Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły /
A+ R A-

Aresztowanie, brak możliwości obrony, głodowy protest, a w jego wyniku śmierć. Historia,  młodego Rumuna Claudiu Crulica osadzonego w krakowskim areszcie przy ulicy Montelupich doczekała się ekranizacji. Film  „Droga na drugą stronę” od piątku wchodzi na ekrany polskich kin.
 

Rumuńsko-polska koprodukcja opowiada  historię 33- letniego Claudiu Crulica, który we wrześniu 2007 roku trafił do krakowskiego aresztu podejrzewany o kradzież portfela pewnemu sędziemu. Nieprzynający się do winny mężczyzna wobec zbagatelizowania przez prokuraturę jego alibi, jakim był wyjazd do Włoch w dniu gdy zaginął portfela, oraz braku pomocy ze strony rumuńskiego ambasadora rozpoczął protest głodowy. Mimo desperackiego kroku nikt nie zainteresował się jego sytuacją. 17 stycznia 2008 roku po przeszło czterech miesiącach głodówki Claudiu w krytycznym stanie zostaje przeniesiony do szpitala. Tam po niespełna dobie ważący wtedy40 kg przy wzroście 175 cm mężczyzna umiera. Bezpośrednim powodem jego zgonu było zapalenie płuc i mięśnia sercowego.

Historia Claudiu Crulica wyszłą na jaw dzięki serii reportaży Małgorzaty Nocuń, które ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego. Sprawa w Polsce przeszła bez większego echa, w Rumuni była skandalem który doprowadził do dymisji w rządzie. Na tej fali powstał film, animacja Anci Damian. -Historia przedstawiona w filmie Crulic – droga na drugą stronę jest bardzo uniwersalna – mówił PAP Arkadiusz Wojnarowski, polski  producent obrazu.

Historia w filmie Anci Damian jest opowieścią samego Claudiu, niejako zza grobu.  Zaczyna się od końca, czyli od sceny identyfikacji zwłok oraz podróży trumny z ciałem Claudiu do Rumunii. Jak podkreśla narrator, nigdy wcześniej nie podróżował tak luksusową limuzyną; ten prześmiewczy ton towarzyszy przez cały czas. Potem wraz z głównym bohaterem cofamy się w czasie. Crulic opowiada nam całą swoją historię od narodzin, po przyjazd do pracy w Polsce. Trudne życie, zwykłego faceta, który może popełnia drobne błędy, ale mimo wszystko stara się być w porządku.

Film jest niezwykle ciekawy od strony formalnej. Użyto w nim różnych technik animacji: rysunku, animacji lalkowej, wycinanki, zdjęcia Claudiu Crulica i jego rodziny, reklamy, fragmenty graffiti, oficjalne dokumenty, dziennik pisany w celu. Wszystko to daje wrażenie barwnego, groteskowego kolażu. W polskiej wersji filmu wykorzystano głosy znanych aktorów: sarkastyczną narrację zza grobu Crulica prowadzi Maciej Stuhr, z kolei „bardziej oficjalne” informacje przedstawia głos Andrzeja Olejnika.

Głównym przesłaniem filmu jest ukazanie bezradności człowieka w starciu z machiną systemu.- To mogło potencjalnie wydarzyć się wszędzie, w każdym kraju. Crulic… jest filmem o braku miłości. O człowieku, który nie został wysłuchany przez innych i który czuł się pozostawiony sam sobie. To opowieść o samotności jednostki wobec systemu - podkreślał producent filmu.

Film będzie można zobaczyć w kinach studyjnych od 1 grudnia, w Krakowie w kinach Mikro oraz Agrafka.

"Sześć osób odurzonych gazem zabrała karetka, kilkanaście innych, poturbowanych odeszło o własnych siłach. Tak zakończył się Marsz Pustych Garnków, który przeszedł przez centrum Gdańska pod hasłem “Solidarnie przeciwko podwyżkom czynszów”. Marsz odbywał się podczas wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Gdańsku.

