Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły /
A+ R A-

Publicystyka

13 maja 2018 | Dział: Publicystyka
Anarchiści pojawiają się w białoruskich mediach okazjonalnie. W 2017 r. państwo po kilkuletniej przerwie znowu wzięło na celownik anarchistów, którzy byli jedną z najbardziej zauważalnych sił podczas protestów przeciwko „ustawie o pasożytach”. Zarówno w mediach państwowych jak i tzw. niezależnych ukazał się szereg materiałów propagandowych i dezinformacyjnych, dzięki którym anarchiści otrzymali swoje „15 minut sławy”.

Media państwowe

Podstawowym źródłem propagandy państwowej na Białorusi jest telewizja. W ciągu wiosny TV „Białoruś-1” (m.in. główne wydanie wiadomości „Panorama”; opisujący najgłośniejsze wydarzenia kryminalne w kraju program „Zona X”), wyświetliła kilka mniejszych reportaży dotyczących anarchistów. Ponadto puszczono dokumenty: Telefon do przyjaciela oraz Biały Legion czarnych dusz. Uzupełniała je prasa, w tym najważniejsza gazeta państwowa „SB. Biełaruś Siegodnia” (sb.by) i Internet z niepotrzebującymi komentarzy tytułami: Anarchia, matką...; Anarchistom anarchia, białoruskiemu narodowi śmierć czy Anarchia matką niebezpiecznej smuty. Ten ostatni, ze strony Białoruskiej państwowej agencji prasowej Belta.by, został przedrukowany przez kilkadziesiąt gazet i portali. Interesujące, że artykuł zaczynał się od listu do redakcji z prośbą o wytłumaczenie, kim są anarchiści? Jedno z pierwszych zdań dobitnie odzwierciedliło „wiedzę” redaktora, dla którego „to dziwne zjawisko polityczne w kraju ma zaledwie kilka lat”.
Jeden z najczęściej powtarzanych we wszystkich materiałach zarzutów dotyczył ukrywania twarzy pod kominiarkami, ponieważ „tworzy idealne możliwości dla socjopatów, maniaków, radykałów, ideowych fanatyków...”. Ze względu na zakaz zasłaniania twarzy podczas demonstracji, używane przez „anarchistyczne bojówki” kominiarki „szokują” Białorusinów, a siejący „chaos”, swoimi przemarszami demonstranci przypominają nazistów. Poza tym pokojowe akcje opisano jako te, które wywołały zamieszki wybuchające w ostatnich latach na Ukrainie. Euromajdan, będący natchnieniem dla anarchistów, doprowadził kraj do upadku. Właśnie Ukraina jest głównym destabilizatorem w regionie, ponieważ tam się znajdują obozy treningowe dla białoruskich anarchistów, którzy ściśle współpracują z bojówkami ukraińskich nacjonalistów. Stamtąd białoruscy „anarchochuligani” przywieźli wiedzę o wytwarzaniu materiałów wybuchowych. Klasyczny zabieg stosowany przez białoruskich propagandystów to gra kontrastów. Głos lektora mówiący o anarchistach uzupełnia się ujęciami z Majdanu, tu i ówdzie pojawiają się osoby z bronią, swastyki oraz inne symbole ukraińskich nacjonalistów.
Rewolucja na sprzedaż

Kolejny wątek to kwestia finansowania, które anarchiści – według białoruskiej propagandy − otrzymują zza granicy na każdą akcję. Na przykład od „międzynarodowej organizacji ACK z szeregiem siedzib w Europie” regularnie dostają 100—600 euro. W 2010 r. białoruscy aktywiści mieli dostać nawet 6 tys. euro na organizowanie akacji solidarnościowych z rosyjskimi towarzyszami, z którymi zdemolowali budynek administracji miejskiej w podmoskiewskich Chimkach. Najciekawszą informacją jednak jest to, że w latach 2014 —2015 mityczna organizacja Spaces for Radicals proponowała mińskim anarchistom aż 50 tys. euro. Co się stało z tą sumą niewiadomo, ale za to media białoruskie wiedzą o funkcjonowaniu kilku białoruskich grup anarchistycznych, w nazwach których pojawiły się wyrazy o dość pejoratywnym skojarzeniu: „narodowi socjaliści” lub „platforma bolszewicka”. Tylko jeden autor (mogilev.by) trafnie zauważył, że na Białorusi istnieją przynajmniej trzy skonfliktowane między sobą grupy, które nawet bez wtrącenia się państwa osłabiają się nawzajem.
Milicja

Pojawiły się również analizy anarchizmu określane jako naukowe. Anna Werusz, Wykładowczyni w Akademii Zarządzania przy Prezydencie Republiki Białoruś, pokusiła się o historyczno-politologiczną analizę anarchizmu pt. Anarchia matka porządku? Czyli komu jest potrzebny taki „porządek”. Znamienne, że jej artykuł ukazał się na stronie białoruskiego MSW (mvd.gov.by). Mimo braku nawet pobieżnej wiedzy na temat anarchizmu na Białorusi, autorka podkreśla, że ta „mglista i niebezpieczna” teoria zawsze towarzyszyła zrujnowaniu i rewolucjom. Dzisiaj takie procesy odbywają się w „najbiedniejszym kraju UE” Grecji, skąd generuje się młodzieżowa moda na anarchizm. Jej zdaniem, anarchizm jako idea jest dość ciekawa, ale wśród anarchistów są przeważnie ludzie bez stałej pracy i rodziny oraz „wolni od obowiązków społecznych”, a ich liderzy aspirujący do roli przyszłej „elity” i wykorzystujący innych do swoich celów, są przestępcami.
Mimo braku jakichkolwiek dowodów, anarchistom stale zarzucano posiadanie broni. W reportażu o rewizji w mieszkaniu 22-letniej anarchistki z Mozyrza, pokazano kamizelkę kuloodporną (nie powiedziano, że nie miała wkładów), dwa pistolety (ani słowa o tym, że jeden pneumatyczny, drugi airsoftowy), kominiarkę, nóż (gumowy), paralizator, broszury i czarno-czerwone flagi. Zapomniano tylko napomknąć, że rzeczy nie były objęte zakazem. Dziewczynę wkrótce uwolniono bez postawienia żadnych zarzutów, ale o tym widzów również nie poinformowano.
Wprowadzeniu odbiorców w błąd służy także powołanie się na autorytet „ekspertów”. W jednym z programów TV naczelnik mińskiej milicji Aleksander Barsukow oświadczył, że jeden z anarchistów był trzykrotnie karany z kodeksu karnego. W rzeczywistości aktywista ten tylko raz dostał karę grzywny za uszkodzenie mienia. Z kolei słowa „atakowi ogniem zostały poddane budynki Ministerstwa Obrony” dotyczyły rzucenia zwykłej racy dymnej na teren Sił Zbrojnych w Mińsku. Podsumowania propagandystów są dość przejrzyste anarchistyczne bojówki mogą doprowadzić do tragedii, która miała miejsce w Odessie 2 maja 2014 r., kiedy zginęło kilkadziesiąt osób, a setki zostały ranne.
„Nasza Niwa”
Ciekawie prezentuje się wizerunek anarchistów, kreowany przez tzw. media niezależne. Bodajże najwięcej wzmianek pojawiło się w najstarszej białoruskiej prawicowo-liberalnej gazecie „Nasza Niwa” (nn.by). Tekst pt. Pięć faktów o nowym więźniu politycznym Dmitrze Polijence na temat więzionego anarchisty pokazał, że redakcja wbrew etyce dziennikarskiej, bojąc się posądzenia o ekstremizm, nie podała źródła, z którego korzystała anarchistycznego portalu pramen.io. Z kolei w jednym z artykułów nazwę „Czarny Blok”, który został zaatakowany przez służby w mińskim trolejbusie 15 marca zamieniono wkrótce na bardziej łagodną „młodzież”. Niezwykle powierzchownym okazał się również artykuł pt. „Promień” przeciwko „Poszuh”, „Czarna Róża” і „Czarny Krzyż” — informator o grupach białoruskich anarchistów. W tekście redakcja zaznaczyła, iż anarchizm jest ideą „utopijną”, a próby jej realizacji w XX w. doprowadzały do konfliktów zbrojnych i ukształtowania reżimów totalitarnych. Z materiału wynika, że sympatie redakcji są po stronie etno-anarchizmu utożsamionego z lewicowym nacjonalizmem. Wspomniano też o marginalnych okolokibicowskich grupach na portalach społecznościowych, które z anarchizmem nic wspólnego nie mają. W artykule zabrakło jakiejkolwiek analizy programów i działalności różnych grup, m.in. zabrakło komentarzy od ważnej i znanej grupy ACK, a sam tekst pstrzy się od błędów wynikających z niewiedzy autora.
Przychylne głosy

Pierwszy taki artykuł pojawił się jeszcze przed rozpoczęciem protestów. Gruntowny reportaż pt. „Kiedy zięć krzyczy o bestiach, wychodzę z domu”. Jak aktywiści karmią bezdomnych dotyczył inicjatywy FNB. Tekst ukazał się na najczęściej odwiedzanym białoruskim portalu Tut.by. Tam również opublikowano stosunkowo rzetelny tekst pt. „Nie można się z nami dogadać”. Kim są anarchiści i po co wyszli na ulice. Inny neutralny materiał pt. Kolor protestu: czarny. Anarchiści są gotowi do użycia siły przygotowali reporterzy telewizji Biełsat (belsat.eu). W tych tekstach zaznaczano, że chociaż ruch nie jest jednolity, to współcześni białoruscy anarchiści nie są terrorystami. Podkreślono, że dla anarchistów ważny jest nie narodowy, ale społeczny kontekst i że nie popierają żadnego z liderów opozycyjnych. Dodawano, że wśród anarchistów są dorosłe osoby, panuje wysoka kultura bezpieczeństwa, a protest przeciwko dekretowi anarchiści rozpatrują w kategoriach walki o prawa pracownicze. Na zarzuty o „majdanomanię” odpowiedziano, że anarchiści byli tam nieznaczną siłą. Interesujące, iż pod jednym z tekstów znajduje się krótki komentarz Julii Nikitinej z Narodowej Akademii Nauk Białorusi o tym, iż anarchizm jako ruch społeczno-polityczny zawsze był aktywny, ale nie najbardziej radykalny. Nazizm w tej kwestii go wyprzedza.
Bardziej przychylne teksty ukazywały się także na mniej znanych portalach. W artykułach pt. Brześć: „darmozjady”, anarchiści, urzędnicy i dziecięcy pociąg do „jasnej przyszłości”… (Białoruska Prawda: belprauda.org) oraz pt. Odpowiedzi na pytanie dlaczego media państwowe zajęły się anarchistami (Trzeźwe Spojrzenie: spasemstranu.com) autorzy podkreślili, że anarchistom udało się bez zachodnich grantów i marketingu politycznego zdobyć duży kredyt zaufania społecznego. Władza, bojąc się jakiejkolwiek inicjatywności inicjatywy, a tym bardziej radykalnej i niekontrolowanej, poprzez media tworzy z anarchistów wizerunek „wroga”, siejąc strach i manipulując społeczeństwem.
Anarchiści się bronią

Anarchiści okazali się nieprzygotowani do wojny informacyjnej. Niemniej starali się zwalczać i prostować propagandę z obu stron białoruskiej medialnej dychotomii politycznej. M.in. na stronie bandaluki.info zamieszczali wzmianki o propagandystach. Co więcej, dwaj bardzo znani aktywiści niezależnie od siebie szukali sprawiedliwości przez pozwy sądowe przeciwko mediom państwowym. Bezskutecznie.
Najbardziej konsekwentnie broniła się grupa „Promień”, która opublikowała około dziesięciu odpowiedzi na medialne ataki wobec anarchistów. Problem polega na tym, że na Białorusi strona grupy jest zablokowana. Z kolei najciekawsza, chociaż spóźniona, inicjatywa należała do kolektywu „Anarchia mózgu”, który dopiero latem nakręcił dwa filmiki. W jednym z nich anarchiści wyjaśniali, czym dla nich jest anarchizm, drugi przedstawiał mini-sondę mieszkańców Mińska z wiedzy o anarchizmie.
Wyniki wojny informacyjnej

