Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start /
A+ R A-
15 maja 2012 | Dział: Wielkopolskie
Jak pisze na swoich stronach internetowa poznańska Gazeta Wyborcza na Pl. Wolności pojawił się oryginalny mural. Na nim premier Donald Tusk i lider PiS Jarosław Kaczyński grają razem w piłkarzyki. Jest to jednocześnie zapowiedź demonstracji, która odbędzie się w Poznaniu w dniu 10 czerwca. 

Gazeta pisze również, że mural wywołał ostrą reakcję szefa ZKZL Jarosława Pucka, który pojawienie się murala skomentował na swoim profilu na Facebooku. Pucek odgraża się: „Taką »sztukę « to bym pogonił osobiście, jak bym tylko był świadkiem »aktu tworzenia «. No dawno mnie tak nic nie wpieniło!”. Potem dodał: „Nie, nie wytrzymałem do jutra. Już wydano stosowne dyspozycje!” Czy z taką samą zaciętością komendant Pucek zwalcza też inne murale? Oczywiście nie. Estetyka jest polityką. Z drugiej strony - czyż istnieje dla artystów większa nagroda i statysfakcja niż wściekłość urzędnika pokroju Pucka? Oto jak władza doceniła Wasz wysiłek.

Dziennik zaważył też, że demonstrację poparło już kilkadziesiąt znanych postaci z polskiego życia publicznego i artystycznego. Między innymi muzyk i założyciel Brygady Kryzys Robert Brylewski, reżyser teatralny Bartek Frąckowiak, bard Jacek Kleyff, poeci Marcin Cecko, Edward Pasewicz i Szczepan Kopyt (poznaniak nominowany do ostatniej edycji Paszportów "Polityki"), redaktor naczelny "Przekroju" Roman Kurkiewicz, malarz Wilhelm Sasnal, filozof i poeta Kamil Sipowicz, animatorka kultury Bogna Świątkowska, artyści Joanna Rajkowska, Zbigniew Libera i Krzysztof Wodiczko, grupy teatralne Komuna Warszawa i Teatr Ósmego Dnia oraz twórca "Solidarności Walczącej" Kornel Morawiecki.

TUTAJ komentarz autorów.
29 kwietnia 2012 | Dział: Wielkopolskie
28 kwietnia przyjechał do Poznania puchar - nagroda Euro 2012. Uroczystości jego powitania zaczęły się w ratuszu o godz. 12. Skorzystaliśmy z tego, by przemówić innym głosem i przedstawić licznie zgromadzonym poznaniakom alternatywny puchar „igrzysk bez chleba”. Sztab „POZnań know how” zadbał o oprawę banalnego wydarzenia jakim jest prezentacja pucharu. Każda okazja jest dobra do propagandy sukcesu i wyciągnięcia dodatkowych pieniędzy z naszego budżetu. Zaproszono na tę imprezę licznych celebrytów oraz tych, którzy aspirują do tego grona (np. ojca Górę).

Jakie spustoszenie w społeczności to tworzy, mięliśmy okazje widzieć i usłyszeć. Kobieta z grupą dzieci na widok transparentu:
- Do roboty byście się wzięli.
- No my pracujemy, z tym że dziś sobota, a pani ma pracę?
- Nie, ale zasłaniacie i zakłócacie nam tu imprezę. Idźcie sobie gdzie indziej…
- Ale ta impreza jest za nasze pieniądze, więc to moment by powiedzieć coś więcej.
- Nienawidzę was, straszycie dzieci (dwójka 3-4 latków).
- Pani dzieci powinny się bać prezydenta i tych którzy tu się dobrze bawią. Pani płaci za tę imprezę i pani dzieci też, każdy na głowę po kilka tysięcy złotych. Zatem kto zasłania pani prawdę, my czy prezydent miasta?

W tej atmosferze pojawiło się w tym samym tłumie wielu, którzy wyrażać zaczęło nieprzychylne opinie o sytuacji politycznej i ekonomicznej w mieście. Nawet jeden z koordynatorów obsługi "wydarzenia" przyznał nam rację, z zastrzeżeniem, że to nie czas na protesty. Na pytanie, jak i kiedy protestować przeciw rozkradaniu naszych pieniędzy, dowiedzieliśmy się, że "na samym początku". Niestety kiedy to robiliśmy, nie zauważyliśmy go wśród nas.

Kiedy skończyła się sesja zdjęciowa prezydenta z pucharem w ratuszu, puchar wyniesiono i zamontowano za szybą na specjalnie przygotowanym samochodzie. Korzystając z okazji prosiliśmy, by znani ludzie pozowali do zdjęć z naszym pucharem „figa z makiem”. Symbolem nadchodzących po Euro czasów. Nie wszyscy dali się przekonać. Główny międzynarodowy gracz, najbogatszy Polak, Jan Kulczyk, uciekł pierwszy w obstawie kilku ochroniarzy.

Na akcji próbowaliśmy też zlicytować choć kawałek murawy. Nie było jednak chętnych Poznaniaków na łatanie budżetu. Tymczasem na ostatnie przed Euro wyczyszczenie kopuły stadionu i wymianę trawy (po raz któryś z rzędu od trzech lat) władze miasta zapłacą, tfu… my mieszkańcy zapłacimy - prawie 1,5 miliona złotych.

W pobliżu czuwała policja w pełnym, zakupionym zapewnie specjalnie na Euro, rynsztunku. Nie interweniowała. Ponoć na prośbę organizatorów. Żeby nie było awantury jak z kibicami. Szkoda. Dopełniłoby to obrazu imprezy. Jak futbol to futbol.

Więcej / Zdjęcia
13 kwietnia 2012 | Dział: Wielkopolskie
Dziś w samo południe zaplanowano w Zespole Szkół Gimnazjalno-Licealnych nr 33 otwarcie nowopowstałego obiektu sportowego tzw. „Orlika”. Na uroczystości zjawił się prezydent miasta Ryszard Grobelny w otoczeniu urzędników i radnych, przede wszystkim z własnego ugrupowania (PRO) oraz licznych mediów. Pojawiło się także kilkoro przedstawicieli Federacji Anarchistycznej, którzy zaczęli swój protest zaraz po przybyciu prezydenta.

Rozwinięto transparent z hasłem: ”Grobelny do kontenera”, wznoszono antyprezydenckie okrzyki. Na protestujących rzuciło się kilkoro organizatorów imprezy, próbując wyrwać transparent i zmusić aktywistów/aktywistki do opuszczenia terenu szkoły. Doszło do wymiany zdań i szarpaniny. Protestujący nie ustępowali, rozdano oświadczenia mediom. Pojawił się też wyższy rangą oficer miejscowej policji, który wezwał posiłki. Kiedy po 10 minutach protestujący postanowili zakończyć akcję, policjant z niecierpliwiony ciągle nalegał na „centrale” aby przesłała radiowozy: Posiłki pojawiły się jednak za późno, dodatkowo protest był całkowicie – w świetle polskiego prawa – legalny i uzasadniony.

Dziś wiemy, że to mieszkańcy miast zapłacą za „igrzyska”, jakimi są Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej (Euro 2012). Poznań, jak i inne miasta, które inwestowały w turniej stanęły faktycznie na skraju bankructwa. Zadłużenie w związku z kosztami organizacji Euro 2012 sięga miliardów złotych. Na wydatki związane z Euro lekką ręką przeznaczono ok. 96 mld zł. Za sumę wydaną na poznański stadion, czyli 750 mln złotych, można by w ciągu następnych 10 lat opłacać ponad 6 tys. miejsc w żłobkach publicznych lub wybudować 5 tysięcy nowych mieszkań komunalnych.

Próbuje się jednocześnie zakamuflować nieracjonalne z punktu widzenia finansów publicznych wydatki na komercyjny sport, urządzając medialny show w scenariusz, który wpisują się imprezy wokół budowy i oddawania do użytku boisk dla młodzieży - „Orlików”. Tej samej młodzieży, których rodzicom obecna polityka władz grozi bezrobociem, eksmisjami i wysiedlenia do kontenerowych osiedli.  Otwiera się boiska dla młodzieży jednocześnie „z oszczędności” zamyka się masowo szkoły i każe się uczniom i nauczycielom pracować w przepełnionych klasach. „Algorytm Grobelnego” stosuje się w przypadku edukacji, opieki zdrowotnej i socjalnej, rynku pracy, ale nie sportu, zwłaszcza w jego skomercjalizowanym wydaniu.

Poznań realizuje zadania z zakresu zapewnienia lokali socjalnych na poziomie 1-2 proc. rocznie. Ludzi eksmituje się do hoteli robotniczych, lub kontenerowych osiedli – co zapowiadają urzędnicy Grobelnego. Jednocześnie odrzucono zaproponowany przez stronę społeczną dialog w sprawie polityki społeczno-mieszkaniowej (tzw. „okrągły stół mieszkaniowy”). Nic nie pozostaje jak podjąć protest w jego tradycyjnej i jednoczesnej najbardziej dobitnej formie.
31 marca 2012 | Dział: Wielkopolskie
Kolejna akcja anarchistów z manuFAktury. Tym razem w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego pojawiły się na przystankach MPK plakaty. Na stronie manuFAktury natomiast ukazał się rymowany komentarz. Z pewnością dedykowany członkom rządu i Platformy Obywatelskiej.

                                                                                             EMERYCI I RENCIŚCI

Popierajcie partię (PO) czynem
Umierajcie przed terminem
Komu zdrowie dopisuje
Niech na śmierć się zaharuje 

Niedowidzi? Niedosłyszy?
Kości trzeszczą? Wolne żarty
Nasza sprawna służba zdrowia
Komu trzeba życia doda 

Choć na karku siódma dycha
Choć nam senior ledwo dycha 
Dalej pięknie młotem kuje
Dzielnie węgiel nam fedruje

Oraz stacją (PKP) zawiaduje
Lub bez pracy ćwiczy posty
Bo to sposób bardzo prosty
Aby przeżyć lata stare

I dokończyć żywot dumnie
W neoliberalnej trumnie
emerytury_67_2
27 lutego 2012 | Dział: Wielkopolskie
W sobotę, 25 lutego po ulicach Poznania jeździł niecodzienny autobus. Happening autobusowy „Drugie Oblicze Poznania”, zabrał pasażerów do miejsc, które dla wielu mieszkańców jest jedynym obliczem i szarą codziennością…  Niestety nie wszyscy zainteresowani mieli możliwość wejścia na pokład. Liczba zgłoszeń znacznie przekroczyła oczekiwania organizatorów. Do wzięcia udziału zgłosiło się ponad 90 osób… W związku z tak dużym zainteresowaniem organizatorzy przewidują kolejne działania. Organizatorem była Grupa Inicjatywna Drugie Oblicze Poznania, skupiająca artystów, naukowców, oraz organizacje pozarządowe, w skład której weszli między innymi Rafał Jakubowicz, Mikołaj Irański, Monika Bobako, Andrzej W. Nowak, Dorota Grobelna, Renata Klin, Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, Federacja Anarchistyczna s. Poznań oraz przedstawiciele Kolektywu Rozbrat.

Happeningu nie można na pewno zaliczyć do zabawnych, bowiem wielu uczestników było zdegustowanych, patrząc na efekty antyspołecznej polityki władz. Przed zbliżającym się Euro władze Poznania usilnie próbują ukazać miasto jako cud gospodarności, w którym wszystkim żyje się najlepiej. Kreacja ta ma więcej wspólnego z przysłowiowym „malowaniem trawników” niż z realną, choćby próbą zmian.

Odwiedziliśmy miejsca, których nie da się „schować” czy „pomalować” przed Euro, pomijane oraz celowo zapominane przez urzędników i specjalistów kreowania pozytywnego wizerunku, w mieście Poznań – które w końcu „wie jak”…generować problemy społeczne.

O zapomnieniu jednak trudno mówić, choćby w przypadku mieszkańców kamienicy przy ulicy Piaskowej, który zwyczajnie nie dali o sobie zapomnieć organizując uliczne demonstracje i nagłaśniając swoją trudną sytuację. Nowy dość tajemniczy właściciel kamienicy starał się „wykurzyć” ich ze swojej „świętej własności” organizując pseudo remonty, które faktycznie służyły jako pretekst do niezapowiadanego wyłączania większości mediów. Codziennością było zastraszanie za pośrednictwem osiłków udających nowych „administratorów”, wymontowywanie drzwi, okien i dachu. Lokatorzy jednak nie dali się zastraszyć i nadal walczą o swoje prawa. Powołali wspólnie z innymi zainteresowanymi Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów przekonując się na własnej skórze, że zapewnienia Ryszarda Grobelnego o pomocy ze strony miasta to tylko polityczna „paplanina” wymuszona ich ulicznymi protestami.

O braku woli realnej pomocy ze strony miasta dla pewnej grupy mieszkańców najlepiej świadczy projekt budowy kontenerowego getta na ulicy Średzkiej. W jego sprawie prezydent Poznania właściwie nie sili się nawet na wypowiedzi. Do obrony i realizacji tego skandalicznego projektu ma lojalnego urzędnika – dyrektora ZKZL Jarosława Pucka. Organizatorzy „zwiedzania” drugiego oblicza Poznania, postanowili więc na ulicy Średzkiej choćby symbolicznie przywołać Ryszarda Grobelnego do wzięcia politycznej odpowiedzialności za nieudolny projekt blaszanego barakowiska. W happeningowej formie przedstawiono więc uroczyste otwarcie osiedla kontenerów „socjalnych”, było powitanie chlebem i solą, przecięcie wstęgi i przemówienie – przemówienie dość bełkotliwe w którym jedynie słowa o „nienawiści do biednych” były wyraźnie słyszalne. Nie sposób bowiem inaczej niż nienawiścią tłumaczyć pomysł zamykania ludzi w metalowych puszkach. Potwierdzeniem tego, że są to jedynie blaszane baraki jest choćby fakt, że nadzór budowlany nie dokonał ich odbioru, zauważając oczywisty fakt, iż nie nadają się do zamieszkania dla ludzi. Ludzi których według słów pana Pucka dalszy los zupełnie nie obchodzi, ludzi którzy na ukrytej przed wzrokiem przypadkowych przechodniów zaniedbanej ulicy Średzkiej mają popaść w zapomnienie. Warto też wspomnieć, że nasz „Pan Dyrektor” do zsyłki wytypował chorych i niepełnosprawnych, co ostatnio ujawiła kontrola pracowników MOPR…

Jak łatwo zauważyć każda kolejna lokalizacja na trasie „zwiedzania” drugiego oblicza Poznania, ma pewne cechy wspólne, to miejsca zlokalizowane gdzieś w pobliżu kolejowych torów, gdzie jedynym przejawem aktywności są sprawnie funkcjonujące skupy złomu, obok najczęściej już zamkniętych podniszczonych budynków magazynowych.

W podobnym krajobrazie znajduje się hotel robotniczy, który miasto wybrało jako punkt „zsyłki” eksmitowanych lokatorów. Umowy już podpisane, a kolejne masowe zsyłki już w marcu! Choć budynek nie straszy zniszczoną fasadą, to wystarczająco zniszczony jest okoliczny krajobraz. Znaczne oddalenie od centrum, jeden autobus. Hotelik opłacony na tydzień. Wprost idealne warunki dla prawidłowej egzystencji. W pobliżu duży drogowskaz  znacząco wskazuje kierunek gdzie znajduje się Ośrodek dla Bezdomnych.

Na granicy bezdomności jeszcze niedawno żyli ludzie w obecnie opuszczonych barakach na Starołęce. Trafiali tutaj najczęściej eksmitowani przez prywatnych właścicieli. Egzystowali całymi rodzinami w lokalach które rozsypywały się na ich oczach. Urzędnicy miejscy jak zwykle w takich sytuacjach potrafili reagować jedynie znacząco rozkładając ręce. Kolejna kategoria ludzi, o których najłatwiej po prostu zapomnieć i których najprościej nie zauważać.

Osoby, których dotyka taka urzędnicza obojętność, muszą liczyć na własne siły.  Zdesperowani i pozbawieni wsparcia zajęli część baraków przy ulicy Opolskiej. Nie czekając na programy rewitalizacji, sami za własne pieniądze zrewitalizowali niegdyś domy i zapewnili sobie dach nad głowa, wyręczając w tym miasto. Mimo niewielkich środków finansowych łatwiej wyremontować zrujnowane lokum w baraku niż liczyć na pomoc „miasta know-how”.

Ostatecznie bowiem klasa polityczno-urzędniczych aparatczyków usadowiona wygodnie w odnowionej kamienicy na ulicy Matejki – siedzibie Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, potrafi jedynie naliczać horrendalne czynsze. Zgodnie z treścią banera zawieszonego przez uczestników wyprawy skrót ZKZL należy odczytywać jako – Zasadniczo Kiwamy Zdezorientowanych Lokatorów.

Za „panowania” Ryszarda Grobelnego miasto popada nie tylko w coraz większe zadłużenie, ale też wydaje się być na trwałe pozbawione woli rozwiązywania problemów mieszkaniowych i egzystencjalnych pewnej grupy mieszkańców. Drugie Oblicze Poznania tak właściwie jest Prawdziwym Obliczem Poznania…

Inne relacje: GW | poznan.naszemiasto.pl
03 lutego 2012 | Dział: Wielkopolskie
Mimo kilkunastostopniowego mrozu, prawie 1 tys. osób przeszło dziś w kolejnym proteście przeciwko podpisaniu przez polski rząd porozumienia ACTA. Demonstracja rozpoczęła się na pętli na Ogrodach i przeszła ulicą Dąbrowskiego na pl. Wolności. Demonstranci wznosili min. hasła „Nie dla ACTA”, „Stop cenzurze”, „Internet dla ludzi nie dla korporacji”, „Wuchta wiary przeciw ACTA”, które stało się już oficjalnym hasłem protestów w Poznaniu oraz okrzyki antyrządowe.  Całą drogę do okrzyków zagrzewała Samba Rytmy Oporu.

Po dotarciu na plac Wolności wygłoszone zostały przemówienia w których podkreślano, że porozumienie ACTA nie dotyczy jedynie kwestii Internetu, ale także tańszych zamienników leków, części samochodowych oraz ubrań. Mówiono również o tym, że ACTA jest jedynie jednym z przejawów nasilającej się kontroli nad społeczeństwem, w ostatnich latach uchwalono szereg ustaw, które ograniczają naszą wolność, na ulicach pojawia się coraz więcej kamer i policji, na stadionach trenuje się represje, które potem przenoszone są na ulice.

Potwierdzeniem tych słów było skandaliczne zachowanie policji, która w trakcie protestu próbowała prowokować demonstrantów, mimo że demonstracja przebiegała w spokoju legitymowano i zastraszano zebrane osoby. Policja zatrzymywała ludzi również po zakończeniu protestu, próbowano również wylegitymować kilkudziesięcioosobową grupę działaczy Federacji Anarchistycznej. W obawie przed atakiem na siedzibę Platformy Obywatelskiej, była ona obstawiona oddziałem prewencji, a w pogotowiu czekała armatka wodna.

Protest nie był organizowany przez organizację polityczną, dzięki czemu udało się uniknąć promowania na nim partii i inicjatyw, które próbowały podczas poprzedniej akcji wykorzystać ją do własnych celów.
25 stycznia 2012 | Dział: Wielkopolskie
Około 500-600 osób zebrało się dziś na ul. Półwiejskiej, żeby zaprotestować przeciwko podpisywaniu przez polskie władze porozumienia ACTA. Ma ono w teorii chronić prawa autorskie, jednak pod tym, jak zawsze, niewinnym płaszczykiem kryje się ograniczanie wolności działań w sieci, oraz  jej faktyczna cenzura. Kraje, które podpiszą traktat ACTA będą musiały wdrożyć prawa dotyczące inwigilacji swoich obywateli włącznie z odłączaniem dostępu od Internetu i podejmowania środków karnych tylko na podstawie oskarżenia o naruszenie praw autorskich. ACTA ma przenieść odpowiedzialność za działania użytkowników Internetu na dostawców Internetu. By nie być posądzeni o ułatwianie łamania praw autorskich zmuszeni będą oni śledzić działania swoich użytkowników aby w razie potrzeby móc wychwycić te nielegalne. Dostawcy staną się więc prywatną policją, prokuraturą i sądem w jednym!

Oburzenie wywołuje również fakt, że prace wokół podpisania ACTA i przystąpienia do porozumienia do ostatniej chwili były ukrywane przed opinią publiczną. Polski rząd poinformował o tym w zeszły czwartek, mimo że prace trwały co najmniej od połowy zeszłego roku. Negatywnie o podpisaniu ACTA wypowiedział się również Generalny Inspektor Danych Osobowych, którego wątpliwości wzbudził zapis o przekazywaniu danych osobowych komercyjnym instytucjom.

Mimo mroźnej aury protest przebiegał w bardzo gorącej atmosferze, z przenośnych głośników puszczana była muzyka  i wygłaszane przemówienia.  Wielu demonstrantów miało maski Guya Fawkesa, które stały się symbolem międzynarodowego ruchu oporu przeciwko władzy korporacji.  Około 18.20 odpalono race i demonstranci wyruszyli w kierunku Starego Rynku. Cały czas wznoszone były okrzyki „ACTA Stop!”, „Internet dla ludzi, nie dla korporacji”, w stosunku do stanowiska rządu „Oni nas nie reprezentują”, „Nie dla cenzury i inwigilacji”. Na przedzie niesiono duży transparent „ACTA Stop! Przeciwko cenzurze w sieci i inwigilacji”. Demonstracja przemieściła się ulicą Półwiejską, Podgórną i Wrocławską. Ostatnie kilkadziesiąt metrów do Ratusza, demonstranci przebiegli, czym wywołali spore zamieszanie na Starym Rynku.

Po kolejnych przemówieniach, demonstranci zostawili na schodach Ratusza klawiaturę i „laskę dynamitu”, jak stwierdził jeden z demonstrujących  „zarówno jednym, jak i drugim można obalić rząd, niech jutro demonstranci zdecydują co wykorzystać” nawiązując tym do faktu, że w czwartek ze Starego Rynku rusza kolejny protest przeciwko ACTA. Będzie już wówczas wiadomo czy rząd ostatecznie podpisał protokół. Żeby zaczął on obowiązywać musi go jeszcze ratyfikować sejm.

Demonstracja mimo, że nie była zgłoszona w urzędzie (rząd nie dał na to czasu) przebiegła spokojnie, przez większość czasu policja nie prowokowała protestujących, dopiero po zakończeniu protestu kilku funkcjonariuszy próbowało wylegitymować nielicznych pozostałych demonstrantów, doszło do sprzeczki, policjanci schronili się w radiowozie, który został zablokowany. Demonstranci zarządali, aby prowokatorzy okazali swoje numery służbowe. Sytuację załagodził wyższy rangą funkcjonariusz, który okazał swoją legitymację.

Dzisiejsza demonstracja była częścią ogólnopolskiej mobilizacji, wczoraj około 4 tys. osób demonstrowało w Warszawie, dziś manifestacje odbyły się w kolejnych kilkudziesięciu miastach, brało w nich udział od kilkuset do kilkunastu tysięcy osób. W Kielcach doszło do starć z policja, po tym jak demonstrujący zablokowali jedną z głównych ulic.

Dziękujemy wszystkim za przybycie i zapraszamy jutro na godz. 17.00 na Stary Rynek. Walka trwa!

FOTORELACJA

09 stycznia 2012 | Dział: Wielkopolskie
W minionym roku większość działań poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej skupiona była na kwestiach związanych z problemami lokatorskimi, w tym szczególnie miejskim projektem budowy getta kontenerowego oraz aktywizacją lokatorów w ich walce o swoje prawa. O tej części naszej aktywności pisaliśmy już w osobnym tekście.

Prawa pracownicze

Uczestnicy Federacji Anarchistycznej wspierali również działania Poznańskiej Komisji Międzyzakładowej OZZ Inicjatywa Pracownicza (czytaj Podsumowanie działań OZZ IP). Braliśmy udział w akcji upamiętniającej pomordowanych - 26 kwietnia 1920 - kolejarzy w trakcie trwających wówczas robotniczych protestów. Anarchiści byli też obecni w trakcie obchodów kolejnej 55 rocznicy wydarzeń Poznańskiego Czerwca 56, pamiętając przy ich okazji o aktualnej trudnej sytuacji pracowników HCP i nie pozwalając na to by w ramach swoistej „polityki historycznej” zapominano o dniu dzisiejszym. Wspieraliśmy działania informacyjnie odnośnie umów śmieciowych i pracy czasowej, akcje przeciwko drożyźnie i podwyżkom (1,2) oraz działania w obronie pracowników poznańskiego ZOO Centrum i  toruńskiego Plaza Centrers. Zaangażowaliśmy się również w działania przeciwko podwyżkom cen żłobków, wchodząc w skład tzw. Porozumienia Żłobkowego (3, 4 )

Aktywność społeczno-polityczna

Istotnym elementem naszych działań było wyrażenie sprzeciwu wobec pomysłu budowy elektrowni atomowej w Polsce. Doskonałym pretekstem była kwietniowa rocznica katastrofy w Czarnobylu kiedy to zarówno na świecie jak i w wielu innych polskich miastach przeciwnicy drogiej i niebezpiecznej technologii atomowej wyrażali swój sprzeciw. Szczególnego znaczenia ubiegłoroczne protesty nabrały, wobec awarii po trzęsieniu ziemi w Japonii, które skutkowało m.in. awarią reaktora elektrowni w Fukushimie.
Przy okazji wyborów parlamentarnych, poprzez różnego typu akcje plakatowe namawialiśmy do ich bojkotu (5, 6)
Nie zapomnieliśmy też „uczcić” piątej rocznicy stacjonowania myśliwców F-16 w bazie w Krzesinach, co jak często w przypadku naszych działań – zobacz raport ACK- spotkało się z reakcją policji, dbającej jak zawsze o wolność do zgromadzeń i wolność słowa.
Uczciliśmy ofiary stanu wojennego, sprzeciwiając się jednocześnie instrumentalnemu wykorzystywaniu rocznicy 13 grudnia przez zwolenników prawicowych dyktatur
Reagowaliśmy również na działania mające miejsce w innych miastach. Taki charakter miała chociażby pikieta pod siedzibą Platformy Obywatelskiej po tym jak w Gdańsku - rządzonym przez członka PO prezydenta Pawła Adamowicza – straż miejska i policja rozbiła protest lokatorski tzw. „Marszu pustych garnków”, a w Katowicach policja starała się za wszelką cenę uniemożliwić protest przeciwko Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu. Uczestniczyliśmy również kolejnym, sierpniowym, gdańskim „Marszu pustych garnków” oraz konferencji pt. „O mieszkanie i godną pracę”. Wspieraliśmy także protest przeciwko wydobyciu gazu łupkowego i blokadę marszu skrajnej prawicy 11 listopada w Warszawie.

Międzynarodowo

Staraliśmy się reagować także na wydarzenia polityczne na świecie. Jeszcze w styczniu uczciliśmy protestem pod Konsulatem Federacji Rosyjskiej drugą rocznice śmierci, dwojga rosyjskich antyfaszystów - Stanisława Markielowa i Anastazji Baburowoj . O sytuacji rosyjskich anarchistów i antyfaszystów staraliśmy się też informować poprzez witrynę rozbrat.org.
Informowaliśmy o przebiegu obrony berlińskiego skłotu Liebig 14 (7, 8), protestach Anty-NATO w Belgradzie czy represjach wobec aktywistów ruchu proanimalistycznego (9, 10)

Spotkania i dyskusje

Po za regularnymi, otwartymi wtorkowymi spotkaniami FA, częścią działań sekcji było też organizowanie spotkań informacyjnych i dyskusyjnych  w Klubie Anarchistycznym. W mijającym roku można było więc spotkać się i porozmawiać o sytuacji nielegalnych imigrantów, z przedstawicielami Radykalnej Akcji Solidarnej , zapoznać się z problematykom polityki państwa Izrael względem Palestyńczyków, związkowcami hiszpańskiego związku zawodowego SAT czy dowiedzieć się o bieżącej sytuacji na Białorusi – dzięki obecności na Rozbracie, anarchisty Stasa Poczobuta (brata znanego opozycyjnego dziennikarza Andrzeja Poczobuta). To właśnie obecności Stasa zawdzięczamy zapoczątkowanie akcji solidarnościowej z tróją białoruskich anarchistów - Igora Gliniewicza, Mikołaja Dziedoka i Aleksandra Frankiewicza. Częścią tej akcji było wydanie bezpłatnych pocztówek i akcja wysyłania ich do więźniów. Ten drobny gest solidarności z uwięzionymi, oraz akcje informacyjne i zbieranie podpisów pod petycją domagającej się ich uwolnienia, ma stanowić sygnał dla reżimowych władz (w tym administracji więziennej), że o przebywających za kratami nadal pamiętają ludzie po drugiej stronie. Zastanawiające jest, że nawet tak wydawać się mogło mało kontrowersyjna akcja wzbudziła odrobinę zamieszania na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu im.A.Mickiewicza. Całą dość gombrowiczowską sytuację udało się wyjaśnić z władzami uniwersytetu zapewne jednak skłoni nas ona do większej aktywności w murach poznańskich uczelni.
Wspieraliśmy także działania i wydarzenia kulturalne na skłocie Rozbrat

Internet

Nasze środowisko zaangażowane jest również w szereg projektów internetowych. Najpoważniejszym z nich jest oczywiście witryna rozbrat.org, której głównym celem miało być informowanie o inicjatywach okołorozbratowych, ale w toku rozwoju stała się również platformą dyskusji o ruchu wolnościowym, miejscem publikacji prac teoretycznych i oczywiście aktualnej publicystyki społeczno-politycznej.
W roku 2011 na stronie ukazało się ponad 350 tekstów i artykułów (w większości autorskich, publikowanych po raz pierwszy), odwiedzono ją w tym czasie około 500 tysięcy razy.
Pod koniec października, na lokalnym portalu epoznan.pl utworzony został również blog rozbrat.epoznan.pl na którym zamieszczane są informacje i publicystyka dotycząca kwestii poznańskich. Blog bardzo szybko stał się jednym z najpopularniejszych na portalu i na dziś zajmuje pierwsze miejsce pod względem ilości czytelników.
Oprócz witryn lokalnych środowisko rozbratowe zaangażowane jest w redakcję i współtworzenie stron Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza (w Poznaniu znajduje się redakcja witryny internetowej i biuletynu związkowego) , Anarchistycznego Czarnego Krzyża, Federacji Anarchistycznej, Przeglądu Anarchistycznego oraz polskiej Antify.

Działalność wydawnicza

Pod koniec 2010 r.  nakładem Oficyny Wydawniczej Bractwa Trojka ukazała się książka autorstwa Adriana Sekury „Rewolucyjni mściciele – śmierć z browningiem w ręku”. Jest to kolejna pozycja, opublikowana w ramach Serii Historycznej, opisująca działania łódzkiej grupy anarchistycznych terrorystów, która istniała w latach 1910-14. Książka powstała dzięki przeprowadzeniu przez autora dogłębnych prac badawczych w archiwach (m.in. analizował on raporty rosyjskiej Ochrany), tym samym jest to praca przyczynkarska, ujawniająca dotychczas zupełnie nieznane fakty z historii polskiego anarchizmu.

Równocześnie pod koniec 2010 r. w ramach serii Teorie Oporu Oficyna Wydawnicza Bractwa Trojka opublikowała książkę Pun Ngai “Pracownice chińskich fabryk”. Autorka opisuje w niej swoje doświadczenia jako pracownicy fabryki w specjalnej strefie ekonomicznej. Książka jest studium powstawania kapitalizmu w Chinach, szczegółowo opisuje wielopłaszczyznowe stosunki występujące pomiędzy “zacofaną” wsią a “nowoczesnymi” fabrykami. To analiza procesu wytwarzania klasy robotniczej, jak również potencjalnych źródeł jej siły w walce z narzuceniem przez kapitalizm dominacji za pomocą wyczerpującego reżimu pracy.

W kwietniu 2011 r. został opublikowany 12 nr “Przeglądu Anarchistycznego”. Tym razem najobszerniejsze działy podejmują problematykę zastosowania technologii przez władzę jak i nowych strategii kapitalistycznych, zmierzających do przełamania obecnego kryzysu za pomocą tzw. ekologicznych źródeł energii. Do niniejszego numeru została dołączona płyta z nagraniami filmów wykonanych przez osoby współpracujące z magazynem: “Strajk matek” – reportaż z działań matek walczących z władzami Wałbrzycha m.in. na drodze zajmowania pustostanów, “Burżuazja wraca do centrum” – dokument poruszający problematykę wysiedlania z centrów polskich miast ich dotychczasowych mieszkańców i rozwoju ruchu lokatorskiego, “Wspólne gniazdo” – dokument ujawniający warunki pracy w strefie przemysłowej pod Delhi w Indiach, “Dylematy anarchisty” – archiwalny wywiad z Rafałem Górskim, działaczem anarchistycznym z Krakowa, współpracownikiem “Przeglądu Anarchistycznego”, który zmarł w 2010 r.

Kwiecień to także miesiąc w którym staraniami Wydawnictwa Trojka, OZZ IP i przy wsparciu Rewolucyjnych Mścieli/ek ukazał się bezpłatny komiks „Praca, wspólnota, polityka, walka”. Jest on jest tłumaczeniem wydawnictwa grupy prole.info. W wersji papierowej można otrzymać go na Rozbracie, oraz poprzez zakładowe i środowiskowe komisje Inicjatywy Pracowniczej.

W maju Oficyna Wydawnicza Bractwa Trojka opublikowała kolejną pozycję z serii Anarchizm Idee Praktyka pod tytułem “Gentryfikacja – lokatorzy w ogniu wojny socjalnej”. To zbiór esejów poświęconych walkom lokatorskim, których autorką jest Veronika Sinewali. Surowy styl w jakim zostały napisane teksty sprawia, iż mają one charakter bardziej interwencyjny niż opisowy. Powstały one bowiem w toku działań prowadzonych przez mieszkańców Berlińskiej dzielnicy Kreuzberg.

W sierpniu w ramach serii Teorie Oporu Oficyna Wydawnicza Bractwa Trojka opublikowała książkę Harrego Cleavera “Polityczne czytanie ‘Kapitału’”.
Jej autor jest twórcą pojęcia marksizm autonomistyczny, odnoszącego się do tych nurtów w ramach ruchu robotniczego, które podkreślają znaczenie walk toczonych niezależnie od formalnych instytucji robotniczych, gospodarczych oraz politycznych istniejących w państwach kapitalistycznych. Cleaver we wprowadzeniu do książki wyjaśnia na czym polega polityczna interpretacja “Kapitału”, a następnie dokonuje politycznej interpretacji 1 rozdziału dzieła Marksa. Według autora wszelkie pojęcia przedstawione w tym rozdziale, należy interpretować w kontekście walki klas, odnosząc je tym samym do realiów bieżących walk toczonych przez robotników.

W grudniu ukazał się 13 numer “Przeglądu Anarchistycznego”, którego znaczna część porusza kwestie edukacji. Poza tym zawiera on dział poświęcony twórcom, podejmującym problem praktyki społecznej w działaniach artystycznych. Natomiast dział “Formy uwięzienia” analizuje konkretne formy funkcjonowania polskiego systemu penitencjarnego, jak i formy artystyczne powstałe w wyniku refleksji nad instytucją więzienia. Poza uniwersytetami, galeriami i więzieniami niniejszy numer “Przeglądu” porusza problematykę związaną z piłką nożną, ruchem kibicowskim i politycznym znaczeniem zbliżających się Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej.
04 stycznia 2012 | Dział: Wielkopolskie

Mijający rok 2011w kontekście poznańskich działań lokatorskich oceniamy dwojako.

Z jednej strony bowiem, był to rok przełomowy, głównie ze względu na nawiązanie współpracy z mieszkańcami Poznania. Coraz większa część społeczności miasta zaczęła bezpośrednio odczuwać wzrastające skutki kryzysu związane z antyspołeczną polityką władzy oraz brakiem realnego wpływu na zarządzanie budżetem.

Władze miasta, wolały ponosić olbrzymie koszta budowy stadionu, i promocji Euro 2012 niż zająć się realnymi problemami mieszkańców. Rozpoczęto także program masowych eksmisji, a zamiast mieszkań socjalnych postawiono getto kontenerowe przy ul. Średzkiej.

Aktywiści wspólnie z mieszkańcami blokowali eksmisje, brali udział w posiedzeniach miejskich rad, debatach o skutkach poznańskiej „rewitalizacji”, prowadzili niezależne badania w rewitalizowanej dzielnicy Jeżyce,  oraz wspólnie wychodzili na ulicę protestując i walcząc o swoje prawa.

W ramach kampanii przeciwko kontenerom socjalnym zostały przeprowadzone badania uczestniczące w miastach Skoczów, Bytom, Sosnowiec, Żory,  Nowa  Sól oraz Józefów.

Jednym z pierwszych działań wychodzących naprzeciw poznańskim lokatorom były niezależne badania  ukazujące sytuację mieszkańców w objętej planem rewitalizacji dzielnicy Jeżyce. Celem tej pracy, było ukazanie realnej sytuacji oraz podjęcie wspólnej dyskusji z mieszkańcami na temat jakości życia oraz problemów związanych z wrastającymi kosztami utrzymania. Opublikowany raport otrzymali wszyscy mieszkańcy. Odbyło się także otwarte spotkanie zorganizowane na skłocie Rozbrat.

Poznańscy aktywiści w związku z narastają liczbą osób zgłaszających się z indywidualnymi problemami mieszkaniowo – bytowymi ogłosili ogólnodostępną linię telefoniczną pod hasłem „eksmisje –stop”. Organizując tym samym pole współpracy zarówno poprzez budowanie wspólnej strategii walki, nagłaśnianie problemów, blokady eksmisji, czy darmową pomocy w zakresie prawnym.

Udało się powołać Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, które ma ułatwić lokatorom dalsze działanie na rzecz ich praw, a przeciwko nieuczciwym posunięciom właścicieli lokali i włodarzy miasta.

 

Natomiast największą porażką jest niewątpliwie fakt postawienia w Poznaniu 10 kontenerów socjalnych przy ulicy Średzkiej, które mają być zasiedlone już w styczniu…Jest to jednak porażka Ryszarda Grobelnego i Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych w Poznaniu, decyzją o zakupie i postawieniu kontenerów dowiodła, iż władza nie liczy się ze zdaniem zarówno organizacji pozarządowych, mieszkańców jak i radnych. Z jednej strony urzędnicy sami przyznawali,, że getto na ulicy Średzkiej to nie jest sposób na rozwiązanie problemu, trudnych lokatorów, z drugiej strony władze miasta były głuche na argumenty pracowników socjalnych, aktywistów czy radnych i dalej, usiłowały doprowadzić do powstania osiedla. Na nic się zdały protesty, domaganie się rzetelnej dyskusji, przedstawienie przez władze miasta raportu na temat skutków społeczno-ekonomicznych powstania osiedla (raport nie powstał, podobnie jak jakikolwiek program socjalny dla przyszłych mieszkańców getta). Władza postawiła na swoim, a za jej błędne decyzje ponownie zapłacą mieszkańcy.

Współpraca ogólnopolska ze środowiskami lokatorskimi oraz członkami związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza również zacieśniła się poprzez szereg dyskusji, wymianę doświadczeń oraz udział w akcjach bezpośrednich, które miały miejsce w Nowej Soli, Warszawie, Gdańsku, Łodzi. Przed nami konieczność dyskusji na temat strategii ścisłej współpracy w kontekście ogólnopolskich podwyżek czynszów, kurczeniu się mieszkaniowych zasobów komunalnych.

Dotychczas wspólnie dyskutowano głównie o możliwych formach oporu wobec podwyżek oraz o fakcie zastępowania mieszkań socjalnych kontenerami pod płaszczykiem „kary dla trudnych lokatorów”. Na tym polu środowiska poznańskie zaczynają również pracę na Górnym Śląsku, której głównym celem jest założenie Stowarzyszenia Lokatorów Kontenerów Socjalnych, co ułatwiłoby walkę o godne warunki mieszkaniowe.