Władze miasta, które w sobotę , o tej samej porze, brały udział w uroczystościach wmurowywania kamienia węgielnego pod budowę Europejskiego Centrum Solidarności, od protestujących mieszkańców odgrodziły się barierkami. Za nimi stała cała armia policji i straży miejskiej. Funkcjonariusze jednak nie zareagowali i stali w oddali z założonymi rękami, podczas gdy pracownicy firmy ochroniarskiej Taurus taranowali tarczami i metalowymi barierkami m.in. starsze kobiety stojące w pierwszym rzędzie. Mimo, że marsz był pokojowy, ochroniarze jego uczestników potraktowali gazem. Jedna z osób zemdlała."
Wczoraj popołudniu na ulicy Półwiejskiej poznańska Federacja Anarchistyczna zorganizowała protest przeciwko rozwojowi energetyki jądrowej pod hasłem: „Czarnobyl, Fukushima, Klempicz – elektrownie atomowe nie są i nie będą bezpieczne”. W akcji wzięło udział kilkadziesiąt osób i towarzyszyło jej duże zainteresowanie ze strony przechodniów i lokalnych mediów. Do protestu przyłączyła się poznańska samba oraz Jedzenie Zamiast Bomb rozdając wegański poczęstunek

We wcześniej wydanym oświadczeniu poznańska Federacja Anarchistyczna podkreślała, że elektrownie atomowej funkcjonujące nawet w krajach o zaawansowanej technologii, nie są bezpieczne, czego awaria w japońskiej Fukushimie jest najlepszym dowodem. Dziś faktyczne poparcie dla tego rodzaju rozwiązań jest nawet mniejsze niż w drugiej połowie lat 80. - po katastrofie w Czarnobylu. Na początku lat 90., po serii masowych i gwałtownych niekiedy protestach społecznych przeciwko energetyce j jądrowej (w tym przede wszystkim w Gdańsku, Poznaniu, Gorzowie i Wrocławiu), oraz przegranym w ówczesnym województwie gdańskim referendum, władze musiały wycofać się z planów budowy reaktorów w Żarnowcu, Klempiczu i Darłowie. 

Dziś, jak też przed świętami, protesty odbyły się w wielu innych miastach w Polsce w tym Gdańsku, Częstochowie, Warszawie,  Krakowie, Szczecinie, Łodzi. Trwa też seria dużym manifestacji na całym świecie. Wczoraj demonstrowało przeciwko energetyce jądrowej na granicy francusko-niemieckiej ponad 100 tys. osób. 

Poznańska Federacja Anarchistyczna będzie kontynuowała antyatomową kampanię m.in. poprzez akcje informacyjno-plakatowe
Jak podaje Polska Agencja Prasowa co najmniej 15 uczestników antyprezydenckiej demonstracji zostało zastrzelonych przez wojsko i policję w mieście Taiiz, w południowo-zachodnim Jemenie - poinformowała agencja AFP, powołując się na źródła szpitalne. Al Jazeera podaje, że rannych jest ponad 1600 osób.

Plakat poznańskiej Federacji Anarchistycznej dotyczący kontenerów wywołał zainteresowanie lokalnych mediów. Ale nie chodzi tu bynajmniej o kwestie dotyczące miejskiej polityki wysiedleń, sytuacji finansowej i mieszkaniowej najuboższych warstw poznańskiego społeczeństwa, ale o wykorzystania miejskiego „layoutu” oraz motywu z oświęcimskiej bramy. 

Z jednej strony władze miasta, odwołując się do prawa, grożą sądem, roszcząc sobie wyłączność do posługiwania się pewną symboliką, która w naszym odczuciu należy do wszystkich mieszkańców Poznania. Ale cóż, możemy porozmawiać na temat kontenerowych gett i granic wolności słowa na sali sądowej, skoro ona ma być, według władz, odpowiednim miejscem debaty. Wolelibyśmy salę Rady Miasta, ale o kontenerach na niej się nie rozmawia.