Białoruska propaganda państwowa poprzez techniki tworzenia wizerunku „wroga wewnętrznego” narzuca społeczeństwu wizerunek radykalnych młodzieńców z chaotycznymi i utopijnymi poglądami. Medialna informacja często przekształca się w kłamstwa i oszczerstwa, a państwowa manipulacja krzyżuję się z dezinformacją w mediach „niezależnych”. I chociaż brakuje danych socjologicznych do określenia, w jakim stopniu media wpłynęły na wizerunek anarchistów i na wiedzę społeczeństwa o ruchu i jego ideach, to można stwierdzić, że wraz z zakończeniem protestów zainteresowanie anarchistami zmalało. Mimo, że na pewien czas anarchistom udało się stworzyć pozytywny wizerunek, ani masowego rozwoju ruchu, ani szerokiego rozpowszechnienia idei nie odnotowano. Z pozytywnych tendencji można wymienić zainteresowanie „szeregowymi” aktywistami, m.in. przeprowadzenie wywiadów z kobietami uczestniczącymi w ruchu anarchistycznym. Niezależnie od ideologicznych preferencji mediów poza nielicznymi wyjątkami można odnotować brak wiedzy ogólnej na temat historii, różnorodności nurtów, a nawet elementarnej orientacji we współczesnym wolnościowym ruchu na Białorusi. Wydaje się, że ogrom analizowanych materiałów medialnych nie tylko nie przybliżył Białorusinom, kim są anarchiści, lecz zrobił ten temat jeszcze bardziej kontrowersyjnym i zagmatwanym.
Aleksander Łaniewski
@-TAK nr 8
09 maja 2018 | Dział: Publicystyka
Nie od dziś wiadomo, że wszelkiego rodzaju „autorytety” (naukowe, społeczne itd.) do wyrażania własnych poglądów wykorzystują możliwości przemawiania z katedr na uczelniach oraz publikowania swoich wypowiedzi na łamach prasy specjalistycznej. Skutkiem tego są niekiedy treści, które na pierwszy rzut oka mogłyby się wydawać rzetelne i eksperckie, ale w rzeczywistości są przesiąknięte materią publicystyczną – czyli byle widzimisię. Z kolei niektóre ważne dla sprawy kwestie są albo w cieniu, albo zupełnie się je pomija.


Wykład z dyskryminacji


Do napisania tego felietonu skłoniła mnie sytuacja w trakcie moich studiów, która miała miejsce podczas wykładu z prawa karnego (przedmiotu, w ramach którego można poznać wiele zagadnień irytujących anarchistów). Prowadzący, poza tytułem doktora habilitowanego przed imieniem, może się pochwalić nie tylko stanowiskiem kierownika katedry, ale od niedawna także stołkiem w trybunale konstytucyjnym — brzmi dumnie. Wykład tamtego dnia polegał przede wszystkim na zaprezentowaniu przez prowadzącego danych, które dotyczyły przestępstw zarówno w Polsce, jak i na świecie. Kiedy już przebrnięto przez morderstwa, pobicia, kradzieże itp. na ekranie wyświetlającym prezentację pojawił się wykres, na którym przedstawiono statystyki na temat gwałtów. Wykres ten sytuował na pierwszym miejscu Szwecję z wynikiem, którego słupek był dwukrotnie wyższy od kolejnych państw.
Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie komentarz prowadzącego, który jako przyczyny takiego wyniku Szwecji wskazywał nieprzystosowanie seksualne migrantów do standardów europejskich. Gdy tylko to usłyszałem, niemal od razu zerknąłem do Internetu i w przeciągu kilkunastu minut znalazłem trzy raporty w języku szwedzkim i angielskim. Były tam uwagi na te same zarzuty, które funkcjonują w dyskursie prowokowanym przez skrajną prawicę, wyjaśniające przyczyny tak dużego wyniku figurującego w statystykach. Głównym powodem tego stanu jest sposób „liczenia” gwałtów, np. jeśli osoba zgłosi, że była gwałcona przez dwa miesiące, to liczy się to jako sześćdziesiąt przestępstw.
Definicja gwałtu w Szwecji jest bardzo szeroka, przez co mieści się w jej ramach najwięcej czynów. Odmienny jest również sposób, w jaki mieszkańcy tego kraju reagują na tego typu akty, a także świadomość i odwaga walki z tym zjawiskiem (przez co problem nie jest zamiatany pod dywan jak na przykład w Polsce). Co więcej, nie ma żadnych badań, które w jakikolwiek sposób odnosiłyby się w tej kwestii do migrantów. Danych takich nie zawierał również zaprezentowany przez doktora wykres, który niewątpliwie pochodził z jakiegoś zewnętrznego źródła.
Poddawaj krytyce

W świetle tego wszystkiego nie trudno dojść do wniosku, że wypowiedź prowadzącego wykład była podręcznikowym przykładem mowy nienawiści (tu fabrykowanie zarzutów), mającym na celu pogorszenie wizerunku już i tak ostro krytykowanej grupy społecznej.
Problem niestety nie dotyczy tylko tej jednej sytuacji. Tak zwane autorytety często wykorzystują możliwości przekoloryzowania obrazu, jaki przedstawiają swoim słuchaczom, dla własnych celów. Widać to szczególnie w polityce historycznej. Posługując się dalej przykładem wykładowcy/nauczyciela/prowadzącego ćwiczenia – problem ten polega na tym, że często studentom/uczniom nie chce się sprawdzać, czy to, czego się ich uczy, jest rzetelne. Natomiast ci, którzy to robią, boją się szerzej to zakomunikować z uwagi na konsekwencje jakimi mogą być na przykład dodatkowe problemy przy egzaminach.
Fałszywy przekaz z czasem dociera do coraz szerszego grona odbiorców, którzy będą go powtarzać i choć może sami nie poczują jego konsekwencji, to poczują je ludzie, których ta wypowiedź dotyczy i możliwe, że będzie to dla nich miało tragiczne skutki.
Skoro wspomniałem już, że takie sytuacje nie są jednostkowe, nasuwa się również refleksja dotycząca tego, jaką kondycję ma nauka i do czego doprowadza funkcjonując w takiej formie? Czy publiczne przekłamanie może swobodnie rozwijać się na arenie analiz? Musimy myśleć samodzielnie, nie dajmy się przekonywać tytułami i pozycjami w strukturach. Niekiedy można poznać (na przykład po tonie), co jest po myśli autora i wówczas temat należy drążyć. Przed manipulacją ochroni nas krytyczne myślenie.
Martes Zibellina
Tekst ukazał się w 8 nr Ataku.
22 kwietnia 2018 | Dział: Publicystyka

Przedstawiamy niewielki fragment wstępu Davida Graebera do książki „Rewolucja w Rożawie. Demokratyczna autonomia i wyzwolenie kobiet” autorstwa Michaela Knapp, Anji Flach i Ercana Ayboga, która ukaże się nakładem Oficyny Bractwo Trojka. Przypominamy też o trwającej wciąż zbiórce środków, dzięki której ta ważna pozycja będzie mogła się ukazać.

Link do zbiórki: http://bit.ly/zrzutka-rojava

WYDAJ Z NAMI KSIĄŻKĘ!

 

Jestem antropologiem, Rożawe odwiedziłem bardzo przelotnie – przebywałem tam, bez znajomości języka, nieco ponad tydzień - jednak fakt bycia antropologiem wyostrza moje zmysły na wszystko co dotąd nieznane. Zajęłoby mi lata aby pojąć, co tak naprawdę tam się dzieje, a w międzyczasie pewnie i tak wiele by się zmieniło. Jednak to, co udało mi się zobaczyć, było wystarczające aby zrozumieć, że to nie jest tylko uzasadniona i autentyczna rewolucja społeczna - w tym sensie, że istniała oczywista potrzeba nowo odkrytej wolności, godność i radość u napotkanych ludzi - ale również to, czego doświadczyłem było rzadko spotykanym, najlepszym scenariuszem dla masowej rewolucyjnej mobilizacji. Klasa rządząca w przeważającym stopniu uciekła, rząd dokonał samorozwiązania opróżniając swoje gabinety, komputery, niszcząc dokumenty i narzędzia tortur. Duży odsetek strategicznych budynków, zakładów przemysłowych oraz użytków rolnych wszedł w posiadanie społeczeństwa. Jednocześnie, należne pensje były cały czas wypłacane przez (w znacznym stopniu nieobecny) rząd centralny. W związku z tym, nawet najbardziej konserwatywne rodziny postrzegały organizatorów rewolucji jako część legalnego ruchu wyzwolenia narodowego.
Z drugiej jednak strony, sytuacja Rożawy była beznadziejna – ze wszystkich stron otoczona przez siły nieprzyjaciela, na rejon nałożono całkowite embargo, do tego rząd Turecki, który bez zawahania dąży do całkowitego zniszczenia Rożawy przy jednoczesnym wsparciu prawicowych Kurdów w Iraku, którzy gotowi są zagłodzić swoich Syryjskich krewnych byle tylko zadowolić swojego tureckiego sojusznika, Partia Baas przygotowująca się do zrekonstruowania swoich tajnych służb policyjnych, Państwo Islamskie gotowe zrobić wszystko aby zwyciężyć, cyniczne mocarstwa światowe takie jak Stany Zjednoczone i Rosja, gotowe wykorzystać poświęcenie i odwagę Rożawy w walce z Państwem Islamskim tak długo, jak długo będzie to korzystne dla ich celów po czym, jak wszystkim wiadomo, bez zawahania wbiją im nóż w plecy (jedyną niewiadomą jest to, które z mocarstw będzie pierwsze).
Sam fakt, że Rożawa przetrwała, ciągle się rozwija a nawet rośnie w siłę, pomimo wszystkich tych okoliczności przytoczonych powyżej, jest dowodem na to, że przypływ energii, odwagi i czystej ludzkiej zdolności kreowania może mieć swój upust w rewolucji. Ponad dziewięćdziesięciu pięciu procentom populacji na co dzień wmawiano, że nie ma żadnych perspektyw i szans na lepsze jutro, nagle zaś te dziewięćdziesiąt pięć procent populacji zdobywa się na odwagę aby wszystko zmienić. Niedookreślona masa ludzi doświadcza wpływu „kolektywnej mądrości” podczas, gdy dotychczasowe uciemiężenie przez władzę znika, jak ręką odjął.
David Graeber
Tłumaczenie: Patrycja
10 kwietnia 2018 | Dział: Publicystyka

Kiedy po pierwszej wojnie światowej rozpadało się Imperium Osmańskie jednym z krajów powstałych na jego gruzach miał być początkowo Kurdystan. Miał, ale tak się nie stało. Zawarty w 1920 roku traktat z Sevres zakładał stworzenie w Turcji kurdyjskiej autonomii z zagwarantowanym prawem do secesji w ciągu roku .[1] Trzy lata później zawarto jednak nowy traktat, w Lozannie, w którym nie było już mowy o Kurdystanie.