Kalendarium wybranych działań:

 

5 stycznia 2011 roku poznańscy działacze Federacji Anarchistycznej oraz Inicjatywy Pracowniczej wspólnie z działaczami i działaczkami gdańskiej inicjatywy „Nic o Nas Bez Nas” przeprowadzili spotkanie informacyjne oraz pierwszą w Gdańsku otwartą debatę na temat projektu zastąpienia mieszkań kontenerami przez władze miasta Gdańsk.Czytaj więcej


11 marca miało miejsce posiedzenie komisji gospodarki komunalnej w sprawie kontenerów socjalnych. Na spotkaniu obecna była liczna strona społeczne. Przedstawiciele Federacji Anarchistycznej, związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, Fundacja Barka, Krytyka Polityczna, Stowarzyszenie My Poznaniacy oraz sami mieszkańcy. Dyskusja dowiodła jak duży poziom niewiedzy panuje zarówno wśród radnych poznania jak i osób bezpośrednio forsujących projekt kontenerów, czyli pracowników poznańskiego ZKZL. Efektem kilkugodzinnej debaty było uchwalenie przez radę konieczności przeprowadzanie analiz skutków społecznych i ekonomicznych wprowadzenia w życie projektu osiedli kontenerowych. Strona społeczna pomimo dalszych zapewnień ze strony wice prezydenta Poznania o braku zgody na jakiekolwiek dalsze prace związane z kontenerami bez otrzymania tych analiz przekonała się jesienią iż ZKZL zignorował nie tylko mieszkańców i szereg wcześniejszych analiz ale także głos radnych. Jarosław Pucek, dyrektor ZKZL-u postanowił zastosować metodę faktów dokonanych ignorując szereg analiz oraz decyzję radnych. Czytaj więcej


W kwietniu aktywiści lokatorscy brali udział w debacie organizowanej przez Gazetę Wyborczą oraz zorganizowali spotkanie informacyjne na podstawie raportu z badań przeprowadzonych wśród społeczności dolnośląskich osiedli kontenerowych. Głównym celem tych działań była próba zmiany rozumienia problemu. Bowiem kontener w rzeczywistości staje się realnym zagrożeniem i „lekarstwem” na zaspokojenie ciągle rosnących potrzeb mieszkaniowych.Więcej informacji oraz tutaj

Powstałą również kolejna opinia prawna dotycząca legalności wykorzystywania kontenerów w ramach zasobów lokalowych poszczególnych gmin. Czytaj więcej


12 lipca została przerwana sesja Rady Miejskiej. Protestujący z oświadczeniami i zdjęciami dokumentującymi warunki życia w polskich gettach kontenerowych weszli na salę przerywając obrady. Gdy strona społeczna próbowała zabrać głos, przewodniczący rady wezwał straż miejską ogłaszając przerwę na kawę i uciekł z sali. Więcej onformacji


30 sierpnia na wezwanie Federacji Anarchistycznej s. Poznań i Poznańskiej Komisji Międzyzakładowej Inicjatywy Pracowniczej, odbył się kolejny protest przeciwko budowie osiedla kontenerowego i masowym eksmisjom na bruk. Pod ratusz, w którym trwała Rada Miasta, stawiło się ok. 50 osób głównie z FA i IP, ale także ze Stowarzyszenia „Pomoc Eksmisyjna”, Stowarzysznia My-Poznaniacy i Krytyki Politycznej. W ramach Jedzenie Zamiast Bomb (Eksmisji) rozdawano darmowe wegańskie posiłki. Pikieta cieszyła się dużym zainteresowanie lokalnych mediów, jak też policji i Straży Miejskiej. Krzyczano „Ryszard Grobelny do kontenera”, „Eksmisje stop”, „Kto sieje biedę, zbiera gniew”. Relacja


5 września odbyła się na poznańskim Minikowie pikieta przed siedzibą firmy, która wzięła udział w pierwszym przetargu na posadowienie kontenerów socjalnych w Poznaniu. W proteście uczestniczyło kilkanaście osób związanych z Inicjatywą Pracowniczą i Federacją Anarchistyczną s. Poznań. Właściciel firmy, stwierdził ostatecznie, że w kolejnym przetargu nie weźmie udziału. Czytaj więcej


18 października odbył się kolejny protest dotyczący budowy osiedla kontenerowego w Poznaniu. W południe na wezwanie Federacji Anarchistycznej na Pl. Kolegiackim wstawiło się około 20 osób, w tym kilka związanych z Krytyką Polityczną. Pikietujący ustawili się przed salą sesyjną urzędu miasta, gdzie odbywało się posiedzenie rady miasta. Celem akcji było m.in. przekazanie radnym oświadczenia. Urząd miasta przygotował na to wydarzenie z pieniędzy podatników liczą obstawę Straży Miejskiej i Policji. Czytaj więcej


25 października doszło do eksmisji Katarzyny Jencz, kobiety poważnie chorej, od wielu lat poruszające się na wózku. Dla jej przeprowadzenia zmobilizowano duże siły policji, która zjawiła się na kilka godzin przed zaplanowaną ewikcją, blokując dostęp do kamienicy i lokalu. Zgromadzonych na zewnątrz ok. 70 aktywistów próbowało powstrzymać wysiedlenie. Do protestu dołączyli też mieszkańcy dzielnicy, ale w konsekwencji Katarzyna Jencz z uwagi na stan zdrowia została odwieziona do szpitala wojskowego, a komornik zabezpieczył mieszkanie. Państwo Jencz trafili do miejskiego ośrodka antykryzysowego. Aktualnie nadal się w nim znajdują.Wiecej informacji


26 października odbyła się kolejną brutalna eksmisja. Zleceniodawcą był Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych. Eksmitowano dwie kobiety. Pomimo wcześniejszych trudności finansowych lokatorek, czynsz za lokal był regularnie opłacany od 2008 roku. W wyniku wcześniejszych kłopotów narosło jednak zadłużenie. Dyrektor ZKZL, Jarosław Pucek wielokrotnie zapewniał, że Zarząd będzie starał się pomóc każdej zagrożonej eksmisją osobie, która wyrazi wolę współpracy oraz spłaty długu. Lokatorki chciały zapłacić zaległy czynsz, dyrektor Pucek nie chciał im jednak tego umożliwić. Eksmitowane musiały znaleźć mieszkanie na własną rękę. Czytaj więcej


28 października Przez ulice miasta przeszła demonstracja zorganizowana przez mieszkańców kamienicy przy ulicy Piaskowej, którym nowy, prywatny właściciel groził eksmisjami. Pomimo medialnych doniesień władze miasta biernie przyglądały się rozwojowi sytuacji. Protest miał charakter spontaniczny. Na Placu Wolności zebrało się ok. 150 osób, które następnie przemaszerowały pod urząd miasta na Pl. Kolegiackim, gdzie trwała feta w 400 rocznicę powstania Uniwersytetu A. Mickiewicza z udziałem prezydenta B. Komorowskiego. Około 36 rodzin było nękanych przez ”grupa odzianych w czarne skóry osiłków”, którzy próbowali w imieniu nowego właściciela zmusić siłą mieszkańców do opuszczenia kamienicy w związku z planami wybudowania tam dyskoteki. Przedstawili się jako „ekipa rozbiórkowa”. Odcięto m.in. internet i telewizję, a częściowo również gaz. 03.11 mieszkańcy ponownie wyszli na ulice miasta. Demontaże zostały powstrzymane. Mieszkańcy wraz z aktywistami lokatorskimi powołali Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów oraz zapowiadają dalszą wspólną walkę. Więcej informacji


9 listopada kolejny protest lokatorów kamienicy przy ulicy Piaskowej. Mieszkańcy i wspierający ich działacze z Rozbratu i innych grup, zebrali się pod Neobankiem, który prawdopodobnie, poprzez spółki zależne, jest właścicielem ok. 50 proc. udziałów w kamienicy. Protestujący żądali, aby bank ujawnił właściciela nieruchomości i okoliczności jej przejęcia. Przed bankiem zebrało się ok. 70 osób z potykaczkami i transparentami. Czytaj więcej


24 grudnia Akcja „Dziś opłatek jutro kontener”. Wigilia pod Rondem nie do końca przebiegała według tradycji tego typu spotkań. Choć było wspólne śpiewanie kolęd, dzielenie się opłatkiem i skromny poczęstunek, wśród zaproszonych gości po raz pierwszy od lat zabrakło przedstawicieli miasta Poznania. Uczestnicy Federacji Anarchistycznej obecni na spotkaniu wigilijnym, na krótko przerwali wystąpienie, wicewojewody wielkopolskiego Przemysławowi Pacie. Zamiast życzeń „Zdrowych spokojnych…” uczestnikom spotkania przypomniano, że dziś władza dzieli się z nim opłatkiem, tylko po to by jutro zesłać ich do getta kontenerowego lub po prostu na bruk. Uczestnikom wigilijnego spotkania rozdano również ulotki poniższej treści.

30 grudnia 2011 | Dział: Wielkopolskie
Jak co roku, również w 2011 poznański Anarchistyczny Czarny Krzyż /ACK/ na kilku frontach prowadził walkę z represjami. A tych nie brakowało. Wszędzie tam gdzie zaogniają się konflikty, wybuchają protesty, słychać głosy społecznej dezaprobaty dla polityki władzy, wysyła się oddziały prewencji by zaprowadziły „porządek”. Spisać, zatrzymać i znaleźć taki paragraf by zniechęcić do kolejnych protestów. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Represje za niewygodne poglądy wciąż dotykają poznańskich aktywistów. Poniżej podsumowanie minionego roku.

Eksmisja w Nowej Soli

14 grudnia 2010 o godz. 9.00 komornik dokonał eksmisji domu państwa Ostrowskich w Nowej Soli. Eksmisji próbowało zapobiec ok. 20 działaczy Inicjatywy Pracowniczej i Federacji Anarchistycznej z Nowej Soli i Poznania, zostali jednak zaatakowani przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy policji.

Pięciu działaczy zostało oskarżonych o naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji oraz utrudnianie czynności organu administracji. Wszyscy wnieśli skargi na działania policji i przekroczenie przez nich uprawnień służbowych. Pomimo odwołań prokuratura w Nowej Soli odrzuciła wszystkie skargi. W efekcie, po ponad rocznym dochodzeniu, przed sądem w Nowej Soli prawdopodobnie na początku 2012 r. rozpocznie się proces karny.

Trzyletni proces

27 stycznia 2011 w Słupsku po blisko 3 latach zakończył się proces karny. Dziewięć osób, uczestników demonstracji przeciwko budowie tarczy antyrakietowej w Słupsku w marcu 2008 roku, zostało uznanych przez Sąd Rejonowy w Słupsku za winnych oskarżeń, jakie postawiła im prokuratura, jednak sprawę umorzono ze względu na niską szkodliwość społeczną. Mieli się oni dopuścić naruszenia nietykalności funkcjonariuszy oraz znieważenia funkcjonariuszy policji, gdy ta w nocy po proteście wdarła się do mieszkania jednego z manifestantów, wpuściła gaz łzawiący, pobiła pałkami część śpiących tam osób i wywiozła 25 osób na pobliską komendę.

Przez 2 lata ciągnęło się także postępowanie w sprawie o wykroczenie przeciwko 5 osobom, które odmówiły przyjęcia mandatu za zakłócanie ciszy nocnej podczas wspomnianej interwencji.  Inne osoby zastraszane i szantażowane uległy presji i przyjęły mandaty dla „świętego spokoju”. 9 osobom oskarżanym o naruszenie nietykalności funkcjonariuszy, w osobnym procesie, sąd umorzył to postępowanie ze względu na niską szkodliwość społeczną. W marcu 2010 r. sprawa została przedawniona. W procesie tym oskarżonych było czterech poznańskich aktywistów.

Podwójnie niewinni w procesie MTP

Nadal toczą się procesy  w związku z protestem jaki odbył się 8 marca 2010 roku na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich w obronie zagrożonego skłotu Rozbrat

Jeszcze w 2010 roku (23 listopada) Sąd Rejonowy uniewinnił pierwszą aktywistkę związana z poznańską Federacją Anarchistyczną i skłotem Rozbrat oskarżoną o naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji. Prokuratura jednak odwołała się od wyroku. 26 sierpnia 2011 r. Sąd Rejonowy w  Poznaniu cofnął wyrok do ponownego rozpatrzenia. Na 16 stycznia 2012 r. wyznaczona jest kolejna rozprawa w Sądzie Grodzkim przy ul. Kamiennogórskiej. Przesłuchiwani będą po raz kolejny świadkowie zatrzymania aktywistki.

23 lutego 2011 r.  Sąd Rejonowy w Poznaniu uniewinnił innego oskarżonego w tej samej sprawie.  W uzasadnieniu sąd uznał zeznania policjantów za niespójne i niejednoznaczne, zestawiając je z rzeczowymi zeznaniami uczestników protestu, którzy byli świadkami wydarzeń,  sędzia - jak stwierdził - nie mógł uznać winy oskarżonego. Od wyroku odwołała się poznańska prokuratura. Jednak 28 lipca sąd apelacyjny w Poznaniu podtrzymał wyrok uniewinniający aktywistę .

Trzeci aktywista w tej sprawie został skazany na 6 miesięcy ograniczenia wolności za naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji. Sąd drugiej instancji, ze względu na błędy popełnione w postępowaniu, także cofnął wyrok do ponownego rozpatrzenia.  29 lipca  2011 r. w Sądzie Rejonowym Poznań – Grunwald – Jeżyce sąd uniewinnił oskarżonego. Od tego wyroku z kolei odwołała się poznańska prokuratura.  19  października Sąd Rejonowy w Poznaniu po raz kolejny wydał wyrok uniewinniający działacza.

Przypomnijmy, że 2010 roku (14 października) Sąd Rejonowy uniewinnił 37 osób oskarżonych o nierozejście się na wezwanie funkcjonariusza podczas tego samego protestu.  Aktywiści złożyli wnioski o odszkodowania za bezpodstawne zatrzymania jednak zarówno sąd I instancji, jak i apelacyjny uznały wnioski za przedawnione w stosunku do zatrzymań jakie miały miejsce 8 marca. Obrońca oskarżonych dr Agnieszka Rybak-Starczak złożyła skargę konstytucyjną na przepisy, które pozwalają na taką interpretację ze strony sądu. Spośród wszystkich osób składających wnioski o odszkodowania do tej pory tylko trzem z nich je przyznano.

Demokracja według PO

17 maja przed Biurem Poselskim Platformy Obywatelskiej, przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu, odbyła się pikieta przeciwko represyjnej polityce tej partii. Impulsem do protestu stały się wydarzenia z Gdańska i Katowic. W Gdańsku trasę legalnej manifestacji zorganizowanej przez środowiska lokatorów zagrodzili wynajęci przez miasto ochroniarze. W wyniku ich akcji sześć osób odurzonych gazem zabrała karetka, kilkanaście zostało poturbowanych. Katowicki protest przeciwko Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu, również został zmuszony do zmiany swej trasy. Zgłoszona z dopełnieniem wszystkich urzędniczych formalności demonstracja, napotkała na swej trasie policyjny kordon. Doszło do przepychanek i spisywania uczestników manifestacji.

Zebrani w Poznaniu pod siedzibą PO protestujący, przypomnieli o tych incydentach i solidaryzowali się z uczestnikami obu protestów. Wznoszono hasła „Rząd na bruk, bruk na rząd”, „Każda władza zabija wolność”, „Polska państwem policyjnym”. Następnie pikietujący udali się do biura by przekazać ulotki informujące o powodzie protestu. Podczas protestu nie było policji, nikogo nie spisano. Po miesiącu sześć osób, otrzymało wezwania na przesłuchania. Wszystkie odmówiły składania wyjaśnień. Policja oskarżyła protestujących na podstawie porównania nagrań z mediów i nagrań z monitoringu sprawy MTP /opisywanej wyżej/. Cztery z przesłuchiwanych osób otrzymały wyroki nakazowe za zakłócanie porządku publicznego. Pozostałe dwie spodziewają się podobnych zarzutów.  Na skutek wniesionych sprzeciwów od zaocznych wyroków nakazowych 20 stycznia 2012 roku przed Sądem Grodzkim w Poznaniu odbędzie się pierwsza rozprawa.

Przeciw eksmisjom i kamienicznikom

25 października
doszło do eksmisji Katarzyny Jencz, kobiety poważnie chorej, od wielu lat poruszające się na wózku. Dla jej przeprowadzenia zmobilizowano duże siły policji, która zjawiła się na kilka godzin przed zaplanowaną ewikcją, blokując dostęp do kamienicy i lokalu. Zgromadzonych na zewnątrz ok. 70 aktywistów próbowało powstrzymać wysiedlenie, do których dołączyli też mieszkańcy dzielnicy, ale w konsekwencji Katarzyna Jencz z uwagi na stan zdrowia została odwieziona do szpitala wojskowego, a komornik zabezpieczył mieszkanie. Państwo Jencz trafili do miejskiego ośrodka antykryzysowego.

Policja zatrzymała trzech działaczy poznańskiej Federacji Anarchistycznej. Jednemu z nich postawiono zarzut naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji. Aktywista złożył skargę na działania policji, a wykonana przez niego obdukcja wyraźnie potwierdziła ślady pobicia jakiego dopuściła się na nim prewencja.

Ponadto dwóm innym aktywistom postawiono zarzuty przewodniczenia nielegalnemu zgromadzeniu. Jedna z aktywistek otrzymała wyrok nakazowy, od którego złożyła sprzeciw. Sprawa trafi na wokandę w najbliższych miesiącach.

28 października grupa lokatorów z ul. Piaskowej pojawiła się na Placu Wolności, aby zaprotestować przeciwko próbie „wyrzucenia” ich z kamienicy przez prywatnego zarządcę. Utworzyli pochód i ruszyli pod urząd miasta, gdzie akurat przebywał prezydent Komorowski. Od magistratu demonstrujących oddzielił szpaler służb porządkowych. Po proteście  policja zaczęła legitymować uczestników zgromadzenia. Dziś grozi założeniem sprawy sądowej i wzywa na przesłuchania. Nie znany jest jeszcze termin rozprawy.

Blokada Marszu ONR i MW

11 listopada w Warszawie po raz kolejny odbyła się blokada marszu skrajnej prawicy. Doszło do ostrych starć grup prawicowych i kibiców z policją. Spalono kilka samochodów transmisyjnych radiowych i telewizyjnych. Prawicowe bojówki napadały też na grupy aktywistów, które zgromadziły się na blokadzie „Kolorowa Niepodległa”.

Z Poznania zatrzymano jedną aktywistkę podczas „szturmu” policji na kawiarnię Nowy Wspaniały Świat gdzie spacyfikowano  100 osób i osadzono w areszcie na 48 h. Otrzymała zarzut zakłócania porządku publicznego. Zaraz po wyjściu z aresztu wniosła skargę na zatrzymanie oraz działania policji. Proces rozpocznie się najwcześniej w połowie 2012 roku. Relacja zatrzymanej

Przed sądem w Warszawie w dalszym ciągu toczy się postępowanie w sprawie aktywisty z poznańskiej Federacji Anarchistycznej oskarżonego o naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji podczas blokady marszu 11 listopada 2010 r. Nie zapadł jeszcze termin pierwszej rozprawy. Relacja z zatrzymania

Stop Szczelinowaniu

28 listopada w Warszawie
odbyła się konferencja Shale Gas World Europe 2011 - spotkanie największych energetycznych korporacji świata, które z dala od kamer i dziennikarzy, w ukryciu przed opinią publiczną, dzielą spodziewane zyski z eksploatacji gazu łupkowego w Polsce. Inicjatywa Stop Szczelinowaniu zablokowała główną salę konferencyjną w hotelu InterContinental, zmuszając przedstawicieli korporacji do zgromadzenia się w holu. Blokujący zorganizowali w tym czasie alternatywną konferencję, na której zabrali głos solidaryzując się ze społecznościami w różnych rejonach Polski, gdzie pomimo zorganizowanych protestów odbywają się odwierty i szczelinowanie. Dwanaście protestujących osób (w tym trzech aktywistów związanych z poznańską Federacją Anarchistyczną) zostało usuniętych z sali konferencyjnej przez policji. Wszystkim zatrzymanym osobom zostały postawione zarzuty naruszenia miru domowego, za co grozi pozbawienie wolności do roku. Trwają przygotowania do obrony prawnej.

30 listopada o godzinie 12:00 przed Komisariatem Policji Poznań-Jeżyce na ul. Kochanowskiego odbyła się konferencja prasowa dotycząca represji wobec aktywistów ruchu lokatorskiego związanych z poznańską sekcją Federacji Anarchistycznej. Czworo aktywistów lokatorskich zostało przywitanych przez specjalnie sprowadzony w tym celu oddział policjantów prewencji (około 15 funkcjonariuszy) i w cywilu (6 policjantów). Funkcjonariusze szczelnie otoczyli wejście na komisariat.  Kto wie czy i w tej sprawie nie padną jakieś zarzuty…

W sumie w 2011 roku przed sądami toczyło się około 35 spraw poznańskich aktywistów.
24 marca 2012 | Dział: Mazowieckie
Kilka tysięcy osób przeszło ulicami Warszawy w proteście przeciwko likwidacji skłotu Elba. Uczestnicy marszu przy wtórze muzyki i okrzyków przeszli spod stołecznego ratusza na pl. Konstytucji.

"Elba jest odpowiedzią na istniejący od lat w Warszawie problem mieszkaniowy, który zaczyna się na braku jakiejkolwiek wizji władz miasta w kwestii polityki lokalowej, a kończy bandyckimi procesami gentryfikacji" - napisali w zapowiedzi marszu jego organizatorzy.

Demonstracja rozpoczęła się pod siedzibą władz stolicy, następnie przeszła Senatorską, Krakowskim Przedmieściem, Nowym Światem, Żurawią, Kruczą i Hożą do Marszałkowskiej i pl. Konstytucji. Niesiono transparenty: "Elba zostaje", "Skłot nie pod młot" i "Warszawa bez Elby jest jak Wisła bez Syrenki".

Na Krakowskim Przedmieściu, demonstranci zatrzymali się przed kamienicą przejętą przez kamienicznika Mossakowskiego. Przypomniano, że walka o Elbę jest częścią szerszego ruchu społecznego i że Elba pada ofiarą tej samej polityki, która doprowadziła do nędzy dziesiątki tysięcy lokatorów komunalnych.

Na Nowym Świecie odpalono race, petardy i świece dymne. Podczas demonstracji skandowano: "Elba zostaje", "Miasto dla ludzi, nie dla zysku". Po zakończeniu demonstracji doszło do prowokacji policji, która bez wyraźnego powodu zapakowała do radiowozów co najmniej kilka osób. Jak relacjonuje jeden z uczestników "Podczas koncertów na pl. Konstytucji towarzyszących obronie Elby nasza przyjaciółka została zapakowana do radiowozu, gdzie mundurowi obrażali ją, obmacywali i grozili: "Będziesz robić lachę albo pojedziesz na Kolską!". " Organizatorzy proszą o zgłaszanie się osób, które zostały spotkały podobne akty przemocy ze strony "stróżów prawa".

Wcześniej poparcie dla Elby wyrazili w liście do prezydent Warszawy Obywatele Kultury, czytam w nim min. "Obywatele Kultury z niepokojem obserwują sytuację, w jakiej znalazł się warszawski squat Elba, który od wielu lat jest ciekawym i ważnym uzupełnieniem kulturalnej mapy stolicy. Po brutalnej akcji firmy ochroniarskiej wspieranej przez oddziały policji Elbie zdaje się grozić likwidacja. Byłaby to strata dla kulturalnej różnorodności Warszawy. Elba to znane nie tylko w Warszawie i Polsce miejsce, gdzie setki artystów i setki tysięcy uczestników niezliczonych imprez współtworzyło kulturę niezależną. O randze tego miejsca świadczą nie tylko liczby i reakcje występujących w jego obronie mediów, ale też fakt, że przeciw atakowi na Elbę demonstrowano nie tylko w Warszawie, lecz także za granicą. Między innymi przed siedzibą obecnego właściciela terenu w Helsinkach. Mamy świadomość, że nieformalne instytucje kultury, jakimi są m.in. squaty, stanowią wyzwanie dla władzy publicznej. Jesteśmy jednak przekonani, że ich istnienie ma istotne znaczenie nie tylko w społecznym krajobrazie miast, lecz także w procesie tworzenia wielowymiarowej kultury, który ze swej natury wykracza poza formalne ramy."

Pod listem podpisali się min. Agnieszka Holland i Krzysztof Krazue.
05 grudnia 2011 | Dział: Mazowieckie
Na przełomie listopada i grudnia 2011, prezesi największych spośród koncernów wydobywczych, przybyli do hotelu Intercontinental w Warszawie na konferencję "Shale Gas World Europe 2011". Grupa ludzi sprzeciwiających się działalności koncernów łupkowych przerwała fetę, skutecznie blokując inauguracyjną przemowę konferencji. Poniższy film nie chce być jedynie dokumentacją zdarzenia- wolą autorek jest zainspirowanie ludzi do aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec erozji demokracji w kraju. *** Wydobycie gazu łupkowego ("szczelinowanie"), zostało zakazane w wielu regionach wobec szkód społecznych i środowiskowych, jakie przynosi. Moratorium na szczelinowanie ogłoszono m.in. w Quebecu (Kanada), amerykańskich stanach Nowy Jork, Maryland, New Jersey, Delaware, a także we Francji, RPA, itd. Oszacowano, że Polska ma największe pokłady gazu łupkowego w Europie. Stąd, międzynarodowe korporacje znane z łamania praw człowieka na całym świecie, wywierają ogromny nacisk na nasze władze i lokalne społeczności w celu zmiany prawa na swoją korzyść i maksymalizacji zysków. Protesty mieszkańców są ignorowane.
29 listopada 2011 | Dział: Mazowieckie
Zatrzymano 11 osóby, w tym trzy z Rozbratu związane z poznańską sekcją Federacji Anarchistycznej. Grupie działaczy lewicowych i anarchistycznych, w tym kilkoro z Poznania, udało się zablokować rozpoczęcie konferencji o wydobywaniu gazu łupkowego. Interweniowała policja. Protestujących siłą usunięto z sali w warszawskim hotelu Intercontinental. Główne obawy przeciwników gazu łupkowego to ekologiczne konsekwencje metod wydobywczych.

Według naszych informacji zatrzymano 11 aktywistów i aktywistek, w tym troje zwianych z Rozbratem, Zostali przewiezieni na komisariat przy ulicy Wilczej, gdzie natychmiast zorganizowano akcję solidarnościową. Zatrzymny zarzucono naruszenia miru domowego i prawdopodobnie nie rozejście się na wezwania policji.

W Warszawie trwa zamknięta międzynarodowa konferencja dotycząca wydobycia gazu łupkowego, gdzie spotykają się przedstawiciele firm z całego świata wydobywających ten surowiec. Jak podają  ogólnopolskie media, grupa ekologów rozpoczęła okupację sali. Zablokowano konferencję na dwie godziny. Główne obawy przeciwników to ekologiczne konsekwencje metod wydobywczych polegających na wstrzykiwaniu chemikaliów do wnętrza ziemi, by w ten sposób uwalniać gaz. Oprócz tego protestujący sprzeciwiają się wchodzącym od stycznia nowym regulacjom w prawie górniczym ułatwiającym koncernom wydobywczym pracę w Polsce. Według nich zdejmą one z firm odpowiedzialność, oraz pozwolą na zminimalizowanie kosztów choćby przez użytkowanie za darmo wody, która do wydobywania gazu łupkowego potrzebna jest w wielkich ilościach i na długo pozostaje zanieczyszczona.

Akcja bezpośrednia przeciwko wydobyciu gazu łupkowego - oświadczenie

Zrobimy wszystko, żeby protesty społeczne

nie powstrzymały wydobycia gazu łupkowego w Polsce.

- Bernard Błaszczyk, wiceminister środowiska.
Korzystanie z wód kopalnianych dla zaspokojenia potrzeb

koncernów wydobywczych jest bezpłatne.

- prawo geologiczne i górnicze, art. 20,

Konferencja korporacji dzielących się zyskami z wydobycia gazu łupkowego w Warszawie zablokowana przez inicjatywę Stop Szczelinowaniu.
Dnia 28.11.2011 ruszyła w Warszawie konferencja Shale Gas World Europe 2011 - spotkanie największych energetycznych korporacji świata, które z dala od kamer i dziennikarzy, w ukryciu przed opinią publiczną, dzielą spodziewane zyski z eksploatacji gazu łupkowego w Polsce.
Mieszkańcy regionów Polski, gdzie doszło do pierwszych odwiertów, od razu odczuli skutki metody hydraulicznego szczelinowania (fracking) na własnej skórze. Od Lubelszczyzny po Kaszuby ludzie próbują wszystkiego - protestów, skarg prawnych, akcji bezpośrednich - by zapobiec zniszczeniu ich życia i środowiska naturalnego.
Inicjatywa Stop Szczelinowaniu zablokowała główną salę konferencyjną w hotelu InterContinental, zmuszając przedstawicieli korporacji do zgromadzenia się w holu. Blokujący zorganizowali w tym czasie alternatywną konferencję, na której zabrali głos solidaryzując się ze społecznościami w różnych rejonach Polski, gdzie pomimo zorganizowanych protestów odbywają się odwierty i szczelinowanie.
Dwanaście protestujących osób zostało usuniętych z sali konferencyjnej przez policję przy użyciu środków przymusu bezpośredniego i przewiezionych na komendę na ulicy Wilczej w Warszawie. Wszystkim zatrzymanym osobom zostały postawione zarzuty naruszenia miru domowego, za co grozi pozbawienie wolności do roku.
Jest to zarzut kuriozalny. Podczas gdy aktywistom i aktywistkom przedstawiane są zarzuty, to właśnie korporacje burzą spokój mieszkańców odwiertami, które powodują pękanie ścian ich domów i zatrucie wód gruntowych. Najbardziej skrajną formą naruszania miru domowego lokalnych społeczności jest wywłaszczanie ich i wyrzucanie z domów w imię korporacyjnego zysku. Wszystko to usankcjonowane jest prawnie w nowej ustawie o geologii i górnictwie.
Lokalne samorządy i społeczności na mocy znowelizowanej ustawy o prawie geologicznym i górniczym zostały wyłączone z procesu podejmowania decyzji: wydobycie gazu łupkowego uznano za "istotny interes publiczny", a wywłaszczanie ludzi z ziemi, wjeżdżanie ciężkim sprzętem na działki rolników, stało się zgodnie z nowymi przepisami szybką i prostą procedurą. Opinie ludzi, którzy ponoszą w praktyce koszty szczelinowania, zbywane są zaś jako "niewystarczająco poparte teorią z zakresu geologii".
Wobec coraz węższej gamy instrumentów prawnych, zagrożeni przez korporacje i pozostawieni przez władze, ludzie w Polsce, tak jak wcześniej w innych krajach, zmuszeni są do wzięcia inicjatywy w swoje ręce. Mimo absurdalnych szykan o "działanie wbrew interesom narodu", do tej pory okazuje się to jedyną szansą na zatrzymanie lokalnych tragedii. To protestów społecznych najbardziej obawiają się władze pokroju wiceministra Błaszczyka, a także międzynarodowe koncerny.

Inicjatywa Stop Szczelinowaniu

09 października 2011 | Dział: Mazowieckie
Podczas warszawskiego spotkania Porozumienia 11 Listopada ogólnopolska Federacja Anarchistyczna przystąpiła do koalicji, organizującej tegoroczną blokadę marszu neofaszystów i środowisk skrajnej prawicy w Warszawie w dniu polskiego święta niepodległości.

Uczestnicy i sekcje Federacji Anarchistycznej już w latach ubiegłych brali aktywny udział w warszawskich blokadach neofaszystowskich marszy, jak i w pracach koalicji organizującej te wydarzenia.

11 lipca 2011 | Dział: Łódzkie

W budowę liksusowego kompleksu apartamentów w Łodzi, przy Piotrkowskiej 235/241, która doprowadziła trwającego od miesiąca protestu okolicznych mieszkańców przeciwko likwidacji zadrzewionego skweru w miejscu, gdzie ma powstać apartamentowiec, i  nielegalnej wycinki większości rosnących na nim drzew zaangażowana jest spółdzielnia mieszkaniowa, która zobowiązała się do zniszczenia przeszkadzającego w budowie skweru i dwie prywatne firmy: inwestor, i przedsiębiorstwo budowlane nielegalnie wycinające drzewa na Piotrkowskiej 235/241.

 
Spółdzielnią mieszkaniową, która planuje sprzedać teren pod budowę pomimo protestów własnych członków, i uparcie odrzuca oferty wymiany działek z miastem, umożliwiające uratowanie spornego skweru jest SM Śródmieście, kierowana przez prezesa Krzysztofa Diducha:

 Spółdzielnia Mieszkaniowa „Śródmieście” w Łodzi

Sienkiewicza 113, 90-301 Łódź

Tel.: 42 636-12-43

Fax: 42 636-45-88

 

Głównym inwestorem, zamierzającym wybudować apartamentowiec wraz z nadziemnym parkingiem przy Piotrkowskiej 235/241 jest łódzka spółka komandytowa Real Development, dysponująca kapitałem własnym ponad 36 milionów złotych. Firma jest jednym z liderów gentryfikacji w Łodzi, oferując luksusowe mieszkania w cenach, przekraczających wielokrotnie możliwości finansowe zwykłych mieszkańców miasta. Reklamując na swej stronie internetowej mieszkania w mającym powstać w miejscu zlikwidowanego skweru apartamentowców nie pozostawia wątpliwości, do jakiej klienteli kieruje swą ofertę:

„PIOTRKOWSKA PRESTIGE to luksusowy, o najwyższej klasie apartamentowiec, który powstanie w pięknym otoczeniu zielonego skweru z fontanną, w samym centrum Łodzi, w odległości zaledwie kilku minut spacerem do kompleksu Silver Screen, Galerii Łódzkiej i deptaka przy ul. Piotrkowskiej.
PIOTRKOWSKA PRESTIGE to wielkie przeszklenia, duża ilość naturalnego kamienia i stali nierdzewnej. Luksusowo urządzone wejścia i korytarze, komfortowe windy, klimatyzacja w każdym apartamencie, rozbudowany system zabezpieczeń, nowoczesne bezsłuchawkowe wideodomofony z kolorowym wyświetlaczem, dzrwi antywłamaniowe z zamkiem elektronicznym - to tylko niektóre z udogodnień czekających na przyszłych domowników. Wyposażona sala klubowa ze stołem bilardowym oraz sauna pozwolą mieszkańcom nie tylko zrelaksować się po pracy, ale może także zawrzeć nowe przyjaźnie”

REAL Development Świeboda i Wspólnicy Spółka Komandytowa
91-336 Łódź, ul. Gliniana 29/31 (wjazd i wejście od ul. Rumuńskiej 24)
tel. 42 659-55-66

fax: 42 659-56-66
Pracuje od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-16:00.

 (http://www.realdevelopment.pl/):

 

Według dostępnym informacji wycinką drzew na skwerze zajmuje się najprawdopodobniej, pod opieką przez opłaconych przez spółdzielnię ochroniarzy, przedsiębiorstwo budowlane Maxbud z Kleszczowa pod Bełchatowem, kierowane przez Krzysztofa Rutkowskiego. Firma działa od 1995 roku. Na początku swej działalności firma realizowała inwestycje na terenie województwa łódzkiego, głównie usługi ogólnobudowlane i remontowe. Stopniowo zwiększała zakres wykonywanych prac, obecnie jej działalność prowadzona jest na terenie całego kraju.

MAXBUD - Przedsiębiorstwo Budowlano Usługowe

Krzysztof Rutkowski

ul. Główna 44

97-410 Kleszczów

tel./fax: (044) 731-33-65

http://www.maxbud-kleszczow.pl/

 

Strona protestu przeciwko likwidacji skweru na Piotrkowskiej:  http://www.facebook.com/Ratujmy.skwer.przy.Piotrkowskiej

09 lipca 2011 | Dział: Łódzkie
Pomimo decyzji sądu o wstrzymaniu wycinki drzew na skwerze przy Piotrkowskiej 241 do czasu rozpatrzenia wniesionej przez obrońców skweru sprawy w sobotę około 5:30 rano przy Piotrkowskiej 235 pojawili się pilarze z firmy Max Bud w towarzystwie ponad 50 ochroniarzy, i przystąpili do wycinania drzew, nie zważając na zaparkowane pod nimi samochody mieszkańców okolicznych bloków, i przewód wysokiego napięcia zawieszony na jednym z nich. Na miejscu pojawili się protestujący przeciwko likwidacji skweru mieszkańcy okolicy, na następnie zaalarmowane przez nich: policja i miejscy oficjele z wiceprezydentem Łodzi Markiem Cieślakiem. Około 9 wycinka została wstrzymana, do tego czasu pracownicy Max Budu wycięli jedno z drzew i ponacinali pnie 6 innych tak, że prawdopodobnie nie da się ich uratować. Ocalały jedynie dwa.

 Walka w obronie skweru, na którym ma powstać apartamentowiec i wielopoziomowy parking trwa od 18 czerwca. Wspierani m.in przez łodzkich anarchistów mieszkańcy okolicznych bloków kilkakrotnie blokowali wycinkę drzew na skwerze, doszło do starć z ochroną i policją, w których kilku protestujących zostało poturbowanych. Ostatecznie władze miasta zaproponowały spółdzielni mieszkaniowej Śródmieście, do której należy skwer, wymianę gruntów pozwalającą na uratowanie skweru i budowę apartamentowca w innym miejscu, jednak rada nadzorcza spółdzielni nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Wtedy mieszkańcy wnieśli skargę do łódzkiego Sądu Okręgowego, a ten 5 lipca wydał postanowienie, które wstrzymuje wycinkę drzew do czasu wyjaśnienia sytuacji.Trwa również zlecony przez magistrat audyt dokumentacji, w tym pozwoleń na budowę i wycinkę drzew na skwerze, wydanych przed dwoma laty. Nie powstrzymało to jednak inwestora od nielegalnej likwidacji skweru w sobotę wczesnym rankiem.

Z nielegalnej wycinki drzew próbował tłumaczyć się właściciel firmy Max Bud, Mariusz Rutkowski, który przyjechał na miejsce wraz z robotnikami i ochroną:
- 22 czerwca 2011 roku dostaliśmy pismo ze spółdzielni, w którym wzywano nas do rozpoczęcia prac - mówi Mariusz Rutkowski. - W piątek skontaktowaliśmy się ze spółdzielnią mówiąc, że w sobotę wchodzimy na teren budowy. Spółdzielnia zabezpieczyła nam ochronę i lawety, na których mieliśmy wywieźć samochody z parkingu. Nic nam nie mówiła o jakimkolwiek wyroku sądu, który by wstrzymywał wycinkę.

Po interwencji policji prace wstrzymano, zaś w poniedziałek pracownicy zieleni miejskiej mają zabezpieczyć linami uszkodzone drzewa, za co rachunek zostanie wystawiony firmie prowadzącej wycinkę.
Nielegalną likwidację skweru potępił przybyły na miejsce wiceprezydent Cieślak:
Na miejsce przyjechał też wiceprezydent Marek Cieślak, który jeszcze w poniedziałek 4 lipca słyszał zapewnienia od prezesa Diducha, że wycinki nie będzie.
- Takiej głupoty to ja jeszcze nie widziałem.- To prowokacja. Do wycinki przystąpiono, mimo słowa danego przez prezesa, że poczeka do wyników audytu dokumentów i znalezienia terenu zastępczego, i mimo wyroku sądu. Nie tylko zniszczono drzewa. Do wycinki przystąpiono przy parkingu pełnym samochodów. Tu złamano prawo. W poniedziałek zgłosimy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Do poniedziałku tego terenu będzie pilnowała straż miejska. Przyjrzymy się też możliwości wywłaszczenia spółdzielni z tego terenu.
Prezes spółdzielni mieszkaniowej Śródmieście Krzysztof Diduch był w sobotę niedostępny dla mediów.

KOMENTARZ: Łódź – miasto przyjazne inwestorom
Jeszcze nie opadł pył po secesyjnej willi przy ulicy Zgierskiej, zburzonej przez prywatnego inwestora na dwa dni przed uprawomocnieniem się decyzji o wpisaniu jej do rejestru zabytków, by zwolnić miejsce pod komercyjną inwestycję a kolejna łódzka firma kpi w żywe oczy z prawa, o świcie wycinając chronione decyzją sądu drzewa na Piotrkowskiej 235.

Po nagłośnionym przez lokalne media wyburzeniu na Zgierskiej władze miasta zapewniały solennie, że to już ostatni raz, że nigdy więcej zabytkowe budynki czy chronione przez prawo tereny nie padną ofiarą deweloperów, metodą faktów dokonanych wydzierających miastu kolejne miejsca, służące dotychczas wszystkim jego mieszkańcom bądź posiadające historyczną wartość. I wyszło jak zwykle – drwale ochraniani przez prywatną firmę przez prawie trzy godziny bezkarnie dewastowali skwer na Piotrkowskiej 235, chroniony przed wycinką przez decyzje sądu, zaś połowa magistratu wraz z komendantem jednego ze śródmiejskich posterunków policji przyglądali się temu bezradnie zza ogrodzenia. Teraz miejskie władze udają oburzenie i obiecują ukaranie winnych , co zapewne oznacza mandat 500 PLN dla kierownika Max Budu – niewielka cena za pozbycie się drzew, blokujących wartą miliony złotych inwestycje. Niestety, wycięte drzewa od tego nie odrosną, nie ma skweru – nie ma problemu, budowa może ruszyć, do kieszeni inwestorów wkrótce popłynie strumień pieniędzy za luksusowe apartamenty w centrum miasta.

Na Piotrkowskiej 235 zostały dwa ostatnie drzewa – mieszkańcom okolicznych bloków, od miesiąca bez względu na guzy i mandaty broniącym ostatniego zadrzewionego miejsca w okolicy radzę powiesić na nich krzyż, i ogłosić, że na skwerze objawiła się jednemu z nich Matka Boska – najlepiej z prezydentem Kaczyńskim w klapie. W końcu jesteśmy w Polsce – gdzie prawo gówno znaczy, jeśli staje na drodze pieniądzom, za to krzyża nikt nie ruszy.
30 czerwca 2011 | Dział: Łódzkie
Pomimo protestów okolicznych mieszkańców, trwających od ponad tygodnia blokad miejsca budowy (w ktorych udział biorą łódzcy anarchiści, w tym osoby z FA Łódź) i apeli prezydent miasta, która zaproponowała alternatywne miejsce budowy władze łódzkiej spółdzielni mieszkaniowej Śródmieście nie zrezygnowały z planów wycięcia drzew na skwerze przy ulicy Piotrkowskiej 235 pod budowę apartamentowca i podziemnego parkingu.

Podczas dzisiejszego zgromadzenia przedstawicieli członków spółodzielni, na które przybyli protestujący,  prezes Śródmieścia Krzysztof Diduch wycofał się ze złożonych publicznie deklaracji, że zgodzi się na proponowaną przez miasto wymianę działek ze spółdzielnią. Dzięki niej skwer przy Piotrkowskiej 235 przeszedł by na własność miasta, zaś rosnące na nim drzewa zostały by uratowane, zaś nowy, luksusowy blok powstał by w innym miejscu.  Zdaniem prezesa, zerwanie kontraktu na budowę przy Piotrkowskiej 235 naraziłoby spółdzielnię na wielomilionowe kary.
Na dzisiejsze zebranie przedstawicieli, zwołane przez prezesa Diducha w ośrodku wczasowym Prząśniczka w Arturówku przybyło około 60 delegatów, jak również grupa ponad 40 protestujących członków spółdzielni z okolic spornego skweru. Pomimo zapisów statutu spółdzielni, zgodni z którymi zebrania przedstawicieli są otwarte dla wszystkich spółdzielców, wynajęci przez Diducha ochroniarze przez ponad 2 godziny nie wpuścili protestujących na salę obrad. Doszło do przepychanek, interweniowała policja której funkcjonariusze wynegocjowali wejście na salę 3 delegatów protestujących - jednak pozbawionych na mocy statutu prawa do zabierania głosu.
Zebranie przedstawicieli spółdzielni nie ma prawa decydowania o inwestycjach ani dysponować gruntami spółdzielni, stanowi to jedno z uprawnień rady nadzorczej spółdzielni która ma zebrać się w najbliższych dniach. Jej przewodnicząca odmawia jak na razie zajęcia jednoznacznego stanowiska w sporze, a dziś nie odbierała telefonów od dziennikarzy lokalnych mediów.
Na sali obrad byli obecni przedstawiciele łódzkiego SLD, który rozdawali protestującym partyjne ulotki. Ci nie kryli jednak swojego rozczarowania nieobecnością lokalnego lidera Sojuszu, który wcześniej zaangażował się w spór i negocjacje między protestującymi a władzami spółdzielni.