Z drugiej, nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni, podnosi się zasadność użycia „świętych” symboli. Nie czujemy się w żadnym wypadku winni z tytułu użycia oświęcimskiej stylistyki. Chcieliśmy zwrócić uwagę nie czym się totalitaryzm kończy, ale przede wszystkim jak się zaczyna – niesprawiedliwościami takimi jak budowa kontenerowych gett, pogardą dla najuboższych, lekceważeniem problemów socjalnych i ochroną interesów uprzywilejowanych. Nasz ruch, do którego się ideologicznie i historycznie odnosimy, jako pierwszy stawił czoła faszyzmowi i poniósł tego dotkliwe konsekwencje, doświadczając najbardziej brutalnych represji. Dla nas zagrożenie autorytaryzmem trwa. Widmo Oświęcimia nie zniknie na skutek słownych zapewnień, ale dzięki zdecydowanemu zerwaniu z pewnego typu praktyką społeczną – m.in. trzeba poniechać wysiedlania ludzi do kontenerowych gett. 

Nie mówcie nam, że zagrożenia autorytaryzmem nie ma, kiedy marszałkowie maszerują ramię w ramię z nacjonalistami, a jeszcze nie tak dawno szefowie publicznych mediów pozdrawiali nas faszystowskim gestem. Udowodnicie to rezygnując z realizacji autorytarnych projektów! Uwolnicie nas od widma, które Wasze pomysły ciągle przywołują!

Dziś  pod siedziba Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych (ZKZL) odbyła się pikieta przeciwko planowi budowy w Poznaniu osiedla kontenerów socjalnych. Do protestu wezwała Federacja Anarchistyczna s. Poznań i PKM OZZ „Inicjatywa Pracownicza”. Przybyło na nią ok. 50 osób. W pobliżu ZKZL zjawiło się kilka policyjnych i municypalny radiowozów. Protest był monitorowany, a od środka wejścia pilnowali funkcjonariusze policji po cywilnemu.

 

Działacze Federacji Anarchistyczne z Poznania, którzy biorą udział w blokowaniu eksmisji berlińskiego projektu mieszkalnego Liebig 14 donoszą, że dzisiejsza eksmisja niestety doszła do skutku.
Już w nocy okolica została zablokowana przez policjantów. W związku z blokadą skierowano do niej 2500 funkcjonariuszy. Również od wczesnych godzin rannych na dzielnicy zaczęły zbierać sie grupy osób mających na celu sabotaż eksmisji.

Zapowiadany na dziś „Marsz miliona” który miał odbyć się w Kairze zmienił się w marsz dwóch milionów, bo tyle ludzi zgromadziło się na centralnym placu miasta. Władze próbowały zapobiec demonstracji ustawiając blokady na drogach i unieruchamiając koleje. Doprowadziło to tylko do tego, że poza Kairem demonstracje odbywają się również w Suezie gdzie demonstruje 300 tys. osób, w  Aleksandrii (ok. 500 tys.), w Mahalli (250 tys.), w Mansurze (250 tys.) i w wielu innych miejscowościach. W sumie na ulice mogło wyjść nawet 4 mln mieszkańców Egiptu. Postulat wszystkich demonstracji jest jeden: zakończyć reżim Hossin Mubaraka


Liebig 14 to jeden z najdłużej działających niezależnych projektów mieszkaniowych, od ponad 20 lat będący zarówno przestrzenią dla kolektywnego życia jak i społecznej i politycznej organizacji. Po czteroletnim procesie prawnym właściciele w końcu dostali legalne pozwolenie na przeprowadzenie eksmisji domu. Liebig 14 został zajęty krótko po upadku muru, w opuszczonej dzielnicy Berlina Wschodniego. Próba jego eksmisji jest oznaką galopującego procesu gentryfikacji, który gwałtownie wypiera uboższych mieszkańców z centrum i rozdziera podstawową infrastrukturę miejską.