 

Ta zmiana była wynikiem wojny jaką toczyły siły tureckie pod wodzą Mustafy Kemala „Ataturka” z państwami Ententy. Wojny której efektem było powstanie współczesnej Republiki Turcji. Trzeba zaznaczyć, że w jej trakcie wielu Kurdów poparło Ojca Turków (to oznacza przydomek Ataturk). Dziś są zazwyczaj uznawani za zdrajców, ale Witold Repetowicz zwraca uwagę, że wczesna retoryka Ataturka mówiła o dwóch równoprawnych narodach w ramach jednego państwa. Sytuacja uległa drastycznej zmianie dopiero kiedy Ataturk wygrał.[2]

 

pkk-kurdistan-workers-party-patrol-makhmour-iraq-guerrilla_fighters_of_kurdistan_joey_l_photographer_014-1.jpg

Patrol PKK.

 

Turcja miała być teraz krajem monoetnicznym, a Kurdowie stali się „Turkami górskimi”, którzy chwilowo zapomnieli o swoich korzeniach. Kurdyjska tożsamość etniczna, język, kultura miały umrzeć. A jeżeli Kurdowie mieli coś przeciwko temu, to mieli umrzeć razem z nimi. Zaczęła się trwająca już blisko wiek z przerwami wojna Turcji z Kurdami. Wojna o podłożu ideologicznym w imię tureckiego nacjonalizmu i totalitaryzmu przeciwko, początkowo kurdyjskiej tożsamości etnicznej, a z czasem przeciwko rewolucyjnym ideom ruch kurdyjskiego. Wojna w której agresorem zawsze była Turcja. I choć okresowo to inni z czterech zaborców dopuszczali się większych represji przeciwko Kurdom (vide ludobójstwo Al-Anfal w Iraku), to w skali całego tego okresu to Turcja była największym zagrożeniem.

Kurdowie nie pozostawali obojętni na represje. Pierwsze wystąpienie, powstanie w Koczgiri (Koçgiri) miało miejsce w 1920 roku.  Jego uczestnicy domagali się realizacji ustaleń traktatu z Sevres.[3] W 1921 zostali spacyfikowani.  Między 1923 a 1938 rokiem wybuchło 17 większych i mniejszych powstań kurdyjskich.[4] Zostały utopione we krwi, a władze tureckie rozpoczęły program deportacji ludności, który zrealizowano tylko częściowo – Kurdów było zbyt wielu.  Koniec tych wystąpień wiąże się z „Masakrą Dersin” w której turecka armia zamordowała nawet 40 tysięcy mieszkańców „niepokornego” regionu Dersin. Użyto między innymi broni chemicznej.[5] Nastał czas turkifikacji.

 

cxuopmgw8aeamze.jpgMoże i górscy, wszak „Kurdowie nie mają przyjaciół, tylko góry”, jak powtarzają z rozgoryczeniem, ale na pewno nie Turcy.

 

Ponowne „przebudzenie” Kurdów to druga połowa lat 60tych, czas kiedy na całym świecie budzą się ruchy niezależne. Aktywizują się głównie studenci. Działalność jest pokojowa i nastawiona na propagowanie kultury kurdyjskiej. Rząd reaguje represjami. Całe lata 70 te to coraz większe przykręcanie śruby, którego kulminacją staje się wojskowy zamach stanu w 1980 roku. Mimo to część ruchu kurdyjskiego będzie cały czas szukać pokojowych rozwiązań.

Część jednak zacznie się bronić. W 1984 roku Partia Pracujących Kurdystanu (PKK – Partiya Karkerên Kurdistanê) rozpocznie akcje zbrojne przeciwko Turcji. Trzeba tu wyjaśnić jedną rzecz. PKK przeszła na przestrzeni lat olbrzymią ewolucję. Zarzucanie obecnie PKK terroryzmu, czy separatyzmu jest bezpodstawne. Ale PKK ze swoich początków jak najbardziej była organizacją terrorystyczną. Atakowała nie tylko cele wojskowe, ale i cywilne (np. obiektami ataków byli nauczyciele), oraz prowadziła przymusową rekrutację w swoje szeregi. Tak wyglądało pierwsze dziesięć lat walki. Na swoim piątym kongresie,  w styczniu 1995 roku, PKK oficjalnie odrzuciła terroryzm i zobowiązała się przestrzegać Konwencji Genewskich:

 

„1. W konflikcie z tureckimi siłami państwowymi PKK zobowiązuje się przestrzegać konwencji genewskich z 1949 r. i pierwszego protokołu z 1977 r. dotyczących prowadzenia działań wojennych i ochrony ofiar wojny oraz traktować te zobowiązania jako mające moc prawną w ramach swoich sił i na obszarach znajdujące się pod ich kontrolą.

2. Aby rozstrzygnąć wszelkie niejasności, PKK postrzega następujące grupy jako część tureckich sił bezpieczeństwa, a zatem jako uzasadnione cele ataku:

a – członkowie tureckich sił zbrojnych;

b – członkowie tureckich sił antypartyzanckich;

c – członkowie Tureckiego Agencji Wywiadowczej (MIT);

d – członkowie tureckiej żandarmerii;

e – strażnicy wiejscy.[6]

PKK nie traktuje urzędników służby cywilnej jako członków sił bezpieczeństwa, chyba że wchodzą oni w zakres jednej z powyższych kategorii.

3. PKK będzie traktować pojmanych członków tureckich sił bezpieczeństwa jako jeńców wojennych.”

Oświadczenie PKK na konferencji prasowej w Genewie 24 stycznia 1995 r.[7]


c4yodufw8aeplsy.jpg

 

I PKK tych zasad przestrzegało, co potwierdzają między innymi zeznania tureckich żołnierzy, którzy dostali się do kurdyjskiej niewoli. Jednym z nich był Yannis Vasilis Yaylali, snajper armii tureckiej, który dostał sie do niewoli we wrześniu 1994 roku (czyli jeszcze przed publicznym ogłoszeniem nowych zasad). Opowiada:

„Zabrali mnie do małego obozu. Partyzanci przygotowywali posiłek nad wodą, korzystając z brzegu rzeki. Mieli ogień, ale ukryty, żeby nie było widać z daleka. Şerif Goyi przyszedł do mnie i powiedział: „Jesteś jeńcem wojennym i postępujemy zgodnie z konwencją genewską”. W 1994 roku PKK wprowadziło przestrzeganie Konwencji Genewskiej, a rok później oficjalnie do niej przystąpiło. (…) W grudniu 1996 r., po dwóch latach i trzech miesiącach, zostałem zwolniony.”[8]

 

yannis-1024x768-2-teliko-21

 

Yannis Vasilis Yaylali dzisiaj.

Zgoła inaczej postępowała armia turecka. Ten sam Yannis wspomina:

 

„Na moich oczach wojsko zabiło partyzanta PKK zrzucając go z helikoptera. Widziałem odcinanie uszu partyzantom. Widziałem członka MHP (Milliyetçi Hareket Partisi – turecka partia nacjonalistyczna) z naszyjnikiem zrobionym z uszu partyzantów.”

 

Jesienią 2016 roku wypłynęło nagranie, na którym armia turecka zabija dwie wzięte do niewoli partyzantki YJA-Star (Yekîneyên Jinên Azad ên Star, Oddziały Wolnych Kobiet – Gwiazda, kobiece oddziały PKK, męskie to Hêzên Parastina Gel‎). Schwytanym dziewczętom strzelono w tył głowy. Tak jak NKWD polskim jeńcom w Katyniu.[9] Celem  byli nie tylko partyzanci. Także cywile. Ponownie oddaje głos Yannisowi:

 

„Naciskaliśmy na kurdyjskich wieśniaków, aby nie pomagali partyzantom PKK. Nie pozwoliliśmy im zbierać plonów z pól. Zabieraliśmy ich jedzenie, ponieważ mogliby dać nadmiar partyzantom. Chcieliśmy aby mieszkańcy wioski byli głodni. (…)Ludność dwóch wiosek uciekła i  wioski zostały spalone przez wojsko. Ale ludzie z innej powiedzieli: „cokolwiek zrobicie, nie odejdziemy.” Wiec biliśmy ich dopóki nie opuścili swoich domów. Druga drużyna przybyła za nami i spaliła wioskę.”

 

1b8be66f-fdc6-466c-9c5b-fdb146e0b703Turecki oddział specjalny popełniający zbrodnie na konto PKK. W lewym dolnym rogu późniejszy generał Aydoğan Aydın.

 

Operacje przeciwko ludności cywilnej prowadziły także specjalne tajne jednostki wojskowe podległe   JİTEM (Jandarma İstihbarat ve Terörle Mücadele – Wywiad i Antyterroryzm Żandarmerii). Oddziały te przeprowadzały tajne operacje, w tym zbrodnie na cywilach, przebrane za PKK, które miały w ich zamyśle iść na konto partyzantki.[10] Kiedy w marcu 2017 roku zginął turecki generał Aydoğan Aydın, jeden z jego dawnych podwładnych ujawnił zdjęcie takiego oddziału w którym obaj służyli.

 

Jedną z głośniejszych zbrodni na ludności cywilnej była tzw. „Masakra Roboski”. 28 grudnia 2011 roku tureckie lotnictwo zaatakowało grupę 38 osób, 34 z nich, głównie nastolatków zostało zabitych.[11] Grupa ta zajmowała się przemytem, co było częstym zajęciem ludności kurdyjskiej wobec sytuacji celowego utrzymywania regionów przez nią zamieszkałych na niskim poziomie rozwoju gospodarczego. Władze tureckie stwierdziły, że atak był pomyłką i lotnictwo myślało, że atakuje oddział PKK. Jednak Frederike Geerdink, holenderska dziennikarka, która dokładnie zbadała sprawę i napisała o niej książkę uważa, że to kłamstwo, że siły tureckie doskonale wiedziały, że nie atakują partyzantów.[12]

 

20171227-roboski-victims2c05d7-imageOfiary „Masakry Roboski”.

 

Rankiem 8 marca 2017 roku turecka policja zniszczyła, wzniesiony cztery lata wcześniej, pomnik ofiar w Amed.[13] Amed możecie nie znaleźć na mapie. Szukajcie Diyarbakır. To jedna z wielu tureckich nazw nadanych kurdyjskim miejscowościom. To, że mimo to ten pomnik stanął było wynikiem zawieszenia broni i rozmów pokojowych, które toczyły sie od 2012 roku (oficjalnie ogłoszone 21 marca 2013 roku).

 

Wynikało to z dwóch rzeczy. Po pierwsze Ocalan i co za tym idzie PKK, odrzuciły koncepcję niepodległego państwa kurdyjskiego na rzecz rozwoju samorządu i demokracji wewnątrz istniejących organizmów państwowych. Juz od 1999 roku w kurdyjskich miastach i dzielnicach zaczęły dochodzić do głosu kurdyjskie samorządy.[14] Z drugiej strony rządząca od 2002 roku w Turcji partia Recepa Erdogana – Adalet ve Kalkınma Partisi (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju) złagodziła dotychczasową politykę turecką wobec Kurdów. Nie zrobiła tego z dobroci serca. AKP to partia o charakterze religijnym i liczyła na poparcie mocno konserwatywnej kurdyjskiej społeczności na prowincji.

 

DYld1fqXUAA7U4v

 

Turecka armia obwiesiła tureckimi flagami zniszczone przez siebie kurdyjskie miasto Nusaybin w Turcji i pozuje do zdjęć na tle morza ruin.

Okazało się jednak, że odwilż doprowadziła do rozwoju kurdyjskich samorządów na południowym wschodzie kraju. Wspomniana przeze mnie pokojowa część ruchu kurdyjskiego zaadoptowała wiele z nowych rozwiązań ideowych Ocalana. Najbardziej widocznym tego przejawem było przyjęcie systemu współburmistrzów w kurdyjskich miastach, czyli jednoczesnego sprawowania tego urzędu przez kobietę i mężczyznę. Po wyborach samorządowych w 2014 roku takich miast i miasteczek było 102.[15] Jednym z nich było Amed. Dziś jego współburmistrz, Gültan Kışanak, siedzi w więzieniu, a turecka prokuratura chce ją skazać na… 230 lat więzienia.[16] Podobny los spotkał wielu innych kurdyjskich samorządowców.