W związku ze zmianą stanowiska spółdzielni i  pogłoskami o planowanej w najbliższych dniach wycince drzew na skwerze przy Piotrkowskiej 235 mieszkańcy okoliczych bloków wznowili patrole okolicy i zapowiadają kolejne blokady miejsca budowy apartamentowca. Zwracają się równocześnie z apelem do wszyskich osób i środowisk wspierających ich akcję o pomoc w pilnowaniu skweru i blokadzie wycinki drzew.

Aktualne informacje o sytuacji na Piotrkowskiej na profilu łódzkiej blokady na Facebooku:
http://www.facebook.com/Ratujmy.skwer.przy.Piotrkowskiej
08 maja 2011 | Dział: Łódzkie
Na piątkowe spotkanie z wicepremierem i ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem, odbywające się w auli Wydziału Organizacji i Zarządzania Politechniki Łódzkiej przybyła grupa łódzkich aktywistów antyatomowych. Pomimo obecności znacznych sił policji, w tym funkcjonariuszy po cywilnemu, przybyłym udało się wnieść do auli sześciometrowy transparent: „Czarnobyl 1986, Fukushima 2011, teraz Polska?" który rozwinęli podczas wystąpienia wicepremiera.

 Transparent skupił uwagę tak ponad setki uczestników spotkania, jak i samego Waldemara Pawlaka który skwitował jego rozwinięcie stwierdzeniem: „O widzę że Państwo też tu są...".
W swym przemówieniu wicepremier kilkakrotnie nawiązywał do planów budowy w Polsce elektrowni atomowych, starannie jednak unikał (być może ze względu na obecność przeciwników atomu) zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. Wskazywał za to na konieczność dyskusji w sprawie przyszłości polskiej energetyki, znaczenie alternatywnych źródeł energii i potrzebę ponownej oceny bezpieczeństwa i ekonomicznych aspektów energetyki atomowej po katastrofie w elektrowni atomowej Fukushima I. Ze względu na to, że możliwość zadawania pytań premierowi miały jedynie 3 osoby wyznaczone przez prowadzących spotkanie pracowników politechniki, aktywistom nie udało się zmusić wicepremiera do zajęcia bardziej konkretnego stanowiska w sprawie budowy elektrowni atomowych w Polsce.
27 kwietnia 2011 | Dział: Łódzkie
W godzinach popołudniowych łódzkie środowiska anarchistyczne i ekologiczne rozpoczęły już po raz trzeci w ostatnich dniach akcje przeciwko planom budowy elektrowni atomowej w Polsce. Kilka dni wcześniej odbyła się pikieta i spotkanie w jednym z łódzkich klubów z weteranem protestów antyatomowych, Januszem Waluszką. Tym razem przeciwnicy zgromadzili się w centrum miasta na Placu Wolności, gdzie przemawiano do zgromadzonej publiczności i Łodzian, informując o zagrożeniach i kosztach inwestycji atomowej w naszym kraju. Następnie pochód ruszył ul. Piotrkowską symbolicznie wywożąc na taczkach atomowe beczki, za którymi niesiono transparent „Czernobyl 1986 Fukushima 2011 teraz Polska?". Pochód po 40 minutach przy dźwiękach samby dotarł do pasażu Rubinsteina, gdzie ponownie odbył się odczyt i rozdawanie ulotek przechodniom. Po kilkunastu minutach zgromadzeni w tym miejscu rowerzyści ruszyli karawaną rowerową do Rogoźna, gdzie wieczorem odbyło się ognisko i impreza integracyjna.
19 marca 2011 | Dział: Łódzkie

W sobotnie popołudnie kilkudziesięcioosobowa grupa aktywistów protestowała w Łodzi przeciwko budowie elektrowni atomowej w Polsce. Część uczestników miała na twarzach maski przeciwgazowe i rozdawała łodzianom ulotki informujące o niebezpieczeństwach energetyki atomowej. „Chcemy poinformować społeczeństwo o skutkach, zanim decyzje zapadną i rząd zdecyduje o budowie elektrowni. Wbrew temu, co mówią eksperci, nie będzie ona ani nowoczesna, ani w pełni bezpieczna. W każdym reaktorze są pierwiastki promieniotwórcze, które mogą skazić środowisko” - mówił przez megafon Łukasz Nawrot z Federacji Anarchistycznej Łódź. Aktywiści żądali ogólnokrajowej debaty a następnie referendum, które dałoby odpowiedź czy społeczeństwo rzeczywiście chce budowy tak niebezpiecznego źródła energii.

16 lutego 2011 | Dział: Łódzkie
Łódzka biblioteka anarchistyczna "Słowo" znowu działa!!! Jak piszą twórcy projektu na jego nowej stronie internetowej, www.biblioteka.bzzz.net :
"Biblioteka "Słowo" funkcjonuje od kilku lat przy łódzkiej sekcji Federacji Anarchistycznej. Nazwa pochodzi od anarchistycznej Spółdzielni Wydawniczej "Słowo" powstałej w Łodzi w 1946 roku, które zajmowało się publikowaniem dzieł klasyków anarchizmu.Na początku 2011 roku Biblioteka przeszła remont - zmieniła stronę, lokalizację, ułatwiła wgląd w swe zbiory. Unowocześniła się.

02 stycznia 2011 | Dział: Łódzkie
W Łodzi otwarta została biblioteka z literaturą poświęconą szeroko pojętemu anarchizmowi i prawom zwierząt. WYZWOLENIE, taką nazwę nosi nowa inicjatywa, mieści się w sklepie wegetariańskim Bliżej Natury przy ulicy Wschodniej 64 (jest też wejście przez bramę od Piotrkowskiej 44), czynna jest od poniedziałku do piątku w godzinach 10 – 18 i w soboty od 10 do 14.

13 grudnia 2010 | Dział: Łódzkie

W niedzielę 13 grudnia na łódzkim Pasażu Rubinsteina zebrało się około 50 przedstawicieli łódzkich środowisk anarchistycznych, lewicowych i antyfaszystowskich wspierani przez gości z Niemiec i warszawską sambę, która wspólnie z łódzkim Rythms of Resistance rozgrzewała uczestników protestu. Protest przeciwko przemocy państwa, zwołany w przeddzień rocznicy wprowadzenia stanu wojennego miał związek z zabójstwem 46 – letniego Łodzianina przez pijanego funkcjonariusza wydziału kryminalnego łódzkiej policji, w zeszły czwartek.

24 lutego 2011 | Dział: Zachodniopomorskie
W czwartek 24 lutego odbyła się akcja informacyjna dotycząca warunków panujących w zakładach na terenie Goleniowa i w okolicach. Akcja organizowana była komisje Inicjatywy Pracowniczej z Poznania i Goleniowa, brali w niej udział działacze poznańskiej Federacji Anarchistycznej.

O sytuacji w zakładach Swedwood można przeczytać więcej na witrynie Inicjatywy Pracowniczej. Do działaczy pikietujących pod Swedwoodem wyszli przedstawiciele działającego na terenie przedsiębiorstwa związku zawodowego „Budowlani” (OPZZ). W rozmowie zgodzono się, że trzeba podjąć energiczne kroki w kierunku  polepszenia warunków pracy i płacy w zakładach.

12 lutego 2011 | Dział: Zachodniopomorskie
11 lutego w Goleniowie odbyły się dwie pikiety informacyjne przeciwko zwolnieniom działacza i działaczek związkowych Inicjatywy Pracowniczej z fabryki Baltic Spinning w Goleniowskim Parku Przemysłowym. Kilkanaście osób ze Inicjatywy Pracowniczej z Goleniowa i Poznania, w tym działacze poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej, w południe rozdało ulotki na głównym placu Goleniowa, po czym pikietowało pod główną bramą Baltic Spinning.

16 września 2011 | Dział: Pomorskie

 

Co z mieszkaniami i pracą?

 

W ostatnich dwóch tygodniach media raczą społeczeństwo wyborczą papką. Gazety i telewizja żyją dyskusją o dyskusjach czy i kiedy odbędzie się debata Tuska z Kaczyńskim. Mniej ważna jest kwestia, co mogliby powiedzieć nam politycy. Wielkim tabu odbywającego się spektaklu jest sprawa sytuacji mieszkaniowej w Polsce. Nie słyszeliśmy dotychczas, żadnej ciekawej deklaracji ideowej ani propozycji wyborczej w sprawie mieszkań i rynku pracy. Rząd Tuska kilka dniu temu, co prawda ogłosił raport o sytuacji młodych Polaków odkrywając z przerażeniem sprawę umów śmieciowych. Jednak wątpię, aby ktokolwiek nabrał się na autentyzm troski polityków w tej sprawie. Ogłoszenie konieczności załagodzenia tej sytuacji, jakiej doświadcza wielu młodych ludzi w tym kraju na kilka dni przed wyborami nie można nazwać inaczej jak kiełbasą wyborczą Platformy Obywatelskiej skierowanej do młodszej części elektoratu PO. Trudno uwierzyć w to, że rząd nie mógł w tej sprawie działać wcześniej. I nie ma się, co dziwić, że wspomniane tematy są niewygodne dla rządzącej ekipy. W tej kwestii obecny rząd oraz obsadzone przez PO samorządy w Polsce konsekwentnie wiele psuły, udając teraz zdziwienie i troskę zachowują się trochę jak zamachowiec, który w trakcie przeprowadzania akcji mającej zniszczyć przeciwnika w pewnym momencie stwierdza z przerażeniem: A CO JEŚLI ICH ZABIJEMY?! Ale o tym poniżej…

 

Na lewicy (nie mylić z SLD) zorientowanej na tworzenie społeczeństwa obywatelskiego wspomniane tematy pozostają na szczęście nadal w centrum uwagi. I tak niedawno miałem przysłuchiwać się dyskusjom w Gdańskim szczycie społecznym odbywającym się pod hasłem „O mieszkanie i godną pracę”. Udział w spotkaniu wzięli działacze związków zawodowych, Federacji Anarchistycznej, lokatorzy oraz członkowie gdańskiej Grupy Nic o Nas bez Nas.

Spotkanie otworzył Grzegorz Ilnicki z Konfederacji Pracy. Tytułem wstępu przedstawiono tło wdrażania gdańskiej reformy komunalnej. Na kilka dni przed debatą Paweł Adomowicz (prezydent Gdańska) zamieścił na swoim blogu wpis: „Ponad połowa badanych respondentów (56,9%) wszystkich osób wspólnie gospodarujących jest nieaktywnych zawodowo.” Wniosek ten prezydent Gdańska oparł na zamówionym raporcie o sytuacji w zasobie komunalnym. Niemniej jednak w raporcie możemy przeczytać, iż większość zalegających z opłatami to ludzie pracujący, których nie stać na utrzymanie mieszkań (patrz str.15 http://www.adamowicz.pl/wp-content/uploads/2011/08/MOPS-raport-komunalny.pdf). Przykład okazuje się być symptomatyczny dla atmosfery wprowadzania podwyżek czynszów mieszkań w całej Polsce. Neoliberałowie wmawiają społeczeństwu tezę o mieszkalnictwie komunalnym jako artefakcie poprzedniego systemu, w którym schronili się ludzie, którzy nie chcą pracować.

 

Szczyt podzielony był na dwa bloki tematyczne. Pierwszy: blok lokatorski skupiał się na omówieniu polityki mieszkaniowej w Polsce. Z kolei w drugiej części podjęto dyskusję nad stabilnością zatrudnienia w naszym kraju.

 

Łukasz Muzioł z Grupy Nic o Nas bez Nas przedstawił sposób wdrażania tzw. „reformy” komunalnej w Gdański. Podkreślał, że słowo reforma w tym przypadku ma wymiar propagandowy i oznacza jedynie podwyżkę czynszów o 150% obecnej stawki. Mówił, że trudno nazwać nowy projekt polityki nad zasobem komunalnym reformom rozumianą jako poprawę obecnej sytuacji lokatorów - w przypadku, gdy za podwyżką nie idzie w parze zmiana wielkości budżetu, który miasto chce przeznaczyć na remonty mieszkań.

Gdańsk wzoruje nową ustawę o mieszkalnictwie komunalnym na reformie przeprowadzonej w Białym Stoku, która jednak pomimo wielu kontrowersji miała na celu zwiększenie budżetu na gospodarowanie podlegającym magistratowi lokalom.

 

Ta niesamowita inżynieria społeczna ma swojego architekta Pawła Lisickiego (zastępca prezydenta Gdańska odpowiedzialny m.in. za mieszkalnictwo komunalne), który uprawia politykę szykan i oszczerstw będącą częścią kampanii przygotowującej do reformy. Urzędnikom nie przeszkadza sprzeczność mówienia o tym, że w mieszkaniach komunalnych mieszka wielu zamożnych obywateli będących jednocześnie patologią niepłacącą czynszów, nadającą się do kontenerów. Przyglądając się tej polityce nie mogę odmówić jej strategii. Ktoś mógłby powiedzieć, aby się władze Gdańska zdecydowały czy w zasobie komunalnym mieszkają bogaci czy patologia. Ale przecież o to chodzi, aby w tym schizofrenicznym przekazie dotrzeć do tych, co nie lubią bogatych i do tych, co gardzą patologią. W końcu ciężko byłoby wprowadzać radykalne podwyżki za pomocą czytelnych i spójnych komunikatów: GDAŃSK NIE LUBIMY TU BIEDNYCH.

 

Przedstawicielka Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej Agata Nosal opowiadała o rządowym projekcie zmian w ustawie o ochronie praw lokatorów. I tutaj rząd ma się jednak, czym chwalić w przygotowanych zmianach w ustawie pojawiają się zapisy umożliwiające eksmisje na bruk, brak możliwości dziedziczenia mieszkań socjalnych, umowy najmu na czas określony oraz komercjalizacja czynszów.

 

Mamy także w Polsce nowy standard mieszkalnictwa komunalnego, który inspiruje wiele Polskich miast. O polityce kontenerowej i jej skutkach społecznych opowiedziała Katarzyna Czarnota z Federacji Anarchistycznej. Coraz więcej polskich miast stawia na obrzeżach aglomeracji kontenery mieszkalne. Standardy tych pomieszczeń dyskwalifikują je jako całoroczne mieszkania. Czarnota jako naoczny świadek tego, jak wygląda życie w kontenerach zwraca uwagę na zjawisko gettoizacji najbiedniejszych oraz na urągające ludzkiej godności warunki w nich panujące – grzyb, wilgoć, brak wentylacji pomieszczeń kontenerowych powodują, że zaczynają one gnić po 3 m/c od zamieszkania. Kolejnym problem jest ogrzewanie kontenerów w okresie zimowym, które z uwagi na przepisy BHP można ogrzewać jedynie prądem. Lokatorzy, którzy trafiają do kontenerów z powodu zadłużenia mieszkań komunalnych są wpędzeni przez gminy w pętlę zadłużenia. Mając do wyboru płacić czynsze czy ogrzać za kilkaset złotych prądem kontener wybierają to drugie, co też nie zawsze jest możliwe z powodu wielkości opłat za dostarczenie mediów do pomieszczeń z blachy i plastiku.

 

Gminy mające już kontenery czy dopiero planujące wprowadzić ten nowy standard mieszkalnictwa socjalnego (np. Gdańsk) prowadzą tę politykę przy akompaniamencie retoryki gróźb i kar. Mówiąc, że do kontenera zsyłana będzie patologia i najgorszy element społeczny mylą swój mandat społeczny: ustawodawczy i wykonawczy z sądowniczym.

 

Warszawa z kolei ma swój sposób na reprywatyzacje mieszkań. Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów opowiedział o zjawisku „odzyskiwania” kamienic przez firmy specjalizujące się w odnajdywaniu spadkobierców właścicielu przedwojennych kamienic. Od których następnie wykupywane są roszczenia do budynków, z których pozbywa się lokatorów wprowadzając drakońskie podwyżki. W jednym z przypadków było to ustalenie czynszu w wysokości 100,00 zł na m2 mieszkania. Ciszewski stawia tezę, iż firmy te muszą działać za cichym przyzwoleniem władz gdyż głównie urzędnicy mają dostęp do informacji, kto był właścicielem kamienic przed wojną.

Krytyka Polityczna pisała niedawno o jednej z ofiar tej polityki zmarłej tragicznie w niewyjaśnionych okolicznościach Jolancie Brzeskiej, nękanej w ostatnich miesiącach życia przez firmę chcącą pozbawić jej prawa do mieszkania.

 

W bloku poświęconym stabilności zatrudnienia w Polsce pierwszy zabrał głos Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej. Omówione zostały wady i zalety stabilności i elastyczności zatrudnienia. Urbański zauważył, że w Polsce mamy do czynienia z sytuacją, w której pracodawcy skutecznie dyktują warunki zatrudnienia a dominują umowy na czas określony. Zwrócił jednocześnie uwagę na złożoność walki o stabilność pracy, która to nie zawsze musi być korzystna dla pracowników.

 

Grzegorz Ilnicki z Konfederacji Pracy polemicznie do wystąpienia Urbańskiego wyjaśniał, dlaczego jedynie forma umowy o pracę na czas nieokreślony w obecnej sytuacji prawnej gwarantuje stabilność zatrudnienia. W przypadku takich umów pracodawcę obowiązuje 3 m/c okres wypowiedzenia oraz w przypadku zwolnienia konieczność podania konkretnej weryfikowalnej i zrozumiałej dla pracownika przyczyny. W obecnym ustawodawstwie pracodawcy unikają podpisywania umów dających osłonę prawną pracownikom wykorzystując niewiedzę zatrudnionych do naruszania ich interesów. Pomimo to, że w wielu sytuacjach charakter wykonywanej pracy implikuje podpisanie umowy o pracę pracodawcy proponują umowy śmieciowe. W takich sytuacjach w przypadku zwolnienia z pracy pracownik ma szansę ustalić w sądzie faktyczny stosunek pracy i żądać wypłaty należnych nadgodzin, pensji czy przywrócenia do pracy.

 

O zagrożeniach płynących z outsourcingu opowiedział Jarosław Niemiec ze Związku Zawodowego Górników w Polsce. Outsourcing sam w sobie nie jest złem, jeśli jest wykorzystywany zgodnie ze swoim przeznaczeniem jako jednorazowe lub okresowe świadczenie usług dla firmy, która, na co dzień trudni się działalnością odmienną niż ta, którą oferuje firma zewnętrzna. Problem w tym, że firmy ouotsourcingowe stają się w swojej działalności nieprzejrzyste i przenikają na rynku pracy coraz więcej przedsiębiorstw. Taka tendencja powoduje odpływ stabilnych etatów z firm na rzecz elastycznie świadczonych usług przez pracowników zatrudnianych w agencjach pracy tymczasowej. Aby zrozumieć skalę niebezpieczeństwa wystarczy zauważyć, że na 280 zarejestrowanych w Polsce firm outsourcingowych wartych 4 miliardy złotych, firmy te wykazują jedynie 100 tyś. zatrudnionych osób na umowę o pracę.

 

Karolina Montygierd (z Grupy Nic o Nas bez Nas) przedstawiła sytuację wolontariatu w Gdańsku. Opowiedziała jak wolontariat rozumiany kiedyś jako bezinteresowna pomoc bliźniemu zostaje przewartościowany w miejsce płatnych etatów, na których Gdańsk próbuje zaoszczędzić. I tak w ofercie wolontariatu znajdziemy prace biurowe w urzędzie miasta czy też przymusowe uczestnictwo uczniów szkół podstawowych w przeprowadzeniu próby przeciwpożarowej na nowopowstałej PGE Arenie.

W sytuacji, w której rząd dyskutuje o wprowadzeniu wynagrodzenia za staże i praktyki może warto byłoby także, przyjrzeć się działalności administracji i jej wpływowi na przemieszczanie się płatnych miejsc pracy w miejsce nieodpłatnej. Przy takiej ofercie rynku pracy młodzi ludzie są skazywani na brak perspektyw i uniki ze strony pracodawców zatrudnienia pracowników. Obecna sytuacja zachęca do nieustannej wymiany praktykantów i przepływu wolontariuszy przez miejsca dawniej zarezerwowane dla odpłatnej pracy.

W pierwszej fali kryzysu gospodarczego mieliśmy do czynienie z uspołecznieniem strat i prywatyzacją zysków czyżby kolejnym etapem miało być ucharytatywnienie płatnej pracy i prywatyzacja zysków?

 

Na koniec bloku o stabilności zatrudnienia Bartosz Kantorczyk z Inicjatywy pracowniczej omówił plusy i minusy związków zawodowych. Mówił między innymi o upolitycznieniu i zagubieniu interesów pracowniczych wśród dużych związków zawodowych oraz niezależności małych związków okupionej ciężarem istnienia ciągłego konfliktu miedzy związkowcami a pracodawcą. Następnie omówił ryzyko nagłaśniania medialnego sporów między pracownikiem a zakładem pracy. Podkreślał, ze ta strategia ma jedynie sens w sytuacji dużej pewności wygranej pracownika i poparcia ze strony związku w innym przypadku pracownik naraża się na utratę pracy, ostracyzm ze strony pracodawców i brak perspektywy zatrudnienia z powodu etykietki „związkowca i zadymiarza”.

 

W zdesubstancjalizowanej polityce nie będziemy mieli okazji usłyszeć, żadnej konkretniej propozycji na wskazane wyżej problemy. Najbliższe dni pokażą czy politycy w ogóle odważą się podjąć temat stabilności zatrudnienia i mieszkań w Polsce. Pewnie SLD i PIS-owi przyjdzie łatwiej składać w tej sprawie obietnice z uwagi na niewielkie szanse tych partii na wejście po wyborach do rządzącej koalicji. W Polsce jeszcze długo będziemy oglądać rozgrywki karteli politycznych w zamkniętym obiegu tych samych ludzi między tymi samymi partiami. Byłoby naprawdę beznadziejnie gdyby tak jak tego chcą politycy na tym się kończyło. Demokracja na szczęście to nie tylko oddanie, co cztery lata głosu na któregoś z polityków. Jest jeszcze polityka oddolna i społeczeństwo obywatelskie, które stawia opór organizuje się i jak pokazał Gdański Szczyt Społeczny również ze sobą dyskutuje.

 

16 września 2011 | Dział: Pomorskie
Widzowie telewizji CNN International na całym świecie mieli dziś okazję aby dowiedzieć się o gdańskich podwyżkach czynszów. W nadawanym na żywo z Długiego Targu programie „Eye on Poland” wystąpili aktywiści NONBN prezentujący przetłumaczony na język angielski napis „Stop podwyżkom czynszów w Gdańsku”.

Tematyka mieszkaniowa była niespodzianką dla ekipy CNN, która swój program planowała poświęcić głównie przygotowaniom do mistrzostw Europy w piłce nożnej (wczoraj filmowano m.in. stadion w Letnicy). My jednak postanowiliśmy zaprezentować światu koszty rzekomych „sukcesów” Gdańska w tej dziedzinie.

Jeśli miasto nie wycofa się z najbardziej kontrowersyjnych zapisów „reformy” mieszkaniowej, to podobne akcje promocyjne będziemy przeprowadzać przy każdej nadarzającej się okazji. Szczególnie przed i w trakcie EURO2012.

26 lipca 2011 | Dział: Pomorskie
W niedzielę 28 sierpnia o godzinie 12:00 pod Złotą Bramą rozpocznie się czwarty już Marsz Pustych Garnków przeciwko podwyżkom czynszów i antyspołecznej polityce władz Gdańska. Zapraszamy do udziału mieszkańców lokali komunalnych, jak też wszystkie inne osoby mające dość ponoszenia kosztów decyzji podejmowanych ponad głowami społeczeństwa. Razem wyjdźmy na ulicę i pokażmy, że mieszkańcy Gdańska nie będą biernie poddawać się kaprysom Pawła Adamowicza i jego dworu!

1 września wchodzą w życie nowe stawki czynszowe w mieszkaniach komunalnych, które dla zdecydowanej większości najemców oznaczać będą drastyczną podwyżkę opłat, nawet o 150%. Podwyżka o takiej skali bez wątpienia stanie się przyczyną dramatu wielu rodzin, które nie będąc w stanie regulować należności popadną w długi i staną przed widmem utraty mieszkań. Przewidując zwiększoną liczbę eksmisji, władze miasta dopuszczają nawet budowę podmiejskiego osiedla kontenerowego, do którego będą wykwaterowywać dłużników. Sprzedaż zabranych lokatorom mieszkań pomoże łatać rosnącą miejską dziurę budżetową, co zdaje się być głównym celem planowanych podwyżek.

Skutki polityki zadłużania miasta dziś ponosić mają najemcy mieszkań komunalnych, ale prędzej czy później dotkną one nas wszystkich. Nasze miasto, na skutek megalomanii jego władz oraz pazerności krążących wokól nich biznesmenów coraz szybciej podąża ścieżką niekontrolowanego zadłużania się, której koniec jest zawsze taki sam – koszty spłaty gigantycznych zobowiązań ponosi społeczeństwo. Pierwsze objawy już widzimy w postaci coraz wyższych opłat, zamykania niedochodowych szkół, przymusowego przekształcania miejskich instytucji socjalnych w finansowane z grantów organizacje „pozarządowe”, czy obcinania funduszy na projekty społeczne kiedy brakuje kilkuset milionów na prowadzący do nikąd tunel. W miare powstawania kolejnych stadionów, hal sportowych, ECSów czy Teatrów Szekspirowskich zjawiska te będą się tylko nasilać.

Musimy już teraz głośno powiedzieć STOP takiej polityce, jeśli chcemy w Gdańsku uniknąć scenariusza greckiego, w którym wierzyciele przejmują publiczny majątek, bogacze uciekają z nagromadzonym kapitałem, a zwykłym ludziom każe się zaciskać pasa.  Jeśli dziś pozwolimy władzom miasta ograbić naszą sąsiadkę-emerytkę z „komunałki” wyższym czynszem, to jutro ograbią i nas.

Dlatego w niedzielę 28 sierpnia wszyscy solidarnie przyjdźmy pod Złotą Bramę z garnkami i łyżkami. Niech ten marsz będzie największą do tej pory demonstracją niezadowolenia z polityki zadłużania miasta kosztem społeczeństwa. Niech dźwięk pustych garnków przypomni Adamowiczowi, że władza ma służyć mieszkańcom, a nie odwrotnie!

13 czerwca 2011 | Dział: Pomorskie
Jedni nieśli w rękach flagi z logo Platformy Obywatelskiej, inni transparenty z hasłami przeciwko niej i kartony. Pod Ergo Areną, w której odbywa się kongres PO spotkało się kilka grup protestujących. Wśród nich było aktywiści z grupy NIC O NAS BEZ NAS.
Trwała budowa
domów z kartonów.Na barierkach, które skutecznie odgradzały nieproszonych gości od Ergo Areny zawisły transparenty:"Patologia na swoje miejsce. Lisicki do kontenera" oraz "Budyń Szkodzi!". W ten sposób grupa NONBN po raz kolejny zamanifestowała swoje niezadowolenie z podwyżek czynszów w mieszkaniach komunalnych, które w Gdańsku zaczną obowiązywać od września.
15 maja 2011 | Dział: Pomorskie
"Sześć osób odurzonych gazem zabrała karetka, kilkanaście innych, poturbowanych odeszło o własnych siłach. Tak zakończył się Marsz Pustych Garnków, który przeszedł przez centrum Gdańska pod hasłem “Solidarnie przeciwko podwyżkom czynszów”. Marsz odbywał się podczas wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Gdańsku.

Władze miasta, które w sobotę , o tej samej porze, brały udział w uroczystościach wmurowywania kamienia węgielnego pod budowę Europejskiego Centrum Solidarności, od protestujących mieszkańców odgrodziły się barierkami. Za nimi stała cała armia policji i straży miejskiej. Funkcjonariusze jednak nie zareagowali i stali w oddali z założonymi rękami, podczas gdy pracownicy firmy ochroniarskiej Taurus taranowali tarczami i metalowymi barierkami m.in. starsze kobiety stojące w pierwszym rzędzie. Mimo, że marsz był pokojowy, ochroniarze jego uczestników potraktowali gazem. Jedna z osób zemdlała."
22 kwietnia 2011 | Dział: Pomorskie
Nieformalna Grupa „26 kwietnia” zawiesiła w Gdańsku Wrzeszczu na wiadukcie kolejowym w pobliżu Galerii Bałtyckiej kilkumetrowy transparent nakłaniający do udziału w demonstracji przeciwko budowie w Polsce elektrowni jądrowej. 26 kwietnia wypada rocznica katastrofy w Czarnobylu i tego dnia o godz. 17.00 w Gdańsku jak i w innych miastach Polski planowane są demonstracje. Właśnie 26 kwietnia warto przypomnieć, że elektrownie atomowe nie są w pełni bezpieczne. Czarnobyl, Fukushima czy niedawne kłopoty w elektrowni w Czechach dowodzą, że awarie w elektrowniach nuklearnych są nieuniknione. Według raportów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej od początku lat 70–tych na świecie zdarzyło się ok. 400 wypadków tzw. poważnych.

Zarówno w Czarnobylu jak i w Fukushimie władze bagatelizowały początkowo rozmiar katastrofy nie informując w pełni obywateli o zagrożeniu i i skali skażenia powstałego w wyniku awarii. Podobnie zachowują się władze w Polsce, które wmawiają teraz obywatelom, że w Fukushimie nic się nie stało, a wcześniej bez publicznej debaty podjęły arbitralną decyzja o budowie elektrowni nuklearnej. Podczas gdy kolejne kraje jak Włochy czy Niemcy po awarii w Fukushimie wycofują się z programu energetyki jądrowej, rząd w Polsce wciąż nieugięcie stoi na stanowisku, że jest to technologia bezpieczna i opłacalna. Tymczasem dyskusji publicznej czy analizy krytycznej projektu, jak nie było, tak nie ma, a jedyne z czym mamy do czynienia to finansowana przez rząd z publicznych pieniędzy proatomowa propaganda.

Dlatego zachęcamy do udziału w demonstracji w Gdańsku o godz 17 na placu przy kinie Krewetka wszystkich tych, którzy uważają, że energetyka jądrowa nie jest ani bezpieczna, ani ekologiczna, ani tania. Zapraszamy wszystkich tych, którzy sądzą, że inwestowanie w energetykę ze źródeł odnawialnych, zmodernizowanie linii przesyłowych
to alternatywy wobec kosztownych i niebezpiecznych planów budowy elektrowni jądrowej w Polsce.

RIOT NOW! OR NEVER

07 kwietnia 2011 | Dział: Pomorskie
W niedzielę 27 marca odbył się drugi Marsz Pustych Garnków, który przeszedł ulicami gdańskiej Starówki, między innymi pod oknami jednego z mieszkań należących do prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Wszystkim uczestnikom dziękujemy za wspólny protest i wiarę w to, że razem zatrzymamy podwyżki czynszów. Następnym razem będzie nas jeszcze więcej!
23 lutego 2011 | Dział: Pomorskie

W poniedziałek koło południa wysłaliśmy do trójmiejskich mediów informację o organizowanej przez Grupę Inicjatywną “NIC O NAS BEZ NAS” serii spotkań informacyjnych w sprawie podwyżek czynszów. Trzy godziny później, Biuro Prasowe Urzędu Miasta Gdańska wystosowało oficjalny komunikat prasowy pt. “Akcja dez-informacja”, w którym rozpoczyna się słowami:

W związku z rozesłanym przez grupę inicjatywną zaproszeniem na cykl „Spotkań informacyjnych ws. podwyżek czynszów” raz jeszcze przypominamy, że grupa ta nie posiada pełnych i wyczerpujących informacji dotyczących wprowadzanych zmian i tym samym nie ma legitymacji do prowadzenia jakiejkolwiek kampanii informacyjnej.

W dalszej części tekstu (całość tutaj) przedstawiciele miasta zapewniają, że podwyżki wejdą w życie nie wcześniej niż w drugiej połowie roku i będą poprzedzone kilkumiesięczną kampanią informacyjną na temat “działań związanych z wprowadzeniem nowych regulacji polityki czynszowej dotyczącej lokali komunalnych”. Tłumacząc na polski: miasto w końcu poinformuje mieszkańców o podwyżkach czynszów. Tylko dlaczego każe czekać na taką informację już ponad rok od kiedy podwyżki zostały uchwalone przez Radę Miasta?

Próby wmawiania Gdańszczanom, że strona społeczna “nie posiada pełnych informacji” na temat podwyżek to kpiny porównywalne z zapewnieniami libijskiego dyktatora Kadaffiego, że prawdę o sytuacji w kraju pokazuje wyłącznie jego telewizja. Pełna informacja o nowych stawkach czynszów znajduje się w obowiązującym wieloletnim planie gospodarowania gminnym zasobem mieszkaniowym i nie jest żadną tajemnicą. Jedyne, co wnieść może planowana przez miasto kampania informacyjna, to owinięcie podwyżek w bawełnę zgodnie z zasadami “pijaru”, dzięki którym będą one łatwiejsze do przełknięcia dla niekumatych. Dlatego właśnie włodarze miasta są tak wściekli, że ktoś ich ubiega i zamiast medialnej propagandy podaje ludziom gołe fakty na temat tego, co ich czeka za sprawą “regulacji” Adamowicza i Lisickiego.

I tak jak kolejne kłamstwa dyktatorów tylko zwiększają gniew arabskiej ulicy, tak my spodziewamy się coraz większej frekwencji na naszych spotkaniach – najemcy lokali komunalnych to nie idioci i doskonale wiedzą, że skoro miasto tak desperacko próbuje zablokować informację o podwyżkach, to znaczy że będą one wyjątkowo drastyczne. Potwierdziło się to dziś w Nowym Porcie, gdzie rozpoczęliśmy naszą serię spotkań informacyjnych. Sala miejscowej Rady Osiedla z trudem pomieściła wszystkich mieszkańców przybyłych, aby dowiedzieć się prawdy o podwyżkach. A to dopiero początek.

Chodzą słuchy, że Paweł Adamowicz remontuje ulicę Słowackiego głównie po to, żeby w razie czego móc szybko ewakuować się na lotnisko. Póki co nie wiadomo, czy Arabia Saudyjska zgodzi się udzielić mu azylu politycznego.

12 lutego 2011 | Dział: Pomorskie
W dniu 8 lutego 2011 roku mieszkańcy dzielnicy Jelitkowo spotkali się z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem w celu przedstawienia argumentów przemawiających za umożliwieniem im wykupu najmowanych mieszkań komunalnych. Miasto odmawia wykupu, planując przeznaczenie nadmorskiego terenu Jelitkowa “dla turystów” i jednocześnie drastycznie podnosi czynsze w mieszkaniach komunalnych – nawet o 150% – tłumacząc, że ma to “zachęcić ludzi do wykupu”. Przedstawiamy zapis audio ze spotkania.
10 lutego 2011 | Dział: Pomorskie
Jak podaje maszemiasto.pl w Gdańsku wybuchła dyskusja wokół projektowanej wystawy zdjęć przedstawiających warunki panujące w osiedlu kontenerowym w Bydgoszczy. Radna Jolanta Banach poprosiła przewodniczącego Rady Miasta Gdańska o wyznaczenie miejsca na ekspozycję. Odmówiono jej, ewidentnie uchylając się od rzeczowej debaty na temat sensowności tego typu rozwiązań.

06 kwietnia 2012 | Dział: Śląskie


Dziś w godzinach wieczornych na dworcu głównym w Bielsku-Białej pojawił się bilbord z hasłem:

MEDIA CENZURUJĄ

MY POPIERAMY

STRAJK ROBOTNIKÓW

HUTY BATORY W CHORZOWIE

Pod akcja podpisała się Federacja Anarchistyczna Częstochowa i ZZ Federacja Pracownicza

19 marca 2012 | Dział: Śląskie

Federacja Anarchistyczna i ZZ Federacja Pracownicza w dniu 15 marca zorganizowały akcję pod hasłem „Nie dla wydłużania wieku emerytalnego!”. Dystrybucję ulotek rozpoczęto przed Powiatowym Urzędem Pracy – symbolem liberalnych rządów. Dalsza cześć akcji miała miejsce na tzw. 'kwadratach', największym skrzyżowaniu w mieście.

 

Z ust przechodniów można było usłyszeć dobitne wypowiedzi względem premiera Tuska i polityki rządu. Osoby w wieku przedemerytalnym i emeryci chętnie dzielili się opiniami na temat władzy. Oto kilka z nich:

Zamiast liberałek z Kongresu Kobiet, Tusk powinien spotkać kobiety z pośredniaka, wtedy by zobaczył...”

 

Kto wie, czy nie potrzebny by był kolejny dzień żałoby, tym razem ku pamięci T...”

 

Trafiliście w samo sedno, ten rząd trzeba rozwalić...”

 

W ciągu ponad godziny rozdano ponad 1000 ulotek, w których czytamy:

 

"Nie dla wydłużania wieku emerytalnego!

 

Tonący brzytwy się chwyta - to powiedzenie jak najbardziej pasuje do kolejnych posunięć neoliberałów z PO. Planowana reforma emerytalna to kolejny eksperyment na żywym (na nieszczęście rządu) społeczeństwie. Jak długo będziemy ponosić koszta cudzych „badań” granicy ludzkiej wytrzymałości? Kryzys nie zaczął się od Grecji, Hiszpanii czy Polski, kryzys jest spowodowany krachem całości systemu liberalnego. Wbrew temu, co mówią sprzedajne media - do obecnego stanu rzeczy doprowadziły nie przywileje socjalne grup pracowniczych lecz giełdowe machinacje bankierów.

Nie zgadzamy się, by za konsekwentnie antyspołeczne działania biznesmenów, bankowców i posłusznych im polityków – co jest wkalkulowane w „rozwój” kapitalizmu - po raz kolejny mieli płacić ludzie pracy.

Debatom dotyczącym referendum powinny towarzyszyć protesty społeczne.

Czołowi politycy Platformy Obywatelskiej proponują, by przeciw manifestantom wysłać wojsko i policję, przecież już Tadeusz Mazowiecki użył siły wobec strajkujących kierowców z MPK Białystok i rolników na Żuławach. Niczego innego neoliberałowie nie są w stanie obywatelom zaproponować.

Niech każdy z nas będzie „cegiełką” w barykadzie oporu przeciw posłusznej międzynarodowym bankom i korporacjom władzy w Warszawie. Nie bójmy się z tej możliwości skorzystać."

Federacja Anarchistyczna s. Częstochowa

Związek Zawodowy Federacja Pracownicza

19 maja 2011 | Dział: Śląskie
Demonstracja Antykongresowa w Katowicach została zalegalizowana zgodnie z wymogami podlegającymi procedurom mówiącym o zasadach bezpieczeństwa ( art. 6 i 7 ustawy z dn. 5 lipca 1990 r. Prawo o zgromadzeniach; Dz. U. Nr 51, poz. 297 z późn, zm. ) Mimo tego, uczestnicy zbierający się pod Spodkiem w Katowicach usłyszeli, iż nie mogą skorzystać z zalegalizowanej trasy przemarszu, ponieważ " jest zablokowana przez patrole policyjne ".
Zaproponowano im trasę odbiegającą od zalegalizowanej o 2 przecznice, co oznaczało zepchnięcie protestu w niewidoczny punkt miasta.
Nietrudno dojść do wniosku, iż było to na rękę władzom.
Uważamy jednak, iż posunięcie służb porządkowych namacalnie zaprzeczyło zasadom demokracji. Zgodnie z wcześniej zalegalizowaną trasą, nie bacząc na autorytarne zachcianki władzy, postanowiliśmy trzymać się wcześniej ustalonego planu.
Napotkaliśmy na naszej trasie na służby prewencji, które siłą starały się zablokować nasz przemarsz.
Jako uczestnicy zalegalizowanego protestu, jesteśmy zbulwersowani łamaniem zasad demokracji przez ramię 'demokratycznego' państwa.
26 lutego 2011 | Dział: Śląskie
26 lutego został w tym roku ogłoszony dniem akcji solidarnościowych z pracownikami marketów OBI. Inicjatorami akcji były: Związek Syndykalistów Polski i Freie Arbeiterinnen- und Arbeiter Union (polska i niemiecka sekcja Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracowników). Na apel odpowiedziały także KŚ Inicjatywa Pracownicza Południe oraz Federacja Anarchistyczna sekcje Częstochowa, Kraków i Śląsk.

W tym dniu na Śląsku i w Małopolsce IP i FA zorganizowały szereg akcji pod marketami OBI.

18 stycznia 2011 | Dział: Śląskie
W związku z apelem nawołującym do akcji solidarnościowych, wystosowanym przez greckich aktywistów z partyzanckiej grupy Konspiracyjnych Komórek Ognia, w dniu 17 stycznia bieżącego roku w woj. Śląskim odbyła się symboliczna akcja popierająca ów apel.

 

26 grudnia 2010 | Dział: Śląskie

W ostatnich miesiącach aktywiści i aktywistki ze Śląska byli nachodzeni przez oficerów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wszystkie osoby które miały do czynienia z niemiłymi odwiedzinami łączyło uczestnictwo w obozie antygranicznym w Brukseli, podczas którego były one aresztowane na czas 12 godzin, o czym z pewnością funkcjonariusze ABW zostali poinformowani przez swoich zagranicznych kolegów.

Prawdopodobnie to była podstawa ich dalszego zainteresowania danymi osobami.Na pytania o powód wizyty tajniaków jeden z aktywistów otrzymał odpowiedź: "orientuje się pan jaka jest obecna sytuacja na świecie, w Grecji...." Próbowali oni wydobyć od rozmówców informacje dotyczące lokalnego środowiska, miejsca spotkań, znajomych jak również "relacji" ze skrajną prawicą. Poza pytaniami odnoszących się do faktycznego powodu przybycia funkcjonariusze, w celu podtrzymania rozmowy i "rozluźnienia" atmosfery zadawali pytania nie mającego żadnego znaczenia, przykładowo: "czy policja was dobrze traktowała w areszcie..", "kto był odpowiedzialny za pożywienie na obozie...".

24 grudnia 2010 | Dział: Śląskie

23 grudnia na centralnym deptaku w Katowicach odbył się happening. Jego uczestnicy protestowali przeciwko zwiększeniu podatku VAT w kontekście obarczania społeczeństwa kosztami kryzysu i trwającego w Polsce od czasu transformacji ustrojowej procesu, którego konsekwencją jest stale zwiększająca się przepaść pomiędzy bogatymi, a biednymi, utrata przywilejów socjalnych i praw pracowniczych.

Podczas trwania akcji przechodnie mogli usłyszeć wystosowaną przez pomocników Mikołaja mowę, oraz otrzymać ulotki wraz z rózgami. Akcja spotkała się z dużym entuzjazmem przechodniów i przebiegła bez zakłóceń.

