobilizować ludzi i uświadamiać im skalę problemów ekologicznych, oraz całkowitą indolencję władz. Decydenci uznają, że przyroda jest ich własnością, a las traktują jak fabrykę drewna, a nie dobro wspólne. Za większością działań uderzających w środowisko naturalne stoją jednak interesy ekonomiczne nielicznych. To głównie środowiska deweloperskie skorzystały z niesławnego „Lex Szyszko” dającego szanse na niewymagającą zezwoleń wycinkę drzewostanu na prywatnych działkach. Zachowanie ministerstwa i jego działania pozwalają domniemywać, że również działania w Puszczy Białowieskiej nie wiążą się z próbą ochrony tego bezcennego obszaru, a mają jedynie pozwolić na wykorzystanie lasu jako zasobu, elementu, który ma napędzać przemysł drzewny i portfele wąskiego grona beneficjentów.

Podczas protestu można było zobaczyć happening, którzy dosadnie komentował obecną sytuację. Osoba w masce ojca Tadeusza Rydzyka najpierw udzieliła błogosławieństwa ministrowi Janowi Szyszce. Nawiązywano w ten sposób do ataków, jakie wysuwał wobec ekologów toruński redemptorysta i jego bezwarunkowe poparcie dla działań ministerstwa. Następnie minister dokonał symbolicznego oznaczenia ściętych, pieńków drzew. Wydaje się bowiem że pod rządami obecnej władzy Ministerstwo Środowiska powinno przemianować się na Ministerstwo Niszczenia Środowiska, bo do tego wydaje się dążyć, zapalony myśliwy Jan Szyszko.

W trakcie całego protestu do wznoszenia okrzyków zagrzewała ekipa Samby, a wśród skandowanych haseł można było usłyszeć: „Politycy precz od Puszczy”, ”Stop wycince”, „Nie ma kompromisu w obronie Matki Ziemi”.

Poniżej treść oświadczenia odczytanego na proteście:STOP WYCINCE W PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ!
NIE MA KOMPROMISU W OBRONIE MATKI ZIEMI!
Puszcza Białowieska jest jednym z niewielu ostatnich naturalnych lasów. Jakakolwiek wycinka w tak wrażliwym ekosystemie powoduje ogromne straty. Mimo to właśnie teraz na naszych oczach dokonywana jest bezwstydna degradacja w imię zysku i partykularnych interesów! Dla rządu PiS z ministrem Szyszko na czele, a także dla Lasów Państwowych oraz powiązanych z nimi szeregiem biznesowych układów środowisk Puszcza jest solą w oku, z której uciekają milionowe zyski. Po raz kolejny udowadniają one, że natura to dla nich wyłącznie potencjał do stworzenia wielkiej fabryki drewna – więc podstępem chcą zmieniać Puszczę w kolejną monokulturową uprawę gospodarczą. Nie wahają się w tym celu wprowadzać w błąd ani manipulować informacjami, ignorując zdanie społeczeństwa, lokalnych społeczności, organizacji pozarządowych, naukowców oraz międzynarodowych instytucji. Nazywają wszystkich, którzy są odmiennego zdania, ekoterrorystami lub pseudoekologami, tymczasem to właśnie oni przeprowadzają zamach na bezcenny przyrodniczo obszar.Od kilku tygodni prowadzona jest wycinka na niespotykaną dotąd skalę.
W Puszczy pojawiły się harwestery – maszyny wycinające 200 drzew dziennie. Wycinki objęły drzewostany ponad 100-letnie, czyli puszczańskie mateczniki. Aktywiści i aktywistki stworzyli na miejscu obóz i zatrzymują codziennie ciężki sprzęt rujnujący ogromne obszary. Kolejne nadleśnictwa wprowadzają więc zakaz wstępu do lasu, by ukryć skalę dewastacji i móc represjonować obrońców Puszczy Białowieskiej. Musimy dołożyć wszelkich starań, by w jak największym stopniu przenieść ten protest z poziomu jedynie walki aktywistów proekologicznych na poziom protestu społecznego! Przykłady europejskie pokazują, że jest to możliwe. Potwierdza to również coraz większe zainteresowanie tematem i oburzenie, jakie wzbudza w ludziach postępowanie władz wobec Puszczy. Dlatego przyłącz się do osób walczących w Białowieży lub wesprzyj obronę Puszczy, dołączając do protestu w swoim mieście! W tym tygodniu zostały zorganizowane lub planowane są akcje w Toruniu, Poznaniu, Bydgoszczy, Katowicach, Trójmieście, Częstochowie, Rzeszowie i Warszawie. By odnieść sukces, potrzebujemy działań nie tylko na miejscu wycinki, ale też wszędzie tam, gdzie głos sprzeciwu może zostać usłyszany!Nie ma kompromisu w obronie Matki Ziemi! Dlatego wspólnie protestujemy pod biurem PiS na ul. Św. Marcin! Mówimy stanowcze NIE wobec prób przejęcia całkowitej władzy nad lasami! Nie ma naszej zgody na oddawanie w ręce nielicznej grupy rządzących tego, co stanowi dobro wspólne! Jeśli nie włączymy się w działania na rzecz Puszczy już teraz, w przyszłości może być na to za późno! 
Federacja Anarchistyczna s. Poznań
Poznaniacy Przeciwko Myśliwym

 

Relacja pierwotnie ukazała się na www.rozbrat.org

W sobotę 8 kwietnia odbyła się demonstracja „Nacjonalizm nie przejdzie”. Był to protest zorganizowany przeciw wzrastającej od miesięcy fali przemocy na tle rasistowskim i homofobicznym. Demonstracja wzięła sobie za cel pokazanie tej fali jako skutek wyzysku, jaką niesie system gospodarczy. Demonstrację wsparły różne środowiska, od mieszkających w Poznaniu cudzoziemców po organizacje feministyczne, LGBTQIA+, środowisko akademickie i ludzi kultury. Łącznie uczestniczyło w niej ok. 800 osób.

Demonstracja rozpoczęła się pod centrum handlowym Starym Browar, jednym z miejsc rasistowskiego ataku na polskiego obywatela pochodzenia syryjskiego. Po odczytaniu oświadczenia „Nacjonalizm nie przejdzie” oraz oświadczenia „Studentki, studenci oraz pracownicy akademicy UAM przeciwka nacjonalizmowi i rasizmowi”, demonstracja została zaatakowana przez kilku nacjonalistów. Bardzo szybko na atak zareagowali sami uczestnicy i uczestniczki demonstracji. Efektem był nokaut jednego z agresorów, pozostawionego przez swoich kompanów. Jednym z atakujących był Remigiusz Staliński, właściciel „patriotycznego” sklepu ”Narodowy” znajdującego się przy pl. Cyryla Ratajskiego w Poznaniu. Jest on znany ze współpracy z takimi organizacjami jak Młodzież Wszechpolska czy Narodowy Świt (powiązany personalnie ze znanym faszystowskim konfidentem Maciejem Witzbergiem). Policja wykazała się całkowitym brakiem przygotowania i najpierw dopuściła do ataku nacjonalistów, później de facto ułatwiła im ucieczkę. Próbowała zatrzymać antyfaszystów, chcących odeprzeć atak.
1 p
Nie dając szansy na dalsze zakłócanie demonstracji, Anna Karolina Kłys – wieloletnia aktywista ruchu wolnościowego i feministycznego – swoim przemówieniem zagrzała uczestników protestu do aktywnego przeciwstawienia się neofaszystom.
Demonstracja ruszyła w stronę centrum miasta w akompaniamencie legendarnego utworu „Młodzi faszyści” poznańskiego zespołu Apatia. W trakcie protestu wznoszono hasła antyfaszystowskie i antyrasistowskie: “Poznań wolny od nienawiści”, “Walka klasowa, nie narodowa”, “Faszyści, policja, jedna koalicja”, “Poznań dla migrantów, nie narodowców”, “Równe prawa, wspólna sprawa”, “Wolność, równość, pomoc wzajemna”, „Żaden człowiek, nie jest nielegalny”.
2 p
Następnym miejscem, w którym zatrzymał się protest, był pomnik Starego Marycha. Tu zabrała głos m.in. przedstawicielka Grupy Stonewall, Partii Razem, oraz wykładowca arabistyki z Poznania. We wszystkich przemówieniach jasno podkreślano zagrożenie, jakie niesie ze sobą nacjonalizm i narodowy szowinizm, wpajanie ideologii nienawiści do wszystkiego, co inne i obce, karmienie ludzi strachem. Przypomniano również o niedawnej deportacji Ameera Alkhawlany'ego, doktoranta UJ. Ameer został najpierw zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW, a następnie po wypuszczeniu go decyzją sądu z aresztu został z pogwałceniem wszelkich procedur prawnych deportowany do Iraku. Więcej o jego sprawie możecie dowiedzieć się na tym profilu.Tuż przed dotarciem demonstracji pod biuro PiS doszło do policyjnej prowokacji. Funkcjonariusze zaatakowali kilkoro demonstrantów i demonstrantek znajdujących się przed główną grupą protestujących. Policja użyła pałek (które razem z tarczami częściowo pogubiła), gazu, w pogotowiu też dzierżąc broń gładkolufową. Kolejny raz ich działanie można odebrać jedynie jako próbę rozbicia legalnego protestu. Funkcjonariusze prewencji – najwyraźniej pozbawieni wsparcia swoich dowódców, czy choćby tak często obecnego na demonstracjach policyjnego „Zespołu Antykonfliktowego” (którego tym razem zabrakło) – wyraźnie dążyli to eskalacji przemocy. Blokowano trasę legalnego protestu, wstrzymując sam protest, ruch tramwajowy i samochodowy na sąsiednich ulicach i nadal usiłując zatrzymywać osoby uczestniczące w demonstracji. Zatrzymano łącznie siedem osób. Sześciorgu z nich postawiono znany zarzut naruszenia nietykalności funkcjonariusza. Ostatnia, zwolniona późnym niedzielnym popołudniem osoba, jest podejrzana o udział w bójce.
3p
W tym miejscu pragniemy zapewnić, że wszystkim zatrzymanym będziemy się starać udzielić pomocy prawnej, a jednocześnie prosimy świadków interwencji policji i osoby dysponujące materiałami filmowymi o kontakt ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. lub Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ewentualnie przez nasz profil FB).Mimo prowokacji dzięki determinacji protestujących kontynuowano protest pod biurem PiS. Głos zabrał przedstawiciel poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej – Jarosław Urbański. Jasno podkreślił, że władze PiS z jej liderem Jarosławem Kaczyńskim są odpowiedzialne za wzrost nastrojów ksenofobicznych i związaną z nimi falę przemocy. Odwołując się do postaci takich jak Roman Dmowski – który zdradzał swoją fascynację włoskim faszyzmem oraz sam wielokrotnie nawoływał do przymusowej asymilacji Żydów – rządząca prawica kokietuje środowiska nacjonalistyczne i neofaszystowskie. Pełna treść wystąpienia niebawem znajdzie się na naszej stronie. Następnie głos zabrał aktor Teatru 8 Dnia, Tadeusz Janiszewski. W brawurowy sposób, jak na aktora przystało, wykpił interpelację czy też raczej donos posła (o zgrozo) Roberta Winnickiego (Ruch Narodowy), który domagał się wyjaśnień w sprawie poparcia, jakiego udzieliły środowiska akademickie antyfaszystowskiej demonstracji.
4p
Demonstracja zakończyła się pod Anarchistyczną Klubo/Księgarnią Zemsta, która nie raz była już celem ataków narodowców. Tu głos zajęli przedstawiciele środowisk akademickich: z Instytutu Filozofii UAM prof. Roman Kubicki, z Instytutu Socjologii UAM prof. Krzysztof Podemski, a z Instytutu Filologii Romańskiej UAM dr. Ita Wachowska. Głos przedstawicieli i przedstawicieli środowisk akademickich był szczególnie istotny ze względu na naciski władz UAM, jakich byliśmy świadkami w minionym tygodniu .
5pp
Oczywiście nie zabrakło również głosu przedstawiciela samej Zemsty – przypominającego o atakach rasistów i nacjonalistów na lokal, a także podkreślającego, że owe działania absolutnie nie doprowadzą do zaprzestania prowadzenia wolnościowej działalności, udzielania wsparcia ruchowi pracowniczemu, lokatorskiemu czy animalistycznemu. W Zemście nadal organizowane będą wykłady i spotkania, a największe wsparcie po ataku sam kolektyw dostał nie tylko od przedstawicieli swojego środowiska, ale również od sąsiadów, którym w tym momencie gorąco podziękowano. Zakończeniem protestu był występ zespołu Siksa z utworem skomponowanym specjalnie na demonstracje. Po demonstracji było już spokojnie, jej uczestnicy rozeszli się bez przeszkód do domów.