Bodźcem do wznowienia wojny (trzeba tu podkreślić, że represje złagodzono, ale nie zaniechano w ogóle[17]) były wybory parlamentarne 7 czerwca 2015 roku. W wyborach tych AKP straciła bezwzględną większość w parlamencie. Dalej była najliczniejszą partia, ale nie mogła samodzielnie rządzić. Jednocześnie do parlamentu po raz pierwszy w historii weszła partia prokurdyjska. Do tej pory ruchowi kurdyjskiemu udawało się wprowadzać pojedynczych działaczy, ale wyśrubowany, dziesięcioprocentowy próg wyborczy uniemożliwiał wejście jako zorganizowana siła. Halkların Demokratik Partisi (Ludowa Partia Demokratyczna) zdobyła 13,12% głosów.

 

sur 04 07 2015 - 11 07 2017Skala zniszczeń w kurdyjskim Sur w Turcji. Zdjęcia wykonano 4 lipca 2015 roku i 11 lipca 2017 roku.

 

Reakcją Erdogana było wznowienie wojny. Wiele wskazuje jednak, że planowano ją wcześniej. Tzw. „Plan Kolaps” został opracowany już rok wcześniej.[18] Inaczej niż poprzednio, ta wojna była w znacznej mierze (choć nie tylko) wojną miejską, pierwszym celem stały się miasta z kurdyjskimi samorządami. A raczej prokurdyjskimi, bo nie tylko Kurdowie w nich zasiadali. Kiedy rozpoczęła się pacyfikacja miast do walki z turecką armią stanęła kurdyjska młodzież, która zrzeszyła się w oddziałach Yekîneyên Parastina Sivîl (Oddziałach Obrony Cywili) i ich kobiecym odpowiedniku Yekîneyên Parastina Sivîl Jin.[19] Nie mogli tej wojny wygrać.

3 października 2015 roku 24 letni Haci Birlik został najpierw raniony przez policyjnego snajpera, a kiedy ranny założył sobie opaskę uciskowa, dobity z bliska. W jego ciele było 28 kul. Następnie jego ciało wleczono za tureckim samochodem policyjnym. Haci był początkującym aktorem, jedyną jego zbrodnia było posiadanie szwagierki, posłanki z ramienia HDP.[20]

 

hb

 

Ciało Haci Birlika wleczone za samochodem policyjnym.

57 letnia Taybet İnan’ın została zamordowana 19 grudnia 2015 roku na ulicy w Silopi przez siły tureckie. Jej ciało leżało na tej ulicy przez tydzień. Jej szwagier, który usiłował odciągnąć zwłoki także został zabity.[21]

25 grudnia 2015 roku w Sur, gdzie nie było żadnych barykad, ani grup samoobrony, członkowie tureckich sił bezpieczeństwa zabili 3 miesięczną Miray İnce i jej 82 letniego pradziadka, Ramazana İnce. Miray została najpierw raniona, a następnie, podczas transportowania do szpitala pod biała flagą osoby niosące ją (dwóch mężczyzn i kobieta) zostały ponownie zaatakowane mimo telefonicznego uzgodnienia z policją transportu rannego dziecka. Dziewczynka ponownie trafiona zmarła, jej dziadek został śmiertelnie ranny i zmarł po kilku godzinach, ranna została też matka.[22]

 

nusaybin

 

Tureckie czołgi i transportery opancerzone w ruinach Nusaybin.

14 stycznia 2016 roku w dzielnicy Dağkapı turecka armia ostrzelała z moździerzy bawiące się dzieci. Zginęli Yusuf Akalın, lat 13 i Büşra Yürü, lat 11, Dilan Akalın, lat 10 została ciężko ranna. W okolicy nie było barykad.[23]

19 kwietnia 2016 roku w Van została śmiertelnie raniona przez turecką policję Remziye Bor. Remziye  była w ciąży. Cesarka uratowała dziecko, matka zmarła nie odzyskawszy przytomności.[24] To tylko kilka z wielu podobnych przypadków.

 

M60 Sirnak

 

Turecki czołg M60 Patton ostrzeliwujący Sirnak, kurdyjskie miasto w Turcji. Maj 2016.

Raport Human Rights Watch z lipca 2016 roku podaje między innymi:

– 22 miasta, lub dzielnice miejskie objęte represjami.
– Ponad 355 000 ludzi wygnanych z domów.
– Co najmniej 338 cywili zabitych do końca kwietnia (obliczenia Tureckiej Fundacji Praw Człowieka).
– Tylko pomiędzy 14 grudnia a 11 lutego 2016 władze tureckie zamordowały 66 mieszkańców Cizre, w tym 11 dzieci.
– Partia HDP ocenia liczbę zabitych w Cizre na 251osób, ale identyfikacja ofiar jeszcze trwa.
– Potwierdzone strzelanie do cywilów pod biała flagą.
– Potwierdzone zabijanie rannych.
– Potwierdzone umyślne zabijanie dzieci.
– Potwierdzone wykorzystywanie przez armię turecką szpitali do prowadzenia operacji militarnych.
– Potwierdzony ostrzał cywilów przez armię turecką z moździerzy.
– Potwierdzony ostrzał ludzi pomagających rannym.
– Cywile ginęli także w dzielnicach gdzie nie było żadnych walk z kurdyjską samoobroną.
– Niszczenie całych dzielnic na rozkaz rządu.
– W Cizre zidentyfikowano 95 000 m2 (9,5 hektara) zniszczonych domów.
– Brak reakcji rządu tureckiego na żądanie Wysokiego Komisarza ONZ d/s Praw Człowieka wpuszczenia komisji ONZ.
– Blokowanie dostępu organizacjom praw człowieka.
– Prawo z 23 czerwca zapewniające bezkarność popełniającym zbrodnie żołnierzom i funkcjonariuszom państwowym.
– Komisja Wenecka uznała przepisy na podstawie których wprowadzono godzinę policyjną za niezgodne z turecką konstytucją i umowami międzynarodowymi.
– Naruszenie godziny policyjnej miało być w teorii karane grzywną 100 lirów, ale w praktyce groziło zastrzelenie, lub więzienie.[25]

Opublikowany w marcu raport Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka[26] obejmujący okres od lipca 2015 do grudnia 2016 mówi już o 1200 zabitych, oraz od 355 tysięcy do pół miliona wygnanych z miejsca zamieszkania.  W jednym masowym mordzie w trzech piwnicach Cizre tureckie siły rządowe zamordowały do 189 osób (wg raportu ONZ, inne źródła podają inne dane, dokładna liczba jest trudna do ustalenia, bo władze tureckie dokładnie wyczyściły miejsce zbrodni).


Kampania terroru nie zakończyła się jednak 1 listopada 2015, kiedy to odbyły się ponowne wybory, które przywróciły AKP większość bezwzględną, ale trwała dalej.


Nagranie ostrzelania przez armię turecką grupy cywili w Cizre poruszających się pod białą flagą bo uprzednim ustaleniu ich przejścia z władzami.

W tej chwili trwa niszczenie kurdyjskich dzielnic w miastach i przesiedlenia ludności. Tyle tylko, że już z użyciem spychaczy i koparek, a nie czołgów i artylerii. I tak World Heritage Watch, organizacja monitorująca obiekty Światowego Dziedzictwa UNESCO podała, że destrukcja w Sur, wpisanym na listę UNESCO centrum miasta Amed (tureckie Diyarbakır) postępuje i do 4 marca 2017 objęła 35-40 hektarów[27]. Raport ten powstał przed najnowszą falą wyburzeń.[28]

Celem są nie tylko miasta ale i regiony wiejskie. W lutym 2017 roku armia odcięła na ponad dwa tygodnie od świata wioskę Xeraba Bavê (Koruköy) pod Nusaybin. Niszczono domy mieszkańców, zamordowano kilku z nich, kilku poddano torturom, uprowadzono dwie młode dziewczyny[29].

 

C4-dGG3WcAAxLAD2

 

Luty 2017 r. W wiosce Xeraba Bavê (Koruköy) turecki żołnierz demonstruje gest wilczego łba, pozdrowienie faszystowskich Szarych Wilków i turecki odpowiednik sieg heil, nad ciałem zamordowanego Kurda.

Jednocześnie z pacyfikacją miast, Turcja zaczęła ataki na tereny kurdyjskie w Syrii pod pretekstem walki z Daesh (ISIS vel Państwem Islamskim), która oczywiście nie miała miejsca. Aktywność ta nasiliła się w 2016 roku w ramach agresji o kryptonimie „Tarcza Eufratu” mającej na celu zapobiegnięcie połączeniu kurdyjskich kantonów w Syrii. Jej apogeum to agresja na kanton Efrin. Pominę ten temat ponieważ pisałem już o nim w tych dwóch artykułach:

Ostatnim przejawem tureckiej wojny przeciwko Kurdom jest agresja w Iraku. A dokładniej w Basur, „irackim” Kurdystanie. Celem są znajdujące się w pogranicznym rejonie bazy PKK. To znaczy celem oficjalnym, bo jak zwykle Turcja uderza głównie w cywili. Ataki na Basur nie są niczym nowym.[30] Zazwyczaj realizowało je lotnictwo, ale w październiku 2017 roku rozpoczęto działania naziemne.[31] Nasiliły się po zajęciu Efrin. Do 5 kwietnia siły tureckie weszły na głębokość 19 km[32] powodując ucieczkę ok. 120 rodzin.[33] Turcja ma wsparcie rządzącego w Basur klanu Barzanich. Ale to juz temat na osobny artykuł.

 

Paweł Ziółkowski


Muzyczny komentarz do zniszczonych kurdyjskich miast w Turcji.

 

[1] „Artykuł 62: Komisja zasiadająca w Konstantynopolu, w skład której wchodzi po trzech członków wyznaczonych przez rządy: brytyjski, francuski i włoski opracuje w ciągu sześciu miesięcy od wejścia w życie niniejszego traktatu projekt lokalnej autonomii dla obszarów o przeważającej liczbie ludności kurdyjskiej, położonych na wschód od Eufratu, na południe po południowej granicy Armenii, która zostanie w przyszłości wyznaczona oraz na północ od granicy Turcji z Syrią i Mezopotamią, ustalonej w artykule 27, II (2) i (3). Jeśli jakakolwiek kwestia nie zostanie rozstrzygnięta jednomyślnie, członkowie komisji zreferują ją swym rządom. Projekt zabezpieczy ochronę praw mniejszości asyro-chaldejskiej oraz innych mniejszości rasowych i religijnych na tych terenach. W tym celu komisja złożona z przedstawicieli Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Persji i Kurdystanu uda się na miejsce, aby zbadać i zadecydować, czy i jakich poprawek należy dokonać na tym odcinku granicy Turcji, gdzie w myśl postanowień niniejszego traktatu zbiega się ona z granicą Persji.

 

Artykuł 63: Rząd turecki niniejszym akceptuje i zgadza się na wykonanie decyzji obu komisji wymienionych w artykule 62. w ciągu trzech miesięcy od zakomunikowania ich rzeczonemu rządowi.