10 października 2010 | Dział: Śląskie

W dniu 9 października na ulicy Stawowej w Katowicach na przeciwko komisariatu, odbyła się pikieta zorganizowana przez FA Śląsk. O godzinie 12:00 zebrała się grupa ok. 25 osób, chcących wyrazić swój sprzeciw wobec brutalności policji, mediom promującym tylko zakończone sukcesem akcje policji oraz wobec istnieniu zawodu policjanta (w obecnej formie) w ogóle.

Gdy czarno-czerwone flagi powiewały na lekkim wietrze, przechodniom zostały rozdane 2 rodzaje ulotek informujących o kompromitujących poczynaniach policjantów min. w Nowym Targu lub na Śląsku, w nakładzie ok. tysiąca egzemplarzy.

 

09 maja 2012 | Dział: Małopolskie
Celebryci, politycy, wyznawcy futbolowej religii przybyli dziś na plac Szczepański by powitać święty puchar imienia Henriego Delaunaya. Sielską atmosferę popsuli jak zwykle anarchiści.

 

Impreza rozpoczęła się o godzinie 10.00 rano. Środek tygodnia i przedpołudniowa pora zostały wybrane celowo by wszyscy Krakowianie mogli oddać pokłon pucharowi. Poza organizatorami i celebrytami impreza zgromadziła aż kilkudziesięciu gapiów. Nagle gdy rozpoczęła się oficjalna “adoracja” pucharu grupa kilkunastu osób wyjęła transparenty i ulotki z hasłem “Najpierw chleba potem igrzysk”. Ta wywrotowa treść wybitnie nie przypadła do gustu organizatorom “adoracji”, którzy werbalnie i fizycznie zaatakowali protestujących. Ochroniarze próbowali wyprowadzić ich z placu, zabrać transparenty i aparaty fotograficzne. Wszystko po to by nic nie zmąciło jedynie słusznej propagandy sukcesu.

 

Gdy zaczął przemawiać prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, nie zrażeni niechęciom organizatorów protestujący wykrzykiwali hasła “Chleba zamiast igrzysk” czy “Miasto to nie firma” skutecznie zagłuszając oficjalne wystąpienie. Organizatorzy wielokrotnie prosili straż miejską i policję o surowe ukaranie protestujących.

 


Następnie – wobec braku pomocy ze strony służb porządkowych – sami brutalnie zareagowali. Gdy protestujący chcieli złożyć podpisy na pamiątkowej ścianie gruby ochroniarz (widoczny na fotografiach) własnym ciałem (głównie brzuchem) blokował dojście do ściany i szarpał za ręce osoby składające pamiątkowe podpisy. Jedna z osób filmujących całe wydarzenie kopniakami i duszeniem próbowała broniła ściany przed anarchistami/kami (na fotografii to pan w ciemnych okularach). Jedna z organizatorek pytała protestujących podczas przepychanek, czy brakuje im chleba i czy ma kupić go. Oni odpowiadali, że może kupić, ale nie nakarmi tysiące bezrobotnych oraz wykluczonych osób. Cała szarpanina trwała około godziny.

 


Dziękujemy mieszkańcom Krakowa za wsparcie i słowa poparcia podczas protestu!
22 marca 2012 | Dział: Małopolskie

“Elba zostaje” oraz “Stop eksmisjom” skandowało kilkaset osób zgromadzonych na wczorajszym koncercie projektu R.U.TA.


Po jednym z utworów na scenie pojawiły się osoby z FA Kraków z banerem “Stop eksmisji Elby i Rozbratu”, powiewały anarchistyczne flagi. Przez mikrofon zaproszono na piątkową demonstrację w obronie żoliborskiego skłotu. – Nie damy się korporacją, razem obronimy Elbę! – krzyczano ze sceny.

 

Demonstracja w obronie Elby rozpocznie się już jutro (piątek) o godzinie 17.00 na placu Bankowym w Warszawie.


Solidarność naszą bronią!

21 marca 2012 | Dział: Małopolskie

Dziś pod Urzędem Miasta Krakowa zgromadzili się rodzice, uczniowie, nauczyciele i mieszkańcy Krakowa, niezgadzający się z polityką wiceprezydent ds edukacji Anny Okońskiej-Walkowicz. Wśród zgromadzonych obecni byli przedstawiciele i przedstawicielki ZNP, “Solidarności”, Porozumienia Szkół, Forum Rad Rodziców, Krytyki Politycznej oraz Federacji Anarchistycznej Kraków.


Zgromadzeni zwracali uwagę na obciążanie przez władze skutkami swojej niegospodarności najmłodszych mieszkańców naszego miasta. – To że jest kryzys nie oznacza że można oszczędzać na oświacie, na naszych dzieciach!  – podkreślała przewodnicząca rady rodziców VIII LO. Protestujący domagali się również szerokiej debaty publicznej na temat zmian w oświacie z uwzględnieniem stanowiska strony społecznej.

 

Do zgromadzonych wyszła prezydent Okońska-Walkowicz jednak próby zabrania przez nią głosu były przerywane okrzykami zgromadzonych. Protest trwał ponad godzinę.

12 marca 2012 | Dział: Małopolskie

“Dość arogancji państwa wobec kobiet” – pod tym hasłem ulicami Krakowa przeszło dzisiaj prawie 200 osób w Manifie. Demonstracja rozpoczęła od przemówień pod Collegium Novum aby przejść pod Urząd Miasta i dalej przez Rynek na Plac Matejki.

 

TUTAJ możecie przeczytać jakie było postulaty tegorocznej Manify. Jedno z przemówień:


Państwo jest aroganckie wobec obywateli. Cały dyskurs polityczno-obyczajowy, który dominuje w Polsce: od władz samorządowych po rząd premiera Tuska jest arogancki. Władza nie wywiązuje się ze swoich obietnic i obowiązków.


Zamiast tego, żeby świętować Dzień Kobiet jesteśmy zmuszone/eni do wyjścia na ulice i zamanifestowania swoich poglądów. Nazywają nas bandą oszołomów, ale jak trafnie powiedziała Phoolan Devi, słynna „królowa bandytów” z Indii: Jestem tylko małym bandytą, prawdziwi bandyci od dawna siedzą w parlamencie.


Dlatego dzisiaj po raz kolejny jesteśmy zgromadzeni/one pod Urzędem Miasta, żeby wyrazić nasz gniew i oburzenie wobec arogancji władz samorządowych Krakowa. Arogancji, z którą mieszkanki i mieszkańcy miasta spotykają się na co dzień.


Podczas zeszłorocznej Manify prezydent Jacek Majchrowski publicznie obiecał zrealizować przynajmniej 3 nasze postulaty. Dzisiaj pytamy się: gdzie są rezultaty? Prezydent wspominał także o parytetach, jednak nie chodzi nam o parytety, ani o  to, żeby władzę sprawowali kobiety. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, którzy sprawują władzę są pasożytami społecznymi! Jaskrawy lokalny przykład – krakowski antysymbol, wiceprezydent Okońska-Walkowicz, która prowadzi politykę anty-kobiecą oraz antyspołeczną. Stanowczo sprzeciwiamy się takiej polityce!


Mamy dość zamykania, szkół, przedszkoli, żłobków!


Mamy dość wyrzucania na bruk lokatorek i lokatorów!


Mamy dość traktowania mieszkanek i mieszkańców Krakowa jako motłochu!


Miasto to nie firma, mieszkańcy to nie towar!


Domagamy się wprowadzenia demokracji bezpośredniej poprzez wprowadzenie budżetu partycypacyjnego w Krakowie! Wyłącznie taka formuła pozwoli na równe i sprawiedliwe uczestnictwo wszystkich mieszkanek i mieszkańców w zarządzaniu miastem.


Mamy dość politycznej hipokryzji i antyspołecznych ustaw!


Dość arogancji państwa wobec obywateli!


Dość arogancji państwa wobec mężczyzn!


Dość arogancji państwa wobec kobiet!


Dość państwa!

08 lutego 2012 | Dział: Małopolskie

Dzień przed sesją Rady Miasta Krakowa na której ma zapaść decyzja o likwidacji szeregu placówek edukacyjnych przed Urzędem Miasta odbył się protest uczniów, rodziców, nauczycieli skupionych w Porozumieniu Szkół. Pomimo siarczystego mrozu akcja zgromadziła około 100 osób.

04 lutego 2012 | Dział: Małopolskie

We wtorek o godz. 17 pod Urzędem Miasta odbędzie się demonstracja Porozumienia Szkół przeciwko planom likwidacji szkół i przedszkoli.


Porozumienia Szkół to inicjatywa łącząca rodziców i uczniów z zagrożonych likwidacją placówek edukacyjnych ( Gimnazjum nr 3, Specjalnego Ośrodka Szkolno Wychowawczego nr 5, Przedszkola 114, Zespołu Szkół Mechanicznych nr 4, Specjalnej Szkoły Podstawowej nr 121, Zespołu Szkół Ekonomicznych nr 3 ) w celu zmiany polityki oświatowej władz Krakowa. Protest wspiera Federacja Anarchistyczna sekcja Kraków.

 

Konferencja dotyczyła trudnej sytuacji w jakiej znalazła się krakowska oświata w związku z planem reform zaproponowanych przez Prezydent Annę Okońską-Walkowicz.  Przedstawiciele placówek przeznaczonych przez Annę Okońską-Walkowicz do likwidacji przedstawili swoją sytuację.

 

Dramatem może zakończyć się likwidacja Specjalnego Ośrodka Szkolno Wychowawczego nr 5, w którym uczą się m.in. osoby upośledzone umysłowe, autystyczne, niesłyszące. Specyfika  placówki wymusza zatrudnienie w niej odpowiednio przygotowanych pedagogów oraz funkcjonowanie w odpowiednio zaadaptowanym budynku. Wbrew opinii Anny Okońskiej-Walkowicz podopiecznych szkoły nie można przenieść do zwykłych placówek. – Taka młodzież w zwykłych szkołach jest marginalizowana, a w przypadkach ataków choroby do szkół wzywana jest policja bo nauczyciele nie wiedzą jak reagować – mówiła Joanna Wróblewska, Przewodniczącą Rady Rodziców SOSW nr 5.

 

Zebrani w porozumieniu podkreślali, że argumenty za likwidacją ich placówek są najczęściej delikatnie mówiąc niejasne. Często jako powód zamykania szkół władze podają, że mają one kiepski nabór. – Nikt nie wspomina, że wynika on z braku zgody władz na otwieranie kolejnych klas. – mówi Aleksandra Kułakowska, Wiceprzewodnicząca Rady Rodziców Gimnazjum nr 3.

 

Zdaniem przedstawicieli porozumienia polityka władz miast polega na tworzeniu atmosfery współzawodnictwa między przeznaczonymi do likwidacji szkołami. Podczas indywidualnych spotkań z władzami mówi się przedstawicielom każdej z placówek, że akurat ta na liście znalazła się przez przypadek.

 

Zwrócono też uwagę na fakt, iż część likwidowanych placówek posiada świeżo wyremontowane budynki w centrum miasta. – Nasze przedszkole przy ulicy Stradom ma być zamknięte z powodu rzekomego zagrożenia katastrofą budowlaną w sąsiedniej kamienicy – mówi Agata Kotula, rodzic podopiecznej przedszkola nr 114 im. Hans Christian Andersen. – Mamy informację z Nadzoru Budowlanego, iż zagrożenia nie ma – wyjaśnia.  Również budynek Gimnazjum numer 3 niedawno przeszedł gruntowny remont. Sfinansowany z pieniędzy wygenerowanych przez samą placówkę oraz z funduszu Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa.

 

Cięcia w oświacie mają posłużyć doraźnemu ratowaniu budżetu miasta. Nikt jednak nie zastanowił się jakie będą koszta społeczne likwidacji placówek. Czy stać nas więc na pozornie tanią edukację?

 

Nagrania z konferencji.

 

O sytuacji Specjalnego Ośrodka Szkolno Wychowawczego nr 5:

1

 

O sytuacji Gimnazjum nr 3:

2

 

O sytuacji przedszkola nr 114:

3

26 stycznia 2012 | Dział: Małopolskie
20 tysięcy osób przeszło przez Kraków w proteście przeciwko ACTA. Takiej demonstracji nasze miasto  nie widziało od lat ’80.

Już od godziny 17 pod Wieżą Ratuszową zbierały się setki osób. Obecni byli przedstawiciele różnych środowisk. Na demonstracje, która z założenia miała być apolityczna próbował zaistnieć Janusz Korwin-Mikke. Jednak szybko został zasłonięty czarnymi flagami, a zebrany tłum gwizdami i okrzykami „Stop kampanii politycznej” zagłuszył jego przemówienie.

 

Po rozpoczęciu demonstracja ruszyła ulicą Grodzką pod Wawel następnie plantami i Franciszkańską by przechodząc ponownie przez Rynek dotrzeć pod Barbakan. Gdy tłum dochodził pod Wawel reszta zebranych nadal pozostawała na Rynku Głównym. Wiele osób przyszło z ustami zaklejonymi taśmą z napisem ACTA. Zebrani skandowali: „Tusk matole skąd będziesz ściągał pornole”, „precz z cenzurą”, „wolne media”,  ”Nie dla ACTA” itp.

 

Akcja przebiegała w pokojowej atmosferze do samego końca.

13 grudnia 2011 | Dział: Małopolskie
Federacja Anarchistyczna Kraków pod hasłem „Systemy się zmieniają, przemoc państwa trwa” zorganizowała w rocznicę 13 grudnia happening na rynku w centrum miasta. W czasie trwania akcji anarchiści rozdawali ulotki informujące o represjach aparatu państwowego i samowoli policji. Odczytano listę osób, które poniosły śmierć po 1989 roku z rąk funkcjonariuszy. Wystarczy spojrzeć na ogólnodostępne statystyki Komendy Głównej Policji - mówił jeden z protestujących. Według nich, liczba przewinień policjantów wzrasta (w 2002 r. - 5710, w 2008 r. - 6361), ale liczba kar znacząco maleje (w 2002 r. ukarano dyscyplinarnie 2855 policjantów, w 2008 r. - 620).
27 listopada 2011 | Dział: Małopolskie
Wczoraj pod Galerią Krakowską odbył się happening z okazji dnia bez kupowania. Uczestnicy popadali w iście religijną ekstazę przed głównym wejściem do świątynni konsumpcji. Szerzej o co chodzi w całej akcji możecie poczytać na stronie:  bezkupowania.blogspot.com
25 listopada 2011 | Dział: Małopolskie

Protestujemy przeciwko rozrośniętej konsumpcji krajów wysokorozwiniętych, do których należy także Polska. Mamy dość dominacji korporacyjnych gigantów na rynku, nie chcemy już brać udziału w zabawie marketingowej, nie chcemy być przedmiotem manipulacji agencji reklamowych.
 

Nie chcemy żeby wmawiano nam, że posiadanie kolejnych produktów uczyni nas szczęśliwymi ludźmi! Nie zgadzamy się na to, że za produkcją przemysłową kryje się wyzysk pracowników (przede wszystkim w krajach rozwijających się, ale również na zachodzie), bezwzględne wykorzystywanie zwierząt, ogromne zanieczyszczenie środowiska, łamanie praw człowieka i wyniszczanie zasobów naturalnych ziemi. Chcemy decydować o tym, jak wygląda cały system produkcji, chcemy decydować o tym, czego potrzebujemy, a czego nie!

Chcemy wiedzieć w jakich warunkach i jakim kosztem został wyprodukowany każdy produkt, chcemy wiedzieć wszystko o firmach, o tym na jakich umowach zatrudniają swoich pracowników i jakie pensje im płacą, skąd biorą się materiały do produkcji i jaki koszt ponosi środowisko naturalne podczas produkcji. Nie chcemy reklam, w których nie ma prawdziwych informacji. Firmy, których zysk opiera się na wyzysku ludzi, zwierząt, środowiska naturalnego będziemy bojkotować!

W dzisiejszym systemie ekonomicznym każdy z nas jest bardziej klientem niż obywatelem. Wykorzystajmy to! Niech świadomi klienci dyktują warunki korporacjom!

26 listopada 2011 jest dniem bez kupowania – chcemy, aby w tym dniu każdy zamiast biegać po supermarketach i galeriach handlowych zatrzymał się na chwilę i pomyślał o konsekwencjach swojej konsumpcji. Codziennie coś kupujemy – ale przeważnie nie zastanawiamy się nad tym. Zastanówmy się dzisiaj i przyczyńmy się do zmiany świata na lepsze.

Kilka wskazówek:

Nie kupuj tego, czego nie potrzebujesz!

Kupuj rzeczy używane!

Sprawdzaj czy marka, którą chcesz kupić jest społecznie i ekologicznie odpowiedzialna!

Nie korzystaj z siateczek jednorazowych!

Segreguj śmieci!

Kupuj sprzęt energooszczędny!

Kupuj biodegradowalne kosmetyki i środki czystości!

Kupuj kosmetyki nie testowane na zwierzętach!

Ale przede wszystkim zastanawiaj się: czy naprawdę tego potrzebujesz?

Więcej:

bezkupowania.blogspot.comekonsument.plefte.orgtopten.info.plzielonemigdaly.pl,zieloneznaki.pl, recykling.pl, ekozywnosc.pl

02 maja 2011 | Dział: Lubuskie
Tegoroczna demonstracja 1 Maja zorganizowana przez Inicjatywę Pracowniczą i wsparta przez przedstawicieli różnych organizacji występujących w obronie praw lokatorskich, odbyła się w Nowej Soli pod hasłami: „Nie dla pracy czasowej! W obronie praw lokatorów”. Wzięli w niej udział około 100 aktywistów z Nowej Soli, Zielonej Góry, Gorzowa, Kostrzynia, Wrocławia, Szczecina, Poznania, Warszawy, Torunia, Konina, Krakowa i ze Śląska. 

Manifestacja rozpoczęła się o godzinie 12.00. po czym przemaszerowała ulicami miasta. W trakcie akcji, rozdawano wszystkim napotkanym mieszkańcom specjalnie przygotowane ulotki i gazetę, podejmując rozmowy i wyjaśniając cele protestu. (Oświadczenie dotyczące 1 Maja możesz zobaczyć tutaj)Demonstracja najpierw dotarła pod siedzibę lubuskiej organizacji pracodawców, a następnie pod urząd miasta, gdzie do wiecu dołączyło kilkudziesięciu mieszkańców Nowej Soli. Następnie udano się do bloku socjalnego, w którym panują najgorsze warunki mieszkaniowe. Tylko w ostatnim roku, zmarło tam na gruźlicę troje mieszkańców.

Dalej protestujący przeszli pod komisariat, gdzie zatrzymano kilku działaczy Inicjatywy Pracowniczej, którzy starali się zablokować jedną z eksmisji w Nowej Soli w grudniu 2010 roku. Tu oprócz skandowania haseł wybuchają także petardy. Demonstranci następnie przemieścili się pod zakłady Gedia, jednego z najważniejszych pracodawców w mieście. Wiec pod Gedią był okazją do zademonstrowania stanowiska IP w sprawie przede wszystkim śmieciowych umów o pracę, a także w sprawie łamania praw pracowniczych w specjalnych strefach ekonomicznych, w tym strefie kostrzyńsko-słubickiej.

Następnie protestujący wrócili ulicami Nowej Soli do miejsca rozpoczęcia demonstracji, aby po mniej więcej 2,5 godzinach zakończyć akcję. W przemówieniach końcowych podkreślano wagę tego typu akcji w powiatowych miejscowościach, gdzie łamanie praw pracowniczych i lokatorskich odbywa się niekiedy z dużo większą brutalnością niż w stolicach województw. Stwierdzono także, że manifestacja ta była także wyrazem jedności Inicjatywy Pracowniczej. Najbliższa kolejna akcja odbędzie się m.in. w Goleniowie w związku z procesem trojga działaczy Inicjatywy Pracowniczej z firmy Balic Spinning działającej w Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

Organizatorzy dziękują przedstawicielom i przedstawicielkom Akcji Lokatorskiej (Wrocław), Inicjatywy Lokatorskiej (Toruń) i Lewicowej Alternatywy (Warszawa), a także działaczom Federacji Anarchistycznej oraz wszystkim innym za pomoc, poświęcony czas i włożony wysiłek podczas protestu, jak też wcześniej przy debacie nt. ruchu lokatorskiego.

Poznańscy działacze i działaczki Rozbratu oraz Federacji Anarchistycznej wzięli również udział w Rewolucyjnej demonstracji pierwszomajowej w Berlinie. Demonstracja, przebiegająca pod hasłami walki klasowej i sprzeciwu wobec gentryfikacji, zaczęła się o godz. 18.00 tradycyjnie w dzielnicy Kreuzberg, wzięło w niej udział około 10 tys. osób, demonstranci udali się do emigranckiej dzielnicy Neukölln, po drodze zniszczonych zostało kilka banków. Około 21.00 na Hermannstrasse, demonstracja została zaatakowana przez policję, która nakazała jej przerwanie, doszło do starć, aresztowano co najmniej kilkanaście osób.  Demonstranci w eskorcie policji udali się w kierunku Kreuzberga, gdzie demonstracje mają być kontynuowane.

Zdjęcia z Berlina (indymedia.de):


 



Nowa Sól:
14 grudnia 2010 | Dział: Lubuskie

14 grudnia 2010 r. o godzinie 9.00 komornik dokonał eksmisji domu państwa Ostrowskich w Nowej Soli. Eksmisji próbowało zapobiec ok. 20 działaczy Inicjatywy Pracowniczej i Federacji Anarchistycznej z Nowej Soli i Poznania, zostali jednak zaatakowani przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy prewencji policji, 6 osób trafiło na komisariat przy ul. Piłsudskiego. Komornik wchodził do domu przez, wczesniej wybite, okno. Około godziny 15.00 wszyscy zatrzymani zostali wypuszczeni, postawiono im zarzuty m.in. naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji i utrudniania wykonywania czynności służbowych. Część zatrzymanych była przez cały czas pobytu na komisariacie w zakutych kajdankach, wszystkim zabrano z portfeli pieniądze "na poczet kary". Najprawdopodobniej dzięki ogólnopolskiej akcji solidarnościowych telefonów i zainteresowaniu mediów, nie zatrzymano ich na dłużej.

10 czerwca 2012 | Dział: Zapowiedzi

10 czerwca w Poznaniu - w dniu pierwszego meczu w ramach Euro2012 - odbędzie się demonstracja pod hasłem "Chleba zamiast igrzysk". Publikujemy poniżej wstępne stanowisko.

Więcej informacji wkrótce.

CHLEBA ZAMIAST IGRZYSK!

Organizacja Euro 2012 w Polsce miała przyczynić się do rozwoju polskich miast. Władze utrzymywały, iż wraz z tym nastąpi rozwój drobnej przedsiębiorczości, infrastruktury, turystyki i sportu jak również zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej. Dobrodziejstwa płynące z organizacji mistrzostw porównywano do tych wynikających z realizacji powojennego Planu Marshalla.

Wbrew entuzjazmowi przejawianemu przez władze mieszkańcy miast, w których odbędą się mecze nie mają powodów do radości. Miasta te stanęły bowiem na skraju bankructwa wynikającego z zadłużenia sięgającego miliardów złotych. Nadchodzący kryzys społeczny nie wynika jedynie z wydatków związanych z Euro. Jego przyczyną jest antyspołeczna polityka, prowadzona od początku transformacji ustrojowej. Niemniej organizacja nadchodzących mistrzostw ujawnia hipokryzję władzy i priorytety, którymi się kieruje. Na wydatki związane z Euro lekką ręką przeznaczono ok. 96 mld zł. Najwięcej kosztował Stadion Narodowy w Warszawie, gdzie na każde 13 miejsc siedzących wydano równowartość dwupokojowego mieszkania!

Za sumę wydaną na poznański stadion można by w ciągu następnych 10 lat opłacać ponad 6 tys. miejsc w żłobkach publicznych. Przygotowanie Euro wiąże się z nadzwyczajnymi wydatkami, które nie zostaną zrekompensowane przez zagranicznych turystów ani inwestorów.

Podczas, gdy na organizację turnieju piłkarskiego wydaje się miliardy złotych, w całej Polsce obcina się wydatki na realizację podstawowych potrzeb społecznych. Zamykane są przedszkola, szkoły i domy kultury, wzrastają opłaty za żłobki, komunikację publiczną i mieszkania. Prywatyzuje się lub zamyka przychodnie, szpitale i zakłady pracy. Brakuje pieniędzy na walkę z bezrobociem, które wciąż rośnie. Znacznie podniesiono opłaty za żywność, gaz, prąd, paliwo, wodę i leki. Ponad to dochodzi do prób podwyższenia wieku emerytalnego, równocześnie ograniczając wydatki na rehabilitację seniorów.

Rosnące koszty utrzymania nakładają się na postępujący w całym kraju kryzys mieszkaniowy. Aby zaspokoić podstawowe potrzeby ludności Polski, należałoby wybudować 1,2 mln lokali. Powoduje to, iż rynkowe ceny wynajmu i kupna nieruchomości utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Tymczasem samorządy wyprzedają więcej mienia komunalnego niż budują, przeprowadzając jednocześnie masowe eksmisje. Na bruk wyrzuca się m.in. kobiety z dziećmi, niepełnosprawnych i emerytów, którzy następnie latami oczekują na przydział lokali socjalnych. Dramatyczny brak tanich mieszkań i masowe eksmisje to tylko część kosztów ogromnego poziomu zadłużenia miast.

Euro 2012 generuje zyski dla elit, na które składamy się wszyscy. Ta sytuacja uderza w największym stopniu w kobiety. Jako pierwsze narażone są na zwolnienia, niższe pensje i śmieciowe umowy. Nierzadko skazane są na głodowe zasiłki i długotrwałe bezrobocie. Ponadto często zależne są od działania publicznych instytucji opiekuńczych lub same w nich pracują. To one w pierwszej kolejności ponoszą skutki cięć i prywatyzacji. Ograniczenie dostępu do usług opiekuńczo-wychowawczych, czy mieszkań i ciągły wzrost cen energii, żywności, transportu oznacza wykonywanie przez kobiety więcej pracy w domu jak również poza nim.

Pomimo że to od stanu opieki zależy funkcjonowanie całego społeczeństwa, elity władzy traktują ją jak zbędny koszt. Gdyby codzienna praca wykonywana w domu wraz z pracą opiekuńczą nie zostały wykonane, to fabryki, szpitale, urzędy, sklepy i żadne inne instytucje, prywatne bądź publiczne, nie mogłyby działać. Zależność ta w żadnej mierze nie jest uwzględniana w kształcie budżetów miast. Przy obecnym niedofinansowaniu opieka znów staje się prywatną powinnością, a nie obowiązkiem całej społeczności. Matki zostają z dziećmi w domu lub przenoszą ciężar opieki na babcie; opiekunki godzą się na pracę za głodowe stawki, a samodzielni rodzice pozostają bez wsparcia. Praca opiekuńcza musi być przecież wykonana – lecz w jaki sposób i jakim kosztem się to odbędzie, nie jest już problemem władz. W ten sposób zamiast rozwoju generuje się biedę i nierówności.

Polityka państwa i budżety miast nie mogą być podporządkowane organizacji zawodów sportowych. Nasze społeczności muszą być tak zorganizowane, aby w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby związane z opieką i edukacją. Jest to niezbędny warunek umożliwający poprawę warunków życia nas wszystkich. Dlatego domagamy się, aby stały się one docenionym i dofinansowanym priorytetem, a nie niewolniczym obowiązkiem kobiet, wykonywanym przez nie za darmowo, podczas gdy na stadionową rozrywkę łoży się miliardy.

Nasze codzienne powszechne potrzeby są ważniejsze od zabawy i zysków dla elit. Można je zrealizować na drodze zmiany politycznych priorytetów. Potrzebujemy tanich mieszkań czynszowych, równego dostępu do darmowej edukacji. Potrzebujemy bezpłatnych żłobków i przedszkoli, opieki dla seniorów, sprawnie działających domów kultury, dobrej i ogólnodostępnej służby zdrowia, taniej i sprawnej komunikacji miejskiej.

Chcemy odebrać, to co nam zabrano, chcemy mieć wpływ na nasze życie.

Oficjalne hasło Euro 2012 brzmi „razem tworzymy przyszłość“. Twórzmy ją razem, ale bez żerujących na nas elit! One nie są nam do niczego potrzebne. Organizujemy się bez nich zgodnie z własnymi potrzebami!

OZZ Inicjatywa Pracownicza

strona: www.10czerwca.eu

Strona na facebooku: https://www.facebook.com/pages/Chleba-Zamiast-Igrzysk/332654503456137

18 maja 2012 | Dział: Zapowiedzi

Poznańska sekta Jedzenia Zamiast Bomb zaprasza na dwudniowy fest grupy FNB z całej Galaktyki jak i wszelkich sympatyków:)

Przynieście prezenty - obieraczki do warzyw, przeciery, suche produkty - makarony, kasze itp. W programie panel dyskusyjny, wykłady, wspólne integracyjne gotowanie...

Do tańca w dniach 18 - 19 maja pogrywać będą:

PIĄTEK, start 20:00:

ANEMJA
hc punk
http://www.myspace.com/anemja


BLAST RITES
metal grind core
http://www.youtube.com/blastrites


PRZESTAŃ PIĆ
punk
http://www.myspace.com/przestanpic

SZAJBA
punk
http://www.youtube.com/watch?v=3bdRnkIlJxU

SOBOTA, start 20:00:

ZDRAJCY RZĄDOWI
dirt punk
http://www.youtube.com/user/zdrajcyrzadowi

MIRAŻ
lubiany babski punk
http://www.myspace.com/mirazgirls

HOUNDS OF ORDER
ostry blast/crust na dwa wokale
czyli Fausto Copi i ex Dyrektor

NEXT VICTIM
ciężko, wolno, mocno
http://www.myspace.com/nvpl

Po sobotnim koncercie after czyli - Jambeer puszcza piosenki punk i new vawe a Wyrak puszcza tańce łamańce...


Przybywajcie licznie na panel dyskusyjny, koncerty, a w sobotę 19.05 o 16.00 pod Marycha na Jedzenie Zamiast Igrzysk...mamy wybór - Food Not Bombs przeciw Euro!!!
14 maja 2012 | Dział: Zapowiedzi

W dniach 14-16 maja 2012 roku w Katowicach odbędzie się IV Europejski Kongres Gospodarczy (EEC). O randze tego wydarzenia świadczy fakt, iż w tak krótkim czasie już zdążyło zyskać miano ‘najważniejszej imprezy gospodarczej w Europie Środkowej’. Podczas trzydniowego spędu, grupa kilku tysięcy osobistości polskiej i zagranicznej sceny politycznej, za plecami zwykłego mieszkańca Europy będzie omawiać najważniejsze tematy związane z szerokim zagadnieniem gospodarki. Istotne kwestie dla rozwoju gospodarczego i społecznego Europy są omawiane za naszymi plecami, a ich wyniki podane są tylko w mediach, co podkreśla fakt, iż o naszych losach decyduje grupa uprzywilejowanych głów. Nie możemy godzić się na taką kolej rzeczy. Dlatego aktywiści i aktywistki Federacji Anarchistycznej Śląsk zamierzą w świetle tych wydarzeń zorganizować ogólnopolską demonstrację. Zasygnalizuje ona sprzeciw wobec autorytarnej idei Europejskiego Kongresu Gospodarczego, a co za tym idzie, wobec wszystkich uprzywilejowanych polityków, korporacji i koncernów, oraz wszystkich innych osób i instytucji przyczyniających się do pogłębiania nierówności społecznych w ramach panującego systemu kapitalistycznego.

Dlaczego protestujemy? Odpowiedź jest prosta: nikt nie daje nam powodów do tego, by nie protestować. Ceny produktów pierwszej potrzeby rosną, tak samo jak bezrobocie, które według Głównego Urzędu Statystycznego wynosi już ponad 2150,2 tys. osób.. Społeczna pasywność doprowadziła gospodarkę do stanu, z którego wyłoniła się ekonomiczna oligarchia. Sprowadziło to przeciętnego Kowalskiego do roli obserwatora „wielkiej polityki”. Konkurencyjność, o której mowa w programie kongresu ma na celu podporządkowanie tak specyficznych sfer życia publicznego jak medycyna czy edukacja wolnemu rynkowi, będącemu, jak wiemy, bezwzględnym. Proces rozprawiania się przez przedsiębiorców ze spółkami węglowymi obserwować możemy na bieżąco, tak jak antyspołeczną politykę miast odsprzedających budynki z eksmitowanymi w efekcie lokatorami (kongresowe zarządzanie przestrzenią miasta). Takie działania pogłębiają jedynie społeczne nierówności. Polityka poszczególnych miast, a idąc dalej państw, zależna jest od ekonomicznych potentatów.

Czy wiesz, że Europejski Kongres Gospodarczy odbędzie się w Katowicach już po raz czwarty? Odpowiedz sobie teraz na pytania: czy w ciągu ostatnich czterech lat, zauważyłeś w swoim środowisku jakąś zmianę na lepsze? Czy uważasz, że ta impreza zagwarantuje Ci lepszą przyszłość, poprawę Twojej sytuacji ekonomicznej?

Federacja Anarchistyczna Śląsk, główny organizator protestów podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, zaprasza do udziału w akcjach przeciwko tej imprezie, która jest zaprzeczeniem idei demokracji.
Nie jesteśmy ludzkim kapitałem!

Więcej informacji na temat protestów przeciwko EKG w Katowicach już wkrótce na stronie:
www.antykongres.pl

25 kwietnia 2012 | Dział: Zapowiedzi
Spotkanie z Borysem Derkaczem, likwidatorem skutków katastrofy w Czarnobylu i
 projekcja dokumentu Only Believe the Wind - Czarnobyl 20 lat później
 
25 kwietnia 2012, środa, godzina 18:00
Świetlica Krytyki Politycznej w Łodzi
Ul. Piotrkowska 101 (lewa oficyna, I piętro)

 
W obliczu rządowych planów budowy w Polsce elektrowni atomowych i trwającej debaty nad energetyczną przyszłością kraju katastrofa w elektrowni atomowej w Czarnobylu i jej skutki dla milionów mieszkańców Ukrainy i Białorusi zasługuje na szczególne przypomnienie.

Choć minęło od niej 26 lat, dramat ofiar Czarnobyla trwa nadal. W wyniku promieniotwórczego skażenia po wybuchu w elektrowni trzeba było wysiedlić 350 tysięcy osób, a w promieniu 30 kilometrów od zakładu utworzyć zamkniętą strefę ochronną. Co najmniej dwa miliony mieszkańców Ukrainy i Białorusi cierpi na choroby wywołane promieniowaniem, w tym nowotwory, choroby serca czy wady rozwojowe u dzieci. Większość z nich, z powodu sytuacji ekonomicznej w tych krajach i rozmyślnej polityki władz, ukrywających rzeczywiste rozmiary następstw katastrofy pozbawionych jest statusu ofiary Czarnobyla i związanych z nim praw.

Dla przeszło 400 tysięcy wojskowych i cywilów, jacy bezpośrednio po wybuchu z narażeniem życia brali udział w likwidacji skutków katastrofy 26 kwietnia 1986 był początkiem długiej walki ze skutkami napromieniowania i radziecką, a później ukraińską biurokracją, odmawiającą czarnobylskim „likwidatorom" prawa do podstawowych świadczeń socjalnych i opieki medycznej, jakiej wymagają. Jednym z nich jest Borys Derkacz, gość środowego spotkania, w roku 1986 żołnierz 731 Batalionu Specjalnego armii czerwonej biorącego udział w akcji ratunkowej w Czarnobylu.

Organizatorem spotkania jest Klub Myśli Nieoswojonej przy współpracy z Krytyką Polityczną.
Przyjazd Borysa Derkacza możliwy był dzięki Stowarzyszeniu Wspólna Ziemia i Fundacji H. Boella.

 
Borys Iwanowicz Derkacz, urodzony 3 maja 1952 w miejscowości Piskiwka, region kijowski, w roku 1969 ukończył szkołę średnią, po czym wstąpił do armii ZSRR. Jako żołnierz 731 Batalionu Specjalnego od dnia 28 kwietnia 1986 roku brał udział w likwidacji skutków katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu, przez wiele tygodni przebywając w strefie najwyższego skażenia wokół zniszczonego reaktora.
W wyniku następstw promieniowania, w tym przebytej choroby nowotworowej niezdolny do dalszej służby wojskowej. Brał udział w kampanii na rzecz praw socjalnych uczestników akcji ratunkowej w Czarnobylu, w tym w protestach przed ukraińską Radą Najwyższą i okupacji ministerstw. Od roku 2003 na rencie chorobowej.
Za udział w likwidacji skutków katastrofy czarnobylskiej odznaczony orderem „Za męstwo" oraz medalem „Za odwagę w sytuacji nadzwyczajnej."

 Only Believe the Wind - Czernobyl 20 lat później

Only Believe the Wind - Czernobyl, 20 lat później to zrealizowany przez niezależnego, białoruskiego dokumentalistę Wiktara Korzuna film, przedstawiający następstwa katastrofy w elektrowni nuklearnej w Czarnobylu. Na dokument składają się dwie, równolegle prowadzone narracje: zapis podróży autora po zamkniętej strefie otaczającej czarnobylską elektrownię i wywiad z jednym z naukowców, pracujących w roku 1986 przy likwidacji skutków wybuchu w elektrowni (obecnie przewodzi ruchowi przeciwników budowy kolejnych elektrowni nuklearnych na Białorusi).
Twórca zestawia beznamiętną opowieść towarzyszącej mu w podróży przez Zonę dozymetrystki z emocjonalnymi wypowiedziami naukowca-aktywisty przedstawiającego przerażające statystyki zachorowań na nowotwory na terenach w pobliżu elektrowni.
Film uczestniczył w Międzynarodowym Festiwalu Filmów Przyrodniczych Matsalu w Estonii w roku 2007 i w kanadyjskim przeglądzie filmów ekologicznych Planet in Focus.

 Only Believe the Wind - Czernobyl 20 lat później 33'
Reżyseria: Wiktar Korzun
Białoruś, 2007
Język: Białoruski, polskie napisy
30 marca 2012 | Dział: Zapowiedzi

W niedzielę, 1 kwietnia odbędzie się Performance Solidarnościowy z Pussy Riot. Na wydarzenie, które będzie miało miejsce przy pomniku Adama Mickiewicza, o godzinie 15.00 zaprasza  nowo powstały krakowski kolektyw feministyczny .


Pussy Riot to feministyczna, punkrockowa grupa Rosjanek, protestujących przeciw reżimowi Putina. Ich znaki rozpoznawcze to głośna muzyka, szalony taniec i kolorowe kominiarki, które zakładają na każdy happening. Ostatni performance Pussy Riot odbył się 21 lutego w cerkwi Chrystusa Zbawiciela. Pięć dziewczyn w odśpiewało punkrockową modlitwę do Bogurodzicy, żeby “przepędziła Putina” z Rosji. Nieprzypadkowo wybrane na minikoncert miejsce miało podkreślić protest dziewczyn przeciwko zbyt bliskiej relacji między państwem a cerkwią i włączaniu się kościoła w politykę oraz niezgodę na luksusowy styl życia dostojników kościelnych w kraju, w którym wiele rodzin żyje na progu nędzy.

 

Trzy z działaczek: Nadieżda Tołokonnikova, Maria Aliochina i Jekaterina Samucewicz zostały zatrzymane i uznane za podejrzane o
profanację świątyni, obrazę uczuć religijnych i szerzenie nienawiści. Wszystko wskazuje na to, że mocno naciągane zarzuty stanowią zemstę władz za antyputinowskie wystąpienia grupy. Pozostałe uczestniczki happeningu zdążyły uciec i aktualnie ukrywają się w nieznanym miejscu.

 

Członkinie Pussy Riot zostaną w więzieniu do 24 kwietnia, kiedy to odbędzie się proces. Dwie z nich są matkami i mają małe dzieci. Z Rosji nadchodzą informacje, że rozpoczęły protest głodowy. Jeśli zostaną im postawione zarzuty, grozi im do 7 lat więzienia – łagru.

 

Chcemy pokazać naszą solidarność z Pussy Riot! Nie zgadzamy się na to, by za głoszenie swoich poglądów politycznych
trafiało się do więzienia! Sprzeciwiamy się łamaniu praw człowieka, w tym prawa do sprawiedliwego procesu!
Protestujemy przeciwko ograniczaniu wolności artystycznej w Rosji!
Żądamy uwolnienia Pussy Riot!

19 marca 2012 | Dział: Zapowiedzi

R.U.T.A. czyli Ruch Utopii, Transcendencji, Anarchii lub Reakcyjna Unia Terrorystyczno Artystowska. Radykalny klan muzyczny. Heretycka koalicja banitów, renegatów, kulturowych infamisów. Krzyk buntu z czeluści świata feudalnego, który przeminął, zmienił oblicze, ale się nie skończył. Sprzeciw wobec kasty panów i społeczeństwa niewolników. Zagrają w najbliższą środę o godzinie 20.00 w Rotundzie.


Cztery wieki niedoli, biedy i niewolnictwa zaklęte w pandemonicznych kompozycjach. Dźwięki proste i szczere aż do krwi. Dawne instrumenty, ludowa liryka i uniwersalne przesłanie. Wiecznie aktualne. Wedle druidzkiej zasady – PRAWDA PRZECIW ŚWIATU.

 

Projekt powstał z inicjatywy Maćka Szajkowskiego – założyciela i muzyka Kapeli ze Wsi Warszawa. Opiera się na archaicznych tekstach piosenek buntu chłopów przeciw feudalnemu systemowi wyzysku. Do ich wykonania zaproszona została czołówka wokalistów polskiego zaangażowanego rocka: Paweł “Guma” Gumola (Moskwa), Robert “Robal” Matera (Dezerter), Nika (Post Regiment) oraz Hubert “Spięty” Dobaczewski (Lao Che). Muzyka wykonywana jest na instrumentach akustycznych: fidelach płockich i średniowiecznych, sazach, tradycyjnym barabanie, bębnie obręczowym, kontrabasie i pile etc. przez plejadę osobistości muzyki folk.

 

R.U.T.A. zaprezentuje materiał z płyty “GORE – Pieśni buntu i niedoli XVI – XX wieku”, oraz nowe kompozycje, w składzie:

 

Guma Kanonier – gitara, gardło;
Infamia Kosa – skrzypce barokowe;
Nyga Jakubek Mamuna – fidel płocka;
Sroka – viola d’amore;
Banita Madej – klarnet basowy, saksofon sopranowy, piła, gardło;
Harry Pohybel Watażka – baraban, werbel, blachy, gardło;
Raban Orda Ordyniec – saz, gardło;
Robal – gitara basowa, gardło;
Ronin – saz, gardło,funty, kapelmistrz;
Szaja Bisurman – buzdygan, bęben obręczowy, gardło;

oraz GOŚCINNIE:
Apostazja Nahajkowiczówna Niakrasava – gardło;

 

R.U.T.A. w Krakowie – Rotunda
21. marca 2012r, środa, start: 20:00

 

BILETY: 25/35 PLN

 

http://www.facebook.com/#!/events/367776039920822/

06 marca 2012 | Dział: Zapowiedzi

Zapraszamy na dyskusję, która jest jednym z licznych wydarzeń towarzyszących Manifie 2012 w Krakowie!