6pp

7p

 

 

WWW.ROZBRAT.ORG

Już za kilka miesięcy wchodzi w życie jedna z najbardziej kontrowersyjnych ustaw o systemie oświaty, jakiej doświadczy w ostatnim ćwierćwieczu nasze społeczeństwo. Likwidacja gimnazjów, powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej, centralizm w nadzorze pedagogicznym, nowe podstawy programowe. Środowiska nauczycieli polskich, środowiska akademickie, dyrektorzy szkół i samorządy podnoszą głosy sprzeciwu na obecny kształt zmian w systemie oświaty, ale czy rzeczywiście jest o co kruszyć kopie?

Dokąd zmierzasz szkoło?

Bez wątpienia obecny powszechny system oświaty, który spotkać możemy w podobnym kształcie w większości krajów świata, wymaga zmian. Pytanie, czy nowe struktury, jak i centralne zarządzanie to kierunek, w którym powinniśmy podążać, to istota, na której powinniśmy się skupiać? Zadajmy sobie pytanie, czy szkoła jaką znamy, czy zmiany, jakie nadchodzą i krytyka zmian, jaką słyszymy, mają w ogóle jakiekolwiek znaczenie?

Kosmetyka, bez naruszenia paradygmatów.

Spotkanie ‘Zamiast edukacji’ w pierwszej części poświęcone zostanie próbie krytycznej analizy obecnego systemu powszechnej edukacji w Polsce. Próba wykazania patologicznych już od ponad 100 lat powszechnie stosowanych pomysłów edukacyjnych, czy metod pedagogicznych, obnaży nam obraz szkoły jako instytucji totalnej. Szkoła to instytucja, w której wpływ ucznia na to, gdzie, czego, z kim i w jaki sposób się uczy, może być porównany do wpływu, jaki ma robotnik na przedmiot swojej pracy. Ukryty program, ocenianie, testowanie, egzaminowanie, nadzór, selekcja, indoktrynacja i obowiązek szkolny maskujący dyktatorski i szowinistyczny stosunek do młodych ludzi to obraz współczesnej edukacji.

W dalszej części spotkania uwaga skupiona zostanie na ukazaniu alternatywnych, emancypacyjnych nurtów edukacyjnych, będących szansą, podbudową pod przyszłą zdecydowanie bardziej egalitarną relację dorosłych z młodymi ludźmi. Od pedagogiki dziecka Janusza Korczaka, przez radykalny humanizm, do antypedagogiki Huberta von Schoenebecka. Pytania, czy rzeczywiście można wychowywać drugą osobę, dlaczego wychowujemy dzieci i młodzież wbrew ich woli i oczekiwaniom i dlaczego społeczeństwo zmierzające do demokracji nie dostrzega w pedagogice źródła tyranii, to pytania dziś szczególnie aktualne i warte uwagi. Jak więc zbudować wolną szkołę, jak budować relację z młodymi ludźmi bez wpływu i wychowywania, czy społeczeństwo bez szkoły jest możliwe? – przyjdź i zabierz głos na spotkaniu ‘Zamiast edukacji’.

Spotkanie poprowadzi Remigiusz Stępak, z wykształcenia politolog i manager oświaty. Fascynat bezprzemocowych, spersonalizowanych nurtów edukacyjnych. Spędził kilkanaście miesięcy jako mentor w różnego typu szkołach demokratycznych i wolnych w kraju. Współprowadzi na terenie Mosiny przedszkole domowo – leśne i wolną szkołę Na Bosaka. Współorganizator wielu spotkań dyskusyjnych i warsztatowych o tematyce edukacji wolnościowej.

ZAPRASZAMY!!!

Wspólnie przeciw rasizmowi!

W noc sylwestrową doszło w Ełku do motywowanego nienawiścią wobec obcokrajowców ataku na lokal gastronomiczny "Prince Kebab". W następstwie wydarzenia wywiązała się bójka, w której, w wyniku ran kłutych, zginął sprawca. Chcąc się zemścić, środowiska skrajnej prawicy po zebraniu kilkuset osób dokonały zniszczenia lokalu, a następnie w ich ślady poszli następni, dopuszczajac się serii aktów przemocy wymierzonych w podobne miejsca w całej Polsce, tylko dlatego, że ich właściciele lub pracownicy są przedstawicielami kojarzonych z mieszkańcami Bliskiego Wschodu grup etnicznych.

Wszystko to zmobilizowało nas do okazania sprzeciwu i solidarności z ofiarami. Nie chcemy, aby kojarzono nasz kraj z rasistowsko motywowaną przemocą, chcemy powstrzymać atmosferę pogromów i rozkręcającą się spiralę agresji, powodującą, że nasi sąsiedzi i współpracownicy nie mogą czuć się bezpiecznie.

Pokażmy rasistom, że nie uda im się przejść przez Polskę. Pokażmy, że to oni, a nie pokojowo nastawieni obcokrajowcy, są tu niemile widziani.

Demonstracja odbędzie się dnia 15 stycznia 2017 roku na Rynku Głównym w Krakowie o godzinie 13:00.

Zapraszamy na nią wszystkie i wszystkich, którzy nie godzą się na podsycanie konfliktów na tle etnicznym w naszym kraju, prosimy jednak o nie przynoszenie symboli partyjnych. Zamanifestujmy jednogłośnie ponad wszystkimi podziałami!

***
Together against racism!

On the New Year's Eve an incident driven by hatred towards foreigners took place in Ełk, namely an attack on a bar called "Prince Kebab". This was a cause for a fight in which the perpetrator of the xenophobic incident died from stab wounds. In an act of revenge the far-right groups have gathered a mob, couple of hundreds strong, which ravaged the place. Thanks to this, many have followed them in their footsteps all around Poland finding their victims only on the basis of alleged ethnicity of the workers or the owners - specifically Middle Eastern.

All of this has prompted us to show strong discontent with the incidents and their perpetrators while at the same time to show solidarity with the victims. We do not want our country to be recognized as a place with racially motivated violence. We want to stop the atmosphere of pogroms and the spiral of hatred and violence causing our neighbours and work colleagues to feel unsafe.

Let us show that racists and xenophobes are not going to roam freely around Poland. Let us show that it is them, not the peacefully minded foreigners, who are those not welcome.

The demonstration is held at 13:00 (1pm o'clock) on 15th of January 2017 on the Main Square in Cracow.

We invite everyone who wants to show discontent regarding the increase of xenophobic rhetoric and actions in our country. We ask you not to bring any symbols connected to political parties. Let's demonstrate in unity, overcoming any divisions!