Artykuł 64: Jeśli w ciągu jednego roku od wejścia w życie niniejszego traktatu ludność kurdyjska na ziemiach wymienionych w artykule 62. zwróci się do Rady Ligi Narodów i wykaże, że większość tych terenów pragnie uzyskać od Turcji niepodległość i jeśli Rada uzna, że ludność ta dojrzała do niepodległości i zaleci zagwarantowanie jej tej niepodległości, Turcja zgadza się niniejszym wykonać takie zalecenie, zrezygnuje ze wszystkich praw i tytułów do tych ziem.” cytat za:  S. Dudra, B. Nitschke „Kurdowie i Kurdystan” [w] „Przegląd Narodowościowy” nr 1/2012, wyd. Uniwersytet Zielonogórski, str. 14. Dostęp online: http://www.ip.uz.zgora.pl/index.php/przeglad-narodowosciowy/numery-issues/164-kurdowie-kurds-przeglad-narodowosciowy-journal-of-nations-no-1-2012

[2] W. Repetowicz „Naród i terytorium Kurdów – wymiar egzystencjalny migracji” [w:] „Humaniora. Czasopismo Internetowe, nr 1(17)/2017, str. 176. Dostęp online: http://humaniora.amu.edu.pl/sites/default/files/humaniora/Humaniora%2017/Repetowicz_Hum_1_17_S.pdf .

[3] K.P. Kaczorowski „Kurdyjskie starania o utrzymanie tożsamości kulturowej – przemiany politycznej reprezentacji Kurdów w Republice Tureckiej” [w:] „Władza sądzenia”  nr 4/2014, wyd. Uniwersytet Łódzki, str. 152-153. Dostęp online: http://wladzasadzenia.pl/2014/4/kurdyjskie-starania-o-utrzymanie-tozsamosci-kulturowej-przemiany-politycznej-reprezentacji-kurdow-w-republice-tureckiej.pdf .

[4] J. Niekrasz „Sytuacja Kurdów w Turcji na przestrzeni wieków” [w] „Przegląd…”, str. 28.

[5] H.L. Kieser „Dersim Massacre, 1937-1938”  https://www.sciencespo.fr/mass-violence-war-massacre-resistance/fr/node/3014 .

[6] Tzw “Strażnicy Wiosek” są formacją kolaboracyjną stworzoną przez władze tureckie. Rekrutacja w ich szeregi często (choć nie zawsze) była przymusowa. Więcej o nich: https://www.buzzfeed.com/borzoudaragahi/turkeys-longest-war .

[7] http://hartford-hwp.com/archives/51/009.html .

[8] https://corporatewatch.org/from-fascist-to-anti-militarist-an-interview-with-a-turkish-ex-soldier-2 .

[9] https://twitter.com/TurkeyUntold/status/792333485105115136 .

[10] https://anfenglish.com/features/turkish-special-units-are-prey-to-the-guerrilla-20387 , https://anfenglish.com/kurdistan/jItem-case-soldiers-dressed-up-like-guerrilla-to-commit-murder-22129 .

[11] https://anfenglish.com/kurdistan/stories-of-roboski-victims-23885 .

[12] https://frederikegeerdink.com/2013/04/05/the-truth-about-uludere-3 .

[13] http://ekurd.net/turkey-destroys-roboski-memorial-2017-01-09 .

[14] http://theregion.org/article/13040-from-homicide-to-memorycide-the-cultural-revolution-in-amed-which-led-to-the-decimation-of-sur .

[15] https://www.opendemocracy.net/nadje-al-ali-latif-tas-g-ltan-ki-anak/kurdish-women-s-battle-continues-against-state-and-patriarchy- .

[16] http://www.nrttv.com/En/Details.aspx?Jimare=11246 .

[17] Np. kurdyjska piosenkarka Nudem Durak została w kwietniu 2015 r. skazana na 10,5 roku więzienia. W lipcu 2016 r. wyrok podniesiono do 19 lat. Jedyną zbrodnią Nudem było śpiewanie i nauczanie dzieci kurdyjskich piosenek. http://voiceproject.org/takeaction/free-nudem-durak , https://corporatewatch.org/imprisoned-for-singing-in-kurdish-support-nudem-durak , http://songfornudemdurak.org .

[18] Artykuł po turecku: http://www.nerinaazad.org/columnists/oktay_yildiz/cokturme-plani .

[19] https://www.byline.com/column/57/article/1331 .

[20] http://observers.france24.com/en/20151008-turkey-police-dragged-streets-kurdish-video , http://www.dailymail.co.uk/news/article-3262116/Turkish-officials-defend-shooting-dead-Kurdish-protestor-dragging-body-streets-saying-corpse-booby-trapped.html , https://www.huffingtonpost.com/entry/turkey-dragged-kurdish-man-video_us_56142087e4b022a4ce5fc79e .

[21] https://www.reuters.com/article/us-turkey-kurds/turkish-cleansing-operation-rocks-southeastern-cities-idUSKBN0U80FQ20151226 , http://kurdishquestion.com/oldarticle.php?aid=dead-bodies-on-the-street-and-the-unforgiving-war-in-kurdistan , http://www.demokrathaber.org/guncel/taybet-inan-in-kizi-o-sokaga-her-baktigimda-annemin-yerde-h94332.html .

[22] https://www.hrw.org/news/2016/07/11/turkey-state-blocks-probes-southeast-killings .

[23] tamże.

[24] http://jinha.com.tr/en/ALL-NEWS/content/view/53209 .

[25] https://www.hrw.org/news/2016/07/11/turkey-state-blocks-probes-southeast-killings .

[26] http://www.ohchr.org/Documents/Countries/TR/OHCHR_South-East_TurkeyReport_10March2017.pdf .

[27] http://villa.org.pl/villa/wp-content/uploads/2017/06/WHW-Report-2017.pdf

[28] https://anfenglishmobile.com/kurdistan/latest-situation-in-amed-s-historic-sur-district-25111 .

[29] http://komnews.org/siege-kurdish-village-continues-6-people-killed-2-children-taken-hostage-reports

[30] https://anfenglish.com/kurdistan/clashes-at-southern-kurdistan-border-continue-22399 .

[31] http://www.hurriyetdailynews.com/turkish-army-engages-in-northern-iraq-for-first-time-in-nine-years-121032 .

[32] http://www.nrttv.com/en/Details.aspx?Jimare=19559 .

[33] https://anfenglishmobile.com/kurdistan/120-families-left-their-homes-due-to-turkish-attacks-on-bashur-25958 .

04 kwietnia 2018 | Dział: Publicystyka

W ostatnim tygodniu bardzo dużo mówi się o współczuciu, o pomaganiu. Wszystko za sprawą Dominiki Kulczyk – współwłaścicielki firmy Kulczyk Investments działającej w 30 krajach na świecie oraz prezeski Kulczyk Foundation, również obecnej w 30 krajach (przypadek?). W związku z tą drugą działalnością występuje ona w serialu dokumentalnym „Efekt domina”, w którym, jak opisuje jeden z portali: „'Efektu domina' nie da się powstrzymać. Jeden dobry uczynek pociąga za sobą następny. Ten program to najlepszy przykład na to, iż każde mądre wsparcie może uruchomić serię pozytywnych zmian w życiu całych społeczności. Tym razem Dominika Kulczyk pomaga tam, gdzie problem głodu i niedożywienia, zwłaszcza wśród najmłodszych, jest najbardziej widoczny”. Koncepcja całkiem niezła i idea wydaje się słuszna, zwłaszcza że czas Wielkanocy, a Jezus nauczał o pomocy bliźniemu. W miastach w Polsce pojawiły się billboardy, na których widzimy Dominikę trzymającą czarnoskóre dziecko. Dzieci łapią za serce, więc nie dziwi, gdy w jednym z czasopism szybko pojawia się wywiad z bohaterką. Kulczyk przekonuje w nim, że taka działalność jest jej obowiązkiem. Bo jako nastolatka była bogatsza od innych rówieśników, gdyż miała mandarynki.



No i zaczął się efekt domina. Podczas tegorocznego rozdania Nagród Radia Tok FM im. Anny Laszuk aktywiści Obozu dla Puszczy wspomnieli, że sponsorująca tę nagrodę Kulczyk Investments robi coś niedobrego w Delcie Nigru, że to katastrofa ekologiczna. Z tego samego Obozu jedna z aktywistek rezygnuje z ubiegania się o inną nagrodę, bo nie chce stać ramię w ramię z Dominiką Kulczyk, także do niej nominowaną. W międzyczasie powstają teksty, opinie, felietony, ludzie spierają się w komentarzach. Jedni popierają Dominikę jako wyśmienitą filantropkę, bohaterkę „trzeciego świata” i oskarżają jej przeciwników, że zazdroszczą jej pieniędzy, które przecież ciężko zarobił jej tata. Wojciech Staszewski w swoim komentarzu do sprawy pisze o zawiści zjadaczy ziemniaków wobec zjadaczy mandarynek. Druga strona natomiast krzyczy, że Delta Nigru, że Tunezja. Jako mieszkaniec Poznania, w którym Jan Kulczyk zaczynał swoją biznesową karierę, pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze.



Aby rozeznać się trochę w kwestii tego, jak Dominika Kulczyk jest w stanie pomagać dzieciom na całym świecie, trzeba zobaczyć, skąd pochodzą dochody jej, jak i prowadzonej przez nią fundacji. W tym celu wystarczy wejść na stronę Kulczyk Investments. Znajdziemy tam wszystkie inwestycje. Połowa z nich związana jest z wydobyciem surowców naturalnych takich jak ropa, gaz, węgiel i złoto w Afryce i Ameryce Łacińskiej, czyli najbardziej kontrowersyjne z punktu widzenia lokalnych społeczności biznesy, które nie bez przyczyny prowadzą do licznych protestów, często krwawo tłumionych. Na tych właśnie kontynentach pomocy udziela Kulczyk Foundation. Oczywiście nie tylko firmy znajdujące się pod kontrolą Kulczyków zyskują na eksploatacji surowców w krajach globalnego Południa. O znaczeniu tego typu przemysłu wydobywczego i jego konsekwencji mówi np. krótki filmy Instytutu Globalnej Odpowiedzialności, który warto obejrzeć przed lekturą następnej części tekstu: „Tajemnica twojego smartfona”.



Przyjrzyjmy się bliżej działalności niektórych konsorcjów rodziny Kulczyków. Zacznijmy od Neconde Energy Limited. Jej opis z wyżej wspomnianego portfolio brzmi: „Konsorcjum, które kupiło od Shell 45% udziału w licencji OML 42 w delcie Nigru, jednym z największych basenów węglowodorowych na świecie. Udział w konsorcjum Neconde daje Kulczyk Investments dostęp do bardzo atrakcyjnych aktywów wydobywczych na terenie Afryki.” Jest. Słynna i głośna w ostatnich dniach Delta Nigru, tak bardzo przywoływana przez ekologów. W 2008 i 2009 roku doszło tam do wycieków, które zanieczyściły wodę, zniszczyły ziemię uprawną, a plama ropy miała 200 km długości. Pozbawiło to wody pitnej i zrujnowało życie dziesiątek tysięcy osób w regionie. Wtedy pojawiło się Kulczykowe Neconde, które odkupiło licencje skompromitowanego Shella. Była to całkiem udana inwestycja – Shell pozostał z konsekwencjami i wyciekiem do posprzątania, a Neconde tanio nabyło „żyłę złota”. Nie było słychać wtedy o akcji humanitarnej z ich strony. Zarobili kosztem zniszczenia domu 30 milionów ludzi, w tym wielu dzieci, podczas gdy „Efekt domina” pomógł 600000 osób, zgodnie z tym, co mówi Dominika.