 

Prezentacja, rozmowa, burza mózgów na żywo. Ewa Langer - basistka zespołu Translola, inicjatorka i dyrektorka festiwalu Kobieca Transsmisja i Agata Dutkowska, socjolożka, artystka, założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet podzielą się refleksjami, wynikami naukowych badań, osobistymi fascynacjami muzycznymi i przykładami kobiet, które je najbardziej inspirują w świecie muzycznym. Będzie mowa o punku, socjologii, transie, groupies, władzy, wyzwoleniu, symbolach seksu, feminiźmie, subwersji i obozach rockowych dla dziewczynek.

 

06.03.2012 (wtorek) godz. 19.00
Klub Migawka
ul. Krakowska 27

 

Federacja Anarchistyczna Kraków

06 marca 2012 | Dział: Zapowiedzi

Zapraszamy na dyskusję, która jest jednym z licznych wydarzeń towarzyszących Manifie 2012 w Krakowie!

 

Prezentacja, rozmowa, burza mózgów na żywo. Ewa Langer - basistka zespołu Translola, inicjatorka i dyrektorka festiwalu Kobieca Transsmisja i Agata Dutkowska, socjolożka, artystka, założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet podzielą się refleksjami, wynikami naukowych badań, osobistymi fascynacjami muzycznymi i przykładami kobiet, które je najbardziej inspirują w świecie muzycznym. Będzie mowa o punku, socjologii, transie, groupies, władzy, wyzwoleniu, symbolach seksu, feminiźmie, subwersji i obozach rockowych dla dziewczynek.

 

06.03.2012 (wtorek) godz. 19.00
Klub Migawka
ul. Krakowska 27

 

Federacja Anarchistyczna Kraków

06 marca 2012 | Dział: Zapowiedzi

Zapraszamy na dyskusję, która jest jednym z licznych wydarzeń towarzyszących Manifie 2012 w Krakowie!

 

Prezentacja, rozmowa, burza mózgów na żywo. Ewa Langer - basistka zespołu Translola, inicjatorka i dyrektorka festiwalu Kobieca Transsmisja i Agata Dutkowska, socjolożka, artystka, założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet podzielą się refleksjami, wynikami naukowych badań, osobistymi fascynacjami muzycznymi i przykładami kobiet, które je najbardziej inspirują w świecie muzycznym. Będzie mowa o punku, socjologii, transie, groupies, władzy, wyzwoleniu, symbolach seksu, feminiźmie, subwersji i obozach rockowych dla dziewczynek.

 

06.03.2012 (wtorek) godz. 19.00
Klub Migawka
ul. Krakowska 27

 

Federacja Anarchistyczna Kraków

17 maja 2012 | Dział: Publicystyka

Pod koniec ubiegłego roku dotarły do nas pierwsze informacje o sytuacji Andrzeja Mazurka, polaka, który od grudnia 2008 roku znajduje się w niewoli greckiego państwa (patrz: Inny Świat nr 1(36)/2012, dział ACK s.29, http://grecjawogniu.info/?p=5921). Towarzysze współosadzeni z Andrzejem pokrótce przedstawili jego sytuację, jednak opis ten był fragmentaryczny i pozostawiał wiele niedomówień. Dzięki greckim anarchistom, udało się nam nawiązać bezpośredni kontakt z Andrzejem i namówić go do przedstawienia szeregu okoliczności, które doprowadziły do jego pojmania i uwięzienia.

Andrzej pochodzi z niewielkiego miasta na Podkarpaciu, Nowej Dęby. Polskę opuścił w 2007 roku z powodu konfliktu z prawem. W Grecji wiódł proste i spokojne życie zarobkowego imigranta. Do czasu. 6 grudnia 2008 roku, dwóch policjantów, Epaminondas Korkoneas i Wasilios Saraliotis, zastrzeliło na jednej z ateńskich ulic młodego anarchistę Alexandrosa Grigoropoulosa. Zdarzenie to dało początek niespodziewanej reakcji łańcuchowej, która splotła ze sobą codzienne doświadczenie wielu tysięcy młodych greków, imigrantów oraz wszystkich innych grup egzystujących na marginesie „normalnego życia”. Ulice większości greckich miast wypełnił krzyk wściekłości skierowany przeciwko kapitalistycznej cywilizacji śmierci. Wydarzenia te do dziś nazywa się Grecką Rewoltą 2008/2009. Również Andrzej nie został obojętny na policyjne morderstwo, będące manifestem antagonizmów czających się pod powierzchnią kapitalistycznej normalności. Przyłączył się do grup walczących z policją i wydzierających z miejskiej pustyni życiodajną przestrzeń. Pozwólmy jednak, by to sam Andrzej podzielił się z nami swoimi przeżyciami. Oto fragment listu, który otrzymaliśmy:

„A ze mną to było tak, 7 grudnia 2008 roku siedziałem w jednej z polskich knajp ze znajomymi z pracy i dowiedziałem się o tym, że doszło do morderstwa przez władze, która została stworzona ponoć po to, by bronić społeczeństwa i utrzymywać porządek na ulicach. Zabójstwo to doprowadziło do społecznej rewolty, w której wzięło udział dziesiątki tysięcy ludzi na terenie całej Grecji. Byli to uczniowie, nauczyciele jak i zwykli ludzie, starsi i młodsi, ponieważ każdy z nich mógł być tą ofiarą.

Siedząc tak w tym barze, słuchając rozmów na ten temat, pomyślałem, że nie można tak siedzieć i zostawić to obojętnie. Postanowiłem dołączyć do ludzi, którzy wyszli na ulice, by pokazać, że morderstwo przez władze nie jest nikomu obojętne. Nie znając języka greckiego, nie znając też nikogo z tych, którzy wyszli na ulice, postanowiłem dołączyć do ludzi, którzy walczyli w tym momencie z policją.

Noc stała się dniem, płonące banki, sklepy, przystanki autobusowe, nieustanne wycie syren, smród gazu łzawiącego i ciągłe starcia z policją.

Tego wieczoru, mnie, jak i dosyć sporą grupkę tutejszych anarchistów otoczono i zablokowano w jednej z tutejszych szkół (wtedy szkoły posiadały azyl i policja nie mogła wejść na jej teren. Obecnie ten azyl został obalony przez rząd - chodzi tu o autonomię wyższych uczelni - dop. red.). Jedna z grup znajdująca się na terenie tej szkoły podeszła do mnie z zapytaniem skąd jestem itp. Ja ogólnie greckiego nie znałem, ale jakoś dogadaliśmy się po angielsku. Wyjaśnili mi, że zostaliśmy otoczeni przez policje i dzisiejszej nocy nikt stąd nie wyjdzie. Zaprowadzili mnie do jednej z sal wykładowych, gdzie większość odpoczywała, a niektórzy już spali. Powiedzieli żebym się gdzieś ulokował, odpoczął i przespał się.

Następnego ranka obudził mnie budzik, który miałem ustawiony w telefonie by pójść do pracy. Na sali część ludzi zbierała się do wyjścia, a niektórzy jeszcze spali. Wychodząc z sali zastanawiałem się, co teraz dzieje się na zewnątrz. Gdy doszedłem do drzwi wyjściowych, zobaczyłem grupkę dziewczyn (które widziałem też wcześniejszego dnia w szkole) które rozdawały każdemu wychodzącemu ze szkoły tyropite (typowe greckie śniadanie - taki placek z serem) i gorący kubek herbaty. Bardzo mnie zaskoczył tak zorganizowany poranek.

A na ulicach spokój. Służby porządkowe sprzątały ulice po zeszłym dniu i nocy. W powietrzu unosił się jeszcze smród spalenizny i gazu łzawiącego.

Jak gdyby nigdy nic, poszedłem do domu, przebrałem się i poszedłem do pracy, gdzie dowiedziałem się, że dzisiejszego dnia odbędzie się marsz przez miasto w imieniu zastrzelonego 15-letniego Aleksa. Po zakończeniu pracy poszedłem tylko coś zjeść i ruszyłem w kierunku placu Omonia gdzie zbierali się ludzie i przygotowywali do przemarszu przez miasto. Tego dnia zebrały się dziesiątki tysięcy ludzi.

Gdy zaczęła się demonstracja, dołączyłem do grupy ludzi, którzy byli na zewnętrznej stronie przemarszu i trzymając się pod ręce tworzyli łańcuch tak, aby demo nie zostało rozbite przez policję, która była w każdej bocznej uliczce. Policja wielokrotnie starała się rozbić demonstrację wyskakując z tych uliczek, używając gazu łzawiącego i granatów hukowych. Po jakimś czasie odłączyłem się od grupy, która spokojnie maszerowała i dołączyłem do grup, które były bardziej skoncentrowane na walce z oddziałami policji, która chciała rozbić przemarsz. Gdy policja wychodziła z bocznych ulic i ruszała w kierunku marszu, my odpowiadaliśmy butelkami z benzyną i kamieniami. Wielokrotnie dochodziło do starć twarzą w twarz. Oni uzbrojeni od stóp po sam czubek głowy, a my z deską z jakiejś ławki w jednej ręce, a w drugiej z kawałkiem marmuru, z nienawiścią w oczach, która nie pozwalała nam cofnąć się ani jednego kroku w tył. Tak było przez całą noc. Wielokrotnie odłączałem się od jednej grupy, dołączając do drugiej.

Gdzieś koło godziny trzeciej nad ranem kierowałem się w stronę szkoły, gdzieniegdzie napotykając się na grupy, które wciąż walczyły z policją. W pewnym momencie idąc bocznymi uliczkami, tuż przed szkołą policja zamknęła mi i paru innym osobom drogę z każdej strony. Byliśmy otoczeni. Jedyne, co mi przyszło do głowy, to ruszyć w ich stronę starając się rozbić i przeskoczyć ich blok. W sumie była to jedyna możliwość wydostania się z tej zasadzki. No, ale niestety nie udało mi się, odbiłem się od ich tarczy i padłem na ziemię i automatycznie zaczęło się pałowania. Leżałem na drodze otoczony przez nieznaną mi ilość psów pałowany i kopany przez jakiś czas. W końcu przestali, podnieśli mnie, bo osobiście nie mogłem ustać na nogach po tym wpierdolu. Zaprowadzili mnie na jeden z pobliskich placów, który był pełen policji.. Założono mi kajdanki i posadzono na trawniku gdzie było już kilku zatrzymanych. Po jakimś tam czasie wsadzono mnie do policyjnego jeepa i odwieziono na komisariat.

9 grudnia, z samego rana zaprowadzono mnie na przesłuchanie, na które przyprowadzono tłumaczkę z tutejszej Ambasady Polskiej. Pytali mnie, co robiłem wtedy na ulicy i że oskarżają mnie o atak na policjantów, rzucanie w nich kamieniami i butelkami z benzyną itp. Oczywiście do niczego się nie przyznawałem, mówiłem, że byłem zwykłym przechodniem, który wracał do domu z jednego z pobliskich barów. Złożyłem swoje zeznania i zaprowadzono mnie do aresztu.

10 grudnia zawieziono mnie i parę innych osób do prokuratury. Gdy czekałem na swoją kolej, podszedł do mnie koleś pochodzenia arabskiego albo z Pakistanu (do dziś nie wiem skąd on był) i po polsku zagadał do mnie, że zna polski i będzie mi tłumaczył. Zaczął mi mówić jak sprawa wygląda, że dołączono mnie do 5-osobowej grupy: trzech Greków, jeden Palestyńczyk i ja. Przyprowadził też adwokata z urzędu, który bronił mnie, jednego Greka i tego Palestyńczyka. Tłumacz powiedział mi, żebym zostawił to w jego rękach, bo on rozmawiał z adwokatem i wie, co ma powiedzieć. Ja miałem mówić cokolwiek, żeby tylko wyglądało, że on tłumaczy.

Weszliśmy na salę całą piątką i pierwsze pytanie ze strony prokuratury brzmiało, czy oskarżeni się znają. Nikt nikogo nie znał, więc zaczęli nas przesłuchiwać osobno. Ja miałem numer 4. Gdy czekałem na swoją kolej ten tłumacz mówił mi, że nie ma się czym przejmować, że wszystko będzie dobrze, przesłuchają nas tutaj i wypuszczą do domów.
Przyszła moja kolej. Wszedłem na salę, przedstawiłem się i zaraz zaczęli zadawać pytania: co robię w Grecji, gdzie mieszkam, czy pracuję i takie tam. Gdy pytali o to, co i jak było na zamieszkach, mówił za mnie ten arabski tłumacz i kazał mi pokazać ślady pobicia przez policjantów, a była to cała prawa strona ciała (na głowie miałem na szczęście kask, który wziąłem z jednego za zdewastowanych i okradzionych sklepów). Prokurator zaraz po przesłuchaniu kazał odwieźć mnie do szpitala na prześwietlenia, co w konsekwencji nie nastąpiło. Przesłuchanie się zakończyło, czekaliśmy na odpowiedź, czy nas wsadzą czy wypuszczą. Arab w dalszym ciągu z uśmiechem na twarzy powtarzał mi, że wszystko będzie dobrze.

Później wołają nas do środka. Czytają nasze nazwiska i coś tam po grecku. Widząc miny Greków, którzy byli ze mną w grupie zrozumiałem, że czeka nas sankcja. Prokurator w dalszym ciągu coś tam czytał i wtedy ten Arab powiedział mi, że zostaniemy zatrzymani do czasu rozprawy. Zawieziono nas z powrotem do aresztu, gdzie przesiedzieliśmy jeszcze jedną noc i następnego wieczoru zawieziono nas do więzienia.
W więzieniu jak to w więzieniu, wszystko przychodzi z czasem. Z początku było troszeczkę ciężko, ponieważ byłem jedynym Polakiem na oddziale i miałem problemy z porozumiewaniem się. W greckim więzieniu jest zupełnie inaczej niż w polskim. Tu jesteśmy otwarci cały dzień i możemy korzystać z telefonów. Bardziej to przypomina akademik niż więzienie.

Po sześciu miesiącach przyszedł mi papier na sprawę, czy mają mnie trzymać dalej czy wypuścić. Odrzucono to, tak samo było po 12 miesiącach. Pod koniec grudnia przyszło mi wezwanie na rozprawę, która miała się odbyć 16 stycznia 2010 roku.
Na kilka dni przed rozprawą przyszedł do mnie ten adwokat, który był ze mną z początku w prokuraturze i kazał zebrać na sprawę papiery, które udowodnią to, że mieszkałem w Grecji od jakiegoś czasu, że pracowałem i takie tam. Powiedział mi, że będzie ciężko, bo zarzucają mi sporo oskarżeń, ale wierzy w to, iż mnie wypuszczą z wyrokiem w zawieszeniu.

W dniu sprawy dowiedziałem się, że tylko ja pozostaję w więzieniu, że całą resztę zwolniono do czasu rozprawy. Tego dnia sprawa się nie odbyła z jakiegoś tam powodu - nie przyszedł któryś ze świadków czy coś takiego. Przełożono ją na 1 marca, później znów na 11 marca i tak przekładano 11 razy! Sprawa główna odbyła się w końcu w dniach 18-19 maja.

18 maja byłem przesłuchiwany jako numer czwarty. Za tłumacza miałem znów tego Araba, który nic a nic mi nie tłumaczył. Powiedział mi, że rozmawiał z adwokatem i wie, co ma powiedzieć. Ja miałem tylko improwizować, że składam zeznania.
Ogólnie w ich oczach, tak jak oni to sobie stworzyli, to ja przyjechałem z Polski tylko i wyłącznie na tą rewoltę. By udowodnić to, że żyłem tu od dłuższego czasu i pracowałem, przyniosłem wszystkie papiery, które zażyczył sobie wcześniej adwokat i przyszedł też na świadka szef, u którego pracowałem. Okazało się to darmową robotą, ponieważ adwokat nawet ich nie wyciągnął w czasie rozprawy. W ogóle nie miał za dużo do powiedzenia w mojej obronie.

Następnego dnia, 19 maja, pojechałem usłyszeć wyrok. Sędzia zaczął czytać: numery jeden, dwa i trzy - oskarżeni niewinni. Numery cztery i pięć (ja i jeden z Greków) i zaczął czytać zarzuty oraz wyroki z których nic nie rozumiałem, widziałem tylko jak Arab liczył lata i miesiące po grecku. Adwokat sprzeciwił się wyrokowi sądu i poprosił o zmniejszenie wyroków. Wtedy cała ława przysięgłych wyszła na naradę. Gdy już wyszli, tłumacz powiedział mi, że proponują 12 lat za usiłowanie zabójstwa policjantów poprzez rzucanie w nich butelkami z benzyną, kamieniami i około 100 miesięcy za resztę zarzutów. Adwokat sprzeciwiał się wielokrotnie z wyrokiem sądu do czasu, gdy wyrok spadł do 7 lat i pozostawieniu tego Greka na wolności do czasu odbycia się apelacji (odwołania od wyroku). I na tym zakończyła się walka adwokata. Gdy po sprawie zapytałem go, jaki w końcu mam wyrok, powiedział, że 7 lat i że porozmawiamy o tym później, że przyjdzie do mnie do więzienia i porozmawiamy. Do dzisiejszego dnia go nie zobaczyłem.

Po kilku miesiącach przewieziono mnie do innego więzienia, gdzie poznałem kilku anarchistów, którzy zainteresowali się moją sprawą. Byli zaskoczeni, że ktokolwiek znajduje się jeszcze w wiezieniu za rewoltę z grudnia 2008 roku. Tu dowiedziałem się, że mój wyrok jest znacznie większy niż myślałem: 7 lat i 55 miesięcy i że oskarżyli mnie o:

- używanie ładunków wybuchowych z usiłowanie pozbawienia życia policjantów

- posiadanie ładunków wybuchowych (butelki z benzyną)

- produkcja ładunków wybuchowych (butelki z benzyną)

- niszczenie mienia

- dewastacja banków, sklepów i innych obiektów

- kradzież

- i jeszcze jeden, którego w tej chwili nie pamiętam

W sumie jest siedem zarzutów. Teraz czekam na odwołanie, które odbędzie się 11 czerwca 2012 roku. Prawdopodobnie tego dnia zbiorą się tutejsi anarchiści pod sądem z żądaniem natychmiastowego zwolnienia mnie z więzienia.
Być może pójdę na tą sprawę z nowym adwokatem, którego załatwiają mi tutejsze organizacje. Za jakiś czas dowiem się dokładnie, co na rozprawach mówił za mnie ten arabski tłumacz.
Co do zarzutów które dostałem to wygląda to tak:

- w momencie aresztowania nie posiadałem przy sobie żadnej butelki z benzyną, pałki czy kamienia. Nie miałem też zasłoniętej twarzy.

- w czasie, gdy nas otoczono nie dochodziło do żadnych starć z policją. Normalnie spacerowałem, gdy zostałem otoczony i aresztowany.

- wszystkie zarzuty nie są w żaden sposób udowodnione i opierają się tylko i wyłącznie na zeznaniach policjantów, którzy mnie aresztowali”.

Z opisu wydarzeń, przedstawionego przez Andrzeja rysuje się obraz sprawy w której wyrok był z góry ustawiony. Imigrant nie znający języka, zdany na łaskę urzędowych przedstawicieli, których zachowanie podczas wykonywania procedury wydaje się co najmniej niejasne, był w zasadzie bezbronny wobec greckiego wymiaru (nie)sprawiedliwości. Zgodnie z zasadą, że prawo jest pajęczyną w którą wpadają głównie płotki, pojedynczy buntownik, odizolowany od innych, został mściwie wrobiony przez władze sądownicze w długoletni wyrok. Mimo wcześniejszych problemów z prawem, Andrzej nie wahał się z wyjściem na ulicę i solidarnie dołączył do młodych gniewnych, do anarchistów, do niekontrolowanych, odpowiadających protestem na policyjną przemoc autorytarnego systemu „bankowej junty”.

Dziś, gdy zbliża się data rozprawy apelacyjnej Andrzeja, nadchodzi dobry moment, abyśmy to my okazali solidarność ostatniemu więźniowi Grudniowej Rewolty. Żaden zamknięty za kratami uczestnik społecznej wojny nie może być zapomniany i zostawiony sam sobie. Wszystkich, których obchodzi los Andrzeja, którzy pragną dołączyć swój głos nieposłuszeństwa do burzliwych fal greckiej walki, zachęcamy do podjęcia działań solidarnościowych, dzięki którym greckie władze przekonają się, że Andrzej nie jest sam! Solidarność to wielokształtny nurt możliwości działania na różnych płaszczyznach. Tym, którzy chcieliby wyrazić swoje zdanie przy pomocy papieru lub meila, podajemy adresy greckich placówek dyplomatycznych w Polsce, do których możecie słać listy protestacyjne, upominające się o wypuszczenie naszego towarzysza. Rozprawa apelacyjna odbędzie się 11 czerwca 2012. Warto postarać się by nasz głos dotarł do nich wcześniej, aby zdążyli przekazać go swoim szefom. I nawet jeśli pozostanie on zignorowany, niech dowiedzą się, że wiemy, że nie zapominamy oraz że nie uda im się bezkarnie ukrywać swoich represyjnych posunięć przeciwko wolności.

WZYWAMY DO NATYCHMIASTOWEGO UWOLNIENIA ANDRZEJA MAZURKA!

SOLIDARNOŚĆ ZE WSZYSTKIMI UWIĘZIONYMI BOJOWNIKAMI SPOŁECZNEJ WOJNY!

ZNISZCZYĆ WSZYSTKIE WIĘZIENIA!

Redakcja kwartalnika anarchistycznego INNY ŚWIAT
Redakcja portalu grecjawogniu.info
Redakcja portalu raf.espiv.net
Anarchistyczny Czarny Krzyż

Namiary na greckie placówki dyplomatyczne w Polsce:

Ambasada Grecji w Polsce
ul. Górnośląska 35, 00-432 Warszawa
tel. (0-22) 622 94 60, 622 94 61
fax (0-22) 622 94 64
e-mail:  Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Wydział Konsularny:
tel. (0-22) 622 94 62; fax (0-22) 622 94 63
e-mail:  Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Biuro Ekonomiczne i Handlowe:
ul. Krakowskie Przedmieście 47/51
00-071 Warszawa
tel. (0-22) 826 48 28; fax (0-22) 826 40 08
e-mail:  Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Biuro Prasowe:
ul. Bagatela 11/6, 00-585 Warszawa
tel. (0-22) 849 37 77; fax (0-22) 849 38 11
e-mail:  Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

05 maja 2012 | Dział: Publicystyka
W ciągu ostatnich tygodni ukazały się już co najmniej trzy publicystyczne blogi antyfaszystowskie. Najnowszym jest świeżo co powstały www.prostoantyfaszystowsko.wordpress.com

Tak piszą o nim jego autorzy/rki :

Blog ten powstał z potrzeby reagowania na nowe oblicze polskiej skrajnej prawicy. Przegapiamy moment kiedy faszyści ściągają glany i lżejszym krokiem wchodzą na scenę społecznej działalności.  Cenne wydaje się być każda najdrobniejsza próba demaskowania strategi skrajnie faszyzującej prawicy. Wraz z pogarszającą się sytuacją gospodarczą rośnie w siłę środowisko nacjonalistów. Po latach stagnacji i tkwienia ze stygmatyzującą łatką łysego, nazi-skina, naziola, skinheada skrajna prawica przejmuje inicjatywę w oparciu o nowe strategie i metody. Społeczeństwo sfrustrowane sytuacją społeczno-gospodarczą staje się łatwym łupem dla nacjonalistycznej propagandy.

Rodzi to potrzebę zaistnienie silnego ruchu antyfaszystowskiego, który skutecznie uniemożliwi oddziaływanie skrajnej prawicy na społeczeństwo.  Ruch ten nie może opierać się wyłącznie na negacji postaw autorytarnych i totalitarnych.  Społeczeństwo potrzebuje alternatywy dla obecnego systemu i ważnym jest aby ruch antyfaszystowski  wypracował swoją wizję społeczeństwa wolnego zarówno od niesprawiedliwości społecznych, ucisku państwa jak i od wszelkich form dyskryminacji.

Tekst dotyczący demonstracji nacjonalistów w Warszawie - "Kopiuj, wklej - Czyli nacjonalistyczny 1 maja"

1 maja z nacjonalistami

Od przeszło trzech lat warszawskie środowiska skrajnie faszyzującej prawicy zadziwiają konsekwencją w kopiowaniu od naszych europejskich sąsiadów formy ruchu tzw. Autonomicznych Nacjonalistów (AN). Wzorem innych europejskich AN, nasi rodzimi zorganizowali w Warszawie pierwszomajową demonstrację. Hasłem przewodnim przemarszu było: „Młodzież potrzebuje alternatywy”, nie zabrakło także nawoływań do sprzeciwu wobec tzw. „lewackiej” propagandy mediów.

Środowisko Autonomicznych Nacjonalistów cechuje największa żywiołowość w obrębie rozwijającego się w Polsce ruchu nacjonalistycznego. Swój dynamiczny rozwój zawdzięczają m. in. licznym kontaktom międzynarodowym, umożliwiającym korzystanie z doświadczeń AN z Czech, Włoch, Ukrainy i Niemiec. W tym roku AN po raz pierwszy zdecydowali się na zorganizowanie demonstracji 1 mają w Warszawie. Główne hasło demonstracji nie nawiązuje do pierwszomajowej tradycji jednak dość dobrze wpisuje się w polityczny kontekst kreowania przekazu do młodych ludzi, sfrustrowanych sytuacją społeczno–gospodarczą.

Nazizm i średniowiecze

Jaką alternatywę wobec obecnego systemu oferują młodym ludziom Autonomiczni Nacjonaliści? Alternatywą dla dyktatu Unii Europejskiej ma być współpraca narodów w imię obrony europejskiej cywilizacji. Na problem natrafiamy gdy podejmujemy próbę zdefiniowania tego, czym jest „europejska cywilizacja”, jakie są jej wartości? Czy reprezentują je holenderscy geje, greccy anarchiści czy niemieccy socjaldemokraci? Zapewne nie. Więc kto? Skoro nacjonaliści uznają, że większość państw skażona jest obcymi (czyli jakimi?) wpływami. Wygląda na to, że poszukując prawdziwie europejskiej tożsamości należałoby cofnąć się do czasów Europy feudalnej. Ale przecież model gospodarki opartej na pańszczyźnianym wyzysku ma się nijak do „walki” AN z socjalnym wykluczeniem i troską o najniższe warstwy społeczne, dzięki wyzyskowi których średniowieczny system mógł funkcjonować.

Co poza powrotem do średniowiecznej Europy mają do zaoferowania nacjonaliści? Receptą Autonomicznych Nacjonalistów na kryzys gospodarczy jest system, który swoje okrutne żniwo zebrał w pierwszej połowie XX w. Po raz kolejny, kopiując poczynania zachodu, zaczynają być lansowane treści jawnie odwołujące się do nazizmu (Nationalsozialistische). Komórki AN z Warszawy, Trójmiasta, Poznania, Bytomia, Stalowej Woli i Wrocławia swoją „alternatywę” dla kapitalizmu i socjalizmu widzą w „trzeciej drodze” czyli w uwspółcześnionej wersji narodowego socjalizmu właśnie. Nie przez przypadek na warszawskiej demonstracji w jednym z pierwszych rzędów szedł członek neonazistowskiej organizacji w koszulce ze swastyką zwieńczoną napisem „Blood&Honour”.

Modne buty

Autonomiczni Nacjonaliści konsekwentnie trzymają się obranej przez siebie stylistyki, którą określić można jako „styl warszawskich ulic”. Pierwszomajowa demonstracja była swoistym pokazem mody ulicznej. W zapomnienie poszedł styl na boneheada (nazi–skina). Chcąc przyciągnąć młodych wykluczonych (czy „młodych oburzonych”) nacjonaliści musieli zwrócić się ku ich stylistyce. Nie jest to stylistyka „oburzonych hipsterów” szukających markowych ciuchów w secondhandach. Jest to stylistyka blokowisk, stadionów, kultury hip–hop. Jako, że nikt nie kojarzy hip–hopu z nazizmem organizowanie koncertów w centrum stolicy stało się prostsze (przykładem koncert 2 maja 2012, w ramach Narodowej Majówki, Zjednoczonego Ursynowa, Tadka z Firmy i innych pomniejszych projektów).

Nowe wyzwania

Ruchy faszystowskie idą z duchem czasu. Ich członkowie zdjęli fleyersy i zamienili glany na adidasy. Zmienili swoją stylistykę, zmienili swoje metody działania. Pierwszomajowa demonstracja jest jasnym sygnałem chęci ingerowania w coraz szersze sfery działalności społecznej. Możliwe są w najbliższym czasie próby zaangażowanie się w ruchy lokatorskie i pracownicze na wzór skrajnie prawicowej  “Robotniczej Partii Społecznej Sprawiedliwości” z Czech czy też jawnie odwołującej się do faszyzmu “Casa Pound”, której działacze przejęli (zeskłotowali) pustostan w imigranckiej dzielnicy Rzymu przy okazji terroryzując lokalną społeczność.

Dlatego też parafrazując słowa antyfaszystki  z blokady przemarszu ONR w 2009 .r – Każdy antyfaszysta i każda antyfaszystka ma swoją demonstracje codziennie. Niezależnie od tego czy na co dzień zaangażowani jesteśmy w ruchy lokatorskie, pracownicze, wolnościowe czy stricte antyfaszystowskie powinniśmy pozostać czujni i nie dopuszczać do próby zaistnienie skrajnej prawicy w życiu publicznym.
26 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka
Wreszcie jest. Popularny trend wśród neofaszystów w Niemczech i Czechach zawitał i do nas.

Autonomiczni Nacjonaliści pojawili się w Niemczech już blisko 10 lat temu. To młodzi neofaszyści niemieccy, którzy nie chcąc wstępować w szeregi NPD postanowi wcielać swoje rasistowskie idee na swój własny sposób. To nowe oblicze skrajnej prawicy, które zdążyło w ostatnich latach zasłynąć ze swojej szczególnej brutalności, zaintrygowało oczywiście i polskich neofaszystów. Około roku 2009 trend zawitało i do nas. Krok po kroku zadomowiło się już w kilku większych i paru mniejszych miastach. Polscy skinheadzi spod znaku NS znudzeni już samymi sobą przejęli z entuzjazmem nową stylistykę niemieckich neofaszystów. I skopiowali ją 1:1. Wystarczy spojrzeć na zamieszczone obok fotografie niemieckich i warszawskich Autonomicznych Nacjonalistów aby się zorientować, że nie pokusili się nawet na wymyślenie własnego pomysłu na banery. A skoro przejęli modę to starają się także nadążyć na nowymi trendami ideowymi wytyczanymi przez niemieckich AN.

I tak, Polska skrajna prawica, zorganizowana w grupach AN (zwanych w środowiskach wolnościowych “Anabolicznymi Naziolami”) i reklamująca się jako „nowoczesny nacjonalizm”, próbuje ostatnio wzorem swoich kolegów z Niemiec wymyślić anty-kapitalizm z prawej strony. Przykładem tego jest wezwanie do marszu w dniu 1 maja przeciwko „globalizacji, wyzyskowi i multikulturalizmowi”.
Wymyślanie skrajnie prawicowego anty-kapitalizmu znamy już z przeszłości i przeszło ono do niej pod nazwą narodowego-socjalizmu. To zresztą jest też idea z której wywodzą się i pod którą w dużej części podpisują się środowiska organizujące skrajnie prawicową majówkę pod obłudną nazwą „Młodzież potrzebuje alternatywy”.

Cóż, nie będę tu przypominała dorobku narodowego-socjalizmu. Raczej przypomnę jakim to nie lada wyzwaniem natury społeczno-filozoficznej jest próba krytyki kapitalizmu z perspektywy nacjonalistycznej. Wystarczy przyjrzeć się zarówno genezie jak i samej naturze kapitalizmu, aby zrozumieć, że zarówno doktryny skrajnie prawicowe jak i sam kapitalizm budują na tych samych hierarchicznych wartościach podporządkowania słabszych silniejszym czy na tych samych pryncypiach wykluczenia, negując tym samym idee społecznej solidarności i walki właśnie z wszelkimi wykluczeniami, dyskryminacją i o sprawiedliwość społeczną, które są podstawą antykapitalistycznego oporu.

Pozorowanie anty-kapitalizmu ze strony skrajnej, narodowej prawicy, to nic innego jak znana już z historii ponowna próba zredukowania problemu kapitalizmu do pewnej wytypowanej grupy ludzi, którzy za nim stoją (to PO! to żydzi! To imigranci! …). To kolejna próba utożsamienia anty-kapitalizmu z antysemityzmem, albo inaczej: budowania owego „anty-kapitalizmu” na antysemityzmie.

Polscy narodowcy bardzo lubią pozorować swój dystans w stosunku do innych ruchów faszystowskich (tych współczesnych jak i tych historycznych). Jednak w swoich ideach i propagandzie niczym się od nich nie różnią, może poza wpisywaniem owych neofaszystowskich, radykalno-narodowych haseł w polski kontekst. Akurat ich wersja „anty-kapitalizmu” najlepiej to uwidacznia.

Jednym z filarów skrajnie prawicowej wersji „anty-kapitalizmu” jest swoisty „antyglobalizm” z perspektywy nacjonalistycznej. Sprowadza się on do spłaszczonej do granic wytrzymałości analizy, która brzmi mniej więcej tak: skoro przyczyną pogłębiającego się kryzysu kapitalizmu jest cyrkulacja międzynarodowego kapitału, to jedynym wyjściem z sytuacji jest nacjonalizm. Albo jeszcze krócej: skoro kapitalizm jest zjawiskiem ponadnarodowym, to anty-kapitalizm musi mieć wymiar narodowy/nacjonalistyczny.
Czy można być aż tak głupim, aż tak naiwnym, żeby samemu w to wierzyć? Otóż nie.

Z faktu, iż kapitalizm jest relacją opierającą się na formach własności oraz organizacji produkcji i zarządzania własnością społeczną, a przez to jest motorem wyzysku i niesprawiedliwości społecznej funkcjonującym niezależnie od aspektów narodowo-tożsamościowych, nasi narodowi-radykałowie doskonale zdają sobie sprawę. Tak, tak.

A więc to nie głupota. A jeśli nie głupota to co? Odpowiadam. To brak logicznych możliwości i podporządkowanie logiki potrzebom propagandy.

Powyższego paradoksu nacjonaliści starają się nie dostrzegać gdyż uznanie go, grozi nie tylko obnażeniem bezsensowności anty-kapitalizmu z pozycji narodowo-radykalnych, ale też konsekwentnym dopisaniem idei nacjonalistycznych do tych, które nomen-omen podbudowują kapitalistyczny byt, z którym tak bardzo chcieli by walczyć (no właśnie, czy aby na pewno?!). Zresztą to datego, w swojej odezwie, nacjonaliści maskują swoje „anty-kapitalistyczne” zapędy za sloganem „anty-systemowości”. Kwestię tego jak mają się ciasne i opresyjne idee nacjonalistyczne do anty-systemowości pozostawię bez komentarza.

Dodatkowo nacjonaliści, zdając sobie sprawę z własnej krytyki kapitalizmu, wzywają w swojej pierwszomajowej odezwie do oporu przeciwko przemocy policyjnej. Oczywiście pomijają już jakąkolwiek analizę przyczyn obecnej aktywności aparatu policyjnego, gdyż musieliby wówczas wezwać do oporu wobec wszelkich prawicowych, autorytarnych, pro-państwowych ideologii, a przede wszystkim do anty-kapitalistycznego oporu z pozycji wolnościowych.

Anty-kapitalizm skrajnej prawicy jest więc mieszanką trzech elementów:

- wezwaniem do odbudowy silnego autorytarnego państwa regulującego w sposób biurokratyczno-nacjonalistyczny kwestie gospodarcze;
- posegregowaniem kapitalistycznego wyzysku w Europie na narodowe segmenty;
- ponownym rozbudzeniem ksenofobicznej i rasistowskiej nagonki w kraju, przede wszystkim o anty-semickim i anty-imigracyjnym zabarwieniu, chociaż pojawiają się też pierwsze elementy islamofobii;

Uważny obserwator dostrzeże tu zarówno nawiązania do historycznych idei NS (jeszcze tych z przed holokaustu) jak również do PRL-owskiej wizji „anty-kapitalizmu” gdzie kapitalistyczny wyzysk także nie był rozwiązany a właśnie funkcjonował w sposób stricte narodowy, scentralizowany, podporządkowany państwu i nie raz sięgał do argumentów nacjonalistycznych i antysemickich.

Co to ma wspólnego z anty-kapitalizmem? Co z anty-systemowością? Co ze sprawiedliwością społeczną? Co z jakąkolwiek alternatywą dla ludzi młodych?

Kompletnie nic. To zagrożenie dla wolności – przynajmniej tej sfery, której ludziom nie odebrał jeszcze kapitalizm.

„Anty-kapitalizm” w wykonaniu nacjonalistów może się przysłużyć tylko jednej pozytywnej sprawie: odkrywając ich obłudę. W tym sensie warty jest opisywania czy wręcz reklamowania z odpowiednim komentarzem.

Skrajna prawica nigdy nie miała żadnych godnych uwagi społecznych rozwiązań w kontekście kapitalizmu (ani zresztą w żadnym innym kontekście). Wyjście z sytuacji prowadzi u niej zawsze albo do zamknięciem się na obcych (imigrantów, żydów…) albo wręcz ataku na nich. Z kolei „solidarność”, do której nacjonaliści również obłudnie się odwołują, dotyczy tylko i wyłącznie osób wybranych, należących do zamkniętego na obcych „narodowego klanu zaakceptowanych”. W rzeczywistości owa nacjonalistyczna „solidarność” i ów skrajnie prawicowy „anty-kapitalizm” prowadzą do podtrzymania i ponownej legitymizacji samych mechanizmów wyzysku, a więc kwestii własności oraz formy kontroli i zarządzania własnością społeczną.

I jeszcze jedno zasadnicze pytanie.

Jak wygląda zaangażowanie nacjonalistów w walkę z agresywnym kapitalizmem poza próbą postawienia pierwszomajowego propagandowego akcentu?

Odpowiedź. Nie wygląda w ogóle.

Środowiska wolnościowe, anarchistyczne, antyfaszystowskie i lewicowe prowadzą od lat intensywną działalność społeczną, m.in. lokatorską i pracowniczą, blokują eksmisje i współorganizują strajki. Natomiast nacjonaliści? Oni tymczasem zajmują się dzieleniem pracowników na bardziej i mniej polskich, przyklaskiwaniem rozwojowi coraz bardziej policyjnego państwa a przede wszystkim atakowaniem środowisk anarchistycznych i antyfaszystowskich propagujących antykapitalistyczne alternatywy do wszechobecnego konsumpcjonizmu czy terroru płacowego i czynszowego (m.in. squaty, spółdzielnie, kooperatywy spożywcze, kolektywy pracownicze, niekomercyjne centra kultury, autonomiczne projekty społeczne, etc). Swoimi atakami na te projekty (do których dochodzi w ostatnim czasie w wielu miastach kraju – Lublinie, Warszawie, Poznaniu…) narodowi-radykałowie pokazują, że to nie o anty-kapitalizm im chodzi ile o ukierunkowanie swojej nienawiści. Raz na lewaków, raz na żydów, raz na homoseksualistów, raz na imigrantów. Akurat właśnie warszawscy AN starają się być szczególnie „anty-kapitalistyczni” na tym polu…

Tyle o 1 maja organizowanym przez „nowoczesnych nacjonalistów”.

Może jeszcze trzy słowa komentarza:
Jeden wielki szwindel!
I jeszcze cztery podsumowania:
Brunatne gówno w nowym opakowaniu.

xxx

Dwa tygodnie temu antyfaszyści na demonstracji w Białymstoku ogłosili:
„Nacjonalizm oddajemy na złom!”
Lukrecja dodaje:
A razem z nim najlepiej od razu i kapitalizm. Jeden drugiego wart.

Tekst ukazał się na : www.lukrecjasugar.wordpress.com

24 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka
U szczytu aktywności ruchu alterglobalistycznego, w 2004 roku, Naomi Klein nakręciła wspólnie z Avi Lewisem dokumentalny film „The Take” („Przejęcie”) [1] – swego rodzaju manifest, który został sprowokowany neoliberalną retoryką narzucającą rozstrzygnięcie, że kapitalizm nie ma alternatywy. Autorce „No Logo” chodziło o podjęcie polemiki ze słynnym stwierdzeniem Margaret Thatcher: „there is not alternative”. W filmie tym Klein umieściła scenę telewizyjnej debaty, gdzie prowadzący z nią wywiad uparcie domagał się, aby przedstawiła ona swój program zmian i z góry założył, że jego nie ma. „Znowu krytyka” - podsumowywał bezradną Klein. To mocno musiało dotknąć dziennikarkę, która w „The Take” stwierdziła ostatecznie, że „trzeba mówić o tym, o co walczymy”.

W czym wydaje się tkwić trudność? Na drodze do wyartykułowania alternatywnej wizji często pojawia się zasadnicza bariera, polegająca na różnicy pomiędzy totalnością „rzeczywistością która jest”, a fragmentarycznością „rzeczywistości którą postulujemy”. Między tym co wystarczy wskazać palcem, a tym co nie sposób wyczerpująco opisać. Totalność „rzeczywiści która jest” opiera się na naszym indywidualnym biografiach, historiach i pamięci, na naszej wiedzy dotyczącej procesów życia codziennego, na intensywności interakcji społecznych oraz ich bogactwie. Na realności tego co nas otacza. Sprawia ona wrażenie pewnej „całości”. Na tej konkretności doświadczenia nie może się w żadnym wypadku oprzeć rzeczywistość postulowana, która przeważnie odwoływać się musi do „wyobraźni”. A „wyobraźnia” najczęściej z trudem dotrzymuje kroku „doświadczeniu”. Z owej fragmentaryczności bierze się zarzut utopijności. Ostatecznym zatem zabiegiem strategii głoszącej brak alternatywy dla obecnego systemu, kiedy się ona zaczyna realnie ujawniać (a może do tego dojść – jak zobaczymy – na wiele sposób), jest właśnie zarzut „utopijności”, czyli braku szansy na realizację, wręcz ogłoszenie tezy, że koncepcje tego typu realnie skazane są na porażkę, lub oznaczają stan gorszy od wyjściowego. W istocie chodzi o podtrzymywanie przekonania o rozdźwięku pomiędzy „rzeczywistością która jest” a „rzeczywistością którą postulujemy”, co skłania całe rzesze ludzi do zaakceptowania status quo i porzucenia „mrzonek” o lepszym czy tylko innym świecie.