Nie sposób dziś nie znać terminu Państwo Islamskie (znanego także pod akronimami ISIS lub Da’isz). Stało się ono bardzo szybko nowym, współczesnym straszydłem, które podobno puka do bram Europy, a nawet je przekracza zmieszane z tłumem uchodźców. Dwójka francuskich dziennikarzy – Olivier Hanne i Thomas Flichy de la Neuville – autorów książki „Państwo Islamskie. Geneza nowego kalifatu” stara się przeprowadzić czytelnika, przez genezę, historię i współczesność tego geopolitycznego tworu. Istotne dla powstania Da’isz jest kilka czynników. Pierwszoplanowym są problemy społeczne Iraku, zarówno te z czasów Saddama Husajna, jak i te powstałe po amerykańskiej agresji. Jak piszą autorzy: „Narodziny Kalifatu Islamskiego nie są wydarzeniami ani przypadkowymi ani niepojętymi. Jego pojawienie się jest odpowiedzią na dające się zdefiniować czynniki związane z procesem rozpadu Syrii, a potem Iraku.” Wewnętrznie podzielony Irak, ze wspieraną przez reżim Saddama mniejszością sunnitów, wiecznie podejrzewanymi o sprzyjanie sąsiedniemu Iranowi szyitami oraz domagającymi się autonomii Kurdami od momentu swego powstania był państwem stworzonym sztucznie i podtrzymywanym przez kolejne reżimy. Zarówno polityka Husajna, jak i działania wojsk USA, Wielkiej Brytanii i Polski nie  rozwiązały palących problemów społecznych i konfliktów narodowościowych i religijnych, a jedynie je zaostrzyły. O bezpośrednim wpływie zachodniej okupacji na powstanie Da’isz świadczy fakt, że spora część dowódców wojskowych jak i sam przywódca Państwa Islamskiego (Abu Bakr al-Baghdadi) przeszło przez amerykańską niewolę w trakcie okupacji Iraku. Hanne i Flichy de la Neuville opisują biografię al.-Bahdadiego następująco: „Jego początkowa kariera jest typowa dla młodego religijnego uczonego, jednakże inwazja amerykańska 2003 roku sprawiła, że włączył się w zbrojny ruch oporu. Zajmował tam wysokie stanowiska – był odpowiedzialny za sieć rekrutacyjną. Został namierzony przez armie amerykańską, w październiku 2005 był celem ataku powietrznego, w tym samym roku został też zatrzymany. Przetrzymywany w areszcie radykalizuje się i nawiązuje kontakty z ludźmi zbliżonymi do grupy Abu Umara”. Amerykanie sami zwolnili go z więzienia w 2009 roku. Można więc śmiało stwierdzić, że amerykański system więzienny w okupowanym Iraku sam stworzył swojego najgroźniejszego przeciwnika, a następnie go uwolnił.Po obaleniu Husajna, bogactwa roponośnego Iraku stały się cennym łupem, nie tylko dla ponadnarodowych korporacji, ale również dla lokalnych grup terrorystycznych. Ropa zaczęła napędzać nie tylko zachodnie SUVy tak chętnie używane przez irackich rebeliantów, ale rozpalała również polityczno-religijny ekstremizm. Szybki zysk najwyraźniej przesłonił amerykańskim strategom długofalowe konsekwencję destabilizacji regionu. „Po roku 2003 Stany Zjednoczone przejęły większość kontraktów na wydobycie, potem jednak w Iraku zrodziła się potężna konkurencja między wieloma inwestorami: Exxon (Unia Europejska), British Petroleum (Wielka Brytania, Holandia), Łukoil (Rosja), China National Petroleum Corporation”. Najwyraźniej dla większości doradców i ekspertów z think-thanków pracujących dla amerykańskiego rządu ważniejsze było zajmowanie się umiejętnym rozgrywaniem „energetycznego współzawodnictwa” niż rozwikłanie społecznych problemów Iraku. „Zainstalowane w 2003 w Iraku władze stosowały zasadę podziału ważnych stanowisk na podstawie kryteriów wyznaniowych i etnicznych (…) Pomoc Zachodu w odbudowie kraju skupiła się na instalacjach naftowych. Systematycznie faworyzowano przedsiębiorstwa amerykańskie (…) Koniec obecności amerykańskiej przypieczętował los tego umierającego państwa, którego wszystkie ministerstwa działały na rzecz własnych interesów – regionalnych lub etnicznych”. Tam gdzie zabrakło władzy państwa tam zjawił się nowy twór w postaci Da’isz.Podobnym brakiem wyobraźni  Stany Zjednoczone wykazała się przy okazji wojny domowej w Syrii, dozbrajając rebeliantów walczących z reżimem prezydenta Asada: „W marcu 2011 pokojowe manifestacje w wielu miastach Syrii wstrząsnęły reżimem Baszara al-Asada. Ruch opozycyjny, choć krwawo stłumiony przez państwowe służby bezpieczeństwa, nabierał siły. Doszło do dezercji oficerów, którzy utworzyli Wolną Armię Syryjską o nastawieniu laickim”. Trwający konflikt sprzyjał jednak napływowi ochotników spoza Syrii, których rebelianci nie potrafili kontrolować. „W ciągu kilku miesięcy – po wstępnej fazie – Syria przeszła w stadium konfrontacji religijnej: większość sunnicka (70%) stanęła naprzeciw mniejszości – front sunnicki przeciwko frontowi szyickiemu i alawickiemu, z którym wkrótce sprzymierzyły się mniejszości chrześcijańskie”. Wojna pozwoliła bojownikom Państwa Islamskiego nabrać doświadczenia militarnego i wzmocnić organizację. „Co więcej, korzystając z zachodnich błędów i pomocy wojskowej udzielanej rebelii przeciwko Baszarowi al-Asadowi z inicjatywy Stanów Zjednoczonych i Europy, rozmaite maleńkie ugrupowania – laickie i syryjskie, dżihadystowskie, często zagraniczne, przejmowały szczodrze rozdawaną lekką broń (karabiny, granaty, granatniki i inne). Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w militarne szkolenie rebeliantów syryjskich, z których większość stała się żołnierzami Państwa Islamskiego jest oczywiste: co najmniej 200 żołnierzy Wolnej Armii Syryjskiej przeszło szkolenie wojskowe u Amerykanów w Jordanii na początku roku 2013”. Najwyraźniej amerykańscy stratedzy nie odrobili lekcji z historii wspierania mudżahedinów w lat 80’tych w Afganistanie, które doprowadziło do powstania Al.-KaidyGłówną zaletą książki Hanne’go i de la Neuville’a jest wyjście poza uproszczone, europocentryczne postrzeganie islamu i Bliskiego Wschodu, które traktuje wszystkich wyznawców tej religii i wszystkie społeczności krajów arabskich jako jednolitą masę. Rozwoju ISIS nie da się bowiem wyjaśnić bez zrozumienia wewnętrznego zróżnicowania w ramach islamu. Sięgnięcie do historycznego znaczenia idei odrodzenia Kalifatu pozwoliło Da’isz odróżnić się od swojego głównego konkurenta Al-Kaidy. Stanięcie zdecydowanie po stronie sunnizmu nadało działaniom Państwa Islamskiego zupełnie innego wymiaru niż postawa mocno internacjonalistycznych i mniej doktrynalnych religijnie komórek Al-Kaidy. Walka o rząd dusz w świecie muzułmańskim zyskała nowy wymiar w działaniach Państwa Islamskiego również dzięki umiejętnemu wykorzystywaniu mediów, profesjonalizacji przekazu propagandowego, jak również celowemu okrucieństwu i radykalizmowi. Da’isz na zajętych terenach pokazuje, że w wymiarze ideologiczno-religijnym jest absolutnym hegemonem. W zestawieniu z umiejętnie sprawowaną polityką społeczną na kontrolowanych terenach, elastyczną organizacją wojskową (której nie paraliżują zabójstwa kolejnych dowódców), protopaństwo zyskuje kolejne obszary i zwolenników. Istotne jest również umiejętne dbanie o budżet, zasilany podatkami, dochodami z kradzieży („430 milionów z rabunków banków w Mosulu i w radach prowincji”), porwaniami oraz nielegalnemu handlowi ropą naftową. To ostatnie źródło dochodów jest dla ISIS szczególnie ważne: „Da’isz kontroluje 60% obszarów roponośnych Syrii i jedynie 10% Iraku. Przyłączenie pól naftowych na zachód od Mosulu (Nadyma, Al-Kiraja), Tikritu i Al-Falludży spowodowało bardzo dochodowy nielegalny eksport szczególnie do Jordanii i Turcji. Potwierdza to zmniejszenie się sprzedaży benzyny na legalnym rynku tureckim”.Dla zrozumienia fenomenu Państw Islamskiego, ważne jest również zapoznanie się z lokalnymi uwarunkowaniami Bliskiego Wschodu. Wówczas nie będzie nas dziwić, że tak intensywnie rzekomo walcząca z Da’isz Turcja, potrafi równocześnie zaopatrywać się w ropę u swojego wroga. Interesy państw regionu i poszczególnych grup etnicznych, w tym przede wszystkim Kurdów, mają niebagatelne znaczenie dla utrzymywania się stanu chaosu i permanentnej wojny, która z kolei napędza rekrutów dla Da’isz. Kluczowe znaczenie ma też polityka reżimu w Arabii Saudyjskiej, którego wieloletnia współpraca z armią USA stanowi dla Państwa Islamskiego swoistą legitymizację dla tworzenia własnej alternatywy wobec dynastii Saudów. Wsparcie finansowe płynące dla dżihadystów z Kataru, niepewne trwanie Irackiego państwa, postawa Izraela i Egiptu oraz oczywiście meandry geopolitycznych rozgrywek USA… wiele czynników ma wpływ na dalsze trwanie lub upadek Państwa Islamskiego. Autorzy starają się również nakreślić jak może wyglądać przyszłość Państwa Islamskiego. Nie jest to jednak wróżenie z fusów, czy straszenie falą „uchodźców-terrorystów”, tylko racjonalne przedstawienie kilku scenariuszy i określenie interesów poszczególnych graczy (zarówno tych lokalnych, jak i globalnych). Książka jest więc obowiązkową lekturą dla tych, którzy chcą spróbować zrozumieć, czym jest Da’isz na podstawie rzetelnych materiałów, bez konieczności wsłuchiwania się w potok propagandowych tez i półprawd serwowanych przez różnej maści medialnych „ekspertów”.
Olivier Hanne, Thomas Flichy de La Neuville „Państwo Islamskie. Geneza nowego kalifatu”, Wydawnictwo Akademickie DIALOG, Warszawa 2015, tłumaczenie Janusz DaneckiŁukasz Weber
Przedruk z www.rozbrat.org

Wyspa Słodowa jest nasza

23 maja 2016 r. Dział: Dokumenty

„Kultura jest ostatnim bastionem broniącym się przed grabieżą kapitalizmu ” - powiedział kiedyś Janek Sowa w wywiadzie dla anarchistów z poznańskiego Rozbratu. Tej tezy chcieli bronić wrocławscy aktywiści z grupy inicjatywnej Wyspa Słodowa 7, ratując historyczną kamienicę przed prywatyzacją. Udało im się to, gdy w 2015 roku prezydent Rafał Dutkiewicz wycofał kamienicę z procesu sprzedaży, jednocześnie zapewniając, że zostanie ona udostępniona mieszkańcom miasta. Rozpoczął się interesujący proces Labortorium Partycypacji, w którym Grupa Inicjatywna przygotowała koncepcję zagospodarowania kamienicy na cele społeczno-kulturalne. Praca (podczas której doszło do takich sytuacji, jak nazwanie aktywistów „Małpami z brzytwą” przez Szymona Sikorskiego z portalu miejskiego) trwała prawie 2 lata. Pomimo wielu ustępstw ze strony Grupy (np. sformalizowanie działań jako stowarzyszenie – ponieważ samorząd nie potrafi współpracować z grupami oddolnymi bez charakteru prawnego), samorząd wrocławski rozpisał konkurs na operatora kamienicy, po czym stwierdził, że nikt z kandydatów nie uzyskał wystarczającej liczby punktów i kamienicy nie odda w zarządzanie nikomu!
Zakończył się proces partycypacji. Być może niektórzy jeszcze wierzą, że da się do tego procesu powrócić, zaangażować jeszcze więcej ludzi, mieć jeszcze więcej koncepcji, dostać jeszcze więcej poparcia instytucjonalnego (bo przecież poparcie Akademii Sztuk Pięknych oraz Politechniki to za mało), działać więcej, dłużej, bardziej.
Ale przecież kapitału społecznego, stanowiącego o realnym rozwoju społeczności, nie sposób wytworzyć odgórnie – administracyjnie. Kultura powinna być wolna od dyktatu władzy i pieniądza. Jak widać, nie da się jej tworzyć w porozumieniu z samorządem, dla którego ważniejsze są jednorazowe akcje ESK, pokazy i fajerwerki (tfu...lasery) niż tworzenie stałych miejsc inkubujących kreatywność i twórczość samych mieszkańców. Wrocław okazał się nie Stolicą Kultury, lecz Stolicą Festiwali – Rafał Dutkiewicz traktuje kulturę instrumentalnie, jest dla niego jedynie magnesem na turystów i ma znaczenie czysto PRowe.

Mamy dość mydlenia oczu, mamy dość ignorowania aktywistów w naszym mieście. To nie oni dostają pieniądze, ale to oni nadzorują, bronią i słuchają mieszkańców. Nie tylko w kwestiach kultury ale także społecznych, lokatorskich, edukacyjnych. Przede wszystkim to aktywiści są mieszkańcami Wrocławia i gdy jako jedyni rozmawiali z byłymi lokatorami kamienicy, publikowali dokumenty związane z kamienicą w internecie, gdy zbierali na ulicach podpisy i pomysły na działalność Wyspy, gdy organizowali otwarte dla każdego spotkania, to samorządowcy potraktowali ich jak problem, który trzeba przeczekać. Nie zauważyli jednak, że są pewne granice ignorancji.