29 stycznia w Berlinie odbyła się demonstracja w obronie Liebig 14. Wzięło w niej udział ponad 3 tys. osób, w większości stanowiących czarny blok. W demonstracji uczestniczyła kilkunastoosobowa delegacja działaczy poznańskiego Rozbratu i Federacji Anarchistycznej. Marsz rozpoczął się o godz. 15:00 i zakończył przed Liebig 14 o godz. 18:30. Doszło do starć z policją. Przy Liebig zaatakowano i zniszczono odremontowane biuro. Na trasie demonstracji w droższych samochodach, które są traktowane w skłoterskich dzielnicach jako przejaw gentryfikacji, wybito szyby i porysowano je. Po szturmie na biuro policja wbiła się w tłum, zablokowała 4 ulice i wyłapała kilka osób. Po 30 min. sytuacja się uspokoiła, demonstracja dobiegła końca.

Już po zakończeniu protestu, po godzinie 19:00 policja nadal kontrolowała i przetrzymywała ludzi. cały czas zwiększała się ilość suk policyjnych w okolicy skłotu. Około 20 zatrzymanym udzielono wsparcia w postaci pikiety solidarnościowej przed posterunkiem policji. Po 21:40 na wolność wyszli pierwsi z wcześniej zatrzymanych demonstrantów.

Oficjalna eksmisja Liebig 14 planowana jest na środę rano.

Niech żyje wolna Tunezja! Precz z Mubarakiem! Rewolucja aż do zwycięstwa! - skandowały na ulicach Kairu tysiące mieszkańców Egiptu, domagając się odejścia rządzącego krajem prezydenta Hosniego Mubaraka. Podobne demonstracje odbyły się też na ulicach innych egipskich miast. Policja użyła przeciwko uczestnikom demonstracji armatek wodnych, broni palnej i gazu łzawiącego. Dwóch demonstrantów zginęło, policja podała informacje o śmierci jednego funkcjonariusza policji, który poniósł smierć w centrum Kairu.


Albania: Zamieszki w Tiranie

22 stycznia 2011 r. Dział: Świat

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, trzy osoby zginęły, a 39 odniosło obrażenia podczas trzygodzinnych antyrządowych demonstracji w stolicy Albanii - poinformował szef oddziału ratunkowego szpitala wojskowego w Tiranie.


19 stycznia w kilkunastu miastach Rosji zorganizowano akcje upamiętniające dwójkę antyfaszystowskich działaczy: dziennikarkę Nastię Baburową i adwokata Stanisława Markelowa, zamordowanych 2 lata temu przez neonazistów. Akcje były wpółorganizowane przez grupu anarchistyczne.

W Moskwie, na miejscu, gdzie zginęli aktywiści złożono kwiaty i zapalono znicze. W ramach antyfaszystowskiej akcji pamięci, Twerskim Bulwarem przemaszerowało też ponad 1000 osób, które po przejściu centrum miasta zgromadziły się na wiecu na placu Puszkina. Na początku akcji milicja zatrzymała ok 20 młodych zamaskowanych ludzi z szalikami klubu Spartak.

Powstanie w Tunezji

13 stycznia 2011 r. Dział: Świat
Od połowy grudnia w Tunezji, w związku z represyjną polityką władz, rosnącym bezrobociem i wzrostem cen żywności i kosztów utrzymania wybuchają coraz to nowe bunty społeczne i strajki, krwawo tłumione przez lokalny reżim. Do erupcji społecznego niezadowolenia doszło po samospaleniu dokonanym 18 grudnia w Sidi Bouzid przez zdesperowanego bezrobotnego – 26-letniego absolwenta uczelni. Mężczyzna usiłował zarabiać na życie sprzedając warzywa na ulicach, był jednak nieustannie nękany przez policję. Po zarekwirowaniu mu po raz kolejny wózka z towarem, w akcie protestu oblał się przed budynkiem rządowym łatwopalnym materiałem i podpalił. Jego samobójstwo (zmarł z powodu obrazeń 4 stycznia) wywołało w kilku miastach burzliwe protesty i demonstracje, w trakcie których doszło wielokrotnie do starć z policją i które były brutalnie pacyfikowane przez siły bezpieczeństwa. Aresztowania i represje oraz utrzymująca się cenzura mediów i interenetu nie powstrzymały jednak kolejnych buntów - organizowane sa kolejne demonstracje, ludzie stawiają na ulicach barykady, dochodzi do ataków na posterunki policji, siedziby agencji rządowych, sklepy i banki.