Kolejna spółka to Serinus, która wcześniej nazywała się Kulczyk Oil Ventures, w ostatnim czasie wykazuje tylko straty. Głównie za sprawą tego, że inwestuje w niestabilnych regionach, szukając ropy i gazu. Były to m.in. Syria przed wojną, Ukraina przed konfliktem zbrojnym oraz Tunezja. O inwestycjach w tym ostatnim kraju głośno było w ostatnim roku, kiedy to spółka straciła dostęp do pól naftowych okupowanych w ramach strajku przez pracowników. Było to spowodowane zwolnieniami w rafineriach. Ktoś powie – no ale chociaż na chwilę dostali pracę. Tylko niestety przemysł wydobywczy ma to do siebie, że pojawia się na jakimś terenie, zanieczyszcza środowisko, daje co prawda na jakiś czas pracę, ale zostawia później mieszkańców z wyjałowioną ziemią, bez perspektyw i możliwości przeżycia oraz ze zdestabilizowanym regionem. Pracownicy w Tunezji, walcząc o godne warunki życia, giną w czasie ataków policyjnych, a wszystko po to, aby spółki takie jak Kulczykowe Serinus mogły odzyskać za cenę krwi kontrolę nad swoimi inwestycjami. Przypomnijmy, że właśnie na tych ludziach i ich pracy w rafineriach i kopalniach ciężko zza biurka dorobili się Kulczykowie.



W czwartej edycji „Efektu domina” Dominika Kulczyk będzie prowadziła działania w obozie dla uchodźców. I tutaj warto przyjrzeć się kolejnej spółce – San Leon Energy. Wpisując tą nazwę w wyszukiwarkę, pojawia się wideo. Widać obóz dla uchodźców, sporo dzieci i protest przeciwko San Leon. Kobieta tłumaczy, że przez działalność tej spółki są pozbawieni podstawowych produktów, takich jak woda i nie chcą ich na swoim terenie. Już nie wspominając o tym, że spółka ta wydobywa dla okupanta, przez którego znaleźli się w tej sytuacji. Ciekawe, czy o nich też będzie program…



No i ostatnia spółka, której chcę się przyjrzeć. Autostrada Eksploatacja SA, czyli spółka posiadająca dużą część autostrady A2 będącej najdroższą autostradą w Europie. Było to sprytne zagranie, ponieważ początkowo Jan Kulczyk ściągał samochody zagranicznych marek do polski. Na tym zbił pierwszy majątek. Aby dodatkowo zarobić na tej inwestycji, dogadał się z polskim rządem i wszedł w budowę A2. Dzięki temu mógł zarobić po raz drugi na wysokich opłatach za przejazdy. A zarobek spory, bo w roku 2011 wynosił 400 mln zł. Kulczyk Investments tłumaczy się, że musi w całości pokrywać koszty utrzymania autostrady i do tego płacić podatek VAT od sprzedaży biletów. W tym czasie taka np. Szwajcaria potrafi skasować od kierowcy za rok tyle pieniędzy za przejazd wszystkimi autostradami, co Autostrada SA jednorazowo za przejazd w dwie strony. I nie jest w stanie oddać państwu 800 mln zł plus odsetki, na które okradła nas wszystkich (w tym szpitale, sierocińce i stołówki, w których działa Kulczyk Foundation), przeszacowując prognozy dotyczące przejazdu ciężarówek autostradą. Tak właśnie uczciwie zarabia rodzina Kulczyków na swoją działalność dobroczynną i na swoje mandarynki kosztem zjadaczy ziemniaków.



Na podstawie danych, które podsuwa sama strona Kulczyk Investments, można jednoznacznie stwierdzić, że Dominika Kulczyk nie jest filantropką. Jest zwykłą hipokrytką, która dorobiła się na nieszczęściu innych oraz na tym, że jej ojciec miał (co mu trzeba oddać) łeb do interesów. I podstawowym problemem nie jest tutaj – jak niektórzy pokroju Staszewskiego twierdzą – zawiść do zjadaczy mandarynek. Niech je jedzą. Problemem jest to, że sok z tych mandarynek wymieszany jest z ludzką krwią i łzami: pracujących w kopalniach oraz zabitych na protestach, a także tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich ziem, ponieważ na skutek katastrof ekologicznych nie nadają się one do życia. Jeśli faktycznie chce pomóc tym ludziom, powinna zamknąć interesy w krajach globalnego Południa, a pieniądze zarobione na nich zainwestować w rekultywację terenów i pomoc byłym pracownikom i rolnikom. A tak mamy „Efekt domina”: wykorzystać, zarobić, zniszczyć, przekazać ochłap na pomoc, żeby pokazać, jak się jest fajnym. Opowiedzieć o tym mediom, żeby pokazać, jak dzięki zarobionym pieniądzom można pomóc. A w międzyczasie wciąż eksploatować i na koniec porzucić interes, zostawiając ludność w nienadającym się do życia ekosystemie.

Kawka

 

 

www.rozbrat.org

12 marca 2018 | Dział: Publicystyka
Jesteśmy ekoanarchistycznym ruchem „Platforma Ekologiczna” (Экологическая платформа) ze Lwowa (Ukraina). Do głównego kierunku naszej aktywności należy działalność oświatowa: organizowanie pokazów filmowych, wykładów, uroczystości dla wegan, jak również organizacja pikiet i demonstracji na rzecz praw zwierząt. Oprócz tego angażujemy się w obronę lwowskich parków przed zabudową, udzielamy pomocy schroniskom dla zwierząt oraz organizujemy akcje bezpośrednie.
Na przestrzeni ostatnich miesięcy czujemy na sobie ogromną presję państwa oraz radykalnej prawicy. Sytuację komplikują sprzedajne media oraz pasywność społeczeństwa. 28 lutego nasza pikieta przed lwowskim cyrkiem została brutalne rozpędzona przez oddziały specjalne policji. Przyczyną do rozpędzenia była prowokacja ultraprawicowców, którzy rzucali w uczestników akcji racami dymnymi. Rzecz symptomatyczna, że dwa autobusy policyjne i kilka radiowozów przybyły na pikietę wcześniej od organizatorów, a funkcjonariusze zaczęli wszystko nagrywać pół godziny przed rozpoczęciem akcji. Czyli od początku było zrozumiałe, kto zostanie zatrzymany. Od razu po odpaleniu rac przez ultraprawicowców, eko-anarchiści zostali okrążeni przez policję, która ogłosiła, że są zatrzymani. Przy tym funkcjonariusze nie podali przyczyny zatrzymania, demonstrując rażącą nielogiczność. Działania skrajniej prawicy były koordynowane przez generała policji, ponadto widzieliśmy bliską i towarzyską komunikację między neonazistami i szeregowymi policjantami. W trakcie zatrzymania funkcjonariusze policji dopuścili się rażących naruszeń podstawowych praw człowieka - aktywistów bito, rzucano na ziemię, przeszukiwano oraz zatrzymano na więcej niż trzy godziny, co jest niezgodne z prawem.
Aktywiści upublicznili naruszenie swych praw przez policję, na nasze posty umieszczone na portalach społecznościowych zareagował szereg organizacji społecznych, obrońcy praw człowieka, a nawet rzecznik praw człowieka. Wynikiem tego rezonansu społecznego stał się szereg spraw kryminalnych przeciwko funkcjonariuszom policji. W odwecie policja przekazała ultraprawicowcom wszystkie dane osobowe aktywistów Ekoplatformy. Na prawicowych portalach zauważyliśmy swoje zdjęcia, jak też imiona, adresy, rodzaj naszej działalności - całą informację, którą „stróże prawa” otrzymali podczas sporządzania protokołów zatrzymanych aktywistów.
Uczestnicy Ekoplatformy są w niebezpieczeństwie i w każdym momencie mogą zostać napadnięci lub doznać represji. Od tamtego momentu żadne z wydarzeń organizowanych przez Ekoplatformę nie odbyło się bez prób prowokacji ze strony skrajnej prawicy, we współdziałaniu z tymi samymi oddziałami policji. Schemat ich działań wygląda następująco: neonaziści atakują ekoaktywistów podczas dotarcia na wydarzenie lub po rozejściu się po akcji. Jeżeli zechcemy stawiać opór, kilka pojawiających się znikąd radiowozów jest gotowych do naszego zatrzymania. Tak więc jesteśmy w sytuacji nie do pozazdroszczenia i stajemy przed wyborem - albo zostać pobitymi, albo postawić się neonazistom i trafić do więzienia. Dotychczas udawało się nam unikać prowokacji dzięki skoordynowaniu działań, aczkolwiek - jak się wydaje - urazy cielesne lub sprawy sądowe, to tylko kwestia czasu.
Sytuacja robi się coraz bardziej napięta przez działania mediów - największa stacja TV w kraju emituje opłacone materiały o „weganach-terrorystach”, pstrzące się manipulacjami, skażeniem faktów i otwartym kłamstwem. Na przykład jako dowody naszego terroryzmu są wykorzystywane filmiki wspomnianego wyżej odpalenia rac przez prawicowców. Kilka , na pierwszy rzut oka, niezwiązanych ze sobą sił działa w jednym kierunku, ich celem jest likwidacja naszego ruchu. Policja, SBU, radykalna prawica oraz media zjednoczyły się przeciwko nam. Nie jesteśmy pewni, co do przyczyn tej sytuacji. Możliwe, że nasz ruch stoi w gardle prawicowych organizacji „ekologicznych” i „broniących praw zwierząt”, które istnieją tylko nominalnie, w rzeczywistości zaś nie robią nic. Najwidoczniej kogoś denerwuje fakt, że Ekoplatforma zajęła praktycznie wszystkie obszary danej działalności we Lwowie i rozpoczęło się oczyszczanie terenu dla opłaconych ruchów prawicowych, które dążą do uzyskania poparcia społecznego, byle dorwać się do władzy.
Dziękujemy za solidarność oraz za to, że zgodziliście się na opublikowanie tego tekstu. Chcemy, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o bezprawiu na Ukrainie i postarało się nie doprowadzić do podobnych sytuacji u siebie.
Tekst nadesłany do redakcji Ataku przez aktywistkę Ekoplatformy.
Za tłumaczenie z rosyjskiego dziękujemy Aleksandrowi.
08 marca 2018 | Dział: Publicystyka

Pod koniec stycznia 2018 r. funkcjonariusze FSB zatrzymali w Petersburgu kilku antyfaszystów. Aktywiści zostali oskarżeni o udział w działaniach organizacji terrorystycznej. „Sieć”, która do tej pory nie była znana.


Z dokumentów sprawy wynika, że ​​„Sieć” jednoczyła komórki w Moskwie, Sankt Petersburgu, Penzie oraz na Białorusi. Członkowie „Sieci”, zgodnie z wersją FSB, planowali w Rosji rewolucję, organizując wybuchy podczas wyborów prezydenckich i Mundialu. Rozmówca
republic.ru, który zapoznał się z materiałami sprawy, mówi, że mamy do czynienia z dwiema tendencjami: z jednej strony w kraju pojawiło się nowe pokolenie „narodowolców” (stosujących terror członków narodnickich organizacji rewolucyjnych działających w Rosji w latach 70. i 80. XIX w.); z drugiej strony w przeddzień wyborów prezydenckich FSB stara się pokazać swoje znaczenie, ujawniając kolejne zagrażające państwu „międzyregionalne ugrupowania”.