Jako anarchiści i anarchistki zjednoczone w Federacji Anarchistycznej wyrażamy nasze poparcie dla Grupy Inicjatywnej Wyspa Słodowa 7. Domy w ręce mieszkańców – nie urzędników!

Krakowska krwawa wiosna to historia pracowników zakładów cukierniczych i przemysłowych, którzy w 1936 r. wobec głodowych pensji upomnieli się o podwyżki i zaprzestanie wydłużania czasu pracy, a także zażądali przywrócenia zwolnionych związkowców. Niektórzy z nich przypłacili to życiem.
2 marca 1936 r. rozpoczęła się okupacja Polsko-Szwajcarskiej Fabryki Czekolady „Suchard”, a 18 marca do protestu dołączyli robotnicy Polskich Zakładów Gumowych „Semperit”. W nocy z 20 na 21 marca policja przystąpiła do krwawego tłumienia strajku.
23 marca 20 tysięcy osób zebrało się, aby zamanifestować swoją solidarność z załogami „Suchardu” i „Semperitu” walczącymi o pracownicze prawa. Policja jeszcze raz wykazała się niezwykłą brutalnością, otworzyła ogień do zebranych robotników, zabijając 8 osób, a raniąc 45.

Federacja Anarchistyczna sekcja Kraków i komisja środowiskowa Inicjatywy Pracowniczej przyszły 23 marca pod pomnik Krakowskiego Czynu Rewolucyjnego, by oddać hołd zamordowanym robotnicom i robotnikom; tym, których życie nie zakończyło się 23 marca, tak jak chcieli tego policjanci oddający do tłumu salwę. Chcąc wymazać nieposłusznych, którzy walczyli o swoją godność, brutalna władza tylko ich unieśmiertelniła. Bo kto dziś pamięta o zhańbionych, którzy bezmyślnie słuchali rozkazów? Nikt. Za to zamordowani robotnicy żyją w naszej pamięci. Niech wybrzmią ich imiona:

Józef Cieślik
Jan Jędrygas
Janina Krasicka
Andrzej Proc
Jan Szwed
Jan Szybiak
Piotr Wrona
Antoni Żłobiński

Przychodzimy tu i przychodzić będziemy rokrocznie, by złożyć kwiaty i zapalić znicz, by nie zapomnieć o nich, o męczennikach i męczennicach ruchu robotniczego, o tych, którzy walczyli o lepszy świat. Takimi okolicznościami łączymy historię, pokazujemy prawdę naszego dziedzictwa. Oni nie żądali, aby ich chwalono, czynili wszystko z prostego poczucia solidarności, z potrzeby walki o sprawiedliwość, o wspólną godność; o to wszystko, do czego i my dziś dążymy.

Areszty, przemoc i groźby – to wszystko na co było stać – jakże dziś idealizowaną – sanację. Sojusz kapitału i państwa potrafił robotnikom zaoferować jedynie ucisk, bezrobocie i ogólną nędzę. Robotnicy przeciwstawili temu strajk i solidarność. Pokazali nam, że nasza siła jest siłą wspólnoty. Ruch pracowniczy musi dziś tworzyć właśnie tak szlachetną wspólnotę. Walka trwa.

Każdego roku, 19 stycznia, w rocznicę zabójstwa Anastasii Baburowej i Stanisława Markiełowa, w Rosji i w wielu innych krajach odbywają się wydarzenia przypominające nie tylko o ich śmierci w 2009 roku, ale o wszystkich osobach, które straciły życie w wyniku działań rasistów i neonazistów. W ostatnich latach byli to m.in. antyfaszyści: Iwan Chutorskoj, Fiodor Fiłatow, Ilia Dżaparidze.

 Nasze towarzyszki i towarzysze zostali zabici przez rosyjskich neonazistów. Ludzi, których ani w Rosji, ani w ogóle na świecie być nie powinno. Wciąż nie zatarła się pamięć o tym, ile osób zginęło z ich rąk w ubiegłym wieku, a jednak nazizm wciąż istnieje.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat ponad 600 osób zostało zabitych z powodu nienawiści rasowej i ksenofobii. Stracili życie tylko dlatego, że mieli „niewłaściwy kolor skóry”, „niewłaściwy kształt oczu”, „niewłaściwe pochodzenie” czy „nieprawidłowe poglądy”.

Obecnie przemoc na ulicach rosyjskich miast jest już zjawiskiem o mniejszej skali, ale wydaje się to być tylko pozorną zmianą. Dalej kwitnie ksenofobia wśród zwykłych obywateli, urzędników państwowych i przedstawicieli organów ścigania. Przejawia się to na wiele sposobów: uchodźcy nie dostają azylu, nawet jeżeli pochodzą z krajów, w których panuje wojna, odbywają się regularne naloty przeciwko migrantom, dzieci migrantów bez meldunku nie mogą uczyć się w szkołach, podpisywane są tysiące aktów wydalenia.

 W październiku tego roku w Petersburgu zmarł pięciomiesięczny Umarali Nazarow, który został odebrany swoim rodzicom; przyjechali oni z Tadżykistanu i oskarżono ich o nielegalny pobyt w kraju. Matka Umaraliego została wydalona. Wersja oficjalna mówi, że nikt nie jest winny śmierci dziecka, że jest to jedynie wynik choroby. Jednak mały Umarali zawsze był okazem zdrowia.

Po tym wypadku nie było demonstracji, żadnych poważniejszych fal protestu – to, co się wydarzyło, nie przeszkadza większości obywateli. Obojętność jest chorobą każdego społeczeństwa, które nie zauważa, jak szybko powiększa się liczba osób społecznie odrzucanych.

 Większość milczy, gdy wprowadzane są przepisy dyskryminujące całe grupy społeczne, kiedy aktywiści są zabijani na ulicy, kiedy osoby walczące z rasizmem idą do więzienia na podstawie sfabrykowanych „dowodów”, w wyniku sterowanych odgórnie spraw sądowych.
Większość milczy i czuje się bezpiecznie wśród własnych złudzeń, a taka ignorancja jest żyzną glebą dla wszelkich rodzajów nienawiści.

Jeśli chcemy się temu przeciwstawiać, powinniśmy stawić odważny i pozytywny opór. W naszym codziennym życiu, a zwłaszcza w dniu tak tragicznej rocznicy, nie może zabraknąć naszej pamięci o ludziach, którzy zginęli w walce z neonazizmem. Więcej, trzeba przypomnieć milczącej większości o tym dniu – by nie dać zapomnieć, by niewiedza o neonazistowskiej przemocy w końcu przestała panować w społeczeństwie.

 

 

W sobotę 5 grudnia kilkuosobowa grupa anarchistek i anarchistów udała się do miejscowości Dziewicza Góra. Właśnie tu na terenie Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka, miało się odbyć polowanie zbiorcze z ambon. Celem działania uczestników poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej było przeszkodzenie w polowaniu – jest to bowiem zajęcie uderzające w równowagę ekologiczną i podtrzymywane przez lobby działające na szkodę dzikiej przyrody.

 

Dzieląc się na mniejsze zespoły, przeciwnicy polowania udali w stronę ambon myśliwskich. Właśnie w okolicach ambon zgrupowali się „miłośnicy” tego zajęcia. Aktywiści swoją obecnością zakłócali działania myśliwych, których reakcje były różne - od totalnego milczenia do gróźb strzelania czy grożenia sądem (przebywanie w lesie jest legalne także w czasie polowania). Wszystkim myśliwym udzielały się nerwy spowodowane niemożliwością kontynuowania polowania. Do jednej z grup aktywistów została wezwana Straż Gminna, która ograniczyła się jedynie do spisania protestujących. Innej grupie udało się, wywrzeć nacisk na myśliwego, na tyle mocny, że ten zabrał broń i plecak, po czym udał się do samochodu. Obecność aktywistów przy ambonach całkowicie uniemożliwiła dalsze prowadzenie polowania.

 

Po zakończeniu działań doszło do niecodziennego incydentu. Jak przedstawiają sytuację jej uczestnicy:

„Wracając zostaliśmy zatrzymani przez 3 samochody: myśliwego (prawdopodobnie organizatora polowania), policji i Straży Gminnej. Funkcjonariusze wylegitymowali nas wszystkich pod zarzutem zniszczenia ambon (każdy wymyślony powód jest dobry, aby utrudnić innym życie). Nie zdziwił nas wcale fakt, że kolejny myśliwy, który przyjechał podczas tych czynności i przywitał się z mundurowymi, jak ze starymi znajomymi. Niestety pomimo naszych usilnych próśb policjanci nie chcieli skontrolować stanu trzeźwości pierwszego z przybyłych leśniczych, który to wynik naszym zdaniem byłby z pewnością pozytywny. Wzbudziło to nasz niepokój, ponieważ posiadał on ostrą broń oraz prowadził samochód, którym dosyć gwałtownie wjechał w naszą grupę.”

 

Polowania to cień średniowiecza, który nie powinien istnieć w XXI wieku. Niestety, w dalszym ciągu Polski Związek Łowiecki chwali się tym, że ma 100 000 członków. Sytuacja protestów antymyśliwskich staje się o wiele bardziej polityczna przy obecnym składzie rządu. Wszystko za sprawą aktualnego ministra środowiska Jana Szyszki – leśniczego i myśliwego. W przeszłości zasłynął on walką z obrońcami przyrody, podczas obrony Doliny Rospudy. Od objęcia przez niego stanowiska minął dopiero miesiąc, a już przeprowadził zmiany, które ułatwią wycinkę lasów m.in. Puszczy Białowieskiej. Zapewne niedługo zacznie również ułatwiać życie, drugiej połowie swoich kolegów – myśliwym. W jaki sposób – czas pokaże.

 

Planowane są kolejne polowania, na których również będziemy. Ciebie także nie może tam zabraknąć! Jeśli będzie nas wystarczająco dużo, możemy doprowadzić do przerwania polowań oraz uratowania istnień wielu dzikich zwierząt.
Protest na FB: https://www.facebook.com/events/1528109914175417/

 

W dniu 13 grudnia o godz. 15:00 na skłocie Rozbrat przy ulicy Pułaskiego 21a odbędzie się spotkanie, na którym będziemy omawiali strategie dotyczące walki z polowaniami na terenie Puszczy Zielonki oraz w innych miejscach. Serdecznie zapraszamy!

Odpowiedzialnością za zamachy w Paryżu próbuje się obarczyć uchodźców. Fakt, iż atak ten ma oczywisty związek z trwającym konfliktem zbrojnym i zaangażowaniem Francji w zwalczenie Państwa Islamskiego, schodzi na plan dalszy. To uchodźcy, a nie ISIS stali się głównym zagrożeniem dla PiS-owskich ministrów i całej polskiej prawicy. Groźniejsi są tylko lewacy.