Jak informują brytyjskie Indymedia, 1 stycznia w Tel Awiwie około 200 osób wzięło udział w demonstracji w związku ze śmiercią 36 – letniej Palestynki, Jawaher Abu Rahmah, która zmarła rankiem na skutek zatrucia gazem użytym przez izraelskich żołnierzy. Izraelczycy użyli gazu do rozpędzenia protestu przeciwko murówi wzniesionemu w okolicach palestyńskiej miejscowości Bil’in, oddzielającemu jej mieszkańców od uprawianej przez nich ziemi. Demonstracje w Bil’in odbywają się w każdy piątek od roku 2005.

Ponad 100 tys. osób wyszło 16 grudnia na ulice Aten w proteście przeciwko antyspołecznym zmianom w kodeksie pracy, przegłosowanym w parlamencie pod dyktando Unii Europejskiej i MFW. Jedna z największych demonstracji ulicznych w stolicy Grecji w ostatnim czasie spotkała się z brutalną reakcją policji, doszło do starć w których protestujący użyli koktajli Mołotowa i gaśnic. Na ulicy Stadiou protestujący otoczyli byłego ministra konserwatywnego rządu, Kostisa Hatzidakisa, który został przez nich pobity.

Kraków: Happeningiem w VAT

16 grudnia 2010 r. Dział: Małopolskie

My, poddani najjaśniej nam panującej „Platformy Obywatelskiej” przykładnie  sami obcięliśmy sobie podniesiony VAT! Do radosnego obcinania zaprosiliśmy też mieszkańców Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa.

Do akcji włączył się sam premier Donald Tusk, który wielkimi nożycami pokazywał, że obcinanie wcale nie musi boleć. Rozdawaliśmy też pakowane bułki, już obcięte o nową stawkę vat, by symbolicznie pokazać, że nasze żołądki muszą skurczyć się tylko trochę. Uważamy, iż wielce właściwa jest polityka rządu, który w budżecie na rok 2011 zwraca uwagę na kwestie tak ważne dla interesu społecznego jak podniesienie ilości środków dla Sejmu i Senatu o jedyne 9%, zwiększenie budżetu kancelarii prezydenta RP Bronisława Komorowskiego czy wydanie bagatela kilku miliardów złotych na wojsko. Z radością weźmiemy na siebie ciężar podniesionego VAT-u i ograniczenia świadczeń socjalnych. Zaciśniemy pasa o jeszcze kilka dziurek!

14 grudnia 2010 r. o godzinie 9.00 komornik dokonał eksmisji domu państwa Ostrowskich w Nowej Soli. Eksmisji próbowało zapobiec ok. 20 działaczy Inicjatywy Pracowniczej i Federacji Anarchistycznej z Nowej Soli i Poznania, zostali jednak zaatakowani przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy prewencji policji, 6 osób trafiło na komisariat przy ul. Piłsudskiego. Komornik wchodził do domu przez, wczesniej wybite, okno. Około godziny 15.00 wszyscy zatrzymani zostali wypuszczeni, postawiono im zarzuty m.in. naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji i utrudniania wykonywania czynności służbowych. Część zatrzymanych była przez cały czas pobytu na komisariacie w zakutych kajdankach, wszystkim zabrano z portfeli pieniądze "na poczet kary". Najprawdopodobniej dzięki ogólnopolskiej akcji solidarnościowych telefonów i zainteresowaniu mediów, nie zatrzymano ich na dłużej.