Utopia

Immanuel Wallerstein przyznaje, że problemem ze wszystkimi utopiami polega nie tylko na tym, że jak dotychczas „nie istniały”, ale że są także „rozsadnikami iluzji”, „rozczarowań”, a co gorsza często „usprawiedliwieniem wielu nadużyć”.[2] Ale czy faktycznie utopie są jedynie, w zależności od interpretacji, naiwnymi czy groźnymi imaginacjami? Tak je dziś interpretujemy przypisując odpowiedzialność za rewolucyjny zamęt i towarzyszącą mu brutalność jakiej Europa doświadczała w ostatnich z górą 200 lat. Jednak utopie i projektowanie stosunków społecznych nie były nowożytnym pomysłem.

Teoretycy marksizmu, co prawda z poczuciem wyższości przedstawicieli naukowego paradygmatu, chętnie analizowali utopijne koncepcje, wiedząc dobrze, że ostatecznie nie są one jedynie wyizolowanymi eksperymentami myślowymi, ale wyrazem ducha epoki, efektem bieżących sporów politycznych, skutkiem poszukiwań sposobów przezwyciężenia antagonizmów społecznych. Fryderyk Engels w „Rozwoju socjalizmu od utopii do nauki”[3] wywodzi ten rodzaj refleksji jeszcze z okresu XVI i XVII wieku, a Karol Kaustky w „Poprzednikach współczesnego socjalizmu”[4] cofa się jeszcze bardziej w przeszłość, prezentując socjotechniczne eksperymenty pierwotnych gmin chrześcijański, sekt heretyckich i różnych odłamów ruchów chłopskich. Głównym problemem utopii miało być nie chęć zaplanowania idealnego ustroju społecznego, ale – jak pisał o utopijnym socjalizmie Engels -  próby narzucenia go społeczeństwu z zewnątrz.

Paradoksalnie ani Marks, ani Engels, przyznając się do swojego historycznego, utopijno-komunistycznego rodowodu, nie projektowali przyszłego społeczeństwa, w każdym razie jeżeli tak czynili, to w sposób bardzo ograniczonym i w mało konkretnym zakresie. Nowy ład powstać miał niejako samorzutnie, w wyniku oczywistego rozwoju historycznego, na wskutek załamania się dotychczasowych stosunków społeczno-własnościowych kapitalizmu. Był nie tylko czymś postulowanym, ale koniecznym. Tym mniej jednak w potocznych krytykach ideologii marksizmu, atak na jego utopistyczny charakter należy do standardowych zabiegów polemicznych. W sferze sporu dyskursywnego groźne bowiem dla status quo było nie same projektowanie, ale predykcja, odgadywanie przyszłości, przepowiadanie „końca świata jakim znamy”.[5] W tym kontekście utopia ujawnia nam swój radykalnie inny wymiar – jako krytyka społeczna, a nie uzasadnienie dla władczych i autorytarnych aspiracji. Tych dwóch poziomów nie należy mylić, bo wówczas każdy autor dzieła orzekające o kształcie przyszłości, nie wykluczając twórcy koncepcji o „Królestwie Niebieskim”, może zostać okrzykniętym architektem tyranii i doczekać się norymberskich zarzutów. 

„Państwo” Platona [6] było jedną z pierwszych próby przelania na papier koncepcji idealnego ustroju społecznego. Autor przedstawia nam się jako przeciwnik ateńskiej demokracji, która skrywała za swoją fasadą dyktaturę oligarchii i wykluczenie z życia publicznego kobiet i niewolników obu płci. Rozprawy Platona to także ustawiczna polemika z sofistami, którzy stali się szkołą nie odkrywania filozoficznej prawdy, z czego Platon czyni im zarzut, ale „treningu” dla przyszłych elit rządzących, za który adepci musieli słono płacić. Ateny jawią mu się wreszcie jako miejsce śmierci swojego mistrza Sokratesa, który zginał uciszony za krytykę władzy i jej popleczników - sofistów. Co więcej autor „Państwa” za wzór przyjmuje ustrój Sparty, śmiertelnego wroga Aten.

Także u Tomasza More’a, autora „Złotej książeczki o najlepszym ustroju państwa i nieznanej dotąd wyspie Utopia”, wyraźnie inspirowaną wizją Platona, koncepcje utopijne pełniły funkcje krytyki społecznej. Znajdziemy tam wiele radykalnych ocen i poglądów:  „Gdy... zastanawiam się uważnie na tymi wszystkimi państwami – czytamy w „Utopii” More’a - które dzisiaj istnieją, nasuwa mi się myśl (...), że istnieje po prostu jakieś sprzysiężenie bogaczy, którzy pod nazwa i firmą Rzeczypospolitej dbają jedynie o własne korzyści”.[7] A w innym miejscu: „gdziekolwiek jest własność prywatna, gdzie wszystko mierzy się wartością pieniądza, tam nie można spodziewać się ani sprawiedliwości, ani społecznego dobrobytu, chyba że nazwalibyśmy sprawiedliwością taki stan rzeczy, iż wartości najcenniejsze są udziałem ludzi najgorszych; podobnie musiałbyś uznać to społeczeństwo za szczęśliwe, w którym wszystkie dobra materialne dzieli między sobą garstka ludzi, rzadko zadowolonych z tego, co posiadają, masy zaś pogrążone są w nędzy”.[8]

Do tego krytycznego nurtu myśli utopijnej odwołuje się współcześnie m.in. Krzysztof Wodiczko, który postuluje, aby utopię traktować zamiast jako „nie-miejsce”, a więc coś co nie jest, ale może być; traktować ją jako „nie!miejsce”, czyli żeby utopia miała przede wszystkim funkcję krytyczną. Immanuel Wallestein natomiast tworzy termin „utopistyka” , który nie ma według niego oznaczać doskonałą i nieuchronną przyszłość, ale przyszłość alternatywną „miarodajnie lepszą i historycznie możliwą”. „Jest to – jak pisze – trzeźwe, racjonalne i realistyczne oszacowanie systemów społecznych, narzuconych przez nie ograniczeń oraz obszarów otwartych na ludzką kreatywność”.[9]

Topos

Jeżeli „utopia” to postulowane miejsce, którego nie ma, to „topos” oznacza miejsce, które nie tylko, że jest postulowane, ale równocześnie istnieje (lub istniało). Dodatkowo to „miejsce wspólne”, często będące „archetypicznym” wzorem najlepszego z możliwych ustrojów społecznych. Najwcześniejszych toposem idealnego ładu społecznego jest Arkadia, tyleż mityczna, co posiadająca swój pierwowzór na Półwyspie Peloponeskim kraina zamieszkiwana przez, mających żyć w zgodzie z naturą, pasterzy. Odnajdujemy tę samą myśl później wielokrotnie począwszy od literatury Oświecania i postaci „dobrego dzikiego” Jean-Jacques Rousseau, po opowieści o Indianach w tym w bardzo popularnej prozie Karola Maya (opowieść o „Winnetou” i plemieniu Apaczów). Motywy „tubylcze”, a zwłaszcza „indiańskie” zyskały szczególne miejsce we współczesnym filmie, także w formie zdecydowanie mniej wyidealizowanej niż w powieściach Maya  (np. obrazy „Człowiek zwany Koniem”[10] czy „Czarna suknia” [11]). Wreszcie jako przykład podajmy produkcję telewizyjną - serial „Eath 2” [13], kalka „westernu” utrzymana w konwencji science-fiction: o tubylcach (Terrianie), pierwszych osadnikach i próby ustanowienia nowego ładu społecznego w opozycji do wyniszczającej cywilizacji i autorytarnych władz „stacji kosmicznych”.

Na gruncie piśmiennictwa socjalistycznego podobnego typu motywem jest „matriarchat”, prahistoryczny ustrój społeczny wydedukowany w połowie XIX wieku przez etnologa Johanna Jakoba Bachofena, a później rozpropagowany m.in. przez Fryderyka Engelsa w „Pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa”[13] oraz Erica Fromma w „Miłość, płeć i matriarchat”.[14] Choć utrzymana w naukowej stylistyce, Engelsa opowieść o Irokezach zaczerpnięta z dzieł etnologów, stanowi faktycznie podobnego typu wątek w marksistowskiej literaturze.

W istocie rzeczy, tak jak Platon czerpał inspirację z życia codziennego Spartan, tak na nowożytne koncepcje utopistyczne silnie oddziaływały odkrycia geograficzne. Zwłaszcza kolonizacja Ameryki pobudzała nie tylko wyobraźnie i tęsknoty za „szczęśliwymi wyspami”, ale też nadzieje na lepsze życie. Na przykład „Burza” Szekspira, z wyraźnie wyeksponowanym wątkiem utopistycznym, odwołuje się do historii statku Sea-Venture, który pod koniec lipca 1609 roku, roztrzaskał się w drodze z Anglii do Wirginii u wybrzeży Wysp Bermudzkich. Z katastrofy uratowało się 150 osób, pasażerów i członków załogi. Rozbitkowie, w większości prości ludzie z gminu, przerażeni złą sławą Wysp niebawem spostrzegli, że Bermudy są krainą dostatku i zaczęli rozważać możliwości pozostania tu na stałe, wchodząc tym samym w konflikt z władzami i zarządem Virginia Company, która zorganizowała tę wyprawę w konkretnym celu -kolonizacji kontynentu amerykańskiego. Jak zwracają uwagę Peter Linebaugh i Marcus Rediker, podobnie jak w przypadku pasażerów Sea-Venture, także inni pierwsi koloniści, motywowani utopistycznymi opowieściami o czekającym ich Edenie, zderzali się z brutalną realnością, gdzie marzenia musiały ustępować interesom pierwotnej akumulacji kapitału. Rozbitkowie z Sea-Venture, po dziewięciu miesiącach, zostali zmuszeni do opuszczenia Wysp i lądowania w Wirginii.

Autonomia


Hakim Bey (okrzyknięty najwybitniejszym autorem anarchistycznej literatury postmodernistycznej), nawiązuję do wcześniej opisanego wątku. Nowy Świat miała charakteryzować niewinność (stąd nazwa stanu Wirginia) i nieograniczone możliwości, był przejawem tęsknoty za człowiekiem w stanie natury, nie zdeprawowanym przez rząd, którego wyidealizowaną figurą był „Indianin”. Hakim Bey czerpie garściami z opowieści dotyczących zakładania wszelkiego rodzaju nowych wspólnot w dobie kolonizacji obu Ameryk. Zasilane one były przez zbiegów, biedaków, piratów, byłych niewolników i tubylców; krzyżowały się wszystkie rasy i religie, tworzyły nowe plemiona i sekty.  Odwołując się do tych historycznych i legendarnych przykładów Hakim Bey konstruuje koncepcje Tymczasowej Strefy Autonomicznej (TSA) [15] i doszukuje się takich miejsc we współczesnym świecie, za przykład podając ruch skłoterski czy hakerski.

Koncepcja autonomii w zasadniczy sposób różni się od utopii. Po pierwsze nie jest idealnym modelem społeczeństwa i z zasady akceptacje liczne ułomności. Jak mówi mieszkaniec poznańskiego skłotu Rozbrat: „Jesteśmy rakiem na ciele chorego organizmu. Jesteśmy chorobą choroby. Jesteśmy zatem ozdrowieniem”.[16] Po drugie TSA nie ma być miejscem stabilnym i podkreśla swoją  tymczasowości, negując tym samym koncepcję ostatecznego ładu społecznego. Wreszcie – po trzecie - nie jest koncepcją, wzorcem wniesionym z zewnątrz. Każda „strefa” powstaje i trwa na swoich odmiennych zasadach. Ma najczęściej illegalistyczny i konfrontacyjny charakter w odniesieniu do państwa, żyje w pasożytniczym związku ze społeczeństwem, które jednocześnie kontestuje.

Prefiguracja


Noami Klein w „Doktrynie szoku” [17] opisuje jak neoliberalizm wykorzystuje różnego typu naturalne i sprowokowane przez człowieka katastrowy dla wdrażania swojej logiki akumulacji kapitału. Ale katastrofa może oznaczać także załamanie się obecnego systemu, wówczas – jak przekonywał Immanuel Wallerstein – pojawiają się bifurkacje i możliwości wyboru. Zapewne doświadczali tego pasażerowie i załoga Sea-Venture, kiedy roztrzaskali się o skały. Nikt z nich nie zginął. Ostatecznie wydarzenie to potraktowali nie jako tragedię, ale szansę, jako znak – ponieważ byli bez wyjątku wierzący, zatem zapewne znak od Boga – na to, że mogą rozpocząć nowe życie, według swoich własnych reguł.

O ile autonomie mogą zaistnieć w warunkach stabilizacji, a bywa że stan taki nawet powstawaniu autonomii sprzyja, o tyle model prefiguratywny może pojawić się jedynie w sytuacji zawieszenia działania systemu, co zdarza się najczęściej w czasie rewolucji, lub gwałtownych zmian społecznych mogących nastąpić po wojnie, lub w skutek klęsk żywiołowych czy krachu ekonomicznego itp. Pisząc o prefiguracji nawiązuję do koncepcji Carla Boggsa i jego pracy „Marksizm, komunizm prefiguratywny oraz problem kontroli robotniczej”. W przeciwieństwie do Hakim Beya, generalnie zdystansowanego do idei powszechnego ludowego zrywu, koncepcja Boggsa wypływa z wiary w możliwości jakie za sobą niesie rewolucja: rozpad hierarchicznych struktur, zniesienie własności prywatnej i ukonstytuowanie się rad robotniczych. Jednocześnie prefiguracja nie jest utopią, ani nie spogląda wstecz „na idylliczną przeszłość zakorzenioną w prymitywnym kolektywizmie”.[18]

Załamanie systemu gospodarczego i państwowego zmusza ludzi do budowy alternatywnych form zarządzania produkcją, wymianą, sprawami publicznymi. Zmiany te w przypadku prefiguracji mają charakter z reguły o wiele bardziej rozległy, ale często też gwałtowny i krótkotrwały. Hakimbeyowska TSA może faktycznie przetrwać latami, nawet przez dziesiątki lat. Autor „Poetyckiego terroryzmu” pisze nawet o możliwości zaistnienia „stałych” Tymczasowych Strefach Autonomicznych. Prefiguracja w tym odniesieniu jest tylko pewną migawką społeczeństwa wyłaniającego się z chaosu spowodowanego rozpadem dotychczasowych struktur, które ciągle nie ma szans na pełne samourzeczywistnienie się.

Okres „bezkrólewia” przedstawiany jako moment występowania najgorszych zbrodni i zamętu, często - przeciwnie - oznacza koniec bezwzględnego terroru, lub jest krótkim ożywczym oddechem, jakie społeczeństwo może zaczerpnąć pomiędzy upadkiem jednego autorytarnego rządu, a powstaniem kolejnego. Tym się m.in. charakteryzowały lata 1945-1947 w Polsce, kiedy załogi wielu przedsiębiorstw zajmowały fabryki i rozpoczynały na „własną rękę” ich odbudowę oraz produkcję. W wielu przypadkach robotnicy wyłaniali radę pracowniczą i wybierali dyrektorów. Sami określali zasady funkcjonowania. Ten proceder został ukrócony przez stalinowskie władze.

Boggs wymienia wiele takich momentów w historii: powstawanie rady delegatów robotniczych i żołnierskich w Rosji i w Niemczech w latach 1917-1918, 1956 rok na Węgrzech i w Polsce, rewolta studencka 1968 roku, czy wreszcie niepokoje społeczne i załamanie się systemu w Argentynie w grudniu 2001, który skutkował nie tylko ruchem przejmowania fabryk, ale też tzw. „horyzontalizmem”[19] (rodzajem zgromadzeń sąsiedzkich).

Partycypacja

Partycypacja, w przeciwieństwie do wcześniej opisanych sposób urzeczywistniania nowych relacji społecznych, często nie przebiega „od dołu”. Zasady tzw. „budżetu partycypacyjnego” w Porto Alegre, najbardziej znanym przykładzie realizacji tego typu projektu, została zainicjowana przez władze samorządowe.[20] Pomimo mankamentów tego typu rozwiązań, partycypacja może być źródłem wielu innowacji społecznych w zakresie demokracji uczestniczącej i bezpośredniej.

U podłoża idei partycypacji leży przekonanie, że ustanowienie nowych stosunków nie musi odbywać się w rygorystycznej opozycji do istniejących instytucji społecznych, ani nie musi oznaczać radykalnego z nimi „zerwania”. Rzeczywistość społeczno-polityczna jest w tym przypadku postrzegana bardziej jako kontinuum na krańcach którego sytuują się albo dyktatorskie rządy, albo anarchia, rozumiana jako zanegowanie wszelkich form sprawowania władzy. Pomiędzy tymi skrajnościami rozciąga się jednak całe spektrum możliwości emancypacyjnych, w odniesieniu do instytucji (takich na przykład jak samorząd) które postrzega się jako „skolonizowane” przez zasadę autorytaryzmu. Znajdujemy do odniesienie do koncepcji „kolonizacja życia codziennego” Jürgena Habermasa.[21] Najnowsze koncepcje demokracji dialogicznej, antagonistycznej, zakładają ostry spór, ale bardziej w wymiarze ideologicznym. Walka ściśle polityczna odbywa się natomiast na tym samym gruncie dla obu stron konfliktu.  Ostatecznym jednak celem jest, mówiąc językiem Habermasa, wyzwalanie spod dominacji celowo-racjalnanych systemów państwa i kapitału.

Zakończenie

Podsumowując można stwierdzić, iż nieprawdą jest, że obecny system sprawowania rządów i funkcjonowania gospodarki, nie ma alternatyw. Przeciwnie - jest wiele alternatywy, różne jest ich pochodzenie i nie są one wcale jedynie utopijne, choć utopia pozostaje ważny źródłem inspiracji i przede wszystkim krytyki systemu. Mamy alternatywy także nie-utopijne: autonomia, prefiguracja, partycypacja, które wychodzą poza ograniczenia i horyzonty rzeczywistości jedynie postulowanej. Co więcej alternatywy wobec systemu trwają i rozwija się z nim równolegle, są „drugą stroną monety” i mogą się zrealizować natychmiast, a nie tylko w bliżej nieokreślonej przyszłości. Są one immanentnym składnikiem wszelkiego życia społecznego.

Film Noami Klein i Avi Lewisa „The Take” stara się pokazać alternatywę, jednocześnie próbując przełamać fragmentaryczność „rzeczywistości którą postulujemy”, odwołując się do konkretnego miejsca (Argentyna), czasu (sytuacja po krachu systemu w grudniu 2001 r.) oraz zjawiska, które wprawdzie nie było powszechnym, ale mogło być. Ruch przejmowania fabryk przez robotników (jak wcześniej bezludnych wysp przez rozbitków), dotyczył relatywnie małej części argentyńskiej gospodarki – zaledwie kilkanaście tysięcy zatrudnionych wobec ponad 20 mln. w wieku produkcyjnym. Ale jego dzisiejsza rola jest trudna do przecenienia. Staje się on częścią opowieści, którą będziemy przytaczać w odpowiedzi na żądanie uznania niezmienności stanu obecnego.

Artykuł pierwotnie opublikowano w czasopiśmie "Autoportret" 2/2011

Przypisy:
1/ “The Take” (“Przejęcie”), realizacja Noami Klein, Avi Lewis, film dokumentalny, prod. 2004
2/ Immanuel Wallerstein, „Utopistka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku”, Poznań 2008, s. 33
3/ Fryderyk Engels, „Rozwój socjalizmu od utopii do nauki”, Warszawa 1979
4/ Karol Kautsky, „Poprzednicy współczesnego socjalizmu”, tom 1, Warszawa 1949
5/ Immanuel Wallerstein, „Koniec świata jaki znamy”, Warszawa 2004
6/ Platon, „Państwo”, Warszawa 1958
7/ Thomas More, „Utopia”, Lublin 1993, s. 136
8/ tamże, s. 52
9/ Immanuel Wallerstein, „Utopistka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku”, Poznań 2008, s. 33
10/ „A Man Called Horse” ( „Człowiek zwany Koniem”), reż. Elliot Silverstein, prod. 1970
11/ „Black Robe” („Czarna suknia”), reż. Bruce Beresford, prod. 1991
12/ „Earth 2” („Ziemia 2”), reż. Mark Levin i inni, prod. 1994/1995
13/ Fryderyk Engels, „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”, Warszawa 1979
14/ Eric Fromm, „Miłość, płeć i matriarchat”, Poznań 1999
15/ Hakim Bey, „Tymczasowa Strefa Autonomiczna”, Kraków 2001
16/ „Rozbrat. Epizod I”, realizacja Andrzej Wojciechowski, film dokumentalny prod. 2004 (dostępny na Alterkino.org)
17/ Noami Klein, „Doktryna szoku”, Warszawa 2008
18/ Carl Boggs, „Marksizm, komunizm prefiguratywny oraz problem kontroli robotniczej”, Przegląd Anarchistyczny nr 6/2007
19/ „Horizontalism: voices of popular power in Argentyna”, red. Marina Sitrin, Edinburgh 2006. Fragment został przetłumaczony i umieszczony w Przeglądzie Anarchistycznym nr 7/ 2008
20/ Rafał Górski, „Bez państwa. Demokracja uczestnicząca w działaniu”, Kraków 2007
21/ Jürgen Habermas, „Teoria działania komunikacyjnego”, Warszawa 1999
20 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka
W sobotę, 14 kwietnia 2012 do Katowic zjechało około 250 członków Obozu Narodowo - Radykalnego, neofaszystów i kibiców piłkarskich, by świętować 78 rocznicę powstania przedwojennego ONR, faszystowskiej organizacji bojówkarskiej odpowiedzialnej za zbrojne ataki na środowiska lewicowe i przedstawicieli mniejszości żydowskiej. W proteście przeciwko tej otwartej prowokacji i propagowaniu przez współczesnych spadkobierców ONR poglądów i wartości obcych mieszkańcom regionu Śląskie Środowisko Antyfaszystowskie zorganizowało kontrdemonstrację, która zgromadziła ponad 150 osób. Uczestnicy protestu zostali zaatakowani przez oddziały prewencji katowickiej policji, a następnie bezpodstawnie zatrzymani i oskarżeni o „utrudnianie przebiegu legalnej demonstracji." Wobec 6 antyfaszystów postawiono zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza policji.
Podczas interwencji służb porządkowych w dniu 14 kwietnia wielokrotnie dochodziło do naruszenia przez ich funkcjonariuszy obowiązujących przepisów prawa, jak również nieuzasadnionego użycia przemocy i zamachów na godność osobistą protestujących.
Organizatorzy protestu zapewnili pomoc prawną dla zatrzymanych i oskarżonych, trwa również zbierania dowodów bezprawnych działań katowickiej policji i przygotowanie pozwów sądowych przeciwko jej funkcjonariuszom.

Demonstracja antyfaszystowska 14 kwietnia:
Uczestnicy katowickiego protestu przeciwko marszowi ONR zgromadzili się o godzinie 13:30 pod gmachem Teatru Śląskiego w Alejach Korfantego na legalnym, zgłoszonym w Urzędzie Miasta zgromadzeniu. Gdy okazało się, że plac przed teatrem nie pomieści wszystkich protestujących, zaś ze względu na prowadzony remont ulicy miejsce pikiety oddziela od trasy przemarszu narodowców pokryty wykopami plac budowy, w obawie o bezpieczeństwo protestujących (materiały budowlane mogły zostać wykorzystane przez narodowców do ataków na uczestników pikiety) zdecydowano o przeniesieniu protestu na ulicę Stawową, gdzie na tę samą porę zarejestrowana była legalna demonstracja przeciwko przemocy wobec kobiet.
Po rozwiązaniu zgromadzenia pod teatrem jego uczestnicy próbowali przejść na Stawową ulicą Adama Mickiewicza, jednak po około 100 metrach drogę zagrodził im kordon funkcjonariuszy prewencji katowickiej policji. Bez podania przyczyn czy podstawy prawnej swych działań, dowodzący akcją policjant zażądał, by protestujący przeszli na miejsce pikiety inną trasą, ulicą 3 Maja. Pomimo zastosowania się do jego rozkazów już po kilkuset metrach przemarszu oddziały prewencji próbowały zablokować drogę antyfaszystom, by nie dopuścić ich na miejsce legalnej demonstracji. Jedynie dzięki sprawności fizycznej i determinacji uczestników protestu większości z nich udało się dotrzeć na Stawową zanim trasa marszu została zagrodzona przez policjantów uzbrojonych w pałki i broń gładkolufową. Raz jeszcze nie udało się uzyskać od nich jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie, dlaczego uniemożliwiają oni uczestnikom legalnej pikiety dotarcie na miejsce jej zbiórki ani na jakiej podstawie prawnej działają.
Około godziny 14:30 przed uczestnikami pikiety przeszedł marsz sympatyków ONR, odgradzany od niej przez kordon funkcjonariuszy oddziałów prewencji. Przy całkowitej bierności policjantów uczestnicy obu zgromadzeń obrzucili się pojemnikami z atramentem, plastikowymi butelkami i petardami, w stronę antyfaszystów rzucony został również granat z gazem łzawiącym. Cały incydent trwał około 10 minut.
Wkrótce potem, już po przejściu kolumny narodowców, antyfaszyści zostali zaatakowani przez funkcjonariuszy prewencji, którzy kopiąc i bijąc pałkami zaczęli spychać uczestników protestu w dół ulicy Stawowej. Do ich interwencji doszło bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, przed przystąpieniem do ataku na demonstrantów policjanci nie zażądali też od nich opuszczenia miejsca protestu. Jedna z uczestniczek pikiety, która próbowała rozmawiać z interweniującymi i dowiedzieć się o przyczyny ataku została przewrócona na ziemię i brutalnie pobita. Nie przyniosły również skutku ponawiane wielokrotnie przez organizatorów zgromadzenia próby nawiązania kontaktu z funkcjonariuszem dowodzącym akcją i wyjaśnienia powodów ataku na demonstrujących. W sumie pomiędzy godziną 14:30 a 15:00 funkcjonariusze prewencji przeprowadzili kilka ataków na uczestników protestu, pałkami i kopniakami spychając ich na coraz to mniejszą przestrzeń na ulicy Stawowej. Jednocześnie funkcjonariusze uzbrojeni w broń gładkolufową i policjanci „w cywilu" nie pozwalali nikomu z protestujących opuścić miejsca zgromadzenia. Środki przymusu bezpośredniego zostały użyte przez policję bez ostrzeżenia i bez podania przyczyn, nikomu z protestujących nie powiedziano też dlaczego nie może opuścić miejsca zgromadzenia. W tłumie antyfaszystów operowali za to funkcjonariusze po cywilnemu, zachowujący się wobec nich w sposób prowokacyjny i brutalnie wyciągający z tłumu pojedyncze osoby. Według relacji części uczestników protestu, policyjni „tajniacy" próbowali też prowokować starcia z funkcjonariuszami prewencji, lżąc i szarpiąc policjantów stojących w kordonie.
Ostatecznie około godziny 15:00 na miejsce protestu sprowadzono policyjny autobus, do którego groźbami i siłą wsadzono około połowy uczestników demonstracji. Pozostałych na miejscu pikiety stłoczono następnie stopniowo w policyjnych mikrobusach. Ostatni z zatrzymanych trafili do nich dopiero około godziny 18:00. Prawie wszystkich zatrzymanych przewieziono do Komendy Wojewódzkiej Policji na ulicy Lompy.

Bezprawne działania policji i represje wobec antyfaszystów:
Ogółem w wyniku interwencji na ulicy Stawowej policja zatrzymała praktycznie wszystkich uczestników pikiety – w sumie ponad 110 osób. Podczas protestu, jak również zatrzymań i pobytu antyfaszystów w KWP na ulicy Lompy doszło do wielu przypadków naruszenia przez funkcjonariuszy policji obowiązującego prawa, nietykalności cielesnej i godności uczestników protestu.
Pomimo, że zatrzymywani antyfaszyści nie stawiali oporu, wobec co najmniej kilku z nich zastosowano środki przymusu bezpośredniego – zatrzymywani byli przewracani na ziemię, podduszani i brutalnie skuwani w kajdanki, co potwierdzają relacje świadków i nagrania z ulicy Stawowej, którymi dysponują organizatorzy pikiety. W co najmniej jednym przypadku ubrany po cywilnemu funkcjonariusz dopuścił się gróźb karalnych wobec zatrzymanego, obiecując skutemu w kajdanki antyfaszyście „sparing" na komendzie. Policjant ten był tak agresywny, że jedynie interwencja jednego z jego kolegów, który odciągnął „tajniaka" od zatrzymanego uchroniła go przed pobiciem.
Również podczas masowych zatrzymań protestujących doszło do naruszenia prawa. Pomimo obowiązujących przepisów funkcjonariusze odmówili zatrzymywanym podania nazwisk, stopni służbowych, podstawy prawnej i przyczyny zatrzymania (do czego zobowiązuje ich artykuł 244 par.2 Kodeksu Postępowania Karnego oraz paragraf 2.1 Rozporządzenia Rady Ministrów - Dz. U. z dnia 29 lipca 2005 r.). Zamiast tego zatrzymywani antyfaszyści usłyszeli jedynie impertynenckie „wsiadaj do autobusu albo cię do niego wrzucimy".
Zatrzymanych nie poinformowano o możliwości kontaktu z adwokatem, złożenia zażalenia na decyzję o zatrzymaniu, skontaktowania się z osobą najbliższą i poinformowania jej o zatrzymaniu, co stanowi naruszenie przepisów Kodeksu Postępowania Karnego.
Jednej z uczestniczek protestu, cierpiącej na astmę, policjanci odmówili pomocy medycznej, pomimo że wielogodzinny pobyt w dusznym, policyjnym autokarze spowodował u niej nadchodzący atak choroby, o czym poinformowała ona konwojujących ją policjantów. Po długich naleganiach pozostałych zatrzymanych umożliwiono jej jedynie wyjście z pojazdu na... 5 minut. Również pozostałych zatrzymanych nie poinformowano o możliwości udzielenia pomocy medycznej, co stanowi naruszenie Kodeksu Postępowania Karnego.
Większą części zatrzymanych (około 80 osób) stłoczono w podstawionym przez policją autobusie i kilkunastu mikrobusach – w obu przypadkach ilość osób zamkniętych w każdym z pojazdów przekraczała dostępną liczbę miejsc, co zagrażało bezpieczeństwu zatrzymanych podczas transportu – i przewieziono do Komendy Wojewódzkiej Policji na ulicy Lompy, gdzie przez ponad 3 godziny przetrzymywano je w dusznych samochodach, bez możliwości wyjścia z pojazdów czy skorzystania z toalety. Grupę około 30 osób próbowano stłoczyć na posterunku policji przy ulicy Stawowej, a gdy okazało się to niemożliwe przez ponad dwie godziny przetrzymywano na zimnie w zamkniętej bramie jednej z kamienic.
Ostatecznie dopiero około godziny 18:00 wszyscy zatrzymani znaleźli się na terenie KWP, gdzie w grupach po 5 osób wyprowadzano je z pojazdów do cel. W trakcie tych czynności jedną z zatrzymanych próbowano zmusić do poddania się upokarzającej rewizji osobistej bez obecności świadka (co stanowi naruszenie prawa) – funkcjonariuszka policji groziła jej przy tym pobiciem. Zatrzymanych umieszczono w celach przeznaczonych dla 3 osób, jednak z uwagi na ich liczbę w każdym z pomieszczeń stłoczono od 11 do 25 osób. Pozostawione przez zatrzymanych na korytarzu komendy plecaki i rzeczy osobiste zostały bezprawnie przeszukane – osoby, których rzeczy poddano rewizji nie były przy niej obecne ani nie otrzymały protokołu przeszukania. Stłoczonym w celach antyfaszystom przez 8 – 10 godzin nie zapewniono żadnych posiłków ani wody pitnej, możliwość korzystania z jedynej toalety dla zatrzymanych uzależniona była od dobrego humoru pilnującego cel klawisza. Wielu z zatrzymanych było lżonych i poniżanych przez policjantów.
Ostatecznie dopiero około godziny 21 wyprowadzono z cel pierwszych zatrzymanych. Pomimo, że wciąż nie poinformowano ich o przyczynach i podstawie prawnej zatrzymania, jak również nie umożliwiono kontaktu z prawnikiem, wyprowadzanym z cel antyfaszystom „zaproponowano" przyjęcie mandatu karnego w wysokości 200 złotych za „przeszkadzanie w legalnym zgromadzeniu" (art. 52 par.1 Kodeksu Wykroczeń). Podczas rozmów z zatrzymanymi funkcjonariusze celowo wprowadzili zatrzymanych w błąd, szantażując ich, że w razie odmowy przyjęcia mandatu zostaną zatrzymani. Od przyjęcia mandatu uzależnione było również spisanie formalnego protokołu zatrzymania – dopiero po podpisaniu mandatu zatrzymanych odprowadzano do pokoju protokolantów, gdzie 7-9 godzin po zatrzymaniu dowiadywali się, że mają prawo do kontaktu z rodziną, pomocy prawnej czy medycznej. Dopiero wtedy umożliwiono im również złożenie zażalenia na decyzję o zatrzymaniu. Z powodu policyjnego szantażu i braku informacji o przysługujących im prawach ogółem 88 zatrzymanych zdecydowało się na przyjęcie mandatu, około 20 odmówiło jego podpisania.
Z powodu nieudolności pracowników KWP i panującego w komendzie chaosu, dopiero około godziny 22 pierwsi antyfaszyści zostali wypuszczeni na wolność, zaś ostatni z nich opuścili teren komendy około 1 nad ranem. Wobec pojawiających się informacji o grasujących na terenie Katowic neofaszystowskich bojówkach, polujących na opuszczających izbę zatrzymań antyfaszystów organizatorzy protestu zdecydowali się poczekać w większej grupie, aż wszyscy zatrzymani wyjdą na wolność, co spotkało się z nowymi pogróżkami pracowników KWP skierowanymi do osób oczekujących na ulicy Lompy na znajomych i przyjaciół.
W sumie w nocy z soboty na niedzielę policja wypuściła wszystkich uczestników protestu z wyjątkiem 6 osób, którym postawiono zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza i utrudniania czynności służbowych. Pozostały one w izbie zatrzymań do poniedziałku rana, kiedy to odbyły się przesłuchania w obecności prokuratora. Ze względu na to, że policja odmówiła osadzonym dostarczenia wegetariańskich posiłków przez dwa dni jedli oni wyłącznie chleb z margaryną. Na prokuratorskie przesłuchania 5 z oskarżonych policja nie wypuściła broniącego ich adwokata – pretekstem był fakt, że nie zgłosili oni w protokole zatrzymania życzenia kontaktu z prawnikiem.

Na dzień dzisiejszy wszystkie osoby oskarżone po sobotniej manifestacji w Katowicach, jak również ukarane mandatami mają zapewnioną pomoc prawną. Część zatrzymanych wniosła już zażalenia na decyzję o zatrzymaniu, zaś w sprawie wymuszonych pod groźbą zatrzymania mandatów karnych, zostanie złożony wniosek o wznowienie postępowania.
Trwa też zbieranie materiałów wideo i zeznań świadków, dokumentujących bezprawne działania policji. Śląskie Środowisko Antyfaszystowski umieściło w Internecie numer telefonu i kontakt mailowy dla osób poszkodowanych w wyniku działań funkcjonariuszy w dniu 14 kwietnia. Wraz z pojawianiem się kolejnych informacji w tej sprawie do sądów i prokuratury skierowane zostaną odpowiednie skargi i zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.
O następnych, udokumentowanych przypadkach bezprawnych działań katowickiej policji wobec uczestników protestów 14 kwietnia na bieżąco informowane będą również media.
16 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka
Organizacja EURO 2012 w Polsce miała przyczynić się do rozwoju polskich miast. Władze utrzymywały, iż w związku z turniejem nastąpi rozwój drobnej przedsiębiorczości, infrastruktury, turystyki i sportu jak również zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej. Dobrodziejstwa płynące z organizacji mistrzostw porównywano do tych wynikających z realizacji powojennego Planu Marshalla. Taki medialny przekaz był potrzebny, żeby stworzyć społeczne poparcie dla igrzysk i ukryć ich rzeczywiste koszty.

Dziś wiemy, że to mieszkańcy miast zapłacą za „igrzyska”. Miasta, które inwestowały w turniej stanęły, bowiem na skraju bankructwa. Zadłużenie w związku z kosztami organizacji Euro 2012 sięga miliardów złotych. Na wydatki związane z Euro lekką ręką przeznaczono ok. 96 mld zł. Za sumę wydaną na poznański stadion, czyli 750 mln złotych, można by w ciągu następnych 10 lat opłacać ponad 6 tys. miejsc w żłobkach publicznych.

Przygotowanie Euro wiąże się z nadzwyczajnymi wydatkami, które nie zostaną zrekompensowane przez zagranicznych turystów ani inwestorów. Ekonomiści ze Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Łódzkiego wyliczyli, że dzięki organizacji mistrzostw całkowity, skumulowany przyrost PKB do roku 2020 może wynieść 27,9 mld zł. To jedynie 1/3 kosztów całości imprezy – co z pozostałymi kilkudziesięcioma miliardami?

Nadchodzący kryzys społeczny nie wynika jedynie z wydatków związanych z Euro. Jego przyczyną jest antyspołeczna polityka, prowadzona od początku transformacji ustrojowej. Niemniej organizacja nadchodzących mistrzostw ujawnia hipokryzję władzy i priorytety, którymi się kieruje.

Podczas, gdy na organizację turnieju piłkarskiego wydaje się miliardy złotych, w całej Polsce obcina się wydatki na realizację podstawowych potrzeb społecznych. Zamykane są przedszkola, szkoły i domy kultury, wzrastają opłaty za żłobki, komunikację publiczną i mieszkania. Prywatyzuje się lub zamyka przychodnie, szpitale i zakłady pracy. Brakuje pieniędzy na walkę z bezrobociem, które wciąż rośnie. Znacznie podniesiono opłaty za żywność, gaz, prąd, paliwo, wodę i leki. Ponad to dochodzi do prób podwyższenia wieku emerytalnego, równocześnie ograniczając wydatki na rehabilitację seniorów.

Rosnące koszty utrzymania nakładają się na postępujący w całym kraju kryzys mieszkaniowy. Żeby zaspokoić podstawowe potrzeby ludności Polski, należałoby w najbliższym czasie wybudować około 1,2 mln nowych lokali. Powoduje to, iż rynkowe ceny wynajmu i kupna nieruchomości utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Tymczasem samorządy wyprzedają więcej mienia komunalnego niż budują, przeprowadzając jednocześnie masowe eksmisje. Na bruk wyrzuca się m.in. kobiety z dziećmi, niepełnosprawnych i emerytów, którzy następnie latami oczekują na przydział lokali socjalnych. Dramatyczny brak tanich mieszkań i masowe eksmisje, to tylko część kosztów związanych z obsługą ogromnego zadłużenia miast.

Na Euro 2012 najwięcej zarobi UEFA, która w ramach umowy z polskim rządem zwolniona została z wszelkich podatków, w tym VAT-u i CIT-u, a także podatków lokalnych i cła!

Okazuje się więc, że mistrzostwa generują zyski dla elit, na które składamy się my wszyscy. Ta sytuacja uderza w znaczącym stopniu w kobiety.

To one jako pierwsze narażone są na zwolnienia, niższe pensje i umowy śmieciowe. Nierzadko skazane są na głodowe zasiłki i długotrwałe bezrobocie. Ponadto często zależą od działania publicznych instytucji opiekuńczych lub same w nich pracują. Instytucje te w pierwszej kolejności ponoszą skutki cięć i prywatyzacji. Ograniczenie dostępu do usług opiekuńczo-wychowawczych, czy mieszkań i ciągły wzrost cen energii, żywności, transportu oznacza wykonywanie przez kobiety więcej pracy zarówno w domu, jak również poza nim.

Od dostępności i jakości opieki zależy funkcjonowanie całego społeczeństwa. Dla państwa czy miasta, które zarządzane są jak firmy opieka to zbędny koszt. A jednak, gdyby codzienna praca wykonywana w domu wraz z pracą opiekuńczą nie zostały wykonane, to fabryki, szpitale, urzędy, sklepy i żadne inne instytucje, prywatne bądź publiczne, nie mogłyby działać. Zależność ta w żadnej mierze nie jest uwzględniana w kształcie budżetów miast. Przy obecnym niedofinansowaniu opieka znów staje się prywatną powinnością, a nie obowiązkiem całej społeczności. Matki zostają z dziećmi w domu lub przenoszą ciężar opieki na babcie; opiekunki godzą się na pracę za głodowe stawki, a samotni rodzice oraz osoby zajmujące się chorymi lub niepełnosprawnymi bliskimi pozostają bez wsparcia. W ten sposób zamiast rozwoju generuje się biedę i nierówności.

Polityka państwa i budżety miast nie mogą być podporządkowane jedynie organizacji zawodów sportowych. Nasze społeczności muszą być tak zorganizowane, aby w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby związane z opieką i edukacją. Tylko w ten sposób możemy poprawić warunki życia nas wszystkich. Dlatego domagamy się, aby te właśnie dziedziny stały się politycznym priorytetem, a nie jedynie niewolniczym obowiązkiem kobiet.

Nasze codzienne, powszechne potrzeby można zrealizować na drodze zmiany politycznych priorytetów. Potrzebujemy tanich mieszkań czynszowych, równego dostępu do darmowej edukacji. Potrzebujemy bezpłatnych żłobków i przedszkoli, opieki dla seniorów, sprawnie działających domów kultury, dobrej i ogólnodostępnej służby zdrowia, taniej i sprawnej komunikacji miejskiej. Neoliberalne państwo, czy miasto-firma niszczy prawa obywatelskie, podstawy życia i trwałej lokalnej gospodarki, aby przekierować zyski dla rynków finansowych. Na zadłużeniu miast zarabiają nieliczne grupy uprzywilejowanych decydentów oraz banki, a tracą ich mieszkańcy.