 

W reakcji na paryskie zamachy minister spraw zagranicznych zapowiedział wzięcie pod lupę „oszalałego lewactwa”, które ośmiela się przypisywać rządom państw europejskich (i USA) odpowiedzialność za wojnę na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Dla Waszczykowskiego paryskie wydarzenia są dowodem na oczywiste zderzenie cywilizacji i walkę dobra ze złem. Jak wtóruje mu Kukiz, nie wiadomo kto w tej walce „jest większym zbrodniarzem – ta dzicz [zamachowcy] czy polityczne liberalne lewactwo, które dzicz sprowadziło?” Manichejska perspektywa pozwala abstrahować polskiej prawicy od całego kontekstu paryskich zamachów i wykorzystywać je dla bieżącej walki politycznej.

 

Amerykańskie i europejskie zaangażowanie wojskowe na Bliskim i Środkowym Wschodzie, popieranie brutalnych reżimów, miało oczywisty cel – kontrolę Zachodu nad złożami ropy naftowej. W latach 90. XX wieku interwencje te przybierały różnoraki charakter, aż w efekcie doszło do zaognienia konfliktu ze światem arabskim i ataku terrorystycznego na WTC w Nowym Jorku 11 września 2001 roku. Jak pamiętamy, interwencje zbrojne w Afganistanie (2001) i Iraku (2003) – ta ostatnia nielegalna z punktu widzenia prawa międzynarodowego i podjęta przez USA pod fałszywym pretekstem – miały położyć kres muzułmańskiemu radykalizmowi. Tymczasem konflikt w obu krajach przerodził się w długoletnią wojnę, która objęła w zasadzie cały region, wylewając się także do państw ościennych.

 

Walki na Bliskim i Środkowym Wschodzie pochłonęły ostatecznie ogromną liczbę ofiar, przede wszystkim cywilnych. Według Iraq Body Count od początku konfliktu irackiego zginęło 224 tys. osób, w tym od 146 tys. do 166 tys. cywili. Obliczenia te są jednak zwykle krytykowane i uznawane za mocno zaniżone. Czasopismo „Lancet” oceniało w 2006 roku, że w Iraku w wyniku przemocy życie straciło 655 tys. osób. Stosując tę samą metodę badawczą, dziś niektóre źródła szacują łączną liczbę ofiar od początku wojny w Iraku na ponad milion. W Afganistanie w wyniku przemocy miało zginąć od 106 tys. do 170 tys. cywilów. Faktyczne jednak koszty wojny są w obu przypadkach zdecydowanie większe. Przyniosła ona zniszczenie i zapaść gospodarczą. W 2006 roku Janina Ochojska z Polskiej Akcji Humanitarnej twierdziła, że pięć lat po interwencji Zachodu ponad połowa z 30 mln Afgańczyków żyła w skrajnym ubóstwie, bezrobocie sięgało 40%, 6,5 mln osób była niedożywiona, a 20 dzieci na 100 umierało przed 5 rokiem życia. W Afganistanie wskutek wojennego chaosu życie stracić mogło od 2001 roku do dziś nawet 3 mln osób. Obecnie w wyniku działań zbrojnych ginie tam rocznie ok. 3000 osób.

 

Pomimo okresowych wyciszeń walk (które nigdy jednak nie ustały) Zachodowi nie udało się opanować sytuacji. W efekcie tego w 2006 roku powstało w Iraku Państwo Islamskie. Ogłoszenie jednak kolejnej „wojny z terroryzmem” nie wchodziło w rachubę. Koszty interwencji wynosiły już wówczas kilka bilionów dolarów. Dodatkowo podważyłoby to zasadność interwencji i zdolność zachodnich rządów do rozwiązania konfliktu na drodze zbrojnej. Wcześniejsze argumenty, że interwencja wojskowa tylko zdestabilizuje sytuację w regionie, odrzucano jako pacyfistyczny idealizm. Sytuacja skomplikowała się tym bardziej, kiedy krach na giełdach jesienią 2008 roku spowodował konieczność skierowania – jak pamiętamy – bilionów dolarów i euro na ratowanie systemu bankowego. Udźwigniecie obu rodzajów wydatków było coraz trudniejsze. ISIS we względnym spokoju zatem umocniło swoją pozycję, a w momencie wybuchu wojny domowej w Syrii zdecydowanie poszerzyło swoje wpływy.

 

Z drugiej strony działania wojenne doprowadziły do tego, co nazwano obecnie „kryzysem uchodźczym”. Wskutek wojny swoje kraje opuściło kilka milionów ludzi. Przy czym Europa nie jest jedynym czy nawet najważniejszym kierunkiem migracji. Wiele państw Bliskiego i Środkowego Wschodu musiało przyjąć dużo więcej imigrantów, pomimo oczywiście niewspółmiernie gorszej niż w krajach kontynentu europejskiego sytuacji ekonomicznej. W wielu obozach dla uchodźców sytuacja jest absolutnie krytyczna.

 

W tym kontekście moglibyśmy zakwestionować całą dotychczasową politykę Zachodu względem świata arabskiego, która ponosi fiasko za fiaskiem. Można by też uznać, iż agresja, z jaką mieliśmy do czynienia w Paryżu, wcale nie jest jednostronna. Przyjęcie perspektywy, że zamachy te były konsekwencją prowadzonej od lat wojny, a nie – jak słyszymy w wypowiedziach polityków prawicy – irracjonalnym atakiem na chrześcijańskie czy demokratyczne wartości, skutkują odmiennymi wnioskami. Dlatego zapomina się o roli, jaką państwa Zachodu, w tym europejskie, odegrały w ciągu ostatnich 14 lat (a tak naprawdę od początku lat 90. XX wieku) w konfliktach zbrojnych na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Zamachy bombowe wymierzone w cywili, choć haniebne i nieakceptowalne, leżą w arsenale bezwzględnych środków stosowanych przez obie strony konfliktu. Paryż nie jest też pierwszym europejskim miastem, które stało się celem ataku. Wcześniej był Madryt (2004 r., 191 ofiar) i Londyn (2005 r., 52 ofiary). Dodatkowo zachodzi „asymetria” w relacjonowaniu o atakach na cywili. Niedawno mieliśmy sytuację, kiedy lotnictwo amerykańskie zbombardowało w Afganistanie szpital prowadzony przez Lekarzy Bez Granic. Zginęły 22 osoby. Informacja ta wprawdzie przedostała się do zachodnich mediów, ale nie była nadto „roztrząsana”. Nie można pozbyć się wrażenia, że ofiary wojny są traktowane inaczej w Europie, a inaczej na Bliskim i Środkowym Wschodzie.

 

Ataki terrorystyczne w Paryżu są bezwzględnie wykorzystywane politycznie. Prawica sieje, w bardziej lub mniej zawoalowany sposób, strach przed „innym”, psychozę zagrożenia. Najlepiej z pewnością czułaby się, kierując państwem stanu wyjątkowego. Pod pozorem ochrony wartości i tożsamości nacjonalistyczna ideologia Waszczykowskiego i Kukiza pozwala de facto utrzymać władzę dotychczasowym postsolidarnościowym elitom władzy. Ideologiczna hegemonia nacjonalistów ma za zadanie przekierowanie gniewu jedynie na obcych: muzułmanów i uchodźców, a także – co może najważniejsze – lewaków, pod których adresem śle się groźby. Jeżeli jakiś minister nazywa mnie „oszalałym lewakiem”, to odnoszę wrażenie, że zdecydowanie większym zagrożeniem dla mnie jest nowy rząd, niż uchodźcy.

Po raz 44 spotykamy się na łamach anarchistycznego periodyku „Inny Świat”. Tym razem, nieco szerzej, podjęliśmy dwa, a nawet trzy tematy... Niejako tematem przewodnim są panowie (i czasami tez panie) w niebieskich (a czasem czarnych) mundurach, czyli dlaczego nienawidzimy policji i tak dalej... Tu, głównym chyba materiałem jest wywiad z osobą prowadząca pożyteczny portal informacyjny: bezkarnoscpolicji.info. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, iż temat ten jest nie opisany w całości i te kilka tekstów to tylko zalążek problemu... Obiecujemy, że w przyszłości o niecnych działaniach stróżów prawa, będziemy informować. Kolejny temat, to kolejne materiały dotyczące walki Kurdów w syryjskim Kurdystanie (Rojava) oraz ich zmagania z coraz bardziej brutalnym reżimem tureckiego Państwa. Już nie tak obszernie, jak w poprzednim numerze naszego pisma, i bardziej ideowo, jeśli można by tak powiedzieć... Poniekąd trzecim mini-blokiem jest Meksyk i sprawa mordu na tamtejszych studentach w zeszłym roku. Obszerny materiał w tym temacie przedstawiła nasza koleżanka, która odwiedziła Meksyk w pierwszej połowie roku a my dodatkowo postanowiliśmy ją wypytać jeszcze w krótkim wywiadzie. Oczywiście to nie wszystkie materiały w tym numerze. Jak zwykle, znajdziecie jeszcze materiały historyczne, omówienia książek, cos o naszej, anarchistycznej kulturze itp., itd. Zresztą, zobaczcie sami w szczegółowym spisie treści:

# Anarchiści wobec uchodźców - Jacek

# „Więcej gracji w okupacji...” czyli Malina Stalina - Lech L. Przychodzki

# Rytmy oporu w Żurawlowie - K.

# E.L.F. vs F.B.I. - wywiad

# Cienka niebieska linie to płonący lont - dlaczego każda walka jest teraz walką przeciwko policji - CrimethInc

# Czystka w Balitimore - Margaret Killjoy

# Policja w służbie czyścicieli kamienic - Lukasz Weber

# Bezkarność policji na celowniku - wywiad

# Studencka Akcja Bezpośrednia - wywiad

# Coraz bardziej ponury cmentarz - Lech L. Przychodzki

# Panie Anarchisto, czas porozmawiać o kolonializmie - Petar Stanczew

# Adbullah Ocalan. Konfederalizm demokratyczny czyli koncepcja funkcjonowania społeczności bezpaństwowej - Frater Sathanieli Zakalwe

# Debbie Bookchin: rozmowa o wkładzie jej ojca w teorię rewolucyjną i adaptacji jego idei w kurdyjskim ruchu wolnościowym 

# Jesteśmy 43! - Natalia Krajewska

# „Nie ma już policjantów z kałachami i rotwailerami na każdym rogu ulicy” - Wywiad z Natalią Krajewską 

# O pozornej walce i utracie determinacji - Frater Sathanieli Zakalwe

# Rewolucja zza więziennych krat... rok 1905 w Białymstoku 

# Anarchistyczni męczennicy z Changshy - Nick Heath 

# Rap przez rewolucyjne R - Jeremi

# Kawaleria kosmosu - Michael Moorcock

# O cnotach rycerskich i walce z wiatrakami - Powsinoga

# Japoński anarchizm na ekranie - freejazz

# Ciemna materia sztuki. O najnowszym filmie Anny Baumgart - Agnieszka M. Wasieczko

# Polski debiut Goldman... po 105 latach - Agnieszka M. Wasieczko

# Uwagi na marginesie książki historycznej - Aleksander Łaniewski

# Z dziejów europejskiego anarchosyndykalizmu - Tomasz Romanowicz

# Przemoc klasowa drogą do wolnego świata? - Tomasz Romanowicz

# Myśleć - znaczy być wolnym - Ewa Małopolska

# Nigdy nie spotkasz władzy, czyli o tym, jak spotkałem Roberta - Stanisław Krastowicz

# Federico Arcos (1921-2015)  

Pismo do kupienia w wybranych punktach Empik oraz w Trojce http://www.bractwotrojka.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=4222&Itemid=116

 

Wiemy, że empik to zła korporacja, która wykorzystuje pracowników oraz współpracowników. Wiemy, że przez empiki i podobne sieci, upadają małe księgarnie, które mają swój klimat i miłą atmosferę oraz obsługę. Wiemy, że empki to zły kapitalizm i w ogóle zło wcielone... a jednak nadal sprzedajemy tam nasze pismo, choćby po to, by dotrzeć z anarchizmem do ludzi, którzy być może nigdy o nim nie słyszeli albo może i słyszeli, ale nigdy nie przeczytali niczego napisanego przez anarchistów. Empiki dają nam taką szansę i próbujemy ją wykorzystywać, choć nie jest to dla nas zbyt opłacalne... Nie wiemy, jak długo jeszcze Inny Świat będzie sprzedawany na półkach empików, lecz na razie jest i chcemy spróbować pomóc tym, którzy chcą go kupić. Dlatego tez publikujemy poniżej listę salonów, do których został wysłany najnowszy numer Innego Świata. Zwracamy się również z prośbą do wszystkich odwiedzających empiki w całym kraju, a szczególnie te, w których sprzedawany jest IŚ. Jeśli nawet nie kupicie tam naszego pisma, to zadbajcie chociaż o to, by było ono porządnie wyeksponowane w dziale pism społeczno-politycznych, gdzie musi ono leżeć obok wszelakiego prawicowego gówna. Będziemy wam za to ogromnie wdzięczni.