11 grudnia portal ovdinfo.org opublikował raport, poświęcony prześladowaniom w związku z „rewolucją Malcewa” („Rewolucja 5 listopada”). Wiaczesław Malcew, lider umiarkowanego ruchu rosyjskich nacjonalistów „Artpodgotowka”, przez kilka lat obiecywał, że 5 listopada 2017 r. w Rosji odbędzie się rewolucja. Jednak tydzień przed tą datą ruch „Artpodgotowka” został uznany za ekstremistyczny, po czym w całej Rosji zaczęły się zatrzymania. Po 30 października zatrzymano kilkaset osób, oskarżając je o ekstremizm i terroryzm. Sam Malcew latem 2017 r. uciekł do Francji, gdzie usiłuje dostać azyl polityczny. W raporcie wspomniano o grupie terrorystycznej w Penzie. Wówczas informowano, że w tej sprawie jest 5 oskarżonych, w tym 2 anarchistów. Okazało się jednak, że jest 6 oskarżonych, a przynajmniej część z nich należy do ruchu antyfaszystowskiego. Jeden z nich Arman Sagynbajew („Andzrej-Bezpieczeństwo”, inżynier i saper, miał odpowiadać za produkcję i podkładanie materiałów wybuchowych) mieszkał przed aresztowaniem w Petersburgu. Według informacji fontanka.ru, w materiałach dotyczących zatrzymania Igora Szyszkina jest protokół przesłuchania Sagynbajewa.

 

17 lub 18 października w Penzie aresztowano Jegora Zorina („Griszę”), pierwszego oskarżonego „sprawy penzeńskiej” (miał być strzelcem, który „w sytuacji bojowej bierze udział w starciach z mundurowymi”). Jako pierwszy zaczął składać zeznania, które według rodzin innych zatrzymanych były „najdziksze”. Na Sylwestra jego zatrzymanie zostało zmienione na areszt domowy. Po nim zatrzymano Ilję Szakurskiego („Spajk”, jako taktyk miał uczyć technik walki) i jego znajomego Wasilija Kuksowa („Koks”). Szakurski studiował razem z Zorinem na wydziale fizyki Państwowego Uniwersytetu w Penzie i był dość znaną osoba w lewicowym środowisku Penzy. Często organizował wykłady, sprzątanie parków w ramach inicjatyw ekologicznych, jak też akcje w obronie praw zwierząt.

 

27 października został zatrzymany Dmitrij Pczelinciew (miał założyć grupę, był jej liderem i ideologiem, przed aresztem był instruktorem strzelectwa). Na początku listopada w Penzie zatrzymano też Andrieja Czernowa („Bliźniak”, miał być łącznościowcem grupy), w Petersburgu Sagynbajewa, którego przewieziono do izolatora śledczego w Penzie. Zdaniem prowadzących śledztwo wszyscy zatrzymani należeli do usiłującej wywołać niepokoje społeczne, działającej od 2014 r. grupy terrorystycznej „5.11” (art. 205.4 KK). Jako dowód uczestnictwa w grupie terrorystycznej posłużyły repliki broni palnej strzelające plastikowymi kulkami o kalibrze 6 (rzadziej 8) mm, które wykorzystuje się podczas gry w airsoft. Granie w airsoft, zdaniem prowadzących śledztwo, było niczym innym jak przygotowaniem do akcji terrorystycznych. Aktualnie w izolatorze śledczym pozostaje 5 osób, Zorin znajduje się w areszcie domowym. Najmłodszy ma 21 lat, najstarszy – 27. Oprócz wymienionych osób w sprawie figurują też niejaki „Ryży” zastępca Pczelincewa, który miał zajmować się rozpoznaniem i werbunkiem nowych członków, oraz ideolog i koordynator „Borys”.


Latem 2016 r., wedle materiałów śledczych, do „Sieci” przystąpiło kilka nowych organizacji. W ten sposób uformowały się 4 rosyjskie komórki. Penzeńska (centrala) otrzymała nazwę „5.11” lub „Wschód” (Восход). Według innych zeznań, „Wchodem” określano jedną z jednostek wewnątrz „5.11”. Miała składać się z Szakurskiego, Zorina i Kuksowa. Komórka moskiewska nosiła nazwę „MSK” (2-4 osoby, petersburska — „Pole Marsowe” (6 osób, w tym Filinkow) i „Iordan-SPb” (7 osób, w tym Szyszkin). Wszyscy członkowie określani są przez FSB jako anarchiści.


Proces zjednoczenia „Sieci” opisany został według zeznań oskarżonych. Szyszkin, którego przesłuchiwano całą dobę, twierdził, że organizacje Petersburga powstały wiosną 2016 r. Młode osoby spotykając się dwa razy w miesiącu w Olgino, na terenie poligonu do gry w air soft, ćwiczyć miały obsługiwanie broni i udzielanie pomocy medycznej.

 

Wówczas do Petersburga z Penzy przyjechali przedstawiciele „Sieci”, którzy zaprezentowali plan rozwoju organizacji. Chodziło o aktywne stosowanie „czarnego terroru” wobec przedstawicieli organów władzy państwowej. Zgodnie z założeniem grupy podczas tzw. dnia „Cz”, wydarzenia prowokującego zamieszki, stosując terror należało zlikwidować władze lokalne, kierownictwo partii „Jedyna Rosja” oraz naczelników organów spraw wewnętrznych.

 

Odbyło się kilka zjazdów „Sieci”. Pierwszy — w lipcu/sierpniu 2016 r. w obwodzie moskiewskim. Anarchiści mieli ćwiczyć zajęcie posterunku Drogowej Służby Patrolowej. Drugi zjazd odbył się na przełomie 2016/2017 r. we wsi Sapernoje obwodu leningradzkiego, trzeci natomiast — w lutym 2017 r. Wówczas Szyszkin postanowił opuścić grupę, gdyż przestał popierać metody swoich towarzyszy. Petersburscy członkowie grupy mieli wówczas nawoływać do aktywnych działań radykalnych.

 

Sagynbajew z kolei przyznał się, że przez stronę internetową avito.ru kupił 15 kg proszku aluminiowego do produkcji materiałów wybuchowych. W czasie rewizji w jego mieszkaniu znaleziono 15-litrowe wiadro, które w 1/3 było wypełnione proszkiem aluminiowym, ponadto 4 kg azotanu amonu, dwa budziki i nadające się do uruchomienia urządzenia wybuchowego elementy radiowe. Resztę elementów rzekomo oddał członkowi jednej z petersburskich grup. Ponadto w materiałach mówi się, że członkowie komórek zakupili amunicję i składany ścięty karabin szturmowy Kałasznikow. Nie wiadomo, czy ta broń została znaleziona.

 

Kolejny dowód winy przedstawiony przez FSB to protokół zeznań tajnego świadka „Kiry Tatarinowej”, której Szyszkin miał opowiadać o tajnej organizacji anarchistycznej, celem której było zniszczenie państwa. Tatarinowa przyjaźniła się z Szyszkinem w latach 2013-2014, po 2015 r. nie widzieli się.

 

Podstawowa cześć oskarżenia jest zbudowana w oparciu o zeznania aktywistów z Penzy. Według śledztwa wszyscy oskarżeni przyznali się do winy. Aktywiści z kolei twierdzą, że to agenci FSB podrzucili im broń, a po zatrzymaniu torturowali za pomocą prądu, wieszali do góry nogami, grozili porzuceniem w lesie z połamanymi nogami. Z relacji żony Pczelincewa Angeliny wynika, że ona również była zastraszana, a Pczelincowi przymusowo podawano trankwilizatory i inne środki medyczne. Ponadto był codziennie torturowany. W jednym z listów napisał: „Boje się, że serce może nie wytrzymać i nie wyjdę stąd żywy. To jest piekło”.

 

Szyszkin nie mówił o torturach, ale przed rozprawą sądową jego przyjaciel zauważył, iż Szyszkin został pobity. W materiałach sprawy ten fakt wyjaśnia sam Szyszkin, który wkrótce po zatrzymaniu wyjaśnił wszystko w liście skierowanym do Aleksandra Radionowa, kierownika FSB w Sankt Petersburgu. Oskarżony tłumaczył się, że wszystkie jego obrażenia powstały podczas trenowania sztuk walki w klubie „Versus”. Po pojawieniu się tego dokumentu Szyszkina skierowano na badania lekarskie. Lekarze zdiagnozowali złamanie dolnej ściany oczodołu, liczne krwiaki i otarcia.

 

Przypominamy, że 23 stycznia zaginął 23-letni antyfaszysta Wiktor Filinkow. Znalazł się po dwóch dniach. Służba prasowa petersburskich sądów ogłosiła, że został aresztowany i przyznał się do zarzutu uczestnictwa w zrzeszeniu terrorystycznym, którego uczestnicy “mają anarchistyczne poglądy”. Następnego dnia Filinkowa odwiedzili w areszcie śledczym obserwatorzy ze Społecznej Komisji Obserwatorów Wiktor opowiedział im, że był poddawany torturom. Ponadto Filinkow złożył do Komitetu Śledczego skargę dotyczącą torturowania. Jego adwokat Witalij Czerkasow zwrócił się również do kierownictwa izolatora śledczego, gdzie przebywa Filinkow, o zakaz dostępu funkcjonariuszom FSB do zatrzymanego. Według słów samego Filinkowa, po zatrzymaniu w nocy 23 stycznia, funkcjonariusze FSB eskortując go z miejskiego szpitala znajdującego się poza Petersburgiem, zastosowali wobec niego psychologiczną i fizyczną przemoc, zadając mu pięściami i paralizatorem liczne ciosy i uderzenia w różne części ciała. To wszystko trwało ok. czterech godzin. Akcją kierował Konstantin Bondariew, który osobiście, ok. 10 razy, uderzył Filinkowa. 29 stycznia dwaj funkcjonariusze FSB odwiedzili Filinkowa w izolatorze śledczym. Jednym z nich był Bondariew, druga osoba nie przedstawiła się. Filinkowa zastraszano i proponowano mu współpracę w zamian za najmniejszy z możliwych wyroków 3 lata pozbawienia wolności. W reakcji na słowa Filinkowa o torturach, które wobec niego zastosowano, Bondariew odpowiedział: „Nie lubię tego, co robię. Apeluję do ciebie jak człowiek do człowieka. Przyjmij moje przeprosiny.” Po tych słowach podał Filinkowi rękę, ale Filinkow odpowiedział, że nie może przyjąć tych przeprosin.


25 stycznia zaginął 26-letni mieszkaniec Petersburga, Igor Szyszkin – wyszedł na spacer z psem. Do domu wrócił pies w asyście policjantów, którzy przeszukali mieszkanie Szyszkina. Sąd Petersburga aresztował Szyszkina pod tymi samymi zarzutami, co Filinkowa. Wieczorem 25 stycznia zatrzymano Ilję Kapustina, który mimo prób wydobycia przyznania się do winy, nie zrobił tego i został wypuszczony na wolność.
27 stycznia dziennikarze „Mediazony” (https://zona.media) próbowali wejść na rozprawę antyfaszysty
Igora Szyszkina. Zostali jednak zatrzymani przez policję. Szyszkin figuruje w materiałach sprawy jako zwolennik radykalnej ideologii i organizator masowych imprez „Nie poddawaj się” (Не сдавайся!) oraz „Czarny Petrograd” (Черный Петроград); był założycielem grup anarchistycznych „Akcja Autonomiczna” (Автономное действие) i „Siła Wegetariańska” (Вегетарианская сила), kilkukrotnie skazano go z artykułów KA, oskarżano o rozbój i spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała.


30 stycznia aktywiści różnych organizacji lewicowych i anarchistycznych protestowali pod siedzibą FSB na Łubiance, żądając zaprzestania represji i torturowania aktywistów z Petersburga i z Penzy. Protesty przyjmowały formę jednoosobowych pikiet. Do protestu aktywistów przyłączył się związek zawodowy dziennikarzy, aby zwrócić uwagę na aresztowanie dziennikarzy, którzy chcieli wziąć udział w rozprawie sądowej Szyszkina.

 

W międzyczasie na facebooku pojawiło się konto założone przez funkcjonariuszy policji, które podszywa się pod znanego kiedyś aktywistę rosyjskiego. Policja stara się zdobyć na FB znajomych wśród aktywistów, aby uzyskać dostęp do ich profili i tym samym zdobyć jeszcze więcej informacji o środowisku.