Chcemy odebrać, to co nam zabrano, chcemy mieć wpływ na nasze życie. Oficjalne hasło EURO 2012 brzmi "Razem tworzymy przyszłość". Twórzmy ją razem, ale bez żerujących na nas elit politycznych i biznesowych! One nie są nam do niczego potrzebne. Organizujemy się bez nich zgodnie z własnymi potrzebami!

Strona protestu: www.10czerwca.eu
16 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka

3,20 zamiast 2,80 za normalny oraz 1,6O zamiast 1,40 za ulgowy – o tyle od dziś drożeją bilety MPK. Jak ograniczyć swoje wydatki na komunikację miejską? Jako, że Kraków nie ma zamiaru iść za przykładem estońskiej stolicy Tallina i wprowadzićdarmowego transportupozostaje przekazywanie sobie nawzajem skasowanych biletów.
 

Po zeszłorocznej wakacyjnej podwyżce cen biletów MPK władze naszego miasta zdecydowały, że od16 kwietnia za przejazdy będziemy płacić jeszcze więcej. Za bilety normalne o 40 groszy więcej a za ulgowe o 20. Bez zmian pozostaną jak na razie ceny 15-minutówek oraz biletów okresowych. Po decyzji o likwidacji szeregu placówek edukacyjnych, komercjalizacji stołówek, wyprzedawaniu miejskich nieruchomości to kolejne postanowienie, która godzi w interesy mieszkańców Krakowa. Czy na prawdę powinniśmy spłacać zadłużenie w jakie wpędziła nasze miasto ekipa Jacka Majchrowskiego?

Postanowiliśmy przypomnieć o akcji “Wędrujący bilet”. Sprawa jest niezwykle prosta kupując np 60-minutowy i przejeżdżając na nim 40, pozostaje do wykorzystania jeszcze 20. Analogiczna sytuacja występuje, gdy korzystamy z biletu jednorazowego który dotyczący całej trasy i np. jadąc z Placu Centralnego na Dworzec Główny, przekazujemy go na przystanku pod dworcem wsiadającemu, który udaje się do Bronowic. W taki oto sposób wykorzystujemy całość usługi, za którą zapłaciliśmy, a w tramwaju jest cały czas jedna osoba.

Tani czy wręcz darmowy transport (bez biletów) wbrew lamentowi, że i  tak ktoś za to musi zapłacić, może opłacać się wszystkim. Dowodzą tego władze blisko 400 tysięcznego Tallina gdzie w referendum zdecydowano o zniesieniu opłat za przejazdy. – Dzięki bezpłatnej komunikacji miejskiej ograniczymy korzystanie z samochodów, zwiększymy mobilność biednych rodzin i przyczynimy się do ochrony środowiska w wymiarze lokalnym oraz globalnym – tłumaczył burmistrz miasta Edgar Savisaar. Dodatkowo miasto zaoszczędzi na kosztownych inwestycjach w sieć dróg i ich remontach. Przejazdy darmowe będą jednak tylko dla zameldowanych w estońskiej stolicy. Pozostali nadal będą zobligowani do kasowania biletów. W ten sposób planuje się również zachęcić przyjeżdżający do pracy, by meldowali się w Tallinie i tam płacili podatki.

Przekazywanie biletów jest formą obywatelskiego nieposłuszeństwa. Gdy władze Krakowa wycofują się z kolejnych świadczeń na rzecz mieszkańców ci mają prawo protestować. Podobny protest kilka lat temu doprowadził do ugięcia się władz Lublina i cofnięcia decyzji o podwyżkach. Ponadto solidarna akcja przekazywania umożliwia każdemu zaoszczędzenie na biletach – dziś ja przekaże bilet jutro ktoś przekaże mi. Jednak bez masowego udziału mieszkańców, nie tyle na facebooku co w tramwajach i autobusach, akcja nie przyniesie żadnych rezultatów. Im bilety droższe tym większa szansa na to  że zaczną wędrować…

15 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka

Słyszałem anegdotę o tym, jak to przy wprowadzaniu new dealRoosevelt spotkał się z działaczami związków zawodowych – wysłuchał, zgodził się, zaś na zakończenie powiedział: „A teraz panowie wyjdźcie na ulice i mnie do tego zmuście”. Anegdota jak anegdota – trochę śmieszna, trochę prawdziwa, oddaje jednak w pewnym przybliżeniu mechanizmy, panujące w tak zwanych demokracjach.

Wszystko jest bowiem rachunkiem kosztów i zysków. Kosztem w tym wypadku są wydatki publiczne – zyskiem możliwość prowadzenia interesów w atmosferze pokoju społecznego. Nikt nie poniesie kosztów, jeśli te nie są niezbędne. Innymi słowy społeczeństwo będzie miało zawsze tyle, ile sobie wywalczy – dokładnie tyle, ile będzie kosztował pokój społeczny. Najwyższe ceny kapitał był zmuszony ponosić w czasach zimnej wojny – epoce tzw. państw opiekuńczych.

 

Polski sejm widział wiele, były sceny patetyczne – i te się przyjęły jako „norma” – oraz sceny komiczne i zabawne. Budynek zaś od wielu pokoleń kojarzy się bardziej z cyrkiem niż z „Najwyższą Izbą”. Tak było i niedawno, gdy sejm odrzucił projekt referendum w sprawie wieku emerytalnego. Wszystko działo się na dużych koturnach i przy pełnym patosie. Solidarność, niczym Rejtan rozdzierała szaty – choć część związkowców spośród licznie zwiezionych „wycieczek”, mając świadomość w czym uczestniczą, wolała wcześniej się znieczulić, poprawiając humor już na miejscu w okolicznych knajpach. (Nie wiem więc, skąd narzekania warszawiaków na demonstracje – toć walnie przyczyniają się one do wzrostu obrotów handlu i gastronomii). Wszak odgrywanie na trzeźwo tak umownych scen, jak udawanie protestu przed sejmem, musi budzić zażenowanie i narażać na ból głowy – gorszy od porządnego kaca.

Naprawdę zabawnie zrobiło się jednak, gdy premier Tusk w ferworze aktorskiej gry nazwał przewodniczącego Dudę pętakiem. Pani marszałek przerwała posiedzenie – niepotrzebnie, jak bowiem mogliśmy się później dowiedzieć, pan Duda się nie obraził – nie takie rzeczy podobno mu ludzie mówią (czemu nie dziwię się wcale) – a zaniepokojenie wzbudziła w nim myśl, jak te słowa odbiorą związkowcy, zgromadzeni pod sejmem… Wszyscy bowiem mieli wrócić z zakładowej wycieczki bez przygód. Ludzie odebrali to jak należy – wszak z góry wiedzieli, w jakiej zabawie biorą udział.

Przewodniczący Duda zaś w pełni sprawdził się w roli odpowiedzialnej przedszkolanki, potrafiącej zaopiekować się nawet najbardziej rozbrykanymi podopiecznymi. Trudno jednak stwierdzić, by była to rola rzeczywistego przywódcy związkowego, mającego prowadzić skuteczną walkę w obronie praw społecznych.  Skąd tedy szczególne pretensje do Tuska i Rosatiego? Robili wszakże to, czego od nich wymaga UE  – nie można było spodziewać się po nich niczego innego, jak tylko tego, iż będą realizować polecenia rynków finansowych.

Biedne natomiast jest społeczeństwo, które zawierza swą obronę w ręce takich speców, jak Piotr Duda. Nietrudno bowiem przejrzeć grę, jaką przewodniczący Solidarności prowadzi i która ma na celu przede wszystkim zyskanie punktów wyborczych dla PiS-u. Choć sposób, w jaki Duda „łasił się” do Donalda Tuska wskazuje, że jest otwarty na wszelkie propozycje. Jeśli więc premier powiedział mu „pętak” – powiedział mu naprawdę mało. Społeczeństwo może – tak jak w przypadku  ACTA – powstrzymać niekorzystne zmiany, jednak nie poprzez spektakle „protestów”, ale przez skuteczne przeciwstawienie się rządowi. Czyli poprzez strajki, demonstracje, a przede wszystkim blokady dróg, linii kolejowych, portów i przejść granicznych. O ile bowiem w dzisiejszych czasach rząd jest w stanie naprawdę przetrzymać masowe strajki, to blokada transportu (przy roli, jaki ten spełnia w współczesnej gospodarce i przy strategicznym położeniu naszego kraju) szybko zmusi rząd i tzw. rynki do poważnego zastanowienia się, czy warto nadal igrać z ogniem.

 

Artur Kielasiak

09 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka

31 marca w ramach globalnego dnia protestu w Warszawie odbył się Dzień Gniewu Społecznego. Ponieważ dzień wcześniej, także w stolicy, protesty organizowali działacze związkowi przeciwko reformie emerytalnej, postanowiliśmy jako FA Częstochowa uczestniczyć w tym wydarzeniu i pogniewać się również z nimi ;)
Do stolicy dzięki wcześniejszemu zaklepaniu miejsc dojechaliśmy wraz ze związkowcami z Solidarności, atmosfera powszechnego wkurwienia na rząd nastrajała nas optymistycznie. W swej naiwności wierzyliśmy ze taka masa ludzi nie jedzie na piknik, nie będą prosić na kolanach rząd o danie nam wypowiedzenia się w referendum co mamy do powiedzenia na temat kolejnego skoku na kasę społeczeństwa ze strony Tuska i jego bandy.
W trakcie jazdy mogliśmy wysłuchać przemówienia w sejmie przewodniczącego Dudy, jak i  kilku przemówień posłów. Mimo merytorycznego przygotowania pana Dudy, jego przemówienie zdominował głos tzw. Opozycji. Szczególnie wystąpienie prezesa PISu było oderwane od rzeczywistości, obietnice tego że "gdy nas wybierzecie to reforma emerytalna PO pójdzie do kosza" brzmi jak kiepski żart.
Ponieważ protest Solidarności dość dokładnie został zrelacjonowany, nie pozostaje nam w tym temacie nic więcej, jak odesłać zainteresowanych do komentarzy  na CIA, jak i oficjalnych mediów i wyrobieniu sobie własnej opinii.
Piątek w stolicy upłynął nam pod znakiem podróżowania po mieście, głównie celem wzięcia udziału w kilku pikietach, a tym samym wsparcia naszych znajomych (i nieznajomych) w ich działaniach.  Na co dzień w Warszawie akcje protestacyjne są bardzo rozpowszechnione, codziennie odbywa się ich co najmniej kilka. Ma to swoje dobre i złe strony oczywiście. Dobra jest sama idea protestu i cieszy, że niektórym chce się działać. Zdecydowanie na minus jest w takiej sytuacji zainteresowanie ludzi, którzy z powodu braku czasu( tempo poruszania się w stolicy jest co najmniej przyspieszone ;p) czy też po prostu znudzenia ciągłymi akcjami, nie wykazują zbytniego zainteresowania. Akcje, w których braliśmy udział to: protest Wolnej Palestyny oraz pikieta przeciwko prywatyzacji szkolnych stołówek w warszawskich szkołach. Pikietę organizowali działacze ZSP Warszawa a wiec współorganizatorzy Dni Gniewu Społecznego. 
Po tak burzliwym dniu resztę dnia spędziliśmy w Infoszopie na Pradze, wieczorem dotarli sympatyczni ludzie z Leszna i mogliśmy sobie na luzie pogadać. Część dyskusji  dotyczyła demonstracji. Reszta to luźne rozmowy na tematy wszelakie[sorry Marchewa- Mały].
31 marca Dzień Gniewu Społecznego.
Pomimo kiepskiej i mało wyjściowej pogody, do lokalu zaczęli docierać ludzie spoza Warszawy,  głównie z Wrocławia(ZSP, Akcja Lokatorska).Fajnym dla mnie osobiście faktem było spotkanie ludzi którzy kiedyś aktywnie działali w FAŚ-iu.(Michał)
Protest mimo pogody zgromadził około 200 osób z różnych organizacji, między innymi z sekcji FA. Ale tak naprawdę dla nas powodem do dumy jak i zadowolenia był tak liczny udział w demonstracji ludzi z organizacji lokatorskich. Mimo deszczu Ci  starsi ludzie byli pełni zapału jak i energii czego mogą im pozazdrościć tak zwani „aktywiści”, którym nie chciało się wyjść tego dnia z domu. Sam protest mimo ze trasa dość długa przebiegał spokojnie i odbył się bez żadnych incydentów. Sporo śmiechu wywołał u nas kordon policji ochraniający pomnik Dmowskiego, szczególnie w momencie, gdy jeden z policjantów zapytał czy będziemy przy pomniku składać kwiaty (pytanie za sto punktów :D).
Ponieważ relacja z Dni Gniewu już widnieje na stronach Centrum Informacji Anarchistycznej, nam pozostaje już tylko krótkie podsumowanie.

Po naszej wizycie w stolicy ciśnie się na usta pytanie: Gdzie są Ci wszyscy wkurwieni? Ci oburzeni na działania rządu? Ci, którym panujący system i rządy nie odpowiadają? I nie mówię tutaj tylko o „wolnościowcach”(choć o nich głównie), ale o wszystkich tych, których można usłyszeć na co dzień na ulicach, w środkach komunikacji, czy też(a raczej głównie) w internecie, narzekających na rząd, podatki itp. Na facebooku łatwo kliknąć w wydarzenie i szpanować, gorzej się na nim pojawić. Wygodniej też siedzieć w ciepłym pokoju i napisać na forum, że się popiera, że spalić sejm i „tak trzymać”, bo „ktoś im musi w końcu pokazać, że się nam nie podoba, co robią”. A może trzeba każdemu z osobna wysyłać oficjalne zaproszenia, jak zasugerował po całej akcji członek lubuskiej komisji IP? Widocznie poczuł się taką osobistością, że bez oficjalnego zaproszenia ani rusz. Może jeszcze taksówkę i catering do tego? Mimo wszystko osób powiązanych z FA i organizacjami lokatorskimi było sporo( wielu spoza Warszawy), a co z jej mieszkańcami? Widocznie nie jest im jeszcze na tyle źle, żeby wyszli na ulice i zaczęli walczyć o swoje prawa…
Smutnym faktem, który kładzie się cieniem na protest jest bojkot(?) skłotersów z Elby i ich nieobecność na demonstracji. Co nimi kierowało? Według jednej z wersji ich bojkot spowodowany był zatargiem z jednym z organizatorów protestu (ZSP Warszawa). Naszym celem nie jest dociekanie przyczyn konfliktu, to sprawa ludzi, których ten konflikt dotyczy bezpośrednio. Wszakże są dorośli, przynajmniej wiekowo. Ale pozostaje niesmak i zażenowanie krótkowzrocznością osób związanych z Elbą. W ostatnim czasie doszło do wydarzeń na skłocie, szeroko komentowano wjazd policji, szykany, pobicia itp. Wsparcie jakie zostało udzielone mieszkańcom można było zaobserwować podczas demonstracji w ich obronie. W tym proteście brali również udział prascy lokatorzy z KOL-u. Nie wiem jak wy "aktywiści" z Elby ale mnie jest za Was wstyd, zapewne dla was ważniejszym jest poparcie  gazety wyborczej, Żakowskiego  czy innych "lewicowych" dziennikarzy od tych steranych życiem wyszydzanych nieraz "moherów". Rozumiem ze teraz kiedy władze stolicy z Wami rozmawiają chcą wam pomóc, nietaktem było by z waszej strony protestowanie przeciwko tej władzy.
Mam nadzieje ze aktywiści którzy Was wsparli w potrzebie również Wam podziękują w odpowiedni sposób. My tym tekstem już to zrobiliśmy:) Nie wiem czy ograniczanie się do działania tylko na swoim podwórku na dłuższą metę Wam się opłaci, bo ludzie, którzy przyjeżdżają Was bronić z drugiego końca Polski(ale i miejscowi) mogą w końcu zrezygnować ze swojej dotychczasowej aktywności i może zabraknąć im chęci, kiedy nie docenia się ich wsparcia i nie mogą liczyć na nie z Waszej strony.

Uwagi groźby itp. przesyłać na adres FA Częstochowa.
Goha, Mały.

P.S. Pozdrowienia dla ekipy z Infoszopu ;)

02 kwietnia 2012 | Dział: Publicystyka

Chyba większość Polaków zna słowa, wypowiedziane przez J. Piłsudskiego. Jedni widzą w nich dowód pragmatyzmu, inni cynizmu i wyrachowania, jeszcze inni przytaczają jako zdanie, mające świadczyć o tym, że tak naprawdę nikt poważny nie zajmuje się socjalnymi mrzonkami.

A mogło przecież być tak, iż był to wynik zderzenia się marzeń i planów z twardą rzeczywistością. Wszak nie na darmo powiadają, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. W niewielkim stopniu zdajemy sobie sprawę, jak struktura, którą ma władać człowiek – włada człowiekiem i determinuje jego decyzje. Ale do tego jeszcze wrócimy. Można więc by było gdybać: co by było, gdyby z czerwonego tramwaju nie wysiadał a Polska (bądźmy ostrożni) poszła szwedzką drogą. Z tej perspektywy dnia dzisiejszego ciekawsze jest jednak, dlaczego w ogóle w czerwonym tramwaju się znalazł – a nie był to przecież przypadek odosobniony.

 

Bez wątpienia polski patriotyzm został ukształtowany przez Romantyzm i doświadczenia powstań. A od Powstania Kościuszkowskiego – czyli końca Pierwszej Rzeczypospolitej – jedną z najistotniejszych historycznie kwestii była sprawa chłopska i związana z tym kwestia socjalna.  Hasło: „W imię Boga za naszą i waszą wolność”, wymyślone przez Lelewela i użyte po raz pierwszy podczas manifestacji na cześć Dekabrystów nabrało wówczas charakteru wręcz internacjonalistycznego. O ile jednak zachodnie nacjonalizmy nie miały problemu z przyswajaniem romantycznej tradycji, dodając do niej darwinizm społeczny, o tyle w Polsce modernistyczny nacjonalizm stanął do niego w ostrej opozycji.

Trudno bowiem było pogodzić egoizm etniczny z mesjanistyczną figurą Polski jako Chrystusa narodów, której cierpienie miało służyć zbawieniu ludzkości a także z wciąż żywym sentymentem do Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Rząd Narodowy Powstania Styczniowego pieczętował się Pogonią, Orłem Białym i świętym Michałem, pretendował więc do reprezentowania trzech równorzędnych etnicznych bytów – naród pojmując jako wspólnotę polityczną.

Abstrahując od realizmu tego projektu i jego faktycznej reprezentatywności, pokazuje on jednak przepaść, dzielącą ówczesnych powstańców od nowoczesnego XIX-wiecznego nacjonalizmu. Oczywiste w kraju zacofanym ekonomicznie i społecznie była to tradycja w większości konserwatywna, oparta na patriarchalnej utopii ładu społecznego – jednak warto sobie uświadomić, iż co najmniej od czasów Insurekcji Kościuszkowskiej przez tradycję tę przebija się coraz bardziej wątek rozwiązania problemów społecznych w duchu bardziej egalitarnym, dzieląc np. powstańców styczniowych na „czerwonych” i „białych”. Jest też faktem, że prawdziwa radykalizacja społeczna była wynikiem klęski i refleksji z nią związanych, a miała miejsce głownie… na emigracji. Z drugiej strony polskie powstania oddziaływały zwrotnie na formułującą się lewicę, przyczyniając się do jej jednoznacznie internacjonalistycznego charakteru. Udział zaś powstańców styczniowych w Komunie Paryskiej – najważniejszej i najbardziej radykalnej chyba XIX-wiecznej próbie zmiany systemu – dobrze to symbolizuje. Przykłady zresztą można mnożyć…

Niejako w tle Powstania Styczniowego w efekcie zaistnienia kapitalistycznych stosunków produkcji powstawały równocześnie: polski socjalizm i nacjonalizm. O ile ten pierwszy da się jednak wywieść z  wątków obecnych już wcześnej w Polsce czy w Rosji, gdzie francuskie czy niemieckie idee stały się językiem, w którym artykułowano problemy społeczne, o tyle nacjonalizm był ideą typowo importowaną, przychodząc z Zachody. Tym samym zyskał poklask, znaczenie i poważanie (tak, niestety, jest niemal ze wszystkim, co stamtąd przychodzi, a co uważane jest za z definicji za lepsze, nowocześniejsze, wartościowsze – Norwidowska „papuga narodów”). Szybko też zdobyły poparcie rodzących się właśnie klas – burżuazji zmuszonej do konkurencji z innymi kapitałami i tych, którzy nieuchronnie tracili na znaczeniu – ziemiaństwa.

Obie te klasy łączyło pragnienie ekspansji – ale i protekcjonizmu – silne dążenie modernizacyjne,  chęć najskuteczniejszego zabezpieczenia swych interesów (także od strony żądań społecznych). Jak to z podobnymi ideologiami bywa, miała ona sankcjonować ład społeczny, toteż po krótkim i wstępnym okresie antykościelnym stała się Narodowa Demokracja (pomimo swych „naukowych” i postępowych dążeń) partią kruchty.

Nic dziwnego też, że eNDecja, stając się głosem polskich kapitalistów (pomimo niechęci względem rosyjskiej kultury – ucieleśniała wręcz wszelką małość, pogardę i zawiść, jaka występuje w Polsce  względem Rosji – estymą i zapatrzeniem darząc zaś kraje zachodnie i zachodnie kultury, czyli „wyższą cywilizację”) „grała” na Rosję. Polska zjednoczona pod berłem Romanowów – z otwartym dla ekspansji rynkiem wschodnim, rynkiem – co warto sobie uświadomić – chłonnym, bogatym w surowce. Rodząca się polska burżuazja w konfrontacji z zachodnimi „siostrami” wyglądała słabo i rachitycznie.

Trzeba przyznać, że to eNDecja wniosła w polską politykę dużą dawkę pragmatyzmu. Oczywiście lewicy z kolei Rosja – z pogardą dla praw pracowniczych i swobód obywatelskich, z Czarną Sotnią czy oficjalnym wręcz antysemityzmem – była opcją nienawistną – i to pomimo bliskich związków personalnych i organizacyjnych (współpraca z radykalną rosyjską inteligencją była zjawiskiem ciągłym, datującym się co najmniej od czasów Dekabrystów przez Powstanie Styczniowe i spiski Narodnej Woli. Także fakt, że brat Lenina i brat Piłsudskiego brali udział w jednym spisku i byli razem sądzeni, nie jest dziełem przypadku a posiada raczej wartość symboliczną – ukazując wzajemną zależność i oddziaływanie.

Jednak historia wybrała inaczej i nie kierowała się tu duchem pragmatyzmu. Upadły wszystkie czarne orły. Po Romanowach nie został ślad. W Rosji szalała rewolucja, której zwycięstwa nikt się nie spodziewał i nikt nie wierzył w jej przetrwanie, choć jednocześnie budziła powszechną trwogę. Brat Lenina zginął na szafocie, brat Piłsudskiego badał kulturę Ajnów na dalekiej Syberii (także dzięki bratu Lenina, który wziął całą winę na siebie). Bolszewicy zostali powstrzymani nad Wisłą, jednak utrzymali się u władzy wbrew oczekiwaniom Polski i Zachodu. Za cenę nie tylko krwi – także polityczną.

Lenin wszedł w buty Piotra Wielkiego – Piłsudski czuł się z pewnością jak Sobieski. Jednak nic w polityce nie ma za darmo – koszt jakiż trzeba było zapłacić za pomoc aliantów w wojnie z bolszewikami. Za „błękitną armię” Hallera, za francuskie karabiny, mundury, armaty i czołgi (nie miało znaczenia, iż Francuzi i tak nie mieli co z tym wszystkim zrobić). Faktem jest, że II RP zaczynała bardzo lewicowo – wprowadzając 8-godzinny dzień pracy, prawa wyborcze kobiet, czy powołując do istnienia Państwową Inspekcję Pracy…

Droga ta nie była kontynuowana, natomiast kapitał francuski czuł się w Polsce nad wyraz dobrze Były więc też konsekwencje tego stanu rzeczy – i koszty wojny i gwarancje bezpieczeństwa Francji względem Niemiec. Wydaje się, iż polscy badacze za mało poświęcają uwagi tej właśnie kwestii. Wszelkie decyzje, dotyczące życia społecznego w RP, były pochodną decyzji strategicznych i militarnych. Kwestie zaś społeczne, których rozwiązania oczekiwano w wolnej Polsce musiały pozostać nie rozwiązanymi.

Europa zamieniła się w kontynent małych krajów, rządzonych przez sprzeczne egoizmy, gdzie nawet zwycięzcy nie czuli się zadowoleni. Wszystko to bardziej przypominało zagrodę z głodnymi psami, niż trwały ład. Światowy kryzys, który nastąpił niedługo potem, tylko pogłębił te tendencje. Wszędzie wyrastały ideologie, uzasadniające frustracje i dające łatwe oraz fałszywe rozwiązania na strukturalne i fundamentalne problemy. Narodowe radykalizmy i faszyzm doszły do głosu. XIX-wieczne programy asymilacji mniejszości narodowych, przede wszystkim Żydów, zastąpił rasizm. Na nic się zdały frontowe zasługi z I wojny światowej i Krzyże Żelazne wielu niemieckich Żydów czy daleko posunięta asymilacja – teraz stali się przyczyną zła. Warto mieć to na względzie, gdy przyglądamy się bezkrytycznie zachodniej modzie multi kulti – iż może im się „odwidzieć”, często już bowiem tak bywało, a w Holandii właśnie jest). Wszystko to jednak nie na długo, bo do 1939 r. W 1939 r. z przystanku niepodległość odjechały tramwaje a nadjechały czołgi.

Co było dalej – wszyscy wiemy – obłęd wojny, w której brała udział prawie cała Europa i znaczna część świata. Jałtański podział świata, zimna wojna,  PRL – który co ciekawe i paradoksalne zrealizował w pełni postulaty eNDecji – piastowskie granice, gospodarka otwarta  na wschód (jednak bez własności prywatnej),  industrializacja, kraj jednorodny etnicznie… Także w oficjalnej kulturze masowej eksponowało się wątki narodowe zdecydowanie bardziej niż klasowe – wszak nadal przy okazji każdych świąt oglądamy filmy wówczas nakręcone – od Krzyżaków Forda począwszy…  Z historycznej perspektywy komunizm okazał się więc o wiele bardziej wydajną ideologią, mobilizującą peryferyjne społeczeństwa do wysiłku industrializacji i rywalizacji ze światowymi potęgami. Ceną za to było zniewolenie, obozy, terror i śmierć milionów. Jednak sowiecka Rosja uniknęła i klęski w II w światowej i peryferyjnego uzależnienia, zaś Chiny skutecznie z tego uzależnienia się podniosły.

W 1989 r. odjechały czołgi (same – wszak nie wystraszyły się chyba naszych ulotek: „Sowieci do domu”) a ludność krajów Europy Wschodniej radośnie wyjechała na zakupy, mając nadzieję na nieustające wakacje w supermarkecie.

Praktyka pokazała, że klamki do salonowych odrzwi są zamontowane bardzo wysoko, na krzesła tez trudno się wdrapać – stoły też szybciej zaś się opróżniają niż wzrasta liczba biesiadników.Bezrobocie, które miało być kosztem racjonalizacji, stało się bezrobociem strukturalnym. Prywatyzacja czy reprywatyzacja prywatyzacja przyniosły deindustralizację a nie inwestycje i rozwój. Co gorsza do tego stołu można się dostać jedynie pojedynczo, a odsuwanym się jest grupowo. Uniwersalizm europejski pod szyldem UE, który miał przynieść kontynentalny pokój i zrównoważony rozwój dobrobyt – w wyniku kryzysu odsłania, które interesy respektuje a jakie pomija i podporządkowuje.

Okazuje się, iż „zjednoczona” Europa nadal posiada swoje centrum i swe peryferia, gdzie jedne gospodarki zyskują na znaczeniu, inne zaś cierpią w wyniku bezrobocia, strukturalnego długu i zależności.Tak więc neoliberalna retoryka utorowała drogę do powrotu do Europy antagonizmów i egoistycznych interesów, sam projekt UE okazał się zaś cynicznym parawanem. Nauka, jaka płynęła z dwóch wojen światowych, została zaprzepaszczona. Kapitalistyczna potrzeba zysku i żądza władzy przeżera państwa i międzynarodowe instytucje finansowe, będące emanacją tych potęg. Pax Americana, który zapanował w miejsce zimnej wojny mocarstw, okazał się kruchy w swych podstawach i szybko ukazał realne oblicze, skrywane za humanitarną pomocą. Udział w irackiej, afgańskiej i libijskiej awanturze wielokroć przewyższa koszta, jakie płaciliśmy za „układ warszawski” – rola kolesia od brudnej roboty, to wszystko, co mają nam do zaoferowania wszystkie elity polityczne w swym geopolitycznym myśleniu o kraju.

UE o ile może, stara się wyzwalać się od zależności wobec USA – widać to w polityce względem Rosji i Chin. Z drugiej strony tendencja ta nie jest tak silna, by w kwestiach istotnych przeciwstawiać się Białemu Domowi – gotowa jest więc, o ile to korzystne, robić za psa pościgowego.

Można tą politykę nazwać „obrotową”, bo zakłada wszelką możliwą zmianę sojuszów i przyłączenie się do tych, którzy będą dzielić łup. Widać też, że głównymi krajami, dominującymi w UE – są Niemcy i Francja. Można się oczywiście zastanawiać, co jest przyczyną zaniku  antagonizmu francusko-niemieckiego i  powrotowi do imperium Franków – czy to wynik spadku znaczenia Europy, reakcja na wyczuwane załamanie się podstaw hegemoni USA, czy efekt emancypacji krajów Trzeciego Świata, takich jak Indie, Chiny, Brazylia i przesunięcia „centrum” nad Pacyfik?

Powrót do narodowych, partykularnych interesów, jest zrozumiały jako reakcja na upadek fałszywego uniwersalizmu UE. Dziś bunt przeciw dominacji ekonomicznej może przybierać prawicowe formy, tak jak to ma miejsce na Węgrzech, choć jest to forma wygodna dla kapitału, w dodatku nie potrafiąca wyartykułować prawdziwych antagonizmów i przyczyn. Może tak, jak próbuje się w Hiszpanii i Grecji, szukać szerszego międzynarodowego kontekstu. Kryzys jest niczym pętla tramwajowa – są tacy, co uważają, iż należy znów jechać na przystanek niepodległość i to rozwiąże wszelkie problemy. Jednak powrót do antagonizmów państw narodowych nie jest żadną alternatywą w kontekście dwóch światowych wojen, a przy obecnym poziomie technologii militarnych staje się wręcz samobójczy. Nie trzeba być też prorokiem, by już na starcie określić, kto w tym wyścigu zwycięży.

Przerabialiśmy to wielokrotnie w sytuacjach chaosu wieków „ciemnych”  (wtenczas, gdy historia toczyła się wolno) albo z nagłymi i gwałtownymi zmianami, z których ma wyłonić się nowy porządek (teraz, gdy historia toczy się szybko). Tak było podczas I i II wojny światowej, kiedy upadała hegemonia Wielkiej Brytanii a głównym pretendentem do roli nowego imperatora była Rzesza Niemiecka. O tym, że powrót do narodowych egoizmów i walk o interes, supremację polityczną i gospodarczą przynosi tylko zbiorowe mogiły – nie trzeba przekonywać.

Jest to konsekwencja i logiczny skutek owego mechanizmu, pewny tak jak w matematyce pewne jest 2×2= 4. Potrzeba globalnego rozwiązania, nowego ładu powinna być jasna nie tylko dla tych, którym drogie są hasła wolności równości i braterstwa i tych, co dość już mają hegemoni mocarstw czy to w sferze politycznej czy ekonomicznej (w MFW 40% głosów należy do krajów zachodnich).

Potrzeba taka powinna być jasna dla wszystkich, którym nie obce jest logiczne myślenie a instynkt samozachowawczy posiedli silniejszy niż dążenie do śmierci..

Sprzeczności, przed jakimi stoimy, są te same, co przed obiema wojnami światowymi. Logika systemu została bowiem zachowana.

Tak więc, jeśli słyszę o obronie suwerenności czy walce o niepodległość, to bardzo dobrze – historia ruchów narodowowyzwoleńczych to naprawdę ta księga, gdzie pełno jest pięknych kart w walce o ludzką podmiotowość. Także w polskiej historii człowiek o wrażliwości społecznej ma naprawdę do czego się odwołać. Ja tylko się pytam: co dalej? Bowiem niepodległość nie rozwiązuje większości problemów – nie rozwiązuje kwestii wyzysku – narodowe gospodarki będą skazane na rywalizację, czyli wzmożoną akumulację (wbrew temu, co się sądzi, to nie zbytek jednych jest główną przyczyną wyzysku i niedoli innych), nie zginą światowe konflikty – te wszak mają swe źródło w antagonizmach i rywalizacji ekonomicznej. Nie zniknie społeczna alienacja, ani kultura, podporządkowana potrzebom ekonomii (XIX-wieczna etyka pracy, socrealizm – to wytwory tak samo wtórne jak kultura konsumpcyjna – w socrealizmie potrzeba było budowniczych i wydajnych robotników, zaś w globalnym kapitalizmie – konsumentów). Nie zniknie dewastacja przyrody – ta wynika bowiem także z potrzeby rywalizacji i wydajności.

Nawet, gdybyśmy czysto teoretycznie wyeliminowali tę groźbę – „realizacji polityki innymi środkami”, to powrót do narodowych egoizmów nie jest żadną drogą. Potrzeba nowego, w dodatku trwałego ładu. Słowem – potrzebna nam „Mać Pariadka”. Nie musimy wsiadać do żadnych tramwajów – trzeba nam zwyczajnie iść na spacer. Poziom zaś środków wytwórczych jest tak wysoki, że spokojnie może służyć zaspokojeniu większości potrzeb i rozwiązaniu palących problemów ludzkości. Na drodze tej stoją jednak wszelkie struktury władcze i ekspansywne, z definicji (i praktyki) nastawione na zysk oraz dominację – a nie na zaspakajanie potrzeb.

 

Artur Kielasiak

15 maja 2012 | Dział: Polska

W Szpitalu Specjalistycznym im. dr Józefa Babińskiego w Krakowie trwa strajk okupacyjny. Pracownicy placówki leczącej osoby chore psychicznie domagają się podwyżek  pensji, których nie otrzymali od ponad 4 lat.
 

Trwający od poniedziałku strajk okupacyjny to kolejna forma protestu. Od lipca 2011 w szpitalu trwają dwa spory zbiorowe. W ubiegłym tygodniu najpierw oflagowano budynki, a następnie zorganizowano godzinną pikietę. W referendum ponad 65 proc. załogi opowiedziało się za przeprowadzeniem strajku. Bierze w nim udział około 600 z 1000 zatrudnionych osób. Pracownicy zostali zmuszeni do zaostrzenia protestu ponieważ wszystkie dotychczasowe spotkania oraz pisma kierowane do dyrekcji szpitala  nie przyniosły rezultatu.

Związkowcy z NSZZ “Solidarność”, Związku Zawodowego Pielęgniarek i Pielęgniarzy oraz Związku Zawodowego Pracowników żądają podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 300 złotych. Dyrekcja proponuje im odpowiednio 137 zł dla pielęgniarek i 100 zł dla pracowników zarabiających poniżej 2 tys. zł. Obecnie ponad 200 pracowników ma wynagrodzenie zasadnicze w przedziale 1,3 tys. – 1,5 tys. zł brutto.

Protest odbywa się w budynku administracyjnym. Uczestniczy w nim po kilkanaście osób na trzy zmiany. Pracownicy szpitala zapewniają, że będą robić wszystko, aby ich protest był jak najmniej uciążliwy dla pacjentów.

PAP

09 maja 2012 | Dział: Polska

Utrudnienia w ruchu drogowym, drożyzna w sklepach czy konieczność obcowania ze znanymi z “kultury” fanami piłki nożnej z Anglii – to tylko niewielkie niedogodności czekające nas w okresie trwania Euro 2012. Prawdziwie dotkliwą konsekwencją mistrzostw jest gigantyczna dziura w budżecie Krakowa, której koszty łatania poniosą mieszkańcy.
 
 

EURO 2012 miało stać się szansą rozwoju polskich miast. Władze jak mantrę powtarzały, że turniej przyniesie rozwój drobnej przedsiębiorczości, infrastruktury, turystyki i sportu jak również zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej. Te medialne przekaz służyły stworzeniu społecznego poparcie dla igrzysk. Dziś wiemy już, że to mieszkańcy miast, które inwestowały w Euro zapłacą za „igrzyska”. Większość z nich stanęła bowiem na skraju bankructwa. Na wydatki związane z Euro lekką ręką przeznaczono ok. 96 mld zł. Sumę którą wydano na krakowski stadion, to jest 540 mln złotych, można by przeznaczyć na stworzenie nowych samorządowych przedszkoli, w których tylko w tym roku zabrakło 2600 miejsc.

 

Władze niemal na każdym szczeblu podkreślają, że wszystkie inwestycję związane z organizacją Euro 2012 nam się opłacą. Jednak w naszym mieście euro może nie przynieść zapowiadanych zysków nawet w branży turystycznej. Jak oceniają hotelarze zainteresowanie miejscami noclegowymi jest obecnie o 20% niższe niż normalnie o tej porze roku. Przyznają oni też że turyści po prostu nie chcą odwiedzać Krakowa w czasie trwania mistrzostw. Na Euro zarobi przede wszystkim UEFA, która w ramach umowy z polskim rządem przy organizacji imprezy została zwolniona z płacenia wszelkich podatków, w tym VAT-u i CIT-u, a także podatków lokalnych i cła.

 

Sytuacja wygląda podobnie w miastach które będą gospodarzami Euro 2012. Obcina się w nich wydatki na realizację podstawowych potrzeb społecznych. Zamykane są przedszkola, szkoły i domy kultury, wzrastają opłaty za żłobki, komunikację publiczną i mieszkania. Wbrew zapowiedziom pieniądze zainwestowane w Mistrzostwa nie wrócą do obywateli.

 

Oficjalne hasło EURO 2012 brzmi “Razem tworzymy przyszłość”. Twórzmy ją razem, ale bez żerujących na nas elit politycznych i biznesowych.

17 kwietnia 2012 | Dział: Polska

540 milionów złotych, które władze Krakowa wydały na budowę stadionu Wisła Kraków zwrócą się najwcześniej za 415 lat. Dzierżawiący stadion klub rocznie za korzystanie z niego będzie płacił tylko 1,3 mln zł.
 
 

Stadion którego wybudowanie kosztowało mieszkańców Krakowa 540 milionów złotych jest bardzo kosztowny w utrzymaniu. Rocznie to około 6 milionów złotych. Płaci za to klub dzierżawiący stadion od miasta. Początkowo planowano, że użyczenie stadionu na rok będzie kosztowało Wisłę 2 miliony złotych. Klub jednak negocjował i ostatecznie wynegocjował kwotę 1,3 mln zł. Wynika to z faktu, że dzierżawiący stadion nie zdecydowali się przejąć wszystkich znajdujących się pod trybunami lokali, które w chwili obecnej stoją puste. W przyszłości  by się nie marnowały ma zająć je Zarząd Infrastruktury Komunikacji i Transportu.

 

Niechciana przez klub część stadionu kosztowała podatników 150 milionów złotych. Teraz, nie dość że koszt jej budowy się nie zwróci to z miejskiej kasy przeznaczone zostaną środki na jej utrzymanie. Może warto zastanowić się czy tańszym rozwiązaniem nie będzie  rozbiórka miejskiego stadionu. Taki los spotkał m.in. stadiony piłkarskie w Portugalii, na który w 2004 roku rozgrywano Mistrzostwa Europy.

10 kwietnia 2012 | Dział: Polska
Wyzwiska, poniżanie, przeszukiwanie osobistych rzeczy- tak wyglądała eksmisja krakowskiej działaczki lokatorskiej Małgorzaty Witkowskiej. Kobieta wraz ze swoją siostrzenicą zostały eksmitowane do lokalu socjalnego z mieszkania które ich rodzina zajmowała od 56 lat.

Eksmisje rozpoczęła się 28 marca o godzinie 9:30. Fakt przyznania Pani Małgorzacie Witkowskiej i jej siostrzenicy lokalu socjalnego oraz psychiczne wycieńczenie walką o prawo do godnych warunków życia zdecydowały o rezygnacji z prób wstrzymania eksmisji. Niestety nawet to nie umożliwiło przeprowadzenia eksmisji w humanitarny sposób (o ile eksmisje w ogóle mogą takie być). Jak relacjonowali świadkowie wyrzucania Pani Małgorzaty ze strony urzędników padały wyzwiska od meneli, wichrzycieli i mętów społecznych, po deklarowanie, że osoby takie trzeba eliminować. Rzeczy Pani Małgorzaty były przeszukiwane urzędnicy zaglądali do szuflad, korespondencji, pism urzędowych i prywatnych zapisków. Komornik decydował co i ile może zostać zabrane do lokalu socjalnego. Rzeczy ładowano do worów jak leci, reszta na podłogę, niezależnie od emocjonalnej wartości czy przeznaczenia.

 

Małgorzatę Witkowską przesiedlono przymusowo z mieszkania o powierzchni 59 m2 zlokalizowanego przy ulicy Ogrodowej, do lokalu socjalnego o powierzchni 30 m2. Jej rodzina mieszkała tam od 1956 roku. Wtedy to ojciec pani Małgorzaty, architekt zaprojektował za darmo, a Gmina Kraków wybudowała piętro na parterowym wówczas budynku – jedno z trzech powstałych mieszkań otrzymała w zamian rodzina Witkowskich. Gmina Kraków nie wpisała tych udziałów do księgi wieczystej, ale brak też jest dokumentów przekazania tego piętra właścicielowi jednopiętrowego budynku. Mimo to sąd wydał wyrok eksmisji.

 

Całe 56 – letnie zamieszkiwanie rodziny i ponad 50-letnie zamieszkiwanie Pani Małgorzaty zebrano pośpiesznie do worów, na samochód i wrzucono do mieszkania socjalnego. Nie było czasu na segregowanie, opisywanie pudeł i worków. Eksmisji dokonał urzędnik państwowy Komornik Sądowy przy Sądzie Rejonowym dla Krakowa – Śródmieścia – Dariusz Ulfig wraz z kierownikiem kancelarii komorniczej Wojciechem Pisarkiem, dwiema pracowniczkami tejże kancelarii i firmy przewozowej A. Baran.

 

Małgorzata Witkowska została prawie bez środków do życia ponieważ obciążono ją kosztami postępowania sądowego i eksmisji. Zabrano jej ponad 50-letnie centrum życiowe, dorobek, pamiątki po rodzicach, miejsce w którym chciała i umiała żyć.