Salud y Anarchia!

 

Salony sieci empik w których dostaniecie 44 numer pisma anarchistycznego Inny Świat:

EMPIK Białystok Rynek

EMPIK Bielsko-Biała Sarni Stok

EMPIK Bielsko-Biała Sfera

EMPIK Bydgoszcz DTC

EMPIK Bydgoszcz Focus Mall

EMPIK Częstochowa III Aleja

EMPIK Dąbrowa Górnicza Pogoria

EMPIK Elbląg  Zielone Tarasy

EMPIK Gdańsk Galeria Bałtycka

EMPIK Gdańsk Główny

EMPIK Jastrzębie Zdrój

EMPIK Katowice Silesia Mega

EMPIK Katowice Trzy Stawy

EMPIK Kielce Korona

EMPIK Koszalin EMKA

EMPIK Kraków Gal. Krakowska

EMPIK Kraków Kazimierz

EMPIK Łódź Galeria

EMPIK Łódź Manufaktura Mega

EMPIK Łódź Port Ikea

EMPIK Lublin Olimp

EMPIK Lublin Outlet

EMPIK Lublin Plaza

EMPIK Nowy Targ

EMPIK Olsztyn Alfa

EMPIK Opole Arkadia

EMPIK Opole Karolinka

EMPIK Płock Podole

EMPIK Poznań Megastore

EMPIK Radom Vis a Vis

EMPIK Ruda Śląska

EMPIK Rumia Port Handlowy

EMPIK Rybnik Focus Park

EMPIK Rzeszów  Galeria

EMPIK Sochaczew Park Sonata

EMPIK Sosnowiec Plejada

EMPIK Starogard Gdański Neptun

EMPIK Suwałki Plaza

EMPIK Szczecin Galaxy

EMPIK Szczecin Kaskada

EMPIK Tczew Galeria Kociewska

EMPIK Toruń Starówka

EMPIK Tychy City Point

EMPIK Wałbrzych Galeria Victoria

EMPIK Wałbrzych Podzamcze

EMPIK W-wa Arkadia Mega

EMPIK W-wa Blue City II (Nowy)

EMPIK W-wa Centralna PKP

EMPIK W-wa Gal. Mokotów Mega

EMPIK W-wa Junior Mega

EMPIK W-wa Nowy Świat Mega

EMPIK W-wa Piaseczno

EMPIK W-wa Skorosze

EMPIK W-wa Wola Park

EMPIK W-wa Złote Tarasy

EMPIK Wrocław Bielany

EMPIK Wrocław Borek

EMPIK Wrocław Magnolia Park

EMPIK Wrocław Megastore

EMPIK Wrocław Pasaż Grunwald.

EMPIK Wrocław PKP

EMPIK Wrocław Renoma

EMPIK Zabrze M1

EMPIK Zamość Galeria Twierdza

 

Kurz po pierwszej turze wyborów prezydenckich jeszcze nie opadł. Zapowiada się, że długo nie opadnie, gdyż medialne szczekaczki z pewnością nie pozwolą na choćby krótkotrwałe odwrócenie uwagi społecznej od swoich chlebodawców w momencie, kiedy owa uwaga jest im najbardziej potrzebna. W chwili obecnej wszyscy możemy się domyślać, jaką zadymę zgotują sobie i całemu społeczeństwu w najbliższych dniach dwaj główni kandydaci do urzędu prezydenta, zanim któryś z nich ostatecznie nim zostanie. Obaj już od dłuższego czasu na to – bo bynajmniej nie dla ludzi jako ich „przedstawiciele” – pracują. Obaj z całym swoim zapleczem politycznym i medialnym. Obaj z prawej strony politycznej sceny. Obaj konserwatyści. Obaj pro-zachodni, na pasku Brukseli, Waszyngtonu i Watykanu (wymieniając w kolejności alfabetycznej). Obaj ciążący w kierunku zbrojeń i polityki anty-rosyjskich prowokacji. Obaj współwinni upokarzającego stanu, w jakim znajduje się społeczeństwo. W końcu obaj zgodnie stwarzający iluzję istnienia alternatywy, jaką zdają się rysować przed ludźmi mainstreamowe media. Obaj tak samo marionetkowi i puści w swoim przekazie… Oto wybór, przed jakim staje tzw. obywatel. Daje się mu możliwość wybrania między rakiem a rakiem, bo już nawet nie pomiędzy dżumą a cholerą. Już teraz można sobie zdać sprawę, że nic się nie zmieni, a przynajmniej nie na lepsze.

 
Jednakowoż perspektywa wyboru między rakiem a rakiem nie zarysowała się przed społeczeństwem dopiero wraz z ogłoszeniem wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich. Wcześniej przecież również można było „wybrać” spośród łącznie jedenastu podobnych sobie kandydatów, którzy realnie niczym istotnym się od siebie nie różnili. Zostali oni – wszyscy, co do jednego – stworzeni i wypromowani przez media. Media – od Gazety Wyborczej i TVN-u począwszy, a na Radiu Maryja i Gazecie Polskiej skończywszy – które od zawsze usiłują przedstawić wydarzenie, jakim są wybory, jako istotę demokracji, usilnie zachęcając ludzi do udziału w nich. Przez ostatnie tygodnie Telewizja Polska promowała udział w wyborach za pośrednictwem ograniczonych w przekazie, prymitywnych intelektualnie i bezdennie żałosnych w swej formie spotów, mających zachęcić niezdecydowanych do postawienia krzyżyka przy wybranym przez siebie nazwisku. Przy okazji każdych wyborów, przed i po ogłaszaniu ich wyników, dziennikarze, jak również zaproszeni przez nich do studia „rzeczoznawcy”, publicyści, artyści i – rzecz jasna – sami politycy, zwykli ubolewać nad niską, ich zdaniem, frekwencją, od lat nieprzekraczającą 50%. Społeczeństwu próbuje się wmawiać, że absencja wyborcza to wynik zwykłego lekceważenia, ignorowania czy olewania nie tylko tak dostojnego i znaczącego wydarzenia politycznego, jakim zdają się być wybory, ale w ogóle całego życia społecznego i obywatelskiego, przez ludzi nieświadomych, nieodpowiedzialnych i kompletnie nie interesujących się sprawami publicznymi. Zdaniem (przynajmniej tym oficjalnie wygłaszanym) dziennikarzy i parlamentarzystów, niechodzenie na wybory to oznaka totalnej obojętności oraz społecznej i obywatelskiej niedojrzałości. Mając na uwadze i w perspektywie kolejne wybory, zwykli oni odwoływać się do „sumienia”, „poczucia obowiązku” czy „historycznej odpowiedzialności” potencjalnych wyborców. Oczywiście nie robią tego ani w interesie wyżej wymienionych ani z poczucia misji, ani w czynie społecznym, a jedynie po to, by nieustannie legitymizować panujący wszem i wobec status quo. W końcu bez wyborców nie ma wyborów, a bez wyborów nie ma ich zwycięzców. Innymi słowy, brak rozstrzygnięcia wyborów, w ramach tzw. demokratycznego państwa, oznacza dla polityków brak możliwości dostępu do koryta czyli koniec złotego interesu. Politycy nie prą jednak wyłącznie na zdobywanie poparcia dla własnej opcji. Jak się okazuje, zależy im choćby właśnie na samej frekwencji. Często można się spotkać z wypowiedziami parlamentarzystów o treści: „To ważne, by wziąć udział w wyborach, by wyrazić swoje zdanie” albo „Drodzy rodacy, nie jest dla mnie ważne to, na kogo oddacie głos. Ważne, byście poszli i go po prostu oddali…”. Dlaczego zatem sama frekwencja jest dla nich tak ważna? Z jednej strony owszem, namawianie do udziału w wyborach bez względu na polityczne upodobania zakrawa na postawę godną obiektywnego męża stanu, co może polepszyć wizerunek i notowania określonego kandydata. Z drugiej jednak, jeśli propaganda pro-wyborcza zadziała, to okaże się, że kiedy jedna grupa wyborców, zachęcona do zwykłego „pójścia na wybory”, odda głos – nie ważne z jakich przyczyn – na jedną opcję, a druga, choćby przypadkowo, zagłosuje na drugą, odtąd chcąc nie chcąc identyfikując się z nią, to pozostaje jedynie kwestia nakreślenia silnej linii podziału pomiędzy jednymi a drugimi, oraz skłócenie ich poprzez wyolbrzymienie określonych cech obu stron politycznej konfrontacji…i efekt osiągnięty. W tym momencie bowiem, powstaje społeczeństwo podzielone, które gwarantuje nie tylko łatwość kierowania sobą w myśl zasady „dziel i rządź”, ale także zapewnia stałe indukowanie się wzajemną nienawiścią poszczególnych obozów i – co za tym idzie – długofalowy ich udział w wyborach, traktowanych od tej pory już nie jako jutrzenka zmiany na lepsze, ale jako starcie wrogich stronnictw – polityczny show, utrwalający legalne pozostawanie przy władzy. W istocie cykliczne nabijanie frekwencji wyborczej spełnia swoją uniwersalną i ponadczasową rolę o tyle, że jeśli już jedna czy druga taka opcja wyraziście się zarysuje, to potem mogą powstawać kolejne formacje, które na zasadzie rzekomych przeciwieństw, różnic programowych, odżegnywania się od „tamtych” czy choćby wykorzystując zwykłe zmęczenie społeczeństwa dotychczasową polityką, zyskają sobie zwolenników, którzy na jedną, góra dwie kadencje wyniosą je do władzy, aż w pewnym momencie okaże się, że ci, podobnie, jak poprzedni, nie mają nic oryginalnego do powiedzenia i na pewno nie mają też zamiaru realizować obietnic czy programu… Takie błędne koło toczy się latami i nie trzeba nikomu tłumaczyć, kto na tym zyskuje, a kto traci.