 

Rano 31 stycznia w mieszkaniu dziennikarza Pawła Nikulina, współprzewodniczącego Związku Zawodowego Dziennikarzy (Профсоюз Журналистов), odbyła się rewizja. Prawdopodobnie zatrzymanie to było związane z tekstem Nikulina „Z Kaługi z dżichadem”, który został opublikowany w marcu 2017 r. w The New Times. Według słów adwokata „Otwartej Rosji” Romana Klimowa, Nikulin występuje w charakterze świadka w ramach sprawy dotyczącej przejścia szkolenia w celu przeprowadzenia działań terrorystycznych (art. 205.3 KK). Pawłowi skonfiskowano laptopa, dwa pudła z wydawanym przez niego almanachem „Moloko plus” oraz koszulki z logiem wydawnictwa. Po złożeniu zeznań Paweł został zwolniony.


Przyjaciele i koledzy Pawła nie wierzą w przypadek. 30 stycznia Paweł uczestniczył w pikiecie zorganizowanej naprzeciwko budynku FSB przeciwko zatrzymaniu dziennikarzy Saszy Bogino i Dawida Frenkiela, których nie wpuszczono na otwarta rozprawę sądową w sprawie antyfaszysty Igora Szyszkina. Zostali zatrzymani za próbę przedostania się do budynku sądu, łamiąc tym samym art. 49 ustawy „O środkach informacji masowej”.


 


Wsparcie finansowe:

Яндекс-кошелек АЧК-Питер - 41001160378989

PayPal Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. - АЧК Москва (ważne! - należy zaznaczyć "Петербург")

Bitcoin
1EKGZT2iMjNKHz8oVt7svXpUdcPAXkRBAH
Litecoin
LNZK1uyER7Kz9nmiL6mbm9AzDM5Z6CNxVu
Etherium
0x1deb54058a69fcc443db2bf9562df61f974b16f7
Monero
4BrL51JCc9NGQ71kWhnYoDRffsDZy7m1HUU7MRU4nUMXAHNFBEJhkTZV9HdaL4gfuNBxLPc3BeMkLGaPbF5vWtANQn4wNWChXhQ8vao8MA
Zcash
t1dX9Rpupi77erqEbdef3T353pvfTp9SAt1

 

 

 

 

Na podstawie:

https://ovdinfo.org/articles/2018/01/29/straykbol-penzenskoe-delo-o-terrorizme?utm_source=fb&utm_medium=share

https://republic.ru/posts/89236

https://zona.media/article/2018/02/01/kacheli

https://avtonom.org/

https://vk.com/class__war

 

 

 

 

 

 

 

 

 

24 stycznia 2018 | Dział: Publicystyka

Media w ostatnich dniach odkryły, że polski nacjonalizm odwołuje się do spuścizny nazizmu. Odkrycie to nastąpiło dopiero po tym, jak nacjonaliści uderzyli w liberalnych polityków, wieszając ich wizerunki na szubienicy. Gdy środowiska wolnościowe przez lata ostrzegały, że patriotyzm jest jedynie pretekstem do napaści, pogromów na tle rasowym czy po prostu zabójstw obcokrajowców, media wolały zrównywać nacjonalistyczną przemoc z działaniami grup lewicowych. Pomimo, że wśród środowisk lokatorskich, pracowniczych czy kobiecych ciężko szukać przykładów przemocy w nacjonalistycznym stylu to wciąż pokutuje przekonanie, że lewica walcząca o godne życie najgorzej usytułowanych grup społecznych nie wiele różni się od tych, którzy świętują urodziny Hitlera.

 

Gdy niedawno w Poznaniu pub prowadzony przez narodowców i będący miejscem spotkań lokalnych "patriotów" spod znaku Młodzieży Wszechpolskiej oraz ONRu czy Szturmowców gościł lidera Ruchu Narodowego - Roberta Winnickiego, straszono zamieszkami, które rzekomo miały zostać wszczęte przez środowiska antyfaszystowskie demonstrujące swój sprzeciw wobec zaproszonego nacjonalisty. Grono sympatyków posła dało wówczas wyraz swemu przywiązaniu do ojczyzny, wykrzykując hasła typu "biały honor, biała duma". Dziś okazuje się, że Winnicki próbował tuszować dokonania bohaterów ostatnich doniesień medialnych.

 

Już w najbliższą sobotę, we wspomnianym, "patriotycznym" pubie, organizowany jest koncert wykonawców doskonale wpisujących się w tę scenerię. Jedną z gwiazd wieczoru jest raper Wuem Enceha, związany ze środowiskiem kibiców warszawskiej "Legii" (co może wydawać się dziwne w naszym mieście) oraz Autonomicznych Nacjonalistów. Wśród tekstów jego utworów usłyszeć można między innymi:

 

"Czerwone kurwy spłoną, do tego dodaj antifę
Karmcie się HIV-em, karmcie się również AIDS-em
Mordy zawsze obite, kurewskie lewackie z pejsem
Faszyzm nie przejdzie? Nie przejdzie - przebiegnie
Aż każda ciota zejdzie i pedalskie dupsko pęknie
NOP, ONR właśnie tak, nigdy nie poddamy się
Walczymy o wolny kraj"


Drugą z gwiazd wieczoru jest Tomasz Kuś, lider zespołu Nordica, wcześniej znanego jako neonazistowska Agressiva 88. Nordica w ramach swoich koncertów wykonuje między innymi utwory legendarnej w kręgach neonazistowskich Konkwisty 88 , natomiast sam Kuś występuje w koszulkach z nazistowskimi totenkopfami.

 

Kuś 1

 

Kuś-po-środku2


Jak widać właścicie lokalu stawiają na twórców i publikę, która zwyczajowo zamawia pięć piw używając gestu Heil Hilter. Od takiej publiki niedawno próbowała się odciąć w mediach Młodzież Wszechpolska, lecz równocześnie sam poznański odział tej organizacji, wykorzystywał pub Reduta do konferencji prasowej z Winnickim.

 

Polska prawica parlamentarna w mediach podkreśla swoją poprawność polityczną i czasami próbuje tuszować swoją fascynację rasizmem. Nie przeszkadza to jej w utrzymywaniu bliskich relacji ze swoim nacjonalistycznym zapleczem politycznym. Chociażby Wojewoda Wielkopolski Zbigniew Hoffmann, który szedł w jednym marszu razem z członkami Obozu Narodowo-Radykalnego. Poseł Tadeusz Dziuba uczestniczył w niedawnym spotkaniu z Robertem Winnickim i nagabywał policję, aby nie reagowała na festiwal rasistowskich haseł wykrzykiwanych pod pubem Reduta.

 

Po raz kolejny oświadczamy – nie zgadzamy się na tolerowanie faszyzmu! Nacjonalizm nie przejdzie!

 

 

www.rozbrat.org

05 stycznia 2018 | Dział: Publicystyka

Antyfaszystowska Platforma z Saragossy chce w pierwszym rzędzie wyrazić swój ból i konsternację wobec tego co zaszło. Od pierwszego momentu, należało zostawić do wyjaśnienia to co się stało policji i sądowi żeby mogły stwierdzić przebieg zdarzeń. Niestety publiczny lincz społeczny i medialny wobec Rodrigo Lanzy, jego rodziny i środowiska oraz przeniesiony na kolektywy i organizacje lewicowe w aragońskiej prowincji zmuszają nas do wystosowania tego komunikatu.

 

Po zeznaniach różnych świadków, czynnościach policyjnych oraz informacjach podanych w wielu oświadczeniach, w tym Platformy Antyfaszystowskiej z Saragossy nie mamy żadnych wątpliwości, że Rodrigo Lanza bronił się przed atakiem ze strony Victora Laineza. Rodrigo nie szukał konfrontacji i opuszczał lokal, aby jej zapobiec, gdy został zaatakowany. Sędzina wysłała Rodriga Lanzę do więzienia, bez kaucji, gdzie przebywa w izolatce. Sądowy nakaz aresztowania mówi o morderstwie, ale w żadnym razie nie mówi o morderstwie z nienawiści (rasowej, ideologicznej, religijnej, seksualnej, etnicznej etc) ujętym w kodeksie karnym hiszpańskim w artykule 510. A tak jak przedstawiły to media!



Dla Antyfaszystowskiej Platformy z Saragossy, to media były prawdziwymi winnymi i odpowiedzialnymi za atak społeczny i prasowy na lewicę, od kiedy miały miejsce te wydarzenia. Pierwsza informacja opublikowana w lokalnym dzienniku: Heraldo de Aragon podtrzymywała w sposób oczywisty, że ofiara została zaatakowana, bo miała szelki w kolorze flagi hiszpańskiej. Podtrzymywano, że były to dwie młode osoby, które pobiły ofiarę za pomocą żelaznego pręta i, że to Víctor Lainez usiłował odejść kiedy został zaatakowany. Obaj sprawcy mieli być członkami grupy anty systemowej, co miało potwierdzać, że zbrodnia była popełniona z nienawiści.



Cała ta wiadomość jest jednym wielkim kłamstwem o tym, co się zdarzyło. Pierwsze informacje dotarły do sieci społecznych 11 grudnia. Konkretnie od przyjaciół Victora Laineza, jak na przykład znanego neonazisty El Gutiego, który nie był obecny w miejscu zdarzenia. Poczynając od tego gazeta Heraldo de Aragon opublikowała 12 grudnia niesprawdzoną wiadomość, która sprowokowała lawinę innych wiadomości i poszukiwań ze strony mediów. W nich ukazywano powiązania Rodrigo Lanzy z różnymi politykami, organizacjami czy kolektywami. Próbowano stworzyć wizerunek społecznie odstręczający w oczach społeczeństwa i wydać totalną walkę ruchowi antyfaszystowskiemu. W ten sposób przed poznaniem deklaracji i zeznań Rodrigo Lanzy, różne instytucje wspomogły atak medialny i społeczny, opublikowały swoje komunikaty w sposób taśmowy a nawet promowały minuty ciszy. To wszystko oznacza naruszenie prawa do domniemanej niewinności Rodrigo zanim odbędzie się rozprawa.

 

Ze strony Platformy Antyfaszystowskiej w Saragossie zdajemy sobie sprawę, że wszystkie te bezpośrednie ataki na ruch antyfaszystowskiej używają tego wydarzenia ze względów czysto politycznych. Ten klimat był wyczuwalny zwłaszcza w komentarzach do wiadomości na różnych stronach mediów oficjalnych, gdzie nie brakło wulgaryzmów pod adresem zatrzymanego, jego rodziny, znajomych czy partii i kolektywów z lewicy. Wykorzystując klimat totalnej bezkarności społecznej, grupy neonazistowskie opublikowały dane i zdjęcia adwokatki i przyjaciół Rodriga. Również były komentarze, pogróżki i nawoływania do ataków w Saragossie. Przez lata ruch antyfaszystowski w Saragossie pracował w środowiskach sąsiedzkich propagując prawa i wolności obywatelskie. Mamy nadzieję, że ludność nie ulegnie nienawiści grup neofaszystowskich, które wykorzystują to wydarzenie i, że zakończy się pobłażanie, do którego są przyzwyczajeni. Na koniec mamy nadzieję, że teraz wszystkie poczynania będą wyłącznie na linii sądowej, że wyjdzie na światło dzienne prawda, i że uda się dokazać, że Rodrigo Lanza nie działał w sposób zaplanowany, ani z pobudek ideologicznych tylko, że się bronił. Prosimy wszystkie organizacje i kolektyw, stowarzyszenia i osoby, jeśli się zdecydują o dołączenie do tego komunikatu.

 

N.K

 

www.rozbrat.org