 

Dlatego przekazujemy apel środowiska lokatorskiego o pomoc finansową dla Pani Małgorzaty. W chwili obecnej komornik będzie egzekwował zapłatę za eksmisję ze środków wpływających na jej konto.

 

Pomóc Małgorzacie Witkowskiej można dokonując wpłat na konto, którego numer znajduje się TU

28 marca 2012 | Dział: Polska

Władze Krakowa nadal chcą karać pasażerów z wadliwie skasowanymi biletami. Robią to mimo orzeczenia sądu zakazującego takich praktyk. Jeśli nowe przepisy proponowane przez Jacka Majchrowskiego wejdą w życie, pasażer nie uratuje się nawet zgłaszając problem kierowcy.


Zgodnie z obowiązującą uchwałą Rady Miasta Krakowa w sytuacjach, gdy bilet skasowany jest w sposób nieczytelny, winny jest pasażer(http://www.bip.krakow.pl/_inc/rada/uchwaly/show_pdf.php?id=58219 załącznik nr 3 paragraf 3 ustęp 6 oraz 7 punkt 1 c). Obowiązujące przepisy określają, iż taki pasażer traktowany jest jak gapowicz. Do tej pory mandatu mógł uniknąć tylko, gdy “bezzwłocznie zgłosi problem z wydrukiem prowadzącemu pojazd”. Już niebawem nawet to nie uchroni przed otrzymaniem mandatu. Władze Krakowa chcą, by każdy nie posiadający nie z własnej winy prawidłowo skasowanego biletu był karany mandatem w wysokości 240 złotych.

 

Jak udało nam się ustalić obowiązujące miejskie przepisy są niezgodne z prawem. W 2007 r. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumenta uznał karanie podróżnych za nieprawidłowo działające kasowniki za nielegalne, a postanowienie zostało wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych z numerem 1273. – Orzeczenie obejmuje sytuacje, gdy brak wydruku, wydruk jest niekompletny, nieczytelny lub niezgodny z wzorcem umieszczonym w pojeździe – czytamy w komentarzu przesłanym przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Co więcej sąd uznał również, iż pasażer nie ma obowiązku zgłaszania problemów ze skasowaniem biletu prowadzącemu pojazd i nie może być w takich sytuacjach karany.

 

Sprawa dotyczyła przepisów obowiązujących w krakowskim MPK. Mimo upływu 4 lat bezprawne przepisy nadal funkcjonują, a władze miasta nic sobie z tego nie robią. – Zgodnie z prawem decyzja Sądu OKiK oznacza, iż taki przepis jest nieważny i żadnemu przedsiębiorcy nie wolno go stosować – podkreśla w swojej opinii UOKiK – Złamanie tego zakazu grozi karą, którą może nałożyć Prezes UOKiK.

 

Proponowane przez władze zmiany w przepisach dotyczących transportu publicznego zmienią bezprawne zapisy na jeszcze bardziej mijające się z prawem. Jednak każdy poszkodowany przez Zarząd Infrastruktury Komunikacji i Transportu (któremu podlega transport publiczny) pasażer może skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem i domagać się nałożenia kary na przewoźnika.

27 marca 2012 | Dział: Polska

Jednego z ostatnich tradycyjnych kin Krakowa zmieni się w “galerię” handlową. 30 kwietnia z powodu drastycznej podwyżki czynszu zniknie kino ARS.


- Po 17 latach kino ARS przestaje istnieć – oznajmił na dzisiejszej konferencji prasowej Andrzej Kucharczyk, dyrektor i założyciel kina.  Mieszcząca się przy ulicy świętego Jana 6 prawdziwa instytucja kulturalna zostanie zamknięte 30 kwietnia 2012 roku. Wszystko z powodu podwyżki czynszu aż o 100%. Właścicieli kina nie stać na zapłacenie wygórowanej stawki. Nie chcą też podnosić cen biletów.  – Byłoby to dla nas po protu samobójstwo – wyjaśniał Kucharczyk.

 

Właściciele kina zapowiedzieli, że będą szukać dla niego innej lokalizacji. Nie ukrywają, iż liczą na budynek od miasta. – Byłbym wdzięczny, gdyby władze miasta przyznały nam jakiś lokal. Mamy 540 miejsc dla widzów i trzeba to wszystko gdzieś przenieśćmówił Kucharczyk. Co znajdzie się w miejscu ARSu? Na razie oficjalnie nic nie wiadomo. Jak dowiedziała się Gazeta Wyborcza będzie to prawdopodobnie galeria handlowa, a jednym z oferentów jest Carrefour.

19 marca 2012 | Dział: Polska

W związku z działaniami naszej dotychczasowej prezes p. Anny Okońskiej-Walkowicz, zarząd główny Społecznego Towarzystwa Oświatowego postanawia o jej natychmiastowym usunięciu z pełnionej funkcji i wykluczeniu z dalszego członkostwa w STO. - podało na swojej stronie Społeczne Towarzystwo Oświatowe.


W oświadczeniu uzasadniającym decyzję napisano: Decyzje o likwidacji szkół i przedszkoli publicznych które podjęła jako wiceprezydent Krakowa uważamy za wysoce niestosowne. Odpłatne szkoły które prowadzimy posiadają wystarczająco dużo atutów, dzięki którym nie musimy uciekać się do nieuczciwego likwidowania konkurencji.


Ponadto zarząd STO uznał działania Anny Okońskiej-Walkowicz za mijające się  z ideami stowarzyszenia i wyraził ubolewanie z ich powodu. Działania te są sprzeczne nie tylko z misją i statutem STO, ale również z polskim prawem które odbiera decyzyjność samorządowcom w przypadku gdy może występować konflikt interesów własnych z publicznymi. Jednocześnie pragniemy przeprosić wszystkich rodziców i dzieci dotknięte tym wielce niepedagogicznym procesem.


Informacje przekazali nam czytelnicy bloga.

16 marca 2012 | Dział: Polska
Aktualizacja: Około godziny 20:30 odstąpiono od próby nielegalnej eksmisji, ochrona i broniące jej niezgodnych z prawem działań oddziały policji wycofały się. Wcześniej części osób przybyłych na miejsce w celu obrony Elby udało się dostać do otoczonego przez policję budynku.
Stanowisko mieszkańców i obrońców Elby odnośnie wczorajszych wydarzeń

Dziś w okolicach południa na teren warszawskiego skłotu Elba wdarli się ochroniarze firmy SKRZECZ, nie podając żadnej przyczyny swojego wtargnięcia. Część osób zabarykadowała się w środku skłotu, inna grupa pozostała na dachu budynku. Pojawiła się także policja, która próbuje rozgonić ludzi zbierających się pod bramą, tworzących spontaniczne zgromadzenie, obecnie jest około 100 osób, ktorych ciągle przybywa. Ze skłotu wynoszony jest dobytek mieszkańców,  policja używa gazu i paluje grupę ludzi solidaryzujących się ze skłotersami. Na miejscu obecne są media, relacjonujące wydarzenia. Prawnicy z którymi konsultowały się osoby broniące sklotu twierdzą, że został naruszony mir domowy mieszkańców i wkroczenie ochrony i policji jest bez wątpienia nielegalny.

Aktualne informacje o rozwoju sytuacji sa dostępne na serwerze:
https://twitter.com/#!/ElbaZostaje

Firma ochroniarska odpowiedzialna za ewikcje skłotu to:


Skrzecz Group Grzegorz Skrzecz, Rafał Skrzecz spółka cywilna
03-197 Warszawa
ul. Kasztanowa 9
tel. kom. 668-195-648 – Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
tel. kom. 504-857-354 – Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
http://www.ochronaskrzecz.pl/Kontakt.html

Wielokrotnie próbując się dodzwonić do właścicieli firmy odrzucają oni połączenie lub twierdzą, że nie mają ze sprawą nic wspólnego, gdy się ich pyta o przyczynę wtargnięcia  na skłot

SOLIDARNOŚĆ NASZA BRONIĄ!!!!

ELBA ZOSTAJE!!!
14 marca 2012 | Dział: Polska

- Nie chcę, żeby kryzys uderzał bezpośrednio w dzieci - ogłosił wczoraj Jacek Majchrowski podejmując decyzję o wstrzymaniu komercjalizacji szkolnych stołówek i masowych zwolnień pedagogów. Likwidacja szeregu szkół i przedszkola nie zostanie zawieszona. Dziś prezydent wycofuje się z części obietnic.


Władze Krakowa wycofują się z błyskotliwego pomysłu komercjalizacji szkolnych i przedszkolnych stołówek, o którym pisaliśmy kilka dni temu. Przypomnijmy, że oznaczało by to nawet trzykrotny wzrost cen posiłków i w efekcie uniemożliwiło korzystanie z nich przez większość dzieci. Wpływ ugięcie się władz miały liczne protesty rodziców.

 

Wczoraj podczas spotkaniu z przedstawicielami Związku Nauczycielstwa Polskiego prezydent Jacek Majchrowski oznajmił, że wstrzymuje projekt likwidacji stołówek :. – Zdaję sobie sprawę, że nawet niewielki wzrost cen za obiady uderzy w mniej zamożne rodziny. Ze względu na sytuację finansową szukamy oszczędności w praktycznie wszystkich dziedzinach życia miasta, nie chcę jednak, żeby kryzys bezpośrednio uderzał w dzieci – mówił prezydent. Oprócz tego poinformował, że również zwolnienia pracowników będą wstrzymane. – Chcę jednak, by do końca roku placówki pracowały w takim składzie, jak to zostało zaplanowane we wrześniu ubiegłego roku. Będziemy jednak prowadzić rozmowy o takiej organizacji pracy w nowym roku szkolnym, by została zapewniona dzieciom odpowiednia opieka, a z drugiej strony by samorząd podołał temu finansowo.

 

Dziś na łamach gazety “wyborczej” prezydent jednak wycofał się z decyzja o wstrzymaniu masowych zwolnień. - Nastąpiło nieporozumienie. Nie wstrzymuję redukcji etatów w przedszkolach do końca roku. Zmiany będziemy przeprowadzać na bieżąco. Zanim to jednak nastąpi, chcę przeprowadzić analizę sytuacji każdej placówki z osobna i wspólnie z ich dyrektorami zadecydujemy, gdzie można ciąć, a gdzie cięcia te zagrożą bezpieczeństwu dzieci. - oznajmił Majchrowski.

 

Podczas spotkania z przedstawicielami ZNP, Majchrowski zaznaczył, że władza nie rezygnuje z planów “reformy” sieci placówek oświatowych. Prezydent dostał zapewnienie ZNP o poparciu i współpracy w działaniach, których celem jest zagwarantowania przez rząd finansowania pensji nauczycielskich, a także finansowania opieki przedszkolnej z subwencji oświatowej.

09 marca 2012 | Dział: Polska
Postulaty krakowskiej Manify 2012

"Dość arogancji państwa wobec kobiet!"

Tegoroczny Komitet Organizacyjny "8 marca" ma niezwykle zróżnicowany skład, ale wszystkie nas
łączy oburzenie na arogancję władzy wobec kobiet. 8 marca nie chcemy świętować dnia kobiet -
chcemy wyrazić swój gniew! Żądamy od państwa i władz samorządowych wzięcia
współodpowiedzialności za los kobiet w Polsce! Domagamy się by państwo zaangażowało się we
wsparcie naszych dążeń i aspiracji, a zaprzestało ingerencji w nasze życie prywatne i intymne!

1. Domagamy się prawa do decydowania o swoim ciele, seksualności, rodzicielstwie
i macierzyństwie.
Każą nam rodzić dzieci, ale brak żłobków, przedszkoli, wsparcia dla matek. Następuje demontaż
pomocy społecznej. Brak poczucia bezpieczeństwa - częste zwolnienia z pracy po macierzyńskim
oraz brak pomocy ze strony państwa zmusza nas do reprodukcyjnego strajku. Polska będzie dalej
jednym z krajów o najniższym wskaźniku przyrostu naturalnego, gdy neoliberalna prywatyzacyjna
polityka się utrzyma.

2. Chcemy dostępnych szkół, przedszkoli i żłobków.
Prywatyzowanie szkół, przedszkoli, żłobków, szpitali, domów opieki prowadzi do wzrostu
nieodpłatnej pracy (szczególnie ubogich) kobiet w domach. Tych kobiet nie stać na opłacanie
wysokich skomercjalizowanych stawek. Mają problem z zatrudnieniem. Są zwalniane z pracy.
Pozostają skazane na siebie bez wsparcia ze strony państwa.

3. Dość umów śmieciowych i lekceważenia kobiet powracających do pracy po urodzeniu dziecka.
Żyjemy w państwie, które chce abyśmy rodziły dzieci, a nie dba o prawa pracownic i pracowników -
państwie, które zmusza nas do natychmiastowego powrotu do pracy po urodzeniu dziecka
i lekceważy problem umów śmieciowych. Pracodawcy nagminnie zatrudniają osoby, które pracują
40 godzin tygodniowo na umowę zlecenie lub o dzieło, aby nie płacić składek.
Pracownik/pracownica pozostaje bez wyboru - albo praca, ale bieda.
Najniższe stawki i umowy śmieciowe, nie przestrzeganie prawa pracy - kobiety w usługach,
supermarketach, sprzątaczki, praca chałupnicza - jest to ogromnie poniżające i wykluczające.
Dlaczego to przeważnie kobiety pracują w słabo opłacanych zawodach o niskim prestiżu
społecznym? Bo często nie mają wyjścia. Pomimo iż pracują, są ubogie. Nie mają szans na awans
i wyrwanie się z kręgu ubóstwa. Dotyczy to szczególnie samotnych matek, które borykają się
z biedą i brakiem wsparcia. Państwo musi wycofać się z umów śmieciowych. Każda umowa o pracę
powinna gwarantować ubezpieczenie społeczne i emerytalne! Pracodawca musi je płacić. Kobiety
zarabiają mniej od mężczyzn, pomimo tego samego zakresu obowiązków. Kobiety nie awansują tak
często jak mężczyźni. Są stygmatyzowane, gdy chcą założyć rodziny. W Polsce istnieje: brak
solidarności, brak kampanii łamiących stereotypy, brak wsparcia ze strony mężczyzn i brak równego
podziału nieodpłatnej pracy. Kobiety są zmuszane do zakładania własnych przedsiębiorstw, bo mają
problem z zatrudnieniem, ale nie są w stanie płacić wysokich składek. Obciążenia firm powinny być
zależne od obrotów przedsiębiorstw! Inwestowanie w rajach podatkowych i uciekanie przed
składkami powinno być ścigane z urzędu.

4. Żądamy, aby władza nie lekceważyła praw uchodźczyń i uchodźców oraz imigrantek
i imigrantów. Chcemy, aby uchodźczynie otrzymywały status uchodźcy z uwagi na
prześladowanie ze względu na płeć, religię, orientację seksualną.
Stop polityce niedowierzania! Stop deportacjom!

5. Żądamy reformy wymiaru sprawiedliwości, sądów.
Mamy dość tego, że państwo nie tylko nie respektuje umów międzynarodowych, ale również nie
przestrzega praw zapisanych w konstytucji i praw człowieka. Sprawy sądowe dotyczące przemocy
w rodzinie trwają tak długo, że w między czasie zmienia się relacja między oprawcą i ofiarą. Często
przez cały czas przewlekłego postępowania ofiara może być zagrożona.

6. Domagamy się, aby polityka edukacyjna i społeczna państwa była tworzona odpowiedzialnie
i z uwzględnieniem potrzeb obu płci oraz warunków życia całej społeczności. Także potrzeb
najuboższych mieszkanek i mieszkańców miast. Domagamy się konsultacji, które będą wiążące
dla przedstawicieli społeczeństwa. Szkoła czy szpital to nie korporacja stworzona do zarabiania!
Miasto to nie firma!
Zamykanie domów kultury i szkół prowadzi do uwstecznienia - w małych miejscowościach ludzi nie
będzie stać na dojazdy, aby się kształcić. Sprywatyzowana kultura będzie służyła tylko najwyższej
warstwie społecznej - to powrót do średniowiecza, klasy "panów i dziadów".

7. Żądamy ratyfikacji Karty Praw Podstawowych.
Karta Praw Podstawowych to zbiór fundamentalnych praw człowieka (siedem rozdziałów: godność
człowieka, wolności, równość, solidarność, prawa obywatelskie, wymiar sprawiedliwości,
postanowienia ogólne) uchwalony i podpisany w dniu 7 grudnia 2000 r. podczas szczytu Rady
Europejskiej w Nicei w imieniu trzech organów UE: Parlamentu, Rady UE, Komisji. Karta Praw
Podstawowych została podpisana powtórnie z poprawkami przez przewodniczących tych organów
podczas szczytu w Lizbonie 12 grudnia 2007 r. Traktat Lizboński podpisany 13.12.2007, który wszedł
w życie 1.12.2009 nadał Kracie Praw Podstawowych moc wiążącą.
Żyjemy w państwie, w którym przyjęto "Kartę Praw Podstawowych", ale tak jak w UK i Czechach
z protokołem ograniczającym stosowanie dokumentu w naszym kraju (ograniczenie zostało
wynegocjowane w 2007 roku przez rząd Jarosława Kaczyńskiego. Decyzje przedstawiciel rządu
uzasadnił: „Chodzi np. o to, żeby zapobiec jakimkolwiek interpretacjom prawa przez Europejski
Trybunał Praw Człowieka, które doprowadziłyby do zmiany definicji rodziny i przymuszały państwo
polskie do uznawania małżeństw homoseksualnych”).

8. Domagamy się zaprzestania polityki antyspołecznej, polityki opartej na dyskryminacji
mniejszości narodowych i seksualnych.
W Polsce polityka opiera się na analizowaniu większości zjawisk społecznych poprzez pryzmat
osoby przeciętnej, czyli nierzeczywistego mężczyzny: zdrowego, młodego z dużego miasta, nie
obciążonego kredytami. Kobieta jest w tej kwestii kompletnie pomijana, bo nie jest przeciętnym
"Kowalskim".

9. Chcemy, aby kobiety w Polsce nie traciły na podwyższeniu wieku emerytalnego. Za każde
urodzone dziecko chcemy doliczenia 3 lat do emerytury dla kobiety.
Kobiety tracą potrójnie: krócej pracują, dłużej żyją i mniej zarabiają. Mówi się o wydłużaniu wieku
emerytalnego, a dalej emerytury na specjalnych warunkach przysługują osobom pracującym
w sektorze górniczym (w pracy biurowej) czy mundurowym! Ale już ciężka praca pielęgniarek do
nich nie należy. Żądamy dowartościowania prac wykonywanych przez kobiety i zrównania
zarobków kobiet i mężczyzn oraz zapisu zmniejszającego czas pracy kobiet o 3 lata za każde
urodzone dziecko.

10. Żądamy polityki równych szans dla kobiet. Dość feminizacji ubóstwa!
Na całym świecie, także w Polsce, to kobiety stanowią większość osób ubogich. W Polsce powinny
być tworzone szczególne programy, aby kobiety miały szanse awansu społecznego i wzmocnienia
swojej pozycji społecznej i zawodowej.

Chcemy żyć w społeczeństwie, w którym: prawa jednostki i jej odmienność są szanowane, każdy
ma prawo do auto ekspresji, wszystkim żyje się lepiej.

Krakowski Komitet Manifowy 2012
16 maja 2012 | Dział: Świat

Jeden z najsłynniejszych walczących ekologów naszej planety Paul Watson został aresztowany w Niemczech i grozi mu deportacja do Kostaryki. Oskarża się go m.in. o ogromne straty materialne i czyny zmierzające do utraty życia i zdrowia wielorybników.  Paulowi grozi wieloletnie więzienie i wypłata ogromnych odszkodowań. Watson znany jest z radykalnego podejścia do kwestii praw zwierząt np. taranowania statyków wielorybniczych prowadzących połowy mimo międzynarodowych zakazów. Już kilkukrotnie stawał się celem ataków dużych korporacji czerpiących zyski z degradacji środowiska naturalnego (dwukrotnie chciano go zastrzelić).  Jedyną osobą, która może uchylić jego areszt jest niemiecka Minister Sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger (ma na to najbliższe 24h). Dlatego niezmiernie ważne jest  by w najbliższym czasie zasypać ją petycjami z całego świata, domagając się natychmiastowego zwolnienia Paula Watsona.

 

Nie bądź obojętny i wyślij dzisiaj swój protest przez stronę http://www.thepetitionsite.com/443/048/661/release-captain-paul-watson/

Więcej informacji o Pauli i jego grupie Sea Sepherd

http://www.seashepherd.org/

http://www.facebook.com/seashepherdconservationsociety

Film „Ekolog idzie na wojnę” poświęcony Watsonowi

http://www.youtube.com/watch?v=tOvwLpGFE8Q

07 maja 2012 | Dział: Świat
Beata Stawicka nasza odważna i dzielna rodaczka, veganka, aktywistka na rzecz wyzwolenia zwierząt schwytana i uwięziona wraz z innymi 11 osobami podczas akcji protestacyjnej 28 kwietnia w miejscowości Montichiari we Włoszech. Celem protestu było ponowienie żądań definitywnego i natychmiastowego zamknięcia działającej tam od 12 lat "fabryki" Green Hill, specjalizującej się w masowej hodowli psów rasy beagle dla potrzeb laboratoriów wiwisekcyjnych. We Włoskich laboratoriach "używa" się i zabija ponad 4.000 psów każdego roku, w całej europie suma ofiar sadystycznych eksperymentów przekracza 22.000. Kto dostarcza laboratoriom tak przerażająco dużej ilości zwierząt skazanych na męki i śmierć w imię fałszywej nauki? Zwierzęta są dostarczane do laboratoriów "dzięki" firmom specjalizującym się w ich "produkcji". Są to prawdziwe "fabryki" dla których te wspaniałe istoty żyjące i czujące, są tylko rzeczami z których trzeba wycisnąć jak najwięcej pieniędzy. Właśnie 28 kwietnia odbyła się kolejna manifestacja, która zakończyła się nieplanowanym ale jakże cudownym uwolnieniem kilkudziesięciu szczeniąt. Beata, wraz z pozostałymi wspaniałymi osobami, naraziła własną wolność by ofiarować ją bezbronnym maluchom. Podarowała im szanse na normalne życie, takie na jakie każda żywa istota zasługuje i do jakiego ma prawo ... Nasza bohaterka niestety teraz czeka na proces ... Beata spędziła we więzieniu 48 godzin, jest oskarżona o kradzież, zniszczenie mienia, stawianie oporu i przemoc wobec funkcjonariuszy publicznych. Okażmy jej nasze wsparcie i naszą solidarność. Nasza ambasada jak do tej pory nie wykazała żadnego zainteresowania ani jej osobą ani sprawą. Media również milczą... 
Kiedy jesteśmy świadkami przemocy wobec zwierząt reagujemy, jesteśmy zbulwersowani, protestujemy... Okrucieństwo nie boli mniej i nie przestaje nim być, tylko dlatego że jest dokonywane w laboratoriach i ktoś je podstępnie nazwał nauką... Cierpienie i ból tych zwierząt jest taki sam, strach i przerażenie stokroć większe. Dłużące się w nieskończoność miesiące samotności spędzone w zimnych, ciasnych klatkach, niewyobrażalny ból fizyczny, od którego nie ma ucieczki... strach... Każdy kolejny dzień to niepewność... Pojawienie się postaci w białych fartuchach i błysk zapalanego laboratoryjnego światła to początek codziennego horroru. Horroru, który dla kilkudziesięciu milionów zwierząt rocznie kończy się niepotrzebną śmiercią w męczarniach. Niepotrzebną ponieważ wyniki badań dokonywanych na zwierzętach nie są możliwe do przeniesienia na człowieka - są bezwartościowe. Za każdym razem, gdy jakiś zwierzęcy eksperyment dobiega końca, przynosi on tylko tzw. "nie rozstrzygające wyniki" na podstawie których nie można wyciągnąć ostatecznych wniosków. Za każdym razem trzeba więc wykonywać analogiczne testy na ludziach. Obrzydliwym kłamstwem jest stwierdzenie że wiwisekcja jest konieczna dla rozwoju nauki.Tak naprawdę jest wykonywana tylko dla potrzeb przedsiębiorców, którzy z przeprowadzania tych bezużytecznych testów, przy jednoczesnym zapewnieniu ku temu odpowiednich uwarunkowań prawnych, czerpią finansowe korzyści. Testy na zwierzętach nie zabezpieczają konsumentów przed niebezpiecznymi produktami, lecz służą, przy odpowiednio umodelowanym ustawodawstwie, do zabezpieczenia się korporacji od odpowiedzialności prawnej za własne błędy produkcyjne. Musimy zmienić prawo. Musimy zakończyć tą falsyfikację zwaną nauką, dlatego serdecznie zapraszam 8 maja na Światową Mobilizację przeciw Wiwisekcji. Niech stanie się ona również symbolem naszej solidarności z Beatką z postawy której możemy być bardzo dumni:) Odważnie z hasłem dosłownie wyrytym na sercu : "Aresztujcie nas wszystkich gdyż wszyscy jesteśmy aktywistami w obronie życia i wolności dla zwierząt". Nie wiadomo jakie będzie stanowisko sędziów w sprawie Beaty... nasz kraj o niej zapomniał ale my nie możemy!! Przede wszystkim proszę nagłośnić sprawę, udostępniajcie i rozsyłajcie do znajomych, większych organizacji walczących o wolność dla zwierząt, do radia, telewizji, do naszych polityków... 
8 maja jednocześnie w kilkunastu miastach we Włoszech, w całej Europie - również w Polsce i na pozostałych 4 kontynentach odbędą się manifestacje przeciw wiwisekcji i przeciw Green Hill. Dlaczego właśnie 8.05? Ponieważ 9 maja na XIV Senackiej Komisji zostaną przedstawione poprawki do artykułu 14 transpozycji Dyrektywy Europejskiej o doświadczeniach na zwierzętach. Wiemy doskonale jak ciężko lobby farmaceutyczne pracowały by wywrzeć nacisk na senatorów, żądając by zastosowanie dyrektywy nadal odbywało się bez ograniczeń, ale znamy również stanowisko włochów i reszty świata, którzy nie będą dłużej tolerować arogancji i dominacji potężnych koncernów farmaceutycznych, które rozwijają swoje brudne interesy ekonomiczne czerpiąc zyski z cierpienia i mordowania zwierząt. Wiele szkodliwych lub niebezpiecznych leków trafiło na rynek jako cuda medycyny, a zostały zakwalifikowano do grona leków bezpiecznych po przeprowadzeniu rozległych testów na zwierzętach, co jeszcze raz utwierdza nas w przekonaniu że dalsze wykonywanie testów na zwierzętach powinno być natychmiast powstrzymane a wręcz zabronione ponieważ stanowi realne zagrożenie naszego zdrowia i życia dostarczając jednocześnie tyle niepotrzebnego bólu zwierzętom laboratoryjnym... 

Oficjalne zaproszenie do udziału w Manifestacji przeciw Green Hill i wiwisekcji. Znajdziecie tu miasta które już zgłosiły swój udział . Z miast Polskich zostały zgłoszone Warszawa, Kraków i Gdynia. Biorąc udział w tych Manifestacjach nie zapomnijcie o Beatce która straciła wolność ratując bezbronne dzieciaczki. Oddajmy jej hołd naszą obecnością, niech wie że ją wspieramy i popieramy :)

http://www.facebook.com/events/433679429994183/435324659829660/

petycja - podpisujmy koniecznie !!! 

http://www.change.org/petitions/green-hill-montichiari-italy-close-death-factory-free-all-beagles-and-give-them-out-for-adoption?utm_medium=facebook&utm_source=share_petition


Nagranie z akcji uwalniania zwierząt :) czy to są kryminaliści ??! cudowni ludzie :)
http://video.corriere.it/blitz-canile-liberazione-beagle/69e39b50-9157-11e1-9c63-0823a340624b

Manifestacja w Krakowie :) kto jest z bliska zachęcamy gorąco do uczestnictwa ... to może być początek końca tego piekła dla zwierzą thttp://www.facebook.com/events/418901914794453/

Protest w Warszawie - Zapraszamy serdecznie :) Udostępniajcie proszę !! Mamy o kogo walczyć :)http://www.facebook.com/events/166250073502527/
06 kwietnia 2012 | Dział: Świat

W ostatnich dniach rząd Wielkiej Brytanii ujawnił plany drastycznego poszerzenia uprawnień policji i służb bezpieczeństwa w dziedzinie inwigilacji sieci informacyjnych, w tym internetu, sieci telefonii komórkowej i stacjonarnej. Jak wynika z informacji, pojawiających się w brytyjskich mediach nowe przepisy mają zobowiązać dostawców wspomnianych usług do gromadzenia danych o wykonanych przez ich użytkowników połączeniach telefonicznych, wysłanych wiadomościach tekstowych i e-mailach, jak również odwiedzanych stronach www. Zgromadzone informacje mają być udostępniane służbom bezpieczeństwa w czasie rzeczywistym, znacznie poszerzona ma również zostać lista organów państwowych uprawnionych do korzystania z tych danych. Już dziś w Wielkiej Brytanii państwowe służby bezpieczeństwa mogą zażądać od firm providerskich gromadzenia podobnych danych o wybranych przez siebie osobach bez zgody sądu.

Jak się początkowo wydawało, konserwtywno – liberalny rząd zamierzał uniknąć publicznej dyskusji nad rozszerzeniem uprawnień służb w dziedzinie inwigilacji elektronicznej i możliwych protestów – decyzja o skierowaniu projektu odpowiednich zmian w prawie pod głosowanie ogłoszona została na miesiąc przed samym głosowaniem, zaplanowanym na 9 maja. Plany te jednak szybko spaliły na panewce, wobec gwałtownego sprzeciwu ze strony organizacji broniących prawa do prywatności, części liberalnych mediów, jak samej elity politycznej. Swój sprzeciw wobec ograniczenia prawa do prywatności komunikacji zgłasza nie tylko opozycja, lecz również część polityków rządzącej koalicji, w tym duża grupa prominentnych liberałów i przedstawiciele liberalnego skrzydła partii konserwatywej, z definicji przeciwni ingerencji państwa w sprawy jego obywateli.
W tej sytuacji po dwu dniach intensywnych ataków na planowaną nowelizację przepisów o inwigilacji elektronicznej rząd premiera Camerona zaczyna wycofywać się z planów szybkiego przegłosowania kontrowersyjnych zmian, twierdząc że wymagają one ‘dalszych konsultacji’.
Jest więc spora szansa, że podobnie jak w roku 2009, gdy poprzedni gabinet próbował wprowadzić zbliżone przepisy o retencji danych i po licznych protestach zmuszony został do rezygnacji z ich głosowania w parlamencie, również i tym razem zwolennicy zaostrzenia inwigilacji komunikacji elektronicznej zmuszeni zostaną do odwrotu.
Podobne przepisy, uchwalone w Niemczech w roku 2010 zostały uznane przez sąd najwyższy za niekonstytucyjne, a w ramach kampanii społecznego oporu instytucja ta otrzymała podan 35000 pozwów w tej sprawie.

info: Czarny Sztandar
04 kwietnia 2012 | Dział: Świat
29 marca 2012 roku to dzień, który na pewno zapisze sie w kartach historii Hiszpanii. Związki zawodowe Confederación General del Trabajo (CGT), Confederación Nacional del Trabajo (CNT) i Solidaridad Obrera (SO) wezwały do strajku generalnego, aby wyrazić swój sprzeciw wobec wprowadzonej 10 lutego ustawie dotyczacej reformy prawa pracy i paktowi społecznemu. Restauracje, sklepy, centra handlowe i zakłady usługowe opustoszały. Na zamkniętych witrynach wisiały plakaty informujące o strajku. Koleje, lotniska i komunikacja miejska ograniczyły funkcjonowanie do minimum. Niektóre stacje telewizyjne zawiesiły nadawanie. Ludzie wyszli na ulice.

Według tego, co podają media, w Madrycie w demonstracjach wzięło udział 900 tysięcy osób, a w Barcelonie – 800 tysięcy. Jednak to w stolicy Katalonii było o wiele goręcej. W różnych częściach miasta zaplanowano na ten dzien kilkanaście pikiet i pochodów. Mobilizacja objęła prawie każdą dzielnicę, a wszyscy zgromadzili się na dwóch dużych demonstracjach o godzinie 12 i 18 na Plaça Catalunya, głównym placu Barcelony. Większość protestów przebiegała spokojnie. Ludzie skandowali hasła, rozdawano gazety i ulotki informujące o wydarzeniach.

Pierwsze zgromadzenie przerodziło się w marsz kilkoma głównymi ulicami miasta. Protestujący działacze CGT spalili skrzynkę na listy przed wejściem glównym do budynku giełdy Bolsa de Barcelona oraz obrzucili szyby jajkami. W tym samym czasie marsz szedł dalej, a niektórzy jego uczestnicy wypisywali postulaty sprayem na witrynach sklepów i banków. W bocznych ulicach toczyła sie natomiast bardziej radykalna walka. Co chwila, na różnych skrzyżowaniach podpalano śmietniki, rozbijano witryny banków i niszczono bankomaty. Kiedy policja i straż pożarna kończyły zajmować się jednym podpaleniem, musieli od razu jechać na następne skrzyżowanie. Ponadto podpalono dwie kawiarnie sieci Starbucks, znanej z łamania praw praconiczych, wiele radiowozów zostało zniszczonych i oblanych farbą.

Przebieg drugiego marszu zaplanowano podobnymi ulicami, z tym wyjątkiem, że planowano zakonczyć go na Plaça Urquinaona. Oficjalny pochód przebiegał spokojniej niż poprzedni, choć w bocznych ulicach dalej trwała regularna walka z policją. Jednak zanim marsz dotarł na zaplanowane miejsce, na Plaça Urquinaona rozpoczęły się największe zamieszki tego dnia. Płonęły śmietniki i namioty ogrodków piwnych, radiowozy obrzucano farbą. Wobec protestujących policja użyła gazu łzawiącego i gumowych kul, wiele osób zostało rannych, niektóre przewieziono do szpitala. Zamieszki przeniosły się następnie na pobliski Plaça de la Universitat, ale po krótkim czasie zostały brutalnie stłumione przez policję. Wiele osób zostało zatrzymanych i przewiezionych na komisariaty. Policja do późnych godzin nocnych patrolowała ulice całego miasta, w celu poszukiwania potencjalnych sprawców wydarzeń.

Strajk 29 marca był pierwszym prawdziwym sprawdzianem dla obecnie panującego rządu Mariano Rajoya. Związki zawodowe podają, że wzięlo w nim udział 77% pracowników wszystkich sektorów gospodarki, a największy udział – 97 % – odnotowano w sektorze przemysłu i budownictwa. Również pracownicy największych fabryk samochodowych w kraju – Renault, SEAT, Volkswagen i Ford – odmówili tego dnia pracy.

Celem strajku generalnego i działań CGT, CNT i SO nie jest chęć renegocjowania prawa pracy, ale unieważnienie go razem z innymi antyspołecznymi ustawami wprowadzanymi przez nowy rząd. Związki zawodowe zapowiadają dalszą mobilizacją do czasu, aż ich cele nie zostaną osiągnięte.

Zobacz zdjęcia na stronie CGT Barcelona
25 marca 2012 | Dział: Świat
Jak donoszą przyjaciele Rozbratu z Białorusi, 24 marca w Mińsku planowano koncert punkowy, z którego dochód miał wesprzeć inicjatywę Jedzenie Zamiast Bomb. Lecz już na samym jego początku na salę włamał się specjalny oddział milicji, częściowo zamaskowany, krzycząc „ręce do góry!”. Koncert przerwano, a milicja zatrzymała wszystkich obecnych – ponad 100 osób. Przy wejściu do sali najprawdopodobniej był obecny oficer KGB, który uważnie obserwował całe wydarzenie, a następnie wydał rozkaz podjęcia operacji.

Ponad 30 osób zapakowano do suk i przewieziono do aresztu, większość po sporządzeniu odcisków palców została wypuszczona po kilku godzinach. Przy przesłuchaniach najprawdopodobniej obecny był zastępca szefa mińsku policji – szef policji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo publiczne. Zatrzymani oskarżają policję o brutalność i stosowanie przemocy, w tym bicie po twarzy. Część zatrzymanych w oczekiwaniu na przesłuchanie musiała przez wiele godzin stać odwrócona twarzą do ściany. Jedna osoba, Elena Dubovik, ma przebywać w areszcie do poniedziałku.

Moment ataku milicji został zarejestrowany na filmie:

http://www.youtube.com/watch?v=biK7qqSgDe4

O sprawie informuje też białoruski Anarchistyczny Czarny Krzyż

22 lutego 2012 | Dział: Świat

9 lutego o 6.30 rano w Samarze w Rosji odnaleziono zwłoki anarchisty Nikity Kalina. Według słów matki na ciele miał on około 61 ran zadanych nożem,  oraz liczne urazy głowy.  Ofierze nic nie skradziono. Policja zatrzymała podejrzanego lokalnego neofaszytsę na którego kurtce odnaleziono ślady krwi.  Więcej informacji o całej sprawie na  http://wiki.avtonom.org/en/index.php/Donate

29 listopada 2011 | Dział: Świat

W Dniepropawłowsku został zamordowany 17-letni antyfaszysta Miachał Norocha. Prawdopodobnie ofiara została pobita a następnie zepchnięta z 16-pietra. Michał już kilkakrotnie był atakowany w związku z prowadzoną działalnością antyrasistowską. To kolejne morderstwo w ostatnim czasie na Ukrainie powiązane ze skrajną prawicą.

13 listopada 2011 | Dział: Świat

Niemiecka policja rozbiła i aresztowała grupę neofaszystów, którzy w ciągu 14 lat dokonali kilkunastu zabójstw obcokrajowców, oraz dokonali zamachu bombowego w Kolonii. W ich siedzibie odnaleziono broń oraz materiały promujące narodowy socjalizm. Przestępcy kolekcjonowali również filmy ze swoich zabójstw.

12 listopada 2011 | Dział: Świat

Szef francuskiego koncernu energetycznego EDF został skazany na 3 lata więzienia i 10000 euro za zlecenie szpiegowania Greenpace.  Ponadto koncert wypłaci na rzecz ekologów pół miliona euro oraz zapłaci karę finansową. Jest to precedens w dotychczasowych oskarżeniach o szpiegostwo organizacji ekologicznych przez multikorporacje. EDF prócz szpiegowania kilkukrotnie włamywało się do komputerów Greenpace umieszczając tam konie trojańskie.

15 września 2011 | Dział: Świat
W dniach 10 i 11 września 2011 r. w szwedzkim Malmö miało miejsce coroczne spotkanie Czarno-Czerwonej Koordynacji. Wzięli w nim udział delegaci i delegatki związkowy zawodowych związanych z tradycją anarchosyndykalistyczną: francuskiego CNT-F, szwedzkiego SAC, włoskiego USI-AIT, dwóch związków z Hiszpanii: CGT oraz Solidaridad Obrera, greckiego ESE oraz polskiej Inicjatywy Pracowniczej.

Obrady trwały pełne dwa dni. Rozpoczęła je prezentacja SAC na temat form organizowania się migrantów bez papierów w ramach SAC (SAC jako jedyny związek w Szwecji przyjmuje w swoje szeregi migrantów bez papierów, jest to obecnie blisko tysiąc osób, przede wszystkim z Ameryki Łacińskiej). By walczyć z wyzyskiem wykorzystują oni metodę „rejestru”, polegającą na rejestrowaniu prywatnych informacji o pracodawcach, by w oparciu o nie organizować akcje bezpośrednie, przykładowo przed ich domami.

Na spotkaniu umówione zostały zasady i stan solidarnościowego funduszu, którym dysponuje Koordynacja. Solidaridad Obrera zaproponowało wspólne logo koordynacji, a Francuzi z CNT-F wydanie wspólnego plakatu. Włosi z USI-AIT w najbliższym czasie zaprezentują stanowisko Koordynacji wobec instytucjonalnego faszyzmu. Mają trwać prace nad stworzeniem wspólnej strony internetowej. Koordynacja również powołała osobną grupę roboczą do opracowania statusu Koordynacji oraz zasad przyłączania się kolejnych organizacji, jak też mającą pogłębić współpracę międzynarodową. Nie obeszło się bez krytyki dotychczasowej współpracy, która mogłaby być bardziej intensywna i skupiona na wymianie między konkretnymi komisjami np. istniejącymi w tych samych sektorach w różnych krajach. Koordynacja wyraziła chęć tworzenia powiązań między oddolnymi komisjami.

CGT oraz Solidaridad Obrera zwróciło się do członków Koordynacji o wsparcie strajku generalnego, który wraz z hiszpańską CNT organizują 29 września 2011 r. Koordynacja poparła strajk jak też wyraziła uznanie z powodu współpracy wszystkich trzech hiszpańskich organizacji.

Inicjatywa Pracownicza poprosiła uczestników Koordynacji o wsparcie spotkania „Kobiet z Inicjatywą”, czyli planowanego na wiosnę 2012 r. spotkania członkiń Inicjatywy Pracowniczej. Delegaci przedstawili sytuację oraz walki kobiet z ich związków – wiele z nich posiada sekcje kobiet nastawione na walkę z dyskryminacją i wyzyskiem kobiet – oraz zadeklarowali, że na spotkanie do Polski przyjadą przedstawicielki, by podzielić się doświadczeniami i wzmocnić pracowniczy ruch kobiecy.

W przeddzień spotkania Czarno-Czerwonej Koordynacji, w ramach wymiany północnoeuropejskich związkowy zawodowych, SAC zaprosiło Inicjatywę Pracowniczą do wspólnych działań w obronie praw pracowniczych polskich migrantów w Szwecji. SAC zaproponowało wydanie wspólnej ulotki w języku polskim, która będzie dystrybuowana w Szwecji. Oprócz tego w najbliższym czasie będzie negocjowane porozumienie SAC i IP, w ramach którego członkowie obu organizacji po przekroczeniu granicy będą mogli liczyć (bez opłacania dodatkowych składek) na obustronną pomoc prawną i organizacyjną oraz wsparcie w konfliktach pracowniczych – jest to tzw. podwójne związkowe członkostwo.

Pełen protokół ze spotkania Koordynacji zostanie wkrótce przetłumaczony na język polski i zaprezentowany członkom związku. Kolejne spotkanie koordynacji odbędzie się we wrześniu 2012 r., we Francji lub w Polsce. Sekretariat Koordynacji, sprawowany przez rok, przejął od Włochów z USI-AIT sekretariat międzynarodowy szwedzkiego SAC.