 
Parlamentarzystom pozostaje zatem być i gadać, reszta to zadanie dla mediów – mediów, które okazują się tak istotne i bezcenne dla polityków i tworzonej przez nich „demokracji”. Bez nich nikt nie wiedziałby nic ani o kandydatach ani o wyborczych terminach. Gdyby nie było codziennego politycznego mielenia w telewizji, radiu i prasie, to zapewne żaden człowiek nie zdążyłby ulec emocjom i znienawidzić określonej formacji czy konkretnej postaci parlamentarnej, a tym samym, w ramach realizacji założeń kampanii negatywnej, poprzeć opcji „przeciwnej”. Bo nie ma co się oszukiwać – w podzielonym społeczeństwie, z jakim mamy do czynienia, najczęściej nie głosuje się „za” kimś, tylko „przeciwko” komuś innemu wybiera się jego kontrkandydata. Można się zastanowić, czy takie postępowanie to faktycznie „wybór”. Chyba tylko tzw. mniejszego zła. Gdzie zatem sens wyboru?

 
Abstrahując od niekwestionowanej roli środków masowego przekazu w promowaniu i upowszechnianiu wyborczej delirki, same media nie zaistniałyby bez stojących za nimi politycznych lobby. To one nadają głównonurtowym dziennikarzom cele i pożywkę, którą codziennie można obrzucać nieświadomych odbiorców, żerując na ich emocjach i potrzebie bezpieczeństwa. To polityczne grupy interesów – po dojściu do władzy – obsadzają na medialnych stołkach poszczególne osoby i opłacają je, zapewniając jednocześnie duże profity, popularność i sympatię społeczną wielu z nich. W końcu to właśnie dzięki pozornie skłóconym politykom, dziennikarze mainstreamu uchodzą za obiektywnych mediatorów, neutralnych i panujących nad sytuacją, inteligentnych, błyskotliwych i kulturalnych (lub prowokacyjnie nie-kulturalnych) przedstawicieli społeczeństwa, którzy zawsze potrafią godnie i/lub sensownie przedstawić każdą informację, jednocześnie jednak umiejąc relatywizować każdą prawdę, opinię tendencyjnie przedstawiać jako fakt, zaś autentyczne dane kwestionować, nadawać im pozory spekulacji lub pomijać ich najistotniejsze części w sposób taki, by przypadkiem nikt nie pomyślał, że policja znowu nadużyła uprawnień, zaś strajkującym górnikom czy lekarzom chodzi o coś więcej niż tylko o kasę.

 
Nakreślony powyżej obraz symbiozy władzy i mediów pierwszego obiegu prowadzi do wniosku, że jedno nie ma racji bytu bez drugiego. Ta symbioza to stały i nierozłączny element „demokracji”, która w istocie nie jest niczym innym, jak tylko krypto-autorytaryzmem, w ramach którego polityczno-medialny establishment nie traktuje już nawet podmiotowo jednostki-wyborcy, ale operując pojęciami statystycznymi mówi o procentowych częściach pozbawionej świadomości masy, tym samym nadając im podmiotowe znaczenie decyzyjne. Samo słowo ‘demokracja’ to jedyne co pozostało z pierwotnego wydźwięku definicyjnej demokracji. Historyczne znaczenie tego słowa zakładało udział całych zgromadzeń ludowych i każdego ich uczestnika z osobna w podejmowaniu decyzji istotnych dla samoorganizowania się i rozwoju populacji antycznych społeczeństw. Zainteresowanie sprawami społecznymi było dla ówczesnych czymś naturalnym i wynikało z troski tak o osobiste, jak i o wspólne sprawy, oraz z poczucia indywidualnej i zbiorowej odpowiedzialności za tworzoną grupę. Dyskusje na forach publicznych i głosowania w określonych kwestiach nie sprowadzały się do wybierania często zupełnie nieznanych sobie „przedstawicieli”, którzy wszelkie istotne decyzje mieliby podejmować w imieniu swoich wyborców, nie ponosiliby przy tym wobec nich praktycznie żadnej odpowiedzialności i byliby nieodwoływalni przez cały czas trwania swoich kadencji, nie wspominając o tym, że czerpaliby ze swojej aktywności korzyści materialne (notabene niebagatelnie duże), tak jak ma to miejsce teraz. W obecnych czasach, choć zasady demokracji uczestniczącej upowszechniają się co raz szerzej w co niektórych miastach, większość ludzi przywykła do serwowanej przez polityków i media tezy, jakoby zwykli, „szarzy” obywatele nie byli w stanie podejmować istotnych dla życia społecznego decyzji za pośrednictwem powszechnych zgromadzeń czy referendów z powodu swojej niekompetencji społecznej, nieznajomości zasad ekonomii, technologii, edukacji czy zdrowia publicznego. Pojawia się więc pytanie o to, czym obywatele, czyli potencjalni wyborcy, mają się kierować wybierając swoich „przedstawicieli” skoro sami są niekompetentni? Jak mają rozumieć programy i zamiary wyborcze kandydatów, skoro sami są na tych sprawach nie znają? Odpowiedź jest prozaiczna, a wniosek jasny: albo polityka jest komplikowana celowo, a w rzeczywistości tylko pozornie, albo politycy tak lekceważąco i arogancko traktują ludzi, że myślą, że do zagłosowania będzie im wystarczył sam wizerunek publiczny i korzystna prezencja kandydata czy kandydatki. Oto, do czego ograniczona została rola wyborcy w procesie współdecydowania. Nierzadko dochodzi nawet do takich chorobliwie absurdalnych sytuacji, że omamiony poczuciem „obywatelskiego obowiązku” wyborca idzie do urny i skreśla „byle kogo”, aby tylko zagłosować, myśląc, że wtedy będzie mógł mieć „czyste sumienie”, jako ten który „uczestniczy” w życiu społecznym. Następnie powielana jest w społeczeństwie teza, jakoby „nieobecni” (tu: niegłosujący) nie mieli „racji” albo „jeśli ktoś nie zagłosował, to nie ma moralnego prawa krytykować wyników wyborów ani posunięć władzy”. Czyżby? A może sama absencja wyborcza jest już świadomym aktem sprzeciwu wobec niezmieniającego się razem z nazwą rządzącej partii czy nazwiskiem prezydenta systemu politycznego? Może ci niegłosujący ludzie na co dzień monitorują i krytykują zgubne dla populacji poczynania władzy, nie zgadzają się na społeczne wypaczenia, do jakich doprowadzają rządzący i od lat wołają o zmianę, proponując realną alternatywę, jednak są metodycznie zagłuszani i dyskryminowani? W końcu na karcie do głosowania nie było dwunastej opcji, pod tytułem: „Żaden z programów proponowanych przez powyższe osoby mi nie odpowiada” albo „Nie chcę uczestniczyć w politycznej farsie”. Ludziom faktycznie interesującym się życiem społecznym nie daje się wielkiego wyboru. Co zatem mają robić? Dlaczego mieliby się zgadzać z którymkolwiek programem wyborczym, jeśli żaden w pełni nie odzwierciedla ich wizji i poglądów czy też tylko częściowo się z nimi pokrywa? Dla części osób nieuczestniczenie w wyborach być może nie jest realizacją świadomej woli politycznej, ale raczej efektem podświadomego zniechęcenia, którego nie da się zniwelować zwykłym zagłosowaniem na kogoś „innego”. Dla innych jednak, często znacznie bardziej interesujących się życiem politycznym (niż ci chodzący na wybory) osób, bojkot wyborów to akcja polityczna. Ze zrozumiałych względów, takich ludzi pomija się w oficjalnych relacjach, publikacjach czy statystykach, szufladkując ich jako nieodpowiedzialnych i „mających wszystko w dupie”. W rzeczywistości, są oni szeroko rozumianymi i faktycznymi przeciwnikami systemu jako takiego, nie zaś konkretnej jego odsłony – systemu, który w ujęciu społeczno-politycznym oznacza cały układ wzajemnych zależności pomiędzy formalną władzą administracyjną, właścicielami kapitałowymi czy hierarchami religijnymi, którzy – wspólnie, w różnych możliwych kombinacjach – wykorzystując tworzone przez siebie zasady, zwane prawem, oraz tuby propagandowe w postaci mediów pierwszego obiegu, jak również metody nacisku ekonomicznego, „ogólnie” przyjęte i zmonopolizowane środki obrotu gospodarczego, takie jak np. waluta, „kartki” czy choćby państwowe obligacje, oraz dysponując zalegalizowaną przemocą, uciskają i wyzyskują ludzi uczestniczących w społeczeństwie, czerpiąc zyski z owoców ich pracy na rzecz rzekomego rozwoju społecznego. Nie jest istotne, jaką historyczną maskę przywdziewa system i w jakim wydaniu jawi się masom. Nie ważne, czy przybiera formę neoliberalnej socjaldemokracji, wolnorynkowej monarchii, republiki narodowej, centralnie sterowanego totalitaryzmu, nazizmu czy bolszewizmu. Forma czy też maska nie zmieniają jego istoty i założeń – system zawsze pozostaje systemem i wcale nie musi mieć twarzy konkretnie Komorowskiego, Kaczyńskiego, Palikota czy Millera… Choć obecnie tutaj to właśnie wyżej wymienione facjaty są jego najbardziej rozpoznawalnymi obliczami, to pamiętać należy, że poza nimi – a aktualnie może nawet przede wszystkim – system ma jednocześnie uśmiechniętą buźkę Piotra Kraśki, arogancką minę Moniki Olejnik, cyniczny uśmiech Adama Michnika, czy też obleśne i przepełnione sarkazmem rysy Rafała Ziemkiewicza.

 
W tym miejscu pojawia się kolejne zagadnienie czy też pojęcie głośne w ostatnim czasie – bycie ‘przeciwnikiem systemu’, czyli ‘antysystemowcem’. Media, którym dość często zdarza się zmieniać definicje i znaczenia konkretnych słów i określeń, a następnie skutecznie upowszechniać ich nowe użycie dla własnych celów, w przeciągu kilkunastu minionych tygodni zdążyły oswoić społeczeństwo z nowym i na wskroś nowatorskim rozumieniem wyrazu ‘antysystemowy’. Nie dostrzegając wyraźnych i zasadniczych różnic (bo i nie ma takich) pomiędzy zapatrywaniami i programami kandydatów na urząd prezydenta RP pochodzącymi spoza obecnego układu parlamentarnego, a tymi mniej lub bardziej powiązanymi z owym, przedstawiciele medialno-politycznego establishmentu nazwali tych pierwszych – o zgrozo! – ‘kandydatami anty-systemowymi’. Czy zrobili to po to aby ich ośmieszyć? Czy może po to, by ośmieszyć antysystemowość? A może i jedno i drugie? W każdym razie, pozory, jakie udało się stworzyć poszczególnym – nieznanym dotychczas – kandydatom, ograniczające się w zasadzie do ordynarnego i wzbudzającego silne kontrowersje języka oraz radykalnych propozycji, kompletnie nie mających pokrycia w realnych możliwościach, pomogły w wytworzeniu kolejnej społecznej iluzji – iluzji zaistnienia rzeczywistej alternatywy, która miałaby ostatecznie zburzyć dotychczasowy układ. Wielu totalnie zniechęconych i mających dość oficjalnej polityki ludzi, gotowych w ramach protestu nawet zrezygnować z głosowania, uległo temu nowemu złudzeniu i po raz kolejny dało się zaciągnąć do urny, wybierając tym razem „kandydata antysystemowego”. Stąd sukces Kukiza w tych wyborach, stąd też sukces Korwina-Mikke w wyborach do europarlamentu w ubiegłym roku. Pytanie, czy to faktycznie ich sukces? Być może. Jednak ich wyniki to przede wszystkim sukces mediokracji, która przewidując, że ludzie będą woleli nie pójść na wybory niż kolejny raz wybierać ten sam okłamujący i wykorzystujący ich od lat układ, stworzyła i wypromowała nową jakość polityczną – „antysystemowość”. Teraz nadszedł czas na zachwyt nad ową nową jakością – badania statystyczne i socjologiczne nowego rodzaju elektoratu, analizy jego składu populacyjnego i oczekiwań, próby – przynajmniej częściowej – ich realizacji, omamianie go przez obietnice radykalnych przemian, próby łączenia „antysystemowego” programu z systemowymi PoPiSami…i tak przez jakiś czas, dopóki społeczeństwo czasowo nie odwyknie od starego i nie odetchnie pozornie nowym smrodem. Za moment, historia prawie niepostrzeżenie zatoczy koło i znowu na tapetę oraz pierwsze strony dzienników wrócą zgrani gracze. Jednak póki co wszyscy doświadczamy zachwytu nad „zbuntowaną” częścią społeczeństwa. Ów zachwyt, rzecz jasna, przejawiany jest także przez nią samą. W końcu programy oferowane przez jej faworytów są ze wszech miar burzycielskie i dające poczucie zrodzenia nowej siły. Paweł Kukiz, krypto-nacjonalista, często fotografujący się w koszulkach o skrajnie prawicowych treściach, wypromował się postulatem wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Niby przeciwko systemowi, ale jednak ciągle chodzi o okręgi WYBORCZE. Tak czy siak, choć idea jednomandatowości może rodzić u części społeczeństwa jakieś złudnie pozytywne konotacje, to czym skutkowało jej wprowadzenie w senacie czy w co niektórych innych państwach – wiadomo – efekt okazał się, przynajmniej częściowo, paradoksalny. Jak bardzo „antysystemowy” jest zwolennik ordynarnie liberalnej ekonomii i kapitalizmu w jego najbardziej radykalnej formie, szowinista i przeciwnik jakichkolwiek demokratycznych rozwiązań, Janusz Korwin-Mikke, nie ma sensu pisać. No to może Grzegorz Braun, piewca i propagator monarchii, której podporą i zasadą działania ma być religijny fundamentalizm, chroniony najlepiej bronią atomową… Z kolei Marian Kowalski, jawny rasista i ksenofob, co do którego poglądów społecznych nie ma żadnych złudzeń i szkoda na nie każdego słowa, domaga się m.in. przejęcia władzy wykonawczej w pełni przez prezydenta – czyżby kolejnym krokiem miała być władza totalna skupiona w jednym ręku? Skoro ten polski Mussolini chce podjąć współpracę z „suwerennym” władcą, jakim jest według niego Aleksander Łukaszenka, to coś w tym może być. Przyglądając się programom i przysłuchując się wypowiedziom poszczególnych „antysystemowców”, można przestać się dziwić temu, że większość z nich domaga się przywrócenia kary śmierci czy też zwiększenia wydatków z publicznych środków na bezsensowne i bezcelowe zbrojenia. Pozostaje jeszcze jedna istotna kwestia: czy któremukolwiek z „przeciwników systemu”, już jako hipotetycznemu prezydentowi, udałoby się zmienić cokolwiek po wejściu na parlamentarne salony, czy też „demokratyczna” machina władzy – którą w istocie realnie zmienić można tylko poprzez unicestwienie, oddolnie i od zewnątrz – wciągnęłaby go i zmieliła, tworząc kolejny głos w swoim chórze samouwielbienia i samozadowolenia. Ot i cała „antysystemowość”, mająca polegać w rzeczywistości bynajmniej nie na obaleniu ale na utrwaleniu, czy wręcz umocnieniu panującego systemu ucisku, wyzysku i społecznego upokorzenia. Media w każdym razie są zadowolone, podobnie większość polityków, tylko „lewicy” pali się grunt pod nogami, ale to temat na kiedy indziej…

 
Mamy więc zatem obraz zarówno tzw. demokracji, jak i tzw. antysystemowców. Mamy też pozorne alternatywy i jedynie słuszną rację serwowaną przez media. Czy zatem dalej można uważać, że jest się wolnym i rzetelnie poinformowanym, pełnoprawnym i poważnie traktowanym obywatelem wolnego kraju? To pytanie pozostaje do rozważenia. Nie skupiając się jednak wyłącznie na krytyce i negacji (negacji czegoś, co istotnie samo w sobie jest negacją wolności, sprawiedliwości i zdrowego rozsądku), dobrze jest też zwrócić uwagę na rzeczywiste i faktyczne opcje tworzenia realnej alternatywy. Otóż prawdą jest, że systemu jeszcze nikt nie rozwalił od środka. Definitywna zmiana i wyleczenie społecznej rzeczywistości z trawiącego ją nowotworu oficjalnej polityki może się odbyć tylko za pośrednictwem oddolnej inicjatywy solidarnych i współpracujących ze sobą w imię wspólnych celów ludzi. Dlatego tak ważne, zwłaszcza w dobie narastającej arogancji władzy, szerzącego się bezprawia sądów i komorników, rosnącej brutalności policji, okradania przez banki, upokarzania przez pracodawców, osiągającej monstrualne rozmiary biurokracji, zmuszania do pracy na umowach śmieciowych, upowszechniającej się gentryfikacji, pchania mas ku zbiorowym samobójstwom, jakimi są wojny, hegemonii zatruwających środowisko naturalne globalnych multikorporacji, coraz bardziej bezczelnego zacierania prawdy przez media, odzierania ludzi z resztek godności i zasiewania pomiędzy nimi ksenofobicznej nienawiści, jest dobrowolne samoorganizowanie się jednostek ludzkich w grupy wspólnych spraw, tak w miejscach pracy, jak i w środowiskach lokatorskich, na ulicach, w grupach społeczno-politycznych, kulturowych, alternatywnych środkach przekazu informacji czy innych, niezależnych oraz uskuteczniających i propagujących niezależną świadomość formacjach. Nawet, jeśli droga do sprawiedliwej rzeczywistości wolnych jednostek na chwilę obecną wydaje się długa, to póki co, już teraz każdy i każda z nas – wykonując pierwszy krok w jej stronę – może na własną rękę demonstrować panującemu systemowi to, że nie zgadza się na warunki, jakie ten ustala, i że przyjdzie czas na jego koniec wraz z nadejściem prawdziwej zmiany i realnej alternatywy. Taka demonstracja może odbywać się choćby przez bojkot oficjalnej polityki i wyborczą absencję… Zatem do nie-zobaczenia przy urnach!

 

BOJKOT WYBORÓW!
SOLIDARNOŚĆ NASZĄ BRONIĄ!

 

 
ZZ.

W piątek, 27 marca pod Starym Marychem w Poznaniu odbyła się pikieta przeciwko wydatkom na zbrojenia. Było to tylko jedno z wielu tego typu wydarzeń, jakie w ostatnich dniach Federacja Anarchistyczna przygotowała w 36 miejscowościach w całej Polsce. Miały one różny charakter, były to bowiem pikiety, koncerty, spotkania, rozdawanie posiłków w ramach akcji Jedzenie Zamiast Bomb itd. Akcjom towarzyszyły poza tym masowe plakatowania. Oprócz zaprojektowanego na tę okazję plakatu FA „Wojna Wojnie! Przeciwko zbrojeniom”, na mury miast i miasteczek trafiały również okolicznościowe szablony i napisy o antymilitarnym wydźwięku.

 

W poznańskiej demonstracji uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Zgromadzeni przynieśli potykacze ze wspomnianym plakatem oraz transparent „Wojna Stop!”. Podczas pikiety aktywiści zaangażowani w JZB rozdawali potrzebującym oraz przechodniom ciepły, wegański posiłek. O oprawę muzyczną zadbała Samba/Rytmy Oporu oraz nasz nadworny bard Qrde, który zagrał na gitarze i zaśpiewał m. in. antymilitarną piosenkę Stanisława Grzesiuka „Niech żyje wojna”. Skandowano takie hasła jak: „Wojna wojnie!”, „Pokój chatom, wojna pałacom!”, „Rząd na front, jedzenie zamiast bomb!”, czy żartobliwe „Więcej nocników zamiast krążowników!”.

 

Prowadzący pikietę przypomnieli, że na armię państwo polskie wydaje znacznie większe sumy niż na zaspokojenie podstawowych potrzeb obywateli. Dla przykładu, w 2012 roku rząd wydał 758 mln zł na armię, 114 mln zł na stadiony i zaledwie 44 mln zł na budowę mieszkań komunalnych. Co więcej, godzina lotu F-16 kosztuje równowartość zasiłku rodzinnego wypłacanego miesięcznie 234 rodzinom.

 

Tymczasem w 2015 roku MON ma powołać ok. 15 tys. rezerwistów na szkolenia. W Polsce od lat wydatki na wojsko oscylują wokół 1,9% PKB. Jeżeli zostanie zrealizowana propozycja prezydenta Komorowskiego, nakłady te zwiększą się i będą stale rosły. Wieloletni projekt modernizacji armii (do 2022 roku) ma kosztować ponad 130 mld zł. To ogromna i absurdalna kwota, zwłaszcza w obliczu problemów społecznych z jakimi boryka się Polska.

 

Zaangażowanie polskich anarchistów w walkę przeciwko zbrojeniom i służbie wojskowej oraz wojnie trwa nieprzerwanie od lat 80. XX wieku, kiedy to wydatnie przyczyniliśmy się do wprowadzenia zastępczej służby wojskowej oraz likwidacji szkolenia wojskowego na uczelniach. Protestowaliśmy podczas konfliktu w Czeczeni, Afganistanie czy Iraku. Organizujemy się bowiem po to, by pokazać bezsens wszelkich konfliktów zbrojnych. Chcemy wywrzeć wpływ na rządzących i zmobilizować społeczeństwo przeciwko militaryzacji i wydatkom na zbrojenia.

 

Podczas pikiety rozdano kilkaset ulotek z oświadczeniem (do pobrania i wydrukowania tutaj: www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2014/12/WOJNAWOJNIE.pdf). Więcej o akcji dowiesz się z Facebooka kampanii: www.facebook.com/wojnawojnie  oraz na stronie www.federacja-anarchistyczna.pl.

Strona 1 z 6